sobota, 14 stycznia 2012

TAJEMNICA KSIĘŻYCOWEJ JASKINI (7)

ROZDZIAŁ 6 – Nowe horyzonty poszukiwań

„Nota spaelologica” – Więcej pytań niż odpowiedzi – Ponownie Tatry Bielskie? – Z dziennika badań Waltera Pavliša i Ivo Hlásenský’ego – List od Piotra Parahuza – Gmeranie w powstańczej historii: fałszywe bliźniaki i tajne hitlerowskie badania – Dr Horák istniał naprawdę!

Horakowe alibi – łapanie zwierząt i nietoperzy – było niezbyt przekonującą wymówką do wielogodzinnego i potajemnego zwiedzania jaskini. Może nam się wywracać żołądek na samą myśl o jedzeniu pieczonych nietoperzy, ale w takim położeniu da się zjeść wszystko, w tym skórzane buty i dżdżownice. Jednakże ranni żołnierze już na drugi dzień – po doniesieniu im prowiantu przez Slavka – w tak ciężkiej sytuacji nie byli. Nie musieli więc sobie dogadzać pieczonymi nietoperzami. Poza tym trudno jest przypuścić, że Horák utrzymał to wszystko w tajemnicy i nie powiedział o tym towarzyszom niedoli i walki. Utrzymywać to w tajemnicy w takiej stresującej sytuacji było nieprawdopodobne. Przecież wtedy w największej cenie były środki do przeżycia, a nie największe nawet tajemnice głębin zagadkowej jaskini – nieprawdaż? Czy strzały oddane w jaskini do niebiesko-czarnej ściany nie zdziwiły Jurka? Skoro ich nie usłyszał, to oznaczałoby, że jaskinia jest albo głęboka, albo rozległa. Mapka Księżycowej Jaskini opublikowana w książkach i czasopismach świadczy o tym, że składa się ona z ogromnych sal i korytarzy o wysokości 6-10 m. Szerokość chodnika przed tajemniczym szybem sięga 20 m, przy czym jego wysokość wynosi 7 m, podobnie jak jego długość. Jeżeli Horák mówił prawdę, to oznaczałoby, że mamy do czynienia z całym systemem jaskiniowym na danym terenie. Największe jaskinie mają to do siebie, że oddychają. Spodnimi otworami wciągają chłodne powietrze, które ogrzewa się przechodząc przez system sal i korytarzy, a następnie wylatuje  górnymi otworami. Tak właśnie jest w tzw. jaskiniach aktywnych i dzięki temu rzadko jest w nich lód przez cały rok. Inaczej rzecz się ma z jaskiniami pasywnymi, w których lód zalega pod zastoiskami mroźnego powietrza przez całe lata. Jaskinie pasywne zazwyczaj mają formę studni z jednym otworem, zaś aktywne mają kilka otworów o dużej deterioracji. Gdyby jaskinia była tak rozległa, że Jurek nie usłyszałby strzałów oddanych w jej odległych partiach, byłoby oczywiste, że przy jej otworze – jak to wynika z opisu – można byłoby odczuwać przenikliwy, intensywny przeciąg, który albo wciągałby powietrze do lub wyrzucał powietrze z masywu górskiego. Nie ma ani słowa o tym zjawisku w zapiskach autora. Gdyby obozowali przy dolnym otworze jaskini, to dym z ogniska pochłaniałaby jaskinia. Gdyby zaś przy górnym, to odczuwaliby ciepły przewiew, który wyrzucałby dym z jaskini na zewnątrz i powstańcy mogliby w ten sposób zdradzić Niemcom swą obecność. Z opisu wynika, że jaskinia znajdowała się w wysokich partiach gór, z czego logicznie wynika, że musiało w niej występować w zimie ciepłe powietrze. Interesując, że zapiski o tym nie mówią. Zwiększona wilgotność występująca przy wypływie powietrza z jaskini, dawałaby się im we znaki w chłodne dni.
Z opisu potyczki oddziału wynika jasno, że jaskinia jest położona na dużej wysokości nad poziomem morza. Nad pasmem regla – tj. 1.200-1.500 m n.p.m. – o czym świadczy także występowanie kosodrzewiny (Pinus montana), który jest w dzienniku wspomniany. Potem jednak znajdujemy w jego zapiskach dalszą niezgodność. Wysokogórskie i górskie jaskinie odznaczają się wielką ilością odgałęzień, nierównościami, przewężeniami i przepaściami. Autor pisząc o swej półtoragodzinnej wędrówce po Księżycowej Jaskini ani razu nie wspomina o tego rodzaju przeszkodach, a jedynie o wąskiej szczelinie przed wejściem do zagadkowego półksiężycowego szybu. To jest wielka niekonsekwencja, od której nie ma odwołania. Meandrujące jaskinie z niewielką deterioracją znajdują się pod górami o wysokościach do 900 m n.p.m. – jak np. Demianowskie Jaskinie, tylko bardzo rzadko takie poziomo rozciągnięte jaskinie znajdują się na większych wysokościach – przykładem jest Jaskinia Martwych Nietoperzy pod Ďumbierom w Niskich Tatrach. Ale i w tym przypadku znajdują się tam równe, horyzontalnie położone korytarze i sale, poprzedzielane przepaścistymi kominami, syfonami i korytarzami, które tworzą niesamowity, krasowy labirynt. To jego 90 minut drogi może wskazywać na to, że jaskinia ta miała rozległość co najmniej pół kilometra, a zatem tak rozległy system jaskiniowy nie mógł długo ukrywać się przed dociekliwością speleologów!

Czy w tej sytuacji nie odkryty jeszcze rozległy jaskiniowy system mógłby znajdować się na obszarze Tatr Bielskich, Lewoczskich Wierchów czy gdzieś na północ od Starej Lubowni, albo na pn. - wsch. od Żdiaru? Dochodzimy do wniosku, że nie, dlatego, bo nie ma tam żadnych wapieni w okolicach Lewoczskich Wierchów. Jedyne grube warstwy wapieni znajdują się tylko w Tatrach Bielskich,  małą wysepkę wapieni znajdziemy na zachód od Starej Lubowni, zaś już całkiem malutkie wysepki wapieni znajdują się w paśmie przygranicznym, nieco na północ od niej. Wysepka wapieni na zachód od Starej Lubowni – według geologów E. Mazúra i J. Jakàla – jest słabo rozwiniętym typem krasu i kombinowanych złomiskowo-warstwowych struktur. 
(Mazur, E. – Jakál, J.: „Typologické členenie krasových oblastí na Slovensku”, „Slovenský kras”, vol. 7 (1967), s.5)

Wysepki wapieni na pn. - wsch. od Starej Lubowni są, według tych autorów, przynależne do słabo rozwiniętej krasowej struktury. Innymi słowy mówiąc – jaskiń tam nie może być. Chyba, że Księżycowa Jaskinia jest w całości tworem sztucznym, który po tysiącach lat upodobnił się do jaskini. Do tej myśli jeszcze wrócimy w dalszej części raportu.

Ta sytuacja dokładnie i jednoznacznie ogranicza pole poszukiwań Księżycowej Jaskini. Tak zatem pozostała jedynie niewielka wyspa wapieni przy Starej Lubowni i grubsza płaszczowina wapienna w Tatrach Bielskich.

Tatry Bielskie (Belianske Tatry) należą do najrozleglejszych krasowych terenów o powierzchni 25 km2. Zbudowane są z dolomitów, wapieni triasowych i kredowych różnych typów, należące do płaszczowiny kriżniańskiej. Jest tutaj rozwinięty wysokogórski kras w wapieniach murańskich Havrania – 2.154 m n.p.m. i Predných Jatkách ze skarpami i krasowymi jamami. Wydawałoby się zatem – a wskazują na to zapiski Horáka – że jego oddział został ostrzelany ze stanowisk artyleryjskich spod Hlúpeho vrhu (Szalonego Wierchu) – 2.061 m n.p.m. 
(Znalezione zostały resztki tych stanowisk artyleryjskich - zob. Pavlarčík, S.: „Kaverny vysokohorského palebného postavenia pod Hlúpym vrchom v Belianskych Tatrách”, „Spravodaj Slovenskej speleologickej spoločnosti”, vol. 27, nr 2(1996), ss.14-15)

 Najważniejszy dla nas jest fakt, że w stokach Bujaczego Wierchu – 1.947 m n.p.m. znajduje się na wysokości 1.390 m najdłuższa jaskinia w tym wysokogórskim krasie – długa na 300 metrów Alabastrowa Jaskinia, która jest resztką jakiegoś większego systemu jaskiniowego. Ta okoliczność pozwala sądzić, że na znacznych wysokościach – 1.200-1.400 m – mogły kiedyś istnieć duże poziome systemy jaskiniowe. Nieopodal od Alabastrowej znajduje się na wysokości 1.440 m druga jaskinia Ľadovy sklep (pivnica) długa na 50 m, a w stoku Murania – 1.890 m, na wysokości 1.559 m Muránska Jaskinia długa na 60 metrów. Na Szalonym Wierchu znajduje się najwyżej położona – na wysokości 1.996 m, przelotowa Kamzičá jaskyňa o głębokości 13 m. Poza tym znana jest tam głęboka na ponad 200 m Tristárska jaskyňa (priepast’) w masywie Hawrania oraz dostępna dla turystów, długa na 1.752 m Belianska jaskyňa. Ostatnio odkryto wiele nowych jaskiń i studni w Nowym Wierchu – 1.999 m n.p.m., i gdyby horakowski dziennik był prawdziwy, to rzeczywiście jego jaskinia mogłaby się znajdować gdzieś... na bardzo stromych stokach Tatr. Ukazuje to dalsza partia jego dziennika:
Prawdopodobnie w związku z wielkimi ilościami świeżego śniegu, grożącymi lawinami i nieprzyjacielskimi patrolami na nartach, Slavek nie dostanie się do nas w ciągu kilku dni...

Lawiny na pewno nie mogły grozić na zalesionych i obłych stokach Lewoczskich Wierchów, z ich najwyższym szczytem Ihla – 1.281 m n.p.m., w L’ubochnianskej vrchovine z najwyższym szczytem Kraczonik – 974 m już po polskiej stronie granicy, na obszarze Spiskiej Magury – leżącej vis-à-vis Tatr Bielskich – z najwyżej położonym szczytem Priehrštie – 1.209 m czy Veterným vrhom – 1.112 m, co jest dowodem na to, że jednak autor lokalizuje Księżycową Jaskinię na większych wysokościach. Dowodzi tego również rzekome istnienie bacy Slavka z Żdiaru, ale jednocześnie przeczą temu nazwy miejscowości Plavnica i Lubocnia. Czy jest możliwe, że zostały one także wymyślone przez naczelnego „NSS News”? Tak by wyglądało, bowiem znajdują się one nie w treści dziennika Horáka, ale w dodatku napisanym przez dr Moore’a. Wedle poglądów dr Pavlarčika, lokalizowanie Księżycowej Jaskini w Tatrach Bielskich jest bez sensu, bo historycznie nieudokumentowane i nie udowodnione. Zakłada on, że w tatrach Bielskich może się jeszcze znajdą jakieś jaskinie, co jest możliwe na tym ostatnim niezbadanym krasowym terenie Słowacji, ale nie będą te odkrycia miały niczego wspólnego z relacją Horáka. Mogą tam być przepaściste systemy jaskiniowe połączone poziomymi korytarzami, w których człowiek bez technicznego zabezpieczenia nie ma co liczyć na 90-minutowe spacerki.

Możemy też kontynuować rozważania na temat wątpliwości, co do tego, czy Slavek i jego przodkowie zbadali jaskinię do tego poziomu, jak to uczynił Horák. Wydaje się jednak, że ludzie z tego okresu nie mieli ani odwagi, ani czasu na drobiazgową penetrację jaskiń, zwiedzanie niebezpiecznego świata podziemi – z czego nie mieli żadnego pożytku – w którym, według ich legend i podań, miały mieszkać potwory i smoki demony z piekła rodem oraz występować trujące gazy. Gdyby Slavek wiedział o Księżycowej Jaskini, to przekazałby swą wiedzę potomnym, a nie wziął tajemnicę do grobu. Być może Horák liczył na to, że Slavek nie ma syna, a córki wydadzą się w okolicznych wioskach.  Jego potomkowie dzisiaj dobrze by wiedzieli, co zrobić z tą tajemnicą i jak ją wykorzystać.

Z drugiej strony wydaje się, że ten wniosek jest zbyt pośpieszny, ponieważ ludzie gór przepenetrowali wszelkie jaskinie w Tatrach i okolicznych pasmach górskich w poszukiwaniu skarbów i kruszców oraz szlachetnych i półszlachetnych gem. Wszak istniała cała gałąź literatury opisująca podziemne światy Tatr, Karkonoszy, Beskidów i nawet Gór Świętokrzyskich – tzw. „spiski” – z których można się było dowiedzieć, gdzie znajdują się skarby czy kruszce i jak je można odkopać czy wydobyć. Potomkowie Slavka na pewno nie ogłosiliby, że znają lokalizację Księżycowej Jaskini, to nie ten gatunek ludzi, którzy dla sensacji straciliby schronienie chociażby na wypadek wojny. To nie ta mentalność.

Również bardzo prawdopodobne, że Horák nie życzył sobie, by jaskinia ta została odkryta bez niego. Dowodzą tego zagadkowe słowa z jego dziennika:
Ten dowód włożyłem potem do „szybu w kształcie półksiężyca” na popiół z pochodni. Być może zostaną one tam długo, aż do czasu, kiedy ta zagadkowa struktura zniknie całkowicie za zasłoną stalaktytów i stalagmitów. Slavek nie ma syna, któremu by powierzył tajemnicę jaskini, jego córki jej nie poznają, a przecież i tak pójdą za mąż do innych wsi. A zatem jak nie wrócę zbadać tej jaskini, za parę dziesięcioleci już jej nikt nie zobaczy.

Hmmm... jest w tych słowach coś nielogicznego, przecież córki były w Księżycowej Jaskini, więc musiały zapamiętać drogę! Mogły przekazać wiedzę swym dzieciom, albo mógł to zrobić Slavek, który przecież też mógł przekazać rodzinny sekret nie synowi, bo go nie miał, ale wnukom, których mieć mógł.
Autor jakby wiedział, że do tego zagadkowego szybu już nie wróci. Ale jak to mógł wtedy wiedzieć? Wszak był on kapitanem i miał swe bojowe zasługi, co mogło mu robić nadzieje na to, że po wojnie mógł się jeszcze zasłużyć się republice, w której mógłby zostać i przydać się do czegoś światu nauki odkrywając dlań ten zagadkowy artefakt. Z punktu widzenia odkrywcy to nielogiczne, bo każdy odkrywca zrobiłby wszystko, by powrócić do swego odkrycia. Jednakże, gdyby kpt. Horák był kolaborantem hitlerowców czy tisowców, to mógłby rozważać możliwości swego powrotu na Słowację  sceptycznie. Nawet jeżeli swe zapiski napisał czy odtworzył w roku 1965, dziwne, że powątpiewał, jakoby do jaskini mieli wrócić jego potomkowie.

Załóżmy, że Horák miał rację i taki artefakt w słowackich górach rzeczywiście istnieje. W takim przypadku znalezienie Księżycowej Jaskini według jego danych jest po prostu niemożliwe. Czego zatem należy szukać? Przede wszystkim należy szukać informacji o tożsamości i przeszłości Horáka, bo jest to jedyna realna postać z całego wydarzenia. Jest to jedyna sensowna rzecz, która może wieść do konkretnego punktu. I można powiedzieć, że to się udało. Każdy badacz wykonał kawał dobrej roboty. Jak dotąd nie znaleziono nawet śladu po powstańczym kapitanie Horáku w archiwach wojskowych na całym terytorium Czechosłowacji, podobnie rzecz się ma z bacą Slavkiem i jego dwoma córkami, Jurkiem i Martinem. Walter Pavliš jest najbliżej rozwiązania zagadki, bowiem wpadł na ślad potomków Horáka i dostał od nich sporo ciekawych informacji. I może jeszcze zyskać dalsze, bo być może ojciec im coś więcej zostawił w spadku. Wróćmy jeszcze do zagadkowego sobowtóra kpt. Horáka – Ernesta Höniga – obywatela słowackiego, pochodzenia żydowskiego, który już na początku wojny zmienił swe nazwisko z powodów rasowych. W Mniszku nad Popradem miał swój tartak, zaś na krótko po wejściu wojsk niemieckich ukrywał się w lesie nad Medzibrodem, gdzie miał doskonale zamaskowaną kryjówkę, skąd kierował swoją działalnością przemysłową i „partyzancką” [może to właśnie była Księżycowa Jaskinia?]. Te akcje nie były jednak tożsame z celami i zamiarami Ruchu Oporu, bo ten Horák robił to, co mu się podobało. W nocy był partyzantem w górach, zaś w dzień gestapowskim konfidentem. Należał do tego gatunku partyzantów, którzy okradali i zabijali każdego, kto im wszedł w drogę. Jak widać, jest to postać wyjątkowo ciemna, i dość dokładnie przecząca stereotypowi biednego, prześladowanego Żyda, a raczej odpowiadająca wizerunkowi pospolitego bandyty! Nie wiadomo, jakie jeszcze grzechy miał na sumieniu. Poza tym, miał w Mniszku nad Popradem nieślubne dziecko. Właśnie ten fakt jest dla wątpiących dowodem na jego egzystencję. Ukrywał się do wejścia wojsk radzieckich, czyli do końca stycznia 1945 roku, przed którymi uciekł do Palestyny. Musiał mieć sporo na sumieniu, że bał się zostać na Słowacji, zaś jego „partyzancka” sława mogła mu przynieść wiele kłopotów. W Palestynie skończyła się jego ucieczka. Horák z Palestyny przysyłał do Mniszka nad Popradem listy do kobiety, z którą miał dziecko. Z ostatniego takiego listu wynikało, że A. T. Horák został zabity przez arabskiego jeńca w obozie jenieckim, w którym był strażnikiem. Tutaj się oficjalnie kończy jego droga – ale nie jest to takie oczywiste. Istnieją pikantne opowieści na jego temat, ale wykroczyły poza ramy oficjalnej relacji Pavlarčika, a znamy je jedynie z rozmów z nim. W czasie, w którym jego relacja powstawała, nie można było odnotować w niej takich detali.

W tej chwili uznajemy za pożyteczne poświęcić nieco miejsca badaniom już wymienionych Waltera Pavliša i Ivo Hlásenskégo, ze względu na to, że ich badania otacza mgła tajemnicy i tylko od czasu do czasu do publicznej wiadomości dochodzą jakieś strzępy informacji, chociaż w przypadku Księżycowej Jaskini nie jest ich znów tak mało.

Na pierwszą informację o Księżycowej Jaskini natknęli się w listopadzie 1994 roku w czasopiśmie „Speleo”. Następne informacje pochodzą ze strony internetowej Waltera Pavliša – http://quest.cz/moonshaft:

Jesień 1994 roku.

Zapoznajemy się z artykułem dr Horaka zamieszczonym w czasopiśmie „Speleo”;
25 listopada – poszukujemy nazwiska autora w rejestrach Fakultetu Lingwistyki Uniwersytetu Karola w Pradze – bez rezultatów.
Następny tydzień – próby uzyskania oryginalnego tekstu z „NSS News”, który był skrótowo przełożony na czeski. Okazało się, że tekst w „Speleo” był jakimś tam samizdatem i dalsze poszukiwania nie przyniosły żadnego rezultatu. Odwiedziny w kartotece Związku Bojowników SNP nie przynosi żadnej nowej informacji poza tym, że był jakiś górnik Antonin Horák z Ostrawy, który nie miał nic wspólnego z odkrywcą Księżycowej Jaskini. Także kartoteka dziennika „Narodna obroda” i poszukiwania w Muzeum Wojskowym nie przyniosły żadnego rezultatu.

Następny tydzień – uzyskanie kopii angielskiego tekstu w „NSS News” w kancelarii Czeskiego Towarzystwa Speleologicznego. Odkrywamy kilka faktów, które zostały wykreślone z czeskiej edycji.

Zima 1994/95

Wizyta na Słowacji, lustracja terenowa, przegląd dokumentów.

Wiosna 1995

Uzyskujemy dostęp do możliwości geofizycznych poszukiwań, dokładnych map lotniczych i satelitarnych terenu oraz dostęp do danych geologicznych interesującego nas terenu.

Kontakt z inż. Ivenem Mackerlem i przegląd jego archiwum.

Lato 1995

Kolejny wyjazd na Słowację – poszukiwania w jaskiniach w wyselekcjonowanych miejscach. Znaleziono 8 nowych jaskiń i jedną rozpadlinę. Odwiedziny w muzeach, przegląd dokumentów, itp.

Jesień 1995

Poszukiwania w archiwach.
Studiowanie źródeł na temat ruchu oporu w Czechosłowacji i w Polsce.
Konsultacja z psychologiem w celu ustalenia profilu psychicznego autora pamiętnika i ustalenia stopnia jego prawdomówności.
Onomastyczne badanie nazw na Słowacji pod kątem zgodności z zapiskami dr Horaka.
Poszukiwania w Muzeum Wojskowym, Uniwersytecie Karola i MSW – bez rezultatów.

Zima 1995/96

Poszukiwania w Archiwum Wojskowym – znaleziono Antonina Horaka, ale chodziło tylko o imieninnika.
Wizyta w ambasadzie USA.
Uzyskanie dokładnych map geologicznych interesujących lokalizacji na Słowacji.

Wiosna 1996

Poszukiwania w Internecie.

Lato 1996

Poszukiwania w Internecie.
Wyjazd na Słowację i przeszukanie wytypowanych terenów, rozmowy z muzealnikami.

Jesień 1996

Kontakt z bliskim krewnym dr Horaka w USA. Pojawiają się nowe wątki z życia powstańczego kapitana.
Poszukiwania w MSW i Archiwum Miejskim w prawdopodobnym miejscu zamieszkania dr Horaka przed II Wojną Światową.

Wiosna 1997

Znalezienie aktu zgonu dr Horaka. Uzyskaliśmy wreszcie podstawowe dane dotyczące daty narodzin i śmierci, dane personalne jego rodziców i małżonki.
Dalsze poszukiwania w Archiwum MSW i archiwum pocztowym.

Lato 1997

Telefoniczny kontakt z krewnymi dr Horaka w USA, dalsze informacje o jego życiu i działalności.
Wyjazd na Słowację, poszukiwania w znanych miejscach, odkrycie nowego chodnika w znanej pieczarze.

Lato 1998

Wizja lokalna w wybranej lokalizacji. Bez powodzenia.

Wiosna i lato 1999

Kontakt z informatorem, który w roku 1971 rozmawiał o Księżycowej Jaskini w Kolorado. Potwierdzono autentyczność dzienników, których część opublikowano w „NSS News”, a których fragmenty dotyczą tajemniczego szybu o metalowych ścianach na Słowacji.

Kwiecień 2000

Uzyskanie dalszych dokumentów dr Horaka – papiery handlowe i listy prywatne bez żadnej wzmianki o Księżycowej Jaskini.

Ostatnie wiadomości na tej stronie internetowej są datowane na 18 kwietnia 2000 roku, co wcale nas nie zdziwiło czy zmartwiło – tkwiliśmy już w wirze wydarzeń, które nabierały tempa.

Kiedy sumowaliśmy w domu wyniki naszych dochodzeń, dotarł do nas 11 października 2002 roku e-mail od pana Piotra Parachuza z Kanady, w którym donosił o tamtejszych, tj. amerykańskich badaczach sprawy  Księżycowej Jaskini. Przytaczamy go z pewnymi skrótami, nieistotnymi dla treści:

Szanowny Panie Robercie!

Tu kłania się Piotr Parachuz z Kanady. [...] Właśnie przeczytałem w ramach strony www CBUFOiZA artykuły na temat Księżycowej Jaskini. Ta historia jest wręcz identyczna do tej, którą słyszałem w tutejszym radio w grudniu 2001 roku, czym byłem bardzo zainteresowany [...].
Audycja ta, z dnia 29 grudnia 2001 roku, była wywiadem z Tedem Phillipsem, który jest amerykańskim badaczem fizycznych pozostałości po UFO. W roku 1970, gdzieś w USA zetknął się z 72-letnim   czeskim geologiem, który w 1944 roku był w wojsku i opisał historię niemal identyczną do Antonina Horaka, przekazaną przez dr Milosza Jesenskiego. Niestety, Phillips nie podaje ani nazwisk ani miejsc, bo jak mówił później, musiał działać w tajemnicy ze względu na działania wywiadu rządu wielkiego państwa, którego nazwy nie podał, ale prawdopodobnie Rosji, idące w tym samym kierunku od 1981 roku.
Phillips powiedział, że był w kwietniu 2001 roku na wycieczce w Europie Środkowej i po 3 miesiącach poszukiwań znalazł wejście do tej jaskini. Nie powiedział, gdzie ona dokładnie jest, ale pokazał zdjęcia prawdopodobnie z Tatr Bielskich, poniżej granicy regla. W korytarzu jaskini znalazł także wyskrobane inicjały trzech wojskowych z 1944 roku. Po wejściu do jaskini Phillips szedł wzdłuż korytarza przez prawie 200 metrów, gdzie skała była zawalona. Mówił, że korytarz widać dalej, ale skały są niepewne i mogły się zawalić, więc nie szedł dalej. Miał tam przyjechać później, w 2002 roku, już z odpowiednim sprzętem i próbować przejść.
Wejście do jaskini znajduje się około 750 m poniżej wierzchołka góry, i około 100 m od miejsca, gdzie w 1944 roku rozbił się radziecki samolot. W tym miejscu znajduje się pomnik po tym wypadku, który spowodowany został z dziwnych powodów – wysiadła cała pokładowa instalacja elektryczna i elektroniczna. Ted Phillips mówi, że ma mapę zrobioną przez tego czeskiego geologa. Kiedy poszedł  po powierzchni ziemi wzdłuż korytarzy, dotarł w okolicę, gdzie według mapy miało być wejście do tego półksiężycowego obiektu – tzn. był nad nim – dotarł na dziwny magnetycznie obszar o rozmiarach niedużego pokoju. Wewnątrz tego rejonu instrumenty zachowywały się nienormalnie. Miernik siły pola elektromagnetycznego skakał co dwie sekundy w górę, zaś kompas także pulsował z częstotliwością 0,5 Hz.
Pozdrawiam!

Piotr Parachuz

List był swego rodzaju przełomem i od tego czasu sprawy poszły z rozmachem. I znowu przydały się informacje zgromadzone w czasie naszych poszukiwań hitlerowskich tajnych broni masowej zagłady na terenie zapadłych kątów dawnej Generalnej Guberni w latach 1943-44.

Dzisiaj są to tereny obejmujące część powiatu suskiego i nowotarskiego, a najbardziej wyniosłym punktem tego obszaru jest Babia Góra – Królowa Beskidów  - górująca nad okolicą na 1.725 m n.p.m. Jest to ziemia niezwykła! Przedmurze Orawy z północy, a od południa  wrota do Małopolski. Krzyżują się tu drogi wiodące na Śląsk, Słowację i Węgry, a także ku Krakowowi i Przemyślowi via Nowy Sącz. Ziemia ta jest owiana legendami o smokach, zbójnickich talarach, skarbach nieprzebranych zgromadzonych przez diabłów w dziurach w Diablaku, i tymi nowszej daty – o tunelu Agartyjczyków w Babiej Górze, hitlerowskich eksperymentach na Krowiarkach, tajemniczych bunkrach Grzechyni oraz sowieckich poszukiwaniach rud uranowych w Osielcu i Żarnówce.

Oczarowanie Hitlera okultyzmem i wiedzą tajemną na pewno nie pchnęło go do drążenia skał i budowania podziemnych schronów w Karkonoszach, Górach Sowich, i m.in. także w Beskidach.
(Zob. Ribadeau-Dumas F. – „Tajemne zapiski magów Hitlera”, Warszawa 1992; Jesenský M., Leśniakiewicz R. – „WUNDERLAND: Pozaziemskie technologie Trzeciej Rzeszy”, Ústi nad Labem 1998, Warszawa 2001.)

Tajemnica broni V-7, której poświęciliśmy naszą książkę, a także prac nad hitlerowską bombą A, H czy D ma swój ciąg dalszy w kompleksie zasypanych po II Wojnie Światowej bunkrów, wybudowanych przez Niemców, Włochów, Ukraińców i Polaków – z tym, że wszyscy poza Niemcami byli zmuszeni do pracy przez hitlerowców – w Grzechyni, w latach 1943-45 – do wkroczenia wojsk radzieckich.

Niewielu już żyje świadków tego, co Niemcy robili w Grzechyni, Osielcu, Żarnówce i na przełęczy Krowiarki. Przeprowadzone przez nas wywiady z żołnierzem Armii Krajowej i mieszkańcem Jordanowa, Tadeuszem Łukawskim, który w latach wojny został wysłany do prac w kompleksie Der Riese w rejonie Oberwiesegiesdorf (dziś Głuszyca Górna) i mieszkańcem Suchej Beskidzkiej, Józefem Mędralą, wskazują na to, że te dwie budowy – ta z Gór Sowich i ta z Grzechyni mają ze sobą kilka punktów wspólnych. Podobieństwa te, to m.in.:

1. Obie budowy realizowano w trudnych warunkach terenowych – w górach.
2. Obie budowy realizowano siłami więźniów obozów koncentracyjnych i jeńców wojennych.
3. Przy budowie zatrudniono inżynierów niemieckich i włoskich.
4. Strażnikami byli żołnierze z formacji SS, zaś w późniejszym czasie żołnierze Wehrmachtu.
5. Obie budowy umieszczono w miejscach, które nie leżały na kierunkach natarcia wojsk polskich i radzieckich.
6. Obie budowy znajdowały się w pobliżu szlaków ważnych komunikacyjnych.
7. Obie budowy znajdowały się w bliskości centrów naukowo-badawczych (Wrocław, Praga Czeska, Kraków).
8. W pobliżu znajdowały się złoża rud uranu, lub takowych poszukiwano!

O ile sprawa kompleksu Der Riese jest jasna, o tyle sprawa bunkrów w Grzechyni wymaga zbadania. Tadeusz Łukawski twierdził, że w czasie wojny hitlerowcy prowadzili intensywne poszukiwania rud molibdenu i manganu – oba te pierwiastki wykorzystuje się w celu nadania stali sprężystości, odporności na korozję i twardości.

Józef Mędrala zaś twierdził, że uranu w Żarnówce poszukiwano dopiero w latach powojennych i zaprzestano w latach 60. Prowadzili je Polacy. Ślady po urządzeniach wiertniczych znajdują się w okolicy przełęczy Przysłop. Być może jest w tym coś prawdy, bowiem struktury geologiczne tej części Beskidów są podobne do struktur z czeskiego Jáchymova w Górach Kruszcowych, gdzie faktycznie znajdują się pokłady uraninitu.

Poza tym twierdził, że grzechyńskie bunkry miały zbyt małą kubaturę, by umieścić w nich jakiekolwiek fabryki i służyły tylko i wyłącznie celom obronnym.

Ale czego miały bronić? Chyba nie nędznej, gruntowej drogi z Makowa Podhalańskiego do Stryszawy i Suchej Beskidzkiej? Najbardziej logicznym wydaje się być tłumaczenie, że bunkry miały za zadanie bronić w przyszłości dostępu do jakiegoś kompleksu badawczego – kto wie, czy nie nad bombą A czy rakietowymi dyskoplanami V-7 Haunebu - Vril w masywie Pasma Jałowieckiego. Podobieństwo pomiędzy warunkami geograficznymi Gór Sowich a Pasma Jałowieckiego jest uderzające: nie są  wysokie (Jałowiec mierzy 1.110 m n.p.m. zaś Wielka Sowa 1.015 m n.p.m.), położone są w okolicy niedużych osad. I rzecz ciekawa – Grzechynia znajdowała się w pobliżu geometrycznego centrum terytoriów III Rzeszy, co oznacza, że przy ówczesnym zasięgu ciężkiego lotnictwa bombowego była ona właściwie nie do zbombardowania przez flotylle alianckich bombowców! Miejsce idealne. Głębokie zaplecze, spokój, cisza, cudowne krajobrazy, pełne słońca góry, bogate lasy i czysta woda strumieni... Sielanka, jak w Śpiącej Piękności – jak nazywano Peenemünde, zanim powstał tam HRVA generała Waltera Dornbergera i SS-Sturmbahnführera prof. dr Wernehra von Brauna. I to właśnie w tej sielance miała być wykuta niemiecka broń A, a może nawet i H? – chociaż równie dobrze byłaby to bomba N, którą można było wyprodukować z tego, co posiadali hitlerowcy, albo inne bronie z „krainy snów” ówczesnych Nibelungów. Nawiasem mówiąc, wiele rzeczy wskazuje na to, że osławiony V-7 nie był pojazdem atmosferycznym czy kosmicznym, ale miał poruszać się przede wszystkim w... czasie – o czym jest mowa w następnych tomach z serii "WUNDERLAND..."
(Leśniakiewicz R. – „Powojenne losy niemieckiej Wunderwaffe”, Warszawa 2008)

  W czasie II Wojny Światowej, Niemcy prowadzili w rejonie Babiej Góry intensywne poszukiwania prowadzone m.in. przez żołnierzy Grenzschutzu i Gebirgsjägerregimentu oraz uczonych, którzy na Krowiarkach prowadzili eksperymenty z protoplastą superdziała V-3 – znanego pod kryptonimami: Hochdrückpumpe, Schnelle Elise czy Tausendfüßler – kalibru 5” czyli 127 mm. Próby z takim superdziałem przeprowadzano równocześnie na wyspie Wolin. Udało się to ustalić przy pomocy chor. rez. SG Jerzego Archackiego z Zakopanego, który o tych testach słyszał jeszcze w latach 60. służąc w Strażnicy WOP w Lipnicy Wielkiej, a także ratowników TOPR i GOPR z Zakopanego i Nowego Targu. Niby niewiele, ale działo to miało zasięg praktyczny 50 - 55 km, a Hitler zamierzał z niego ostrzelać Londyn z francuskiej miejscowości Epperleques nad Kanałem La Manche. Bazą dla tych doświadczeń była wieś Grzechynia, w której Niemcy zbudowali kilka bunkrów niewiadomego przeznaczenia w latach 1942-43.

NB, podobne poszukiwania Niemcy przeprowadzili – co wiemy od naszych węgierskich kolegów też w kompleksie jaskiń Domica-Baradla w Krasie Słowackim – Aggteleki Nemzeti Park na pograniczu słowacko-węgierskim!  Szukali tam wejść do mitycznej Agharty. Czy znaleźli – nie wiemy. Wiadomo natomiast, że tuż po wojnie zostało zajęte schronisko na południowym stoku Diablaka przez kilkunastu żołnierzy radzieckich, którzy podawali się za artylerzystów i twierdzili, że dokonują na Babiej obserwacji pogody! Dziwne – prawda? Po pewnym czasie zeszli w dolinę, uprzednio spaliwszy schronisko i wrócili do Związku Radzieckiego w 1947 roku. Co oni tam naprawdę robili, tego nikt nie wie. Informacje o niemieckich i sowieckich poczynaniach mamy z pierwszej ręki – od żyjących jeszcze świadków mieszkających w Lipnicy Wielkiej i Zubrzycy Górnej, którzy pamiętają te strzelania w latach 1942-43 i poszukiwania po górach – niby partyzantów polskich i słowackich, a tak naprawdę, to nie wiadomo czego – oraz od żołnierzy z komórek wywiadu Armii Krajowej z Zakopanego. Do tego dodać można opowiadania ludzi z Jordanowa, Makowa Podhalańskiego i Grzechyni, którzy pamiętają jeszcze prace w Grzechyni. Niewielu wie, że Niemcy w 1942 roku prowadzili intensywne poszukiwania rud uranu, toru, manganu, tytanu i molibdenu w okolicach Jordanowa, Osielca, Bystrej Podhalańskiej, Sidziny, Żarnówki i Zawoi.

Jak widać, legendy (czy tylko legendy?) są jak powiązane liny – jedna wynika z drugiej. Tym niemniej w stadium, w którym znajdowało się nasze dochodzenie, mogliśmy już powiedzieć coś pewnego. Na początku roku 2003 udało się nam nawiązać kontakt z Tedem Phillipsem, który przysłał nam kopie dokumentów potwierdzających realność istnienia dr Antonina – nie Antona – Horáka. Był on nie Słowakiem, ale Czechem. Z kopii jego CV, który musiał napisać do władz Francji prosząc o azyl wynika, co następuje:

v    Urodził się w dniu 7 lipca 1897 roku w Hermannsstadt (Transylwania, Austro-Węgry); rodzice: Karel Horák i Maria zd. Kocher;
v    W latach 1903-07 uczył się w szkole podstawowej w Pradze-Karlinie, (Czechy);
v    W latach 1907-15 uczył się w szkole średniej w Pradze-Karlinie oraz spędzał wakacje i uczył się języków w Paryżu i Londynie;
v    W roku 1915 zdał egzamin maturalny;
v    W latach 1915-18 pełnił służbę wojskową w c.k. Armii, w 1916 roku przeszedł do rezerwy w stopniu nadporucznika;
v    W latach 1918-19 służył jako npor. CS Armii, stacjonował na Słowacji i brał udział w walkach z bolszewickimi wojskami węgierskimi Beli Kuna;
v    W latach 1919-21 studiował w Akademii Górniczej w Bańskiej Szczawnicy.
v    W dniu 11 października 1921 roku nadano mu tytuł inżyniera górnictwa przez AG w Bańskiej Szczawnicy;
v    W latach 1921-25 pracował jako inżynier w kopalni soli w Visaknie (Transylwania);
v    W 1925 roku wyjechał na 6-miesięczny pobyt w USA, gdzie zwiedzał tamtejsze kopalnie;
v    W latach 1925-26 odbył studia podyplomowe w Szkole Specjalnej Geofizyki Uniwersytetu Praskiego;
v    W latach 1926-30 pracował jako p.o. dyrektora kopalni w Pribramie (Czechy);
v    W latach 1930-31 wyjechał do USA, Argentyny, Kanady i Meksyku, gdzie zwiedzał tamtejsze kopalnie;
v    W latach 1932-33 pracował jako dyrektor ds. technicznych w kopalni soli w Visakna;
v    W latach 1935-39 pracował jako dyrektor kopalni w Bańskiej Bystrzycy;
v    W latach 1939-41 aresztowany przez Niemców zesłany do KL Theimwald, skąd uciekł w dniu 22 lipca 1941 roku;
v    W latach 1941-43 ukrywał się na Słowacji;
v    W latach 1943-44 [brał udział w Ruchu Oporu i] SNP na terenie Rusi Podkarpackiej;
v    Od lutego 1945 roku był dyrektorem kopalni w Visakna, [pod okupacją radziecką];
v    Pod koniec maja 1945 wrócił do Pragi;
v    Pod koniec 1945 roku objął urząd doradcy ds. górnictwa w rządzie Czechosłowacji;
v    W grudniu 1946 roku objął Sektor Specjalny ds. Jáhymova w Ministerstwie Górnictwa Czechosłowacji;
v    7 marca 1948 roku zwolniony z pracy;
v    W czerwcu 1948 roku uciekł do Francji.

Z powyższego CV wynikałoby, że była to ucieczka przed radzieckimi komunistami, którzy sięgnęli po władzę w Czechosłowacji po zamordowaniu prezydenta R. Masaryka.

Z tego CV wynika także, że komunistyczne władze CSSR miały powód, by znikła pamięć o tym człowieku, który uciekł na zachód ze wszystkimi atomowymi tajemnicami czeskich i słowackich oraz węgierskich i polskich kopalni rud uranowych [to Twoja hipoteza – nie pisz tego jako twarde stwierdzenie. Jak wiadomo, po 16 lipca 1945 roku, uran i jego rudy stały się surowcem strategicznym przede wszystkim do budowy bomb atomowych. Władze radzieckie rozpoczęły rabunkową eksploatację rud uranowo-torowych w swej strefie okupacyjnej Europy by mieć własny zapas tego surowca lub po to, by nie posiadały go kraje, które zostały podporządkowane Kremlowi wskutek układów z Teheranu, Jałty i Poczdamu. To mogłoby tłumaczyć woal tajemnicy wokół tej postaci oraz aktywność zachodnich wywiadów i wschodnich kontrwywiadów wokół sprawy Księżycowej Jaskini. Rzeczywiście – i jedni i drudzy sądzili, że mają do czynienia z jakimś nie odkrytym jeszcze złożem rud uranowo-torowych, które mogłoby dać kilkaset ton tego cennego surowca. Gdyby tak faktycznie było, uzasadniona staje się sprawa „drugiego Horáka” jako doskonała legenda maskująca prawdziwego dr Horáka – odkrywcy Księżycowej Jaskini – którego z biegiem lat zastąpiono pospolitym bandytą korzystającym z wojennego bezprawia, by się wzbogacić. Kto wie, czy dr Horák nie pracował potem dla CIA i dlatego też został wyklęty przez komunistyczne władze? Ta hipoteza jest również do przyjęcia, gdyż niewątpliwie znał wiele tajemnic związanych z górnictwem na terenie trzech krajów: Czech, Słowacji i Węgier, a dodatkowo zapewne także Rumunii i Polski. W tym kontekście wyjaśnia się decyzja Bergiera w 1963 roku utajnienia niezmiernie ważnych faktów z dziennika dr Horaka – a mianowicie jego kontakty z żydowskimi organizacjami ruchu oporu w Polsce i w Czechach. Organizacja taka, jak ŻOB (Żydowska Organizacja Bojowa) i Dror działały w Polsce (a konkretnie na terenie Generalnego Gubernatorstwa) po upadku Powstania Warszawskiego, tzn. od X.1944 roku, natomiast młodzieżówka Hechaluts działała na terenie Protektoratu Czech i Moraw. TO POZWALA NAM UMIEŚCIĆ POSTAĆ HORAKA W MIEJSCU I CZASIE – OZNACZA TO, ŻE HORAK BYŁ GDZIEŚ NA SŁOWACKO-POLSKIM POGRANICZU, GDZIE PRZENIKALI NA TEREN SŁOWACJI I DALEJ DO WĘGIER UCZESTNICY POWSTANIA WARSZAWSKIEGO. TERENY TE ZNAJDOWAŁY SIĘ NA POŁUDNIE OD NOWEGO SĄCZA, GDZIE AKTYWNOŚĆ POLSKICH PARTYZANTÓW I CO ZA TYM IDZIE I NIEMCÓW BYŁA MINIMALNA, A CO UMOŻLIWIAŁO POLAKOM I ŻYDOM NA UCIECZKĘ Z GG. 
(Dokładne informacje na ten temat Czytelnik znajdzie na stronach internetowych Instytutu Simona Wiesenthala w Wiedniu [strona: Simon Wiesenthal Center Multimedia Center Online – 08623 – YMBOHEMIA_JW.htm] i Instytutu im. Adama Mickiewicza w Warszawie [strona: www.iam.pl].)

Także nasze rozmowy ze świadkami tamtych dni – red. Andrzejem Zalewskim z EKO-RADIO PR-1 w Warszawie i Józefem Durkiem z Jordanowa, potwierdziły częściowo fakt operowania żydowskich oddziałów partyzanckich na terenie Polski południowej. Celowo pominął Bergier te informacje, bowiem zdawał sobie sprawę, co się może stać, kiedy na tym artefakcie położą łapy komuniści z CSRS i co za tym idzie ich „wielcy czerwoni bracia” z ZSRR! To oczywiste, że nie chciał dawać komunistom dodatkowego atutu do ręki, który mógłby zostać wykorzystany przeciwko wolnemu światu. Było krótko po Kryzysie Kubańskim (X.1962 roku) i komunizm był groźny. Bardzo groźny. Zimna Wojna dopiero się rozkręcała i podsycany nią wyścig technologiczny nabierał tempa.

Z dalszych materiałów uzyskanych od Teda Phillipsa wynikało, że Księżycowa Jaskinia znajduje się na obszarze ograniczonym miejscowościami Stara Lubownia i Plaveč na południu po północnej stronie granicy oraz Muszyną, Żegiestowem i Piwniczną na północy – po polskiej stronie.  I wszystko się zgadza: budowa geologiczna tego rejonu potwierdza spostrzeżenia z dziennika dr Horáka – w dwóch miejscach na trzeciorzędowych utworach osadowych fliszu karpackiego znajdują się dwie „czapki” skał wapiennych z Jury i Kredy – jedna na zachodzie tego obszaru, druga niemal w jego centrum. Według niego właśnie tam powinna się znajdować Księżycowa Jaskinia.

Ciekawe, że po polskiej stronie granicy znajduje się góra zwana Pustą – 1.050 m n.p.m. – wznosząca się pomiędzy Muszyną a Krynicą. Ta nazwa dowodzi, że w niej i okolicznych górach mogą znajdować się podziemne przestrzenie, o których od dawna wiedzieli mieszkańcy tych terenów. Jaskinie tam rzeczywiście występują.