wtorek, 21 lutego 2012

BOLID SYBERYJSKI (13)

4. FAKTY, PRZEMYŚLENIA, WNIOSKI.

4.1. Zagadki „Tunguskiego Cudu”.


Póki uczeni spierali się o to, co w rzeczywistości przedstawiał sobą TM, formułowali swe coraz to nowe hipotezy po to, by je potem obalać - wszystko było w porządku. Tymczasem na miejscu tunguskiej katastrofy zaczęto obserwować jakieś anomalne biologiczne efekty: ostry wzrost liczby mutacji u drzew i wzmożony przyrost biomasy lasu.
W 1976 roku, pracownik Instytutu Cytologii i Genetyki SO AN ZSRR dr W. A. Dragawcew ustalił, że w strefie przelotu TM ostro wzrosła ilość mutacji u sosny zwyczajnej - Pinus silvestris, przy czym maksimum mutacji obserwuje się w epicentrum przypuszczalnej eksplozji. Jak powszechnie wiadomo, mutacje powstają wskutek napromieniowania materiału genetycznego promieniowaniem jonizującym, a w niektórych przypadkach mogą to być także związki chemiczne[1] oraz elektromagnetyczne zaburzenia.[2] Jaka była przyczyna mutacji w rejonie katastrofy tunguskiej, tego nie wiadomo. Konieczne są dalsze badania.
Istnieje też taka wersja: przy wybuchu TM została poważnie naruszona warstwa ozonowa nad epicentrum. Poprzez powstałą w ten sposób „dziurę ozonową” w atmosferę Ziemio wtargnęła kaskada silnego promieniowania ultrafioletowego - tzw. UVB i UVC - które jest letalne, kancero- i mutagenne, a co za tym idzie - mogło ono spowodować zmiany w genotypie sosen i innych drzew.

Próba związania ultraszybkiego przyrostu rocznego drewna sosen z ekologicznymi efektami katastrofy: lepszym oświetleniem miejscowości po wierzchołkowym pożarze lasu lub powaleniu lasu falami uderzeniowymi, ustąpienie wiecznej marzłoci, wzbogacenie gleby solami mineralnymi po pożarze lasu, itd. itp. - nie wyjaśnia wszystkiego. Nie udowodniono także tego, że powstałe po wybuchu TM pyły użyźniły glebę do tego stopnia, że stymulowały wzrost sosen i innych roślin. Jak wynika ze specjalnie przeprowadzonych badań modelowych, za ten efekt  mogły być odpowiedzialne niektóre mikroelementy, a zwłaszcza pierwiastki ziem rzadkich w rodzaju lantanu (La) i iterbu (Yb), których koncentracja  w warstwach ziemi i torfu z 1908 roku jest znacznie podwyższona.[1] Odnotujmy także, że obszar występowania tej lantanowo-iterbowej plamy pokrywa się z rzutem trajektorii TKC na teren tajgi...
Mikroanaliza izotopowa wykazała ponadto, że w próbkach torfu i gleby pobranych z miejsca eksplozji TM znajdują się ponadto cząsteczki: bromu (Br), selenu (Se), arsenu (As), cynku (Zn), srebra (Ag), jodu (I) i jeszcze kilku innych pierwiastków. Być może ich obecność w glebie stymulowała szybkie rośnięcie lasu na miejsce wypalonej tajgi.
Uczeni rosyjscy: S. Golenieckij, W. Stiepanok i D. Muraszew przygotowali na podstawie badań gleby z rejonów Podkamiennej Tunguskiej specjalny nawóz, który następnie wypróbowali na polach kołchozu „Mir” w Twerskoj Obłasti i kołchozu im. M. Kutuzowa w Kałużskoj Obłasti. Rezultaty eksperymentu przeszły najśmielsze oczekiwania! I tak np. zbiory ziemniaków powiększyły się o 43-47%, zaś przyrost biomasy traw i innych roślin doświadczalnych okazał się 5-10 razy większy, niż normalnie!
Należałoby tutaj postawić pytanie: Czy ten efekt ma coś wspólnego z TM? Jednoznacznej odpowiedzi  na nie być nie może, bowiem cały problem leży w tym, że cała Ziemia jest obsypywana co dzień kosmicznym czy kometarnym pyłem. I tak lekko licząc, to po upływie 90 lat od eksplozji TM będzie tego pyłu dokładnie tyle samo, co przed nim... Nie tędy więc droga!
Wniosek narzuca się sam: pył kosmiczny, który ustawicznie spada w atmosferę Ziemi posłużył jako stymulator rozwoju roślin. A jak długo nasza planeta porusza się po swej orbicie przebijając się przez strumienie pyłu i całe pyłowe obłoki, które spadają na jej powierzchnię, to czy nie w tym kryje się rozwiązanie zagadki powstawania pandemii tych czy innych chorób, urodzajnych i nieurodzajnych lat, przyspieszenia i spowolnienia wzrostu drzew, itd. itp.? Przy czym wszystko to są jedynie przypuszczenia i hipotezy.[2]
Idźmy dalej... Wybuch w ewenkijskiej tajdze - to najbardziej jasny, ale nie jedyny epizod złożonej całości geofizycznych fenomenów, które zaobserwowano w 1908 roku. Są one bardzo często niedoceniane - ot, choćby takie „świetliste noce”... Ten fenomen stał się „kamieniem obrazy” dla wszechmogących wyjaśnień natury TKC.
Rzeczywiście - świetlistości tych nocy nie da się objaśnić samym tylko rozproszeniem promieni słonecznych na cząstkach rozpylonego w powietrzu meteorytu. Spadek intensywności tego zjawiska po kilku dobach pozwala sądzić, że w tym przypadku decydującą rolę odegrały procesy jonizacyjne, których źródłem było wyhamowanie przez atmosferę Ziemi roju cząstek pyłu kosmicznego - obłoku - przez który Ziemia przechodziła w ciągu kilku dni...
Inne wyjaśnienia fenomenu „świetlistych nocy” przedłożył pracownik naukowy Uniwersytetu Leningradzkiego dr S. Nikolskij i E. Szulc, którzy badając dane zmętnienia atmosfery w Kalifornii w pierwszych latach XX wieku doszli do wniosku, że w 1908 roku w ziemska atmosferę weszło   p r z e d   s p a d k i e m  TM   i n n e   ciało kosmiczne - był to Aleucki Meteoryt. Jego masa wynosiła około 100.000 ton, a składał się z pyłu. AM rozsiał się w atmosferze na półtora miesiąca przed spadkiem TKC i spowodował zmętnienie atmosfery - a także jej świecenie - już przed 30 czerwca 1908 roku. Nie jest to wersja bezsporna, ale stanowi dowód na to, że nawet w 90 lat po wydarzeniu można znaleźć nowe fakty i na ich bazie postawić nową, interesującą hipotezę...
I na koniec rzecz ostatnia - naturę TM można by przeniknąć badając nie tylko fizyczny obraz wybuchu, ale przede wszystkim badając pozostałości po-eksplozyjne - to byłoby to! Oznacza to, że należy poszukać jakiegoś obiektu, w którym owe pozostałości mogły się znaleźć i zostać „zamrożone” w 1908 roku.
Tym, obiektem okazał się być torf. Badano go na różne sposoby i różnymi metodami. Rejon katastrofy przeczesano dosłownie metr po metrze - przeszukano około 15.000 km2. badaniu poddano mikroskopijne cząstki,  na które logicznie rzecz biorąc, powinien rozpaść się TM. W torfach, które badano, udało się znaleźć 5 rodzajów interesujących nas cząstek kosmicznego pochodzenia - w tej liczbie silikatowe i żelazno-niklowe.
W rezultacie w silikatowych cząsteczkach z torfu rocznik 1908 znaleziono podwyższoną ilość ciężkiego izotopu węgla - 14C. Ten radioizotop pojawia się w ciałach poddanych silnemu promieniowaniu kosmicznemu. Jest on jawnym świadectwem tego, że te krzemowe cząsteczki maja jednoznacznie i bezspornie pozaziemskie pochodzenie. Obliczono na podstawie składu radioizotopowego i rozmieszczenia cząstek na powierzchni terenu masę TKC, która mogła wynosić około 5.000.000 ton.
W 1980 roku, w pokładach torfu w „katastrofalnej” warstwie po specjalnej obróbce dokonanej przez pracowników naukowych Instytutu Geochemii i Fizyki Minerałów AN USSR w Kijowie, znaleziono diamentowo-grafitowe zrostki krystaliczne nieziemskiego pochodzenia.  Wiadomo, że coś takiego powstaje  t y l k o   i   w y ł ą c z n i e   w ekstremalnych ciśnieniach w momencie eksplozji w kominach kimberlitowych, albo przy uderzeniach ciał kosmicznych o siebie lub o powierzchnię Ziemi. Ponieważ w 1908 roku nie było tam żadnych wybuchów, to oznaczałoby, ze 30 czerwca 1908 roku nad tajgą rozerwał się zwyczajny meteoryt... - co nie znaczy, że na tym problem TF się skończył! Zagadek jest jeszcze dużo! Analiza map fotogrametrycznych okolic Podkamiennej Tunguskiej wykazała, że nieopodal miejsca katastrofy znajduje się krater o średnicy około 18 km. Zawsze sądzono, że to stary wulkan mezozoiczny liczący sobie 200 mln lat. Okazało się, że jest to astroblem! - ślad po kolizji Ziemi z meteorytem sprzed 200 mln lat! A zatem te zrostki diamentowo-grafitowe mogą pochodzić z   t a m t e j   katastrofy... Fale uderzeniowe tunguskiej eksplozji mogły „wytrząsnąć” te diamenciki na wierzch, jak to bywa w takich przypadkach.[3] Należałoby zatem zbadać najpierw ten stary astroblem, czego nie zrobiono do dziś dnia!!!...
Na początku lat 80., amerykański uczony prof. dr R. Ganapathy - ekspert od meteorytów - przeprowadził badania nad składem chemicznym próbek lodowego pancerza Antarktydy. Obliczył on, że śnieg, który spadł po tunguskiej katastrofie z 1908 roku, powinien leżeć na głębokości około 10 m. wedle jego danych, lód z głębokości 10,15-11,05 m powinien zawierać śniegi z roku 1912±4 lata, a zatem z lat 1908-1916. Analiza pyłów z tej głębokości wskazuje na to, że ilość irydu (Ir) w lodzie jest   s z e ś c i o k r o t n i e   wyższa, niż w innych warstwach lodu! Iryd, to pierwiastek na Ziemi rzadki, ale obfity w meteorach.[4] Ganapathy wiąże tą anomalię z TF i ocenia masę TM na 7.000.000 ton, zaś średnicę na 160 m.[5]
Analiza metalicznych kulek z warstwy torfu z 1908 roku wydobytej przez grupę rosyjskich uczonych w rejonie wybuchu tunguskiego także wykazała 5-krotny wzrost zawartości irydu, niż w rezultatach uzyskanych prze Ganapathy’ego! Jednakże przy ocenie tych nadzwyczaj ciekawych okoliczności trzeba mieć na uwadze kilka okoliczności.
Jak już wspominałem, w maju 1908 roku w rejonie archipelagu Aleutów w ziemskiej atmosferze rozleciał się duży żelazno-niklowy meteoryt. Obłok pyłu kosmicznego rozsiał się w atmosferze, a potem opadł na ogromnej przestrzeni. Wydarzenie to mogło znacznie naruszyć tło kosmicznych cząstek pyłowych i doprowadzić do pojawienia się na całym szeregu punktów na kuli ziemskiej anomalii składu chemicznego gleb datowanych na 1908 rok i nie odnoszących się do TM. Na dodatek geolodzy odkryli, że niektóre rodzaje wulkanicznych aerozoli, które są przez nie wyrzucane z dużej głębokości Ziemi w atmosferę, zawierają podwyższoną zawartość irydu!!!...
Żeby było jeszcze ciekawiej, to w czasie nieodległym od spadku TM, na tychże Aleutach odnotowano potężny wybuch wulkanu Ksudacz. I jeszcze taka informacja: dane uzyskane z badań warstw z rdzeni lodowych z okolic Bieguna Południowego z głębokości wskazującej na 1908 rok wykazały, że   n i e   s t w i e r d z o n o   zwiększonej zawartości irydu nad tłem, przy czym ilość irydu była znacznie   n i ż s z a  od tej, którą wykrył Ganapathy!
 I tak też pytanie o resztki meteorytu pozostaje otwarte po dziś dzień. A to oznacza, że obraz tego, co dzisiaj nazywamy TM nie jest jasne do dnia dzisiejszego.


[1] Należałoby tu jeszcze wspomnieć o tym, że pierwiastki ziem rzadkich - a raczej większość ich izotopów - są radioaktywne, co mogło mieć pozytywny wpływ na wzrost roślin i wystąpienie mutacji genetycznych.
[2] Ostatnio znany słowacki ufolog dr Miloš Jesenský w 2001 roku ogłosił hipotezę, że choroby pandemiczne takie jak np. AIDS zostały zawleczone na Ziemię z Księżyca przez amerykańską czy radziecką sondę, która rozbiła się na terenie Afryki równikowej, w okolicach Jeziora Wiktorii.
[3] Dowodem na powyższe są zbadane przez polskiego ufologa prof. dr inż. Jana Pająka kopalnie złota i innych minerałów w prowincji Otago na Nowej Zelandii, które to złoża zostały także „wytrzęsione” z ziemi w czasie kolizji z meteorytem, który utworzył astroblem Tapanui w 1176 roku.
[4] Rozpowszechnienie irydu na Ziemi wynosi zaledwie 3 x 10-5 ppm, zaś jego światowe zasoby wynoszą tylko 950 ton.
[5] W ten sposób obliczono także masę asteroidy, która 65 mln lat temu spadła na Ziemię tworząc astroblem Chicxulub na Jukatanie, powodując zaurocyd.




[1] Istnieją mutagenne związki chemiczne w rodzaju dioksyn, które tworzą nade wszystko mutacje letalne.
[2] Typowymi mutacjami tego rodzaju są zmiany genetyczne roślin powstałe wskutek działania super-silnych pól magnetycznych w tzw. kręgach i piktogramach zbożowych. Mutacje te są różnorakie i ich natura nie jest jeszcze dokładnie zbadana, a to ze względu na niechęć świata oficjalnej nauki do badań m.in. UFO i ich interakcji ze środowiskiem naszej planety.