środa, 11 stycznia 2012

TAJEMNICA KSIĘŻYCOWEJ JASKINI (4)

 Kamieniołom w Osielcu - widoczne są warstwy żółtoszarych piaskowców trzeciorzędowych, z których zbudowane jest całe Pasmo Babiogórskie. NB, jest to jedyny obiekt antropogeniczny w okolicy widoczny z kosmosu...
 Babia Góra od wschodu
 Babia Góra od południa - strzałką oznaczono domniemaną lokalizację Tunelu w Babiej Górze wg. relacji prof. Jana Pająka
 Szybik poszukiwawczy w okolicy Cylu (Foto Kazimierz Pańszczyk)
 Widok na południową część Pasma Babiogórskiego w kierunku na Sidzinę. To właśnie tam mia znajdować się tunel wiodący z Beskidów na Słowacką Orawę, wyrąbany w skałach przez gwarków z Wielickiej Żupy Solnej...
 Babia Góra i Pasmo Babiogórskie od strony Jordanowa.
Poniżej: góra Przykiec w której rzekomo znajdują się próżnie skalne...

ROZDZIAŁ 3 – Zagadka
szklistych tuneli

Zaznajamiamy się z relacją prof. Jana Pająka – Niezwykła historia z dzieciństwa Wincentego – Dobrze strzeżona góralska tajemnica: Tunele pod Babią Górą? – Dalsze uwagi i spostrzeżenia.

W poprzednim rozdziale wyraziliśmy atrakcyjną hipotezę, że Księżycowa Jaskinia i system szklistych tuneli pod Babią Górą, o których pisze polski uczony prof. Jan Pająk, są dwoma aspektami TEGO SAMEGO problemu. Zgod­nie z zasadą audiatur altra pars przekazujemy na początek obszerne fragmenty relacji prof. Pająka. (Leśniakiewicz, R.: „Księżycowa Jaskinia – zagadki ciąg dalszy”, „Wizje peryferyjne”, nr 3/1996, ss. 24-28). A zatem:

Byłem właśnie w klasie maturalnej liceum, kiedy usłyszałem pierwszą opowieść o szklistych tunelach, wyglądających jakby wytopiła je w skale jakaś ogromna maszyna. Osoba, która mi o nich opowiedziała - nazwijmy ją Wincenty - znana mi była z in­nych niezwykłych opowieści jakie kolidowały drastycznie z moim „naukowym świato­poglądem". Gdy słuchałem tej kolejnej opowieści, nie przykłada­łem do niej szczególnej wagi i traktowałem jako rozrywkę. Z cza­sem zapomniałem niektóre szczegóły - przykładowo nie jestem już pewien, czy tunel zaczynał się na Babiej czy na Ba­raniej Górze, do jakich miejsc prowadził, jak był oznako­wany, jak się go otwierało, itd. itp. Stąd też przyta­czam wersję w formie luźnej opowieści, jaką obecnie ja pamiętam.
Jak to zwykle bywało z zimami lat 60., tego wieczora elek­trownia znowu wyłączyła prąd. Siedzieliśmy więc przy buzującym piecyku wsłuchując się w trzask płomieni... Wincenty po pewnym czasie zaczął:

Kiedy byłem w twoim wieku, pewnego wieczo­ru mój ojciec zapowiedział, że następnego ranka wyruszymy w daleką drogę. Nazajutrz rano zdziwiło mnie to, że zamiast zwykłych przygotowań do jarmarku ojciec zapakował tylko naftową latarnię, zapałki oraz zapas jedzenia. Moja ciekawość jeszcze wzrosła, kiedy wyruszyliśmy w drogę piechotą, zamiast — jak zwykle - furmanką... Kiedy wyszliśmy poza granicę naszej wioski, ojciec przewo­dzący w milczeniu przywołał mnie do siebie.
— Wicek - powiedział - nadszedł czas, byś poznał sekret naszych przodków. Sekret ten przekazujemy z ojca na syna od drzewniech czasów. Trzymamy go w rodzinie na czarną go­dzinę. Oprócz mnie wie o tym kilku członków rodzin rozrzuconych, po innych wioskach. Se­kret ten, to ukryte przejście podziemne. Bacz teraz na drogę, bo pokażę ci ją tylko raz. Musisz więc ją dobrze zapamiętać.

Dalszą drogę odbywaliśmy w milczeniu. Po­deszliśmy do podnóża Babiej Góry od strony czeskiej (Autorowi chodziło chyba o stronę słowacką, bo ani Babia ani Barania Góra nie ma stoków po czeskiej stronie granicy. Obie te góry leżą nieco dalej na wschód od grani­cy [etnicznej i administracyjnej] słowacko-czeskiej) - ojciec znowu się zatrzy­mał i pokazał mi skałkę na wysokości około 1/3 tej góry.
— Wicek – powiedział – zważ na tę skałkę, bo zasłania ona wejście do podziemia.

Gdy wspięliśmy się do skałki, zdziwiło mnie, że żadnego przejścia nie było widać. Mój ojciec zaparł się plecami przy narożniku i zaczął pchać. Stałem zaskoczony, bo z bliska skałka wyglądała na zbyt dużą, by jeden człowiek mógł ją popchnąć.
- Psia – ojciec zaklął – długo nie otwierana, musiała się zastać, nie gap się! – pomóż mi pchać. ! Przyskoczyłem i popchnąłem – skałka drgnęła i po początkowym oporze posunęła się zadzi­wiająco lekko. Odsłoniło się wejście dosta­tecznie duże, by przejechać przez nie wozem. Ojciec zapalił latarnię naftową, po czym po­pchnął skałę na poprzednie miejsce. Zatrza­snęła się zakrywając całkowicie otwór wejściowy. Na­stępnie ruszył tunelem, jaki zaczynał się od wejścia i prowadził dość stromo w dół. Zatkało mnie z wrażenia, bowiem czegoś ta­kiego jeszcze w życiu nie widziałem. Tunel był ogromny i zmieściłby się w nim nie tylko wóz, ale cały pociąg. Przebiegał prosto jak strzała. Jego przekrój był kolisty, ale nie­co spłaszczony od góry. Powierzchnia była lekko pofalowana, jakby pokarbowana ostrzem ogromnego wiertła. Ściany miał lśniące, jak­ wylane szkłem. Chociaż raptownie schodził w dół, był zadziwiająco suchy, ani śladu wo­dy spływającej po spągu i ścianach. Zauważy­łem też, że nasze buty stąpające po szkli­stej podłodze nie wydawały żadnego dźwięku, jakiego można by się spodziewać po skale, od­głos kroków był przytłumiony, jakby spąg tu­nelu wyłożono jakimś tworzywem.
Po dosyć długim marszu tunel wpadł do ogromnej komory w kształcie beczki stojącej nieco skośnie. Ściany tej komory były szkli­ste, jak ściany tunelu, którym przyszliśmy, ale nie były one jednak karbowane, za to spąg i ściany były uformowane w jakiś dziwny spiralny wzór, wyglądający jak zastygły wir. W komorze tej zbiegały się wyloty kilku tu­neli. Niektóre z nich miały przekrój okrą­gły, niektóre trójkątny. Ojciec położył la­tarnię na ziemi i przysiadł na chwilę, by odpocząć, ja zaś zacząłem rozglądać się po pieczarze. Pod ścianami, z dala od wylotów tuneli podłoga była zaścielona jakimiś przedmiotami, skrzyniami, beczkami oraz najróżnorodniejszą bronią. Widziałem części zbroi rycerskich, maczugi, miecze, szable, a także starodawną broń palną. Moja uwagę zwróciła niezwykłej roboty piękna strzelba z bogato inkrustowaną lufą o białej kolbie.

Wziąłem tą strzelbę, by ją obejrzeć, ale oj­ciec krzyknął na mnie „nie rusz! – nie mamy oliwy by ją znów nasmarować!”
— Możemy przecież zabrać ją ze sobą - odpo­wiedziałem.
— Nie – powiedział ojciec – to wszystko ma tu czekać na wypadek ciężkich czasów. Przysiadłem więc przy ojcu. Wtedy zaczął on wyjaśniać:
— Tunele, które tu widzisz, prowadzą do każ­dego kraju i każdego kontynentu. Możesz więc zajść nimi, gdzie tylko zechcesz, oczywiście tylko, jeżeli wiesz jak się w nich obracać. Ten tunel z lewej strony wiedzie do Niemiec, potem do Anglii, dalej zaś do Ameryki, gdzie łączy się z tunelem z prawej strony. Z kolei tunel z prawej strony wiedzie do Rosji, po­tem do Kaukazu i Chin, dalej do Japonii i w końcu do Ameryki. Do Ameryki możesz dojść także pozostałymi tunelami wiodącymi pod biegunami Ziemi. Każdy z tych tuneli posiada co jakiś czas komorę rozgałęźną podobną do tej, w której teraz jesteśmy, gdzie łączy się z innymi tunelami idącymi w innych kie­runkach. W tym labiryncie łatwo się jest zgubić. Dlatego nasi przodkowie używali drogowskazów, jakie informowały, który kanał wybrać – chodź, pokażę ci jak te drogowskazy wyglądają.

Podeszliśmy do jednego z tuneli i wtedy zauważyłem przy jego wylocie kilkadziesiąt niezdarnych rysunków nagryzmolonych czarną farbą czy zaschniętą krwią. Ojciec wskazał mi rysunek po rysunku, objaśniając jego zna­czenie. Jeden z nich oznaczał Wawel w Krako­wie [!].
Kiedy tak objaśniał mi znaki, niespodzie­wanie dał się słyszeć odgłos dudnienia, syku i metalicznego pisku – przypominało to prze­jeżdżający pociąg parowy, kiedy zmienia szy­ny na zwrotnicach lub hamuje. Ojciec zamilkł i powiedział:
— Resztę objaśnię ci w drodze powrotnej, te­raz musimy szybko wracać.
Zaczęliśmy się szybko wspinać szybem wej­ściowym, ścigani coraz głośniejszym dudnie­niem i metalicznym piskiem. Ojciec wyraźnie się niepokoił i często oglądał za siebie. Gdy dopadliśmy skały przy wejściu, syk i pisk były tak głośne, jakby pociąg hamował tuż za naszymi plecami. Po wyjściu na ze­wnątrz i zatrzaśnięciu skały, ojciec padł na ziemię zdyszany. Po dość długim odpoczynku zaczai wyjaśniać:
— Tunele, jakie widziałeś, nie były wykonane przez ludzi, a przez wszechmocne stwory, które mieszkają w podziemiach. Stwory te używają tuneli do poruszania się w podzie­miach od jednej strony świata w drugą. Uży­wają w tym celu ognistych maszyn latają­cych. Gdyby maszyna taka na nas najechała, to zostalibyśmy niechybnie upieczeni od jej gorąca. Na szczęście głos w tunelu niesie daleko, jest więc czas, by zejść jej z dro­gi, kiedy się ją usłyszy. Poza tym stwory te mieszkają w innych częściach świata i w te strony przylatują bardzo rzadko. Nasi przod­kowie wykorzystywali te tunele do ukrywania się przed najeźdźcami oraz szybkiego prze­marszu w inne strony. W drodze powrotnej ojciec wyjaśnił mi zna­czenie pozostałych znaków. Przykazał też, bym we właściwym czasie przekazał tę wiedzę komuś innemu, by nie uległa zapomnieniu. (Pająk J., Pańszczyk K. – „Tunele NOL spod Babiej Góry”, Nowy Targ – Kota Samarahan 1998 [skrypt].)

Na tym kończy się relacja człowieka imie­niem Wincenty – informatora prof. Jana Pająka, który z kolei przytoczył tę historię na dowód istnienia magnokraftów (magnolotów) – latających maszyn z wyglądu podobnych do Nieznanych Obiektów Latających czyli UFO – i de facto, prawdopodobnie mających identyczny napęd...

Także osobną sprawą jest pochodzenie tego tunelu – prawdopodobnie będącego pozostałością po isto­tach zamieszkujących wnętrze naszej planety po czymś w rodzaju Agarty czy Shangri-la... Pisali o tym słynni ezoterycy i egzoterycy: M. Bławatska i Ferdynand Antoni Ossendowski, Brinsley le Poer-Trench i Mircea Eliade, Aleksander Grobicki i... Umberto Eco! (Zob. także Ossendowski A. F. – „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów”, Poznań 1930; Grobicki Al. – „Nie tylko Trójkąt Bermudzki, Gdańsk 1980; Krzyściak J. – „Däniken, Kosmici i Atlantydzi”, Katowice 1997; Maclellean A. – „Zaginiony świat Agharti”, Warszawa 1996; Maclellan A. – „Tajemnica Pustej Ziemi”, Warszawa 2000; Zajdler L. – „Atlantyda”, Warszawa 1980.)

Ale o tym później, teraz zajmijmy się wspólnymi punktami obu legendarnych osobli­wości Księżycowej Jaskini i szklistego tune­lu.
Lokalizacja obu jaskiń (bowiem omawiany tunel będę w dalszym ciągu nazywał „jaskinią”) stanowi sekret trzymany w ro­dzinach od wielu (co najmniej kilku) poko­leń.

Sekret ten jest przekazywany z ojca na sy­na, Slavek nie miał syna, więc najprawdopodobniej nie przekazał sekretu, lub przekazał go które­muś z potomków w rodzinie swych braci czy sióstr...

Sekretem miałoby być ukryte podziemie, czy przejście podziemne leżące na terenach na­leżących do jednej rodziny i to dość za­możnej – jak wynika z relacji.

Opis jaskini: ogromne rozmiary, lekko po­fałdowane ściany i spągi, gładkie ściany wyłożone jakimś niezwykłym tworzywem (w relacji prof. Pająka) czy metalem; w rela­cji brak wody spływają­cej po ścianach mimo, że mówi się o stalaktytach i stalagmitach, ale znajdują się one poza (!) właściwą jaskinią. Jej kształt jest bardzo nietypowy – pochylonej beczki czy pochylo­nego szybu o półksiężycowym kształcie. Trójkątny kształt korytarzy także upodab­nia do siebie obie relacje.

Zjawiska występujące w jaskiniach – chodzi o zjawiska akustyczne, których źródłem jest działalność ludzka albo Obcych Istot. W obu przypadkach sprowadza się ona do dudnienia i metalicznego syku, bądź pisku.
Obie jaskinie znajdują się na Słowacji. Oczywiście, w obu relacjach występują pewne różnice, ale wniosek jest ten sam:

Obie jaskinie zostały zbudowane przez nieznanych konstruktorów, których utożsamia się z dawnymi cywilizacjami „platońskimi” lub pozaziemskimi...
Gdzie znajduje się wejście do szklistego tunelu? Relacja Wincentego mówi o słowac­kiej stronie Babiej Góry. Barania Góra ra­czej nie wchodzi w rachubę dlatego, że przez jej południowe zbocza nie przebiegała granica państwowa, która idzie właśnie przez Babią Górę! W świetle relacji Wincen­tego – wejście znajduje się na 2/3 wysokości względnej góry, tj. około 1.200 m n.p.m., w dolinie Potoku Bystra. Problem w tym, że po­za szczytem Diablaka, który stanowi skalistą „wyspę” w otaczającym go terenie, na połu­dniowych stokach Babiej Góry nie ma żadnych skałek! To pewnik, a zarazem pierwsza obiekcja.
Obiekcja druga dotyczy sprzeczności w re­lacji Wincentego – skoro oznakowania koryta­rzy malowano lichą farbą lub krwią, to jakim cudem przetrwały one straszliwy (podobno) żar przelatujących przez korytarze i komory podziemnych statków latających? Jak to go­rąco zniosły z kolei drewniane czy płócienne przedmioty codziennego użytku jakie tam zgromadzono? Przecież powinny ulec zniszczeniu już przy pierwszym przelocie „podziemnego” NOL-a - prawda? Czyli, że żar wydzielany przez te pojazdy nie był aż tak straszny, jak to opowiadał Wincenty? A może chodziło o promieniowanie jonizujące? Popa­rzenia popromienne dają podobny obraz, jak konwencjonalne poparzenia termiczne, więc może Wincentemu o to chodziło? Ciekawe, bo dr Horak też wysunął przypuszczenie, że Księżycowa Jaskinia stanowi wyrobisko po wy­dobyciu rud uranowych... - jak sugeruje to Thomas de Jean.

Podejrzewamy zatem, że w wypadku tunelu chodzi de facto o Księżycową Jaskinię, a Wincenty twierdząc, że wylot korytarza znaj­duje się w Babiej Górze, po prostu wpuścił prof. Pająka w ślepą uliczkę... Dlaczego zresztą miałby mu mówić prawdę? Skoro ist­nienie korytarza jest taką tajemnicą, to dlaczego akurat tylko wobec prof. Pająka miała by zostać złamana zmowa milczenia? Przecież informacje o jaskiniach były trzy­mane w sekrecie i złamanie sekretu byłoby równoznaczne ze złamaniem prawa omerty! Z tego prostego względu relacja Wincentego i potem prof. Pająka w tym względzie jest nie­wiarygodna! I znowu nasuwa się przypuszcze­nie, że chodzi tu o Babią Dolinę w Tatrach Bielskich... Trudno bowiem przypuścić, żeby istniały dwie różne formacje o tak niezwy­kłych właściwościach.

Nasuwa się w związku z tym jeszcze jedno spostrzeżenie – Wincenty mówi o członkach rodzin znających tajemnicę mieszkańców in­nych wiosek. Otóż wiele rodzin ma krewnych na Słowacji i vice-versa, zatem tak w Polsce jak i na Słowacji Legenda powinna być znana wielu ludziom. Wydaje się, że Wincenty i dr Horak zetknęli się z tą samą tajemnicą!


 Jaskinia Domica
 Jaskinia Bielańska
 W Bielańskiej Jaskini
 Ścieżka dydaktyczna w Bielańskiej Jaskini
Jaskinia Domica-Baradla barlang na pograniczu słowacko-węgierskim

Foto - Robert K. Leśniakiewicz ©