sobota, 28 stycznia 2012

BOLID SYBREYJSKI (4)

2.1. Ekspedycje Kulika.

Prawnym odkrywcą TM jest Leonid Alieksiejewicz Kulik (1883-1942) - patrz ryc. 2, któremu nauka zawdzięcza to, że ten fenomen nie poszedł w zapomnienie.

Badania naukowe problemu tunguskiego zaczęły się od drobiazgu. W 1921 roku, 38-letni geofizyk L. Kulik oderwał kartkę z kalendarza. Był on wtedy pracownikiem naukowym u W. I. Wiernadskiego w Muzeum Mineralogii Akademii Nauk Związku Radzieckiego, kiedy przeczytał z kartki kalendarzowej o spadku meteorytu w 1908 roku. Tak to uczony zajmujący się na co dzień „kamieniami z nieba” dowiedział się o obserwacjach w Guberni Jenisiejskiej przelotu ogromnego bolidu i od razu pragnął odnaleźć miejsce jego spadku, zaś sam meteoryt zrobić sukcesem naukowym.
W latach 1921-1922 Kulik przedsięwziął ekspedycję zwiadowczą do Wschodniej Syberii. W czasie tego wypadu, zebrał on dużą ilość zeznań naocznych świadków o tym wydarzeniu, które miało miejsce w tajdze 13 lat wcześniej i na ich podstawie sporządził pierwszy opis rejonu katastrofy i zestawił przebieg wydarzeń. Zwróćmy uwagę na następującą ważną okoliczność: otóż Kulik sądził, że przyczyna katastrofy z 1908 roku mogło być zderzenie Ziemi z kometą (!!!) - jednakże z uporem od początku do końca swych badań poszukiwał odłamków gigantycznego meteorytu, który w locie rozpadł się na kilka części.
Latem 1924 roku, geolog S. W. Obruczew - członek-korespondent AN ZSRR i znany autor powieści SF - badając geologię i geomorfologię Tunguskiego Zagłębia Węglowego, na prośbę Kulika w czasie pobytu w Wanawarze wypytał miejscowych o okoliczności towarzyszące spadkowi „niebiańskiego gościa”. Obruczewowi udało się dowiedzieć o ogromnych wywałach lasów w odległości 100 km na północ od Wanawary, ale nie był w stanie do nich dotrzeć.
Po 19 latach od katastrofy, na jej miejsce przybyła ekspedycja kierowana przez L. Kulika, która przeniknęła w głąb powalonego lasu i podjęła prace badawcze w rejonie katastrofy. Głównymi odkryciami były dwa znamienne spostrzeżenia:
v    Ogromny, radialny wywał lasu - vide ryc. 1, wszystkie drzewa wskazywały swymi korzeniami centrum eksplozji;
v    W epicentrum, tam, gdzie zniszczenia od spadku ogromnego meteorytu powinny być największe, las stał na swych korzeniach, no ale to był las martwy: z odartą korą, bez małych gałązek... - drzewa przypominały wbite w ziemię telegraficzne słupy.

Przyczyną tego stanu rzeczy mógł być tylko ponad-powierzchniowy wybuch. Dziwnym było i to, że pośrodku martwego lasu znajdowała się woda - jeziorko albo bagno. Kulik od razu założył, że był to krater powstały wskutek spadku meteorytu.
W ciągu 1928 roku, Kulik powrócił w tajgę z nową wielką ekspedycją. Wykonano zdjęcia topograficzne okolicy, zrobiono materiał fotograficzny i filmowy, a także próbowano wypompować wodę z kraterków przy pomocy samoczynnej pompy. Jesienią rozkopano kilka kraterków i przeprowadzono pomiary magnetyczne, ale nie znaleziono żadnych śladów meteorytu...
Trzecia ekspedycja Kulika w latach 1929-1930, była lepiej wyposażona. Miała ona do dyspozycji specjalne pompy do osuszania kraterków i wyposażenie wiertnicze. Osuszono największy kraterek, na dnie którego znaleziono pień, ale okazał się on być starszym od Tunguskiej Katastrofy. A to oznaczało, że kraterki miały nie meteorytowe, ale termiczne pochodzenie. Wynikałoby z tego, że meteoryt czy też jego fragmenty po prostu... znikły!
Nieudana ekspedycja podkopała zaufanie Kulika do hipotezy żelaznego meteorytu. Zaczął on dopuszczać do siebie myśl, że „kosmiczny gość” mógł się składać z kamienia. Jednakże wiara Kulika w żelazny meteoryt była tak silną, że nawet nie raczył on obejrzeć ogromnego meteorytopodobnego kamienia, który został odnaleziony przez członków ekspedycji K. Jankowskiego. Próby odnalezienia „kamienia Jankowskiego” trwające od 13 lat nie zostały uwieńczone sukcesem.
W latach 1938-1939, odbyły się ostatnie ekspedycje Kulika. Wykonane w 1938 roku zdjęcia lotnicze części obszaru powalonego lasu dały bardzo cenny materiał, który wykorzystano do celów kartograficznych. Latem 1939 roku Kulik ostatni raz przebywał w miejscu spadku TM. Pod jego kierownictwem przeprowadzono prace nad opisem geofizycznym okolicy.
Następną ekspedycję Kulik miał zamiar posłać w 1941 roku, ale szyki pomieszała mu II wojna światowa. Tak to zatem przebiegły ekspedycje w latach 1921-1939 w celu zbadania tunguskiego problemu. Problematykę tą podjął już w 1949 roku E. L. Kryłow - uczestnik ekspedycji Kulika i jego uczeń - w swej książce pt. „Tungusskij Meteorit” twierdzi on, że TM został literalnie rozpylony w powietrzu przy uderzeniu w Ziemię, a w miejscu poimpaktowego krateru powstało bagno. Książkę Kryłowa wydano w 1952 roku i uzyskała ona Nagrodę Państwową ZSRR.J


2.2. Pierwsze fantastyczne wersje.


Badania TM zostały przerwane przez Wielką Wojnę Ojczyźnianą. Wydawało się, że po niej szybko zostaną one wznowione, ale życie szybko wniosło do tego własne korekty.
12 lutego 1947 roku, na Dalekim Wschodzie spadł gromadny Meteoryt Sichote-Alińskij, którego badanie zaczęło się bezzwłocznie, i istotnie - badaczom nie starczało sił i środków, by działać na dwa fronty. Badania TF odłożono na czas nieokreślony. Jednakże pojawiło się coś nieoczekiwanego, coś najzupełniej niezwykłego - a stało się to za przyczyną jednej jedynej publikacji. Rzecz polegała na tym, że w styczniowym numerze magazynu „Wokrug swieta” w 1946 roku, ukazało się opowiadanie pt. „Wzryw”[1], autora A. Kazancewa, który wylansował hipotezę o tym, że doszło do atomowego wybuchu nad tunguska tajgą. Tym, co wybuchło był statek kosmiczny Pozaziemian... Wersja ta spowodowała sporo huku w świecie naukowym i spowodowała nawrót niespotykanego zainteresowania TM.[2]
Należałoby tu jeszcze dodać, że inspiracją dla dr Kazancewa były pierwsze eksplozje jądrowe nad japońskimi miastami Hiroszimą i Nagasaki w sierpniu 1945 roku.[3] Kazancew zwrócił uwagę na następującą analogię: w Hiroszimie ocalały tylko te budynki, które -paradoksalnie - znajdowały się w epicentrum (a właściwie pod epicentrum) wybuchu nuklearnego, gdzie fala uderzeniowa uderzyła z góry, dokładnie tak, jak to widać w tunguskiej tajdze. Właśnie pośrodku wywału drzew stał „martwy las słupów telegraficznych” - drzew pozbawionych kory i gałęzi - potężnym ciosem fali uderzeniowej. Kazancewa poraziło jeszcze jedno: podobieństwo sejsmogramów powstałych w czasie wybuchu tunguskiego i... wybuchów w Hiroszimie i Nagasaki!
Po dość krótkim czasie hipoteza Kazancewa była rozpatrzona na specjalnym posiedzeniu Moskiewskiego Wszechzwiązkowego Towarzystwa Astrogeodezyjnego (WAGO), a potem w Planetarium Moskiewskim został wygłoszony referat z inscenizowanymi pokazami pt. „Zagadka TM”, który wygłosił astronom dr F. Zigiel.
Hipoteza o wybuchu, który rozniósł na strzępy statek kosmiczny Obcych była najpierw krytykowana przez dziennikarzy, a potem także przez uczonych. Wzięli w niej udział tacy specjaliści, jak: A. Michajłow, B. Woroncow-Wieljaminow, P. Parenago, K. Bajew i inni. Zauważyli oni, i sprawiedliwie przyznali, że specjaliści z dziedziny meteorytologii zamiast zabrać się za weryfikację hipotezy Kazancewa i rozwiązać problem TM, ograniczają się do pustej krytyki i w ten sposób zaprzepaszczają osiągnięcia ekspedycji Kulika.
Specjaliści-meteorytolodzy odpowiedzieli w artykule prof. W. Fiesienkowa i sekretarza Komitetu ds. Meteorytów AN ZSRR prof. E. Krinowa pt. „Meteorit ili marsjanskij korabl?”[4], w którym obalano hipotezę o sztucznym pochodzeniu zjawiska tunguskiego. Autorzy artykułu pisali, że nie udowodniono tego, iż TF eksplodował w powietrzu, i nie ma żadnej zagadki w spadku TM, i że wszystko jest jasne - to był meteoryt, który spadł i utonął w bagnach, a powstały po tym poimpaktowy krater zalała rozmiękła bagienna gleba. A że po ekspedycjach Kulika nikt nie był w tajdze tunguskiej, to enuncjacje uczonych nie mogły opierać się na jakichś nowych materiałach. Przyznanie, że był to wybuch atomowy oznaczało, że było to ciało sztuczne ze wszystkimi wynikającymi z tego faktu konsekwencjami, a na taki krok meteorytolodzy sobie nigdy by nie pozwolili...
Jak to się potocznie mówi, oliwy do ognia dolał następujący szczegół - otóż w 1957 roku, pracownik KM AN ZSRR dr A. Janwiel odkrył w próbkach gleby, które przywiózł był jeszcze A. Kulik z ekspedycji w latach 1929-1930   p y ł   p o m e t e o r y t o w y :  cząstki żelaza (Fe), z domieszkami niklu (Ni) i kobaltu (Co) oraz mikrogranulki magnetytu (Fe3O4) o średnicy równej 0,01 mm - stanowiące produkt rozpylenia płynnego metalu w powietrzu. Takie kuleczki znajduje się w miejscach rozpylenia żelazno-niklowych meteorytów, szczególnie dużo znaleziono ich w miejscu spadku Meteorytu Sichote-Alińskiego.
K. Staniukowicz i E. Krinow od razu  wystąpili na łamach prasy z oświadczeniem, że to znalezisko daje rozwiązanie zagadki TM. Zwolennicy hipotezy o katastrofie statku kosmicznego z kolei przedstawili zestaw znalezionych cząstek, które pasowały im składem nie do meteorytu żelazno-niklowego, ale do korpusu i pancerza statku kosmicznego.
Jednakże i jednym i drugim przyszło się ciężko rozczarować, a to dlatego, ze skład tych cząstek okazał się mylącym, bowiem wyszło na to, ze próbki gleby zebrane przez Kulika zostały „zabrudzone” pyłem meteorytowym, kiedy spoczywały w magazynach KM AN ZSRR - silnie zapylonych kosmicznym „kurzem”. A żeby było ciekawiej, to po roku poddano analizie inne próbki Kulika z ekspedycji na rzece Chuszmie, to żelaznych kuleczek znaleziono tam o wiele mniej.
W związku z burzliwym rozwojem ziemskiej kosmonautyki i astronautyki oraz z badaniami planet Układu Słonecznego przy pomocy automatycznych sond, przyszło nam zrezygnować z hipotezy o przylocie do nas statku kosmicznego z Marsa czy Wenus.[5] Pytanie o pochodzenie w tzw. Bagnie Południowym poimpaktowego krateru wymagało specjalnego potraktowania. Potrzebna była nowa ekspedycja.
Po ukończeniu w pierwszej kolejności prac badawczych Meteorytu Sichote-Alińskiego w latach 1947-1951, niektórzy badacze zaczęli się przygotowywać do ekspedycji w rejon Podkamiennej Tunguskiej, tak więc w 1953 roku rejon tunguskiej katastrofy zwiedził geochemik dr K. P. Fłorieńskij, ale to była tylko przygrywka, bo prawdziwa ekspedycja badawcza ruszyła w tajgę w 1958 roku.L


[1] Wzryw (ros.) - wybuch, eksplozja.
[2] Kto wie, czy sławetna „Katastrofa w Roswell” nie była amerykańską odpowiedzią na spadek TM, o czym będę pisał jeszcze w Części II tego opracowania.
[3] Pierwszym wybuchem jądrowym była eksplozja ładunku uranu-235 na Jordana de Muerte (NM) w dniu 16 lipca 1945 roku, znana pod kryptonimem „Trinity”. 
[4] „Meteoryt czy marsjański statek (kosmiczny)”.
[5] Dzisiaj, w roku 2001 wcale nie ma absolutnej pewności, czy na Marsie nie było w ogóle życia, bowiem niektóre wskazówki sugerują istnienie tam życia i to nawet rozumnego!