sobota, 3 sierpnia 2019

Zamachowcy, terroryści i szare eminencje (70)



22.30. HAARP – demiurg XXI wieku


 Tak więc zaczęło się od HAARP. Nie będę powtarzał o co tam chodzi, bo sprawa jest powszechnie znana. Od siebie dodam tylko, że kiedy przeczytałem listę częstotliwości roboczych i oddziaływania ich na organizm człowieka, to dotarło do mnie, że nie ma sensu tego w ogóle rozpatrywać, boż gdyby to wszystko było prawdą, to Ludzkość albo pławiłaby się w niewysłowionym luksusie Zdrowia Absolutnego lub przestałaby istnieć rozłożona przez różne schorzenia. Tymczasem jak jest – każdy widzi. Ludzie chorują na różne schorzenia, co wynika z ich indywidualnych preferencji i podatności, miejsca zamieszkania, strefy klimatycznej, częstotliwości podróży krajowych i zagranicznych, kontaktów interpersonalnych, nawyków żywieniowych, jakości wody i powietrza w miejscu stałego pobytu, itd. itp. Tymczasem bajeczka o HAARP zakłada, że emituje ono jakieś czarne promieniowanie, które zamienia ludzi w chorujące zombie i w ogóle przypomina promieniowanie sterujące istotami humanoidalnymi z planety Saraksz z powieści Arkadego i Borysa Strugackich pt. „Przenicowany świat”. Powiem tylko tyle – gdyby HAARP był tak wszechmocny, jak zakładają to stronnicy i zwolennicy STD, to wszystka broń z arsenałów wszystkich państw mogłaby pójść na przetopienie, bo byłaby guzik warta. Tymczasem wszyscy się boją i zbroją na potęgę, poza Polakami, którzy się nie zbroją – a jak zwykle zresztą – liczą na Boską Opatrzność…


22.31. Chemtrails – trucizna z nieba


Drugą bajędą z czyjejś głowy niedowarzonej, która zajmuje badaczy i „badaczy” są chemtrails. Wypisano całe morze atramentu i tuszu na temat tego, czym są chemtrails i jakie straszliwe skutki ze sobą przynoszą.

W pewnym momencie ludzie się spostrzegli, że samoloty latające na dużych wysokościach zostawiają za sobą białe smugi kondensacyjne – z angielskiego: contrails. Są to smugi pary wodnej i spalin pozostawione przez silniki odrzutowe w chłodnych i wilgotnych masach powietrza na wysokości przelotowej czyli ok. 12.000 m n.p.m. Nie ma w nich niczego dziwnego: im wilgotniejsze jest powietrze – tym smuga jest dłuższa. Im cieplejsze i suchsze – tym krótsza lub w ogóle jej nie ma. Wszystko wynika z praw fizyki gazów i nie ma w tym niczego dziwnego.

Ale nie dla zwolenników STD, którzy widzą w tym jakieś potworne zagrożenie równie potwornym spiskiem. I tylko nie bardzo wiadomo – czyim. Oczywiście pomawiane są oba Supermocarstwa, Chiny, Korea Pn., NATO no i – jakżeby inaczej – Izrael. Oczywiście ich rządy działają przede wszystkim na rozkaz Iluminatów, Masonów, Różokrzyżowców, Bractwa Czaszki i Kości, czy neohitlerowców z Twierdzy Andyjskiej. Tą ostatnią hipotezę lansuje Daniel Laskowski w swych „Opowieściach łotrzykowskich” na stronie - http://daniel-laskowski.blogspot.com/- gdzie opisuje on m.in. możliwe wrogie działania pogrobowców nazistów realizujących testament Führera III Rzeszy w andyjskiej Rzeszy nr IV… Pomysł ciekawy, ale na ile realny?

Czym są chemtrails? Są to rozpylane związki chemiczne czy środki biologiczne – jednym słowem zastosowane bronie B i C przez sami-wiecie-kogo przeciwko wszystkim dobrym ludziom z wolnego świata. Próbowałem się dowiedzieć, co właściwie jest rozpylane i jedyne czego się dowiedziałem to to, że niektóre przedsiębiorstwa w ten właśnie sposób pozbywają się – „utylizują” – chemiczne odpady poprodukcyjne.

No w to akurat można uwierzyć – bo chodzi o ciężką kasę. Amerykanie w podobny sposób pozbywali się wysoko radioaktywnych „popiołów” z elektrowni jądrowych i rafinerii plutonu w Hanford, WA. W tym przypadku samolotami wożono je w kontenerach i topiono w naturalnym „mogilniku” w głębinach Pacyfiku i składowano na atolach Wysp Marshalla oraz na Johnston Island, o czym już pisałem w kontekście amerykańskich prób kosmicznych (a tak naprawdę to z broniami rakietowo-jądrowymi) na Oceanie Spokojnym – zob. http://wszechocean.blogspot.com/2014/10/palmyra-i-johnston-island-opinie.html.
Rosjanie po prostu wlewali płynne odpady do Morza Ochockiego i Karskiego, a pojemniki z odpadami składowali na Nowej Ziemi lub po prostu ładowali na statki, które zatapiali u jej wybrzeży. 

Podobnie postępowali Brytyjczycy na Morzu Irlandzkim. Tam z kolei topiono w jednym miejscu przedatowaną broń chemiczną (co wcale nie znaczy, że nie była szkodliwa) wraz z „popiołami” z elektrowni jądrowych wraz… z przeterminowanymi materiałami wybuchowymi.

Francuzi zaś zaświnili Saharę Zachodnią i atol Mururoa swoimi próbami nuklearnymi. Atom w raju, jakim są wyspy Polinezji jest jakimś zbrodniczym nieporozumieniem…

Na temat tych wszystkich zbrodni na biosferze Ziemi zwolennicy STD jakoś dziwnie milczą. Pewnie wychodzą z założenia, że skoro mówią o tym ekolodzy, to ich to już nie dotyczy…

Chemtrails są bajeczką dla społeczeństw złaknionych sensacji, bowiem my – ludzie – bardzo lubimy się bać, szczególnie siedząc przy ciepłym piecu, w kapciach i z książką/smartfonem w ręku.

Broń C była wykorzystywana w czasie Wielkiej Wojny, a chemiczne opryski defoliantami stosowali Amerykanie w Wietnamie, ponoć Rosjanie w Afganistanie czy Czeczenii oraz Irakijczycy przeciwko Kurdom. Czy ktoś wykorzystuje broń chemiczną przeciwko Europejczykom i Amerykanom? Poważnie w to wątpię – prędzej uwierzę w to, co w sposób przerysowany ukazał Stanisław Lem w „Kongresie futurologicznym”, gdzie całą Ludzkość poddano psycho-chemicznemu praniu mózgów i totalnemu zniewoleniu. Idealnie pasuje to do wizerunku Polaków, którzy wbrew zdrowemu rozsądkowi i bijącym w oczy faktom, od 30 lat głosują na jednych i tych samych, totalnie skompromitowanych polityków, wychodząc na tym jak Zabłocki na mydle i Stańczyk na grzybach!

To jednak jest niczym, w porównaniu z najbardziej idiotyczną i szkodliwą…


22.32. …krucjatą antyszczepionkową!


Od pewnego czasu, w niektórych mediach pojawiły się głosy sprzeciwu wobec systemu powszechnych szczepień ochronnych. Antyszczepionkowcy głoszą o konieczności zaprzestania szczepionkowego ludobójstwa, o przewagach homeopatii nad akademicką farmacją, o odczynach niepożądanych, o autyzmie, o padaczce i ukrywanych faktach, wielkim oszukańczym biznesie wielkich firm farmaceutycznych, itd. itp. Te wszystkie idiotyzmy – jak zwykle – znajdują posłuch w społeczeństwie i – co najbardziej przeraża – wyłączają mu zdrowy rozsądek.

 Wakcynosceptycy zapominają o tym, że gdyby nie szczepionki, to takie choroby jak ospa czarna, dyfteryt, koklusz, błonica, krztusiec, odra, polio czy gruźlica i grypa hiszpanka (H1N1) corocznie zbierałyby swe krwawe żniwo. Ale do ich przeciwników nie przemawiają żadne argumenty rozumowe czy statystyczne – oni WIEDZĄ, że szczepionki są szkodliwe dla dzieci i lepiej leczyć choroby, niż im zapobiegać. Typowo polskie myślenie, a właściwie bezmyślność, bo Polacy wolą wierzyć – a myślenie, jak dowodzi tego historia, przyprawia ich o ból głowy…

Ostatnio niektóre środowiska liberalne, łaknące multikulturalizmu, usiłują zdyskredytować twierdzenie, że Europa i Polska jest zagrożona przez rzadkie choroby przywleczone przez „migrantów” i uchodźców z Afryki i Azji. Jak głupie i krótkowzroczne jest to myślenie pokazują wypadki, które miały miejsce w Niemczech, gdzie pojawił się wirus Ebola-Marburg w 1967 roku zawleczony z Afryki. Zmarło wtedy 7 zakażonych.

- Co to jest siedem osób? – zapyta ktoś. Faktycznie – niewiele. Ale gdyby nie opanowano sytuacji, to do tej siódemki trzeba by było dopisać wiele zer… Zresztą o czym mówimy? Przypomnę 25-dniową epidemię zawleczonej z Indii ospy czarnej we Wrocławiu, która miała miejsce w lecie 1963 roku, zachorowało 99 osób, z czego zmarło 7. Przez ten cały czas zablokowano całe miasto… Przypominam, że to było w czasach, kiedy służba zdrowia jeszcze była w stanie zapobiec epidemii. Nie wyobrażam sobie czegoś takiego teraz, kiedy „zreformowana” służba zdrowia jest w totalnej ruinie!

W latach 90. w Polsce pojawiła się odra i błonica przywleczone z Ukrainy i krajów byłego ZSRR, a poza tym znów zaczęła się pojawiać gruźlica – przy tym bakterie tej ostatniej okazały się antybiotykoodporne, więc leczenie PAS-em i antybiotykami jest nieskuteczne i chory umiera na suchoty.  Jak podaje Wikipedia - mimo rozwiniętej profilaktyki i stosowania nowoczesnych leków, gruźlica stanowi duży problem zdrowotny na świecie i w Polsce. Także obecnie spotykane są bardzo zaawansowane postacie tej choroby. Według szacunków WHO (2011) gruźlica jest drugą (zaraz po AIDS) przyczyną zgonów na świecie, z czego: ok. 8,7 mln/rok to nowe zachorowania, 1,4 mln chorych rocznie umiera z powodu gruźlicy. Ponad połowa wszystkich chorych (59%) to mieszkańcy Azji. Najwyższe współczynniki zapadalności na gruźlicę występują w Afryce subsaharyjskiej, gdzie duży odsetek populacji jest zakażony HIV. Zakażenie HIV zwiększa wielokrotnie ryzyko zachorowania na gruźlicę. 310.000 osób na świecie zachorowało na gruźlicę wielolekooporną, MDR-TB (multidrug resistant tuberculosis), wywołaną przez prątki oporne jednocześnie na dwa najważniejsze leki przeciwprątkowe, tzn. na izoniazyd i ryfampicynę. Większość chorych na MDR-TB to mieszkańcy Chin, Indii, Rosji, Pakistanu i Republiki Południowej Afryki. W 84 krajach odnotowano już przypadki XDR-TB, czyli gruźlicy wielolekoopornej z dodatkową opornością na kolejne ważne leki przeciwprątkowe, jakimi są fluorochinolony i leki podawane we wstrzyknięciach (amikacyna, kanamycyna, kapreomycyna). Gruźlica nie ustępuje w państwach Ameryki Płd., basenu Morza Śródziemnego – wskaźniki zapadalności 50-80/100.000., natomiast w krajach rozwiniętych (Europa, Ameryka Płn., Australia) 10-15/100.000.

Te dane wkrótce się zmienią na niekorzyść w związku z napływem „migrantów” i „uchodźców” z krajów Afryki subsaharyjskiej.

A jak sprawy się mają w Polsce? W Polsce brak wystarczającego finansowania służby zdrowia spowodował zaniedbanie wielu programów zapobiegawczych gruźlicy i istnieje ryzyko nawrotu powszechnego występowania gruźlicy w Polsce. W Polsce w 2011 roku zarejestrowano 8478 przypadków gruźlicy (!!!). Współczynnik zapadalności wyniósł 22,2/100.000 ludności. Zapadalność na gruźlicę w Polsce jest wciąż wyższa niż średnia w krajach Unii Europejskiej. W większości krajów UE zapadalność jest niska (np. Niemcy – 5,3; Czechy – 5,7; Słowacja – 7,3). Zapadalność na gruźlicę wyższą niż Polska mają: Portugalia (23,9), Estonia (25,4), Bułgaria (32,1), Łotwa (39,7), Litwa (58,7) i Rumunia (89,7). W 2011 roku, podobnie jak w latach poprzednich, zapadalność na gruźlicę w Polsce wzrastała wraz z wiekiem: od 1,5 na 100 000 wśród dzieci do 14 roku życia do 41,9 na 100.000 wśród osób w wieku 65 lat i starszych. Gruźlicę rozpoznano u 111 dzieci. Średni wiek chorego na gruźlicę mieszkańca Polski wynosił 53,3 lat. W 2011 roku, jak w latach wcześniejszych, zapadalność na gruźlicę mężczyzn była wyższa niż kobiet (mężczyźni stanowili 67,4% chorych). Zapadalność na gruźlicę w miastach była wyższa niż na wsi, co jest w Polsce nowym zjawiskiem, obserwowanym dopiero od dwóch lat. W 2010 roku gruźlica była przyczyną zgonu 575 osób w Polsce. Współczynnik umieralności – 1,5 na 100.000 ludności – był niższy niż w roku 2009 (2,0/100.000). Zgony z powodu gruźlicy stanowiły 0,2% ogółu zgonów w Polsce i 20,5% zgonów z powodu chorób zakaźnych i pasożytniczych. Najwyższą zapadalność (na 100.000 ludności) na gruźlicę zarejestrowano w województwach: lubelskim (37,0) i świętokrzyskim (32,3), z kolei najniższą w wielkopolskim (12,8) i warmińsko-mazurskim (13,4).

Tyle Wikipedia. Jak widać, wakcynosceptycy najwyraźniej chcą zwiększyć te liczby, bo najwidoczniej jest za dużo Polaków w Polsce i trzeba sprowadzić na ich miejsce „uchodźców” i „migrantów”. Takie jest myślenie niektórych  tzw. „Polaków”…

Tak nawiasem mówiąc, to przed możliwością ściągnięcia do Polski różnych chorób ostrzegałem już na początku lat 90., kiedy do Polski zaczęli ściągać obywatele krajów b. ZSRR, oraz Romowie z Bułgarii i Rumunii. Niewiele wskórałem, ale przynajmniej zaszczepiono personel Granicznych Placówek Kontrolnych przeciwko błonicy i kilku innym chorobom. Być może komuś udało się uratować życie…

Za naszymi granicami poza wymienionymi tutaj infekcjami czai się dżuma dymieniczna – Czarna Śmierć, która dziesiątkowała ludność Europy i redukowała jej populację do poniżej 1/3 pierwotnego stanu. Postępujący efekt globalnego ocieplenia i krótkie, łagodne zimy oraz długie gorące lata, zwiększający się ruch transkontynentalny, migracje, zwiększająca się wymiana handlowa – wszystko to są czynniki zwiększające ryzyko przenoszenia się chorób z kraju do kraju, z kontynentu na kontynent. To samo dotyczy np. plagi szarańczy. Ale tego już nie rozumieją fani multi-kulti i temu podobnych idiotyzmów.

No i nasza opieka lekarska. Nie wyobrażam sobie wybuchu epidemii czy pandemii w kraju, w którym w miasteczku liczącym 5000 mieszkańców jest tylko 1 lekarz i 1 pediatra! To są właśnie rezultaty „przemiany ustrojowej” i kolejnych obłędnych i chorych „reform” służby zdrowia w Polsce po 1989 roku.

Brak szczepień ochronnych spowoduje, że za parę lat powrócą takie dopusty Boże jak m.in. czarna ospa, odra (już powróciła) czy polio. Odmówiło szczepień ochronnych ok. 50.000 ludzi. W takim tempie za 6 lat nasze społeczeństwo będzie zagrożone epidemiami chorób, na które te dzieci nie szczepiono. Ale do zakutych łbów rycerzy antyszczepionkowej krucjaty to nie dociera – docierają jedynie plotki i pogłoski umacniające ich w swych poglądach i urojeniach.

A wszystko to działa na zasadzie wiadomości z agencji JPDP – jedna pani drugiej pani naopowiadała głupot. Przypomina mi się historia z chemtrails – głównymi orędownikami ich istnienia i szkodliwego działania są ludzie nie mający zielonego pojęcia o chemii. Podobnie jest z HAARP. Pamiętam, jak zostałem zmieszany z błotem przez jedną panią, która święcie wierzy w omnipotencję HAARP. Okazało się, że pani owa jest gospodynią domową po zawodówce, a swe „rewelacyjne” wiadomości czerpała z kolorowych pisemek dla kobiet i brukowców w rodzaju „Fakt” czy „SuperExpress”… Podobnie jest z wakcynosceptykami, co potwierdza tylko tezę o tym, że najłatwiej zwariować (i zarabiać) nad kimś niedoinformowanym, przestraszonym i niedouczonym.

Pamiętam pewną kobietę, która zmarła w wieku 33 lat na raka piersi. Rak ten jest uleczalny pod warunkiem, że zostanie szybko usunięty i wyleczony chemio- i radioterapią. Owa pani – matka dzieciom – oczywiście leczyła się u jakiegoś szarlatana, który wmówił w nią jakieś leki homeopatyczne i „terapie naturalne”. A guz rósł i rósł, a kiedy urósł do 3 kg, owa pani wreszcie udała się do lekarza. Oczywiście nic już się nie dało zrobić i zmarła pozostawiwszy nieletnie dziecko. Ciekawy jestem, czy ten szarlatan oddał pieniądze, które zainkasował za swe „leczenie”? A ilu takich Harrisów, Kaszpirowskich, Bashoborów i innych hochsztaplerów leczy przede wszystkim swoje portfele naszym kosztem?  Wprawdzie niektórzy ludzie czują się wyleczeni, ale jest to efekt placebo i po jakimś czasie dolegliwości wracają. I to wszystko.

Antyszczepionkowcy popełniają błąd, za który zapłacimy wszyscy, bo jeżeli nawet zaszczepiono dzieci lichymi szczepionkami, to jest wina producentów tego szajsu i tych, którzy tenże zakupili, a nie metody zapobiegania. Komuś ten bałagan jest bardzo na rękę i ktoś za to powinien odpowiedzieć. Ten, który te szczepionki zakupił i ten, który zdecydował o ich użyciu, a także ten, który podżegał ludzi do łamania obowiązującego prawa. Ich nazwiska są znane, więc uważam, że prokuratura powinna się nimi zająć.


22.33. Żyjemy w kapitalizmie…


…w którym liczy się przede wszystkim pieniądz. Konkurencja – jak widać z powyższego – kieruje nasze życie na jakieś chore, anormalne tory. Im głupiej tym lepiej. Im bardziej sensacyjnie, tym bardziej przelicza się to na brzęczącą monetę. Prawo popytu i podaży w jakiejś spotworniałej formie. Mikołaj Kopernik miał rację – zły pieniądz wypiera dobry pieniądz. Przekładając na współczesne układy myśl genialnego Toruńczyka można wyrazić tak – głupota wypiera mądrość i wiedzę. Erazm z Rotterdamu miałby niezły ubaw obserwując nasze współczesne życie… - zapewne napisałby „Pochwałę głupoty 2”, a miałby o czym pisać…!  


22.34. Głosy rozsądku


Wypowiadają się nasi Czytelnicy:

Najsmutniejsze jest to że w te głupoty wierzą ludzie którzy uchodzą w swoim środowisku za wykształconych i mądrych...  A z tego widać że głupota nie zna granic! A są tacy co na tym robią kasę. I to grubą! (Józefg)  

Niestety masz rację, najgorsze jest to, że w te brednie wierzą ludzie zda się oświeceni i wykształceni, którzy nie tylko pozwalają na propagowanie tych idiotyzmów, to jeszcze popierają oszołomów głoszących te brednie i stają w ich obronie! To właśnie jest niebezpieczne. (Daniel Laskowski) 

Odnośnie najnowszego Pańskiego wpisu dodam coraz popularniejszą teorię o płaskiej Ziemi. Nie umniejszając osiągnięciom naszych starożytnych przodków, cofamy się w rozwoju. I to w czasach Internetu, wszędobylskiej technologii i postępu. Paradoks? Paradoks. I paranoja. Pozdrawiam (M. Kołodziej)

Ja to jeszcze bardzo lubię tych, co są "wrażliwi na fale elektromagnetyczne". Dla osób niewtajemniczonych są to osoby, które odczuwają bóle głowy, nudności i bóg wie co jeszcze "z powodu fal". Przypadłość jest bardzo specyficzna przechodzi im po wywiezieniu na totalne odludzie i pokazanie odczytu z czujnika, że "nic tam nie ma". Jeśli 10 metrów dalej jest wielki masz komórkowy, ale "czujnik pokazuje 0", to objawów również brak (Sectroyer)

Taaa.... Znam przypadek że baba odczuwała dolegliwości jak na balkonie sąsiedniego bloku w odległości około 40 metrów facet zainstalował talerz anteny satelitarnej..... Awantury i pisanie skarg trwało kilka lat aż w bloku zamontowano kablówkę i antena została zdjęta. Czy dolegliwości ustąpiły? Nie wiem ale jak człowieka spotkam to spytam.... Hihi.... co to za kabel że na taką odległość działa...Natomiast wierzę w indywidualną wrażliwość na pole magnetyczne Ziemi czyli radiestezję. Z małym zastrzeżeniem - do większości tzw. radiestetów-uzdrowicieli podchodzę z duuużym dystansem bo większość jest - delikatnie mówiąc - zwykłymi naciągaczami. Znałem osobiście dwóch radiestetów i to dobrych, swojego czasu bardzo znanych, obydwaj zmarli ileś lat temu.... (A.P.)

Kilku rzeczy od nich się nauczyłem ale nie korzystam z tego. Kiedyś próbowałem ale w pewnym momencie doszedłem do wniosku że kształtowanie u siebie takich zdolności może stać się dość kłopotliwe....(Józefg)


KONIEC


piątek, 2 sierpnia 2019

Zamachowcy, terroryści i szare eminencje (69)


22.28. Jeszcze na temat chemtrails - odzew


Mój materiał „Chemtrails czy maskirowka”na temat chemtrails ze strony http://wszechocean.blogspot.com/2012/12/chemtrails-czy-maskirowka.html ukazał się w formie listu do redakcji „Nieznanego Świata” w nr 3/2013. W moim liście odniosłem się sceptycznie do wcześniejszych materiałów na ten temat, które ukazały się m.in. na łamach tego miesięcznika. Redakcja odpowiedziała mi tak:

Drukując niniejsze refleksje w myśl zasady „Audiatur et altera pars” w pełni podtrzymujemy oceny, jakie zostały zawarte w raporcie na temat chemtrails  w NŚ nr 12/2012 i 1/2013, którego autor – po otrzymaniu zlecenia Redakcji – przez wiele miesięcy zbierał materiały. Zresztą w tej mierze pojawiają się coraz to nowe fakty, o których pisze m.in. w najnowszym tegorocznym numerze dwumiesięcznik NEXUS (polecamy uważną lekturę zamieszczonych tam informacji!) Nieco dziwi nas również fakt, że w publikowanym liście naszego współpracownika i przyjaciela w ogóle pominięty został problem potencjalnego wpływu chemtrails na zmiany pogody i – szerzej – manipulowanie klimatem, co w dwuczęściowej publikacji Przemysława Nowakowskiego stanowiło nader istotny wątek, ważniejszy nawet od spiskowych teorii dotyczących NWO, tajnego rządu światowego, itp. nie po raz pierwszy także w istotny sposób różnimy się w ocenie niebezpieczeństw, jakie wiążą się z funkcjonowaniem – poza wszelką kontrolą – osławionego systemu HAARP.


Wyprostuję tutaj kilka spraw, a więc:

Nie zaprzeczam, że chemtrails istnieją – wszak nawet tradycyjne contrails de facto chemtrails, bowiem składają się z produktów spalania lotniczej nafty w powietrzu. Jako ekolog doskonale zdaję sobie z tego sprawę. I doskonale zdaję sobie sprawę z efektów spalania takich ilości paliw lotniczych w atmosferze naszej planety. W samej tylko Europie mamy 3000 połączeń lotniczych dziennie. Oznacza to, że codziennie 3000 samolotów wypala całe tony tlenu z naszej atmosfery, dając w zamian dwutlenek węgla i wodę w postaci pary wodnej i ma to ważki wpływ na stan pogody, którą się manipuluje m.in. w ten sposób. (Nawiasem mówiąc wyjątkowo nieudolnie, co widać po anomaliach, które uderzają w nas coraz dotkliwiej…) To jest tak oczywiste, że nie pisałem o tym. Myślałem w swej naiwności, że oczywiste jest również dla innych Czytelników (co jak widać nie jest). Nie mówiąc już o tym, że jest to znacząca składowa czynników wywołujących tzw. efekt szklarniowy i globalne ocieplenie – tak krytykowane przez wpływowe lobbies paliwowo-energetyczne. Krytykowane, bo bije w jego interesy, co jest chyba oczywiste dla wszystkich, poza oczywiście poza tymi, którzy mają z tego korzyści czy zostali przez nich kupieni i będą wmawiali innym ludziom ewidentne bzdury ubrane w pozory uczoności.

Co do rewelacji z „NEXUS-a”, to niestety – z przykrością muszę napisać, że niejednokrotnie są one ciągnięte za włosy. Kiedy przeczytałem na jego łamach artykuł, w którym ktoś tam udowadniał, że mleko jest niebezpieczne dla człowieka, to spasowałem i przestałem go kupować. Dlatego jestem uprzedzony do tego czasopisma.

No i HAARP – ten czołowy, ukochany temat wszystkich stronników i zwolenników Spiskowej Teorii Dziejów. Zastanawiam się tylko, co ten HAARP ma przykrywać? – bo trzeba szukać właśnie tego, a nie czepiać się kurczowo instalacji, która rzekomo podgrzewa jonosferę. A teraz proszę pomyśl Czytelniku! – co da podgrzewanie czegoś, czego gęstość jest tak niska, że praktycznie jest to tzw. wysoka próżnia, której nie uzyska się w laboratorium? Odpowiem Ci – NIC. Za to podgrzewanie niższych warstw atmosfery – troposfery i stratosfery ma sens, ale nie jonosfery, w której latają sztuczne satelity i stacje kosmiczne! No, ale to brzmi atrakcyjnie i robi wrażenie na niezorientowanych.  Dlatego szukam tego czegoś, co jest pod przykrywką HAARP i radzę to samo innym badaczom. Tak samo jak w ufologii jest w przypadku Area 51 i innych „stref” czy „obszarów”, w których dzieją się dziwne i z pozoru niewytłumaczalne rzeczy... – a które mają, jak się wydaje, swe jak najbardziej ziemskie wytłumaczenie.   


22.29. HAARP, chemtrails, szczepionki i spiskowy obłęd


Od czasu do czasu niektórzy przedstawiciele gatunku Homo (ponoć) sapiens sapiens dostają coś, co można określić mianem pierdolca pospolitego. Sfrustrowani swymi niepowodzeniami szukają winnych. Bez winnych dla nich się nie obejdzie. Ktoś jest winien ich niepowodzeń i musi za to odpowiedzieć – taki jest tok ich myślenia.

Odkąd zacząłem się interesować różnorakimi katastrofami – a przede wszystkim lotniczymi – to moją uwagę zwróciły wypowiedzi niektórych osób, która zamiast szukać racjonalnych przyczyn, od razu obwiniały o nie rządy USA, Rosji, Chin, krajów NATO, wojskowych, specsłużby, naukowców, szaleńców, Ilumiantów, Różokrzyżowców, Masonów, no i oczywiście samego Szatana in persona, którzy robią wszystko, by tylko dołożyć biednym niedouczonym frustratom. Tak też na tle ich majaczeń powstają całe pola dorodnych i kwitnących teorii spiskowych, co jest o tyle oczywiste, że najbardziej i najlepiej zarabia się na ludzkim strachu i głupocie – dokładnie w tejże kolejności.

No cóż, stronnicy i zwolennicy Spiskowej Teorii Dziejów żerują na tanich sensacjach i kłamstwach rozpowszechnianych przede wszystkim przez służby specjalne w celu uzyskania takich czy innych efektów wymierzonych w określone osoby czy grupy osób. Internet i inne media są doskonałym przekaźnikiem tych bredni, a ilość „pożytecznych idiotów” je powielająca rośnie w postępie geometrycznym.



niedziela, 28 lipca 2019

Zamachowcy, terroryści i szare eminencje (68)


22.27. Chemtrails: czy „maskirowka”?


Od czasu do czasu wraca problem chemtrails, którymi rządy poszczególnych państw w ramach Nowego Porządku Świata - NWO, pacyfikuje ludność poszczególnych krajów jak i całej planety. Przypomina mi się chemiczna eutopia opisana przez Stanisława Lema w opowiadaniu „Kongres futurologiczny” (1973), w którym ludzkość zostaje poddana chemicznej psychoterapii, której celem jest przesłonięcie faktów ogromnego przeludnienia, kryzysu gospodarczego i na dodatek globalnego ochłodzenia. To był Lem, natomiast w dniu dzisiejszym krążą wśród pospólstwa legendy miejskie na temat chemtrails, przy pomocy których rząd światowy (musi iluminacki, masoński czy jeszcze jakiś inny, a na pewno żydowski i to związany z Klubem Bilderberg) trzyma w ryzach zniewolone narody.

To zapewne pasowałoby do Polski, w której Polacy z bezrozumnym wręcz idiotycznym uporem głosują wciąż na tych samych skompromitowanych polityków i nie chcą niczego zmieniać, wbrew bijącej w oczy niesprawiedliwości, niekompetencji i pazerności tychże. Za tzw. „komuny” podwyżki cen o kilka groszy wywoływały histerię – dzisiaj podwyżki cen o wiele złotych nie wywołują żadnych reakcji. Ludzie przywykli do tego, że w tzw. „wolnej” Polsce człowieka można okraść w majestacie prawa i nie ma na to żadnego sposobu. No ale to jest kwestia 30-letniego prania mózgów propagandą o tym, jak to jest nam dobrze w „wolnym” kraju, a będzie jeszcze lepiej, karmienia ludzi banialukami o „zielonych wyspach”, czy wreszcie opowieściami o civitas Dei, prawie i sprawiedliwości, które na pewno zapanuje – tylko za bardzo nie wiadomo, kiedy… I tutaj nie ma żadnej chemii, poza wypróbowanym, goebbelsowskim prawem głoszącym, że kłamstwo powtórzone milion razy staje się prawdą.

Tak właśnie jest i nie potrzeba żadnych środków farmakologicznych, by doprowadzić do tego bezkrytycznie nastawionych do rzeczywistości, ogłupianych przez media, niedoedukowanych ludzi i w razie czego, gładkie zwalenie win na mitycznych „onych”, a z braku takowych na Żydów, komunistów, gejów z lesbijkami, ekologów i ekologistów czy Zielonych, a ostatnio w modzie są Kosmici – szczególnie wredni i odpowiedzialni za efekt globalnego ocieplenia. To wszystko robi się w ramach trwającej od lat 40. ubiegłego stulecia wojny psychologicznej USA najpierw z Blokiem Wschodnim, a teraz prawie z całym światem. Przypomina to dość dokładnie rzeczywistość kreowaną przez Nieznanych Ojców z powieści „Przenicowany świat” (1973) Arkadego i Borysa Strugackich przy pomocy systemu przekaźników promieniowania o określonych częstotliwościach działających na mózgi ludzkie – coś à la dzisiejszy HAARP. Tak zatem – jak widać – wszystko już było i zwolennicy Spiskowej Teorii Dziejów z udziałem chemtrails i HAARP nie wymyślili nic nowego, a wręcz można by ich spokojnie oskarżyć o plagiat i wygrać ewentualny proces!

Miejska legenda o chemtrails zrodziła się wskutek zbiegu kilku okoliczności, a mianowicie istnieniu i rozprzestrzenianiu się:
v informacji o formach i metodach prowadzenia wojny chemicznej (przykład: stosowanie przez Amerykanów i Rosjan defoliantów w czasie wojen w Wietnamie i Afganistanie);
v pogłosek o powstaniu i działalności NWO oraz przejawach jego działania: kryzysach finansowych i gospodarczych mających na celu deregulację światowej gospodarki w celu podporządkowania sobie lub zniszczenia opornych państw i grup narodowościowych, religijnych, i in., stworzenia rządu światowego opanowanego przez Żydów, czemu ma służyć szerzący się ateizm, antysemityzm przez nich indukowany w społeczeństwach w celu oskarżenia ich i spacyfikowania, itp.
v informacji i pogłosek na temat zmian klimatycznych związanych z globalnym efektem cieplarnianym i próbom jego powstrzymania;
v informacji i pogłosek o dziurze ozonowej i środkach zaradczych;
v pogłosek o przejawach działalności na Ziemi wrogich Kosmitów;
v informacji o pojawieniu się GMO będących rezultatem inżynierii genetycznej;
v informacji i pogłosek o eksperymentach naukowych, których cel jest niejasny lub związany z obronnością państw. Typowym przykładem jest HAARP, EISCART, SURA, DUGA i inne tego typu instalacje
v pogłosek o zmianie magnetyzmu Ziemi i możliwych środkach zaradczych…

Jak widać, spektrum zagadnień i związany z nim obszar niejasności jest ogromny, i właśnie w takich mętnych wodach doskonale czują się specjaliści od wojny psychologicznej i zajmujące się dezinformacją służby specjalne wielu krajów.

Znany pisarz Wiktor Suworow (alias Władimir Bogdanowicz Rezun) ex-major GRU – a zatem człowiek doskonale zdający sobie sprawę z tego, co pisze – zacytował, kiedyś jednego ze swych wykładowców z Akademii GRU:
Nie wierzcie w to, co wam bez końca pokazują, szukajcie tego, co przed wami skrywają. A kiedy wreszcie znajdziecie, nie cieszcie się przedwcześnie. Być może macie do pokonania kolejną łamigłówkę. Pamiętajcie – każdej ważnej tajemnicy bronią co najmniej dwa zabezpieczenia. Albo trzy... („Samobójstwo”, Warszawa 2004)

W wielu rzeczach nie zgadzam się z Suworowem bo pisze on to, co jego nowi panowie z MI-5 chcą usłyszeć, ale akurat w tej sprawie zgadzam się w stu procentach. Tak rzecz się ma z tajemnicą UFO i innymi tajemnicami. Gdyby USAF posiadały technologię UFO, to czy ich służby specjalne zezwoliły na gadaninę takiemu Bobowi Lazarowi czy Johnowi Learowi i zdradzanie ich największych tajemnic? Nie, tak nie było, nie ma i nie będzie, bo służby mają swe tajemnice, które nigdy nie wyjdą na jaw – z różnych względów i tylko w Polsce powierza się idiotom pieczę nad nimi. W służbach obowiązuje to, co kiedyś napisał Herman Zdzisław Scheuring w swej książce „Czy królobójstwo” (Londyn 1964): Ale istnieją archiwa tajne, do których profani nie mają dostępu, a których tajemnice nie przedawniają się nigdy. To właśnie tą zasadę złamał Macierewicz publikując m.in. listy naszych agentów na Wschodzie. Na Kremlu i Łubiance chyba przez dwa tygodnie pili z radości po publikacji raportu tego nieodpowiedzialnego popaprańca po likwidacji WSI…

Rzecz polega na tym, że opowieści o UFO, chemtrails, itd. itp. przeciętny obywatel USA (teraz także i Polski) łyka jak gęś kluski w papce serwowanej mu przez media. Ale w tym szaleństwie jest metoda – chodzi o narzucenie określonych skojarzeń i taki obywatel na widok nieznanego mu samolotu będzie przysięgał, że widział UFO, a nie nowy typ samolotu. Korzyść podwójna: UFO tworzy „przykrywkę” dla nowej zabawki chłopców w mundurkach, a jednocześnie tworzy się kolejna legenda. Słowem – pełna maskirowka jak to nazywają Rosjanie.

Do czego zmierzam? A do tego, że gdyby nawet miała miejsce jakaś akcja rozsiewania środków chemicznych (jakich i po co?) nad kontynentami naszej planety byłoby to nie do ukrycia przed personelem naziemnym i latającym i prędzej czy później ktoś by się wygadał. Cudów nie ma. Nixonowi też się wydawało, że jego szwindle wyborcze nie wyjdą na jaw, a one zostały zdemaskowane szybciej, niż mu się to wydawało. Efekt był bardzo szybki – Nixon poszedł w odstawkę.

Jak to się ma do chemtrails? Zakładam, że jesteśmy podtruwani przez środki chemiczne wylewane nam na głowy z samolotów. Na filmach pokazuje się opryski dżungli defoliantami z samolotów i helikopterów. Rzecz w tym że zrzuty, czy jak kto woli opryski, są dokonywane z wysokości kilkudziesięciu metrów. Tylko wtedy oprysk jest skuteczny, bo czynnik roboczy – w tym przypadku defoliant – osiąga stężenie groźne dla życia roślin i zwierząt (w tym oczywiście ludzi) i jest letalny. Natomiast zrzut jakiegoś środka chemicznego na wysokości 10-12 km nad Ziemią nie ma sensu, bowiem kropelki tegoż zamarzają tworząc chmury zwane Cirrus – które dorobiły się nawet osobnej nazwy AIC, od: Aviation Inducted Cirrus. Chmury te rozwiewają się i co za tym idzie czynnik roboczy rozprasza się – rozcieńcza w milionach metrów sześciennych powietrza. Jego skuteczność w takim rozrzedzeniu wynosi dokładnie zero. Jeżeli spada na Ziemię, to w odległości 1000 i więcej kilometrów od atakowanego obszaru. Ale to nie przekonuje zwolenników STD, którzy opowiadają coraz to nowe historie mające potwierdzić wiarygodność ich urojeń.

Bardzo fajnie na filmach pokazano opryski dokonane przez samoloty pasażerskie. Rzecz w tym, że faktycznie – te samoloty zrzucały coś ze swych zbiorników w skrzydłach. Oczywiście – są to zrzuty paliwa przed lądowaniem i nic ciekawego w tym nie ma – oczywiście poza skażeniem naftą lotniczą kilku kilometrów sześciennych atmosfery. Tu się zgodzę – paliwo lotnicze jest toksyczne i potencjalnie niebezpieczne dla zdrowia istot żywych.

Innym argumentem stronników istnienia chemtrails jest to, że samoloty czasami zostawiały za sobą smugi a czasami nie, ergo wylewały ze swego wnętrza jakieś chemiczne paskudztwa. Rzecz jest o wiele prostsza, niż się komu wydaje. Samoloty lecą w powietrzu, które – w troposferze – jest złożone z wielu warstw przemieszczających się w poziomie i pionie. Odczuwamy to lecąc samolotem w postaci tzw. turbulencji. Samolot wpada w warstwy powietrza ciepłe i wilgotne oraz  zimne i suche, dzięki czemu smuga kondensacyjna znika lub pojawia się. Zwykłe zjawisko fizyczne i nie ma w nim niczego tajemniczego. Oczywiście nie dla wielbicieli STD.    

Innym problemem są zrzuty nieczystości, które zamarzają na kadłubach samolotów – co zostało udowodnione w warunkach laboratoryjnych, w sztucznie chłodzonym tunelu aerodynamicznym – i odrywają się od nich tworząc śmierdzące amoniakiem bryły niebieskiego (od środków dezynfekujących) lodu spadające z nieba. To jest autentyczne zagrożenie, bo taka bryła może spaść komuś na głowę i po prostu zabić. W kale czy moczu mogą znajdować się niebezpieczne drobnoustroje chorobowe, które mogą spowodować epidemię np. gorączki krwotocznej czy innego dopustu Bożego. Ale to i wszystko. Nie ma w tym żadnej tajemnicy.

A teraz uważam, że prawidłowo postawione pytanie brzmi: kto za tym stoi i komu to służy. Komu jest potrzebna bajeczka o chemtrails? I trzeba przede wszystkim tutaj szukać odpowiedzi. Ja podałem tylko jedną z możliwości – ochrona nowych zabawek przez chłopców w mundurkach. Oczywiście może to być również coś innego – o czym mogę nie mieć zielonego pojęcia. Jedno jest pewne – jeżeli ktoś chciał uzyskać „dach” przykrywający jakąś tajemnicę, to mu się to udało. Postulat Suworowa jest nadal w mocy, a zatem nie cieszmy się, bo ta tajemnica może mieć swoje drugie i trzecie dno…