wtorek, 10 stycznia 2012

TAJEMNICA KSIĘŻYCOWEJ JASKINI (3)



ROZDZIAŁ 2 – Poszukiwania Księżycowej Jaskini

Kopalnia rud miedzi sprzed 12.000 lat? – Dramatis personae z dziennika kapitana – Pierwsze poszukiwania i... pierwsze wątpliwości – Niedokładne dane geograficzne – Jaskinia znaleziona i ponownie zgubiona.

W poprzednim rozdziale przeczytaliście informację kpt. dr Antonina Horaka, w której możemy przeczytać hipotezę o tym, że Księżycowa Jaskinia jest artefaktem pozostałym po cywilizacji, którą opisał Platon w swych dialogach „Timajos” i „Krytias”. Osobiście jesteśmy przekonani, że jest to pozostałość po dawnej cywilizacji – nazwijmy ją cywilizacją Atlantydzką – i jest to najprawdopodobniej pozostałość po dawnej kopalni rud miedzi, prawdopodobnie powstałej w czasach, kiedy w Europie nasi przodkowie odziani w zwierzęce skóry z siekierami krzemiennymi w dłoniach polowali na mamuty.
Zaczniemy od lokalizacji. Przypuszcza się, że jaskinia znajduje się na słowacko-polskim pograniczu w okolicy ograniczonej drogami Stara Lubovnia – Plavec, linia kolejowa Plavec – Muszyna, droga Muszyna – Żegiestów – Piwniczna po stronie polskiej oraz drogą Piwniczna – Stara Lubovnia. Amerykanie lokalizują wylot tej jaskini i półksiężycowego szybu w okolicach miejscowości Sulín.
W średniowieczu i później – aż do końca XVIII wieku – na północy Słowacji wydobywano rudy żelaza, antymonu, arsenu i srebra oraz miedzi – co przekazują nam kroniki miejskie i parafialne oraz spiski poszukiwaczy skarbów z Bractwa Siedmiu Gwiazd i innych organizacji, a także poszukiwaczy indywidualnych. Były to najczęściej ubogie złoża gniazdowe, rzadziej żyłowe, z biegiem czasu doszczętnie wyeksploatowane. Pozostały po nich jedynie dziury w ziemi i nazwy terenowe: Koperszady, Koprowa Dolina, Szpiglasowa Przełęcz, Miedziane Ławki itp. – szczególnie widoczne to było w niemieckojęzycznym nazewnictwie obowiązującym za czasów Monarchii Austro-węgierskiej. Zakładamy zatem, że półksiężycowy szyb mógł zostać wykuty w wapiennej skale w miejscu, gdzie znajdowało się gniazdo rudy miedzi, której resztki dr Antonin Horak wziął za okładzinę z nieznanego metalu.
Przejrzałem spis minerałów, które mogłyby grać rolę tego nieznanego metalu i wyszło na to, że pasuje do tego opisu kilka rud miedzi, których właściwości podaję poniżej:

Barwy i właściwości niektórych rud miedzi

v    Miedź rodzima (Cu) – czerwona, pokrywa warstwy pasywacyjnej – czarna;
v    Tetraedryt (Cu12Sb4S13) – stalowoszara;
v    Stannin (Cu2FeSnS) – szara, krystaliczna;
v    Kowelin (CuS) – niebiesko-czarna;
v    Burnonit (PbCuSbS3) – szaro-czarna;
v    Libethenit (Cu2(OH)PO4) – zielono-czarna;
v    Agardyd [(REE,CaH)Cu6[(OH)6(AsO4) x 3H2O] – zielono-czarna lub niebiesko-szara, radioaktywny.

REE – to radioaktywne pierwiastki ziem rzadkich (od angielskich słów Rare Earth Elements – uran, tor, rad, polon, cer, itd.). Miedź i jej związki mają to do siebie, że barwią płomień palnika bunsenowskiego na piękny kolor zielony. Tym można wytłumaczyć zielono-niebieskie iskry krzesane ze ścian uderzeniami pocisków z broni kpt. Horaka. Obecnością związków miedzi można wytłumaczyć także ostry zapach pyłu, który wybijały one ze ścian szybu. Związki miedzi, a zwłaszcza siarczki i siarczany łatwo reagują z wodą wydzielając trujący siarkowodór – H2S czy tlenki siarki – SOx, co tłumaczy słowa Slavka o trujących gazach w głębi jaskini! Poza tym mają one charakterystyczny, ostry i nieprzyjemny zapach, który jest ich cechą rozpoznawczą.
Kryształy związków miedzi są ciężkie i nie dają się łatwo odłupać od podłoża. Także trudno jest je zarysować nożem, są bowiem twarde, ale kruche. Obecność związków miedzi w półksiężycowym szybie tłumaczy wszystkie zaobserwowane przez dr Horáka zjawiska.
Wydawałoby się zatem, że półksiężycowy szyb był śladem jakichś robót górniczych prowadzonych w czasie zamieszkiwania tych terenów przez niedźwiedzie jaskiniowe – Ursus spealeus, które wyginęły na terenach Europy po ostatnim glacjale, czyli 10-12 tys. lat temu. W tym samym czasie uległa katastrofie platońska Atlantyda...
Istnieje możliwość podana przez dr Moore’a, która sugeruje, że Księżycowy Szyb jest tworem naturalnym, powstałym wskutek wypłukania wapienia spomiędzy dwóch warstw rogowca. Rogowiec jest organiczną lub chemicznie uwodnioną krzemionką – SiO2 x nH2O, która odkłada się w cienkich warstwach w skałach osadowych (np. w piaskowcach) lub konkrecjach (np. w skałach węglanowych – wapieniach). Jego pokłady są jedwabiście gładkie o tłustym połysku i twardości 6,0o w skali Mochsa, o barwie szarej lub brunatnej, postaci skrytokrystalicznej lub bezpostaciowej.
Rogowcami są kamienie półszlachetne: agaty, chalcedony, jaspisy, onyksy, chryzoprazy, karneole, opale i spinele. Należy tu nadmienić, że onyksy są właśnie koloru czarnego lub czarno-niebieskiego. Jednakże rodzi się jedna, zasadnicza obiekcja: dr Horák był przecież geologiem i rozpoznanie krzemionki i jej odmian nie powinny mu sprawić żadnej trudności, dlatego też to „wyjaśnienie” niczego nowego do sprawy nie wnosi, a wręcz odwrotnie. (Zob. „Encyklópedie Zeme”, Bratislava 1986; Fuller S. - „Skały i minerały”, Warszawa 1996; Hofmann H. – „Minerały”, Warszawa 2001; Medenbach O., Sussieck-Fornfeld C. – „Minerały”, Warszawa 1996; Bauer J. – „Skały i minerały”, Warszawa 1997; „Minerały i kamienie szlachetne”, Warszawa 1996; „Atlas mineralogii”, Warszawa 2000.)

Miejmy nadzieję, że uda nam się ten szyb wreszcie odnaleźć. Byłby to kolejny dowód na istnienie zamierzchłej, wysoko rozwiniętej cywilizacji atlantydzkiej, która znikła w niewyjaśnionych okolicznościach 120 wieków temu...
Kiedy poszliśmy tropem tajemniczego dziennika kpt. Horaka, w którym opisywał swe przygody w tajemniczej jaskini, mieliśmy nadzieję, że  uda nam się dowiedzieć czegoś więcej na temat ludzi, którzy byli z tą historią związani. Z czasem okazało się, że nie jest to takie łatwe, jakby się mogło wydawać, niemniej po bliższym przyjrzeniu się całej historii i sprawdzeniu szeregu danych związanych z bohaterami przedstawionych w dzienniku wydarzeń, nasuwają się pewne wnioski. Zacznijmy więc od zrekapitulowania naszej wiedzy o tych osobach, względnie grupach osób, będących dramatis personae:

* Batalion: Do 20 października 1944r. brał udział w dwóch bitwach, podczas których wpadł w ręce wroga cały oddział intendentury. Nieprzyjaciel zniszczył cały system aprowizacyjny i żoł­nierze nie mieli nic do jedzenia, poza chlebem kukurydzianym, którego było zresztą bardzo mało. Horak pisze:
Stan żołnierzy i oficerów w dniu 21 października 1944 r wy­nosił 184 ludzi, z czego 25% było rannych a 16 na noszach. Wy­nika z tego, że pododdział ten miał jedynie 1/3  swego pierwotnego stanu, czyli ok. 200 żołnierzy. 21 października resztki batalionu cofały się po północnym stoku gór, prawdopodobnie w kierunku wschodnim. O świcie 22 października zostali  zaatakowani przez jednostkę Wehrmachtu i ostrzelani dwoma działami 70 mm z odległości około 300 metrów. Bitwa trwała około 12 godzin. Od 23 października batalion cofał się w kierunku Koszyc a około 27 października 1944r. został dyslokowany na wschód od Koszyc, gdzie czekał na przyjście Armii Czerwonej, aby się z nią połączyć.
* Kompania: (należała do wyżej wymienionego batalionu). Jej dowódcą był około 20 października kpt. dr Antonin T. Horák a jej szeregowymi żołnierzami szeregowcy Jurek i Martin (ten ostatni zmarł 27 października 1944r.). W czasie wycofywania się batalionu w dniach 20-22 października 1944r., kompania ta była w ariergardzie i przez 12 godzin osłaniała odwrót sił głównych. Potem kpt. Horak zarządził oderwanie się od nieprzyjaciela. Przy wycofywaniu się dwa granaty wpadły w lewy okop i zranionych zostało dwóch żołnierzy. Dowódca kompanii, który tam się udał, został zaatakowany przez nieprzyjaciela i otrzymał kilka ran bagnetem, postrzał w lewą dłoń oraz cios w głowę, po którym stracił przytomność. Wszyscy ranni zostali na polu bitwy, a reszta kompanii zdołała się wycofać. Tamtejszy gospodarz ukrył ich przed Niemcami.
* Kpt. dr Antonin T. Horák: (dowódca kompanii). Miał akademickie wykształcenie. W boju przeciwko Wehrmachtowi 22 października 1944r. został zraniony w lewą rękę i w głowę. Został nieprzytomny na polu walki. Przez kilka dni ukrywał go miejscowy gospodarz. Dołączył do kompanii około 5 listopada 1944r. w okolicach Koszyc.
* Martin: (żołnierz kompanii), został zraniony w brzuch pod­czas starcia z Wehrmachtem 22 października 1944r. Rana była bardzo głęboka. Został na polu walki i ukrywał się razem z kpt. dr Horákiem. W nocy 26/27 października 1944r zmarł. Pocho­wano go w okopie, w którym został zraniony. Na wiosnę 1945r. na jego mogile gospodarz postawił krzyż. Akt jego zgonu wystawił kpt. dr Antonin T. Horák. Jurek: (żołnierz kompanii), mieszkał w Bratysławie i z za­wodu był cieślą. W październiku 1944r. był albo kawalerem albo rozwiedziony. Jego ojciec był przed wojną w USA. Znał Martina i jego rodzinę. W bitwie z Wehrmachtem był zraniony odłamkiem granatu w udo. Został na polu walki i ukrywał się potem z dr Horákiem, z którym 5 listopada dołączył do kompanii w okolicach Koszyc. Po wojnie ożenił się z Hanką, córką bacy Slavka.
*   Miejsce bitwy i odniesienia ran: stoki Tatr, północne zbocze z okopami. W jednym z nich pochowano Martina, a na jego grobie miał stanąć krzyż. Okoliczne pastwiska należały do Slavka.
* Slavek: baca, właściciel kilku pastwisk, gospodarz. Należy do starych osadników w tych stronach, tam też mieszkał jego ojciec i dziad. Miał dwie córki – Hankę i Olgę.
* Hanka: w październiku 1944 r. była na wydaniu. Po wojnie prawdopodobnie wyszła za szeregowego Jurka, cieślę z Bra­tysławy. Kpt. Horak dal jej list do znajomego jubilera, by przeka­zał jej w prezencie ślubnym druzę czeskich granatów.
* Położenie   Księżycowej   Jaskini (wg danych z 1944 r.): nie zarośnięty, stromy stok (groziły lawiny). Droga z pola bitwy do jaskini zajęła Slavkowi i jednemu lekko rannemu męż­czyźnie, którzy nieśli dwóch ciężej ranionych ludzi, aż 4 godziny. Na trasie pomiędzy polem bitwy a jaskinią była kosodrzewina.
* Opis jaskini: Wąskie przejście wiodło do przestrzennej sali. Dalej było wąskie przejście do labiryntu pełnego przepaści i źródeł wydzielających trujące gazy (być może SO2, SO, H2S, CH4, CO, CO2), ale w jaskini były nietoperze. Świadczyło by to, że w jaskini nie mogło być trujących gazów typu CO czy CH4, bowiem nietoperze nie mogłyby żyć w zatrutej atmosferze.
Jako pierwsi Księżycową Jaskinią zainteresowali się znani w Czechach „łowcy tajemnic”, inż. Ivan Mackerle i Michał Brumlik, którzy po raz pierwszy wybrali się w tamte strony w dniach 7-11 października 1982 roku. Celem ekspedycji było zweryfikowanie niektórych podstawowych danych, takich jak:
1. Wyznaczenie na mapie lokalizacji Księżycowej Jaskini we­dług informacji zawartych w pracy Jacquesa Bergiera;
2. Odszukanie osób, które znają miejsce wejścia do Księżycowej Jaskini, tj. kpt. dr A. T. Horáka, Jurka, Slavka, jego córki oraz ich krewnych;
3. Sprawdzenie i porównanie z zapiskami kpt. Horáka opisów walk jednostek powstańczych SNP i podległymi ks. Tiso z wojskami Wehrmachtu;
4. Odnalezienie punktów orientacyjnych wymienionych w dzienniku kpt. Horáka, które mogłyby pomóc w zlokalizowaniu Księżycowej Jaskini.
(„Zpráva o pátraní po tajemné šachté ve tvaru pulměsíce dle údaju z knihy Jacqua Bergiera „Le livre de l´inexplicable”, AIM, Cesta z 7.10 – 11.10 1982”, (maszynopis), Praga 17.10.1982, ss.1-9)

Ekspedycja ta przyniosła konkretne rezultaty – miejsce, gdzie miała być Księżycowa Jaskinia, miało znajdować się na Levoczskich wzgórzach, które od roku 1952 są poligonem woj­skowym. Wejść tam można jedynie za okazaniem specjalnej prze­pustki. Uściślono także jej położenie geograficzne: 49o02' N - 020°07' E z dokładnością do 10', co odpowiada koordynatom: 49°12' N - 020°17' E. Następna lokalizacja wskazuje na miejsce położone na Levoćskich Vrhach, na pozycji 49°12' N - 020°44' E.). Przyjmując lokalizację na terenie Levoćskich Vrchov, Jaskinia powinna się znajdować na południe od wsi Jakubany, pomiędzy górami Kečera i Magurič. Dochodzenie przeprowadzone we wsiach: Jakubany, Kolačkov, Šambron i Bajerovce przyniosło kolejny fakt. Otóż w czasie II Wojny Światowej w tych miejscowościach nie mieszkał żaden gospodarz, który miałby dwie córki o takich imionach. W październiku 1944 r. nie było tu żadnych walk, a także nie prze­chodziły tu powstańcze wojska w sile batalionu czy choćby kom­panii. W ogóle nie było tam żadnych grup partyzanckich.
Pewien emerytowany pułkownik powiedział badaczom, że nic mu nie wiadomo o jakimkolwiek partyzanckim oddziale, który 22 października 1944 r. toczył boje z Wehrmachtem na wschód od Levoczy. Była to najkrytyczniejsza faza SNP, gdy siły po­wstańcze spychano w kierunku Wysokich Tatr, gdzie przechodziły z regularnego na partyzancki sposób walki. Jest to raczej mało prawdopodobne, by ktoś kierował się na wschód, lecz takiej moż­liwości nie można całkowicie wykluczyć. Mogła to być na przy­kład grupa żołnierzy, którzy postanowili przebić się do swoich domów. W tym celu wyłonili spomiędzy siebie dowódcę i dlatego ich marsz był zorganizowany na wojskowa modłę.
Podczas dochodzenia wypytywano ludzi o słowo „Yzdar" (wymawiając z angielska słowo to brzmi „Jzdjer” lub „Jzdjar”), co miało oznaczać nazwę miejscowości, w której baca Slavek miał przebywać tymczasowo po wojnie. W dwóch niezależnych od siebie przypadkach padła nazwa miejscowości Ždiar, gdzie, rze­czywiście byli bacowie, a nazwisko Slavek mogło tam występo­wać.
Niestety, w Ždiarze nawet najstarsi mieszkańcy twierdzili, że żaden baca Slavek ani żadne walki pomiędzy słowackimi patrio­tami a Wehrmachtem nie miały miejsca ani w październiku, ani innych miesiącach 1944 r. ...
Druga ekspedycja inż. Mackerlego i Brumlika odbyła się w dniach 12-21 lipca 1984r i jej celem było zidentyfikowanie miej­sca potyczki kpt. Horáka z Niemcami, zbadanie narodowości i toż­samości osób występujących w tym wydarzeniu oraz odszukanie ich krewnych. (Zob. „Zpráva o pátraní po Měční šachtě  dle údaju amerického speleologického časopisu NSS News č.3 3/1965, Aim, Cesta z 12. – 21.7. 1984”, Praga 1984, ss.1-6)

 Z dziennika kpt. Horáka wynika, że rodzina Slavka należała do starych osadników, autochtonów. Slavek twierdził, że zwiedzał jaskinie ze swym ojcem i dziadkiem, przeto wysoce prawdopodobne jest, że jego córki także tam się urodziły. Z Hanką chciał się żenić w 1944 roku partyzant Jurek, a więc mogła mieć wtedy 15-20 lat, co by oznaczało, że urodziła się pomiędzy 1916 a 1929 rokiem. Gdyby Olga była młodsza, to miałaby wtedy poniżej 8 lat, a co za tym idzie, nie mogłaby pójść z ojcem w góry. Poszukiwano więc wszystkich dziewcząt o imieniu Hanka (Hana lub po polsku Hanna, Anna) i Oľga (Olga), urodzonych pomiędzy rokiem 1916 a 1936. Imię Hanka czyli Hana jest imieniem czeskim i jako takim nieczęsto używa­nym na Słowacji, ale podobnie jak w Polsce – o Annie mówi się tu właśnie Hanna. W wykazach metrykalnych z okresu od l stycznia 1923 do 31 grudnia 1949 znajdują się tylko dwie Olgi i kilka Anien, przy czym ŻADNEJ Oldze NIE odpowiadała Anna O TYM SAMYM NAZWISKU, i żadna z nich nie miała ojca o nazwisku Slavek, albo Slav (Slavomir). Co więcej – imię Hana nie występuje tam w ogóle.
Zapisy metrykalne z okresu od l stycznia 1907 do 31 grudnia 1922 także nie rejestrują imion Olga i Hana – są jedynie trzy An­ny, ale ŻADNA z nich nie miała ojca Slava... Powyższe ustalenia nie mogą jednak stanowić ostatecznego argumentu, ponieważ wszystkie wymienione osoby mogły używać swych drugich imion, jak to jest praktykowane np. w Małopolsce, bądź pseudonimów np. w przypadku bacy Slavka – wszak trwała wojna. Tak zatem imię czy nazwisko Slavek mogło być partyzanckim pseudonimem i człowiek ten naprawdę mógł nazywać się zupełnie inaczej i nie być tym, za kogo się podawał. Mógł on być jakimś pracownikiem jakiegoś alianckiego wywiadu, stąd tajemnica otaczająca jego osobę. Zakładając, że było to na terenie przygranicznym z Polską, hipoteza ta ma rację bytu, gdyż właśnie tereny przygraniczne cieszyły się zainteresowaniem wywiadów z oczywistych względów (transfer ludzi, broni, materiałów wywiadowczych, propagandowych, itd. itp.)
Podobnie negatywne rezultaty przyniosło poszukiwanie na terenie Liptowskiej Osady i Liptowskiej Niżnej – w latach 1916-1929 żadnemu mężczyźnie o nazwisku Slav lub podobnym, nie urodziły się córki Olga i Hana.
Były pułkownik z 6. Taktycznej Grupy „Zobor", która opero­wała na terenach, gdzie rzekomo znajdował się pododdział kpt. Horáka stwierdził, że nic mu nie wiadomo o istnieniu oficera o tym na­zwisku i dodał jeszcze kilka informacji:
1. ŻADEN batalion czy inny pododdział nie cofał się w kierunku Koszyc. Wszystkie jednostki ciągnęły w kierunku Tatr, gdzie były rozformowywane. Żołnierze do nich należący albo wracali do domów, albo walczyli dalej w grupach partyzanckich – także w Polsce, aż do roku 1945;
2. Aż do dnia 28 października 1944 r. na tym obszarze nie było śniegu. Dopiero 28 października zaczął padać deszcz ze śnie­giem. Wiele śniegu spadło dopiero po 3 listopada 1944 r.
Analiza nie przyniosła zatem żadnych pozytywnych wnio­sków. Nie udało się zidentyfikować ani jednej osoby, która mogła znać położenie Księżycowej Jaskini:
• kpt. Horáka nie znali ani miejscowi mieszkańcy, ani żołnierze powstańczej armii;
• baca SIavek z dwoma córkami Olgą i Hanką nigdy nie miesz­kał w północnej części Levoczskich Vrhov, tak samo jak w miej­scowości Ždiar (Yzdar). Na obszarze Levoczskich Vrchov samo nazwisko Slavek nie występuje.
Nie udało się także potwierdzić informacji zawartych w dzienniku kpt. Horáka:
• 22 października 1944r. na tym obszarze nie doszło do żadnej potyczki;
ani mieszkańcy, ani leśnicy nic nie wiedzieli o mogile po­wstańca w tej okolicy;
• na obszarze Levoczskich Vrchov nie występują sosny i kosów­ka;
• nie ma informacji o opadach śniegu w końcu października 1944r. (ibidem, s.9)
Dalsze dochodzenie przyniosło jeszcze jeden rezultat – otóż podane przez „NSS News” koordynaty miejsca, gdzie miałaby znajdować się Księżycowa Jaskinia, zostały wyssane z palca przez redaktora naczelnego „NSS News" dr G. Moore'a, który podał je wedle skróconej wersji dziennika dr Horáka i niezbyt dokładnej mapy Czechosłowacji. Wersję tę podał Thomas de Jean w „Księdze tajemnic 2”.
Założono bowiem a priori, że Księżycowa Jaskinia jest położona na północnym stoku Niskich Tatr, co odpowiadało twierdzeniu dr Horáka, że jaskinia znajduje się po północnej stronie Tatr, że pod koniec wojny baca Slavek mieszkał tymczasowo w Żdiarze, o walkach z Niemcami, o występowaniu kosówki, itd. itp. Wytypo­wanie miejsca blisko Liptovskiej Osady, pomiędzy L'ubochňou a Parnicou (Thomas de Jean podaje nazwy miejscowości jako „Plavince" i „Lubocna") jak już nam wiadomo nie wypaliło. Nie pasowało do faktów.
Tak więc udało się jedynie udowodnić ze stuprocentową pewnością, że wszystkie daty umiejscawiające w czasie te wydarzenia są FAŁSZYWE. Na przykład silny opad śniegu miał miejsce 3 listopada 1944 roku, a 22 października śniegu jeszcze nie było – co stoi w jaw­nej sprzeczności z dziennikiem dr Horáka. Wypływa z tego wnio­sek, który zdaje się potwierdzać dość oczywiste podejrzenie, że dr Horák spisywał swój pamiętnik NIE NA MIEJSCU wydarzeń, ale ZNACZNIE PÓŹNIEJ! – powiedzmy w 1965 roku, kiedy już nie­zbyt dokładnie pamiętał wydarzenia... Bitwa z hitlerowcami miała miejsce nie 22 października, ale 3 listopada 1944 r. Dlate­go nie można posiłkować się zapiskami dr Horáka przy ustalaniu wydarzeń historycznych... (AIM, korespondencja prywatna z 19. 2. 1991)

Dalszą przesłanką pomagającą przy lokalizacji Księżycowej Jaskini, byłoby występowanie skał wapiennych na Słowacji. Opi­sywane podziemne przestrzenie miały bowiem znajdować się w skałach wapiennych. W tym celu należało by nanieść na mapę podstawowe punkty odniesienia oraz obszary skał wapiennych. Musiałyby one być na tyle dokładne, by można było zlokalizować na niej w sumie niewielkie gniazdo wapieni w otaczającej je innej skale (w przypadku Księżycowej Jaskini, w piaskowcu), a takie struktury istnieją w północnej Słowacji. To Tatry Bielskie...
Interesujące jest także wyjaśnienie podane przez geologa z Ústredneho Geologickieho Ustavu w Pradze Czeskiej, który uważa za prawdę to, co napisał dr Horák w sprawie jaskini i swoich poczynań, choć to obraz na wskroś subiektywny. Dziwne wydaje się na przykład, że w dzienniku nie wspomina ani słowem o wielko­ściach, które charakteryzują podziemny świat jaskiń.
Dowodziło by to, że kpt. Horák zajmował się nie tyle szczegó­łami penetrowanych okolic, ile wyłącznie swoimi własnymi zainteresowaniami i spostrzeżeniami. Innymi słowy, bardziej polegał na własnych odczuciach, aniżeli na w miarę obiektywnym podaniu dokładnych okoliczności, jakie towarzyszyły kreślonym wydarzeniom sprzed wielu lat. Potwierdza to tym samym, że dziennik został napisany nieco później, jako „wspominki z lepszych czasów...” Na przy­kład, opisowy zwrot: in the Tatra Mountains może (ale wcale nie musi) oznaczać Tatr jako takich, ale inne pasmo górskie, poło­żone w ich pobliżu. Kolejna informacja: at Zdar wskazuje, że może chodzić tu o miasteczko Ždiar na obszarze Tatr Bielskich. (Zob. „Zpráva o jednání ...”, AIM,  Ústřední ústav geologický, Praha 7. 10. 1988, s.2)

Dalsze poszukiwania przyniosły nieco więcej informacji na temat tożsamości kpt. dr Antonina T. Horaka. Według aktualnie uzyskanych informacji chodzi o oficera w randze kapitana prawdopodobnie zrzuconego na terytorium Słowacji, w oddziale brygady powietrzno-desantowej złożonej z Czechów i Słowa­ków w ZSRR, którzy walczyli uprzednio w brytyjskim RAF. Po wojnie opuścił Czechosłowację i przeniósł się do USA, gdzie od roku 1965 mieszkał w Pueblo (Kolorado). Był doktorem lin­gwistyki i właścicielem restauracji. Jego żona miała na imię Anna. Zmarł w czerwcu 1976 roku. Nie natrafiono na żaden ślad jego krewnych lub zna­jomych w Czechosłowacji. W redakcji czasopisma wydawanego przez U.S.S. Geological Survey tego autora już nie pamiętali, re­daktor dr G. Moore odpisał inż. Mackerlemu, że informacje o sze­rokości i długości geograficznej Księżycowej Jaskini sam sobie wymyślił patrząc na mapę Czechosłowacji i nie muszą one być dokładne. (List George’a W. Moora do inż. Mackerlego z dnia 27.03.1983)

 Jak doszedł do nazw „Plavnica" i „Lubocna" tego już nie wiedział, a w oryginalnym tekście dr Horáka niczego o nich nie ma. Jest dość prawdopodobne, że dr Horák wspominał o nich przy spotkaniu z dr Moore'em, ale nie wiadomo w jakim kontek­ście.
Pierwsza wyprawa, która miała miejsce w dniach 7-11 paź­dziernika 1982 r. kierowała się podanymi koordynatami długości i szerokości geograficznej. Badacze wyszli także z założenia, że idzie o błąd w druku: Lubocna = Lubovňa, bo w miejscu z podanymi współrzędnymi leżą dwie miejscowości – Stara Lubovňa i Plavnica. Ekspedycja wytyczyła sobie następujące cele:
1. Odnaleźć miejsce potyczek według wskazówek dziennika;
2. Określić losy i uzyskać bliższe informacje o pododdziale dr Horáka. Z dziennika wynika, że miał 184 żołnierzy, maszerowali w kie­runku Koszyc, co było samo w sobie nietypowe, ponieważ zdecydowana większość powstańców SNP kierowała się ku Bańskiej Bystrzycy, albo rozformowywano ich oddziały, a oni sami uda­wali się do domów;
3. Uzyskać bliższe dane o kpt. dr Horáku, datę i miejsce jego uro­dzenia, co pozwoliłoby na odtworzenie jego życiorysu i szlaku bojowego;
4. Znaleźć bliższe informacje na temat Jurka, który wie, gdzie jest jaskinia, ale nie zna jej sekretu. Ożenił się z córką Slavka i potem był cieślą w Bratysławie;
5. Odnaleźć ślady bacy Slavka w Ždiarze.
Skoro śnieg spadł po l listopada 1944 roku, jasne, że daty bitew zostały wymyślone. Dr Horák prawdopodobnie w ogóle NIE PISAŁ ŻADNEGO DZIENNIKA, a swe wspomnienia spisał w formie pamiętnika, aby były dla wydawcy atrakcyjniejsze! Do­kładnych dat nie pamiętał, więc je po prostu wymyślił. To, że był głęboki śnieg, tego nie mógł zapomnieć, tego nie wymyślił – tak więc wydarzenia rozgrywały się w listopadzie, kiedy Słowackie Narodowe Powstanie już się skończyło, zaś powstańcza armia została rozformo­wana – „kompania” mogła być JEDYNIE grupą powstańców po­wracających do domów, bez żadnej wojskowej organizacji...
Jednostki wojskowej – owego batalionu – nie udało się ziden­tyfikować ani poprzez archiwa Muzeum SNP w Bańskiej Bystrzycy, w Matici Slovenskiej w Martinie, Oddeleni Vojenskych Dejin Slovenska w Bratysławie, ani wywiady z żołnierzami i oficerami Słowackiej Armii.
Co się tyczy Ždiarów, to oprócz wioski u podnóża Tatr Biel­skich istnieją jeszcze: Ždiar przy Liptovskiej Tepličke, Ždiary w okolicy Rožnavy, Ždiar przy Nižnom Slavkove i Ždiar przy Svidniku. Co się zaś tyczy nazwy „Lubocna", postawiono hipotezę, że mogłaby to być L'ubochňa i Parnica (zamiast Plavnica), gdzie jest w pobliżu także Ždiar – być może zdarzył się błąd drukarski przy pisaniu słowackich nazw, ale możliwości zweryfikowania tej hipotezy są praktycznie zerowe.
Trochę szkoda, że cała ta historia jakby utkwiła w martwym punkcie i w obecnej chwili istnieje nikłe prawdopodobieństwo jej ostatecznego rozwikłania. Miejmy nadzie­je, że dr Miloš Jesenský nie podda się tak łatwo i jeszcze o niej kiedyś usłyszymy, choć plątanina nazw i lokalizacji znacznie gmatwa całą sprawę, która zakrawa na głupi żart zrobiony w celu... No wła­śnie – czy tylko dla sławy i pieniędzy? To akurat nie wydaje się takie pewne. Trudno uwierzyć, że dr Horak dla paru dolarów i kilku dni chwały puścił w druk taką pirami­dalną bzdurę... - tego nie robią ludzie, którzy przeszli przez piekło wojny i powsta­nia. To nie pasuje do tego typu ludzi.
Wydaje nam się, że najbardziej prawdopodobną lokalizacją jest ta z Tatr Bielskich, która znajduje się w miejscu przecięcia współ­rzędnych geograficznych - 49°12' N - 020°17' E, czyli na stokach Stežky, która na­leży już do granitowego masywu Tatr Wysokich i o jaskiniach w tym terenie trudno mó­wić, tym niemniej istnieją tam jaskinie pochodzenia tektonicznego – np. w Cubrynie. Jeżeli przesuniemy spojrzenie nieco dalej na północ, to na PÓŁNOCNYM stoku Tatr Bielskich znajdziemy Babią Dolinę, gdzie w miejscu o współrzędnych 49°15' N - 020°17' E mogłaby znajdować się poszukiwana jaskinia... Oczywiście to tylko domysł, ale spełnione są nieomal wszystkie warunki lokalizacji podane przez dr Horáka. Szkoda je­dynie, że i tam – jak w przypadku Levoczskich Vrchov, znajduje się wojskowy poligon, a nad resztą Tatr Bielskich zasłonę tajemnicy rozsnuwa TANAP. (TANAP – Tatranský Narodný Park – słowacki odpowiednik Tatrzańskiego Parku Narodowego.)

Dziwnym faktem jest, że przez Tatry Bielskie przebiegają TYLKO TRZY szlaki tury­styczne: niebiesko-zielony szlak nr 2911/5810 po południowej stronie Tatr Bielskich, żółty nr 8862 do Bielańskiej Jaskini oraz zielony nr 5811 do Magury i Rigelskiego Po­toku. Od 1995r. udostępniono jeszcze tzw. „naukową ścieżkę" z Rigelskiego Potoku na szeroką Przełęcz do szlaku 2911/5810... Komu zależy na tym, by po Tatrach Bielskich nie włóczyli się turyści? TANAP-owi? Być może tak, bo rąbie się tam drzewa i wywozi tysiące metrów sześciennych drewna rocznie, a ścisły rezerwat przyrody, który tam się znajduje jest nim jedynie z nazwy. („Tygodnik Podhalański" nr.49,50,51/1995)

Wokół Tatr Bielskich istnieje kilkanaście domów wczasowych praskich – teraz bratysławskich – VIP-ów, które przed 1990 r. były chronione przez elitarne jed­nostki MSW. Czy tylko tego chronili świetnie wyszkoleni komandosi Št. B.? A mo­że czegoś więcej, na przykład Księżycowej Jaskini? Pozostaje mieć nadzieję, że Jaskinia nie została „wygrabiona”, a jej tajemnice nie zostały przewiezione do piwnic Łubianki czy Chodynki, gdzie zazwyczaj trafiały tajemnice pochodzące z krajów Układu Warszawskiego, że wspomnę tylko incydent gdyński z roku 1959, gdy znalezionego na gdyńskiej plaży humanoida, przewieziono ciupasem do ZSRR... (Podobno jednak to EBE jest w Polsce, dobrze ukryta w kostnicy szpitala uniwersyteckiego w Gdyni - sic! Ostatnie dochodzenie w tej sprawie, przeprowadzone przez Centrum Badań Zjawisk Anomalnych w Krakowie zdaje się jednak wskazywać na to, że była to genialna mistyfikacja radzieckich tajnych służb mająca na celu ukrycie faktu prowadzenia przez ZSRR tajnych programów „wojen gwiezdnych” już co najmniej od 1956 roku, a także przechwycenia /czy nawet zestrzelenia/ jednego z amerykańskich satelitów Atlas-SCORE /1958-Zeta/ z orbity wokółziemskiej, co Robert Leśniakiewicz opisał dokładnie w swej pracy „UFO i Kosmos”.)

Tak mogło być również w przypadku Księży­cowej Jaskini, V-7, hitlerowskiej bomby A i wielu, wielu innych tajemnic. Jest w tej całej historii także pewien akcent polski. W zapiskach dr Horáka jest coś niepokojąco znajomego, rzekłbym – swojskiego, coś – co już gdzieś kiedyś czytaliśmy. I rzeczywiście - przypomina się materiał o istnieniu tzw. „szklistych tuneli” w słowackim stoku Babiej Góry. Historie te są do siebie tak podobne, że nie może być mo­wy o zbiegu okoliczności... Wydaje mi się, że konwergencja tych dwóch Legend jest niezupełnie przypadkowa – i jest w tym coś więcej, niż tylko ślepy traf. Czyżby tajem­niczy informator dr Jana Pająka (Prof. dr inż. Jan Pająk jest jednym z polskich ufologów, który zajmował się teorią napędu UFO i jest m.in. autorem hipotezy magnolotu (magnokraftu). Pisał on także na temat Tunelu w babiej Górze, o czym w dalszej części tej pracy)  opowiedział mu swoją wersję Legendy o Księżycowej Ja­skini, nieznacznie ją tylko modyfikując i dostosowując do realiów beskidzkich? Być może tak właśnie było, ale bynajmniej nie chodziło tu o stoki Babiej Góry, ale o zbo­cza Babiej Doliny w Tatrach Bielskich!... (Jesenský, M.: Tajemnica Księżycowej Jaskini, „Wizje Peryferyjne”, nr 2/1996, s. 22-29)