piątek, 20 stycznia 2012

TAJEMNICA KSIĘŻYCOWEJ JASKINI (11)

ROZDZIAŁ 10 – W przepaściach Czasu

Zagubione pokolenia: Mit czy prawda? – Zestawiamy przegląd niepożądanych artefaktów – Poważne problemy z datowaniem – Domniemania, krytyki i komentarze – Ludzkie ślady w trzeciorzędowym wapieniu.

Jak dotąd nie udało się nam dotrzeć do Księżycowej Jaskini, ale jak uważamy, jest to tylko kwestia czasu. Jeżeli ta jaskinia – i wszelkie inne tajemnicze obiekty i miejsca wymienione powyżej – istnieją realnie, to wcześniej czy później będzie można do nich dotrzeć.

Czym jest Księżycowa Jaskinia? Najprawdopodobniej jest to pozostałość, po platońskiej cywilizacji która tutaj była przed nami. I nie koniecznie tylko po niej, bo takich cywilizacji mogło być daleko więcej. Teoria o wielkiej liczbie poprzednich cywilizacji ma swe uzasadnienie, bo znajdowane są tajemnicze artefakty i inne ślady pochodzące z zamierzchłej przeszłości, w której – o ile wierzyć twierdzeniom uczonych – o gatunku Homo sapiens sapiens jeszcze nie mogło być mowy! Mogła to być hipotetyczna cywilizacja Dinozauroidów sprzed 65 MA, albo cywilizacja – a właściwie Supercywilizacja Interterran, czyli Ludzi I Generacji, sprzed – bagatela – 2 GA (miliardów lat), która skrywa się przed nami w innym wymiarze Rzeczywistości lub pod powierzchnią naszej planety – w obszarze tzw. „nieciągłości Mohorovičića”. (Nieciągłość Mohorovičića albo Powierzchnia Moho - to granica pomiędzy skorupą ziemską a warstwą perydotytową (powierzchnią płaszcza Ziemi), która sięga 5-10 km pod dnem oceanicznym, 30 km pod kontynentami i do 80 km pod niedawno wypiętrzonymi górami. Grubość warstwy perodytowej wynosi przeciętnie 50-80 km. Charakteryzuje się diametralnie różnym, odmiennym od normalnego przebiegiem fal sejsmicznych.)

 Jeden z amerykańskich pisarzy, Robin Cook, w swej bestsellerowej powieści pt. „Uprowadzenie” (wyd. polskie – Warszawa, 2002) postuluje jej istnienie. I ma na to ciekawe argumenty, a mianowicie – niejasności i luki w historii rozwoju życia na Ziemi.

Żeby to zrozumieć, należy cofnąć się ab ovo, do początków prekambryjskiego Archaiku – jakieś 2,7 GA temu. Wtedy w oceanach Ziemi zaczynają się kształtować pierwociny życia – najprymitywniejsze jednokomórkowce, które rozwijają się do najprymitywniejszych organizmów morskich w Proterozoiku. Trwa to aż 2,1 GA. Dokładnie 2.100.000.000 lat – niewiarygodna przepaść czasu! Co działo się w tym czasie? Mogło wydarzyć się wszystko – łącznie z powstaniem cywilizacji Interterran. Nie zapominajmy, że nasze cywilizacje są pokłosiem procesu ewolucyjnego, który zaczął się tylko 600 MA temu, w czasie tzw. kambryjskiej eksplozji życia. Tamten cykl życia mógł zostać zmieciony przez bliską eksplozję Supernovej, która wybuchła w odległości np. 30 lat świetlnych od Ziemi. Po potężnej nawale promienistej na Ziemi pozostały jeno bakterie i Interterranie skryci pod 15-20 kilometrową warstwą ziemi i skał, gdzie mordercze promieniowanie już ich nie mogło dosięgnąć. Potem ewolucja wystartowała po raz drugi i to my – Ludzie II Generacji jesteśmy jej płodem. Tyle Robin Cook. Podobne zresztą, poglądy zawarł Lennart Lidfors w swej powieści „Gwiezdne przesłania” (wyd. polskie – Warszawa 2000), którą polskiemu Czytelnikowi serdecznie polecamy, opisującej cywilizacje Atlantydy i starszej od niej Atlantyki.

(Dr Lennart Lidfors jest naukowcem pracującym w sztokholmskim instytucie badawczym Svenska Atom. Z wykształcenia jest elektronikiem, ma także doktorat z psychologii. Obecnie pracuje nad kryształami i przetwarzaniem energii. Jest autorem wielu rozpraw naukowych. [Wg Kamili Knochenhauer]) - z tym, że u L. Linforsa horyzont czasowy zamyka się w kilkudziesięciu tysiącach lat. Coś takiego również opisuje James Redfield w swej trylogii na temat Shambhalli. (James Redfield – „Niebiańskie proroctwo” [wyd. polskie - Warszawa 1994], „Dziesiąte wtajemniczenie” [Warszawa 1998] i „Tajemnica Shambhalli” [Poznań 2001])

 Oczywiście ktoś powie, że to jest czysta science-fiction nie mająca nic wspólnego z rzeczywistością. 

Hmmm... Ale w takim razie jak wyjaśnić obecność tak dziwnych artefaktów, jak np. ślady bosych i obutych ludzkich stóp znalezione w warstwach skalnych pochodzących z Kambru (600-490 MA temu) czy Syluru (430-400 MA temu)? Jakoś tego nikt nie potrafił wyjaśnić, więc konstruowano karkołomne hipotezy, które wprowadzały dodatkowy zamęt. Albo sprawa istnienia tajemniczej istoty zwanej Chirotherium (Hiroterium) czyli zwierzę (?) z rękami. Istota ta zostawiła swe ślady w warstwach Triasu (czyli 220-180 MA temu) i do dziś dnia nie znaleziono ani jednej kosteczki tego... czegoś, a może nawet kogoś? Sprawę doskonale wyjaśnia obecność na Ziemi Ludzi I Generacji. Przedstawiona poniżej tabela uprzytamnia nam, że wiedza archeologiczna ma to i owo do życzenia i jak dotąd, nie odpowiedziała na cały szereg zasadniczych pytań.

(Datowanie tych artefaktów podanych przez M. Cremo jest również bardzo wątpliwe, jak gdzieś wyczytałem. Nauka ma tendencje do ich „odmładzania”, żeby się utrzymać w ramach swoich dogmatów, zaś paranauki i różni entuzjaści bardzo łatwo dopisują zera, czyli „postarzają” znaleziska. Znajdowanie przedmiotów w bardzo starych warstwach może być i prawdopodobnie jest w większości przypadków wynikiem zjawisk tektonicznych i sejsmicznych. Coś się osunęło, jakieś minerały rozpuściły się w czasie powodzi, powstała glinka, na ktorej odcisnęły się jakieś ślady lub utopił się jakiś przedmiot, a potem nastąpiła susza, zaś następnie kolejny zawał gruntu itd. Znane są na pewno historie o przemieszczeniu się trumny na cmentarzu o kilkanaście metrów, zaś zakopywane skarby po niegdyś młodym drzewem, które się następnie przemieściły, to już klasyczny przykład. Tylko, że tu w grę wchodzą dziesiątki lub setki lat, zaś w cytowanych przypadkach całe millennia, jeśli nie epoki, podczas których wszystko mogło się zdarzyć - uwaga Piotra Listkiewicza)

Bardzo ciekawe w tym zestawieniu jest zaginięcie wielu z tych artefaktów w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. Komu zależy na tym, by one znikały? Na pewno niektórym organizacjom i systemom religijnym oraz co bardziej ortodoksyjnym uczonym, których sama myśl o istnieniu wielowymiarowych światów, Trójkąta Bermudzkiego, Nessie i UFO przyprawia o zawał serca.

 Ale czy tylko? Być może Ludziom I Generacji zależy na tym, by pozostać w cieniu i żeby prawda o ich istnieniu nie przedostała się do opinii publicznej? Zatem kto wie, czy pojazdy UFO nie są de facto czasolotami, którymi Interterranie podróżują w czasoprzestrzeni tak, jak my w trójwymiarowej przestrzeni naszego continuum? Jeżeli tak jest, to Ludzie I Generacji mogli opanować porządny fragment Galaktyki! Nie zapominajmy o tym, że jak ktoś potrafi podróżować z wymiarze czasu, to przestrzeń dla niego już nie stanowi przeszkody, i – mówiąc obrazowo, może podróżować z jednego krańca Wszechświata na drugi w T = 0 lub T > 0, co praktycznie na jedno wychodzi! Stąd te wszystkie anomalia, które wyszczególniono w tabelce. Zatem to Czas jest kluczem do rozwiązania zagadek związanych z zaobserwowanymi zjawiskami anomalnymi.

 Uważamy, że obraz byłby niepełny, gdybyśmy naświetlili go tylko z jednej strony – ze strony entuzjastów Nieznanego oraz badaczy UFO i innych zjawisk anomalnych nie tylko na naszej planecie, ale nawet poza nią. Dlatego też, 13 lipca 2003 roku rozpuściliśmy wici i zasięgnęliśmy opinii wszystkich naszych Przyjaciół i Kolegów związanych z CBZA, co sądzą o powyższym materiale. Prosiliśmy szczególnie o wypowiedzi krytyczne, bowiem są one wskazówkami – i to cennymi – do przyszłych posunięć w naszej dalszej działalności badawczej. Odpowiedzi na nasz apel zamieszczamy poniżej zgodnie z kolejnością napływania do naszej skrzynki pocztowej.

Sprawa stała się od razu ciekawa, bo niemal natychmiast odezwał się krakowski radiesteta – mgr Tomasz Stefan Gregorczyk, który przesłał nam następującą opowieść na temat tajemniczych dziur w Pieninach i Beskidach. A oto jego relacja:

Wydrukowałem ten ostatni tekst – nie powiem, poruszacie sporo tematów... Ale po kolei. W 1963 r. w lipcu byłem jako harcerz na obozie harcerskim w Niedzicy (miałem 13 lat). Doskonale pamiętam i szkolenie (zdobywanie odznaki – mam brązową MOSO – w strażnicy w Kacwinie, a potem szybki powrót przed burzą do obozu (ok. 1,5 godziny na piechotę) i to, co potem się zdarzyło (przeszedłem wtedy chyba pierwsze "wzięcie") – a pioruny waliły, że hej, ale nie było zbyt wielkiego deszczu. Pod koniec obozu zorganizowano nam nocny marsz z Niedzicy-wsi pod Zamek. Wszystkich uprzedzano, aby ok. 200-300 metrów przed zamkiem (trasa prowadziła trawersem zbocza górującego nad drogą Niedzica-Czorsztyn od strony przeciwnej do rzeczki Niedziczanka) – uważać na bardzo głęboką dziurę w ziemi zabezpieczoną tylko drewnianym kozłem. Nocny marsz polegał na zaliczaniu kolejnych "sprawdzianów" w rodzaju przyszywanie guzika, rąbania drew, wykonywania opatrunku itp. "typowo harcerskich" sprawności. W sumie było ich siedem, a rozmieszczono je właśnie na w/w trawersie, prowadzącym wówczas głównie lasem; od czasu do czasu były polanki, ale w okolicy "dziury" kierowano nas w dół w stronę zamku, gdzie był punkt końcowy i pomiar czasu. Opowiedziałem to Izie i w tę niedzielę wybraliśmy się do Niedzicy i Kacwina.
Hm, teren z "tamtą" dziurą (lojalnie przyznaję się, że nie byłem nad nią, ale mówiono, że nie była to studnia i nie było wody na jej dnie) jest obecnie za ogrodzeniem (już 40 lat minęło, powstała zapora, znikła "tamta droga") i na pewno została zasypana, albo zabetonowana. Namiary niewiele dały. Potem pojechaliśmy do Kacwina. Strażnica jeszcze istnieje (choć już w stanie zniszczenia), kościół zbudowany w 1400 r. przez rodzinę Berzeviczych (wypisz - wymaluj taki, jak w Rabcicach na południe od Babiej Góry) nowo otynkowany. Hmm..., tak jak w tym w Rabcicach namierzaliśmy zejście do podziemi za ołtarzem. Potem, na trasie w kierunku Frankowej Góry (przez nią przechodzi granica) namierzyliśmy podziemny tunel szerokości ok. 11 kroków (nieco ponad 10 m). Gdzieś w stoku Frankowej Góry zasypane (lub w inny sposób odizolowane) wejście do tunelu. Ale ten tunel to nie magistrala, to jakaś boczna odnoga. Zdjęcia pokazały sporo różowej, a w kościele w Kacwinie białej energii.

Tomasz St. Gregorczyk
Kraków, dn. 21 lipca 2003 roku.

Wielka to szkoda, że pan Tomasz Gregorczyk nie zainteresował się bliżej tą tajemniczą dziurą w Pieninach. Być może było to wejście do jakiegoś systemu jaskiń, który rozciąga się pod Pieninami.

Następnym był list od naszego Teoretyka Numer Jeden Polskiej Ufologii – Krzysztofa Piechoty z Warszawy, który ma nieco inny pogląd na całą tą sprawę:

Niezbyt to wdzięczne zajęcie – próba oceny czegoś, z czym samemu nie miało się do czynienia, a w przeciwieństwie do Macieja Kuczyńskiego moja znajomość jaskiń jest nikła, choć uroki kilku z nich podziałały na mnie z bliska... Jedno też wiem na pewno, a mianowicie, że trzeba mieć nie lada wyobraźnię, by z rzeczy małej uczynić wielką – to ekskurs w stronę teorii prof. Jana Pająka o szklistych ścianach niektórych tuneli powstałych rzekomo po...przelotach UFO przez wnętrza górotworów. Rzecz w tym, że naturę tego akurat fenomenu znam jak mało kto i dlatego podobna ocena na temat wpływu UFO na otoczenie nigdy nie przyszłaby mi do głowy! Jedno wszakże mogę powiedzieć na pewno – jestem pełen uznania i podziwu dla Autora za wskazanie, iż możliwe jest zbudowanie latającego obiektu o napędzie magnetycznym, czyli tzw. magnokraftu. To wydaje się możliwe, lecz obiekt o takim źródle napędu będzie miał niewiele wspólnego z UFO, bowiem te ostatnie nie są tworami sztucznymi, zbudowanymi na wzór ziemskich pojazdów. Piszę zaś o tym w tym miejscu gwoli odnotowania, że co jak co ale UFO jako z natury krótkotrwałe i osobliwe zjawisko przyrody, na pewno nie ma nic wspólnego z powstaniem Księżycowej Jaskini, ani z innym podobnymi tworami, procesami górotwórczymi. Wracając zaś do oceny poszukiwań Księżycowej Jaskini, można powiedzieć tak – pogoń za tą efemerydą z samego założenia wydaje się być jałowa, bowiem trudno liczyć na sukces tam, gdzie jedną tezę usiłuje się podbudowywać kolejnymi hipotezami! Jednym słowem, mamy tutaj do czynienia z konglomeratem hipotez i nic ponadto! Brak jakichkolwiek uchwytnych śladów, kolejne wątki nagle się pojawiają i niemal natychmiast zanikają i dotyczy to także artefaktów po poprzednich cywilizacjach, które to przedmioty rzekomo zaginęły choć w rzeczywistości nigdy nie istniały! Zostały zmyślone! Czy podobnie jest z Księżycową Jaskinią?
Wiele dziwnych jaskiń istnieje na świecie i pewne ich fragmenty mogą wskazywać, że wykonano je w sposób sztuczny, z wykorzystaniem wyrafinowanej techniki. Jednak w przypadku jaskiń jest podobnie jak z wieloma innymi artefaktami ruchomymi – do rzeczywistej cechy dodaje się oto przymiotnik sugerujący ich powstanie w sposób sztuczny; jeśli przykładowo pewien fragment artefaktu, w tym wypadku odcinek ściany jaskini jest wyjątkowo gładki – wystarczy wówczas użyć określenia wieloznacznego, np. przymiotnika -„szkliste", by nadać mu pozory tworu sztucznego, wykonanego w wysokiej temperaturze, z kolei enigmatyczne określenie „koryto w żółtawym piaskowcu" nadaje pozór regularnego tworu o płaskich i równych ścianach; czasami jeden wyraz wywołuje lawinę skojarzeń, które z kolei kojarzy się z innymi artefaktami przypisywanymi działalności istot rozumnych, a ich wyliczanie stwarza złudne wrażenie obfitości i dziwności, które odnosi się do zaginionych cywilizacji. Podobnie wszak uczyniono z zagadką fenomenu nieznanych obiektów, do której w dobie wokółziemskich lotów statków powietrznych przylgnęła nazwa UFO, którą nieodmiennie i niesłusznie określa się rzekome pojazdy obcych cywilizacji z kosmosu, które jakoby zawitały na Ziemię.
Otóż wydaje się, że w przypadku Księżycowej Jaskini problem został zanadto wyolbrzymiony - przypisano jej zakres danych, które autorom dyktowała wyobraźnia a nie doświadczenie, czyli eksploracja podziemnych tworów natury. Z drugiej jednak strony – naturalne jaskinie wszak istnieją, a ponieważ człowiek jeszcze nie wymyślił niczego, czego wcześniej nie stworzyłaby przyroda, na wczesnym etapie swego rozwoju kulturalnego zaczął także drążyć skały – nie tylko groty z łączącymi je korytarzami, ale wręcz ogromne podziemne budowle i całe miasta! Działo się to w czasach, kiedy nikomu jeszcze do głowy nie przychodziło, że kamień można ciąć i modelować w sposób wymyślny, umożliwiający wznoszenie budowli...wolnostojących czyli nadających się do zamieszkania domów! Nie była to jednak technika wyrafinowana, z wykorzystywaniem lasera czy papieru ściernego, gdyż nie było takiej potrzeby! W zdecydowanej też większości wykorzystywano twory naturalne, nierzadko sprawiające wrażenie jakby pochodziły nie z tego świata! Są bowiem na świecie jaskinie tak niezwykle, że dech zapiera, gdzie przeciętny śmiertelnik nigdy nie dotrze, gdyż wymaga to niełatwej umiejętności nurkowania z aparatem tlenowym bądź pokonywania tak długich – wąskich i krętych przesmyków podwodnych, że jest to przedsięwzięcie jedynie dla śmiałków o wyjątkowo zdrowych płucach. Niejednej z takich jaskiń można by nadać miano... Księżycowej! Czy jednak takowe jaskinie istnieją w polskich górach, w Beskidach czy Sudetach? Być może. Wszak na tym świecie nic nie jest niemożliwe...
Z dostępnych mi informacji wynika, że licząc w skali geologicznej, jeszcze nie tak dawno, po ustąpieniu wód potopu, z czym związany był upadek jakiejś cywilizacji zwanej Atlantydą, która zerwała wszystkie owoce z „drzewa wiedzy" – znaczne odłamy ludzkiej populacji zamieszkiwały właśnie labirynty jaskiń i grot, które nierzadko łączyły podziemne korytarze. Być może ten fakt łącznie ze wspomnieniami o świetlanej przeszłości zdecydował, że nie tylko w starożytności, ale także dziś wspomina się o podziemnych miastach i całych królestwach, z których wiele mogło zasługiwać na miano legendarnej Agharty. Niewykluczone, że współczesne hipotezy i teorie nawiązują właśnie do tych niezbyt odległych w czasie, ale z uwagi na cenzurę niezwykle mglistych informacji. Rzecz jedynie w tym, by te i podobne próby dotarcia do prawdy historycznej nie przeradzały się w wydumane teorie bez żadnego pokrycia w faktach.
W świetle przytoczonych w opracowaniu informacji z pewnością niezwykle trudno będzie uzasadnić istnienie ze wszech miar egzotycznej Księżycowej Jaskini, której poszukuje się na terenie stosunkowo dobrze znanym. Spójrzmy jednak na to z drugiej strony – wszak początki Polski były równie legendarne, a jednak coraz więcej odkryć archeologicznych potwierdza fakt, że początki zaistniały, były faktem! Wprawdzie nie oznacza to, że Polska istniała zanim powstała, ale nie w tym rzecz. Ważne jest, by nigdy nie ustawać w poszukiwaniach!
Krzysztof Piechota

Warszawa, dn. 23 lipca 2003 roku.

Tyle nasz Numer Jeden.
Następnym był list od wpomnianego pana Olafa Snappana z Zabrza, który jest autorem ogromnej monografii pt. „Zwierciadło wiadomości” poświęconej także historii ludzkości. Brzmi on następująco:

[...] pisze Pan o artefaktach sprzed milionów lat i o domniemanych Interterranach. Otóż chciałbym powiedzieć, że trzeba być bardzo ostrożnym w datowaniach znalezisk sprzed globalnego kataklizmu, Potopu lub Atomowej Wojny Bogów – tj. mających ponad 12-13 tys. lat. Dlaczego? Otóż wszystkie te wyliczenia zupełnie nie biorą pod uwagę eksplozji atomowych, czy nawet zalania danego terenu wodą. Dlatego też rzeczą szokujacą dla uczonego czy akademika może być to, że datowanie kości niektórych amerykańskich zauropodów na 70-80 MA może być nieprawdą! [...]
A zatem jeśli 12-13 tys. lat temu doszło do konfliktu z użyciem broni atomowej, a potem do geologicznej katastrofy, te wszystkie metody datowania w oparciu o radionuklidy są funta kłaków niewarte!
Podam przykład: szczątki zauropodów mogą tedy mieć nie 80 MA, a jedynie tylko 22-28 tys. lat! Pisze o tym szczegółowo Hans Zillmer w „Pomyłce Darwina” i „Pomyłkach Ziemi”. Jeśli zaakceptujemy naszą teorię atomowej prehistorii, to np.:
skamieniałe odciski butów na Korfu mają nie 1 MA, ale np. 15 tys. lat;
gliniana figurka z Nampa ma nie 2 MA, ale np. 20 tys. lat;
kamienny tłuczek z Mt. Table ma nie 9 MA, ale 20-25 tys lat;
kredowa kula z Laon ma nie 40 MA, a np. 30-37 tys. lat;
skamieniałe odciski stóp na kamieniu w Martinie mogą mieć 13 tys. lat;
gwóźdź z Kingoodie ma nie 387 MA, a tylko nieco ponad 40 tys. lat;
metalowy wazonik z Dorchester nie ma na pewno 600 MA, a może około 1 MA – 30 tys. lat;
system korytarzy w Górach Sowich nie może pochodzić z czasów przedludzkich i mieć 400 tys. lat!!!
Te wszystkie daty podaję w oparciu o wyliczenie, że np. potop czy atomowe wojny zmieniły zawartość wielu pierwiastków w przyrodzie i nie można datować bardzo wielu znalezisk starymi metodami.
Oczywiście mogła istnieć jakaś Pierwsza Generacja, lecz prawdopodobnie było to kilka milionów lat temu, gdyż ewolucyjne datowanie Kambru i Prekambru (szkoła Charlesa Lyella z 1833 roku) jest już nieaktualne (przynajmniej dla nas!). Z drugiej strony nie można powiedzieć, ile lat ma Ziemia – być może czas Ziemi, to wąż pożerający swój własny ogon...
Osobiście skłaniam się ku trzeźwej tezie pana Krzysztofa Piechoty, choć wydaje mi się, że jednak niektóre UFO są tworami sztucznymi. [...]

Zabrze, dn. 2003-09-29       

Jedna z najciekawszych zagadek prehistorii znajduje się na terenie północnej Słowacji. Już w roku 1967 pisał o niej Nestor czechosłowackiej literatury s-f – dr Ludvík Souček – napisał o dziwnych śladach stóp znalezionych nieopodal wsi Konské w powiecie Martin, a do tej problematyki wraca w swej książce pt. Tušenie súvislostí słowami:

Wgłębienia w wapiennych głazach mają dokładny kształt i dokładnie odpowiadają odciskom ludzkich stóp, co widać szczególnie dobrze na trzech najlepiej zachowanych odciskach – pozostałe są już podniszczone przez erozję. Stopy te odpowiadają kształtem i rozmiarami stopy człowieka Homo sapiens sapiens, a zatem nie Neandertalczyka, co więcej są to odciski stóp człowieka, który często chodził boso, na co wskazują ślady palców stóp. Prascy i bratysławscy antropologowie stwierdzili po przebadaniu śladów w 1960 roku, że odciski te są autentyczne i zarazem że człowiek, którego nogi odcisnęły się w skale, nie mógł wtedy chodzić po świecie 100.000 czy chociażby 50.000 lat temu.
Badanie skały dało szokujący rezultat, bowiem na podstawie skamieniałości przewodnich oszacowano czas powstania tych wapieni – powstały one w starszym Trzeciorzędzie – jakieś 50 MA temu! W tym czasie o spacerach Homo sapiens po Ziemi nie można nawet mówić!

Tyle dr Souček.

(Zob. Souček, L.: „Tušenie súvislosti”, Bratysława 1984, ss. 36-37)

Zainteresowaliśmy się tą wsią, gdy wpadł nam w ręce artykuł inż. Ivana Milana pt. „Użyźnione stopy”, w którym ukazał smutne losy tych odcisków stóp w wapieniach. Dla miejscowych chłopów z Konskich odciski były tabu i nikt ich nie ruszał. Mówiło się o nich jako o odciskach stóp Janosika. No, ale w latach 80. zmieniła się struktura rolnictwa – z małych poletek, na duże plantacje intensywnej uprawy różnych roślin przemysłowych. Głazy ze śladami zostały zepchnięte buldożerami 200 m niżej i obrócone ku ziemi. Ślady zakonserwowała doskonale podmokła gleba.
Napisaliśmy do inż. Milana i w miesiąc później otrzymaliśmy odpowiedź z Zarządu Parku Krajobrazu Chronionego Wielka Fatra, gdzie pracował. W jego liście z dnia 25 kwietnia 1989 roku czytamy, co następuje:

O śladach tych wyczytałem w książce dr Součka i dziwię się, że nie słyszałem o nich wcześniej. Byłem zadowolony, że coś takiego istnieje i to całkiem niedaleko ode mnie. Miałem szczęście je widzieć, napisać o nich artykuł i coś dla ich sprawy zrobić. To, co tam zobaczyłem, nieco mnie przeraziło. Próbowałem obrócić jeden z tych głazów, ale bez pomocy i narzędzi mi się  nie udało. Nawet nie wiedziałem, czy akurat na tym kamieniu są jakieś odciski stóp. Tak zatem zostawiłem je i mam nadzieję, że kiedyś uda się zbadać je  dogłębnie.

15 maja 1989 roku wraz z inż. Milanem wyjechaliśmy do Konskiego. Wspomniane głazy znajdują się w odległości 700 m od wsi, w gęstwinie krzaków. Na podstawie opowieści najstarszych mieszkańców wytypowaliśmy największy głaz o obwodzie 4 m. Niestety, nie ustaliliśmy niczego, bowiem ślady były wtłoczone w glebę. Nie udało się nam także przebadać niezbadanego po dziś dzień systemu jaskiń w masywie pobliskiego szczytu Kopa – 1.187 m n.p.m. (masyw Kopy jest doskonale widoczny z drogi nr 70 w okolicach Kral’ovan). Pozostałe głazy znajdowały się kilkaset metrów dalej i niżej, a dostęp do nich był znacznie utrudniony.

3 czerwca 1989 roku napisaliśmy list do inż. Milana, w którym nakreśliliśmy zadania badawcze tego problemu:

Przegląd głazowiska;
Zebrać wszelkie informacje od najstarszych mieszkańców wsi na temat tych śladów;
Jeżeli się da, wejść do systemu jaskiń Kopy i rozejrzeć się za dalszymi śladami tego rodzaju. (Jesenský, M.: „Rok archeologickej utópie”, „Archeoastronautický sborník. Ročenka Československé archeoastronautické asociace za rok 1990”, Centrum Čs.AAA, Praga 1990, ss. 140-150)

Słowa wprowadzono w czyn i przy użyciu ciężkiego sprzętu głazy zostały obrócone. Niestety, na żadnym z nich śladów nie znaleziono, po czym jeden z mieszkańców wskazał mu inny głaz. Inż. Milan pisze o tym tak:

Poszliśmy tam i my. I rzeczywiście, w wapieniach odciśnięte były trzy stopy. Przed trzema laty jacyś pracownicy z Brana zrobili z nich trzy gipsowe odlewy. Jednakże wcale mnie to nie uspokoiło. Nie chce mi się wierzyć, że są to akurat te, o których wspominał dr Souček. On pisał o odciskach „dorosłych” i „dziecięcych”, zaś tutaj widziałem tylko „dziecięce” i takie mniej wyraźne. Wciąż zatem wierzę, że te odciski stóp, o których pisał dr Souček jeszcze czekają na swego odkrywcę.
O jaskini w Kopie nie mam żadnych informacji i nie znam kogokolwiek, kto wiedziałby, gdzie ta jaskinia się znajduje.

My jednak byliśmy przeświadczeni nie tylko o istnieniu tych śladów, ale także o istnieniu jaskini w Kopie. No i wybraliśmy się na szlak, wbrew paskudnej i niesprzyjającej wędrówkom pogodzie. Lało non-stop przez dwa dni, ale potem wyszło słońce, tym niemniej cały czas było mokro.

Pierwszego dnia znaleźliśmy skałę, o której pisał inż. Milan. Wgłębienia były niezbyt wyraźne, już nadżarte przez erozję. Na drugi dzień przeszukaliśmy całą miejscowość. To było coś okropnego, brodziliśmy w mokrej, wysokiej do pasa trawie i w nieustającym deszczu. Przedzieraliśmy się przez chaszcze z notatnikiem w zębach. W ciągu dnia spenetrowaliśmy 196 m². Wynik był negatywny.

Wieczorem drugiego dnia przyszli do naszego obozu trzej młodzi ludzie i rozmawialiśmy z nimi o śladach. Dowiedzieliśmy się, że te trzy odciski to były właśnie te, którymi badacze się zajmowali. Powróciliśmy do obozu i oczyściliśmy te ślady. Udało się nam zobaczyć ślady pięty i odciski palców. Poza tym znaleźliśmy cztery ślady: trzy „dziecięce” i jeden „dorosły”. W lewo od śladu nr 4 znajdował się szereg wgłębień – niewyraźnych śladów stóp – długość kroku człowieka, który je pozostawił wynosiła 65 cm. A zatem „spis inwentarza” wygląda następująco:

Ślad nr 1 – długość 21 cm zawiera ciekawy odcisk palca, który tworzy z pozostałymi palcami kąt rozwarty. Jednakże wydaje się, że jest to po prostu ubytek wapienia. Stopa jest mała, jakby dziecinna. Ma 5 palców, ale jej rozmiary są zwiększone poprzez działanie erozji. Nie jest odciśnięta pięta, ale dobrze widać zachowane odciski palców.
Ślad nr 2 – długość 27 cm, jest dłuższa i można już mówić o stopie „dorosłego”. Jest dobrze odciśnięta, dobrze widoczne jest wszystkie pięć palców.
Ślad nr 3 – długość 22 cm, dobrze widoczne 5 palców, „dziecinna”.
Ślad nr 4 – długość 23 cm, dobrze widoczny jeden palec, pozostałe są niewyraźne.
Ślady są nadżarte erozją, przecięte trzema szczelinami położonymi równolegle do kierunku marszu.
Wszystkie ślady znajdują się na głazie o wymiarach 220 x 230 x 140 cm, znajduje się tam także wycięcie o rozmiarach 60 x 60 cm zrobione sztucznie. Na sąsiednim głazie znajduje się coś, jakby odcisk ręki jakiegoś hominida. Wszystko to potwierdzało, że ślady te są tylko jednym, małym ogniwkiem w całym łańcuchu tajemniczych śladów z odległej przeszłości. W nasze ręce wpadła praca dr A. Amannijazowa – dyrektora Geologicznego Instytutu Akademii Nauk Turkmeńskiej SRR z roku 1986. Trzecia ekspedycja, którą poprowadził, odkryła w Chodżapil-Acie ślady dinozaurów i pomiędzy nimi zachowane ślady ludzkie.
W swej pracy (Amannijazov, K.: „Sliedy słonov svjatogo diedie”, „Wokrug swieta”, nr 10/1986) pisze co następuje:

W pewnej chwili moją uwagę zwróciły dziwne depresje na płycie skalnej, trochę na bok od łańcucha śladów dinozaurów, biegnące równolegle do nich. Kiedy się zbliżyłem i dobrze przyjrzałem, stało się jasne, że nie są to ślady dinozaurów. A zatem czyje? Jeden z najwyraźniejszych śladów przypominał... Spojrzałem po moich milczących współpracownikach i zrozumiałem, że wszyscy myślimy o tym samym. Skamieniały ślad był podobny do odcisku ludzkiej stopy – a nie istoty podobnej do człowieka.
- Długość 26 cm – zmierzył i oznajmił Witalij Iwanowicz.
- Czyli rozmiar 43 – dopowiedział Oleg – czyli niezbyt wysoki.
Nie zapomnij ich sfotografować – pohamowałem go – jeszcze nie czas na wnioski.
Oczywiście o naszych odkryciach powiadomiliśmy samego Ericha von Dänikena, którego adres uzyskaliśmy nie bez trudności (był rok 1989), i informacja o tym została wysłana do centrali Ancient Astronaut Society w szwajcarskim Feldbrunnen w dniu 12 grudnia 1989 roku i od razu została wzbogacona o następne szczegóły.

W dniach 20-21 października 1989 roku została zorganizowana nowa wyprawa przy pomocy koszyckiego klubu 451 F. Problem zaatakowano od razu z dwóch stron: pierwsza grupa ruszyła na głazy w Konskich, zaś druga poszła na poszukiwanie jaskini na Kopie.

Efekty były ciekawe – zreferował je nam szef klubu dr Martin Schuster, który przekazał nam zebrany materiał z rozmów ze starymi ludźmi tam zamieszkałymi. Opowiadali mu o odciskach stóp, rąk a nawet całego ciała, które znajdowały się na kamieniach zalegających na tym terenie. Ci, którzy badali wyżej położone lasy mówili o kolejnych głazach, ale nie znaleźli żadnych odcisków ze względu na to, że przykryte były spadłymi liśćmi. Pobrano próbki gleby i skał, które zamierzano dokładniej zbadać i datować. Niestety nie znaleziono wejścia do jaskinnego systemu Kopy.

Postanowiono zatem w dalszym ciągu prowadzić wielotorowe poszukiwania wszelkich możliwych informacji na temat odcisków zarówno w bibliotekach i archiwach, jak i w terenie. Tak samo zdecydowano w sprawie systemu jaskinnego Kopy.

Badania próbek skał dały dziwne rezultaty. Skała okazała się stosunkowo „młoda” i miała wedle oceny ekspertów od 1,8 MA do... 5.000-10.000 lat! Zbadano dwie próbki – jedną z głazu, a drugą z odcisku stopy z trzema szczelinami. W wynikach ekspertyzy napisano:

Badana próbka pochodzi z Ery Mezozoicznej, czyli z okresu od 230-65 MA. Jest to mezozoiczny wapień, w tym przypadku dolomit, który ma identyczny skład chemiczny.
Badany ułamek jest zwietrzały i porowaty, liczy sobie 1,8 MA, chociaż najbardziej prawdopodobny jest wiek 5-10 tys. lat. Chodzi tutaj o formę wapienia, który powstał wskutek działania wody nasyconej CaO i MgO, w czasie przechodzenia przez mezozoiczne wapienie i jej wypłynięciem na powierzchnię Ziemi.

Jest to jakaś abrakadabra i trudno uwierzyć w to orzeczenie. Dlatego trzeba będzie powtórzyć datowanie tego wapienia, bowiem uzyskane dane stoją w ostrej sprzeczności z faktami:

Dr Souček twierdzi, że te formacje skalne – jak wnioskują geolodzy – pochodzą z wczesnego Trzeciorzędu i muszą sobie liczyć miliony, a nie tysiące lat.
Jak wiadomo, pagórkowatą i górzystą powierzchnię tego masywu o powierzchni 234 ha i wysokości 437-864 m n.p.m. tworzą trzeciorzędowe piaskowce, łupki ilaste i skały mezozoiczne.
Tamtejszy (zachodni) stok jest utworzony z mezozoicznych wapieni, co stoi w przykrej sprzeczności z cytowanym powyżej szacunkiem ekspertów.

Poza informacją dr Součka zamieszczonej w jego książce, udało się nam znaleźć tylko jedną informację o znalezisku w Konskich, co miało miejsce na początku 1990 roku.

W czasopiśmie „Slovensky kras” ukazał się artykuł inż. Barta pt. „Dziesięć lat badań speleologicznych Instytutu Archeologii SAV w Nitrze”, gdzie przy dacie 1961 roku była umieszczona uwaga o „wapiennej płycie z ludzką stopą”. Autor artykułu w roku 1961 pojawił się w Konskim, gdzie jakiś mieszkaniec pokazał mu wapienną płytę z odciskiem ogromnej ludzkiej stopy. Niestety, w rozmowie z dr Schusterem inż. Bart stwierdził, że był to jedynie artefakt, który wytworzyła erozja powierzchniowa. Poza tym zanegował stanowisko mieszkańców Konskich twierdząc, że nigdy tam nie było i nie ma żadnych odcisków ludzkich stóp w skałach. Wychodził bowiem z założenia, że ludzkie ślady w skale istnieć nie mogą – a przecież wiemy, że wciąż się odkrywa liczne znaleziska, które żadną miarą nie pasują do oficjalnej wiedzy o naszej prehistorii i spędzają sen z powiek wszystkim geologom, paleontologom i antropologom. Od całych dziesięcioleci!

Oczywiście niczego nie wiedział o głazowisku, o znaleziskach archeologicznych w okolicy i oczywiście o jaskiniowym systemie Kopy. Na zakończenie dodał, że IA SAV w Nitrze nie zamierza się tą sprawą zajmować i podejmować jakichkolwiek poszukiwań na tym terenie. Potem ostrzegł nas, byśmy sami tam niczego nie robili i jak najszybciej o całej sprawie zapomnieli...

Żadna z instytucji, do której się zwróciliśmy, nie była zainteresowana tą sprawą i dystansowała się od niej. Tym niemniej, bez względu na to, czy dostaniemy od nich przysłowiowy nihil obstat, czy nie, badania tej okolicy będą prowadzone. Mamy do tego takie nastawienie, jak E. i C. Ullmanowie, którzy w swej książce „Mysteries of the Ancients” napisali:

Czy tego chcemy czy nie, musimy poruszyć niektóre święte krowy archeologów, antropologów i historyków. Wiemy, że będziemy krytykowani i prześladowani. Ale badając prawdę musimy niektóre święte krowy złożyć w ofierze...