wtorek, 20 marca 2012

BOLID SYBERYJSKI (19)

8.3. Hipoteza nr 84: „Gość” z głębokiego Kosmosu.

To nie był statek, ale wyspa latająca, nie wiem zresztą. Był wielki, z dwudziestu kilometrów, jak moje dwa palce - idealnie regularne wrzeciono zamieniło się w dysk, nie - w obrączkę!
Rzecz jasna, od dawna myślicie sobie, że to był statek „innych”. No bo skoro miał dziesięć mil długości...
...A ja zobaczyłem w tym agonalnym błysku flary powierzchnię olbrzyma: jego milowe pobocznice nie były gładkie, lecz zryte, nieomal jak grunt księżycowy, światło rozciekło się po chropowatościach i gruzłach, kraterowych wgłębieniach - miliony lat musiał tak lecieć, wchodził ciemny i martwy, w mgławice pyłowe, wychodził z nich po wiekach, a meteorytowy kurz w dziesiątkach tysięcy zderzeń żarł go i nadgryzał próżniową erozją...
Mieliśmy gościa z Kosmosu, odwiedziny, zdarzające się - bo ja wiem? - raz na miliony, nie - setki milionów lat... przeszedł nam przez palce, aby rozpuścić się jak duch, w nieskończonej przestrzeni...

Stanisław Lem - „Opowiadanie Pirxa”


... zacznijmy od kilku faktów, które stanowią herezję naukową - chodzi mi tutaj o spadek meteorytów, które nie należą do naszego Układu Słonecznego - meteoryty pozaukładowe.

W czym rzecz? Ortodoksyjna nauka twierdzi, że nie istnieją meteoryty pozaukładowe. Po prostu ich nie ma i kropka. Nie mam pojęcia, dlaczego uczeni twierdzą, że nie ma prawa ich być - przecież istnieje przepływ materii pomiędzy gwiazdami, a skoro tak, to pewna część tej materii   m u s i   przepływać w postaci właśnie meteorytów, komet i innych „śmieci”. Takim właśnie „śmieciem” była niedawno obserwowana kometa Hayakutake, która odwiedziła nas na przełomie lat 1995/96.

Astronomowie stwierdzili, że ma ona skład chemiczny podobny do komet układowych, ale... stosunek HCN do R-CN był zupełnie inny, niż w „normalnych” kometach, a to świadczyło o jej obcym pochodzeniu. Rodników R-CN było ponad 1.000 razy więcej, niż normalnie.

A zatem TM mógł być takim „gościem” z głębokiego Kosmosu, którego skład chemiczny wcale nie odpowiadał składowi chemicznemu „naszych” meteorów i w chwili wtargnięcia w atmosferę ziemską z prędkością hiperboliczną Vg >> VIII i pod niewielkim kątem mogło w nim dojść do reakcji termojądrowej, czyli fuzji atomów wodoru w jeden atom helu z wydzieleniem potężnych ilości energii. Potężny napór ziemskiej atmosfery stworzył odpowiednie warunki reakcji, tj. wysoką temperaturę rzędu 1 mln K i ciśnienie miliona Pa, co doprowadziło do reakcji przemiany wodorowo-helowej, zgodnie z równaniami:

1.   2H He + β+ + ν + 1,44 MeV

2.   22H H + 3H + 3,25 MeV

3.   22H 3He + n + 4 MeV

4.   2H + 3H He + n + 17,6 Mev

5.   4H He + 2β- + 26 MeV

I w następstwie do wybuchu meteorytu jak kilkumegatonowej bomby wodorowej z wiadomymi skutkami. Hipoteza ta jest dobra o tyle, że zgadza się z poczynionymi przez polskich astronomów spostrzeżeniami odnośnie istnienia rojów meteorytów pozaukładowych. W świetle tego, TM był po prostu bryłą „brudnego” lodu, która leciała przez Kosmos z prędkością rzędu >100 km/s i to od strony Słońca!


Na trasie TM panowało zatem zagęszczenie planet Układu Słonecznego i znajdowała się tam także nasza gwiazda centralna, a mimo to TM trafił właśnie w Ziemię!!! Dla mnie to jest   d o w ó d   na to, że   n i e   m a   m o w y  o jakimś naturalnym ciele astronomicznym i że TM   l e c i a ł   w ł a ś n i e   k u   Z i e m i , na której zakończył swój lot! Teraz chyba rozumiesz Czytelniku motto do tego podrozdziału. Stanisław Lem przy całej swej śmiesznej niewierze w istnienie UFO podsuwa nam możliwości spotkania jeżeli nie Obcych, to pozostałe po Nich artefakty i osobiście nie zdziwiłbym się, gdyby sytuacja opisana przez niego w tym opowiadaniu stała się faktem za 25, 50 czy 100 lat!

Do powyższego nawiązuje moja kolejna hipoteza: