środa, 7 marca 2012

BOLID SYBERYJSKI (15)

5. POSŁOWIE.

No i zakończyliśmy opowieść o TM, jego tajemnicach i zagadkach. Pora na podsumowanie. Co właściwie stało się w tajdze syberyjskiej rankiem, 30 czerwca 1908 roku?
Dzisiaj możemy tylko naszkicować taki oto obraz całego zjawiska: pewne ciało kosmiczne - najprawdopodobniej należące do komety Halleya zeszło z heliocentrycznej orbity i z prędkością kilkudziesięciu kilometrów na sekundę, pod kątem zawartym pomiędzy 10-20o - a nawet 30o - weszło w atmosferę Ziemi z kierunku wschodniego czy nawet południowo-wschodniego. Na wysokości 30-50 km nad Ziemią doszło do jego rozdrobnienia czy rozkruszenia, a szczątki rozlatywały się na różne strony. Zasadnicza część TM weszła w gęste warstwy atmosfery i nagromadził się w niej znaczny ładunek elektryczny, który potem rozładował się pomiędzy nim a powierzchnią Ziemi. W krótkim czasie energia kinetyczna bolidu przeszła w energię elektryczną, co stało się na wysokości 5-10 km. Ten elektrowybuch zamanifestował się wieloma unikalnymi efektami fizycznymi.
Z czego składał się kosmiczny przybysz? - tego do tej pory nie udało się ustalić. Owszem, mamy propozycję, że TM składał się z lekkich związków węgla i wodoru oraz krzemu, glinu, cynku, itp. Nie był to meteor sensu stricte, ale fragment jądra komety Halleya, która nadlatywała w perymetr orbity Ziemi, by znaleźć się w punkcie przysłonecznym orbity w dniu 20 kwietnia 1910 roku.
Analizując wydarzenie z 30 czerwca 1908 roku, przez cały czas używamy słów: prawdopodobnie, być może, wydaje się, że, itd. itp. To było konieczne przy pokazywaniu tej czy innej hipotezy. I tak problem TF wydaje się być rozwiązany przy pomocy obliczeń matematycznych, które wyjaśniają całość fizycznej podstawy zjawisk zachodzących przy wybuchu...
I jeszcze jedno wydarzenie i jeszcze jedna okoliczność związana ze spadkiem na Ziemię kosmicznych ciał podobnych do TKC. Wiadomo, ze do naszej planety periodycznie zbliżają się kosmiczne ciała o średnicach nie przekraczających 1 km. Mogą one należeć do Pasa Asteroidów (Planetoid), jak i do przelatujących koło Ziemi komet. Astronomowie wyliczyli, że prawdopodobna kolizja Ziemi z taką planetką jest bardzo rzadka - raz na 150.000 lat.
W pamięci naszej planety są odnotowane mnogie ślady takich katastrof, a czas od ostatniej z nich wywołuje w nas uczucie niepokoju - jednak od tego wcale nie czujemy się gorzej, a bezpieczniejsi wcale nie będziemy...
Współczesny rozwój nauki i techniki pozwala na przewidywanie i ewentualne zapobieżenie takim kolizjom, i to przy pomocy tego, co było przygotowane na zgubę całej Ludzkości. I tak np. amerykański fizyk, żydowsko-węgierskiego pochodzenia prof. dr Edward Teller zaproponował wykorzystanie do zniszczenia asteroidy głowice wodorowe. W swym wystąpieniu na Uniwersytecie im. George’a Washingtona w 1989 roku uczony ów wspomniał także o katastrofalnych następstwach spadku TM i wskazał na konieczność zniszczenia takich ciał niebieskich, zanim dosięgłyby one Ziemi.
Według Tellera, wybuch ładunku termojądrowego może rozdrobnić ciało niebieskie na drobne fragmenty, które nie będą przedstawiały sobą niebezpieczeństwa.[1] Jako pierwszy praktyczny krok w tym kierunku Teller zaproponował przeprowadzić eksperymenty ze zniszczeniem meteorytów czy towarzyszy komet, które przelatują w bezpośredniej bliskości naszej planety...[2]
I na koniec... - analiza sytuacji powstałej w wyniku rozwiązania problemu TM i przedłożonej w tej pracy, wcale nie pretenduje do tego, by uważać ją za ostatnie słowo w sprawie. Być może wyjdą na światło dzienne nowe fakty i potrzebna będzie rewizja wszystkich dotychczasowych poglądów na pochodzenie i naturę TKC.[3] J


KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ


[1] Stwierdzenie to jest wysoce problematyczne, jako że pył meteorytowy może sprawić znaczne zmętnienie atmosfery, a co za tym idzie - zmianę stałej słonecznej i obniżenie temperatury powierzchni Ziemi, ulewne deszcze i powodzie, a także inne kataklizmy z nimi związane.
[2] Są to dwa programy obronne: PROJECT ICARUS i  PROJECT ORION, które zakładają zmasowane użycie broni termojądrowej przeciwko asteroidom w rodzaju 4179 Toutatis, która 29 września 2004 roku zbliży się do Ziemi na odległość 0,01 AU, zaś w dniu 14 sierpnia 2126 roku zderzy się z naszą planetą!
[3] Nie tak dawno giżycki astronom Roman Rzepka w swym artykule pt. ”Czarne <<słupy kurzu>> i niezwykłe kamienie” w „Nieznanym Świecie” nr 5,2000 pisze, iż znalazł on w 1997 roku w okolicach Giżycka , kilkanaście kilometrów na północ od miasta, dziwne meteoryty, które - jak głoszą lokalne podania - spadły tam około sto lat temu, a zatem gdzieś w okolicach roku 1908... Ich skład chemiczny wykazuje podobieństwo do meteorytów pochodzących spoza Układu Słonecznego, a zatem spoza Obłoku Oorta! Analiza wykazała niezbicie, że meteoryty te nie zawierają nawet śladu niklu, jak te z Układu Słonecznego. Wymienione w tytule artykułu „słupy czarnego kurzu” towarzyszyły spadkowi tych meteorytów. Oczywiście oficjalna nauka nie raczyła zająć stanowiska w rzeczonej sprawie!!!... - a szkoda, bo dokładne zbadanie tych kamieni mogłoby rozwiązać jedną z największych zagadek stulecia...
     Kamienie te wyglądają niepozornie - są szaroczarne, a na przełomach lśnią kuleczki metalu - meteorytowego żelaza. Być może jest to rzeczywiście „ciepły” ślad tego, ze TM był faktycznie ciałem kosmicznym, które poruszało się z prędkością hiperboliczną - tzn. z Vg > VIV lub nawet Vg >> VIV - co samo w sobie jest super-sensacją naukową!!!