poniedziałek, 6 lutego 2012

BOLID SYBERYJSKI (9)

3.5. Tunguska kometa: Prawda czy mit?


Kolejnym „wkładem do koszyka” kometarnych hipotez o pochodzeniu i naturze TM stała się publikacja w magazynie „Tiechnika Mołodioży” nr 9,1977 artykułu S. Gołenieckiego i W. Stiepanka. Licząc, że zasadnicza masa TM uciekła w postaci par i gazów, autorzy zaproponowali poszukiwania nie cząstek meteorytu, ale po prostu anomalii w składzie chemicznym gleb pobranych w miejscu katastrofy. Ale gdzie ich szukać?
Oświadczenia nielicznych naocznych świadków katastrofy, którzy znajdowali się w ten pamiętny dzień nieopodal epicentrum katastrofy stwierdzają, że słyszeli oni nie jeden, ale aż do   p i ę c i u   stosunkowo silnych wybuchów - vide il. 4.
No, ale ani jądrowy, ani tym bardziej termojądrowy wybuch nie może nastąpić dwa, a co dopiero pięć razy! Poza tym seria wybuchów oznajmująca spadek TKC, mogła mieć miejsce na małej wysokości i dzięki temu mogłoby dojść do „zabrudzenia” powierzchni Ziemi produktami eksplozji i pyłami z rozpadu TM. A to zaś oznaczałoby, że obraz tego wybuchu nie był pojedynczy, ale „popiątny”, a zatem szczątków TKC należy szukać w epicentrach takich niskich, nadziemnych wybuchów!
Należałoby tu jeszcze wspomnieć, że jeszcze Kulik i Krinow wskazywali na to, ze obraz zniszczeń w centrum katastrofy ma swoisty „pięciopunktowy” charakter. W swej książce „Tungusskij meteorit” Krinow pisze, że:
Można było założyć, że fala podmuchu miała promienisty charakter i jakby „wychwytywała” oddzielone od siebie obszary lasu, gdzie spowodowała wywał lub inne zniszczenia.
Gołenieckij, Stiepanok wraz z Kolesnikowem przystąpili do realizacji swej idei, tym bardziej, że jeden z tomskich badaczy problemu tunguskiego J. Lwow znalazł na to doskonały sposób: otóż odkryte torfowiska okazały się być doskonałymi pułapkami dla kosmicznych i atmosferycznych pyłów, zachowując je w swych warstwach tak, jak one sukcesywnie w nie wpadały. Takich torfowisk w rejonie katastrofy jest więcej, niż dostatecznie dużo, a jedno z nich znajdowało się w centrum wywału lasu, co wiedział już Kulik. I to właśnie w tym miejscu autorzy tej hipotezy zbadali zestaw próbek torfu pobranych z różnych głębokości. Posłużyli się przy tym najnowocześniejszymi metodami mikroanalizy chemicznej i fizycznej.
Na pewnej głębokości odpowiadającej warstwie, która utworzyła się w momencie katastrofy, a potem zarosła mchem, badacze odkryli anomalnie wysokie stężenie wielu związków chemicznych.
I tak właśnie, jak uważają Gołenieckij i Stiepanok, udało im się otrzymać przybliżony skład chemiczny pyłu powstałego z rozwalonego wybuchem TKC. Skład chemiczny tego pyłu okazał się być niezwykłym i wyraźnie ostro odcinał się od tła składu chemicznego torfu i jego „ziemskich” domieszek i zanieczyszczeń, a także i od meteorytów: kamiennych jak i żelaznych. Skład przypominał najbardziej skład chondrytów węglistych - niezbyt dobrze znanych i dość rzadkich, a bogatych w węgiel i inne lotne substancje.
Rezultaty przeprowadzonych badań i otrzymane dane - jak mniemają autorzy artykułu - pozwalają na już nie stawiać przypuszczenia, ale wprost dowieść to, że TKC było rzeczywiście jądrem komety. A to pozwalało wyjaśnić przyczyny wielu zjawisk, które nastąpiły po spadku TM. I tak np. nasilony wzrost lasu po katastrofie, poza czysto ekologicznych przyczyn, można wyjaśnić opadem po wybuchu dużej ilości „nawozów mineralnych” z jądra komety, biologicznie ważnych dla życia roślin mikro- i makroelementów.
Na zakończenie powiem, że hipoteza ta wywołała szeroki odzew: dr W. Bronsztejn ocenił ją niezwykle wysoko w swym artykule w „Tiechnikie Mołodioży” nr 9,1977, zaś doc. F. Zigiel ostro i negatywnie ją ocenił na łamach „Tiechniki Mołodioży” nr 3,1979.J


3.6. Hipotezy lat 80.: Jednak meteoryt?


Przedłużamy retrospektywny przegląd licznych hipotez na temat natury i pochodzenia TF, które ujrzały światło dzienne już w naszych latach, tj. w przedostatnim dziesięcioleciu XX wieku...
W „Tiechnikie Mołodioży” nr 11,1981 przedstawiono oryginalną hipotezę dr N. Kudriawcewoj o geologicznej naturze tunguskiej katastrofy, która wg Autorki tej wersji okazała się być przejawem... wodno-błotnego wulkanizmu!...
Sondaż geologiczny okolic katastrofy tunguskiej wykazuje, że w okolicach Wanawary znajdują się dawne kominy wulkaniczne, zaś sam basen tunguski to obszar głęboko umieszczonych pod ziemią skał bazaltowych - batolitów - nakrytych grubymi osadami warstwowymi i wulkanicznymi. Czarne błoto wypełniające dna kraterków ma pochodzenie wulkaniczne, ale jest ono przepojone związkami organicznymi, na których szybko rośnie wszelka roślinność.
I właśnie Bagno Południowe - znajdujące się w otoczonej pagórkami kotlinie, wedle oświadczenia Ewenka, który tam mieszkał do czasu katastrofy - było wcześniej twardą ziemią. Renifery po niej chodziły i nie zapadały się w błoto - oświadczył on.[1] Ale po wybuchu pojawiła się woda, która jak ogień i człowieka i drewno zżera!
Według słów Kudriawcewoj, związek katastrofy ze spadkiem meteorytu okazuje się być li tylko domysłem, który przyjęto na wiarę tym bardziej, że na samym początku katastrofy na niebie widziano latającą ognistą kulę i gromowe huki rozlegały się przy jej pojawieniu się na niebie. Biorąc pod uwagę różnicę prędkości przemieszczania się dźwięku i światła należy sądzić, że źródło tych huków zaczęło działać wcześniej, nim pojawiło się światło bolidu.
Następnie, sądzi Kudriawcewa, nastąpił   p o d z i e m n y   wybuch, na krótko            p r z e d   pojawieniem się na niebie ognistej kuli meteorytu i nastąpił pożar. Należy jeszcze zauważyć, że opalenia na starych drzewach są widoczne   j e d y n i e   n a   n i ż s z y c h   częściach pni drzewnych, co jawnie przeczy temu, że żar pochodził z góry, od ognistej kuli.[2]
Geologia zna wiele przypadków erupcji wulkanów, których przebieg jest identyczny z przebiegiem katastrofy tunguskiej. Jeżeli idzie o siłę erupcji, to najbardziej do eksplozji tunguskiej podobna jest erupcja wulkanu Krakatau (Rakata)[3] koło Jawy, która miała miejsce w sierpniu 1883 roku, a jeżeli idzie o skład produktów erupcji, to wybuchy wulkanów błotnych z Azerbejdżanu, które związane są z głębinowymi magmatycznymi procesami geologicznymi. Tak więc wulkanizm w rejonie tunguskiej katastrofy mógł się przejawiać jako erupcja błotno-gazowa z wyrzutem na powierzchnię błota wulkanicznego: woda + rozdrobnione eksplozją skały wulkaniczne[4], a zatem tunguska katastrofa mogła być demonstracją wulkanizmu z dawnych, dawnych epok geologicznych.[5]
Dostatecznie blisko tej hipotezie dr Kudriawcewoj plasuje się propozycja wysunięta przez mieszkańca Krasnojarska - D. Timofiejewa na temat przyczyn wybuchu tunguskiego. Sądzi on - na łamach „Komsomolskoj Prawdy” numer z dnia 8 października 1984 roku, że przyczyną wybuchu był najzwyczajniejszy, naturalny gaz ziemny. Zakładając, że pod ziemia w rejonie katastrofy znajdują się pokłady gazu ziemnego, to z powodu wstrząsu podziemnego ów gaz mógł się uwolnić do atmosfery... Timofiejew policzył, że do wybuchu o mocy równemu tunguskiemu, należałoby uwolnić pierwej do atmosfery 0,25 - 2,5 mld m3 gazu ziemnego. Patrząc na to z punktu widzenia geologii, ta wielkość wcale nie jest taka ogromna...
Gaz wydostawał się z ziemi i wiatr roznosił go wokół miejsca erupcji. W wyższych warstwach atmosfery gaz mieszał się z ozonem i powoli utleniał, i tak to na niebie pojawiło się świecenie. W czasie doby tren gazowy powinien osiągnąć długość 400 km. Po zmieszaniu się z powietrzem gaz powinien się zamienić w ogromny, grożący w każdej chwili wybuchem obłok. Wystarczyła tylko jedna iskra, i... Kilkadziesiąt kilometrów dalej od Tunguski tren gazowy wszedł w strefę frontu atmosferycznego. Jak gigantyczny bolid, czoło fali eksplozji zapalonej mieszaniny piorunującej pognało na północ. W kotlinie, gdzie koncentracja gazu była największa, powstała ogromna płomienista kula. Wybuch wstrząsnął tajgą. Uderzenie fali podmuchu eksplozji zamknęło wyloty gazu ziemnego i przestał się on ulatniać do atmosfery. Timofiejew objaśnił nawet spostrzeżenie Ewenków, że po katastrofie: woda w bagnie płonęła jak ogień. Przecież w składzie gazu ziemnego znajduje się m.in. siarkowodór (H2S). spalając się w powietrzu powstaje z niego tlenek siarki, a ten zmieszany z wodą daje kwas siarkowy. Hipoteza ta wiele wyjaśniałaby...[6]
I na koniec przytoczymy ostatnią wersję, która jest bardzo bliska obu tutaj wyżej wymienionym. Po raz pierwszy ujrzała ona światło dzienne w sierpniu 1989 roku, a opublikował ją specjalny korespondent gazety „Sowieckaja Rossija” red. N. Dombkowskij.
A to było tak: w rejonie epicentrum wybuchu tunguskiego, gdzie całkiem niedawno geolodzy odkryli bogate złoża hydratu gazowego[7] poprzez szczeliny wyciekła duża ilość gazu tworząca eksplozywny obłok mieszaniny piorunującej. Rankiem w ten obłok wpadł przypadkowo rozpalony do białości bolid. Potworna eksplozja rozniosła na pył sam bolid i zabiła wszystko co żyje dookoła...
Obrazek podobny do tego, co stało się w rejonie Podkamiennej Tunguskiej, autor widział z pokładu helikoptera, w Baszkirii w 1989 roku:
... eksplozja obłoku gazu, który wyrwał się z gazociągu, spowodował śmierć setek ludzi i zniszczenia bardzo podobne do tych z 1908 roku... Także świadectwa naocznych świadków wydarzenia pokrywały się w detalach z opisami eksplozji tunguskiej... Całkowicie![8]
Porównanie mechanizmów eksplozji pod Ufą z mechanizmami katastrofy tunguskiej wykazało ich całkowite podobieństwo. Ponadto wybuch złoża hydratów metanowych wyjaśnia wiele zjawisk w epicentrum eksplozji i wokół niego.[9] Wedle poglądów Dombkowskiego, kiedy rozpalone ciało kosmiczne wpadło w gazowy obłok, jego wybuch zaczął się na peryferiach, w tych miejscach koncentracja gazu jest niska i tworzy się mieszanina piorunująca. Wybuch przebiegał detonacyjnie. Obleciawszy gazowy obłok na obrzeżach, wybuch objął potem pozostałą masę gazu - to była także eksplozja, ale już nie detonacyjna. Tym można wytłumaczyć słup ognia, radialny wywał lasu i stojące w epicentrum gołe drzewa.
Co można powiedzieć o tych wersjach? Przy całej swej śmiałości i odwadze oraz oryginalności spojrzenia, nie odpowiadają one - niestety - na wiele głównych pytań tego problemu. Nie wyjaśniają one np. tego, że wybuch nie był natychmiastowy: TKC poruszało się eksplodując na przestrzeni co najmniej 15-20 km! L


[1] To akurat nie jest argumentem za, bowiem budowa kopytek reniferów i amerykańskich karibu umożliwia im swobodne chodzenie po bagnach!
[2] Powyższe sprawdza się tylko w przypadku gęstych koron świerkowych, ale nie w przypadku rzadkich koron sosen, które przepuszczały promieniowanie pulsu świetlnego i termicznego eksplozji!
[3] Nieprawda: wybuch TM uwolnił tylko 1 EJ, zaś wybuch Krakatau aż 3 EJ - czyli 3 x 1018J - energii!
[4] Wyjaśnienie może być o wiele prostsze: fala uderzeniowa eksplozji spowodowała skruszenie się górnej warstwy gleby i skał wulkanicznych , które następnie nasiąkły wodą podskórną, co spowodowało powstanie bagna.
[5] Trudno przypuścić, że podobne zjawisko przebiegło na tym terenie   t y l k o   r a z   i nigdy ani przedtem, ani potem, co stawia całą hipotezę pod potężnym znakiem zapytania...
[6] Niestety, hipoteza ta nie wyjaśnia niczego, bowiem trudno jest przypuścić, by gazowy tren wlókł się nieprzerwanie przez pół tysiąca kilometrów i nie natrafił na źródło ognia, nie mówiąc już o tym, że metan tworzy w powietrzu mieszaninę piorunującą, która może wybuchnąć nawet od światła słonecznego czy byle iskry. Także bajoro z kwasu siarkowego jest czystą fikcją, bowiem siarkowodór spalany w powietrzu utlenia się jedynie do wody i dwutlenku siarki, zgodnie z reakcją:
1.   H2S + 1½O2 → H2O + SO2
które to produkty łącząc się ze sobą dają kwas siarkawy według wzoru reakcji:
2.   H2O + SO2 → H2SO3
spadający na ziemię w postaci tzw. „kwaśnego deszczu” - o czym wie każdy ekolog. Opad takiego deszczu zniszczyłby ogromne połacie tajgi. Tymczasem tajga rosła sobie i to o wiele lepiej, niż przed wybuchem! W bajorze zatem   n i e   m o g ł o   być kwasu siarkowego, bo dwutlenek siarki bardzo niechętnie utlenia się do trójtlenku siarki i ten proces jest w zasadzie niemożliwy bez katalizatora (pięciotlenku dwuwanadu lub platyny) i temperatury rzędu +400...+500oC, co przebiega wg równania:
3.   SO2 + ½ O2 → SO3 (obecność katalizatora V2O5 lub Pt i t = +400-500oC)
a następnie łączy się z wodą w kwas siarkowy według równania reakcji:
4.   H2O + SO3 → H2SO4.
Trudno przypuścić, by tak skomplikowany proces mógł przebiec w naturze, bez katalizatorów i odpowiednio wysokiej temperatury, no chyba że założymy, że spadł tam meteoryt z tlenków wanadu i platyny???...
[7] Niektóre gazy z grupy lekkich węglowodorów takich jak: metan - CH4, etan - C2H5, propan - C3H10, butan - C4H13, etylen - C2H2 czy acetylen - C2H4, poddane ciśnieniu 30-40 MPa i temperaturze +4oC tworzą z wodą morską związki zwane hydratami. NB, to właśnie najprawdopodobniej złoża hydratów w Trójkącie Bermudzkim i Trójkącie Smoka są odpowiedzialne za dziwne zjawiska, które tam mają miejsce.
[8] Podobne efekty eksplozji zaobserwowano w czasie wybuchu gazu z gazociągu w Nachitoches (Luizjana, USA), w dniu 4 marca 1965 roku, gdzie ognista chmura osiągnęła temperaturę ponad 1.000oC i osiągnęła wysokość 200 m. katastrofa ta pochłonęła 17 ofiar. Błysk wybuchu widziano ze 100 km, natomiast wstrząs eksplozji odczuto z 50 km. Podobne wydarzenie miało miejsce w dniu 12 marca 2001 roku ok. godziny 19:30 GMT w odległości około 200 km na zachód od Moskwy, gdzie doszło do eksplozji i pożaru gazociągu. Także w tym przypadku słup dymu sięgnął 11.000 m a wstrząs sejsmiczny eksplozji odnotowano w Helsinkach. Liczba ofiar w ludziach i majątku jest nadal nieznana.
[9] Tak że w Trójkącie Bermudzkim i Trójkącie Smoka dochodzi do eksplozji złóż hydratów metanowych, co Amerykanie nazywają „grzmotami niebieskimi”, a Japończycy „uminari”.