czwartek, 9 lutego 2012

BOLID SYBERYJSKI (11)

3.10. Wybuch elektryczny.


W roku 1978, akademickie czasopismo „Astronomiczieskij Wiestnik”  opublikowało artykuł prof. dr A. Newskiego, który później już w popularnej formie ukazał się w „Tiechnikie Mołodioży” w 1978 roku - w numerze 12,1978. Autor artykułu rozpatrzył w nim efekt wybuchu pod wpływem wysokoenergetycznego prądu elektrycznego, który wytwarzają duże bolidy w czasie lotu przez atmosfery planet.
Problem polega na tym, że kiedy - dajmy na to - w ziemska atmosferę wejdzie duży, poruszający się ze znaczną prędkością meteoryt, to jak wskazują na to obliczenia Newskiego  - dochodzi do przepływu potężnego potencjału pomiędzy meteorem a Ziemią. W takim przypadku, w ułamku sekundy, energia kinetyczna meteorytu obliczana z prostego wzoru: Ek = mv2/2 zamienia się w energię elektryczną wyładowania, które doprowadza finalnie do elektro-wybuchu ciała niebieskiego. Taki elektro-wybuch pozwala wyjaśnić większość zaobserwowanych zjawisk związanych z TF.
Rozpatrywana hipoteza pokazuje, że istnieją trzy typy źródeł fal uderzeniowych - wybuchowe wydzielenie się ogromnych ilości energii w cylindrycznej przestrzeni „słupa ognistego” generowało cylindryczna falę udarową, której pionowy front rozprzestrzeniał się poziomo do powierzchni terenu, co stało się przyczyną wywalenia lasu na dużej przestrzeni. Nie była ona jednak jedyną falą, bo powstały jeszcze dwie inne. Przyczyną powstania pierwszej było wybuchowe rozdrobnienie materii meteorytu, zaś druga była zwykłą falą balistyczną, która powstaje w wyniku przelotu każdego ciała przez atmosferę z prędkością naddźwiękową.
Taki przebieg wydarzeń potwierdzają opowiadania świadków katastrofy o   t r z e c h   niezależnych od siebie eksplozjach i odgłosach „kanonady artyleryjskiej”, które rozległy się po nich. Trzeba jeszcze powiedzieć, że uznanie faktu wielokanałowego wyładowania elektrycznego wyjaśnia wiele faktów związanych z TM, w tym wszystkie niezrozumiałe i tajemnicze. Nie wdając się w szczegóły hipotezy Newskiego, wypunktuję tutaj tylko najważniejsze z nich:
q       Rozliczne kanały indywidualne elektro-wybuchów wyjaśniają istnienie obszernej przestrzeni z chaotycznym wywałem lasu.
q       Działanie sił przyciągania elektrycznego wyjaśnia fakty podrzucenia w powietrze jurt, drzew, powierzchniowych warstw gleby, a także powstania olbrzymich fal idących w górę rzek - pod prąd.
q       Kanały wybuchów elektrycznych spowodowały powstanie wielu małych kraterków, które potem zapłynęły błotem. Błota tego nie było przed eksplozją.
q       Uderzenie silnego ładunku elektrycznego w ziemię spowodowało silne nagrzanie się podziemnych wód podskórnych, w rezultacie czego powstały wrzące źródła i gejzery.
q       Silne impulsy prądu elektrycznego mogły spowodować zmiany pola magnetycznego i zmiany namagnesowania skał w promieniu 30-40 km od epicentrum wybuchu TKC.
q       Pojawienie się niewyjaśnionych do końca „białych nocy lata 1908 roku” można wyjaśnić elektrycznym świeceniem jonosferycznych warstw atmosfery wskutek „zimnego” świecenia jonów - jaki to proces zachodzi w jarzeniówce...

To ostatnie potwierdzają naziemne obserwacje zjawisk towarzyszącym powrotowi na Ziemię amerykańskiego wahadłowca STS Discovery w dniu 16 listopada 1984 roku. Prom kosmiczny wszedł wtedy w atmosferę z prędkością 16 Ma[1] i na  wysokości około 60.000 m miał kształt ogromnej ognistej kuli z szerokim warkoczem czy ogonem, ale najważniejsze jest to, że wywołał on świecenie górnych warstw atmosfery.
Odnotujmy jeszcze taki moment... - istnieje cały szereg tajemniczych zjawisk opisanych przez naocznych świadków spadku TM, jak: „szumiący świst”, „szum, jak skrzydeł przerażonego ptaka”, itd. Tak oto owe „akustyczne efekty”   z a w s z e   dotyczą tzw. koronowych wyładowań elektrycznych!
Tak zatem możemy założyć, że procesy fizyczne kierujące elektro-wybuchem meteorytu są w stanie wyjaśnić pewne okoliczności związane ze spadkiem dużych ciał meteorytowych, takich jak TM.


3.11. Tajemnica „Diabelskiego Cmentarza”.


W tajdze południowego Przyangarza, kilkaset kilometrów od Wanawary, z dala od ludzkich osiedli znajduje się unikalne i zagadkowe miejsce. Nieliczni mieszkańcy tych okolic nazywają to miejsce „polaną śmierci” albo „diabelskim cmentarzem”. Przytoczę tutaj kilka świadectw, by Czytelnik miał jakieś pojęcie o tym „miejscu zagłady”.
Jeszcze w kwietniu 1940 roku, w kieżemskiej rejonowej gazecie „Sowieckoje Priangarie” pojawiła się publikacja, w której mówi się o tym, że pewien myśliwy wiozący rejonowego agronoma przed wiosennymi zasiewami do wioski Karamyszewo, opowiadał mu o „czarcim cmentarzu”, które odnalazł jego dziadek nieopodal ścieżki zwierząt i obiecał pokazać tą „polankę” agronomowi. Oto, co pisała gazeta:
... obok niewysokiej góry pojawiła się ciemna łysina. Ziemia tam czarna i pulchna, ale nie porastała ja żądna roślinność. Na tę obnażoną ziemię położyli [oni] świeże, zielone gałązki sosny, a po kilku chwilach wzięli je z powrotem. Zielone gałązki zbrązowiały, jakby opalone ogniem. Igły sosnowe opadały przy najlżejszym dotknięciu... Wchodząc na skraj polany ludzie czuli w całym ciele dziwne bóle...
Przytoczę jeszcze opowiadanie S. N. Poljakowa ze wsi Karamyszewo:
Mój dziadek przebył 50 km i wyszedł na tą polankę. Łoś, którego tropił, wyskoczył na płaska część grzbietu górskiego, a potem wskoczył na polanę, gdzie na oczach dziadka padł i w chwile potem spłonął. Był to bardzo silny żar. Dziadek wrócił natychmiast do domu i opowiedział o wszystkim  swej rodzinie.
W miesięczniku „Tiechnika Mołodioży” nr 8,1983 ujrzały światło dzienne materiały M. Panowa i W. Żurawliewa właśnie na temat „czartowskiego cmentarza”. Michaił Panow przekazuje w nim zasłyszane jeszcze przed wojną opowiadanie myśliwego, który przebywał na tzw. „diabelskim cmentarzu”:
 To jest duża, bardzo duża, o średnicy jakichś 200 metrów polana, która wzbudzała lęk. Na gołej ziemi gdzieniegdzie leżały trupy zwierząt, ich kości, i nawet ptaki! Zwisające nad polaną gałęzie drzew były zwęglone, jakby od pożaru. Polana była całkiem czysta od jakiejkolwiek roślinności.  Psy, które przebywały na niej wszystkiego kilka minut, przestały jeść i stały się osowiałe.
Do tego trzeba dodać, że mięso zwierząt, które zginęły na polanie przybierało jaskrawo-pąsową barwę.
Dr Wiktor Żurawliew, który jest członkiem Komisji ds. Meteorytów Syberyjskiego Oddziału AN ZSRR potwierdza, że istnieje niemało niezależnych od siebie relacji o istnieniu „miejsca zagłady” w dolinie rzeki Kowy.
A oto możliwa interpretacja tego zjawiska przyrody i pochodzenia „czartowskiego cmentarza” podana przezeń:
Na tym miejscu, w głębinach Ziemi powstał ogromny pożar węgla kamiennego, który z braku dostępu powietrza wytwarza duże ilości tlenku węgla - CO - czyli czadu, niezwykle toksycznego dla ludzi i zwierząt. Gaz ten wydobywa się właśnie na tej polanie. Zwierzęta bez tlenu szybko giną, a ich tkanki wskutek reakcji chemicznej z tym gazem przybierają pąsową - różową barwę.[2]
No tak, ale ulatnianiem się lżejszego od powietrza tlenku węgla trudno jest wytłumaczyć osobliwości „diabelskiego cmentarza”, podobnie jak ostro zarysowane granice strefy letalnego działania, a co najważniejsze - szybkość, z jaką strefa ta zabija żywe organizmy - a co najważniejsze - ta cała „polana śmierci” nie znajduje się w rozpadlinie terenu, ale na stoku spadzistej sopki![3] Osobliwości „polany zagłady” można łatwo wytłumaczyć, jak twierdzą niektórzy uczeni - jeżeli założymy, że znajduje się tam źródło promieniowania elektromagnetycznego albo szybkozmiennego pola magnetycznego. Ale co do tego ma TM? Okazuje się, że ma!
W połowie lat 80. w gazecie „Komsomolec Uzbekistana” A. Simonow - pracownik naukowy NII Wydziału Fizyki TGU i S. Simonow - pracownik GMI Uzbeckiej SSR[4] opublikowali swoją hipotezę o pochodzeniu TF. Uczeni ci uważają, że:
...TM przyleciał z południa i leciał na północ, lecąc namagnesowywał się coraz bardziej dzięki <<efektowi dynamo>>. Lot w atmosferze Ziemi powodował nagrzewanie się i jonizację powietrza opływającego meteorytowe ciało. Przecięte potokami zjonizowanego powietrza linie sił pola magnetycznego wytworzyły w jego gazowej - a właściwie plazmatycznej - otoczce elektryczne i magnetyczne efekty hydrodynamiczne[5], co miało ważki wpływ na ruch meteorytu w atmosferze naszej planety.
Kiedy TM wleciał w niższe i gęstsze warstwy atmosfery, strumienie powietrza zdarły z niego plazmatyczne <<okrycie>> i meteoryt, który zachował małą cząstkę swej prędkości początkowej, spadł gdzieś w głębiny tajgi południowego Priangaria, a sam plazmid - składający się ze zgęstka wysokozjonizowanego powietrza i pól elektromagnetycznych, po oderwaniu się od swojego <<rodzica>> - meteorytu - stał się ogromną błyskawicą kulistą.
Jaki był dalszy los plazmidu? Wydarzenia z 1908 roku przebiegały w nie całkiem zwyczajnym miejscu Ziemi, bo na terenach Wschodnio-syberyjskiej Anomalii Magnetycznej o planetarnej skali. <<Namagnesowany>> plazmatyczny obłok zaczął się poruszać w kierunku bieguna tejże anomalii. Przez 350 km lotu plazmid natknął się na anomalię magnetyczną krateru paleo-wulkanu, który był czynny miliony lat temu. Jego komin wchodzący głęboko w ziemię - aż do oceanu magmy w astenosferze - odegrał tu rolę <<piorunochronu>>, nad którym wyładował się z elektryczności powodując wybuch i wywał drzew tajgi...
 To jest oczywiście tylko hipoteza, ale daje ona nadzieję na znalezienie meteorytu, o ile takowy istnieje. Być może TM mógł „wypaść” na dół lub w bok trajektorii i miejsce jego spoczynku można namierzyć badając anomalie magnetyczne lub inne o niezwykłych właściwościach - np. grawitacyjne.
Aby upewnić się w prawidłowości swych domysłów, A. Simonow zorganizował w 1986 roku ekspedycję w rejon rzeki Kowa, gdzie - według jego szacunków - powinien upaść meteoryt. Jego radości nie było końca, kiedy usłyszał tam historie o „diabelskim cmentarzysku”, nie mogło być lepszego potwierdzenia! Żeby go znaleźć, rozpytywał on o nie wszystkich staruszków, jacy stawali mu na drodze, a z ich opowiadań złożył on obraz, i - niestety - była to mozaika!... ani tej, ani   ż a d n e j   i n n e j   ekspedycji nie udało się znaleźć „diabelskiego cmentarza”.[6]
A. i S. Simonowowie tak wyjaśnili osobliwości „polany śmierci”:
... istoty żywe są zabijane przez szybkozmienne pola magnetyczne. Jak uczy nas biologia, istnieje pewien przedział tolerancji prądu elektrycznego przepływającego przez krew, po przekroczeniu której rozkłada się ona elektrolitycznie. Zwierzęta, które zginęły na <<polanie śmierci>> miały wnętrzności w kolorze różowym, co świadczy o nasileniu przepływu kapilarnego krwi tuż przed zgonem, a ten ostatni następował wskutek masowej trombocytozy. Koncepcja przemiennego pola magnetycznego na <<polanie zagłady>> bardzo dużo wyjaśnia: szybkość śmierci, wpływ nawet na przelatujące ptaki, itp.
I tak zagadkowa polana pozostaje nieodnalezioną. Poszukiwacze obrabiają otrzymane dane i marzą o nowych ekspedycjach. J



[1] 16 Ma = 5,28 km/s przy założeniu, że 1 Ma = 0,33 km/s.
[2] U człowieka występują różowe plamy opadowe wskutek reakcji przenoszącego tlen składnika krwi - hemoglobiny z tlenkiem węgla, co daje karbooksyhemoglobinę zamiast oksyhemoglobiny. Podobnie jest w przypadku zatrucia gazem świetlnym.
[3] Sopka (ros.) - niewielki stożek wulkaniczny.
[4] Dziś Uzbekistanu.
[5] Tzw. efekt MHD.
[6] Sprawę tajemniczych miejsc na Syberii odgrzał pod koniec XX wieku znany rosyjski ufolog dr Walerij Uwarow brylujący na łamach niemieckich i brytyjskich czasopism ufologicznych. To właśnie on opisał podobną sprawę tajemniczych konstrukcji w Jakucji, które okazały się być poligonem atomowym i kosmodromem wybudowanym jeszcze w czasach ZSRR, a dokładniej pod koniec lat 50 w dorzeczu rzeki Wiluj. Dziś znajduje się tam zrzutowisko boosterów rakiet odpalanych z kosmodromu wojskowego w Pliesiecku k./Archangielska. Tematykę tychże konstrukcji podjął w 2000 roku inny Rosjanin - dr Walentin Psałomszczikow na łamach czasopisma „Kalejdoskop NLO”. Artykuły obu autorów są dostępne w internetowej witrynie MCBUFOiZA oraz czasopismach: „Nieznany Świat” i „Czas UFO”.