piątek, 16 marca 2012

BOLID SYBERYJSKI (18)

8. R. K. Leśniakiewicz - TM Z KOSMOSU.


Powrócę jeszcze raz do postawionego na początku pytania - Czym był TM? W tej materii nasunęło mi się kilka hipotez, które poprzedzały w czasie hipotezę o Wielkim Konflikcie Bogów-Astronautów, a dwie pierwsze - oznaczam je tutaj hipotezy nr 82 i 83 - sformułowałem jeszcze w latach 80., kiedy to zaczynałem się interesować na dobre ufologią i paleokontaktami. Pierwsza z nich zakłada, ze mieliśmy wtedy do czynienia z jakimś urządzeniem energetycznym, które dosłownie spadło nam na głowy w ów fatalny dzień 30 czerwca 1908 roku, zaś druga głosi, ze mieliśmy do czynienia z aparatem zwiadowczym z innego systemu gwiezdnego, który uległ katastrofie w atmosferze ziemskiej. Są to modyfikacje hipotez oznaczonych w „Kanonie...” pod pozycjami A-14 i G-79. zacznijmy zatem od tej pierwszej:


8.1. Hipoteza nr 82: Urządzenie energetyczne sprzed wielu, wielu wieków?


Załóżmy od razu, że to zakładana przez nas SCNT w hipotezie nr 81 de facto istniała, i że z jakichś bliżej nieznanych przyczyn uległa zagładzie. Supercywilizacja ta oczywiście prowadziła szeroko zakrojone badania Kosmosu i Układu Słonecznego. Dajmy na to, że jest prawdziwa teoria o istnieniu „towarzyszy podróży” komet - a jest prawdziwa, gdyż widzieliśmy takiego towarzysza podróży, który odłączył się od jądra komety P/Hale-Bopp - i że na jednym z nich znajdowała się stacja obserwacyjno-badawcza Ziemian, która obiegała Słońce raz na 76,3 roku wraz z kometą P/Halley...
Po Konflikcie stacja ta została porzucona, a jej urządzenia zostały wyłączone i zabezpieczone. I tak stacja krążyła wraz ze świtą komety Halleya, od Słońca do Plutona - a zatem aż przez cały Układ Słoneczny! Gdybym miał decydować o tym, gdzie umieścić taką stację badawczą Układu, to też umieściłbym ją właśnie na takim ciele niebieskim przelatującym przezeń! Ileż danych naukowych można zebrać w czasie takiej podróży! Same korzyści przy minimalnych kosztach.
Oczywiście urządzenia energetyczne stacji musiały być wydajne, bowiem energia słoneczna mogłaby być wykorzystana tylko do perymetru orbity Marsa, a dalej trzeba było wykorzystać jakieś inne źródło energii i rzeczywiście - wykorzystywano wodór z komy wodorowej głowy komety czy choćby z „brudnego śniegu”, z którego składa się jej jądro. Wodór jest idealnym paliwem do reaktorów termojądrowych. Stacja taka musiała zawierać wiele urządzeń pracujących w oparciu o półprzewodniki i nadprzewodniki - stąd w jej masie   m u s i a ł y   się znaleźć takie pierwiastki, jak krzem, selen, german, itr, ren, lantan czy cer... Szczątki jednego z jej urządzeń znaleziono w latach 80. na brzegach rzeki Waszka w Republice Komi.
W 1908 roku stacja weszła w atmosferę Ziemi wskutek perturbacyjnego wpływu Jowisza, Saturna i Słońca. Efekt tego wydarzenia był taki, jaki pamiętamy z opisów spadku TM. Eksplozja, która rozpyliła w atmosferze stacje kosmiczną, była „czystą” eksplozją termojądrową. Niewiele z tej stacji zostało, bo rozerwana w pył termojądrową eksplozją w ciągu kilku milisekund zamieniła się w obłok plazmy, który także eksplodował w niższych warstwach atmosfery - a nie zapominajmy, że musiała się ona poruszać z prędkością komety Halleya - dokładnie taką samą - a to są dziesiątki kilometrów na sekundę... Czy to właśnie było to ciało, które przeleciało w polu widzenia ziemskich lunet i teleskopów krótko przed fatalnym dniem 30 czerwca 1908 roku?
Ciekawy jestem, czy stacja ta wyglądała jak nasze dzisiejsze stacje kosmiczne, takie jak Salut, Skylab, Mir czy Alfa? Raczej nie, bo wystawiona na nieprzerwane bombardowanie okruchami materii kometarnej przez kilka tysięcy lat zniszczyłoby wszystkie wystające części stacji: anteny i reflektory radiowe, panele baterii słonecznych, itd. Po kilkunastu tysiącach lat stacja taka przypominałaby to, co opisał Stanisław Lem w „Opowiadaniu Pirxa” - NB, nowela ta dokładnie pasuje do mojej hipotezy o sondzie kosmicznej należącej albo do poprzedniej ziemskiej SCNT, albo do Obcych... - do tego tematu jeszcze powrócimy w następnych hipotezach. No cóż, niby Stanisław Lem w istnienie Obcych i UFO nie wierzy, ale to „Opowiadanie Pirxa” napisał? Napisał! Dla mnie to całe jego zaprzeczanie się jest zwyczajnym krygowaniem się przed kamerami, mizdrzeniem się do ortodoksyjnych uczonych i aberracją wielkiego umysłu, który Lem niewątpliwie posiada i nadzwyczaj skutecznie używa - za co mu chwała! „Opowiadanie Pirxa” nie pasuje do image’u Lema-szydercy czy Lema-prześmiewcy, którego znamy z jego powieści i opowiadań - szczególnie „Cyberiady” i cyklu opowiadań o Ijonie Tichym.
Podsumowując krótko, to TM mógł być stacją kosmiczną, która po wielu - co najmniej 120 - wiekach zdryfowała grawitacyjnie w ziemską atmosferę i tamże eksplodowała. Ktoś mógłby zapytać, dlaczego tam i wtedy? Ano dlatego - odpowiadam - że ona gdzieś i kiedyś spaść   m u s i a ł a , boż to jest zgodne ze wszystkimi prawami mechaniki nieba. Spadła tak, jak spadły Skylab, Salut czy ostatnio Mir.[1] Cała różnica polega na tym, ze nie miały one na pokładach urządzeń jądrowych, które mogłyby spowodować takie zniszczenia, jak TKC.
Ze stacji nie zostało niczego poza resztkami znalezionymi nad Waszką i kropelkami metalu w torfach Bagna Południowego, bo i co mogłoby pozostać po termonuklearnej eksplozji o mocy szacowanej na 3...130 Mt TNT? Tylko optymista albo idiota mógłby mieć jeszcze jakąś nadzieję, że pozostaną jakieś większe odłamki po eksplozji równej mocą wybuchowi kilkudziesięciu milionów ton 2,4,6-trójnitrotoluenu! Nie ma    t a k i c h     cudów...
Myślę, że dobrze byłoby sprawdzić, czy za poprzednimi przejściami komety P/Halley nie zdarzały się podobne wypadki. Należałoby poszperać w archiwach, i a nuż znalazłoby się coś ciekawego, co byłoby związane z tą najciekawszą i najdłużej nam towarzyszącą kometą?...

Istnieje jeszcze jedna hipoteza „kosmiczna”, która wiąże TM z potencjalnymi Kosmitami. Jest to:


8.2. Hipoteza nr 83: Sonda Bracewella?


Co spadło - zadam tutaj już po raz enty to przeklęte pytanie - w dniu 30 czerwca 1908 roku, o godzinie 00:17.11 GMT, na punkt określony współrzędnymi geograficznymi 60o55’N i 101o57’E? Wszystkie przedstawione przez Wojciechowskiego i Krassę teorie i hipotezy maja jakieś mankamenty, a to nie wyjaśniają zmian kursu, a to nie wyjaśniają  - dlaczego było więcej niż jeden epicentrów wybuchu, itd. itp. Hipoteza nr 81 nie wyjaśnia np.: dlaczego obserwowano nocne świecenie nieba   p r z e d   spadkiem tego „satelity śmierci”, zaś hipoteza nr 82 nie wyjaśnia tak ogromnej mocy tej eksplozji. Dlatego też przyszło mi do głowy, że to, co eksplodowało nad Podkamienna Tunguską było zwiadowczą sondą z innych światów - tzw. sondą Bracewella.
Czym są sondy Bracewella? Zacznę od tego, że pojęcie to wprowadził do ufologii i programów CETI, SETI i innych programów poszukiwań Obcych w latach 60., australijski uczony prof. dr Ronald Bracewell. Doszedł on do wniosku - zresztą ze wszech miar rozsądnie brzmiącego - iż eksploracja Kosmosu może być przeprowadzana przy pomocy automatycznych sond lub kosmolotów z załogami składającymi się z maszyn rozumnych, które wysyła się w Kosmos w kierunku słońc, co do których są podejrzenia, że wokół nich krążą zamieszkałe planety. Po przybyciu w rejon aktywności takiej CNT sonda „przyczaja się” i obserwuje tą CNT, jednocześnie wysyłając informacje na swoją macierzystą planetę, - do CNT, która ją wysłała... I tak najpierw automaty sondy prowadzą zwiad w ramach dozoru niejawnego, potem - kiedy dana CNT już „dojrzeje” do tego - nadzór staje się jawny. Te dwa etapy znamy. Jaki będzie następny krok Kosmitów - to możemy tylko zgadywać... Kto wie, czy tajemnicze kręgi i piktogramy pojawiające się w zbożach, kukurydzy, owsie, prosie, ryżu czy trawie, a nawet w śniegach i na lodzie nie są Ich dziełem i próbą bezpośredniego kontaktu!?...
A próby takie miały już miejsce, jeżeli liczyć dziwne efekty doświadczeń pierwszych radiowych sondowań jonosfery van der Poola i Störmera w 1926 roku. Ideę tego eksperymentu pokazuje rycina. Otrzymali oni w odpowiedzi na swe sygnały serię radiowych ech, które próbowano interpretować na różne sposoby w latach 70. XX wieku. Młody szkocki astronom z uniwersytetu w Glasgow - prof. dr Duncan Lunnan sporządził wykres opóźnień tych tajemniczych radiosygnałów i w rezultacie otrzymał on rysunek gwiazdozbioru Wolarza z wyróżnioną nań gwiazdą ε-Booti czyli al-Izar albo Pulcherrima. 
W pewien czas później mieszkający w Tallinie astronom dr A. W. Szpilewskij obrócił wykres o 90o i otrzymał mapę konstelacji... Wieloryba, z wyróżnioną na niej z kolei gwiazdą τ-Ceti (Tau Ceti) - odległą od nas jedynie o 11,85 ly! - czyli bliziutko, jak na kosmiczne odległości... Z kolei polski interpretator L. Gorzym z Lublina widzi w tym rozmaite figury geometryczne i ukazane zależności pomiędzy nimi...
Osobiście jestem zdania, że w czasie swego eksperymentu van der Pool i Störmer nawiązali przypadkowo kontakt z Czarnym Baronem, który już raz posłał był na Ziemię lądownik, a kiedy ten ostatni nie wrócił 30 czerwca 1908 roku, to jego automaty czekały na sygnały, którymi dopiero „pomacano” go w 1926 roku. Odpowiedziały na nie, używając identycznej częstotliwości - 9,75 MHz (31,4 m) i podejrzewam, ze te radioecha nie były tylko prostymi odzewami, ale wielowarstwowymi sygnałami w rodzaju tych, jakie odbierali bohaterowie powieści Carla Sagana i zrobionego na jej podstawie filmu Roberta Zemeckisa pt. „Kontakt”. Potem Czarny Baron zszedł z orbity i pod wpływem sił pływowych rozleciał się na kawałki, które powoli wpadały w atmosferę i płonęły, jak zwyczajne meteory.
Czarny Baron, czy jak to wolą Rosjanie Czarny Książę był niemal doskonale czarny, tzn. pochłaniał 99,99% padającej na jego powierzchnię energii, boż chodziło tu nie tylko o pobór energii, ale o... maskowanie! A tak, bo ciało niemal doskonale czarne jest w Kosmosie niemal zupełnie niewidzialne! Staje się ono widzialne wtedy i tylko wtedy, gdy staje na jasnym, promieniującym tle tarczy Słońca czy Księżyca lub jakiejś mgławicy. To właśnie to miał na myśli Peter Kolosimo pisząc swą książkę „Ombre sulla stelle”. Byłby to argument za hipotezą, że Czarny Baron był de facto sondą zwiadowczą Kosmitów, która usiłowała z nami nawiązać Kontakt - ale...
... ale nie tak dawno, w miesięczniku „Nieznany Świat” nr 4,2000 zamieszczono artykuł Adama Mikołajewskiego pt. „Bohaterowie Kosmosu”, w którym podano listę kosmonautów radzieckich, którzy albo polecieli w Kosmos, albo odbyli loty balistyczne, n a    d ł u g o   p r z e d   pamiętnym lotem mjr Jurija Gagarina w dniu 12 kwietnia 1961 roku:

v    Pilot Pietr Ledowskij - zginął w czasie lotu balistycznego w 1957 roku;
v    Pilot Szeborin - zginął także w podobnych okolicznościach w 1957 roku;
v    Pilot Mitkow - zginął w czasie próby lotu orbitalnego w 1959 roku;
v    „Towarzysz X” - zginął w niewyjaśnionych do końca okolicznościach w maju 1960 roku, najprawdopodobniej nie mogąc powrócić na Ziemię, popełnił samobójstwo na orbicie. Jego nazwiska władze ZSRR nie ujawniły nigdy;
v    Pilot Piotr Dołgow - zginął w czasie eksplozji boostera na platformie startowej we wrześniu 1960 roku;
v    Piloci: Biełokoniew, Koczur i Graczow zginęli na orbicie w czasie pierwszego lotu   z e s p o ł o w e g o   najprawdopodobniej w 1960 roku;
v    Walentin Bondarenko - zginął w komorze ciśnień 23 marca 1961 roku;
v    Władimir Iliuszyn - syn konstruktora lotniczego Iliuszyna - rozbija kapsułę swego statku kosmicznego  po trzykrotnym okrążeniu Ziemi gdzieś na Uralu...

... no, a potem był sławetny lot Gagarina, NB, który też jest problematyczny, bo jak wykazał znany węgierski pisarz István Nemere - Jurija Gagarina złapano na kilku ważkich niekonsekwencjach stawiających jego lot pod znakiem zapytania. Poza tym w maju 1961 roku, na orbicie zginęło dwóch kosmonautów radzieckich. Wszystko to pozwala domniemywać, że Czarny Baron i inne NOO sprzed 1961 roku były po prostu poronnymi próbami radzieckich lotów kosmicznych!
Za hipotezą „kosmicznej sondy Bracewella” przemawiają badania psychometryczne przeprowadzone przez polskiego ufologa wykładającego w wyższych uczelniach na Nowej Zelandii prof. dr inż. Jana Pająka i warszawskiego ufologa inż. Miłosława Wilka z Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej, którzy odtworzyli wygląd Czarnego Barona i jego lądownika.[1]
I jeszcze jedno: takich sond Bracewella może operować w Układzie Słonecznym kilka, bo - jak uważam - Kosmos kipi życiem, a nikt nie powiedział, że Obcy czy też Kosmici muszą być stworzeni na naszą modłę, przez identyczne jak na Ziemi warunki na swych planetach macierzystych. Tak myślą tylko ludzie bez wyobraźni... Ziemianie dają Kosmosowi znak życia od ponad 100 lat na falach eteru. Doświadczenia z radiem zaczęliśmy w latach 1895-1897, zaś pierwsze transmisje rozpoczęły się w 1899 roku. To było jak pierwszy krzyk noworodka!... Pierwsze transmisje TV miały miejsce w 1936 roku, a od 1950 roku Ziemia stała się   d r u g i m   co do jasności radioźródłem w Układzie Słonecznym. Gdyby istnieli jacyś Kosmici widzący świat falami radiowymi, to patrząc w kierunku Słońca widzieliby oni trzy silne radioźródła: Słońce, Ziemię i Jowisza, przy czym od razu zorientowaliby się, że ziemska emisja radiowa ma charakter sztuczny... Ziemia znajduje się wciąż w stale puchnącym pęcherzu promieniowania radiowego, który liczy sobie co najmniej 160 ly średnicy! Ile zamieszkałych planet może znajdować się w kuli o takim promieniu 80 ly? - co najmniej kilka.
I tak należałoby patrzeć na ten problem.

---oooOooo---

Jeżeli idzie o moje hipotezy, to starałem się je osadzić w realiach naukowych znanej nam fizyki, choć miejscami pozwalam sobie na science-fiction, boż nie jestem obowiązany „brzytwą Occhama” - nie namnożyłem tutaj bytów ponad potrzebę.


[1] Zob. K. Bzowski - „Sieć Wilka”, Rybnik 1999.




[1] W kwietniu 2000 roku zapadła decyzja o uratowaniu Mira i utrzymaniu go na dotychczasowej orbicie jako orbitalnego hotelu, którą to imprezę miało finansować wspólne rosyjsko-amerykańskie konsorcjum. Projekt ten upadł i Mir został wreszcie sprowadzony z orbity i spłonął w ziemskiej atmosferze w dniu 23 marca 2001 roku, o godzinie 06:00 GMT nad Pacyfikiem.