sobota, 21 stycznia 2012

TAJEMNICA KSIĘŻYCOWEJ JASKINI (12)

ROZDZIAŁ 11 – Lux ex Oriente...

 Petroglify na Uralu: Wzory chemiczne z epoki kamiennej? – Spotkanie z dr Awińskim – Zagadka karelskiej kamiennej księgi – O dowcipnym podróżniku i tajemnych znakach na Syberii – Najnowsze odkrycie baszkirskich uczonych: Lotnicza mapa z Mezozoiku?

Giennadij Czernienko jest jednym z rosyjskich autorów i zarazem poszukiwaczy odpowiedzi na pytania o zamierzchłe cywilizacje. Opracowano ten tekst na podstawie artykułu „Uralskie pisanice – echa wizyt Przybyszów?” Уралские »писаницы« - отголоски визитов пришелцев?” zamieszczonego w „Kalejdoskopie NLO” „Kалейдоскоп НЛO” nr 1-2[166],2001. Oto jeden z problemów, na który zwrócił on uwagę Czytelnika:

Na Uralu, na brzegach rzek Tagiłu, Nejwy, Reża i Jurjuzanii (zob. mapka) można ujrzeć pisanicy  - rysunki, które namalowano na kamieniach ochrą zmieszaną – jak się przypuszcza – z krwią. Ich kolory wahają się pomiędzy jaskrawą czerwienią, czerwonym fioletem i brązem. (Nie, czerwona barwa nie może pochodzić od krwi, która zmienia barwę na brązowo-czarną w ciągu paru godzin; musiały być w użyciu pigmenty pirytowe lub inne mineralne jak w malowidłach naskalnych w Australii, a nie organiczne, choć Aborygeni używali również farby czerwonej z kory lub korzeni niektórych gatunków eukaliptusa (np. red gum) – uwaga Piotra Listkiewicza) Grubość linii waha się pomiędzy 10 a 20 mm.
Rysunki – jak oceniają specjaliści – wykonano około 4-5 tys. lat temu. Pewni uczeni uznali je za jakąś nieznaną formę pisma, inni – za tajemne znaki. Tak czy inaczej, wzbudziły zainteresowanie.
O istnieniu na Uralu naskalnych inskrypcji było wiadomo od dawna – car Piotr I w 1699 roku rozkazał swemu urzędnikowi, Jakowowi Łosiewowi, udać się do tamtego kraju, znaleźć górę z rysunkami i skopiować je: słowo w słowo – bez żadnych różnic i zmian – absolutnie dokładnie.
W naszych czasach zostały one opisane i sklasyfikowane w dwutomowej pracy archeologa W. I. Czerniecowa pt. „Naskalne rysunki na Uralu”. Archeolodzy doszli do wniosku, że przedstawiają myśliwskie zaklęcia i tajemne znaki szamanów, czarowników, itp. I prawda, na jednym z rysunków widzimy człowieka stojącego obok swego rodzaju klatki z dzikim zwierzęciem wewnątrz. Sceny myśliwskie pokazane są na wielu innych rysunkach, ale nie na wszystkich. Wiele figurek ludzkich pokazano samotnie, nie związanych z niczym. Na pytanie, co te rysunki wyobrażają, archeolodzy nie dają jasnej odpowiedzi.
Geolog i mineralog, dr Władimir Iwanowicz Tjurin-Awińskij z Samary, jest całkowicie przekonany, że nasza planeta w przeszłości była odwiedzana przez przedstawicieli pozaziemskich cywilizacji. Jego zdaniem, te dziwne uralskie rysunki naskalne są niczym innym, jak... wyobrażeniem wzorów chemicznych! Każdy uczeń ze szkoły średniej zna ten graficzny sposób ukazywania wzorów chemicznych, tzw. „wzorów strukturalnych”, używanych głównie w chemii organicznej. Wzory te składają się głównie z rozgałęzionych łańcuchów i wielokątów – co widać na rysunku.
I w rzeczy samej – takie zygzakowate linie z odrostkami znajdują się na rysunkach naskalnych na brzegach rzek Nejwa i Tagił. Cóż to takiego – rybackie sieci? Jednakże archeolodzy nie zgadzają się z tym poglądem:

Nie ma żadnych dowodów na istnienie związku pomiędzy tymi figurami a rybołówstwem – pisze Czerniecow – tym bardziej, że ani razu nie natrafiono na wyobrażenia ryb na tych rysunkach. Natomiast te dziwne rysunki przypominają wzory strukturalne wszystkim dobrze znanego polietylenu!

A oto jeszcze jedna figura spośród rysunków naskalnych znalezionych na Borodinskich Skałach, na rzece Reż. Rysunek przypomina plaster pszczelego miodu. Rzeczywiście – pszczoły konstruują swe plastry z sześciokątnych komórek, a tutaj one są wyciągnięte w pionie. Tylko dlaczego dawni ludzie nie narysowali przy nich ani jednej pszczoły? Archeolodzy nie potrafią objaśnić sensu tego rysunku. Natomiast  dr Tjurin-Awińskij ujrzał w rysunkach wzór strukturalny... grafitu!
Na koniec jeszcze jeden rysunek naskalny w kształcie koła z „wypustkami” czy „odroślami”, który przypomina dość dokładnie... wzór strukturalny antybiotyku Gramicidin S! Człowiek z epoki kamiennej nie mógł znać symboli współczesnej chemii organicznej – to pewne. Pisze dr Tjurin-Awińskij:

[...] człowiek pierwotny nie miał takiej potrzeby, by je znać. Wszystkie naskalne rysunki na Uralu kojarzą się ze współczesną chemiczną symboliką: pomiędzy tymi „pisanicami” można znaleźć fragmenty łańcuchów węglowodorowych i wyciągnięte sześciokąty kręgów benzenowych.

Uczony wykreował śmiałą hipotezę, że te chemiczne wzory mogły być kiedyś przekazane ludziom pierwotnym przez Przybyszów z Kosmosu, którzy onegdaj odwiedzili Ziemię. Pisze on:

Jeżeli skojarzenie „kamiennych wzorów” ze współczesnymi formułami chemicznymi okaże się faktem, to czy nie należałoby uznać te „pisanice” za część naukowego bagażu, który jakimś sposobem stał się przedmiotem kultu dawnych mieszkańców Ziemi?
Dr W. I. Tjurin-Awińskij pokazał kopie naskalnych rysunków fizykom i chemikom, i wielu z nich zgodziło się, że są one nader podobne do wzorów chemicznych!
Jeżeli to, o czym pisali Giennadij Czernienko i dr Władimir I. Tjurin-Awińskij jest prawdą, a w co nie wątpię, to może oznaczać, że albo mamy do czynienia z artefaktami Paleokontaktu, który miał miejsce jakieś 5 - 7 tysięcy lat temu, albo – co jest najbardziej prawdopodobne – mamy do czynienia z artefaktami po potężnej Supercywilizacji Naukowo-Technicznej, która istniała do roku 10.000 p.n.e. i z nieznanych powodów zanikła. Nie widzę bowiem sensu w tym, by Obcy mieli przekazywać ludziom wiedzę, której ci ostatni nie rozumieli i zrozumieć nie byli w stanie, natomiast widzę sens w przekazywaniu i kultywowaniu pamięci i wiedzy o istnieniu wielkiej cywilizacji – np. cywilizacji Atlantydy, Lanki czy Mu – które zanikły czy zostały zniszczone w globalnym konflikcie wewnątrznym lub może nawet międzycywilizacyjnym!
Na terenie Rosji znajduje się wiele rysunków naskalnych – np. w sajańskim kanionie Jenisieju, gdzie naukowcy znaleźli dziwne rysunki „ludzi-grzybów”, którzy w dziwny sposób oddziałują na zwierzęta i mają doprawdy „nieziemski” wygląd. (Zob. Znicz-Sawicki L. – „Goście z Kosmosu? - Paleoastronautyka” t. 1, Gdańsk 1980, ss.261-264.)

Czy to Kosmici? Być może, ale czy nie byłoby prościej założyć, że to byli po prostu ludzie ubrani w dziwne kombinezony i wyposażeni w dziwną dla ich rysowników aparaturę? I tutaj jeszcze jedno dziwne skojarzenie – na Uralu i w Sajanach znajdują się złoża rud uranowo-torowych.
Dziwne rysunki statków kosmicznych i niezwykłych „istot” znajdują się także w Kotlinie Fergańskiej (dziś Uzbekistan). Czy to przypadek, że w okolicy znajdują się złoża rud uranu? Na skojarzenie pojawiania się Obcych w okolicach pokładów rud uranowo-torowych wpadł w latach 1944-46 słynny radziecki pisarz-fantasta, geolog i paleontolog, prof. dr Iwan A. Jefriemow, czemu dał wyraz w książce „Gwiezdne okręty” i zbiorze opowiadań „Biały Róg”.
Mieliśmy okazję spotkać autora niezwykłej hipotezy o uralskich pisanicach we wrześniu 1996 roku w czasie II Międzynarodowej Konferencji Ufologicznej w Debreczynie, gdzie wymieniliśmy poglądy m.in. o ekologicznym aspekcie ufologii. Wracając do odkryć na Uralu sądzimy, że podobne odkrycia powinny znaleźć się także i w naszych krajach, a zwłaszcza tam, gdzie znajdują się pokłady rud uranowych i torowych: w Sudetach i Górach Świętokrzyskich. Miejmy nadzieję, że w tym kontekście niektóre ze znaków tajemnych znanych choćby z tatrzańskich i pienińskich „spisków” znajdą swe nowe, jakże zaskakujące wyjaśnienie! Jeżeli ktoś zapragnie ich poszukać, to polecam przeczytanie książek dr Jacka Kolbuszewskiego z Wrocławia, który poświęcił im kilka prac.
A teraz kolejny kwiatuszek z ogródka niezwykłych odkryć:
Wiosną 1960 roku, pracownik jednego z karelskich kołchozów odkrył na gładkich przybrzeżnych kamieniach Jeziora Onega, zagadkowe rysunki. Zainteresowany swym znaleziskiem, w najbliższy wolny od pracy dzień udał się na wycieczkę wokół jeziora. Okazało się, że takich rysunków znajduje się tam ogromna ilość. Dziwna „galeria rysunków” ciągnie się na 20 km! Szczególnie dużo rysunków znajduje się na dwóch wybiegających w wody jeziora przylądkach: Biesow Nos i Pieri Nos. O odkryciu tym mówi artykuł Jurija Ljubimowa, który ukazał się na łamach tygodnika „Калейдоскоп НЛО” nr 24 (291)/2003 z dnia 6 czerwca 2003 roku.
Po pewnym czasie nad brzegi Onegi przybyła ekspedycja archeologiczna. Rychło okazało się, że rysunki naskalne (petroglify) takie, jak na brzegach tego jeziora, znajdują się także na brzegach i niektórych wyspach Morza Białego. (!!!) Z biegiem czasu, archeolodzy odkrywali coraz to nowe rysunki. Aktualnie na brzegach Onegi odkryto ponad 1.000 zagadkowych malunków, a na wybrzeżach Morza Białego – ponad 2.000! Archeolodzy nazwali je stronicami kamiennej księgi albo galerią dzieł sztuki. I w samej rzeczy, kamienne obrazy dawnych mistrzów przedstawiają nam nie tylko życie, ale i myśli tych dawno żyjących ludzi z epoki Mezolitu (czyli okres obejmujący 8,0 - 4,8 tys. lat p.n.e.). Wydaje się czasem, że w tych rysunkach znajdują się jakieś zaszyfrowane przekazy, jednakże jeszcze nie jesteśmy w stanie ich odczytać, z powodu nieznajomości kodu, czy klucza-szyfru. Uczeni uważają, że petroglify Karelii mogą być złożonymi symbolami, które zawierają wyobrażenia i wiedzę dawnych Karelczyków o otaczającym ich świecie.
Z eksertyz wynika, że dawni artyści tworzyli swe obrazy na powierzchni głazów uderzając w nie kawałkami kwarcu. Uzyskiwano niezbyt głębokie linie – około 2 mm. Razem ze scenami myśliwskimi i połowów ryb odnotowano tam dziwne epizody: jakieś stworzenia z grubsza tylko przypominające ludzi, trzymające w rękach jakieś rytualne przybory, których przeznaczenie jest dla uczonych zupełnie niezrozumiałe. Rysunki figurek ludzkich i zwierzęcych są małe – ich długość wynosi 5 cm, chociaż zdarzają się i ogromne – do 4 m wysokości! Najciekawsze, że te figurki widać najlepiej, kiedy oświetlają je ukośne promienie wschodzącego lub zachodzącego Słońca! W takich momentach szczególnie wyraźnie widać zagadkowe rzeźby,  znaki lunarne i solarne.
Zwierzęta morskie i leśne, ptaki wodne, ludzie, łodzie, łuk, strzały, harpuny – to wszystko dawni artyści zaczęli utrwalać w kamieniu około 6.000 lat temu. Jednakże prace w tej „karelskiej galerii sztuki” postępowały od bardzo dawna, co najmniej od kilkudziesięciu stuleci. Archeolodzy – którzy prowadzą tam wykopaliska – twierdzą, że petroglify pojawiły się tam wraz z pierwszymi śladami osadnictwa. Być może rysunki były robione początkowo w miejscach kultu. Nieprzypadkowo znajdują się w ustronnych miejscach wybrzeża. Znajdują się tak blisko wody, że wydaje się, iż istoty na nich przedstawione właśnie wyszły z głębin lub się w nie zapuszczają. Niektóre obrazy są ukryte pod wodą. Gdy się podejdzie do kamieni z największą liczbą petroglifów i popatrzy we wszystkie strony, odnosi się wrażenie, że są one jak gdyby punktami styku trzech światów: powietrznego, ziemnego i podwodnego. To właśnie w tych miejscach szczególnie odczuwa się wielkość wiedzy, czuje się konieczność obcowania z siłami wyższymi i mitycznymi postaciami niewidzialnego świata. Człowiek, który znajdzie się tutaj, odczuwa wzrost sił witalnych i mentalnych. Archeolodzy ustalili, że na długo przed pojawieniem się petroglifów znajdowały się tam dawne świątynie!
Radiesteci przy pomocy swych przyrządów ustalili, że na tamtym terenie znajdują się silnie promieniujące strefy energetyczne – stąd pobudzenie sił witalnych u ludzi – które wpływają dodatnio na ludzkie organizmy. Być może dlatego dawni Karelczycy, którzy nie oddalili się zbytnio od Przyrody i wyczuwali energetyczne rytmy Ziemi, właśnie te miejsca wybierali na swe świątynie. Z początku na kamieniach pojawiały się niedołężne rysunki wykonane węglem drzewnym czy krwią, ale pierwsza ulewa zmywała je. Dlatego artyści zaczęli rzeźbić je w kamieniach, by pozostały na wieki. Ukazane na stronicach „kamiennej księgi” zwierzęta, ludzie i zagadkowe, fantastyczne stworzenia stały się nieśmiertelne i oglądały je następne pokolenia, aż do dziś dnia. To tutaj z wiosną zaczynały się obrzędy kultu płodności, rytuały łowieckie, inicjacje, składanie ofiar duchom przodków.
Może być, że zagadkowe istoty przedstawione na kamieniach, tylko z grubsza przypominające ludzi – stanowią li tylko wymysł fantazji dawnych Karelczyków. Nie można wykluczyć, że przed nami znajdują się prawdziwe relacje wydarzeń z odległych tysiącleci. Kogo przedstawiają? Jak dotąd na to pytanie nikt nie był w stanie udzielić odpowiedzi.
Uczeni przyznają, że sens karelskich petroglifów pozostaje dla nich zagadką. Niestety, współczesny człowiek nie może spojrzeć na te rysunki oczami swych przodków. Dlatego właśnie treść tej „kamiennej księgi” pozostaje dla nas niedostępna.
1 sierpnia 2003 roku, skontaktował się ze mną w tej sprawie rosyjski tłumacz, dziennikarz i literat pan Wadim Konstantynowicz Ilin z Sankt Petersburga, który zwrócił mi uwagę na to, że w świetle posiadanych przezeń materiałów sprawa karelskich petroglifów była badana przez uczonych rosyjskich już w pierwszej połowie XIX wieku – i przesłał mi e-mailem kopię artykułu Władimira Lewina pt. „Рисунки эпохи каменного века на скалах Карелии”, który w Polsce ukazał się na łamach czasopisma „Dookoła świata” nr 29/1975, ss. 5-6 pod polskim tytułem „Pracownie świadomości”.
W artykule W. Lewina pisze się, że sprawą petroglifów zajęto się już w roku 1848, gdy konserwator Muzeum Mineralogii, K. Grewingk, został wysłany przez Akademię Nauk i Towarzystwo Ekonomiczne z Sankt Petersburga do Archangielskiej i Ołonieckiej Guberni w celu zbadania stanu ludności w tych regionach Imperium Carów. I oto w jednej z wsi nad Onegą usłyszał historię o „diabelskich znakach” na przylądku Biesow Nos. Udał się tam i zobaczył właśnie karelskie petroglify, o których następnie wygłosił prelekcję w Sankt Petersburgu. Niemalże w tym samym czasie na skałę Biesow Nos natknął się nauczyciel gimnazjalny P. Szwed, który opisał swe spostrzeżenia.
Następne odkrycie miało miejsce już po przewrocie listopadowym, w 1925 roku. Studentowi geografii z Sankt Petersburga – Aleksandrowi Liniejewowi – pokazano we wsi Wygostron na brzegu Morza Białego ogromną skałę pokrytą petroglifami. To właśnie Liniewskij jako pierwszy bada te rysunki – zarówno znad Morza Białego, jak i znad Onegi. W ciągu 10 lat przerysowuje i porównuje ze sobą petroglify. Benedyktyńska to praca!
Według uczonego radzieckiego akademika, A. P. Okładnikowa, rysunki powstały w czasie zmiany gospodarowania z myśliwsko-zbierackiej na rolno-hodowlaną. Tymczasem Liniewskij wysunął hipotezę, że mają charakter sakralno-magiczny.
Inny uczony – W. I. Rawdonikas – sądzi, że petroglify oddają nie tylko rzeczywistość z epoki kamiennej, ale także odtwarzają nierzeczywisty, fantastyczny świat baśni i legend ludu, który je stworzył. Dało to pole do szerokich spekulacji na temat treści poszczególnych „stronic” tej „kamiennej kroniki”. Myśl rzuconą przez Rawdonikasa rozszerzył inny badacz K. D. Lauszkin, który podniósł ją do rangi naukowej hipotezy. Twierdzi przy tym, że mamy do czynienia z gigantyczną świątynią Boga-Słońca, gdzie kopułą jest samo niebo, ołtarzem – horyzont, a Słońce – żywym bogiem...
Petroglify odkryto także na wyspach Szojrukszin i Erpin Pudas na Onedze oraz w okolicach miejscowości Załawruga i Nowaja Załawruga na wyspie Bolszoj Malinin na Morzu Białym. Odkryto ogółem 1.176 nowych petroglifów, czyli dwukrotnie więcej, niż na Onedze. Wśród nich było aż 428 rysunków łodzi.
Według badacza petroglifów karelskich A. D. Stolara – petroglify te okazują się być nie tylko „kroniką” czy „encyklopedią” dawnego życia, ale nade wszystko swoistą „pracownią świadomości”, w której przez tysiąclecia gromadziły się i uświadamiane były wartości duchowe człowieczeństwa. 
To było napisane w latach 70. 
A co możemy powiedzieć teraz, na początku XXI wieku? Osobiście jesteśmy przekonani o tym, że karelska „kamienna kronika” przedstawia obraz tego, z czym zetknęli się ocaleni ludzie po upadku poprzedniej cywilizacji, która przepadła w wyniku zalania Atlantydy wodami Potopu Generalnego – czy jak kto woli – gigantycznego tsunami. (Według teozofii wiedza nie przepadła, lecz została przechowana w Egipcie i na Dalekim Wschodzie przez „emigrantów”, którzy przemieszczali się na wschód na długo przed ostateczną zagładą Atlantydy. Zważ Czytelniku, że wiele z kataklizmów zostało wcześniej przewidziane przez uczonych-kapłanów, dla których Ziemia była otwartą księgą. Jeśli mamy zatem mówić o zagładzie cywilizacji, to była to zagłada organizacji państwowej i terenów, na których działała, a nie populacji, która przetrwała na terenach Afryki, Azji, Europy i obu Ameryk. Została zabezpieczona przez zaawansowanych wtajemniczonych i używana przez nich do różnych przedsięwzięć. Ta ludność przemieszała się jednak z miejscowymi ludami, co spowodowało zapomnienie wiedzy na wiele tysiącleci. Oczywiście samo ich sedno zachowało się do dzisiaj w postaci wiedzy mistycznej, którą można studiować na podstawie nadal niezmienionych źródeł indyjskich – uwaga Piotra Listkiewicza)  Dla nas jest to kolejne ogniwo w długim łańcuchu dowodów na to, że nie jesteśmy tutaj pierwsi. Spójrzmy tylko na kilka ogniwek, które znaleziono na terytorium Federacji Rosyjskiej: kamienna „mapa bogów” z Ufy, „uralskie pisanice” dr W. I. Tjurina-Awińskiego, rysunki naskalne z sajańskiego kanionu Jenisieju przedstawiające „ludzi-grzybów”, rysunki naskalne z Jakucji oraz „kamienna księga” z Karelii. Wszystkie  datowane są na 10-6 tys. lat p.n.e. Czy to jest tylko przypadek? Nie, takich przypadków nie ma i być  nie może!

14 kwietnia 1828 roku, wyruszyliśmy z Irkucka w dalszą drogę w kierunku północno-wschodnim, a na początku czerwca, po przebyciu tysiąca wiorst dojechaliśmy do Beredińskiej stanicy. Mój przyjaciel, doktor filozofii Szuperman, wyborny przyrodoznawca, ale kiepski jeździec, był zupełnie wyczerpany i nie mógł kontynuować podróży. Nie można było wyobrazić sobie niczego zabawniejszego, niż szacowny przedstawiciel przyrodniczych nauk jadący, który jechałwygięty w łuk na wychudzonym koniu, obwieszony ze wszystkich stron strzelbami, pistoletami, barometrami, skórkami węży, termometrami, ogonami bobrów, ptakami i zwierzętami wypchanymi słomą oraz jastrzębiem nieznanego gatunku, którego z braku miejsca na piersi i plecach – posadził na swym kapeluszu.

Słowa te pochodzą z noweli zapomnianego już polskiego pisarza, podróżnika i orientalisty Jana Józefa (Osipa) Sękowskiego (1800-1858), napisanej po rosyjsku i opublikowanej w roku 1833 w Sankt Petersburgu pod tytułem „Podróż uczona na Wyspę Niedźwiedzią”. Podaje w niej informacje o tajemniczej jaskini u ujścia Leny, która była celem ich podróży naukowej:

Doktor wspominał mi, że u ujścia Leny znajduje się pewna jaskinia – którą m.in. starali się opisać wedle relacji rosyjskich polarnych myśliwych Pallas i Gmelin, którzy bardzo żałowali, że nie udało się im jej obejrzeć na własne oczy. Nasi rybacy nazywają ją „Писанная Комнатa” – tę nazwę Pallas używa w formie „Pisannaja Komnata” (Pallas Reise zv.II, s. 108), co Reiggnes przełożył na niemiecki jako „Geschreibene Zimmer” (Reiggnes Reise, s. 218), zaś Gmelin zorganizował specjalną ekspedycję, która by tą jaskinię odkryła i zbadała. O tym, że ona istnieje, wiedziano już w średniowieczu. Arabscy geografowie, którzy się o niej dowiedzieli od charaskich kupców, nazwali ją Gar-el-Kitabe, co znaczy Jaskinia Liter, zaś wyspę, gdzie się znajduje – Abd-el-Gar – czyli Kraina Jaskiń.
(„Origines Russes, extraits de divers manuscrits, orientaux, pai hammer”, s.56. – „Memoire populorum”, s.317).

Chińska geografia powszechna cytowana za uczonym Klaprothem mówi o niej następująco:

Niedaleko ujścia rzeki Li-no znajduje się na wysokiej górze jaskinia z napisami w nieznanym języku, którą  znaleziono w czasach cesarza Jao. Uczony Min-Tsi twierdzi, że nie można ich odczytać bez pomocy trawy, która rośnie na grobie Konfucjusza.
(Klaproth – „Abhandlungen uber die Sprache und schrift der Uiguren”, s.72. zob. także „Opisanije Džungariji i Mongoliji o. Iakinta”; Senkovskij O. - „Vědecká výprava na Medvědí ostrov”, wydanie czeskie w.: „Magický krystal”, Praga 1982, s.104, wyd. polskie pt. „Podróż uczona na Wyspę Niedźwiedzią” w antologii „Polska nowela fantastyczna”, Warszawa 1985, t. 4.)

Także Piano Carpini – XIV-wieczny podróżnik po Syberii, wspomina o dziwnej i ciekawej jaskini leżącej „w ostatnim miejscu na północy” – dosłownie: in ultimo septentrioni, gdzie występują napisy w języku, jakim mówiło się w Raju. Sękowski wizjonersko przypuszcza, że chodzi tutaj o informacje o Potopie i zaginione kultury spowodowane impaktem komety! Czyni to w formie humorystyczno – satyrycznej, ale myśl jest zdrowa. W swym nowatorstwie wyprzedził atlantologów i uczonych pokroju Waltera i Luisa Alvarezów, którzy w zderzeniach Ziemi z drobnymi (oczywiście w skali kosmicznej!) ciałami niebieskimi upatrują przyczyn Wielkich Wymierań, ale także motoru ewolucji! Rodzi się uzasadnione pytanie: skąd Sękowski wytrzasnął pomysł na swe opowiadanie i hieroglify egipskie na niegościnnych brzegach mórz rosyjskiej Dalekiej Północy? Odpowiedź na to już teraz jest prosta. Podróżując po Rosji mógł zobaczyć pokryte zagadkowymi petroglifami skały nad brzegami Morza Białego, które potem zamieniają się u niego w Pisannuju Komnat’ w delcie Leny, na Wyspie Niedźwiedziej. Przynajmniej ta zagadka znalazła swe rozwiązanie! Jaka szkoda, że jest on pisarzem zupełnie u nas zapomnianym.
A zatem mamy do czynienia z kolejnym tropem wiodącym ku zaginionym kontynentom i cywilizacjom zagubionym w otchłaniach czasu. I to bynajmniej nie ostatnim!
To odkrycie baszkirskich naukowców stanowi przykry zgrzyt i stoi w sprzeczności z tradycyjnymi poglądami na temat ludzkiej historii. Jest to stara płyta kamienna, licząca sobie co najmniej 120 milionów lat z reliefową mapą Uralu. Dokładniejsze dane o tym odkryciu przyniosło internetowe wydanie dziennika „Prawda”. My zapoznamy się z nim dzięki artykułowi wstępnemu słowackiego kwartalnika „UFO Magazín” nr 2,2002.
 To wydaje się niemożliwe. Uczeni z Baszkirskiego Uniwersytetu Państwowego uzyskali bezpośredni dowód na istnienie pradawnej, wysoko rozwiniętej cywilizacji przedludzkiej. Mowa tu o wielkiej płycie kamiennej znalezionej w 1999 roku. Jest na niej mapa tego obszaru wyrzeźbiona przy użyciu nieznanej technologii. Jest to mapa plastyczna, bardzo podobna do dzisiejszych map wojskowych. Widoczne jest na niej długi na 12.000 km system kanałów, przegrody i olbrzymie tamy. Niedaleko kanałów są oznaczone jakieś obiekty w kształcie diamentów (piramid?), których przeznaczenie jest  nieznane. Mapa zawiera też kilka tekstowych i cyfrowych napisów. Uczeni najpierw założyli, że napisano je pismem staro-chińskim, okazało się jednak, że napisy zostały napisane jakimś hieroglificzno-sylabicznym językiem nieznanego pochodzenia. Jak dotąd, nikt nie potrafił go przeczytać.
Im bardziej się w to wgłębiam, tym bardziej okazuje się, że nic nie wiem – przyznaje prof. dr Aleksander Chuwyrow z BUP, mając na myśli to sensacyjne odkrycie. W 1995 roku, wraz z chińską studentką Huanem Hun opublikował hipotezę o migracji starożytnych Chińczyków na obszary Syberii i Uralu. W czasie swej ekspedycji do Baszkirii znaleźli kilka kamiennych napisów w języku staro-chińskim, co potwierdziło ich hipotezę o migracji. W większości napisy zawierały informacje na temat spraw handlowych, o weselach i pogrzebach.
W czasie swych poszukiwań dr Chuwyrow i Hun natknęli się w archiwum gubernatora miasta Ufa na dokument z XVIII wieku. Napisano w nim o 200 niezwykłych kamiennych płytach, które znajdowały się w okolicach wsi Czandar w Nurimańskiej Obłasti. Założyli więc, że płyty te mają związek z migracją starożytnych Chińczyków. Kopiąc w archiwaliach, znaleźli dalsze dokumenty, z których wynikało, że na przełomie XVII i XVIII wieku ekspedycja rosyjskich uczonych znalazła 200 białych, kamiennych płyt z nieznanymi rysunkami i znakami. Na początku XX wieku na temat tych płyt mówił także archeolog A. Schmidt. Prof. Chuwyrow i jego studentka zaczęli więc poszukiwać tajemniczych kamiennych tablic. W roku 1998 wezwali na pomoc grupę studentów. Wypożyczyli nawet helikopter i latali nad miejscami, gdzie te płyty miały się znajdować. Niestety, niczego nie znaleźli. Prof. Chuwyrow zaczął już myśleć nad tym, że opowiadania o kamiennych tablicach są jedynie piękną legendą.
Jednakże wszystko zmienił przypadek. W czasie jednej z wizyt we wsi Czandar, dr Chuwyrow spotkał się z byłym przewodniczącym tamtejszego kołchozu Władimirem Krajnowem, który zapytał go, czy jest uczonym szukającym kamiennych tablic. Odpowiedział, że tak. Mam na moim podwórku jedną taką kamienną tablicę – wyjaśnił Krajnow. To było 21 lipca 1999 roku. Dr Chuwyrow pojechał z Krajnowem do jego domu i rzeczywiście – pod werandą leżała kamienna płyta z jakimiś petroglifami i rysunkami. Była taka ciężka, że nie można jej było wyciągnąć wspólnymi siłami. W takim razie profesor udał się do Ufy po pomoc.
Po tygodniu w Czandarze rozpoczęły się prace. Po wydobyciu płyty z ziemi, badacze zmierzyli ją dokładnie – miała 148 cm długości, 106 cm szerokości i 16 cm grubości. Jej masa wynosiła około 1 tony. Wyciągnięto ją z jamy przy pomocy drewnianych wałków. Dr Chuwyrow nazwał znalezisko Kamień Daszki od imienia Darii – jego nowonarodzonej wnuczki. Przewieziono go z Czandaru na BUP, gdzie dokładnie zbadano. Kiedy oczyszczono płytę z gliny i ziemi, uczeni nie uwierzyli własnym oczom. Już na pierwszy rzut oka stało się jasne, że to nie jest zwyczajny kamień – powiedział prof. Chuwyrow. To była normalna mapa, ale nie zwyczajna, lecz trójwymiarowa!

Jak dowiedzieliśmy się, jaki obszar ona przedstawia? – wyjaśnia profesor – W pierwszym rzędzie nie sądziliśmy, że jest taka stara. Na szczęście relief skorupy ziemskiej na obszarze Baszkirii niewiele się zmienił w ciągu kilkuset milionów lat, dlatego mogliśmy zidentyfikować Ufską Równinę, która stała się bazą do naszych pomiarów. Wykonaliśmy jej geologiczny profil i znaleźliśmy jej ślady tam, gdzie się zaczyna prastara mapa. Przemieszczenia punktów terenowych ma swe uzasadnienie z ruchu płyt tektonicznych, który w tym przypadku następuje ze wschodu na zachód. Grupa rosyjskich i chińskich ekspertów od kartografii, fizyki, matematyki, geologii, chemii i języka staro-chińskiego następnie orzekła, że kamienna tablica zawiera mapę obszaru Uralu z rzekami: Biełaja, Ufimka i Sutołka.

Uczeni zbadali także geologiczną strukturę Kamienia Daszki. Składa się on z trzech warstw. Podstawą jest twardy dolomit. Drugą warstwę stanowi rodzaj mineralnego szkliwa, którego wyrób stanowi zagadkę do dnia dzisiejszego. To właśnie w nim jest wyryta mapa. Przykrywa ją trzecia, 2-milimetrowa warstwa ochronna z wapiennej porcelany.

Należy tutaj powiedzieć, że relief nie był wykonany jakimkolwiek ręcznym narzędziem przez pradawnego kamieniarza – twierdzi prof. Chuwyrow. To jest całkowicie niemożliwe. Z największą pewnością mogę stwierdzić, że kamień był obrobiony mechanicznie.

Badanie rentgenowskie tablicy wykazało, że została wykonana sztucznie przy pomocy bardzo precyzyjnych narzędzi.
Początkowo uczeni zakładali, że tablica jest dziełem starożytnych Chińczyków, a to dlatego, że znajdowały się tam wertykalne napisy ideogramowe. Jak wiadomo, taki sposób zapisywania pojawił się w Chinach już przed III wiekiem p.n.e. By sprawdzić tę hipotezę, prof. Chuwyrow odwiedził Bibliotekę Cesarską w Chinach. Dostał zezwolenie na 40-minutowy pobyt w archiwum i tam przekartkował kilka prastarych manuskryptów, ale żaden z nich nie zawierał czegokolwiek podobnego do napisów na Kamieniu Daszki. Po konsultacji z kolegami z Uniwersytetu Huan definitywnie odrzucono hipotezę o staro-chińskim pochodzeniu tego artefaktu. Ponadto uczeni dowiedli, że porcelany, którą pokryto Kamień Daszki, nigdy nie produkowano w Państwie Środka. Próby rozszyfrowania napisów doprowadziły jedynie do tego, że stwierdzono, iż mieli oni do czynienia z pismem hieroglificzno–sylabicznym. Dr Chuwyrow twierdzi jednak, że udało mu się odczytać jeden z nich –  mianowicie szerokość geograficzną, na której dzisiaj znajduje się miasto Ufa.
Im dłużej uczeni badali tablicę, tym więcej pojawiało się zagadek. Na mapie widać ogromny system irygacyjny. Obok rzek znajdują się tam dwa sztuczne systemy z kanałami szerokimi na 500 m i 12 sztucznych jezior, każde o rozmiarach 300 - 500 m szerokości, 10 km długości i głębokości do 3.000 m! na wytworzenie ich należało przemieścić – bagatela! – 1.000 mld m3 ziemi! W porównaniu z tymi budowlami, Kanał Wołga – Don wygląda jak nędzny rowek w ziemi. Według prof. Chuwyrowa współczesna ludzkość jest w stanie jedynie wykonać niewielki ułamek tego, czego potrafiła dokonać   tamta  cywilizacja. Z mapy wynika np., że rzeka Biełaja płynęła początkowo w sztucznym korycie!
Bardzo ciekawym było określenie wieku tego artefaktu. Najpierw uczeni wykonali badanie przy użyciu pomiaru ilości radioaktywnego węgla 14C, a potem zastosowano badanie wszystkich warstw tablicy przy użyciu tzw. „zegara uranowego”, bazującego na rozpadzie atomów 233,235,238U. Wyniki były tak różne, że nie można było wyliczyć wieku tablicy. Dokładne badania ujawniły na jej powierzchni dwie muszelki. Jedna z nich liczyła sobie 500 MA (Środkowy Kambr), druga 120 MA (granica pomiędzy Dolną a Górną Kredą). Ten wiek tablicy został przyjęty przez badaczy jako wersja robocza.

Mapę wykonano prawdopodobnie wtedy, kiedy Północny Biegun Magnetyczny znajdował się na Ziemi Franciszka Józefa (taka konfiguracja PBM miała miejsce w Trzeciorzędzie, czyli 65 – 1 MA temu) – twierdzi prof. Chuwyrow. Nasza mapa wymyka się tradycyjnemu rozumieniu ludzkiej historii. Początkowo sądziliśmy, że ma 3.000 lat. Tak sądziliśmy do czasu, kiedy odkryliśmy dwie muszle, które wstawiono tak, by oznaczały na mapie rzeczywiste obiekty. Nikt nie może zaręczyć za to, że te muszle w chwili wytwarzania mapy były jeszcze żywe lub świeże. Twórca mapy mógł użyć do niej już istniejące skamieliny.

Najciekawszy jest jednak cel powstania tej mapy. Przebadano ja w Centrum Kartografii Historycznej w stanie Wisconsin (USA). Uczeni amerykańscy byli zszokowani. Według ich oceny, taka trójwymiarowa mapa mogła służyć tylko i wyłącznie w jednym celu – do nawigacji. Mogła być wytworzona tylko dzięki danym uzyskanym z lotu ptaka – z powietrza! NB, Amerykanie właśnie pracują nad wykonaniem takiej trójwymiarowej mapy całego świata, co będzie trwało do roku 2010. Problem leży w tym, że przy opracowywaniu takiej mapy należy przetworzyć ogromne ilości informacji.

Spróbujcie zmapować chociażby te góry – mówi prof. Chuwyrow – będziecie musieli do tego używać superkomputery i zdjęcia wykonane z wahadłowca. A zatem kto wykonał tą prastarą mapę? Prof. Chuwyrow odpowiada: Nie chcę mówić o UFO czy o Kosmitach. Tego nieznanego autora mapy nazwę krótko – Twórca.

Wydaje się zatem, że twórcy tej mapy używali środków transportu powietrznego. Na tablicy nie widać żadnej drogi, chociaż należy wziąć pod uwagę drogi wodne. Jest także możliwe, że nie mieszkał na tamtym terenie, lecz przygotowywał go do zasiedlenia przy pomocy systemu irygacyjnego.
Dalsze badania mapy przyniosły ostatnio nowe odkrycia i śmiałe hipotezy. Uczeni są teraz całkowicie pewnymi, że tablica jest fragmentem ogromnej mapy plastycznej całej Ziemi. Wedle niektórych teorii, miałoby istnieć aż 348 takich tablic, i znajdują się one całkiem blisko miejsca pierwszego znaleziska. W okolicy wsi Czandar uczeni przebadali 400 próbek gleby i doszli do wniosku, że cała mapa znajdowała się gdzieś w okolicy Sokolskiego Wierchu. Podczas Epoki Lodowej pod wpływem działania lodowca rozpadła się na kawałki. Gdyby udało się je wszystkie znaleźć, jej rozmiary wynosiłyby 340 x 340 m. Prof. Chuwyrow na podstawie materiałów archiwalnych ustalił prawdopodobne miejsca występowania dalszych czterech kamiennych płyt. Jedna z nich miałaby znajdować się pod jednym z domów we wsi Czandar, druga pod magazynem kupca Chasanowa, trzecia pod wiejską łaźnią (banią), zaś ostatnia pod filarem wiaduktu miejscowej wąskotorówki.
Baszkirscy uczeni powiadomili centra naukowe całego świata o tym odkryciu, ale nikt się tym nie zainteresował (jak zwykle). Poza jednym przypadkiem – a mianowicie, kiedy badania szły pełną parą, na stole prof. Chuwyrowa pojawił się mały kamień – chalcedon. Był na nim podobny relief, jak na kamiennej tablicy. Najwidoczniej ktoś widział ten relief i chciał go skopiować, ale kto i po co?