niedziela, 22 stycznia 2012

TAJEMNICA KSIĘŻYCOWEJ JASKINI (13)


ROZDZIAŁ 12 – Wizyta
w Dolinie Umarłych

Jakuckie drogi śmierci, czyli legendy o krainie zagłady – Świadkowie spustoszenia: tubylcy, przyjezdni i czerwonoarmiści – Atomowe bunkry na Syberii? – Zagadkowe eksplozje i słupy ognia za Uralem – Nuklearne poligony czy prehistoryczny system obrony globalnej?

Na północnym-zachodzie Jakucji, w rejonie górnego biegu rzeki Wiluj, znajduje się trudno dostępna kraina ze śladami jakichś straszliwych kataklizmów: szerokie wywały starych lasów, a także rozrzucone wokoło kamienne odłamy, ciągnące się setkami kilometrów. W tej krainie, głęboko pod ziemią, znajdują się niepojęte metalowe obiekty. Ich obecność manifestuje się na powierzchni jedynie poprzez plamy dziwnie rosnącej roślinności, które przedstawiają sobą ogromne niebezpieczeństwo dla ludzi. Dawna nazwa tej krainy brzmiało Ełjuju Czierkiecziech, co oznacza po jakucku, tyle, co Dolina Śmierci.
Niektóre zagadkowe obiekty znajdują się także na powierzchni. Na przykład – niewielka, spłaszczona metalowa półkula. Znajdują się w niej niewielkie metalowe pomieszczenia, w których nawet w najtęższe mrozy jest ciepło. Dawniej różni myśliwi nocowali w tych pomieszczeniach, ale ponieważ szybko zapadali na dziwne, ciężkie choroby i umierali, starszyzna wioskowa zabroniła ludziom tam chodzić i w końcu zapomniano o tym miejscu. Drugi zagadkowy obiekt został odkryty przez pewnego geologa w 1936 roku. Wygląda jak wychodząca z ziemi metalowa półsfera z bardzo gładkimi ścianami. Kolor metalu czerwonawy, zaś grubość ściany dochodzi do 2 cm.  Półkula jest nieco pochylona i można pod nią wjechać na reniferze.
(Uwarow, W.:  Dziwne konstrukcje na Syberii, „Nieznany Świat”, nr 8 (92)/1998, ss.36-37 i 42)

O podobnym odkryciu relacjonuje w XIX wieku badacz, Wiktor R. K. Maak, w swym doniesieniu, które brzmi tak:

W Suntarze opowiedzieli mi, że w górnym biegu Wiluja znajduje się rzeczka nazwana Angyj Temierit’ – co oznacza „Wielki Kocioł Utonął”. Niedaleko od jej brzegu w lesie znajduje się wkopany w ziemię ogromny kocioł miedziany; z ziemi wystaje tylko jego brzeg, tak, że jego średnica jest nieznana, choć gadają, że rosną w nim całe drzewa.

Ten fakt odnotował także inny badacz dawnych kultur Jakucji – N. D. Archipow:

Pośrodku basenu dorzecza rzeki Wiluj przekazuje się podanie o znajdujących się w górnym biegu tej rzeki wielkich ilościach ogromnych brązowych kotłów – „ołgujew”. Podanie to zasługuje na uwagę ze względu na to, że wiele tamtejszych rzeczek nosi w swych nazwach jakucki rdzeń „ołgujdach” – „kotłowy”.
A dalej już najbardziej niewiarygodne – stary koczownik opowiedział mi o jakiejś „metalowej norze” – w której leżą „szczupli, ogromni, jednoocy ludzie w żelaznych ubiorach.”

Bliżej naszych czasów pewien miejscowy przewodnik wspominał również, że niedaleko miejsca pożaru znajduje się „żelazna nora” z „żelaznymi ludźmi”.
Kiedy sprawa stała się głośna, pojawiły się nowe świadectwa i nowi świadkowie. Pewien myśliwy odkrył pod lodem czerwonawą, metaliczną powierzchnię, która należała do głęboko wbitej w zamrożoną ziemię ogromnej kopuły. Dwóch ludzi wracało do bazy po ugaszeniu wielkiego leśnego pożaru, kiedy odkryli pod spalonymi drzewkami ogromną kopułę, o średnicy 5 – 6 metrów!
Miejscowe legendy mówią, że te niepojęte instalacje i budowle pojawiły się „bardzo dawno”. Wielkie, okrągłe „żelazne domy” stoją wsparte potężnymi wspornikami. Nie mają okien ani drzwi, jedynie na wierzchołku kopuły znajduje się „szeroki właz”. Są tam także i inne obiekty – gromadnie ustawione metalowe „daszki-półkule” i wystająca z ziemi „ogromna, trójkątna, metalowa ostroga”, a la piramida.
A zatem te opisy trudno nazwać zmyśleniami, bowiem żyją naoczni świadkowie, którzy na własne oczy widzieli opisane obiekty. W latach 60. pewien myśliwy udał się do zakazanej strefy i widział w tajdze na wpół rozwalony stożek, z boku którego wyzierał osobliwy, trójkątny obiekt o długości około 3 m. Niedawno temu, jakucka gazeta „Edier SAAS” opublikowała list mieszkańca Dalekiego Wschodu – Michaiła Korieckiego, który przebywał wraz ze swym ojcem w tym rejonie w latach: 1933, 1939 i 1949. A oto co pisze:

Co się zaś tyczy tajemniczych obiektów, to jest ich tam wiele – w ciągu trzech sezonów widziałem tam siedem takich „kotłów”. Wszystkie są zupełną zagadką: po pierwsze – ich rozmiary wynoszące od 6 do 10 m średnicy; po drugie – zrobiono je z jakiegoś niepojętego metalu, którego nie bierze żadne nasze narzędzie tnące, w tym piła diamentowa(!). Roślinność dookoła za to jest niesamowicie bujna – trawa rośnie powyżej wzrostu człowieka! W jednym z „kotłów” spędziliśmy noc w sześcioro. Nie spodziewaliśmy się niczego złego, ale... jednemu z nas w ciągu miesiąca wypadły wszystkie włosy, a mnie na głowie pokazały się trzy wrzody, które mam do dziś. Poza tym znalazłem jeszcze połowę idealnej kuli koloru czarnego o średnicy około 6 cm. Była gładka, śliska, jak wypolerowana idealnym narzędziem. Ten dziwny „kamyczek” ciął szkło, jak diament.

W latach 50. na tę dziwną krainę zwrócili uwagę wojskowi i przeprowadzili tam badania, których rezultaty zszokowały specjalistów. Okazało się, że wojskowi wysadzili w powietrze jakieś urządzenie, przy czym moc wybuchu była 2 – 3 tysięcy razy wyższa, niż zakładały ich obliczenia! Zaniepokojeni tym wojskowi zamknęli teren, na którym występowały te obiekty i przez kilka lat badali je.
Co zatem można powiedzieć i jak zanalizować przytoczone informacje? Jak widać, mamy tutaj rzadką mieszankę dawnych legend i podań tutejszej ludności (są to świadectwa z ubiegłych stuleci aż do lat 50. XX wieku) i współczesnych danych o byłym poligonie atomowym. Wyjaśnić tę sytuację może tylko nowa, dobrze wyekwipowana i dobrze kierowana ekspedycja. Rysunki tych nadzwyczajnych obiektów wykonał artysta-malarz Jurij Michaiłowskij na podstawie relacji naocznych świadków. (Psałomszczikow W. „Tajemnicze półkule w Jakucji” w „НЛО” nr 32 (145)/2000)

Te trzy wyróżnione słowa w artykule dr Psałomszczikowa wyjaśniają wszystko. Zamiast zagadki opuszczonego miasta Obcej Cywilizacji Naukowo-Technicznej mamy opuszczony poligon jądrowy – jakiś obiekt nazwany Moskwa-100, 200 czy może 900?... Szkoda tylko, że zarabiają na tym pseudo-ufolodzy, chociaż nie – pod jednym względem Walerij Uwarow  nie rozminął się z prawdą. Rzeczywiście, nad poligonami broni masowego rażenia pojawiają się Obcy, co dawno udowodnili badacze miary prof. Jacquesa Vallée, dr Kiyoshiego Amamiyi i innych, którzy zajmują się zagadnieniem pod tytułem „UFO a wojsko”.
Spójrzmy na to jednak z tej drugiej strony. Załóżmy, że Walerij Uwarow i reszta jego stronników mówią prawdę i że w syberyjskiej tajdze, gdzieś w górnym biegu Wiluju znajdują się te zagadkowe obiekty, a atomowy poligon Armii Radzieckiej pojawił się dopiero w latach 50. Oznaczałoby to, że na obszarze Wyżyny Środkowo – Syberyjskiej, pomiędzy 100º a 110ºE oraz 64º a 68ºN znajduje się obszar występowania artefaktów Obcej Cywilizacji Naukowo-Technicznej, albo – jak zakładamy – pozostałości Super-cywilizacji Atlantydzkiej sprzed co najmniej 12.000 lat (Mało prawdopodobne – Atlantydzi tam nie dotarli; to musiałaby być cywilizacja z czasów, gdy Syberia była w klimacie umiarkowanym lub podzwrotnikowym, czyli sprzed lodowca – wierzchy obiektów sterczą teraz z wiecznej zmarzliny, a przecież nie wiadomo jak daleko idą w głąb ziemi; może było tak: ktoś wybudował je, następnie zalała je woda na wiele stuleci z czego zrobiły się bagna, w które te obiekty się pozapadały, a następnie, w czasie lodowca grunt zamarzł i jest w takim stanie do dzisiaj - uwaga Piotra Listkiewicza) W to wszystko wpisuje się także fenomen Meteorytu Tunguskiego i także... tatrzańska Księżycowa Jaskinia i Tunel w Babiej Górze! Oczywiście są i ortodoksyjne wyjaśnienia, a mianowicie – w tym rejonie znajdowała się tajna baza w której pracowano nad broniami masowego rażenia w czasach ZSRR. Inna wersja głosi, że znajdowało się tam zrzutowisko wypalonych stopni rakiet nośnych wystrzeliwanych z kosmodromu w Pliesiecku. Niestety – jak dotąd żadna z tych wersji nie znalazła potwierdzenia.
A to jeszcze nie wszystko, bowiem wciąż z terenu byłego ZSRR wciąż napływają do nas informacje o tajemniczych zdarzeniach, miejscach i artefaktach, które pozwalają domniemywać, że nie jesteśmy tutaj pierwsi, i że nasza cywilizacja jest tylko którąś z rzędu. Terytorium to, to jedna terra nondum cognita i o niejednym przyjdzie nam jeszcze usłyszeć, przeczytać i zobaczyć...
 (Zob. także: Nienacki Zb. – „Pan Samochodzik i człowiek z UFO”, wyd. III, Olsztyn 1991, Leśniakiewicz R. - „Walerego Uwarowa fantazje syberyjskie”, „Czas UFO” nr 2/1998)

Jak widzimy z powyższego, gdybanie tutaj nic nie pomoże – trzeba zorganizować ekspedycję w tajgę i zbadać rzecz in situ, albo – co będzie tańsze i bardziej efektywne, bo z góry lepiej widać – przejrzeć dokładnie zdjęcia satelitarne tego terenu zrobione przez amerykańskie Landsaty i francuskie Spoty. A zatem – najpierw poszukiwania prowadzone przez Internet, (osobiście bym nie ufał internetowi, bowiem został dany światu w wiadomym celu: informacji i dezinformacji przez wiadomo kogo; jest tego tyle, że nigdy nie będziemy wiedzieli, gdzie kończy się prawda, a zaczyna hucpa – uwaga Piotra Listkiewicz) a potem – w tajgę! Być może istnieje wspólny mianownik pomiędzy El Dorado a wilujską Doliną Śmierci – obie powstały w toku działalności Super-cywilizacji Atlantydzkiej. Podobnie jak Księżycowa Jaskinia...
Niniejszym zapraszamy do współpracy wszystkich internautów – zamiast analizować szumy radiowego bełkotu Kosmosu i wspierać bezsensowny program SETI – niech zajmą się analizą zdjęć satelitarnych Ziemi w poszukiwaniu realnych śladów działania Obcego Rozumu, czy Tych, Którzy Byli Przed Nami, co ma więcej sensu, niż analizowanie białego szumu Kosmosu, bowiem pewnym jest to, że Oni posługują się czymś lepszym od radia i mamy szanse znaleźć sygnały cywilizacji prymitywniejszej od nas, albo stojącej mniej więcej na tym samym poziomie. Natomiast poszukiwania takich „dolin śmierci” może doprowadzić do nieoczekiwanych odkryć, które pchną do przodu wiedze o naszej planecie, naszej cywilizacji i nade wszystko o naszej historii bytowania gatunku Homo sapiens sapiens na tej planecie. Zresztą daleko sięgać, znamy w naszych krajach kilka miejsc, w których dzieją się dziwne rzeczy i które zakasałyby te wszystkie okrzyczane na Zachodzie osobliwości, o których piszą niektórzy autorzy z Anglii, Francji, Hiszpanii czy USA. Trzeba tylko chcieć wyjść z ramek schematów i wbijanej nam do głów ortodoksyjnej wersji historii człowieka, zdeterminowanej religiami, ideologią i polityką.

Ale to już temat na inną balladę...

KONEC - KONIEC


Krásno nad Kysucou – Jordanów,
- dnia 26 kwietnia 2004 roku

---oooOooo---


Problematyka istnienia Księżycowego Szybu ma swój ciąg dalszy w naszej wspólnej pracy pt. „Powrót do Księżycowej Jaskini” (Tolkmicko 2010), którą polecamy. Jest ona dostępna w Księgarni Internetowej Wydawnictwa RADWAN na stronie http://www.radwan.pl/  - Autorzy