czwartek, 2 lutego 2012

BOLID SYBERYJSKI (7)

3. HIPOTEZY, INFORMACJE, PROPOZYCJE.


3.1. Po złotym jubileuszu


Mówi się nierzadko, że o naturze i pochodzeniu TM sformułowano już ponad setkę hipotez. W rzeczywistości nigdy tych stu hipotez nie było, ponieważ nie wolno podnosić do rangi hipotezy naukowej jakichś fantastycznych propozycji czy wręcz rojeń związanych z TKC, a które nie są potwierdzone w jakiś sposób faktami, i nie ma żadnych możliwości ich zweryfikowania.
W tym przypadku można mówić tylko o kilku - nie więcej niż trzech - hipotezach o pochodzeniu TM, z których każda ma kilka wariantów, zaś cała reszta to jedynie wersje i niesprawdzalne idee. Problem leży w tym, że naukowa hipoteza - jak uważają uczeni - powinna odpowiadać dwóm skrajnym kryteriom: 10 - nie sprzeciwia się faktom i prawom wiedzy współczesnej, i 20 - dopuszcza powtarzalność danego zjawiska i jego pełnej kontroli. Z wszystkich dotychczasowych hipotez, które będziemy detalicznie rozpatrywać w dalszej części tej pracy, tylko niektóre pretendują do miana pełnoprawnych teorii. Reszta, niestety, nie. Tym niemniej, w dalszym ciągu tego tekstu będę używał terminów „hipoteza” czy „teoria” w stosunku do pozostałych. Rozpatrywanie historii badań TM będziemy dokonywali w perspektywie czasowej. Zaczniemy od 50-lecia tunguskiej katastrofy.
Chcąc zaintrygować Czytelników, popularyzatorzy problematyki tunguskiej kładli akcent na zawartych w niej niejasnościach. Czytelnik z tego odnosił wrażenie, że pomimo uporczywych wysiłków w ciągu 50 lat badań jeszcze niczego pewnego nie udało się ustalić. Tak nie jest, bo opierając się na zebranym materiale można śmiało nakreślić obraz fizykalnego mechanizmu tunguskiej eksplozji i orzec o jego np. meteorytowym pochodzeniu i naturze. Należy przy tym skonstatować, że w przedwojennych i powojennych latach ten pogląd nie stracił na aktualności.
Sądzono, że TKC było ogromnym żelaznym czy kamiennym meteorytem, który spadł na powierzchnię Ziemi w postaci jednej czy kilku brył. Taki pogląd utrzymywał się aż do 1958 roku, chociaż już ekspedycje Kulika wykazały niewłaściwość tego punktu widzenia. Zgodnie z tą hipotezą, w epicentrum tego wybuchu powinien znajdować się astroblem, którego - jak wiadomo - nie udało się odnaleźć...
Badania lat 1958-1959 pozwoliły dojść do wniosku: wybuch nastąpił nie na Ziemi, ale w jej atmosferze. W 1962 roku w czasie ekspedycji Fłorieńskiego (AN ZSRR) i Plechanowa (KSE) stało się oczywistym, że krateru poimpaktowego nie ma. Udowodniono zatem, że wybuch miał miejsce 5 - 7 km nad tajgą, co nijak nie wiązało się z jego meteorytowym pochodzeniem. Wydawałoby się zatem, że hipoteza meteorytowa odniosła kompletne fiasko, ale... nie spieszmy się. Powrócimy jeszcze do tego w tej pracy.
Pośród rozlicznych hipotez o naturze TM najbardziej wiarygodna jest hipoteza o jego kometarnym pochodzeniu, którą po raz pierwszy sformułował w 1934 roku angielski meteorytolog dr F. Whipple, a za nim prof. I. Astapowicz z ZSRR. Jednakże, kiedy zapoznamy się z książką amerykańskiego astronoma H. Shapleya pt. „Od atomu do mlecznych dróg” (1930), to znajdziemy w niej udowodnienie tego, że w 1908 roku Ziemia zderzyła się z kometą P/Pons-Winneckego[1]. Przypuszczenie o kolizji z kometą P/Ponsa-Winneckego wysunął Kulik jeszcze w 1926 roku, ale hipoteza ta nie potwierdziła się i pierwszy badacz TF zdystansował się do niej.
 W latach 1961-1964 kometarną hipotezę odkurzył i uściślił prof. W. Fiesienkow twierdząc, że w tunguskiej tajdze eksplodowała nieduża kometa, która z ogromna prędkością weszła w gęste warstwy ziemskiej atmosfery. Wchodząc z przesłanek Fiesienkowa, znany gazodynamik dr K. Staniukowicz i doc. W. Szalimow rozpracowali schemat termicznej eksplozji lodowego jądra komety. Oni zinterpretowali wybuch, jako rezultat roztapiania i parowania kometarnego lodu, co doskonale wyjaśniło brak astroblemu i większych odłamków TKC.[2]
Patrząc z punktu widzenia kometarnej hipotezy, Fiesienkow wyjaśnił także nocne świecenie nieba w lipcu 1908 roku. Mogło być ono spowodowane rozpyleniem w atmosferze ogona (warkocza) komety, którego cząstki odchylały się ku zachodowi pod wpływem wiatru słonecznego. Prawda, i w tym wypadku nie udało się wyjaśnić wszystkich efektów fizycznych, ot, np. fizyczny mechanizm wybuchu nie został wyjaśniony do końca.
Właśnie dlatego spróbowano objaśnić naturę TM z nietradycyjnych pozycji, najpierw w literaturze popularnej, a potem w naukowej. I tak np. znany geofizyk dr A. Zołotow, który kilkakrotnie odwiedził miejsce TF, opracował hipotezę o tym, że wybuch TM był nie chemiczny, ale jądrowy - a którą to hipotezę opublikowano w „Referatach AN ZSRR” vol. 136, nr 1,1961 oraz w monografii „Problem Tunguskiej Katastrofy” wydanej w 1970 roku.
Począwszy od lat 60., Zołotow prowadził badania TM według programu sporządzonego przez kilku uczonych akademickich. Przebadali oni plastry drewna oderżnięte od pni tunguskich drzew. Okazało się, że słoje drzew, które przeżyły katastrofę tunguską zawierają znacznie większą ilość materiałów radioaktywnych, niż te sprzed 1908 roku - jednakowoż nie patrząc na to, że TM z punktu widzenia ilości wydzielonej energii można porównać z wybuchem jądrowym czy nawet termojądrowym, nie znaleziono śladów radioaktywnego fall-out’u po 1908 roku.  Kilku uczonych dokonało wielu badań przyrządami o wiele czulszymi od tych, których używał Zołotow i nie potwierdzili jego rezultatów. Oznacza to, że wybuch TKC naświetlił drzewa dawka promieniowania, ale nie było opadu promieniotwórczego, jak po wybuchu nuklearnym. Hipoteza wybuchu jądrowego nie wyjaśnia w ogóle fenomenu „białych nocy” w lecie 1908 roku i trudno skojarzyć wybuch TM z eksplozjami nuklearnymi znanymi nauce.
Poza tym grupa tomskich fizyków i lekarzy przejrzała archiwa miejskich szpitali, wypytała świadków wybuchu, w tym najstarszych mieszkańców i lekarzy, a także dokonała ekshumacji Ewenków zmarłych po 1908 roku. Nie znaleziono żadnych śladów nieznanych (popromiennych) chorób, żadnych produktów rozpadu w szkieletach tych Ewenków też nie znaleziono. Wszystkie te fakty zaprzeczyły znów hipotezie eksplozji jądrowej.[3]
Poza tymi głównymi hipotezami, przez całe lata 60. namnożyło się wiele różnych fantastycznych idei i propozycji. Było ich tak wiele, że nie da się o nich opowiedzieć nawet skrótowo. Dlatego też przejdziemy do następnego ustępu - do sześćdziesięciolecia TM.


[1] Wyróżnik P przed nazwą komety oznacza jej periodyczność.
[2] W roku 2000 pojawiła się teoria pochodzenia tzw. „perłowych obłoków”, która tłumaczy ich powstawanie na wysokościach 20-25 km nad Ziemią właśnie wpadaniem w atmosferę naszej planety niewielkich komet. Wyglądałoby zatem na to, że kometa odpowiedzialna za TF nie była taka mała, a wręcz odwrotnie!
[3] Eksplozji jądrowej bomb atomowych i wodorowych. Podejrzewa się jednak, że mogło chodzić tu o eksplozję „czystą”, tzn. której produktem jest tylko energia promienista (promieniowanie termiczne, świetlne, X i γ) i mechaniczna (fale uderzeniowe), co dokładnie zaobserwowano w 1908 roku.