wtorek, 20 marca 2012

BOLID SYBERYJSKI (19)

8.3. Hipoteza nr 84: „Gość” z głębokiego Kosmosu.

To nie był statek, ale wyspa latająca, nie wiem zresztą. Był wielki, z dwudziestu kilometrów, jak moje dwa palce - idealnie regularne wrzeciono zamieniło się w dysk, nie - w obrączkę!
Rzecz jasna, od dawna myślicie sobie, że to był statek „innych”. No bo skoro miał dziesięć mil długości...
...A ja zobaczyłem w tym agonalnym błysku flary powierzchnię olbrzyma: jego milowe pobocznice nie były gładkie, lecz zryte, nieomal jak grunt księżycowy, światło rozciekło się po chropowatościach i gruzłach, kraterowych wgłębieniach - miliony lat musiał tak lecieć, wchodził ciemny i martwy, w mgławice pyłowe, wychodził z nich po wiekach, a meteorytowy kurz w dziesiątkach tysięcy zderzeń żarł go i nadgryzał próżniową erozją...
Mieliśmy gościa z Kosmosu, odwiedziny, zdarzające się - bo ja wiem? - raz na miliony, nie - setki milionów lat... przeszedł nam przez palce, aby rozpuścić się jak duch, w nieskończonej przestrzeni...

Stanisław Lem - „Opowiadanie Pirxa”


... zacznijmy od kilku faktów, które stanowią herezję naukową - chodzi mi tutaj o spadek meteorytów, które nie należą do naszego Układu Słonecznego - meteoryty pozaukładowe.

W czym rzecz? Ortodoksyjna nauka twierdzi, że nie istnieją meteoryty pozaukładowe. Po prostu ich nie ma i kropka. Nie mam pojęcia, dlaczego uczeni twierdzą, że nie ma prawa ich być - przecież istnieje przepływ materii pomiędzy gwiazdami, a skoro tak, to pewna część tej materii   m u s i   przepływać w postaci właśnie meteorytów, komet i innych „śmieci”. Takim właśnie „śmieciem” była niedawno obserwowana kometa Hayakutake, która odwiedziła nas na przełomie lat 1995/96.

Astronomowie stwierdzili, że ma ona skład chemiczny podobny do komet układowych, ale... stosunek HCN do R-CN był zupełnie inny, niż w „normalnych” kometach, a to świadczyło o jej obcym pochodzeniu. Rodników R-CN było ponad 1.000 razy więcej, niż normalnie.

A zatem TM mógł być takim „gościem” z głębokiego Kosmosu, którego skład chemiczny wcale nie odpowiadał składowi chemicznemu „naszych” meteorów i w chwili wtargnięcia w atmosferę ziemską z prędkością hiperboliczną Vg >> VIII i pod niewielkim kątem mogło w nim dojść do reakcji termojądrowej, czyli fuzji atomów wodoru w jeden atom helu z wydzieleniem potężnych ilości energii. Potężny napór ziemskiej atmosfery stworzył odpowiednie warunki reakcji, tj. wysoką temperaturę rzędu 1 mln K i ciśnienie miliona Pa, co doprowadziło do reakcji przemiany wodorowo-helowej, zgodnie z równaniami:

1.   2H He + β+ + ν + 1,44 MeV

2.   22H H + 3H + 3,25 MeV

3.   22H 3He + n + 4 MeV

4.   2H + 3H He + n + 17,6 Mev

5.   4H He + 2β- + 26 MeV

I w następstwie do wybuchu meteorytu jak kilkumegatonowej bomby wodorowej z wiadomymi skutkami. Hipoteza ta jest dobra o tyle, że zgadza się z poczynionymi przez polskich astronomów spostrzeżeniami odnośnie istnienia rojów meteorytów pozaukładowych. W świetle tego, TM był po prostu bryłą „brudnego” lodu, która leciała przez Kosmos z prędkością rzędu >100 km/s i to od strony Słońca!


Na trasie TM panowało zatem zagęszczenie planet Układu Słonecznego i znajdowała się tam także nasza gwiazda centralna, a mimo to TM trafił właśnie w Ziemię!!! Dla mnie to jest   d o w ó d   na to, że   n i e   m a   m o w y  o jakimś naturalnym ciele astronomicznym i że TM   l e c i a ł   w ł a ś n i e   k u   Z i e m i , na której zakończył swój lot! Teraz chyba rozumiesz Czytelniku motto do tego podrozdziału. Stanisław Lem przy całej swej śmiesznej niewierze w istnienie UFO podsuwa nam możliwości spotkania jeżeli nie Obcych, to pozostałe po Nich artefakty i osobiście nie zdziwiłbym się, gdyby sytuacja opisana przez niego w tym opowiadaniu stała się faktem za 25, 50 czy 100 lat!

Do powyższego nawiązuje moja kolejna hipoteza:



piątek, 16 marca 2012

BOLID SYBERYJSKI (18)

8. R. K. Leśniakiewicz - TM Z KOSMOSU.


Powrócę jeszcze raz do postawionego na początku pytania - Czym był TM? W tej materii nasunęło mi się kilka hipotez, które poprzedzały w czasie hipotezę o Wielkim Konflikcie Bogów-Astronautów, a dwie pierwsze - oznaczam je tutaj hipotezy nr 82 i 83 - sformułowałem jeszcze w latach 80., kiedy to zaczynałem się interesować na dobre ufologią i paleokontaktami. Pierwsza z nich zakłada, ze mieliśmy wtedy do czynienia z jakimś urządzeniem energetycznym, które dosłownie spadło nam na głowy w ów fatalny dzień 30 czerwca 1908 roku, zaś druga głosi, ze mieliśmy do czynienia z aparatem zwiadowczym z innego systemu gwiezdnego, który uległ katastrofie w atmosferze ziemskiej. Są to modyfikacje hipotez oznaczonych w „Kanonie...” pod pozycjami A-14 i G-79. zacznijmy zatem od tej pierwszej:


8.1. Hipoteza nr 82: Urządzenie energetyczne sprzed wielu, wielu wieków?


Załóżmy od razu, że to zakładana przez nas SCNT w hipotezie nr 81 de facto istniała, i że z jakichś bliżej nieznanych przyczyn uległa zagładzie. Supercywilizacja ta oczywiście prowadziła szeroko zakrojone badania Kosmosu i Układu Słonecznego. Dajmy na to, że jest prawdziwa teoria o istnieniu „towarzyszy podróży” komet - a jest prawdziwa, gdyż widzieliśmy takiego towarzysza podróży, który odłączył się od jądra komety P/Hale-Bopp - i że na jednym z nich znajdowała się stacja obserwacyjno-badawcza Ziemian, która obiegała Słońce raz na 76,3 roku wraz z kometą P/Halley...
Po Konflikcie stacja ta została porzucona, a jej urządzenia zostały wyłączone i zabezpieczone. I tak stacja krążyła wraz ze świtą komety Halleya, od Słońca do Plutona - a zatem aż przez cały Układ Słoneczny! Gdybym miał decydować o tym, gdzie umieścić taką stację badawczą Układu, to też umieściłbym ją właśnie na takim ciele niebieskim przelatującym przezeń! Ileż danych naukowych można zebrać w czasie takiej podróży! Same korzyści przy minimalnych kosztach.
Oczywiście urządzenia energetyczne stacji musiały być wydajne, bowiem energia słoneczna mogłaby być wykorzystana tylko do perymetru orbity Marsa, a dalej trzeba było wykorzystać jakieś inne źródło energii i rzeczywiście - wykorzystywano wodór z komy wodorowej głowy komety czy choćby z „brudnego śniegu”, z którego składa się jej jądro. Wodór jest idealnym paliwem do reaktorów termojądrowych. Stacja taka musiała zawierać wiele urządzeń pracujących w oparciu o półprzewodniki i nadprzewodniki - stąd w jej masie   m u s i a ł y   się znaleźć takie pierwiastki, jak krzem, selen, german, itr, ren, lantan czy cer... Szczątki jednego z jej urządzeń znaleziono w latach 80. na brzegach rzeki Waszka w Republice Komi.
W 1908 roku stacja weszła w atmosferę Ziemi wskutek perturbacyjnego wpływu Jowisza, Saturna i Słońca. Efekt tego wydarzenia był taki, jaki pamiętamy z opisów spadku TM. Eksplozja, która rozpyliła w atmosferze stacje kosmiczną, była „czystą” eksplozją termojądrową. Niewiele z tej stacji zostało, bo rozerwana w pył termojądrową eksplozją w ciągu kilku milisekund zamieniła się w obłok plazmy, który także eksplodował w niższych warstwach atmosfery - a nie zapominajmy, że musiała się ona poruszać z prędkością komety Halleya - dokładnie taką samą - a to są dziesiątki kilometrów na sekundę... Czy to właśnie było to ciało, które przeleciało w polu widzenia ziemskich lunet i teleskopów krótko przed fatalnym dniem 30 czerwca 1908 roku?
Ciekawy jestem, czy stacja ta wyglądała jak nasze dzisiejsze stacje kosmiczne, takie jak Salut, Skylab, Mir czy Alfa? Raczej nie, bo wystawiona na nieprzerwane bombardowanie okruchami materii kometarnej przez kilka tysięcy lat zniszczyłoby wszystkie wystające części stacji: anteny i reflektory radiowe, panele baterii słonecznych, itd. Po kilkunastu tysiącach lat stacja taka przypominałaby to, co opisał Stanisław Lem w „Opowiadaniu Pirxa” - NB, nowela ta dokładnie pasuje do mojej hipotezy o sondzie kosmicznej należącej albo do poprzedniej ziemskiej SCNT, albo do Obcych... - do tego tematu jeszcze powrócimy w następnych hipotezach. No cóż, niby Stanisław Lem w istnienie Obcych i UFO nie wierzy, ale to „Opowiadanie Pirxa” napisał? Napisał! Dla mnie to całe jego zaprzeczanie się jest zwyczajnym krygowaniem się przed kamerami, mizdrzeniem się do ortodoksyjnych uczonych i aberracją wielkiego umysłu, który Lem niewątpliwie posiada i nadzwyczaj skutecznie używa - za co mu chwała! „Opowiadanie Pirxa” nie pasuje do image’u Lema-szydercy czy Lema-prześmiewcy, którego znamy z jego powieści i opowiadań - szczególnie „Cyberiady” i cyklu opowiadań o Ijonie Tichym.
Podsumowując krótko, to TM mógł być stacją kosmiczną, która po wielu - co najmniej 120 - wiekach zdryfowała grawitacyjnie w ziemską atmosferę i tamże eksplodowała. Ktoś mógłby zapytać, dlaczego tam i wtedy? Ano dlatego - odpowiadam - że ona gdzieś i kiedyś spaść   m u s i a ł a , boż to jest zgodne ze wszystkimi prawami mechaniki nieba. Spadła tak, jak spadły Skylab, Salut czy ostatnio Mir.[1] Cała różnica polega na tym, ze nie miały one na pokładach urządzeń jądrowych, które mogłyby spowodować takie zniszczenia, jak TKC.
Ze stacji nie zostało niczego poza resztkami znalezionymi nad Waszką i kropelkami metalu w torfach Bagna Południowego, bo i co mogłoby pozostać po termonuklearnej eksplozji o mocy szacowanej na 3...130 Mt TNT? Tylko optymista albo idiota mógłby mieć jeszcze jakąś nadzieję, że pozostaną jakieś większe odłamki po eksplozji równej mocą wybuchowi kilkudziesięciu milionów ton 2,4,6-trójnitrotoluenu! Nie ma    t a k i c h     cudów...
Myślę, że dobrze byłoby sprawdzić, czy za poprzednimi przejściami komety P/Halley nie zdarzały się podobne wypadki. Należałoby poszperać w archiwach, i a nuż znalazłoby się coś ciekawego, co byłoby związane z tą najciekawszą i najdłużej nam towarzyszącą kometą?...

Istnieje jeszcze jedna hipoteza „kosmiczna”, która wiąże TM z potencjalnymi Kosmitami. Jest to:


8.2. Hipoteza nr 83: Sonda Bracewella?


Co spadło - zadam tutaj już po raz enty to przeklęte pytanie - w dniu 30 czerwca 1908 roku, o godzinie 00:17.11 GMT, na punkt określony współrzędnymi geograficznymi 60o55’N i 101o57’E? Wszystkie przedstawione przez Wojciechowskiego i Krassę teorie i hipotezy maja jakieś mankamenty, a to nie wyjaśniają zmian kursu, a to nie wyjaśniają  - dlaczego było więcej niż jeden epicentrów wybuchu, itd. itp. Hipoteza nr 81 nie wyjaśnia np.: dlaczego obserwowano nocne świecenie nieba   p r z e d   spadkiem tego „satelity śmierci”, zaś hipoteza nr 82 nie wyjaśnia tak ogromnej mocy tej eksplozji. Dlatego też przyszło mi do głowy, że to, co eksplodowało nad Podkamienna Tunguską było zwiadowczą sondą z innych światów - tzw. sondą Bracewella.
Czym są sondy Bracewella? Zacznę od tego, że pojęcie to wprowadził do ufologii i programów CETI, SETI i innych programów poszukiwań Obcych w latach 60., australijski uczony prof. dr Ronald Bracewell. Doszedł on do wniosku - zresztą ze wszech miar rozsądnie brzmiącego - iż eksploracja Kosmosu może być przeprowadzana przy pomocy automatycznych sond lub kosmolotów z załogami składającymi się z maszyn rozumnych, które wysyła się w Kosmos w kierunku słońc, co do których są podejrzenia, że wokół nich krążą zamieszkałe planety. Po przybyciu w rejon aktywności takiej CNT sonda „przyczaja się” i obserwuje tą CNT, jednocześnie wysyłając informacje na swoją macierzystą planetę, - do CNT, która ją wysłała... I tak najpierw automaty sondy prowadzą zwiad w ramach dozoru niejawnego, potem - kiedy dana CNT już „dojrzeje” do tego - nadzór staje się jawny. Te dwa etapy znamy. Jaki będzie następny krok Kosmitów - to możemy tylko zgadywać... Kto wie, czy tajemnicze kręgi i piktogramy pojawiające się w zbożach, kukurydzy, owsie, prosie, ryżu czy trawie, a nawet w śniegach i na lodzie nie są Ich dziełem i próbą bezpośredniego kontaktu!?...
A próby takie miały już miejsce, jeżeli liczyć dziwne efekty doświadczeń pierwszych radiowych sondowań jonosfery van der Poola i Störmera w 1926 roku. Ideę tego eksperymentu pokazuje rycina. Otrzymali oni w odpowiedzi na swe sygnały serię radiowych ech, które próbowano interpretować na różne sposoby w latach 70. XX wieku. Młody szkocki astronom z uniwersytetu w Glasgow - prof. dr Duncan Lunnan sporządził wykres opóźnień tych tajemniczych radiosygnałów i w rezultacie otrzymał on rysunek gwiazdozbioru Wolarza z wyróżnioną nań gwiazdą ε-Booti czyli al-Izar albo Pulcherrima. 
W pewien czas później mieszkający w Tallinie astronom dr A. W. Szpilewskij obrócił wykres o 90o i otrzymał mapę konstelacji... Wieloryba, z wyróżnioną na niej z kolei gwiazdą τ-Ceti (Tau Ceti) - odległą od nas jedynie o 11,85 ly! - czyli bliziutko, jak na kosmiczne odległości... Z kolei polski interpretator L. Gorzym z Lublina widzi w tym rozmaite figury geometryczne i ukazane zależności pomiędzy nimi...
Osobiście jestem zdania, że w czasie swego eksperymentu van der Pool i Störmer nawiązali przypadkowo kontakt z Czarnym Baronem, który już raz posłał był na Ziemię lądownik, a kiedy ten ostatni nie wrócił 30 czerwca 1908 roku, to jego automaty czekały na sygnały, którymi dopiero „pomacano” go w 1926 roku. Odpowiedziały na nie, używając identycznej częstotliwości - 9,75 MHz (31,4 m) i podejrzewam, ze te radioecha nie były tylko prostymi odzewami, ale wielowarstwowymi sygnałami w rodzaju tych, jakie odbierali bohaterowie powieści Carla Sagana i zrobionego na jej podstawie filmu Roberta Zemeckisa pt. „Kontakt”. Potem Czarny Baron zszedł z orbity i pod wpływem sił pływowych rozleciał się na kawałki, które powoli wpadały w atmosferę i płonęły, jak zwyczajne meteory.
Czarny Baron, czy jak to wolą Rosjanie Czarny Książę był niemal doskonale czarny, tzn. pochłaniał 99,99% padającej na jego powierzchnię energii, boż chodziło tu nie tylko o pobór energii, ale o... maskowanie! A tak, bo ciało niemal doskonale czarne jest w Kosmosie niemal zupełnie niewidzialne! Staje się ono widzialne wtedy i tylko wtedy, gdy staje na jasnym, promieniującym tle tarczy Słońca czy Księżyca lub jakiejś mgławicy. To właśnie to miał na myśli Peter Kolosimo pisząc swą książkę „Ombre sulla stelle”. Byłby to argument za hipotezą, że Czarny Baron był de facto sondą zwiadowczą Kosmitów, która usiłowała z nami nawiązać Kontakt - ale...
... ale nie tak dawno, w miesięczniku „Nieznany Świat” nr 4,2000 zamieszczono artykuł Adama Mikołajewskiego pt. „Bohaterowie Kosmosu”, w którym podano listę kosmonautów radzieckich, którzy albo polecieli w Kosmos, albo odbyli loty balistyczne, n a    d ł u g o   p r z e d   pamiętnym lotem mjr Jurija Gagarina w dniu 12 kwietnia 1961 roku:

v    Pilot Pietr Ledowskij - zginął w czasie lotu balistycznego w 1957 roku;
v    Pilot Szeborin - zginął także w podobnych okolicznościach w 1957 roku;
v    Pilot Mitkow - zginął w czasie próby lotu orbitalnego w 1959 roku;
v    „Towarzysz X” - zginął w niewyjaśnionych do końca okolicznościach w maju 1960 roku, najprawdopodobniej nie mogąc powrócić na Ziemię, popełnił samobójstwo na orbicie. Jego nazwiska władze ZSRR nie ujawniły nigdy;
v    Pilot Piotr Dołgow - zginął w czasie eksplozji boostera na platformie startowej we wrześniu 1960 roku;
v    Piloci: Biełokoniew, Koczur i Graczow zginęli na orbicie w czasie pierwszego lotu   z e s p o ł o w e g o   najprawdopodobniej w 1960 roku;
v    Walentin Bondarenko - zginął w komorze ciśnień 23 marca 1961 roku;
v    Władimir Iliuszyn - syn konstruktora lotniczego Iliuszyna - rozbija kapsułę swego statku kosmicznego  po trzykrotnym okrążeniu Ziemi gdzieś na Uralu...

... no, a potem był sławetny lot Gagarina, NB, który też jest problematyczny, bo jak wykazał znany węgierski pisarz István Nemere - Jurija Gagarina złapano na kilku ważkich niekonsekwencjach stawiających jego lot pod znakiem zapytania. Poza tym w maju 1961 roku, na orbicie zginęło dwóch kosmonautów radzieckich. Wszystko to pozwala domniemywać, że Czarny Baron i inne NOO sprzed 1961 roku były po prostu poronnymi próbami radzieckich lotów kosmicznych!
Za hipotezą „kosmicznej sondy Bracewella” przemawiają badania psychometryczne przeprowadzone przez polskiego ufologa wykładającego w wyższych uczelniach na Nowej Zelandii prof. dr inż. Jana Pająka i warszawskiego ufologa inż. Miłosława Wilka z Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej, którzy odtworzyli wygląd Czarnego Barona i jego lądownika.[1]
I jeszcze jedno: takich sond Bracewella może operować w Układzie Słonecznym kilka, bo - jak uważam - Kosmos kipi życiem, a nikt nie powiedział, że Obcy czy też Kosmici muszą być stworzeni na naszą modłę, przez identyczne jak na Ziemi warunki na swych planetach macierzystych. Tak myślą tylko ludzie bez wyobraźni... Ziemianie dają Kosmosowi znak życia od ponad 100 lat na falach eteru. Doświadczenia z radiem zaczęliśmy w latach 1895-1897, zaś pierwsze transmisje rozpoczęły się w 1899 roku. To było jak pierwszy krzyk noworodka!... Pierwsze transmisje TV miały miejsce w 1936 roku, a od 1950 roku Ziemia stała się   d r u g i m   co do jasności radioźródłem w Układzie Słonecznym. Gdyby istnieli jacyś Kosmici widzący świat falami radiowymi, to patrząc w kierunku Słońca widzieliby oni trzy silne radioźródła: Słońce, Ziemię i Jowisza, przy czym od razu zorientowaliby się, że ziemska emisja radiowa ma charakter sztuczny... Ziemia znajduje się wciąż w stale puchnącym pęcherzu promieniowania radiowego, który liczy sobie co najmniej 160 ly średnicy! Ile zamieszkałych planet może znajdować się w kuli o takim promieniu 80 ly? - co najmniej kilka.
I tak należałoby patrzeć na ten problem.

---oooOooo---

Jeżeli idzie o moje hipotezy, to starałem się je osadzić w realiach naukowych znanej nam fizyki, choć miejscami pozwalam sobie na science-fiction, boż nie jestem obowiązany „brzytwą Occhama” - nie namnożyłem tutaj bytów ponad potrzebę.


[1] Zob. K. Bzowski - „Sieć Wilka”, Rybnik 1999.




[1] W kwietniu 2000 roku zapadła decyzja o uratowaniu Mira i utrzymaniu go na dotychczasowej orbicie jako orbitalnego hotelu, którą to imprezę miało finansować wspólne rosyjsko-amerykańskie konsorcjum. Projekt ten upadł i Mir został wreszcie sprowadzony z orbity i spłonął w ziemskiej atmosferze w dniu 23 marca 2001 roku, o godzinie 06:00 GMT nad Pacyfikiem.


niedziela, 11 marca 2012

BOLID SYBERYJSKI (17)

7. M. Jesenský & R. K. Leśniakiewicz - HIPOTEZA NR 81: ANTYCZNA GŁOWICA JĄDROWA.


Dopiero w 1983 roku, nestor i jeden z „papieży” polskiej ufologii red. Lucjan Znicz-Sawicki w swej pracy pt. „Goście z Kosmosu: Obce ślady” - stanowiącej część swoistej biblii dla polskich i słowackich ufologów - skomentował ten wykaz i dodał kilka innych wersji przebiegu wydarzeń TF, jednakże powyższe 80 hipotez stanowi coś, co można nazwać KANONEM HIPOTEZ O POCHODZENIU I NATURZE FENOMENU TUNGUSKIEGO, które to pojęcie proponujemy włączyć na stałe do ufologii. Do tegoż KANONU można jednak dodać coś-niecoś, bo nauka idzie do przodu i wciąż ujawniane są nowe fakty, które rzucają nowe światło na stary problem pochodzenia TF. Nasza hipoteza nr 81 zaczyna się jak bajka...
Było to dawno, dawno temu... - zaczyna się jak bajka, ale bajką to bynajmniej nie było, bo tak być mogło i wedle wszelkiego prawdopodobieństwa właśnie tak przebiegały wydarzenia. A jak, to powiemy Czytelnikowi zaraz...
Około 12-15 tys. lat temu, na Ziemi istniała wspaniała i rozwinięta Supercywilizacja Naukowo-Techniczna. Owa SCNT miała za sobą co najmniej 100.000 - 1 mln lat rozwoju, a zatem była starsza od naszej i o wiele bardziej zaawansowana technicznie od naszej. Sięgnęła ona najbliższych planet, a jej forpoczty być może stanęły na księżycach planet-olbrzymów i Plutona... Dowodami na to są różne dziwne formacje na Księżycu i Marsie: grupy piramid, Twarz Marsjanina, Wieża, Zamek, Iglica, itd. itp. Jest tego dużo. Na Ziemi także pozostały jej ślady: piramidy i inne budowle megalityczne, a także i te niematerialne ślady w ludzkiej pamięci w postaci legend, baśni i religii. W postaci wierzeń, które kazały naszym przodkom dźwigać wielotonowe głazy, obrabiać je z niewiarygodną precyzją i stawiać pomniki przypominające świetność upadłej Supercywilizacji...
Bo ta SCNT upadła!
Jak to się stało? tego nie wiemy dokładnie, a to, co przekazali nam nasi przodkowie nie pozwala na stworzenie jakiegoś spójnego obrazu Wielkiego Konfliktu sprzed stu dwudziestu wieków, bo tak szacujemy czas Wielkiego Upadku. Pierwszego (i być może nie ostatniego w dziejach Ludzkości)!...
Najprawdopodobniej doszło w łonie tej SCNT do ostrych podziałów nie do przezwyciężenia na drodze rozumnych rokowań i negocjacji - komuś puściły nerwy, ktoś sięgnął po broń. A kiedy już raz jej użyto, to nie sposób było przerwać rozlew krwi - jakże to znajomy obrazek z Jugosławii, Timoru, Rwandy, Czeczenii, Ulsteru i innych punktów zapalnych świata!
Rokowania zostały zerwane i doszło do użycia Broni Masowego Rażenia (BMR). To, co służyło ludziom, stało się narzędziem mordu i odwetu. Wojna szalała na ladach, morzach w powietrzu i w Kosmosie. Jej rezultaty widać do dnia dzisiejszego: planeta Faeton pomiędzy Marsem a Jowiszem została przemielona w okruchy, które dzisiaj tworzą Pas Asteroidów; Mars został wyżarzony na kość i potem wymrożony do kosmicznej temperatury otaczającej go próżni. Na Wenus walczące strony doprowadziły do masowego efektu szklarniowego, w rezultacie czego pokryta jest ona lawą, a jej atmosfera jest złożona z dwutlenku węgla i kwasu siarkowego... Oberwało się także Księżycowi, na którym straszą teraz - jakże nieprawdopodobnie przewidziane (czy tylko???) przez Jerzego Żuławskiego na początku XX wieku - trupie miasta ze strzelistymi minaretami wieżyc na wysokość 5-15 km ponad księżycowy grunt! Kto je tam postawił? Kto je zniszczył?
Nie Kosmici, ale ludzie. Ludzie i ich maszyny, bo to była cywilizacja maszyn i to o wiele doskonalszych od naszych. Obawiamy się, że Ludzkość po raz wtóry wpędza sama siebie w ślepy zaułek, z którego może nie będzie miała wyjścia...
A może było inaczej? Może ta nasza SCNT nie była taka zła i żądna krwi, jak tutaj to przedstawiliśmy? Być może za czasów panowania tej Supercywilizacji Atlantydy Ziemia przypominała Ogród Eden, w którym panował Złoty Wiek? Wszystko, co żyło na Ziemi służyło Człowiekowi, który chronił i dbał o powierzoną mu planetę. Może rzeczywiście była to Utopia - Czas Snu - jak nazwali ten okres Aborygeni, kiedy to człowiek mógł bosą stopą przejść z Europy do Australii i z Australii do Ameryki bez obawy, że porani ją o ostre kamienie czy krzewy... Ale szczęśliwość  nie jest stanem stałym, jeżeli się nie dba o własne bezpieczeństwo. Nasza SCNT stanęła twarzą w twarz z zewnętrznym zagrożeniem. Oto w kierunku Układu Słonecznego zmierzają Obcy, którzy maja chrapkę na pięć biogenicznych planet pławiących się w słonecznej ekosferze...
Kim byli agresorzy?
Kiedyś założyliśmy, że mogli to być kosmiczni apatrydzi - wygnańcy ze swej ojczyzny, a powodem wygnania były niesprzyjające warunki panujące na rodzimej planecie (czy planetach): przygaśnięcie rodzimej gwiazdy, przemiana w Novą czy Supernovą, kosmiczne zderzenie z inną planetą czy uderzenie dżetu... - nie wiadomo, a możliwości jest wiele. Wyobraźmy sobie istoty żyjące nadzieją, że kiedyś znajdą świat, na którym ich cywilizacja się odrodzi i znów zakwitnie. Lecą już setki czy może tysiące lat, i naraz na ich drodze staje Układ Słoneczny z Wenus, Ziemią, Księżycem, Marsem i Faetonem, które nadają się do zamieszkania. Niestety, są one już zamieszkałe przez rozumną rasę istot stojących na nieco innym poziomie naukowo-technicznym. Co zatem robić? Nie ma wyjścia - oczywiście opanować te planety! Ale są one już zamieszkałe!
- Nie mamy wyboru - decydują Istoty - albo oni, albo my. Trzeciego wyjścia nie ma! Mamy dość tułania się po Kosmosie!
- Atakujemy Ziemian! - zapadła decyzja.
Wskutek tej decyzji doszło do straszliwego konfliktu, wskutek którego obie cywilizacje upadły! Życie ostało się jedynie tylko na Ziemi, a i to jedynie w skarlałej i rachitycznej formie... Obcy i Ludzkość cofnęli się o setki tysięcy lat w rozwoju. Cały dorobek poszedł w zapomnienie i gruzy. Kiedy opadły dymy, to wszyscy uświadomili sobie, że trzeba wszystko zaczynać od nowa. Od zera. I zaczęli. Z tego narodziła się nasza cywilizacja...
Co z tym wszystkim ma wspólnego TM?
Bardzo dużo, bowiem zakładamy, że SCNT posiadała to wszystko, czym my już dysponujemy plus jakieś udoskonalone systemy w rodzaju naszych SDI, ABM czy MND - tyle że bardziej zaawansowane technicznie. Systemy te wzięły udział w Konflikcie, ale po zniszczeniu ośrodków dyspozycyjnych koordynacji i dowodzenia na Ziemi i innych planetach, pozostała w przestrzeni kosmicznej część niewykorzystanych satelitów bojowych i satelitów „killerów” przeznaczonych do niszczenia tamtych na orbitach wokółziemskich czy wokółplanetarnych. I krążyły one przez tysiące lat wokół Ziemi od czasu do czasu wprowadzając drobne korekty orbity tak, by nie spaść na nią.
Stan taki trwał czas jakiś. Po wyczerpaniu się zapasów paliwa, satelity te ulegały powoli ziemskiej grawitacji i od czasu do czasu któryś z nich spadał na naszą planetę, a wtedy uwalniało się piekło broni A, B, C, H i N, a może nawet D?[1] To właśnie dzięki temu Ludzkość gnębiły najstraszliwsze  choroby, niewyjaśnione do dziś dnia epi- i pandemie, epi- i panzootie, niesamowite wybuchy i następujące po nich choroby, jako żywo przypominające chorobę popromienną, duszące, trujące mgły i palące deszcze... Zagładę Sodomy i Gomory mogły wywołać nie tylko antyczne głowice nuklearne, ale zwykły napalm czy fosforowo-celuloidowe płytki zapalające - takie ogniste deszcze pamiętają doskonale mieszkańcy Tokio, Hanoi, wiosek w Afganistanie czy Czeczenii. Listę tych dopustów Bożych do XVIII wieku przytoczył Miloš w swej znakomitej pracy pt. „Bohové atomových vàlek” (Ústi nad Labem, 1998) i nie będziemy jej tu przytaczać.[2]
Czymże był zatem TM?
W świetle tego, co powiedzieliśmy powyżej możemy śmiało założyć, że TKC było niczym innym, jak wielogłowicową rakietą - MIRV - która spadła z Kosmosu na Ziemię w rejonie Podkamiennej Tunguskiej, i de facto eksplodowała w powietrzu - co więcej - zanim do tego doszło, poruszała się w powietrzu tak, jak samosterowany pocisk odrzutowy typu Cruise czy Tomahawk. Co więcej - pocisk ten rozdzielił się na kilkadziesiąt kilometrów przed celem na 2-5 fragmentów, które uderzyły w cel razem lub osobno, atakując z kilku kierunków! Stąd trzy wywały drzew i pięć epicentrów eksplozji, stąd rozbieżności w relacjach świadków i stąd wreszcie te wszystkie łoskoty gromowe eksplodujących głowic termojądrowych. Stąd te wszystkie geofizyczne fenomeny, jakże pasujące do teorii o eksplozji kosmolotu Kazancewa! Bo to był kosmolot, tyle że nie niosący żywą czy choćby automatyczną załogę, ale śmierć i zagładę... Tyle, że na Ziemi nie było już celu, który miał być zniszczony...
Nie było?...
A może celem był właśnie stary komin wulkaniczny w dorzeczu Dolnej Tunguskiej? Gdyby taki wielogłowicowy pocisk rakietowy trafił w stary komin wulkaniczny, to seria pięciu czy może nawet więcej eksplozji o łącznej mocy 10-15 Mt TNT mogłaby obudzić uśpiony wulkan... Jak? - bardzo prosto: pierwsza eksplozja zamieniłaby w parę 50-100 m gruntu, wiecznej marzłoci i skał, druga i następna głowica uderzając w to samo miejsce zrywa dalsze setki metrów skały aż do zbiornika magmy... Stach pomyśleć, co stałoby się z połową kontynentu! Straszliwe terremoto spustoszyłoby pół Azji i uaktywniłyby się wszystkie wulkany Kamczatki i Kaukazu, nie mówiąc już o Tiań-Szaniu i Ałtaju. Straszliwa broń ekologiczna, które nie mogłaby sprostać nawet Supercywilizacja...
Może się mylimy, ale zbyt wiele wskazuje na to, że tak właśnie kiedyś było.  Legendy i mity o Wielkim Konflikcie Bogów znane są na wszystkich kontynentach i opowiadają je wszystkie ludy: od Aborygenów i Albańczyków do Zulusów. Na ziemi widnieją ślady cyklopiego budownictwa, którego nawet nasza cywilizacja nie jest w stanie zrekonstruować, bo użyto do niego kamienia - najtrwalszego ze wszystkich materiałów budowlanych znanego w Przyrodzie, a my nie potrafimy powtórzyć wyczynu naszych przodków, i postawić chociaż jedna kamienna piramidę na wzór piramidy chociażby Mycerinosa... I na to nic nie pomogą książki krytyczne w zamyśle, a w gruncie rzeczy rozwadniające i zaciemniające sprawę, stanowiące stek przeintelektualizowanego bełkotu, pisane przez różnej maści „antydaenikenów” czy im podobnych błaznów nazywających siebie w prostaczej naiwności „uczonymi”, bez polotu i krzty elementarnej wyobraźni, bo wszystkie te - pożal się Boże - „rozprawy” czy „krytyki” są pisane na zasadzie: „zanegować, co się tylko da - a jak się nie da, to wyśmiać lub w ogóle zignorować!” I to jest właśnie najbardziej żałosne - bo ci „wyjaśniacze” i „krytycy” wymyślają karkołomne hipotezy w rodzaju bredni, jakie nam zaserwował prof. Anistratienko, Bronsztejn i im podobni, by zaćmić klarowny obraz tego, co było zanim powstała nasza cywilizacja...
Uważamy, że hipoteza nr 81 broni się nieźle, a dowodów na jej poparcie jest dosyć - wystarczy dobrze rozejrzeć się dookoła i pomyśleć, choć z drugiej strony zdajemy sobie sprawę z tego, ze w naszym zdewociałym i totalnie ogłupianym przez chory system edukacji społeczeństwie  z myśleniem na ogół jest trudno - mówiąc delikatnie. Na rozejrzenie się nie mamy czasu, a na myślenie, to lepiej w ogóle nie mówić. Śledząc wystąpienia niektórych polityków czy postępki niektórych uczonych - ostatnio „zabłysnął” głupotą prof. Jan Ostrowski z Wawelu, który  zaczął walczyć z Wawelskim Czakramem Ziemi - coraz bardziej jestem przekonany, że zaślepienie, zawiść i dewocja idą u nich o lepsze z przesądami, które nazywają bombastycznie „współczesną nauką”. Drugim „uczonym”, który ostatnio wygłupił się uroczo jest prof. dr hab. Janusz Gil, który stwierdził, ze fizyka współczesna już się skończyła na Ogólnej i Szczególnej Teorii Względności i cała reszta to są tylko dodatki kosmetyczne i nic więcej. Hmmm... - no to jak uważamy - wszyscy nobliści z dziedziny fizyki po 1916 roku powinni pooddawać swe Nagrody Nobla, jako że według prof. Gila - niczego rewolucyjnego nie odkryli, a tylko poczynili apendyksy... Takich wygłupów ta „współczesna nauka” zaliczyła jeszcze więcej, tylko że o nich się nie mówi, bo są skrzętnie ukrywane przez ich autorów...
Dowody są i nierzadko spadają z nieba.[3] Trzeba je tylko poszukać w pracach takich autorów, jak m.in.: Aleksander Mora, Arnold Mostowicz, Lucjan Znicz-Sawicki, Andrzej Donimirski, Aleksander Grobicki - że wspomnimy tutaj tylko polskich autorów. Można je spotkać także w upiornych gniotach w rodzaju „Z powrotem na Ziemię” czytanych à rebous: trzeba patrzeć   o   c z y m   ci autorzy „z Bożej łaski krytycy”   n i e   n a p i s a l i !   Bo autorzy tego gniota w ferworze rzucania gromów na oponentów też strzelili kilka byków, i to jakże uroczych! Ale krytyka tych bredni nie wchodzi w zakres tego opracowania i darujemy Czytelnikowi przytaczania listy potknięć tych ludzi, którzy uważają się za „prawdziwych naukowców”...
Hipoteza nr 81 plasuje się w wykazie P. I. Priwałowa w grupie hipotez A.


[1] A = broń atomowa, B = biologiczna, C = chemiczna , D = dezintegracyjna (z antymaterii), N = neutronowa, H = termojądrowa, itd..
[2] Będzie ona dostępna w Internecie na witrynie MCBUFOiZA w moim przekładzie.
[3] Na zdjęciu prezentowanym na ilustracji widzimy Theodore’a Salomonsa z farmy w okolicy miasta Worcester (w odległości 150 km od Kapsztadu w RPA), który siedzi na polu obok metalowej kuli, która spadła nań wprost z nieba. Druga podobna do niej kula spadła w odległości 50 km od Kapsztadu. Były one rozgrzane do białości w chwili upadku. Astronomowie sądzą, że są to części sztucznych satelitów Ziemi, które spadły w postaci tego „kosmicznego złomu”. Inne źródła twierdzą, że są to szczątki boostera któregoś statku kosmicznego. (Źródło: „Gazeta Krakowska” z dnia 4 maja 2000 roku oraz „TVN Fakty” z dn. 3 maja 2000 roku.)

piątek, 9 marca 2012

BOLID SYBERYJSKI (16)

CZĘŚĆ II - INNE SPOJRZENIA, NOWE PROPOZYCJE


Pamięci mojego młodszego brata Bolesława poświęcam -
Robert K. Leśniakiewicz

   
6. P. I. Priwałow - WYKAZ HIPOTEZ O BOLIDZIE TUNGUSKIM.



Przy układaniu tego katalogu uwzględniono: 390 artykułów, około 180 referatów, ponad 550 popularnonaukowych reportaży, felietonów, notatek; 60 powieści, opowiadań oraz utworów poetyckich i dramatycznych; 10 monografii; 5 filmów[1], audycja radiowe i TV, dzieła malarskie i grafiki, materiały epistolarne, archiwalne i inne. Utworów muzycznych poświęconych rozpatrywanemu zjawisku na razie nie ma.

WYKAZ HIPOTEZ O BOLIDZIE TUNGUSKIM
Stan na dzień 01.01.1969 r.[2]
1.                               Wybuch atomowy statku międzyplanetarnego przybyłego z Marsa. (1946)
2.                              Lądowanie statku kosmicznego, który hamował przy użyciu silników rakietowych. (1950)
3.                              Udany start statku kosmicznego po krótkiej wizycie na Ziemi. (1951)
4.                              Przylot statku kosmicznego z Wenus. [3] (1958)
5.                              Kosmolot, w którym były miedziane przewodniki i półprzewodniki. (1958)
6.                              Automatyczny aparat szpiegowski z Wenus. (1959)
7.                              Rakieta z drzwiami i oknami, co zadecydowało o kształcie fali uderzeniowej. (1960)
8.                              Wybuch atomowy z nieznanej przyczyny. (1960)
9.                              Upadek, lądowanie lub dezintegracja UFO. (1961)
10.                         Promień lasera rzucony z planety gwiazdy 61 Cygni. (1964)
11.                           Kosmolot, który przetransportował na Ziemię Yeti. (1965)
12.                          Kosmolot-kontromot.[4] (1965)
13.                          Zderzenie się dwóch lub więcej kosmolotów, zob. 61. (1966)
14.                          Kosmolot manewrował nad Ziemią i uległ awarii. (1967)
15.                          Upadek antymeteorytu. (1947)
16.                          Anihilacja masy antymaterii w atmosferze. (1958)
17.                          Eksplozja w rodzaju tej, która zniszczyła planetę Faeton. (1959)
18.                          Anihilacja antymeteorytu, co spowodowało wzrost ilości radioaktywnego węgla C-14. (1965)
19.                          Wybuch tunguski jako zjawisko statystyczne o prawdopodobieństwie 1/7. (1966)
20.                        Kawałek substancji z tzw. białego karła. (1966)
21.                          Zwykły meteoryt + satelita z antymaterii. (1968)
22.                        Przekształcenie czasu, materii czy przestrzeni w energię. (XX wiek)
23.                        Koniec świata. (1908)
24.                        Nadejście Antychrysta. (1908)
25.                         Zstąpienie z nieba boga Agdy (Ogdy). (1908)
26.                        Przelot smoka Gorynycza. (1908)
27.                         Powtórka katastrofy z Sodomy i Gomory. (1950)
28.                        Wybuch pioruna kulistego, a może nawet kilku. (1908)
29.                        Trzęsienie ziemi spowodowało wstrząs powietrza. (1908)
30.                        Początek wojny z Japonią - kanonada artyleryjska. (1908)
31.                          Huragan, trąba powietrzna i pożar lasu. (1928)
32.                        Katastrofa w fabryce sztucznych diamentów. (1958)
33.                        Wybuch chmury mustyków i komarów o objętości 5 km3. (1960)
34.                        Wyładowanie elektryczne pomiędzy jonosferą a Ziemią spowodowane przez meteoryt. (1962)
35.                         Wytworzenie przez rozpalony meteoryt mieszaniny piorunującej w wiecznej marzłoci. (1962)
36.                        Kataklizm o nieznanej naturze na antypodach. (1964)
37.                         Wybuch gazu ziemnego od uderzenia pioruna. (1964)
38.                        Wybuch gazu ziemnego od uderzenia meteorytu. (1968)
39.                        Rozpad olbrzymiego aerolitu nad Kieżmą. (1908)
40.                        Spadek olbrzymiego meteorytu w dorzeczu Podkamiennej Tunguski. (1922)
41.                          Meteoryt rozpadł się w powietrzu i wywołał falę uderzeniową. (1925)
42.                        Meteoryt wbił się w Ziemię w postaci strumienia odłamków i gazów. (1927)
43.                        Meteoryt zrykoszetował od powierzchni Ziemi. (1929)
44.                        Ziemia zderzyła się ze zwartym obłokiem pyłu kosmicznego - zob. 52. (1932)
45.                         Meteoryt żelazno-niklowy wpadł w postaci odłamków w bagno. (1939)
46.                        Meteoryt utworzył krater, który zalało bagno. (1949)
47.                         Meteoryt mógł być z lodu. (1958)
48.                        Katastrofę spowodowała fala balistyczna przelatującego meteoru (bolidu). (1958)
49.                        Kamienny deszcz meteorytów spowodował kras w wiecznej marzłoci. (1959)
50.                        Falę balistyczna spowodował meteoryt, który wyparował tuż nad ziemią. (1959)
51.                          Był to wybuch termiczny lodowego meteorytu. (1960)
52.                         TM to zagęszczenie pyłu kosmicznego. (1962)
53.                         Meteoryt rozdrobnił się pod naporem powietrza - zob. 75. (1964)
54.                         Nad Danią lub w innym miejscu przeleciał jasny bolid. (1908)
55.                         Meteoryt spadł w pobliżu Filimonowa pod Kańskiem. (1908)
56.                         Meteoryt spadł w dorzeczu rzeki Kiet’ (Kieć). (1948)
57.                         Meteoryt zrykoszetował w kierunku północnym. (1958)
58.                         Żelazny meteoryt w proszku spłonął w powietrzu. (1958)
59.                         Meteoryt spadł przy potoku Czurgin. (1959)
60.                        Ładunek elektrostatyczny powalił tajgę. (1959)
61.                          W powietrzu zderzyły się dwa meteoryty. (1959)
62.                        Meteoryt rozpadł się na części, które zderzyły się w powietrzu.  (1959)
63.                        Meteoryt był nieduży, a las w rejonie spadku nietrwały. (1960)
64.                        Meteoryt spadł w rejonie Dolnej Tunguski. (1960)
65.                         Meteoryt był węglowy i doszczętnie spłonął. (1966)
66.                        Meteoryt rozerwały naprężenia termiczne. (1967)
67.                         Spadła kometa lub planeta nad Angarą. (1908)
68.                        Spadła kometa P/Pons-Winncecke związana z rojem Bootydów. (1926)
69.                        Ziemia zderzyła się z kometą o pyłowym ogonie. (1934)
70.                        Spadła kometa P/Encke. (1958)
71.                          Wszystko wskazuje na to, że była to kometa. (1960)
72.                         Wybuch chemiczny wolnych rodników w komecie. (1960)
73.                         Wybuch termiczny w jądrze komety. (1960)
74.                         Była to ta sama kometa, która zniszczyła Atlantydę.[5] (1963)
75.                         Wybuch mechaniczny jądra komety. (1964)
76.                         Kometa 1874 II przeleciała przez atmosferę. (1965)
77.                         Dysocjacja wody w komecie i wybuch powstałej wskutek niej mieszaniny piorunującej. (1966)
78.                         Meteoryt lodowy dysocjował, płonął następnie doszło w nim do syntezy termojądrowej. (1961)
79.                         Gwiazdolot zamaskowany jako kometa. (1963)
80.                        Kometa z antymaterii wybuchła w atmosferze. (1965)

Artykuł, z którego przytoczono powyższy wykaz zatytułowany „Hipotezy związane z upadkiem Meteorytu Tunguskiego” został opublikowany na łamach czasopisma „Priroda” nr 5,1969. w Polsce opublikowano go w almanachu SF „Kroki w Nieznane” t.2, Warszawa 1971. Jak dotąd jest to   j e d y n y   w krajach Europy wykaz hipotez dotyczących natury i pochodzenia TF.


[1] W tym enerdowski pt. „Milcząca gwiazda” w reż. Kurta Maetziga, na podstawie powieści „Astronauci” Stanisława Lema.
[2] Przekład z jęz. ros. - Bolesław Baranowski.
[3] Hipotezę tą rzucił jako pierwszy Stanisław Lem w powieści „Astronauci” napisanej w 1953 roku i to samo odnosi się do hipotezy A-6, bowiem Lem wyraźnie pisał o misji szpiegowskiej TM, która miała poprzedzić inwazję Wenusjan na Ziemię po wymordowaniu Ziemian przy pomocy wyemitowanej w kierunku naszej planety chmury radioaktywnej.
[4] Zob. A. Strugacki, B. Strugacki - „Poniedziałek zaczyna się w sobotę”, gdzie wyłożono przystępnie teorię kontromocji (poruszanie się w czasie wstecz) ciągłej i nieciągłej.
[5] Zob. także L. Zajdler - „Atlantyda”, Warszawa 1980.