czwartek, 23 lutego 2012

BOLID SYBERYJSKI (14)

4.2. Meteoryt Tunguski a kometa Halleya.

Ludzie znają komety od najdawniejszych czasów. Od tysiącleci je obserwują i od tysiącleci starają się wyjaśnić ich tajemnice, ale po wyjaśnieniu jednej pojawia się następna i następna...
Nie różni się w niczym także i nasza stara znajoma - kometa P/Halley, która całkiem niedawno, bo w marcu 1986 roku już po raz trzydziesty za pamięci Ludzkości przybyła w sąsiedztwo naszej planety. I trzeba powiedzieć, że każde z takich randez-vous poza wspaniałością widowiska, zazwyczaj nie wywoływało niczego, poza bezrozumnym strachem.[1]
Jak widać, dla tego - jak uważa radziecki uczony, fizyk dr K. Pierebijnos w artykule pt. „Poputczik komety Galleja”[2] w czasopiśmie „Tiechnika Mołodioży” nr 1,1984 - powinny być jakieś przesłanki, realne na bazie materialnej. I one rzeczywiście istnieją: Pierebijnos przytacza cały katalog doskonale udokumentowanych relacji o naturalnych katastrofach z kronik naszej cywilizacji, które wykazują zbieżność z peryheliarnymi datami pojawień się komety Halleya w okresie pomiędzy latami 1531-1910.
Poza tym w przeddzień „kosmicznej wizyty” komety Halleya astronomowie obserwują podwyższoną aktywność bolidów, na którą zwrócono uwagę już w 1908 roku i którą zaobserwowano także w latach 1983-1985. w prasie specjalistycznej i codziennej ukazywały się co chwilę informacje o pojawieniach się dużych bolidów, kilkakroć więcej, niż zazwyczaj.
Jak wylicza Pierebijnos, kometa Halleya porusza się po swej orbicie nie sama, ale w towarzystwie wielu innych drobnych okruchów materii, które są rozwleczone na wielkiej przestrzeni.
Jak długo kometa Halleya porusza się po swej orbicie już od ponad 100.000 lat, to od dawien dawna rój pyłów i cząstek od dawien dawna zamknął swój eliptyczny tor i znajduje się na całej długości jej trajektorii. Znajdują się tam odłamki komety o różnych wymiarach i masie od ułamka miligrama do kilkuset ton.
Produkty rozpadu komety Halleya: kamienne i lodowe meteory - jak uważa Pierebijnos - mają różną konsystencję. Od rzadkich aż do najmasywniejszych, które tworzą coś w rodzaju „fali uderzeniowej komety”, której „czoło” wyprzedza ją o jakieś 2 mld km - czyli 13,3 AU. Produkty rozpadu tworzą podłużny obłok poruszający się po orbicie komety. Ma on szerokość od 0,13 do 0,26 AU i długość od 0,8 do 1,2 AU - przy czym może być ich więcej, niż jeden. Oblicza się, że średnica ciał meteorytowych w takich rojach może wynosić do kilku metrów i więcej. Pierebijnos twierdzi, ze Ziemia spotkała się z nimi w okresie od jesieni 1983 roku do lipca 1984 roku. Wszystkie jego wcześniejsze prognozy spełniły się dokładnie, co do joty.[3]
Najważniejszymi dla nas są obserwacje poczynione w czasie spadku Czułymskiego (albo Tomskiego) Meteorytu. Wieczorem, 26 lutego 1984 roku, na niebie zachodniej Syberii zaobserwowano przelot jaskrawo świecącego ciała niebieskiego z ogonem w kolorze pomarańczowym. Doleciawszy do dopływu Obu - rzeki Czułym - na wysokości około 100 km nad Ziemią bolid rozbłysnął i eksplodował. W Tomsku tymczasem zaobserwowano następujące dziwne efekty dźwiękowe i wizualne, wstrząsy podziemne, w domach przepaliły się żarówki (!!!), a na lotnisku z urządzeń elektronicznych wypadły fotoelementy.
Zadziwiające w tej całej historii jest to, że gość z Kosmosu   n i e   d o t y k a j ą c   gruntu naszej planety spowodował trzęsienie ziemi, co potwierdziły wszystkie okoliczne stacje sejsmiczne. Rzecz w tym, że w ciągu 10 lat nie było tam ani jednego wstrząsu podziemnego![4] A tego dnia 26 lutego aż 8 stacji odnotowało wstrząsy podziemne! Ekwiwalent trotylowy energii tego trzęsienia ziemi wynosił około 3 kt TNT, zaś energię eksplozji bolidu w atmosferze oceniono na 11 kt TNT z ułamkiem.[5] Wytworzona przez wybuch fala powietrzna była odczuwana w promieniu 150 km od epicentrum wybuchu, jako huk piorunu.[6]
Ekspedycja Instytutu Geologii i Geografii Syberyjskiego Oddziału AN ZSRR, którą wyprawiono w tajgę latem 1984 roku nie była w stanie znaleźć szczątków meteorytu. I jeszcze jedna ciekawa okoliczność: otóż trajektoria CzM   i d e a l n i e   s k o p i o w a ł a   trajektorię TM!!! Ten przez nikogo niewyjaśniony fakt zrodził wiele nieoczekiwanych spekulacji... No cóż, jeżeli mamy na serio wziąć enuncjacje dr Pierebijnosa, to odpowiedź wynika sama z siebie: i TM i CzM okazują się być przedstawicielami „świty Jej Wysokości Komety Halleya”, która przy każdym zbliżeniu do Słońca bombarduje Ziemię swymi odłamkami![7] L

---oooOooo---


Meteoryt, bolid, kometa, zimny fragment głowy komety, kawałek antymaterii, impuls laserowy z planety gwiazdy 61 Cygni, plazmid - czyli kawałek Słońca, statek kosmiczny Kosmitów, wyciek gazu ziemnego i nawet... czarna dziura!... Ponad sto hipotez związano z tajemniczym wybuchem, który wstrząsnął tajgą syberyjską  nad Podkamienną Tunguską rankiem, dnia 30 czerwca 1908 roku.
Od czasu tej eksplozji upłynęło ponad 90 lat. Do dnia dzisiejszego zebrano bogaty materiał faktograficzny, skonstruowano wiele modeli teoretycznych i przeanalizowano je w ogniu wielu interesujących eksperymentów.
Co robi się dziś w celu rozwiązania zagadki TM? W jakim kierunku idą poszukiwania? Trwa zbieranie materiałów i jednocześnie trwa ogromna praca nad systematyzacją tego, co udało się zebrać w poprzednich dziesięcioleciach. A zatem, co należy robić?... Należałoby tu przypomnieć wypowiedź akademika ANM[8] ZSRR prof. N. Wasiliewa z września 1986 roku dla korespondenta „Komsomolskiej Prawdy”:
... niestety całościowa teoria tunguskiego zjawiska jest do dziś dnia niewyjaśniona i nawet nie sformułowana. Myślę, że rozwiązanie będzie znalezione na drodze modyfikacji wersji kometarnej. Jednakże coś wam powiem - możliwe są nieoczekiwane zwroty w tej sprawie...
Spójrzmy na niektóre fakty: jeszcze w 1971 roku pracownik naukowy KM AN ZSRR I. Zotkin opublikował artykuł pt. „Tunguskie meteoryty spadają w każdym roku”, w którym pisze on:
... powierzchnię Ziemi mogą dosięgnąć tylko gęste, masywne meteoryty, o stosunkowo niewielkiej prędkości względem Ziemi - Vg ≤ 20 km/s - przy czym korytarz wejściowy w atmosferę jest nadzwyczaj wąski.
Korytarz wejścia w atmosferę przebiega pod niewielkim kątem, i tak np. dla radzieckich aparatów kosmicznych z serii Sonda ów kąt wynosił około 17o±2. W przypadku kata mniejszego od 15o następuje odbicie się statku kosmicznego od atmosfery i powrót w Kosmos, w przypadku większego od 19o - spalenie się w górnych warstwach atmosfery. Gdy rzecz dotyczy meteoru, to taki odbity od górnych warstw atmosfery meteor staje się bolidem, zaś wchodzący w atmosferę - meteorytem. Być może - jak sugeruje W. Chochriakow - TM wszedł  w atmosferę ziemską pod niewielkim kątem i stał się bolidem - wskutek czego nie ma astroblemu i nie ma żadnych materialnych śladów jego przelotu poza wywałem lasu spowodowanym falami uderzeniowymi podmuchu balistycznego...
Bolid taki mógł być naładowany elektrycznie, i jeżeli rację ma A. Newski, to meteor o średnicy 300 m i prędkości 15 km/s spowodował zamianę energii kinetycznej w elektryczną już na wysokości 25 km. Należy dodać, że zmiana ta ma charakter bardzo silnego wybuchu.
Obiektywne i rzetelne podejście do teorii Newskiego pozwala dojść do wniosku, że mówimy o rzeczywistym zjawisku fizycznym, i że przy jego pomocy można wyjaśnić cały przebieg TF.
Hipoteza Newskiego nie koliduje z innymi, a doskonale pasuje do większości naukowych wersji - poza tymi najbardziej ekstrawaganckimi - o pochodzeniu i naturze TM.


[1] Stwierdzenie to jest nieprawdziwe, bowiem strach ten był zazwyczaj uzasadniony. Najprawdopodobniej wtedy - w czasie przejścia koło naszej planety jasnej komety - na Ziemię spadały meteoryty i mikrometeoryty a także zawarte w nich mikroorganizmy wywołujące epi- i pandemie...
[2] Dosł.: „Towarzysz podróży komety Halleya”. W 1997 roku mieliśmy możliwość ujrzenia oddzielenia się takiego „towarzysza podróży” od jądra komety P/Hale-Bopp, co spowodowało m.in. samobójstwo członków sekty „Heaven’s Gate”.
[3] W latach 1986-1987 miałem okazję obserwować niezwykle jasno świecące srebrzyste obłoki nad Wybrzeżem Szczecińskim i Wielkopolską, które miały związek z przelotem koło Ziemi komety Halleya na początku 1986 roku.
[4] Obszar ten jest terenem pensejsmicznym, tj. trzęsienia ziemi zdarzają się tam niezmiernie rzadko.
[5] Czyli mniej więcej tyle, ile pierwsze bomby A wypróbowywane przez Amerykanów w Nowym Meksyku i Japonii.
[6] Być może była to jednak tylko próba radzieckiego lub chińskiego ICBM, który wymknął się spod kontroli i został zniszczony albo na polecenie z Ziemi, albo wskutek użycia broni OPB. Takie rzeczy zdarzały się niejednokrotnie w ZSRR.
[7] Być może większy odłam komety Halleya posłał na dno Atlantyku legendarny ląd Atlantydy, co mogło mieć miejsce około 12.000 lat temu.
[8] Akademia Nauk Medycznych.