piątek, 10 lutego 2012

BOLID SYBERYJSKI (12)

3.12. Czy istniał „czarny gwiazdolot”?


W połowie 1988 roku, w całym szeregu gazet centralnych i magazynach popularnonaukowych pojawiły się publikacje, w których odświeżono starą wersję naukowca i pisarza SF dr Aleksandra Kazancewa o pozaziemskim statku kosmicznym, który eksplodował w 1908 roku nad tunguską tajgą. Co głosiła ta wersja?
Wybuch TM to zjawisko unikalne, - pisze on - które dotąd pozostaje niezrozumiałym we wszystkich tego słowa znaczeniach. Nie ma dzisiaj hipotezy, która kompleksowo objaśniałaby wszystkie anomalie związane z tą katastrofą. Pośród wielu ekspedycji, które niemalże każdego roku zapuszczały się w tajgę, była także i pod auspicjami samego dr Siergieja P. Korolowa, który - uwaga!!! -   c h c i a ł   d o s t a ć   w   s w e   r ę c e                k a w a ł e k   s t a t k u   k o s m i c z n e g o   z   M a r s a !  I taki kawałek naprawdę            z n a l e z i o n o ! -  po 68 latach od wybuchu, w odległości 1.000 km od jego epicentrum, nad brzegami rzeki Waszka w Republice Komi. I to w miejscu znajdującym się   n a              p r z e d ł u ż e n i u   trajektorii lotu TM... Dwoje robotników łowiących ryby w okolicach wioski Ertom znalazło na brzegu rzeki niezwykły kawał metalu o masie 1,5 kg. Kiedy uderzyli nim o kamień, wytrysnął z niego snop iskier. To zainteresowało ludzi, którzy wysłali go do Moskwy.
W niezwykłym stopie znajdowało się 67% ceru [Ce], 10% lantanu [La] - który oddzielono od domieszek innych lantanowców, czego nigdy nie udało się nikomu dokonać w świecie, i 8% niobu [Nb]. W znalezisku tym odkryto 0,4% czystego żelaza [Fe], bez tlenków - czyli dokładnie tak, jak w nierdzewnej kolumnie w Dehli i w ... księżycowym gruncie! Wiek metalicznego odłamka waha się pomiędzy 30.000 - 100.000 lat.
Kształt odłamka wskazywał na to, ze był on częścią kulistej lub toroidalnej konstrukcji o średnicy około 1,2 m. Oryginalne były właściwości magnetyczne stopu: w różnych kierunkach odłamka zmieniały się one nawet więcej, niż 15-krotnie. Wszystko  przemawiało za tym - i przyznali to sami badacze - że stop ten był   s z t u c z n e g o   p o c h o d z e n i a. Z drugiej zaś strony - nie otrzymano odpowiedzi na zasadnicze pytanie: Gdzie i w jakich aparatach lub silnikach są wykorzystywane takie detale i stopy? Dlatego też wysunięto propozycję: być może była to część silnika antygrawitacyjnego statku kosmicznego pozaziemskiej cywilizacji???... 
Następnie Kazancew przypomina odkrycie z 1969 roku amerykańskiego astronoma dr Jamesa Bagby’ego 10-12 księżyców Ziemi z dziwnymi trajektoriami. Takie satelity mogą być łatwo dostrzeżone przy obserwacjach astronomicznych. I rzeczywiście, w latach 1947, 1952, 1956 i 1957 obserwowano nieznane obiekty kosmiczne[1], przy czym w 1956 i w 1957 roku widziano aż dwa obiekty. Ostatnia obserwację w 1957 roku zaliczył właśnie dr Bagby.
W swej publikacji w amerykańskim czasopiśmie <<Icarus>> dr Bagby twierdzi, że pierwsze obserwacje w 1947 i 1952 roku dotyczyły jednego <<rodzicielskiego>> ciała kosmicznego, które rozpadło się na części w dniu 18 grudnia 1955 roku i obecnie przedstawia sobą <<rodzinkę>> księżyców Ziemi o średnicach od 7 do 30 m, poruszających się po 6 różnych orbitach. W marcu i kwietniu 1968 roku, dr Bagby’emu udało się sfotografować kilka tych quasi-księżyców. Ten fakt - jak uważają astronomowie - potwierdzał hipotezę o istnieniu zwiadowczych sputników[2], choć było na to jeszcze za wcześnie. Aliści data 18 grudnia 1955 roku - jak twierdzi Kazancew -  doskonale pasuje do zaobserwowanego przez astronomów rozbłysku na orbicie. Co to było? Jakiś naturalny obiekt? - ale dlaczego nie zaobserwowano go wcześniej? A jak został on rozerwany jakimiś siłami Natury, to jakimi? Prawdopodobnie, jak zakłada uczony rosyjski dr S. Bożicz, eksplodował jakiś gwiazdolot Pozaziemian, wcześniej krążący na orbicie wokółziemskiej.
Wynika z tego zasadnicze pytanie: A dlaczegóż to przed 1955 rokiem tego dziwnego ciała nikt nie widział w teleskopie? Jednakże sam Bagby twierdzi, że takie obserwacje były, ale nie jest to w tej chwili najważniejsze. Obiekt mógł wejść w punkt wybuchu z innej - wyższej - orbity. Jeżeli to zagadkowe ciało było gwiazdolotem, to był on koloru czarnego - doskonale czarnego: jego powierzchnia wchłaniała całą energię z Kosmosu, jak to robią nasze słoneczne baterie stacji Mir  i innych sztucznych obiektów obiegających Ziemię, i to właśnie dlatego nie było widać go z naszej planety! - a zatem z Ziemi można było zobaczyć szczątki gwiazdolotu, kiedy już po wybuchu pokazały swoją nie-czarną stronę...[3]
Kazancew sądzi, że można tym wytłumaczyć wydarzenia sprzed niemal wieku:
W 1908 roku w przestrzeń Układu Słonecznego wleciał wielki statek kosmiczny, który nie powinien był się spuszczać ku powierzchni Ziemi: nad Tunguską eksplodował jego lądownik[4]. Sam gwiazdolot pozostał na orbicie, a straciwszy łączność z lądownikiem czekał na powrót załogi, korygując automatycznie swoją orbitę, by nie spaść na Ziemię. Skończyły się jednak zapasy paliwa, i gwiazdolot bezwładnie powinien spaść na powierzchnię planety. Można przypuszczać, że w programach jego komputerów był wpisany zakaz spadku na zamieszkały świat, więc zadziałały systemy autodestrukcji i nastąpił wybuch...
Szczątki, które wciąż orbitują wokół Ziemi w przyszłości wyjaśnią wiele fenomenów związanych z tunguską katastrofą.[5] Są one czymś realnym i można je dotknąć rękami. Dobrawszy się do nich, kosmonauci mogliby zbadać m.in. ich skład chemiczny, który być może pokryłby się ze składem „znaleziska waszkijskiego”, a także i inne rzeczy, o których możemy sobie tylko pomarzyć...[6]
Hipoteza całkiem zgrabna i do przyjęcia, a jak odnieśli się do niej uczeni? Czy w jakiejś mierze jest ona wiarygodna?
Odpowiedzi na te pytania - jak mi się wydaje - zawarto w komentarzu pióra prof. W. Bronsztejna, opublikowanym w czasopiśmie „Ziemla i Wsieliennaja” nr 4,1989. Powiem krótko - na autorze hipotezy nie pozostawił on suchej nitki. Pisze on tak:
Wszystkie te fakty, które A. Kazancew przytacza na poparcie swych wywodów po sprawdzeniu okazały się być fikcją, zmyśleniami. Weźmy np. tą informację o znalezieniu metalowego odłamku, który według Kazancewa należał do szczątków międzyplanetarnego statku kosmicznego. Jacy uczeni i w jakich instytutach przeprowadzili analizy jakościowe tego odłamka? Gdzie opublikowali rezultaty swych badań? Okazuje się, że tylko w gazecie <<Socjalisticzieskaja Industria>> w numerze z dnia 27 stycznia 1985 roku[7], w artykule członka Komisji ds. Zjawisk Anomalnych W. Fomienko, zaś w prasie naukowej niczego nie opublikowano, i być nie mogło... Żaden z dyrektorów instytutów, którym rzekomo przekazano do zbadania fragment tego <<kosmo-złomu>> nie potwierdził tego faktu. Nie potwierdziło się także i to, że analizy dokonali pracownicy instytutów całkiem nieformalnie. Przekazać do analizy uczonym ten kawałek <<złomu>> W. Fomienko się wzbrania...[8]
Dalej prof. Bronsztejn komentuje odkrycie Bagby’ego w następujący sposób:
... można przedłużać spory o <<księżyce Bagby’ego>>, ale co ma do tego TM? Sam Bagby nie wspomina o tym ani słowem! Według niego, towarzyszący im obiekt wszedł w gęste warstwy atmosfery ziemskiej i spłonął... Wśród rosyjskich uczonych i badaczy Kosmosu nie ma żadnego S. Bożicza. Być może taka postać istnieje, ale nie ma nic wspólnego z astronomią...[9] Smutny przykład tej historii pokazuje nam, że w naszym kraju są ludzie, którzy rozdmuchują sensacyjne i niepotwierdzone wiadomości, nie mające nic wspólnego z osiągnięciami rosyjskich uczonych. Mało tego - są także u nas redaktorzy gazet, którzy publikują te sensacje bez jakiejkolwiek kontroli...[10]
Co można do tego dodać? Tylko jedno: postawiono kropkę nad „i”, ale pytania pozostały!... 


3.13. Tunguski Meteoryt i grawitacja.


W listopadzie 1989 roku, gazeta codzienna Kaliningradzkiej Obłasti „Majak” opublikowała na swych łamach artykuł podpisany przez dr L. Anistratienko, który dopatrywał się związku pomiędzy TM a... grawitacją. Autor hipotezy twierdzi, że:
... dopóki nie ma klucza do rozwiązania zagadki TM... póty potrzebna jest naukowa intuicja, która pomoże zorientować się w wielkiej ilości form i przejawów problemu tunguskiego.
Wykonane przy pomocy EMC[11] obliczenia pozwoliły Anistratience dojść do wniosku, że dziwny lot TM oraz także wszystkiego, co znamy pod nazwą Nieznanych Obiektów Latających (tego problemu nie poruszam w tej pracy) wynika z naszego błędnego obrazu fizycznego zjawiska grawitacji.
Nie wdając się w szczegółowy aparat matematyczny teorii przejdźmy od razu do meritum sprawy: Słońce, planety i ich satelity, a także wszystkie inne ciała kosmiczne wcale się nie przyciągają, ale wręcz na odwrót -   o d p y c h a j ą   s i ę!  Innymi słowy mówiąc: Księżyc odpycha się od Ziemi, Ziemia od Słońca, itd. itp. - dzięki czemu Wszechświat stale się rozdyma, co udowodniono eksperymentalnie i obserwacyjnie.
Jak widać z tego, grawitacja jest spowodowana potokiem napływającego z Kosmosu promieniowania, które w 90% składa się z protonów i wywiera na wszystko ciśnienie, które my odczuwamy jako grawitację... Błądząc w przestrzeni kosmicznej z ogromnymi prędkościami i w różnych kierunkach protony przenikają właściwie bez żadnych problemów poprzez twarde ciała materialne, przy czym ich część reaguje z jego protonami i neutronami przekazując im swą energię.
Ilość tych cząstek promieniowania kosmicznego jest jednakowa we wszystkich kierunkach - jest to promieniowanie izotropowe - i wszystkie jego impulsy są wyrównane. Jednak kiedy jakieś ciało kosmiczne „zasłania” się drugim, to potok cząstek będzie przezeń ekranowany i ulegnie osłabieniu. Takie nierównomierności w rozkładzie kosmicznego wpływu będą powodowały przybliżanie się tych ciał do siebie dzięki siłom kosmicznego nacisku Ziemi do Księżyca i Księżyca do Ziemi. W związku z tym - jak twierdzi Anistratienko - zamiast pojęcia „przyciąganie” powinniśmy pojmować „przypychanie” ciał niebieskich do siebie.
Dalej Anistratienko rozpatruje problem TM z pozycji swej hipotezy na temat  natury ciążenia, podam tutaj jedynie kwintesencję jego poglądów na tę sprawę.
Ponad 90 lat temu doszło do naruszenia odwiecznej równowagi pomiędzy Ziemią, a jednym z jej mikrosatelitów. Przyczyną tego było zbliżenie się do siebie trzech ciał astronomicznych: Ziemi, minisatelity i nadlatującej komety Halleya - na ten temat będzie jeszcze szerzej w podrozdziale 4.2. Zbliżenie meteorytu-minisatelity do Ziemi pozostawało w równowadze i nie przynosiło żadnych ubocznych efektów, bowiem siły inercji i kosmicznego ciśnienia działające na meteoryt niwelowały się wzajemnie. Układ ciał: Ziemia - TM był statyczny. To się zmieniło, kiedy na horyzoncie pojawiła się kometa Halleya, która tąż równowagę naruszyła, i jej siła odpychania wstrzeliła minisatelitę TM w atmosferę Ziemi. Resztę znamy.[12]
Na potwierdzenie tej hipotezy mogą służyć zeznania świadków, którzy obserwowało spadek TM na zachód od epicentrum jego eksplozji. Świadkowie ci widzieli TKC, który leciał wyraźnie   k u   g ó r z e   - jakby odpychany od Ziemi, co utworzyło ognisty słup. .. Jak widać to wyraźnie, wersja Anistratienki odcina się wyraźnie od wszystkiego, co powiedziałem tutaj dotychczas o „kosmicznym rykoszecie” i przelocie TM przez atmosferę Ziemi. 


[1] W 1997 roku zaproponowałem dla tej kategorii UFO oznaczenie NOO - Nieznane Obiekty Orbitalne, w j. ang.: UOO - Unknown Orbiting Object.
[2] Motyw ten wykorzystał ukraiński pisarz SF - G. Gulia w swej powieści „Gianeja” (Kijów 1968), w której przestrzegał Ludzkość przed możliwoscią inwazji wysoko rozwiniętej CNT, która posługiwała się właśnie niewidzialnymi statkami kosmicznymi.
[3] W trakcie realizacji mojego PROJEKTU TATRY udało mi się udowodnić istnienie niewidzialnych dla ludzkiego oka Nieznanych Obiektów Latających, które nazwałem IUFO - Invisible UFO, po polsku NNOL - Niewidzialne NOL-e.
[4] Ostatnio inż. Miłosław Wilk z Warszawy opublikował swoją wizję statku kosmicznego Obcych i lądownika w swej książce pt. „Sieć Wilka” (Warszawa 1999).
[5] Niestety, nie wyjaśnią już niczego, bowiem - jak pisze Peter Krassa  w swej pracy pt. „Tunguska, das rätselhafte Jahrhundertereignis” (Frankfurt/M - Berlin 1995, przekład mój) - szczątki te pospadały w ziemską atmosferę i tamże spłonęły w latach 90. ...
[6] Czytając książkę Pietro Kolosimo - „Ombre sulle stelle” i artykuły Grahama Birdsalla z łam „UFO Magazine” z 1998 roku dowiadujemy się, że uczeni rosyjscy zaproponowali Amerykanom wspólną ekspedycję do szczątków tego gwiadzolotu, ale NASA odmówiła im wykręcając się - uwaga!!! - brakiem środków na niepoważne badania! Arogancja, ignorancja czy zwyczajna głupota? Najpewniej zaś był to najzwyczajniejszy ludzki strach przed Nieznanym?...
[7] W Polsce jako pierwszy podał tą informację miesięcznik „Przyjaźń” nr 4,1985, a za nim niektóre czasopisma krajowe, w tym także bydgoskie „Fakty”.
[8] I słusznie, bowiem przekazywane oficjalnej nauce artefakty świadczące o istnieniu Obcych szybko ginęły w niewyjaśnionych okolicznościach lub były niszczone. Stronnicy STD twierdzą, że dzieje się to za sprawą działalności masonerii, która chce ukryć fakt istnienia Obcych, by wyciągnąć z tego maksymalne korzyści dla siebie. Tak czy inaczej, zniszczenie takich artefaktów, jak np. „kysuckich kul” czy „meteorytu z Żabna” daje go myslenia!...
[9] Być może S. Bożicz nie jest astronomem, ale funkcjonariuszem wywiadu wojskowego - GRU albo cywilnego - KGB, względnie żołnierzem zawodowym Wojsk Kosmicznych ZSRR, co jest wysoce prawdopodobne.
[10] Zaiste dziwna jest ta opinia! W ZSRR żadna informacja prasowa, radiowa czy telewizyjna nie mogła być podaną bez zgody cenzora z GŁAWLIT-u i KGB, no chyba, że była tym zainteresowana partia i  KGB... - dlatego też nikt przy zdrowych zmysłach nie przyznałby się do wykonania analizy „na lewo”!...
[11] Komputera. EMC = Elektroniczna Maszyna Cyfrowa.
[12] Niestety, życie nie potwierdziło teorii Anistratienki, bo na dobrą sprawę Ziemia powinna być bombardowana meteorytami, kometami i innymi odłamkami materii kosmicznej za każdym zbliżeniem się do niej komety czy innego ciała niebieskiego, nie mówiąc już o tym, że hipoteza ta nie wyjaśnia osobliwości ruchu komet w Układzie Słonecznym! Hipoteza ta nie wyjaśnia w ogóle powstania i ewolucji galaktyk i innych obiektów kosmologicznych, a tym bardziej „czarnych dziur”, których istnienie jest dowodem wprost na klasyczną teorię grawitacji!