niedziela, 24 czerwca 2012

BOLID SYBERYJSKI (24)


9.4. Majowe Bolidy Polskie?

Ta historia miała miejsce w dniu 6 maja 2000 roku pomiędzy godzinami 13:00 a 14:00 CW (11:00 a 12:00 GMT) - na terenie Polski południowej. Wielu świadków zaobserwowało wtedy przelot dziwnego, jaśniejącego silnym światłem obiektu, który pokazał się na północy i poleciał na południe.

Bronisław Rzepecki jako jeden z pierwszych ufologów odebrał meldunek o obserwacji tego ciała od swej sąsiadki z Paryża k./Krzeszowic (woj. małopolskie), która obserwowała tego NOL-a w godzinach 13:50 - 14:00. A oto jej relacja:

Wyglądał on jak trójkąt koloru ciemnoszarego, nieco mniejszy od Księżyca w pełni, miał wyraźnie zaznaczone kontury i zaokrąglone wierzchołki. Smugi wydobywały się z tylnej części obiektu i miały kolory: biały, żółty i czerwony. Najdłuższa była smuga środkowa - biała - około 5 razy dłuższa od trójkąta i usytuowana pionowo za obiektem - vide rysunek. Pozostałe dwie były krótsze - około 3 długości trójkąta i odchodziły pod pewnym kątem w stosunku do smugi głównej. Obiekt leciał bardzo szybko - obserwacja trwała 3-4 sekundy i całkiem bezgłośnie.

Obserwacje te potwierdził z nieoczekiwanej strony red. Robert Bernatowicz z „Nautiliusa Radia Zet”, który przytoczył wypowiedź świadka z Wojsławic k./Niemczy, gdzie w dniu 6 maja 2000 roku widziano kulę, za którą ciągnęła się smuga. Leciała ona bardzo szybko z zachodu na wschód!

Kolejne telefoniczne zgłoszenie relacjonowało fakt przelotu w okolicach Kaczenic k./Zielonej Góry i Wałbrzycha kuli z ogonem, która tym razem poruszała się wolno... Zaś w tym samym czasie w Kielcach widziano o 14:00 spadającą gwiazdę, która leciała z północy na południe.

W dniu 6 maja 2000 roku, pomiędzy godziną 13:00 a 14:00, wielu mieszkańców Osielca (pow. Sucha Beskidzka, woj. małopolskie), zaobserwowało na zachodniej stronie nieba świetlisty obiekt latający. Obiekt ten miał kształt kuli i wlókł za sobą płomienisty ogon o długości 3 średnic tej kuli. UFO był widoczny także w Jordanowie, gdzie zaobserwowały go uczennice Technikum Rolniczego na Chrobaczym.

Ten NOL wydzielał silne biało-żółte światło, które najmłodsi świadkowie tego wydarzenia opisywali także jako „tęczowe”. Cały przelot odbywał się w absolutnej ciszy i wszystko wskazywało na to, że to była obserwacja Obiektu Dziennego!...

W dniach 15 i 17 maja 2000 roku, Robert wraz z dr Stanisławem Budą przeprowadzili dochodzenie dla MCBUFOiZA, którego wyniki zasugerowały jednak, że ten UFO był jedynie rzadkim zjawiskiem przelotu meteorytu przez ziemską atmosferę. Meteoryt ten wszedł w atmosferę ziemską gdzieś nad centralnymi połaciami Polski i eksplodował nad czeskim Jablunkovem na wysokości około 20.000 m - zaś jego szczątki spadły także na nasz Śląsk Cieszyński. Poszukuje ich mgr Andrzej Kotowiecki.  Wszyscy powiązali to wydarzenie z bliskim przelotem komety C/1999S4(LINEAR), która sprawiła taki zawód obserwatorom nieba!... Zawiadomili oni Instytut Astronomii Uniwersytetu Wrocławskiego o poczynionych obserwacjach.[1]

Tymczasem wspomniany tutaj już red. Bernatowicz przyjął blisko 20 zgłoszeń obserwacji tego „meteorytu” z okolic Bielska-Białej, Krzeczyna Wielkiego (koło Lubina, woj. dolnośląskie), Miedzybrodzia Bialskiego, Wrocławia, Górek Wielkich i innych miejscowości. Wydaje się zatem, że widziano nie jeden, ale dwa bolidy: pierwszy lecący z zachodu na wschód i drugi lecący z północy na południe - no chyba, że przyjmiemy za prawdę to, że ów bolid wykonał skręt o 90o na południe! - patrz mapka. Sprawa druga, która budzi kontrowersję, to kształt tego UFO - raz kula z ogonem, raz trójkąt z ogonami - i to aż trzema! Czy nie przypomina to kontrowersji narosłych wokół trajektorii i kształtów TM? A zatem nie był to żaden bolid - jak stwierdził to autorytatywnie dr Paweł Preś z IAUW - lecz „prawdziwy” NOL - TRUFO!

Ale na tym nie koniec sensacji, bo w niemal trzy tygodnie później - 30 maja 2000 roku, około godziny 21:10, nad Moraskiem k./Poznania (właściwie jest to już dzielnica Poznania) doszło do przedziwnego incydentu. Około tej godziny, kilkanaście osób widziało coś, co skojarzyło się im ze sportową awionetką, która leciała ku ziemi gęsto dymiąc, jakby się paliła. Kilka osób usłyszało donośny huk, więc doszło do wniosku, że samolocik rozbił się o ziemię. Ruszyła akcja poszukiwawcza i... - nie znaleziono nawet śladu po rozbitym samolocie. Samolot - widmo! Co to było? - nikt nie wie. Sprawa przypomina typowy rosyjski cyrk - było i nie ma, i jak w czeskim filmie - nikt nic nie wie... Gdyby to był meteoryt, to musiałoby się znaleźć przy okazji krater impaktowy. Takowego tam nie znaleziono, ergo to nie był impakt meteorytu - no to czego w takim razie?[2]

Na zakończenie pozwól Czytelniku przytoczyć listę meteorytów i innych obiektów, które mogą (ale absolutnie nie muszą) być meteorytami, a które spadły na terytorium naszego kraju i zostały tu znalezione:

Jedno jest pewne - TM nie był jedynym zagadkowym obiektem, który spadł na Ziemię i spowodował tym samym sporo zamieszania. TF był tylko jednym z największych i spowodował największe straty. I dlatego najbardziej działa nam na wyobraźnię.

I jeszcze kilka słów na temat ostatniej pozycji w powyższej tabeli, które to wydarzenie rozegrało się dosłownie na dniach. Otóż w dniu 30 czerwca 2001 roku, o godzinie 05:30 CW (03:30 GMT), w lesie na zachodnim stoku góry Luboń Wielki - 1022 m n.p.m. - nieco poniżej przysiółka Krzysie (Surówki) - vide mapka - spadł 6 kg meteoryt, który był złożony nie z kamienia, węgla czy metalu, ale z głęboko zamrożonej... solanki! Jego nietypowy wygląd - patrz zdjęcie -  i kolor zwrócił na siebie uwagę świadka jego spadku - 19-letniego Andrzeja Bednarczyka ze Skomielnej Białej, który widział jego spadek poprzedzony huczącym świstem, jak odrzutowca przelatującego nisko nad ziemią. To, że świadek najpierw usłyszał świst, a potem zobaczył meteoryt jak spada tnąc po drodze gałęzie świerków, dowodzi tego, że ów kawał solanki - o pięknym morelowym kolorze i zapachu soli morskiej - poruszał się z prędkością < 1 Ma. Fakt, że meteoryt miał smak lekko piekąco słony wskazuje na to - według orzeczenia prof. dr hab. Bogdana Rompolta z Instytutu Astronomii Uniwersytetu Wrocławskiego - że mamy tutaj do czynienia z fragmentem głowy (a raczej jądra) komety.

Aczkolwiek po wykonaniu analiz w IAUW okazało się, że to była tylko tzw. lizawka solna dla zwierząt, to w dalszym ciągu nikt nie odpowiedział na podstawowe pytanie: czym było to ciało, które spadło w lasy na stoku Lubonia Wielkiego, a które prawdopodobnie jeszcze tam leży - o ile to był meteoryt, a nie jakaś konstrukcja zrobiona przez ludzi czy Obcych?... 

Oznaczałoby to zatem, że rozwiązano zagadkę TF? Bynajmniej. To tylko jeden punkt na potwierdzenie słuszności hipotezy, że w dniu 30 czerwca 1908 roku w Ziemię uderzyła głowa komety, która spowodowała tak straszliwe spustoszenia. Teraz, w 2001 roku, w Ziemię trafił tylko jakiś odprysk, który odpadł od jądra TF i krążył przez 93 lata, zanim nie spadł na Ziemię. Dokładniejsze badania Meteorytu Skomielna Biała powinny rzucić nowe światło na ten stary problem Tunguskiego Dziwa...[3]



[1] W przypadku obserwacji spadku meteorytu należy powiadomić Instytut Astronomii Uniwersytetu Wrocławskiego, ul. Kopernika 11, 51-622 Wrocław, e-mail: pres@astro.uni.wroc.pl.
[2] Dokładny opis wydarzeń tu poruszonych znajdzie Czytelnik w „Czasie UFO” nr 4,2000.
[3] Najprawdopodobniej jednak ten „meteoryt” nie był meteorytem, a... przeznaczoną dla zwierząt lizawką z soli kłodawskiej! Tym niemniej otwarte pozostaje pytanie, co właściwie słyszał i widział świadek krytycznego dnia w lesie pod Luboniem Wielkim? Podejrzewamy, że to coś, co wtedy spadło jeszcze tam leży i czeka na swego odkrywcę...