sobota, 4 lutego 2012

BOLID SYBERYJSKI (8)

3.2. Przez sześćdziesiąt lat.


W tym ustępie zajmiemy się retrospektywnym przeglądem materiałów z krajowej i zagranicznej prasy z lat 1969-1978. zawiera on hipotezy i wersje (oczywiście nie wszystkie - było tego strasznie dużo) próbujących wyjaśnić z różnych pozycji wydarzenie z 1908 roku, a które według autora niniejszej pracy - są interesującymi także do dzisiejszego dnia. L


3.3. Czy wykonano manewr nad Tunguską?


W „Tiechnikie Mołodioży” nr 7,1969 pojawił się artykuł doc. F. Zigiela, w którym postawił on pytanie na temat dwóch trajektorii lotu TM. W nim pisze on, co następuje:
Opierając się na zeznaniach naocznych świadków i dane o hipersejsmach (trzęsienia ziemi), najbardziej przekonywująco uzasadnił <<południowy wariant>> prof. I. Astapowicz. Zgodnie z zeznaniami, wychodziło na to, że azymut tego wariantu trajektorii przewyższał 10o na zachód od południka.[1]Ten rezultat  doskonale pasował do wcześniejszych ustaleń A. Wozniesieńskiego i L. Kulika, które poczyniono na <<ciepłym śladzie>> katastrofy.
Początkowo <<południowy wariant>> trajektorii był uważany za najbardziej wiarygodny, ale kiedy dokładnie przebadano każdy hektar miejscowości, to nieoczekiwanie wyjaśniło się, że azymut kierunku lotu wynosił nie 10oW, ale aż 115oE od południka! To wynikało jasno z badań położenia pni na ziemi, które - jak wiadomo - zostały obalone przez wybuch i falę balistyczną.
W celu wyjaśnienia procesów fizycznych, które spowodowała eksplozja TKC należy wiedzieć, jaki był kąt nachylenia trajektorii TM do płaszczyzny horyzontu. Powiem od razu - tak w <<południowym>> jak i <<zachodnim>> wariancie nie przewyższał on 10o.
W swoim czasie I. Zotkin i M. Cikulin przeprowadzili serię doświadczeń, w wyniku których otrzymali zbieżność w konturach zniszczonej strefy lasu przy kącie nachylenia bliskiemu 30o. I znów coś się nie zgadza. Wygląda zatem a to, że TKC w czasie lotu wykonało manewry tak w azymucie, jak i w elewacji, poruszając się nie po krzywej balistycznej - jak każdy „uczciwy” meteoryt czy pocisk, ale z prędkością zmienną, a co za tym idzie - ze zmienną trajektorią. Obie te trajektorie „zachodnia” i „południowa” w żaden sposób się nie wykluczają. Widocznie - jak uważa Zigiel - TM poruszał się   p o   o b u   tych trajektoriach, bowiem   g d z i e ś   w y k o n a ł   o n   m a n e w r.
Ale takiego manewru naturalny obiekt wykonać   n i e   m o ż e! Dlatego więc jeżeli hipoteza o przejściu z jednej trajektorii na drugą jest prawidłowa, to staje się ona decydującym argumentem za   s z t u c z n y m   pochodzeniem TKC! J


3.4. Tunguskie meteoryty spadają każdego roku!


Ważnym przyczynkiem do ustalenia pochodzenia i natury TM są ustalenia podane przez pracownika naukowego Kometetu ds. Meteorytów dr I. G. Zotkina, które podał do publicznej wiadomości w magazynie „Priroda” w 1971 roku:
Ostatnimi czasy, dzięki rozszerzeniu sieci sejsmometrycznych i barometrycznych stacji[2]zarejestrowano kilkadziesiąt przelotów bolidów, które zamanifestowały swą obecność efektami audiowizualnymi i nie pozostawiły po sobie żadnych meteorytów.
31 marca 1965 roku, o godzinie 21:47 czasu lokalnego, świecący oślepiającym światłem kulisty bolid[3] przeleciał ze wschodu na zachód nad południową Kanadą. Jego przelot zakończył się gromowym wybuchem, który słyszalnym był w promieniu co najmniej 200 km. Wir ognistych odłamków rozsypał się nad małą miejscowością Reveltown. Stacje sejsmiczne w sąsiednich prowincjach odnotowały nieoczekiwane trzęsienie ziemi o średniej mocy. Co do fali uderzeniowej, to infradźwiękowe mikrofony wychwyciły jej obecność nawet w Kalifornii, tzn. w odległości 1.600 km od epicentrum!
Upór poszukiwaczy został nagrodzony - w kwietniu na pokrywie lodowej niewielkiego jeziorka znaleziono kilka odłamków o wadze poniżej jednego grama każdy. Meteoryt okazał się być rzadkiego gatunku - chondrytem węglowym - no i pozostało pytanie: A co się stało z główną masą meteorytu???...
Przypominanie podobnych wypadków jest zbędne. Przypomnijmy, że takie zdarzenia maja miejsce już od dziesiątków lat i mają swą analogię do TM. Stacje sejsmiczne i barometryczne rejestrują takie incydenty wielokrotnie w ciągu roku. Okazuje się, że w ziemskiej atmosferze od czasu do czasu grzmią wybuchy kosmicznych pocisków - prawda - ich kaliber jest wielokrotnie mniejszy od TM.[4] Ważnym jest to, że eksplodowanie kosmicznych ciał, które wtargnęły w ziemską atmosferę jest bardziej typowe, niż wpadanie w nią „normalnych” meteorytów. Powierzchnię Ziemi osiągają tylko masywne żelazne i kamienne meteoryty, o stosunkowo niewielkiej prędkości - nie większej, niż 20 km/s. Ponadto korytarz wejściowy, umożliwiający wejście i przelot przez ziemską atmosferę jest stosunkowo wąski. Być może, że największa część meteorytów jest szybkimi, pokruszonymi, zawierającymi w swej masie najwięcej węgla i wody czy związków organicznych? A może to być także szybka kula ze śniegu z zmarzłych gazów i lodu (wodnego)? Jeżeli tak, to nie ma sprawy z problemem TM. Co się tyczy energii i mechanizmu wybuchów bolidów, to są one dostatecznie jasne i zrozumiałe. Ogromna energia kinetyczna bolidu - przy prędkości 30 km/s - 1 kg jego masy niesie w sobie energię równą 100 Mcal czyli 100 razy więcej, niż 1 kg TNT. Już na wysokości 20 km nad Ziemią, strumień sprężonego prędkością powietrza może dosłownie rozgnieść meteoryt na placek. Płaszczyzna natarcia zwiększy się przez to, i opór powietrza może zatrzymać meteoryt, zaś energia ruchu przemieni się w promieniowanie termiczne i świetlne oraz fale uderzeniowe, a to oznacza wybuch... Czy oznacza to, że TM spadają na Ziemię w   k a ż d y m   przypadku?!
 Nie można powiedzieć, że artykuł dr Zotkina przeszedł niezauważony. No, ale jego streszczenie - jak widać - nie było dokładnie przeczytane przez wielu badaczy TKC. Taka sytuacja panuje także i dziś.[5]J


[1] Oznaczało to, że TM leciał kursem 350o z południa na północ z dziesięciostopniową deklinacją zachodnią.
[2] W ZSRR i USA stacje takie służyły do rejestracji fal powstałych przy testach jądrowych na terytorium innych państw, co pozwalało na kontrolę potencjału atomowego i dotrzymywania układów o zbiorowym bezpieczeństwie, szczególnie w okresie Zimnej Wojny.
[3] W oryginale „szarowoj bolid”.
[4] Ostatnio zarejestrowano podobne zjawisko nad Nową Zelandią w dniu 7 lipca 1999 roku, o godzinie 03:15 GMT.
[5] Także i u nas, w Polsce, mieliśmy kilka wydarzeń, które nie da się wytłumaczyć podobnie jak TM. Są to: Wielki Bolid Polski z dnia 20 sierpnia 1979 roku, który przeleciał nad całym terytorium Polski od Rozewia do Soliny, i lecąc manewrował w powietrzu jak latający statek oraz tzw. Meteoryt Jerzmanowicki, który wieczorem dnia 14 stycznia 1993 roku zmiótł szczyt Babiej Góry w Jerzmanowicach k./Krokowa. Obydwa te wypadki były być może spowodowane przez ciała kosmiczne, ale jak dotąd   n i k t   tego nie udowodnił wprost... Obie te sprawy są otwarte do dziś dnia!