poniedziałek, 30 stycznia 2012

BOLID SYBREYJSKI (6)

2.4. Co wiemy dziś?

Na zakończenie tego rozdziału przywiedźmy dostatecznie krótką i istotnie niepełną charakterystykę tunguskiej katastrofy.
Charakter eksplozji: ustalono, że na miejscu eksplozji TM - 70 km na NW od faktorii Wanawara (patrz il. 5.) - nie ma żadnego krateru poimpaktowego, który to astroblem[1] musiałby się pojawić w przypadku spadku meteorytu na powierzchnię Ziemi.
Powyższe stwierdzenie sugeruje zatem, że TKC nie doleciało do powierzchni naszej planety, a rozpadło się czy też eksplodowało na wysokości od 5 do 7 km. Wybuch nie był momentalny, TKC poruszało się w atmosferze, intensywnie rozrywając się na przestrzeni aż 18 km.
Należy także odnotować fakt, że TM „zaniosło” w niezwykły rejon - w rejon dawnego, niezwykle intensywnego wulkanizmu, przy czym epicentrum wybuchu pokrywa się idealnie z... centrum dawnego krateru! - kalderą gigantycznego wulkanu, który był czynny w Triasie.[1]
Energia eksplozji: Większość badaczy katastrofy ocenia jej energię w przedziale 1023 - 1024 ergów[2], co odpowiada energii eksplozji od 500 do nawet 2.000 bomb A typu Hiroszima, albo w równoważniku trotylowym: 10 - 40 Mt TNT.[3] Część tej energii przekształciła się w błysk świetlny, zaś pozostała część spowodowała baryczne i sejsmiczne zjawiska, które zaobserwowano na całym świecie...
Masa meteorytu: Wielu badaczy określa masę meteorytu w rozpiętości od 100.000 do 1 mln ton. Ostatnie wyliczenia skłaniają się raczej ku tej pierwszej liczbie.
Obraz wywału lasu: Fala uderzeniowa powaliła leśny masyw na powierzchni 2.150 km2. powierzchnia ta kształtem przypomina motyla siedzącego na powierzchni Ziemi, z osią symetrii zorientowana na W lub SW.
Obraz ten jest specyficzny. Las jest powalony centralnie, ale nierównomiernie - vide ryc. 1.
Energia błysku świetlnego: By zrozumieć fizykę wybuchu, należy odpowiedzieć na zasadnicze pytanie: Jaka część jego energii wyładowuje się w postaci błysku świetlnego? Badając ten temat, uczeni zwrócili uwagę na długie „zasmoły” - oparzenia promieniste na korze drzew. Obszar tajgi zawierające osmolone w ten sposób drzewa wynosi około 250 km2, a kontury jego przypominają elipsę - jak to widać na ryc. 3. - z wielką półosią dokładnie pokrywającą się z kierunkiem trajektorii lotu TM. Elipsoidalny kształt obszaru oparzeń promienistych drzew pozwala na domniemanie, że źródło intensywnego promieniowania świetlnego, a co za tym idzie także termicznego, miało kształt kropli wyciągniętej wzdłuż trajektorii. Energia błysku światła - jak się ocenia - wynosiła 1023 ergów, tzn. wynosiła około 10% całości energii eksplozji.
Od silnego błysku światła zapaliła się ściółka leśna. Wybuchł pożar, różniący się od normalnych pożarów lasu tym, że las zapalił się jednocześnie na dużej przestrzeni, ale płomienie zostały zbite ciosem fali uderzeniowej. Potem ponownie ujawniły się ogniska pożaru i palił się las już powalony, przy czym paliło się tylko w tychże ogniskach, a nie cała powierzchnia - co widać na ryc. 3.
Biologiczne następstwa wybuchu: Związane są one ze zmianami prędkości rośnięcia drzew - głównie sosen - w rejonie katastrofy. Tam wyrósł kiedyś las, wznowiła swe występowanie flora i fauna, jednakże w rejonie eksplozji TF las rośnie nieprawdopodobnie szybko, przy czym nie tylko młodniki, ale także 200-300 letnie drzewa, które ocalały po wybuchu TKC. Maksimum takich zmian przypada na linię zbieżną z trajektorią TM! Wydaje się więc, że przyczyna tej stymulacji wzrostu istnieje także w dniu dzisiejszym.[4]
Czym zostało to spowodowane? Czy tylko pożarami, które nawiozły glebę mikro- i makroelementami stanowiącymi stymulatory wzrostu roślin? Jak na razie, to brak na te pytania jakiejkolwiek odpowiedzi!...
Parametry trajektorii lotu: Celem wyjaśnienia procesów fizycznych, które wywołały wybuch TKC należy wiedzieć, jaki był kierunek jego lotu, a także kąt nachylenia trajektorii lotu względem płaszczyzny horyzontu, i rzecz jasna - jego prędkość. Według wszystkich danych zebranych do 1964 roku, TKC poruszało się po pochyłej trajektorii, z południa na północ - w tzw. „Wariancie południowym”. Aliści po zbadaniu wywału lasu, uczeni doszli do drugiego wniosku, a mianowicie - trajektoria lotu TM przebiegała z kierunku E-SE na W-NW - czyli pojawił się tzw. „wschodni wariant”. Na dodatek bezpośrednio przed wybuchem TKC poruszało się  dokładnie z E na W - azymut trajektorii wynosił 90-95o!
W związku z tym, ze różnica kierunków obu wariantów wynosi 35o, to można założyć, że kierunki lotu TM w czasie jego dolotu do powierzchni Ziemi się zmieniały!
Większość badaczy TF doszła do wniosku, że TM spadał na Ziemię pod kątem wynoszącym 10-20o w stosunku do płaszczyzny horyzontu. Mówi się także o kątach 30-35o i 40-45o - co pozwala sądzić, że i kąt trajektorii względem płaszczyzny horyzontu także się zmieniał!
Także oszacowania prędkości lotu TM są bardzo rozbieżne i sprowadzają się do dwóch punktów widzenia, a mianowicie:
q       Prędkość lotu TKC wynosiła 1 km/s;
q       Prędkość lotu TKC wynosiła 20 km/s.

Szczątki meteorytu: Po definitywnym stwierdzeniu faktu eksplozji TM nad Ziemią, poszukiwania szczątków straciły sens, a przynajmniej poszukiwania dużych odłamków TKC. Poszukiwania szczątków TM rozpoczęły się w 1958 roku i trwają do dzisiaj - bez powodzenia.
Rzecz w tym, że w glebach i torfie rejonu katastrofy udało się odkryć pięć rodzajów cząstek kosmicznego pochodzenia - w tej liczbie krzemowe i żelazno-niklowe, jednakże odnieść ich do TM nijak nie można. Są one niczym innym, jak śladami dawnych spadków meteorytowych i opadów pyłu kosmicznego, które występują codziennie od zarania istnienia Ziemi i Układu Słonecznego.[5]
Należy tu wziąć pod uwagę, że w okolicy znajdują się dawne potoki lawowe i że pyły powstałe z wietrzenia lawy mieszają się z pyłem kosmicznym zafałszowując tym samym obraz jego rozmieszczenia w okolicach katastrofy.
Efekt geomagnetyczny:  Po kilku minutach od wybuchu zaczęła się burza magnetyczna, która trwała przeszło 4 godziny. Takie zjawiska obserwuje się w atmosferze i magnetosferze Ziemi po wysokościowych eksplozjach urządzeń jądrowych!...
Tunguski wybuch spowodował jaskrawo odcinające się od reszty przebiegunowanie i namagnesowanie się gleby w promieniu 30 km od epicentrum eksplozji. To tak, jakby w tym rejonie wektor namagnesowania zmienił się z północno-południowego na południowo-północny lub znikał w ogóle! Co może spowodować takie anomalie magnetyczne, tego nie wie nikt do dnia dzisiejszego!!!...
W problemie TM występują jeszcze dwa najważniejsze pytania: Jak to się stało? oraz: Co to było? Na pytanie pierwsze można odpowiedzieć mniej-więcej bazując na zebranych i udokumentowanych wcześniej faktach i materiałach, ale odpowiedź na pytanie drugie nie jest łatwa. Aby na nie odpowiedzieć, należy zapoznać się z wieloma hipotezami, wersjami i propozycjami, co jest tematem kolejnego rozdziału.J


[1] Są to tzw. Tunguskie Plateau lub Tunguskie Trapy Bazaltowe, które powstały około 248 mln lat temu - czyli w górnym Permie - a nie jak podaje Autor - w Triasie, a których centrum znajduje się na 70oN i 90oE. Te trapy wulkaniczne są związane z jednym z tzw. „epizodów wielkiego wymierania” w historii Ziemi, którego mechanizmu nie wyjaśniono do dziś dnia. Prawdopodobnie stało się to wskutek impaktu meteorytu o dużej masie lub nawet asteroidu na antypodach tego punktu, co spowodowało masowe wymieranie wielu gatunków flory i fauny.
[2] Czyli 1017 - 1018 J w jednostkach SI.
[3] Niektóre szacunki mówią o nawet 130 Mt TNT.
[4] Nasuwa się tutaj ciekawa konstatacja z obserwacjami zachowania się roślin na miejscach CE z UFO, i tak w wielu przypadkach obserwowano także burzliwy rozrost roślin w miejscach lądowań UFO w latach następnych, jak to miało miejsce np. w Olsztynie k./Częstochowy czy Spytkowicach.
[5] Obliczono, że codziennie Ziemia „tyje” o około 10.000 ton materii meteorytowej.



[1] Krater pometeorytowy.

niedziela, 29 stycznia 2012

BOLID SYBREYJSKI (5)

2.3. Dalsze badania.


Badanie problemu TM - jak uważa prof. dr N. W. Wasiliew - akademik AN ZSRR, kierownik KM Syberyjskiego Oddziału AN ZSRR i Referatu Kompleksowych Samodzielnych Ekspedycji - można podzielić na kilka etapów:
v    Etap pierwszy - zaczął się w latach 20., związany jest z osobą L. A. Kulika i jego najbliższymi współpracownikami. Ekspedycje Kulika na miejsce spadku TM weszły już na zawsze do historii, jako przykład odwagi badawczej i wierności uczonym pewnej idei. Niestety, fanatyczne przywiązanie do hipotezy żelaznego meteorytu nie pozwoliło mu na dokonanie bardziej wszechstronnych badań TF.
v    Etap drugi - zaczął się w 1958 roku. Należy tutaj odnotować działalność K. P. Fłorieńskiego, ucznia prof. W. I. Wiernadskiego. To właśnie pod jego osobistym kierownictwem w latach 1958, 1961 i 1962 roku w rejon spadku TM udały się ekspedycje AN ZSRR. Ekspedycja z 1958 roku spenetrowała obszerny rejon wywału leśnego i sporządziła jego dokładną mapę. Nie stwierdzono istnienia kraterów poimpaktowych ani w Południowym Bagnie, ani w jakimkolwiek innym miejscu. Definitywnie udowodniono termiczne pochodzenie jeziorek w quasi-kraterkach. Znalezione w próbkach ziemi metaliczne kuleczki już nie były przypisane meteorytowi: takie kuleczki znajdowano także pod Moskwą i pod Leningradem[1] i na Antarktydzie, a nawet na dnie Wszechoceanu. Jak się wyjaśniło, był to powszechny pył kosmiczny oraz zapylenie pochodzenia ziemskiego.
          Wszystkie dane zebrane przez ekspedycje Fłorieńskiego wykazały, że TM nie doleciał do powierzchni Ziemi, a eksplodował w powietrzu. Nie udało się znaleźć w rejonie katastrofy szczątków meteorytu, ale za to ekspedycje te odkryły w rejonie eksplozji anormalnie szybki przyrost drzew.
          Do dzieła przystąpili młodzi uczeni. Młodzież już nie mogła zadowolić się badaniami pasywnymi znanych materiałów i formułowaniem hipotez. I właśnie dlatego grupa studentów, aspirantów i pracowników naukowych tomskich uczelni zadecydowała przedsięwziąć ekspedycję do rejonu tunguskiej katastrofy. Kierownikiem tej grupy był fizyk i lekarz w jednej osobie - prof. dr med. G. Plechanow.
          Po krótkich przygotowaniach, grupa 10 chłopców i 2 dziewcząt przybyła w dniu 30 czerwca 1959 roku na miejsce katastrofy tunguskiej. Ten dzień stał się dniem narodzin KSE - Kompleksowych Samodzielnych Ekspedycji. Pierwsza ekspedycja KSE miała wiele celów do zrealizowania i jej działalność była wielopłaszczyznowa: przeprowadzono badania wywałów leśnych i rejonu pożaru, poszukiwano szczątków meteorytu, przeprowadzono pomiary magneto- i radiometryczne. Ostatnią ekspedycję prowadził dr A. Zołotow, geofizyk z Baszkirii. Powiem od razu, ze poszukiwania i badania nie odnosiły zrazu sukcesów, ale te ekspedycje wytknęły cele, które realizowane są do dziś dnia. KSE koordynuje wszystkie wysiłki badaczy TM w ZSRR. W rzeczy samej KSE, to nieformalna organizacja wypełniająca ogromny, interdyscyplinarny program badań danego problemu - stwierdził kierownik KSE - dr N. Wasiliew.
          Prace przyśpieszono wybitnie w 1960 roku, kiedy to równolegle ze sobą pracowały ekipy KSE, ekipa inżynierów z Komitetu Badań Siergieja Korolowa - w której skład wchodził późniejszy kosmonauta G. Greczko oraz grupa Zołotowa, której program robót opracowali profesorowie: L. Arcimowicz, M. Kiełdysz, E. Fiedorow i inni.  Od tego roku KSE otrzymało potężne wsparcie od Syberyjskiego Oddziału AN ZSRR.
          W latach 1961-1962 na miejsce spadku TKC udała się nowa ekspedycja pod kierownictwem dr Fłorieńskiego. Członkowie KSE pracowali razem z członkami innych ekspedycji według jednolitego programu. Głównymi wynikami badań przeprowadzonych w latach 1958-1962 były:
1. Definitywne ustalenie obszaru wywału lasu;
2. Zestawienie map rejonu wywału lasu, obszaru opalenia promienistego, strefy „telegraficznego lasu” i granic pożaru lasu (vide il. 3);

               3. Potwierdzenie wcześniejszych wniosków o braku w rejonie kraterów poimpaktowych i odłamków meteorytu;            
4. Zbadanie mutacji szaty roślinnej i przyspieszenia wzrostu drzew.
          Drugi etap badań TM w latach 1958-1962 pozwolił na wyrobienie sobie poglądu na naturę fizyczną wybuchu tunguskiego, ale dwa najważniejsze problemy: mechanizm rozpadu i skład chemiczny TKC pozostały nadal problemami nierozwiązanymi...
v    Etap trzeci - trwał od 1964 do 1969 roku. W tym czasie były rozpracowywane bardziej operatywne i ścisłe metody odseparowania kosmicznego pyłu od próbek oraz dokonanie poważnych badań teoretycznych, w tym badań na modelach. W 1965 roku dokonano doniosłego odkrycia, że wywał lasu w rejonie spadku TF został spowodowany nie tylko wybuchem, ale także balistyczną falą uderzeniową. Odkrycie to znalazło potwierdzenie już to w tajdze, już to w laboratoriach naukowych. Polowe dochodzenie prowadzone z roku na rok rozszerzyło naszą wiedzę na temat energii błysku świetlnego tunguskiej eksplozji i jej fal uderzeniowych. Wszystko to stało się podstawą teoretyczną do dokonania wejścia w...
v    Czwarty etap badań - w 1969 roku, kiedy to na plan pierwszy wysunięto poszukiwania, zebranie i analizę pyłu mikrometeorytowego w rejonie eksplozji, a także obróbkę danych i syntezę wiedzy na temat fizyki wybuchu tunguskiego. Należy tutaj powiedzieć, że etap ten trwa do dziś dnia.J


[1] Dziś Sankt Petersburg.

sobota, 28 stycznia 2012

BOLID SYBREYJSKI (4)

2.1. Ekspedycje Kulika.

Prawnym odkrywcą TM jest Leonid Alieksiejewicz Kulik (1883-1942) - patrz ryc. 2, któremu nauka zawdzięcza to, że ten fenomen nie poszedł w zapomnienie.

Badania naukowe problemu tunguskiego zaczęły się od drobiazgu. W 1921 roku, 38-letni geofizyk L. Kulik oderwał kartkę z kalendarza. Był on wtedy pracownikiem naukowym u W. I. Wiernadskiego w Muzeum Mineralogii Akademii Nauk Związku Radzieckiego, kiedy przeczytał z kartki kalendarzowej o spadku meteorytu w 1908 roku. Tak to uczony zajmujący się na co dzień „kamieniami z nieba” dowiedział się o obserwacjach w Guberni Jenisiejskiej przelotu ogromnego bolidu i od razu pragnął odnaleźć miejsce jego spadku, zaś sam meteoryt zrobić sukcesem naukowym.
W latach 1921-1922 Kulik przedsięwziął ekspedycję zwiadowczą do Wschodniej Syberii. W czasie tego wypadu, zebrał on dużą ilość zeznań naocznych świadków o tym wydarzeniu, które miało miejsce w tajdze 13 lat wcześniej i na ich podstawie sporządził pierwszy opis rejonu katastrofy i zestawił przebieg wydarzeń. Zwróćmy uwagę na następującą ważną okoliczność: otóż Kulik sądził, że przyczyna katastrofy z 1908 roku mogło być zderzenie Ziemi z kometą (!!!) - jednakże z uporem od początku do końca swych badań poszukiwał odłamków gigantycznego meteorytu, który w locie rozpadł się na kilka części.
Latem 1924 roku, geolog S. W. Obruczew - członek-korespondent AN ZSRR i znany autor powieści SF - badając geologię i geomorfologię Tunguskiego Zagłębia Węglowego, na prośbę Kulika w czasie pobytu w Wanawarze wypytał miejscowych o okoliczności towarzyszące spadkowi „niebiańskiego gościa”. Obruczewowi udało się dowiedzieć o ogromnych wywałach lasów w odległości 100 km na północ od Wanawary, ale nie był w stanie do nich dotrzeć.
Po 19 latach od katastrofy, na jej miejsce przybyła ekspedycja kierowana przez L. Kulika, która przeniknęła w głąb powalonego lasu i podjęła prace badawcze w rejonie katastrofy. Głównymi odkryciami były dwa znamienne spostrzeżenia:
v    Ogromny, radialny wywał lasu - vide ryc. 1, wszystkie drzewa wskazywały swymi korzeniami centrum eksplozji;
v    W epicentrum, tam, gdzie zniszczenia od spadku ogromnego meteorytu powinny być największe, las stał na swych korzeniach, no ale to był las martwy: z odartą korą, bez małych gałązek... - drzewa przypominały wbite w ziemię telegraficzne słupy.

Przyczyną tego stanu rzeczy mógł być tylko ponad-powierzchniowy wybuch. Dziwnym było i to, że pośrodku martwego lasu znajdowała się woda - jeziorko albo bagno. Kulik od razu założył, że był to krater powstały wskutek spadku meteorytu.
W ciągu 1928 roku, Kulik powrócił w tajgę z nową wielką ekspedycją. Wykonano zdjęcia topograficzne okolicy, zrobiono materiał fotograficzny i filmowy, a także próbowano wypompować wodę z kraterków przy pomocy samoczynnej pompy. Jesienią rozkopano kilka kraterków i przeprowadzono pomiary magnetyczne, ale nie znaleziono żadnych śladów meteorytu...
Trzecia ekspedycja Kulika w latach 1929-1930, była lepiej wyposażona. Miała ona do dyspozycji specjalne pompy do osuszania kraterków i wyposażenie wiertnicze. Osuszono największy kraterek, na dnie którego znaleziono pień, ale okazał się on być starszym od Tunguskiej Katastrofy. A to oznaczało, że kraterki miały nie meteorytowe, ale termiczne pochodzenie. Wynikałoby z tego, że meteoryt czy też jego fragmenty po prostu... znikły!
Nieudana ekspedycja podkopała zaufanie Kulika do hipotezy żelaznego meteorytu. Zaczął on dopuszczać do siebie myśl, że „kosmiczny gość” mógł się składać z kamienia. Jednakże wiara Kulika w żelazny meteoryt była tak silną, że nawet nie raczył on obejrzeć ogromnego meteorytopodobnego kamienia, który został odnaleziony przez członków ekspedycji K. Jankowskiego. Próby odnalezienia „kamienia Jankowskiego” trwające od 13 lat nie zostały uwieńczone sukcesem.
W latach 1938-1939, odbyły się ostatnie ekspedycje Kulika. Wykonane w 1938 roku zdjęcia lotnicze części obszaru powalonego lasu dały bardzo cenny materiał, który wykorzystano do celów kartograficznych. Latem 1939 roku Kulik ostatni raz przebywał w miejscu spadku TM. Pod jego kierownictwem przeprowadzono prace nad opisem geofizycznym okolicy.
Następną ekspedycję Kulik miał zamiar posłać w 1941 roku, ale szyki pomieszała mu II wojna światowa. Tak to zatem przebiegły ekspedycje w latach 1921-1939 w celu zbadania tunguskiego problemu. Problematykę tą podjął już w 1949 roku E. L. Kryłow - uczestnik ekspedycji Kulika i jego uczeń - w swej książce pt. „Tungusskij Meteorit” twierdzi on, że TM został literalnie rozpylony w powietrzu przy uderzeniu w Ziemię, a w miejscu poimpaktowego krateru powstało bagno. Książkę Kryłowa wydano w 1952 roku i uzyskała ona Nagrodę Państwową ZSRR.J


2.2. Pierwsze fantastyczne wersje.


Badania TM zostały przerwane przez Wielką Wojnę Ojczyźnianą. Wydawało się, że po niej szybko zostaną one wznowione, ale życie szybko wniosło do tego własne korekty.
12 lutego 1947 roku, na Dalekim Wschodzie spadł gromadny Meteoryt Sichote-Alińskij, którego badanie zaczęło się bezzwłocznie, i istotnie - badaczom nie starczało sił i środków, by działać na dwa fronty. Badania TF odłożono na czas nieokreślony. Jednakże pojawiło się coś nieoczekiwanego, coś najzupełniej niezwykłego - a stało się to za przyczyną jednej jedynej publikacji. Rzecz polegała na tym, że w styczniowym numerze magazynu „Wokrug swieta” w 1946 roku, ukazało się opowiadanie pt. „Wzryw”[1], autora A. Kazancewa, który wylansował hipotezę o tym, że doszło do atomowego wybuchu nad tunguska tajgą. Tym, co wybuchło był statek kosmiczny Pozaziemian... Wersja ta spowodowała sporo huku w świecie naukowym i spowodowała nawrót niespotykanego zainteresowania TM.[2]
Należałoby tu jeszcze dodać, że inspiracją dla dr Kazancewa były pierwsze eksplozje jądrowe nad japońskimi miastami Hiroszimą i Nagasaki w sierpniu 1945 roku.[3] Kazancew zwrócił uwagę na następującą analogię: w Hiroszimie ocalały tylko te budynki, które -paradoksalnie - znajdowały się w epicentrum (a właściwie pod epicentrum) wybuchu nuklearnego, gdzie fala uderzeniowa uderzyła z góry, dokładnie tak, jak to widać w tunguskiej tajdze. Właśnie pośrodku wywału drzew stał „martwy las słupów telegraficznych” - drzew pozbawionych kory i gałęzi - potężnym ciosem fali uderzeniowej. Kazancewa poraziło jeszcze jedno: podobieństwo sejsmogramów powstałych w czasie wybuchu tunguskiego i... wybuchów w Hiroszimie i Nagasaki!
Po dość krótkim czasie hipoteza Kazancewa była rozpatrzona na specjalnym posiedzeniu Moskiewskiego Wszechzwiązkowego Towarzystwa Astrogeodezyjnego (WAGO), a potem w Planetarium Moskiewskim został wygłoszony referat z inscenizowanymi pokazami pt. „Zagadka TM”, który wygłosił astronom dr F. Zigiel.
Hipoteza o wybuchu, który rozniósł na strzępy statek kosmiczny Obcych była najpierw krytykowana przez dziennikarzy, a potem także przez uczonych. Wzięli w niej udział tacy specjaliści, jak: A. Michajłow, B. Woroncow-Wieljaminow, P. Parenago, K. Bajew i inni. Zauważyli oni, i sprawiedliwie przyznali, że specjaliści z dziedziny meteorytologii zamiast zabrać się za weryfikację hipotezy Kazancewa i rozwiązać problem TM, ograniczają się do pustej krytyki i w ten sposób zaprzepaszczają osiągnięcia ekspedycji Kulika.
Specjaliści-meteorytolodzy odpowiedzieli w artykule prof. W. Fiesienkowa i sekretarza Komitetu ds. Meteorytów AN ZSRR prof. E. Krinowa pt. „Meteorit ili marsjanskij korabl?”[4], w którym obalano hipotezę o sztucznym pochodzeniu zjawiska tunguskiego. Autorzy artykułu pisali, że nie udowodniono tego, iż TF eksplodował w powietrzu, i nie ma żadnej zagadki w spadku TM, i że wszystko jest jasne - to był meteoryt, który spadł i utonął w bagnach, a powstały po tym poimpaktowy krater zalała rozmiękła bagienna gleba. A że po ekspedycjach Kulika nikt nie był w tajdze tunguskiej, to enuncjacje uczonych nie mogły opierać się na jakichś nowych materiałach. Przyznanie, że był to wybuch atomowy oznaczało, że było to ciało sztuczne ze wszystkimi wynikającymi z tego faktu konsekwencjami, a na taki krok meteorytolodzy sobie nigdy by nie pozwolili...
Jak to się potocznie mówi, oliwy do ognia dolał następujący szczegół - otóż w 1957 roku, pracownik KM AN ZSRR dr A. Janwiel odkrył w próbkach gleby, które przywiózł był jeszcze A. Kulik z ekspedycji w latach 1929-1930   p y ł   p o m e t e o r y t o w y :  cząstki żelaza (Fe), z domieszkami niklu (Ni) i kobaltu (Co) oraz mikrogranulki magnetytu (Fe3O4) o średnicy równej 0,01 mm - stanowiące produkt rozpylenia płynnego metalu w powietrzu. Takie kuleczki znajduje się w miejscach rozpylenia żelazno-niklowych meteorytów, szczególnie dużo znaleziono ich w miejscu spadku Meteorytu Sichote-Alińskiego.
K. Staniukowicz i E. Krinow od razu  wystąpili na łamach prasy z oświadczeniem, że to znalezisko daje rozwiązanie zagadki TM. Zwolennicy hipotezy o katastrofie statku kosmicznego z kolei przedstawili zestaw znalezionych cząstek, które pasowały im składem nie do meteorytu żelazno-niklowego, ale do korpusu i pancerza statku kosmicznego.
Jednakże i jednym i drugim przyszło się ciężko rozczarować, a to dlatego, ze skład tych cząstek okazał się mylącym, bowiem wyszło na to, ze próbki gleby zebrane przez Kulika zostały „zabrudzone” pyłem meteorytowym, kiedy spoczywały w magazynach KM AN ZSRR - silnie zapylonych kosmicznym „kurzem”. A żeby było ciekawiej, to po roku poddano analizie inne próbki Kulika z ekspedycji na rzece Chuszmie, to żelaznych kuleczek znaleziono tam o wiele mniej.
W związku z burzliwym rozwojem ziemskiej kosmonautyki i astronautyki oraz z badaniami planet Układu Słonecznego przy pomocy automatycznych sond, przyszło nam zrezygnować z hipotezy o przylocie do nas statku kosmicznego z Marsa czy Wenus.[5] Pytanie o pochodzenie w tzw. Bagnie Południowym poimpaktowego krateru wymagało specjalnego potraktowania. Potrzebna była nowa ekspedycja.
Po ukończeniu w pierwszej kolejności prac badawczych Meteorytu Sichote-Alińskiego w latach 1947-1951, niektórzy badacze zaczęli się przygotowywać do ekspedycji w rejon Podkamiennej Tunguskiej, tak więc w 1953 roku rejon tunguskiej katastrofy zwiedził geochemik dr K. P. Fłorieńskij, ale to była tylko przygrywka, bo prawdziwa ekspedycja badawcza ruszyła w tajgę w 1958 roku.L


[1] Wzryw (ros.) - wybuch, eksplozja.
[2] Kto wie, czy sławetna „Katastrofa w Roswell” nie była amerykańską odpowiedzią na spadek TM, o czym będę pisał jeszcze w Części II tego opracowania.
[3] Pierwszym wybuchem jądrowym była eksplozja ładunku uranu-235 na Jordana de Muerte (NM) w dniu 16 lipca 1945 roku, znana pod kryptonimem „Trinity”. 
[4] „Meteoryt czy marsjański statek (kosmiczny)”.
[5] Dzisiaj, w roku 2001 wcale nie ma absolutnej pewności, czy na Marsie nie było w ogóle życia, bowiem niektóre wskazówki sugerują istnienie tam życia i to nawet rozumnego!

czwartek, 26 stycznia 2012

BOLID SYBREYJSKI (3)

2. NIEKTÓRE OKOLICZNOŚCI KATASTROFY.


Wczesnym rankiem, dnia 30 czerwca 1908 roku, nad terytorium południowej części Centralnej Syberii wielu świadków obserwowało fantastyczne widowisko: na niebie leciało coś ogromnego i świecącego. Według relacji jednych była to rozjarzona kula, zaś inni twierdzili, że był to ognisty snop z kłosami do tyłu, trzeci zaś widzieli w tym zjawisku płonące bierwiono... Lecące po nieboskłonie ogniste ciało pozostawiało po sobie ślad, jak normalny meteoryt. Jego przelot manifestował się także wieloma zjawiskami dźwiękowymi, które odnotowało tysiące naocznych świadków w promieniu kilkuset kilometrów i spowodowały przestrach, a gdzieniegdzie też i panikę.
Około godziny 07:15 czasu lokalnego[1] mieszkańcy faktorii Wanawara, znajdującej się na brzegu rzeki Podkamienna Tunguska, prawego dopływu Jeniseju, ujrzeli na północnej części nieba oślepiająco jasną kulę, która była jaśniejsza od Słońca. Kula przekształciła się w ognisty słup. Po tych świetlnych zjawiskach świadkowie poczuli wstrząs ziemi, potem rozległ się potężny huk wielokrotnie powtórzony, jak uderzenia piorunów w czasie burzy.
Huk i grzmot wstrząsnął wszystkim dookoła, a był on słyszanym w promieniu 1.200 km od epicentrum katastrofy. Drzewa padały jak skoszone, z okien wylatywały szyby, zaś na rzekach pojawiły się ogromne fale przypominające wodne wały. Przerażone zwierzęta miotały się w panice po tajdze. W promieniu powyżej stu kilometrów od centrum wybuchu drżała ziemia i wyłamywały się ramy okien.
Jednego ze świadków wstrząs odrzucił w tył na 3 sążnie.[2] Jak się potem wyjaśniło, fala uderzeniowa powaliła w tajdze drzewa na powierzchni o promieniu 30 km. Od potężnego uderzenia promieniowania świetlnego i termicznego oraz potoku rozpalonych gazów wynikł pożar lasu, a w promieniu kilkudziesięciu kilometrów doszło do spalenia pokrywy roślinnej.
Odgłosy i echa spowodowanego wybuchem trzęsienia ziemi zarejestrowano przy pomocy sejsmografów w Irkucku (Rosja), Taszkiencie (Uzbekistan), Słucku (Białoruś) i Tbilisi (Gruzja), a także w Jenie (Niemcy). Powietrzna fala uderzeniowa spowodowana niebywałym wybuchem obiegła dwukrotnie kulę ziemską. Jej obecność odnotowano w Kopenhadze (Dania), Zagrzebiu (Chorwacja), Waszyngtonie, Poczdamie (Niemcy), Londynie i Dżakarcie (Indonezja), i kilku innych miejscach na planecie.
W kilka minut po eksplozji zaczęła się burza magnetyczna, która trwała blisko 4 godziny. Burza ta, jak można to było wywnioskować z opisów, była niezwykle podobna do tych, które obserwuje się obecnie w ziemskiej atmo- i magnetosferze po próbnych eksplozjach „urządzeń” jądrowych i termojądrowych.
Dziwne zjawiska zachodziły na całym świecie w czasie kilku dób od zagadkowego wybuchu w tajdze. Nocą 30.VI./1.VII.1908 roku, w ponad 150 punktach Syberii Zachodniej, Azji Centralnej, europejskiej części Rosji i w Europie praktycznie nie było nocy, bo na niebie, na wysokości około 80 km , wisiały srebrzyste obłoki świecące mocnym światłem. W miarę upływu czasu, intensywność tych „białych nocy z 1908 roku” znacznie spadła, i już 4 lipca ten „kosmiczny fajerwerk” całkowicie dobiegł końca, tym niemniej rozmaite świetlne fenomeny obserwowano w ziemskiej atmosferze aż do końca lipca 1908 roku.[3]
Zwróćmy uwagę na jeszcze jeden fakt, który ma związek z wybuchem w dniu 30 czerwca 1908 roku. W kalifornijskiej stacji aktynometrycznej[4] stwierdzono wyraźne zmętnienie atmosfery i znaczny spadek promieniowania słonecznego. Było ono porównywalne z tym, które stwierdzono w czasie silnych wybuchów wulkanicznych. Tak wyglądają niektóre konkretne dane o Wybuchu Tunguskim w 1908 roku.
Tak czy owak, ów rok - jak podają gazety i magazyny - obfitował w mnogie „niebiańskie” jak i „ziemskie” niezwykłe fenomeny i zjawiska przyrody. I tak np. wiosną 1908 roku odnotowano niezwykle niszczące powodzie spowodowane obfitymi opadami śniegów  w Szwajcarii w końcu maja! - zaś nad Oceanem Atlantyckim zaobserwowano chmurę gęstego pyłu. W ówczesnej prasie regularnie pojawiały się informacje o kometach, które widziano na terytorium Rosji, o kilku trzęsieniach ziemi, o dziwnych zjawiskach i nadzwyczajnych wydarzeniach, które wynikły z nieznanych przyczyn.
Zatrzymajmy się przez chwilę przy jednym niezwykłym fenomenie optycznym, które obserwowano nad Brześciem (Białoruś), w dniu 22 lutego 1908 roku. Rankiem, kiedy pogoda była jasna i powietrze przeźroczyste, po północno-wschodniej stronie nieba, nad horyzontem, pojawiła się silnie świecąca plama, szybko przybliżająca się  i przybierająca kształt litery V. obiekt ten przemieszczał się ze wschodu na północ. Jego blask początkowo bardzo jasny zmniejszał się, ale rozmiary wzrastały. W ciągu pół godziny widzialność plamy stała się bardzo mała, a po upływie półtorej godziny obiekt definitywnie znikł. Długość jego ramion była ogromna! Czyż ta informacja nie przypomina mi wszystkich relacji o obserwacjach UFO, które literalnie zalewają nas w ostatnim czasie?[5] I wszystkie te najbardziej nieoczekiwane wydarzenia i zjawiska bezpośrednio poprzedzały katastrofę...
Na środkowej Wołdze w nocy 17/18 i 18/19.VI. obserwowano zorzę polarną.
Od 21 czerwca 1908 roku, tj. na dziesięć dni przed katastrofą, niebo nad Europą i Zachodnią Syberią w wielu miejscach rozjaśniały jaskrawe i kolorowe zorze.
W nocy 23/24.VI. nad okolicami Jurewa[6] i niektórymi miejscowościami nad Bałtykiem, wieczorem i w nocy ukazały się jaskrawe, purpurowe zorze, przypominające te, które obserwowano ćwierć wieku wcześniej, po straszliwej - utożsamianej z kataklizmem -  erupcji i wreszcie eksplozji wulkanu Krakatau.[7]
Białe noce przestały być monopolem Północy. Na niebie lśniły długie srebrzyste obłoki, wyciągnięte równoleżnikowo - ze wschodu na zachód.[8] Od 27 czerwca poważnie wzrosła liczba takich obserwacji. Odnotowano częste przeloty jaskrawych meteorów. W przyrodzie czuło się napięcie, przybliżanie się czegoś niezwykłego...
Należy odnotować, że wiosną, latem i jesienią 1908 roku, badacze stwierdzili znaczne podwyższenie się poziomu aktywności rojów meteorytowych. Ilość prasowych doniesień na temat obserwacji spadków meteorów i meteorytów z tego okresu jest o wiele razy większa, niż w innych latach. Jasne bolidy widziano w Anglii, europejskiej części Rosji, republikach bałtyckich, Azji Centralnej, Syberii i w Chinach.
Pod koniec czerwca 1908 na Katondze - jak miejscowi nazywają Podkamienną Tunguską - pracowała ekspedycja członka Towarzystwa Geograficznego - A. Makarenki. Udało mi się znaleźć krótki raport o jego pracach. Pisało się w nim, że ekspedycja przeprowadziła pomiary brzegów Katongi, jej głębokości, farwaterów[9], itd. - ale nie ma w nim mowy o jakichś niezwykłych wydarzeniach zaobserwowanych w związku ze spadkiem meteorytu i towarzyszących temu wydarzeniu innych fenomenów... I to jest jedna z największych tajemnic Tunguskiej Katastrofy! - no bo jak mogło to się stać, że ekspedycja Makarenki nie zauważyła świetlistego zjawiska przelatującego nad tajgą, ani nie słyszała potwornego huku, którymi to efektami zamanifestował się spadek kosmicznego gościa w lasy Syberii???[10]
Na razie pozostańmy przy tej jednej z pierwszych zagadek związanych z Tunguskim Wybuchem, ponieważ w dalszym ciągu przyjdzie nam niejeden raz zetknąć się z faktami tego rodzaju.
Niestety, do dziś dnia nie posiadamy żadnych świadectw o tym, czy wśród naocznych świadków znaleźli się uczeni, którzy zajęliby się sprawdzeniem jego autentyczności, nie mówiąc już o udaniu się na miejsce wybuchu i zbadaniu rzeczy in situ.
Prawdą jest, że z przedrewolucyjnej prasy, wspomnień mieszkańców i niektórych petersburskich uczonych, doszły do nas informacje o tym, że w latach 1909-1910 jacyś ludzie z narażeniem życia udawali się na miejsce Tunguskiej Eksplozji i widzieli tam niezwykłe rzeczy i zjawiska. Kim oni byli? Kto zorganizował tą ich ekspedycję?... Nie ma  żadnych oficjalnych doniesień o tym, i ślady po tej tajemniczej ekspedycji pozostają nieznane...[11]
Pierwsza ekspedycja, o której są wiarygodne dane, została zorganizowana w 1911 roku przez Omski Urząd ds. Dróg Ziemnych i Wodnych. Kierował nią inż. Wiaczesław Szyszkow, który potem został znakomitym pisarzem. Ekspedycja przeszła w dużej odległości od epicentrum wybuchu, chociaż odkryła w rejonie Niżnej Tunguski ogromny wywał lasu, którego jednak nie powiązano ze spadkiem meteorytu...
I na koniec kilka słów na temat terminologii, nazwach i abrewiaturze. Publikacje o niezwykłym zjawisku bardziej czy mniej obiektywne, a nawet z elementami dezinformacji (???) pojawiły się w syberyjskich gazetach: „Sibirskaja żyzń”, „Sibir”, „Gołos Tomska”, „Krasnojariec” w okresie od czerwca do lipca 1908 roku. W nich, jak i w zrywnym kalendarzu wydawnictwa O. Kirchniera (Sankt Petersburg) na 1910 rok, meteoryt nazwano Filimonowskim, a nie Tunguskim. Nazwa „Meteoryt Tunguski” pojawiła się i weszła na stałe do terminologii naukowej dopiero w 1927 roku.
Nazwa Meteoryt Tunguski nie powinna nikogo wprowadzać w błąd, choć jak powiedział słynny badacz tego fenomenu W. Bronsztejn wpadliśmy tutaj w pułapkę terminologiczną: wszak meteorytami nazywamy ciała kosmiczne, które spadają na Ziemię. Jednak ostatnimi czasy w naukowej i popularnej literaturze autorzy używają terminu „meteoryt” - a to ze względy na efekty jego upadku. Dziś już nie słyszymy sprzeciwu, że „Ciało Tunguskie” nie można stawiać w jednym rzędzie z żelaznymi czy kamiennymi meteorytami, które zazwyczaj spadają na Ziemię.[1]
Rzecz w tym, że gigantyczne meteoryty z masą tysięcy ton - a masa Meteorytu Tunguskiego była oceniana, na co najmniej 100.000 ton - powinny przebijać atmosferę Ziemi i wbijać się w jej powierzchnię, tworząc kratery.[2] W naszym przypadku powinien powstać krater o średnicy co najmniej 1,5 km i głębokości kilkuset metrów. Nic takiego nie zaszło!...
Meteorytu Tunguskiego nie było i nie ma! - do takiego wniosku doszli badacze na początku lat 80. Paradoks? Nie. To było po prostu uściślenie terminologii. Pojawił się bardziej dokładny i adekwatny termin: „Tunguskie Ciało Kosmiczne”... - ja jednak zachowam zwyczajową formę: Meteoryt Tunguski i w tej pracy wprowadzam następujące skróty: TM - Tunguski Meteoryt; TKC - Tunguskie Ciało Kosmiczne i TF - Tunguski Fenomen.


[1] Meteoryty dzielimy na: chondryty i achondryty, amfoteryty, chondryty węgliste, pallazyty, mezosyderyty, ataksyty, heksadryty, oktaedry, chondryty enstatytowe i oliwinowe.
[2] Kratery takie nazywamy kraterami impaktowymi. W Polsce mamy kilka formacji poimpaktowych: Morasko k./Poznania, Frombork oraz Formacja Złotoryjsko-Jaworska na Dolnym Śląsku.


[1] Godzina 00:15 GMT.
[2] 1 sążeń rosyjski = 2,13 m.
[3] Srebrzyste obłoki można zaobserwować każdego lata na średnich szerokościach geograficznych północnej hemisfery. Składają się one z cząstek żelaza i wiszą rzeczywiście na wysokości 80 km. Ich pochodzenie do dziś dnia nie  zostało wyjaśnione zadowalająco!...
[4] Aktynometria - badanie aktywności słonecznej.
[5] Nie, mnie to nie przypomina żadnej obserwacji UFO, natomiast przypomina mi przejście obłoku pyłu kosmicznego w pobliżu Ziemi, bez wejścia w jej atmosferę.
[6] Dawniej Dorpat, dzisiaj Tatru w Estonii.
[7] Wybuch wulkanu Krakatau (krateru Rakata) w dniu 23 sierpnia 1883 roku, wyrzucił w atmosferę aż 18 km3 materiału skalnego i tefry, zabijając przy tym około 36.000 ludzi!
[8] „Dzisiejsze” srebrzyste obłoki przypominają raczej kłaczki czy draperie świecące srebrzystym światłem na ciemnym tle nieba.
[9] Torów wodnych.
[10] Wbrew pozorom, to nie jest aż tak dziwne, jak sugeruje to Autor, boż w podkrakowskich Jerzmanowicach, w dniu 14 stycznia 1993 roku doszło do niemal identycznego incydentu i gdyby nie media, to poza miejscowymi nie dowiedziałby się o nim nikt... O Jerzmanowickim Dziwie powiem jeszcze w  II części tego opracowania.
[11] Zgodnie ze Spiskową Teorią Dziejów, byli to najprawdopodobniej masoni, którzy udali się tam po to, by zatrzeć ślady tego wydarzenia i stworzyć legendę o lądowaniu Przybyszów z Kosmosu - sic!

środa, 25 stycznia 2012

BOLID SYBREYJSKI (2)

CZĘŚĆ I




1. DO CZYTELNIKA OD AUTORA.


Rankiem, 30 czerwca 1908 roku, nad Syberią zaobserwowano świecący jaskrawym światłem ogromny bolid, który po doleceniu nad rejon rzeki Podkamienna Tunguska eksplodował z potężnym hukiem. Wydarzenie to zapisało się na trwałe w historii meteorytyki i astronomii, i jest ono uważane za fenomen Natury.
Oczywiście, że tajemnice są potrzebne, zwłaszcza takie, wobec których nauka skapitulowała - po prostu dlatego, że ludzie zawsze będą poszukiwać, odkrywać nieodkryte, poznawać niepoznane to, czego nie udało się poznać całym pokoleniom bezdusznych uczonych.
Droga do poznania prawdy naukowej wiedzie od zbioru faktów, ich systematyzacji, uogólnienia i przemyślenia. Fakty i tylko fakty staja się fundamentem hipotezy roboczej rodzącej się w trakcie mrówczej pracy badacza.
Autor w trakcie ćwierci stulecia zbierał materiały na temat tego problemu, problemu Tunguskiego Meteorytu, które opublikowano w dziełach naukowych i monografiach, książkach popularnonaukowych, wreszcie w referatach i artykułach, itp.
Ogromna ilość informacji zebrana przez Autora sprawia jednak trudność, bo które z nich trzeba wyselekcjonować, by podać Czytelnikowi tak, aby było to treściwe i nie za nudne? Takie pytanie postawił sobie Autor tej pracy jako pytanie numer jeden.
Czas przynosi coraz to nowsze wersje i domysły o naturze Tunguskiego Fenomenu, ale do finalnych wniosków uczeni jakoś nie mogą dojść, bowiem ta katastrofa nijak nie wpisuje się w kanony klasycznej meteorytyki. To kosmiczne ciało rozerwało się i znikło zupełnie nie tak, jak to obserwowało się w przypadku „prawidłowych” meteorytów.
Zadziwiająca sprawa, ale obecność tylu hipotez i wyjaśnień, wersji i propozycji - i nie ma żadnych analiz porównawczych, i nikt nie przeprowadzał dokładniejszych badań stanowiących dla nich podstawę. Poniższa praca stanowi próbę dokonania takiej analizy.[1] Stanowisko to pozwoliło mu na sformułowanie kilku blisko siebie stojących hipotez, które mogą wyjaśnić wszystkie lub prawie wszystkie zagadki natury wybuchu tunguskiego, w tym także zagadkę braku jakichkolwiek fragmentów tunguskiego ciała.
Autor nie pretenduje do przedstawienia całości zagadnienia Meteorytu Tunguskiego, ale ma nadzieję, że pozwoli to Czytelnikowi przybliżyć się do zrozumienia Fenomenu Tunguskiego.


[1] Rosyjski uczony P. I. Priwałow w artykule pt. „Hipotezy związane z upadkiem Meteorytu Tunguskiego” w „Kroki w nieznane” (Warszawa 1971) dokonuje takiej analizy z punktu widzenia hipotez sformułowanych w 390 artykułach, 180 referatach, 550 reportażach, 60 powieściach, 10 monografiach i 5 filmach. Ogółem na dzień 1 stycznia 1969 roku było ich aż 80 w 8 kategoriach. Analizę tą zamieścił miesięcznik „Priroda” nr 5,1969. Od siebie dorzucam do tej listy trzy dalsze hipotezy w II części tego opracowania.

wtorek, 24 stycznia 2012

BOLID SYBREYJSKI (1)


A. I. Wojciechowskij -

CO TO BYŁO? - TAJEMNICA PODKAMIENNEJ TUNGUSKI.


0. OD TŁUMACZA.


Długo przymierzałem się do sporządzenia przekładu pracy A. I. Wojciechowskiego, odkąd miałem po raz pierwszy okazję zetknąć się z nią w 1992 roku, dzięki memu Koledze, ufologowi z Rosji polskiego pochodzenia mgr Władysławowi Bieleckiemu z Orenburga, który mi ją przysłał w ramach współpracy z Orenburskom Ufołogiczieskim Kłubom.
Zastanawiałem się nad tym dlatego, że niełatwo jest napisać coś nowego i zabrać głos w sprawie, która podobnie jak mityczna Atlantyda, nie schodzi z łamów prasy egzo- i ezoterycznej od 1908 roku.
Kim jest Autor? Dr A. I. Wojciechowskij[1] jest członkiem Biura Rady Naukowo-Technicznej Federacji Kosmonautyki Federacji Rosyjskiej (dawniej ZSRR), autorem kilku książek i broszur oraz referatów w prasie specjalistycznej. Głównymi tematami przezeń poruszanymi są: osiągnięcia naukowo-techniczne i perspektywy rozwoju kosmonautyki, współistnienie ludzkiej cywilizacji z Kosmosem, współczesna problematyka atlantologii.
Dla mnie spadek Meteorytu Tunguskiego, to także sprawa rodzinna. Dosłownie, bo mój dziadek ze strony matki - Franciszek Baranowicz - w czasie swych wędrówek po Syberii w latach 1905 - 1918, gdzie m.in. bił się z Japończykami w Port Arturze i na sopkach Mandżurii, znalazł się także w rejonie Podkamiennej Tunguskiej. Nie był wprawdzie w samym epicentrum eksplozji, ale rozmawiał z naocznymi świadkami spadku, którego sam był także świadkiem, widział on leśne wywały, opalone i spalone drzewa, i był w stu procentach przekonany o tym, że nie był to spadek meteorytu, bowiem miał także okazję widzieć spadek Meteorytu Łowickiego i mógł porównać oba te wydarzenia i relacje o nich. Były to dla niego dwie różne sprawy! Opowiadając mojej siostrze Wiktorii i mnie o nich, zawsze podkreślał różnice pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami...
Może ktoś powiedzieć, że temat się zestarzał. Być może - ale sprawa Bolidu Tunguskiego nie starzeje się nigdy, bo jest to prasowy evergreen - rzecz jak bigos wielokrotnie odgrzewana i za każdym razem tylko nabierająca smaku, nie tracąc bynajmniej na wartości. Ot, taki prasowy bigosik!... I taka ona będzie, póki nie znajdziemy zadowalającego wyjaśnienia, a znając życie wiem, że nawet gdyby takowe znaleziono - to zawsze znajdzie się ktoś, komu nie będzie to pasowało z tego czy innego względu, i odgrzeje ją znowu - jak bigos właśnie!
Starałem się dokonać jak najwierniejszego przekładu tej pracy. Wszelkie swe uwagi zamieściłem w przypisach i dodatkach, które - jak mam nadzieję - pogłębią wiedzę Czytelnika na ten temat. Mam nadzieję, że będziesz z tego Czytelniku zadowolony. Życzę przyjemnej lektury.

Jordanów, czerwiec - październik 1999 roku


[1] W oryginale „kandydat nauk technicznych”. W byłym ZSRR i dzisiejszej Rosji obowiązuje odrębny system stopni i tytułów naukowych, który w dalszych partiach tekstów sprowadzam do systemu obowiązującego w Polsce i Europie. Tytuł oryginału rosyjskiego brzmi: „Czto eto było? - Tajna Podkamiennoj Tunguski”, Moskwa 1991, przekład Robert K. Leśniakiewicz.©