poniedziałek, 25 czerwca 2012

BOLID SYBERYJSKI (25)


10. M. Jesenský - ŻYCIE NA KSIĘŻYCU?

A teraz będzie naprawdę ciekawie, bo przedstawiam Czytelnikowi referat dr Miloša Jesenský’ego na VIII Środkowoeuropejski Kongres Ufologiczny w Koszycach w 1999 roku. Jest on interesujący dlatego, że Autor pisząc go korzystał jedynie ze źródeł popularno-naukowych i powszechnie dostępnych, ale musiał wyłuskiwać te informacje jak perełki w różnorakim chłamie i bełkocie zalewającego nas oceanu informacyjnego mediów i dezinformacji ze strony „jedynie słusznej” nauki. A oto, co Autor ma nam do powiedzenia:

---oooOooo---

Galileo Galilei znany pod zlatynizowanym imieniem Galileusza, mając 45 lat, w czerwcu 1609 roku podczas swego pobytu w Wenecji dowiedział się, że w Holandii zbudowano teleskop soczewkowy, przy pomocy którego można było przybliżyć i powiększyć badane przedmioty. Wkrótce zaczął sam szlifować szkła i je zestawiać ze sobą tak, że udoskonalił go do tego stopnia, iż z trzykrotnego uzyskał aż trzydziestokrotne powiększenie.
I stało się tak, że słynny uczony przebywający w tym czasie na uniwersytecie w Padwie zwrócił swój teleskop w stronę gwiaździstego nieba, dzięki czemu zapisał się w historii ludzkości jako pierwszy uczony, który rozpoczął erę badań przyrządowych niebieskich sfer. Wycelował on tedy teleskop w Księżyc, i...
Księżyc... - oko renesansowego uczonego poraził widok rozległej panoramy powierzchni Srebrnego Globu: góry, które rzucały ostre cienie; kratery, doliny i morza. Ciemna strona Księżyca świeciła przy tym słabym blaskiem, jakby światła odbitego od Ziemi. Tak zatem przeciwko wszystkim zarzutom, jakie ojcowie Kościoła katolickiego rzucali w twarz Mikołajowi Kopernikowi, on dysponował już czymś więcej, niż uczony kanonik z Fromborka - dowody były przed nim tuż-tuż!
Cóż to za wspaniały wynalazek, który pozwala nam księżycową bryłę odległą od Ziemi o 60 jej średnic przybliżyć na jedynie dwie ziemskie średnice - pisze Galileusz w swym traktacie „Sidericus nuncius” opublikowanym w 1610 roku - I dzięki czemu można definitywnie orzec, że Księżyc nie ma gładkiej lustrzanej powierzchni, a ma pofałdowaną i jest jak Ziemia pokryty górami, głębokimi dolinami i grzbietami.
Wielokrotnie powtarzane obserwacje przywiodły nas do wniosku­ - pisze Galileusz w innym miejscu - że powierzchnia Księżyca nie jest jednorodna i płaska, a jego bryła idealnie kulista - jak domniemywało wielu myślicieli - ale jest ona nierówna i podobnie ja powierzchnia Ziemi pokryta jest górami i dolinami.
Galileusz dodał do swych obserwacji także rysunek przedstawiający Księżyc w 20 dniu po nowiu, na którym można ujrzeć takie formacje, jak: Mare Serenitatis, Mare Nubium, Mare Humorum, zachodnią część Oceanus Procellarum, Sinus Roris, Mare Frigoris, Mare Imbrium oraz kratery Kopernik i Ptolmeusz, które jednak są zaznaczone dość niedokładnie.
Uwagi Galileusza zawarte w „Sidericus nuntius”  są materiałem, w którym miesza się lotność wizjonera z rzetelną nauką oraz zachwytem naukowca nad ogromnym krokiem, jakiego dokonała wiedza. Za najciekawsze uznali  jego współcześni odkrycie, że zdecydowana większość gór księżycowych ma kształt kolisty. Ich niezwykłość przywiodła niektórych uczonych - jak np. niemieckiego astronoma Johannesa Keplera (1571-1630) do wniosku, że góry te są sztucznym tworem - prawdopodobnie murami warownymi miast Księżyczan.[1]
Tak samo bohaterowie słynnej powieści Julesa Verne’a (1828-1905) pt. „Wokół Księżyca” (1870) w czasie swego wokółksiężycowego lotu w wydrążonym pocisku artyleryjskim, podziwiali spryt mieszkańców Księżyca, którzy usytuowali swe miasto w kraterze Tycho:
Nie ma czegoś równie potężnego, niż te mury obronne, które zapewniają bezpieczeństwo mieszkańcom tego miasta. Miasto to byłoby niezdobyte. Podróżnicy podziwiali wieże i góry jako dzieła księżycowego budownictwa. Na jednym miejscu mógłby staną kościół, a tam cytadela...
Czyżby Verne przewidział to, co teraz odkrywamy przy pomocy automatycznych sond księżycowych i wypraw załogowych na Księżyc?...[2]
10.1. Po Galileuszu.
Nasi odważni podróżnicy rozwijali w swych głębokich rozważaniach pogląd wielce zasłużonego astronoma XIX wieku Franza von Gruithuisena (1774-1852), który sądził, że Księzyc jest zamieszkałym. Był on wytrwałym i upartym obserwatorem Srebrnego Globu, który nadał nazwy dwóm księżycowym górom i kraterowi w okolicy krateru Mairan, a w swym dziele zaprezentował rysunek twierdz i budowli Selenitów[3], jakie je widział przez swój teleskop, i tak je opisał we własnej książce:
Istoty te żyją tak, jak u nas ryby, ale na dnie jaskiń i głębokich szczelin, albo tak, jak nasze dżdżownice i krety... Być może w tych głębinach budują swe grody i miasta, czyli zupełnie opacznie, niż u nas. Przecież nasz podziemny Rzym jest większym od tego, który widzimy na co dzień... Czy mamy jakieś podstawy, by twierdzić, iż ludzie na Księżycu są mniej pracowici od mrówek?
Dzisiaj jego uwagi wydają się nam być co najmniej groteskowymi, ale...
W czasie, kiedy zdobycie Księżyca stało się faktem, nie od rzeczy byłoby wspomnieć niektóre dziwne wydarzenia na naszym naturalnym satelicie, które powodują nas do zadania pytania, czy Księżyc już kiedyś nie służył stworzeniom z innego świata za bazę, które to istoty chciały nas bliżej poznać i studiować naszą cywilizację... - napisał znany naukowy publicysta i pisarz George Langelaan w swym komentarzu dla czasopisma „Planéte” wydawanym w pięciu językach. Sam siebie nazwał „kronikarzem przeklętych zdarzeń”, które nijak nie pasują do obrazu wytworzonego przez współczesną naukę. [...][4]
10.2. Dziwne wydarzenie w kraterze Linneusza.
W roku 1866 selenograf Johann Schmidt opublikował informację o tym, że mały krater Linné czyli Linneusz, znajdujący się we wschodniej części Morza Jasności na pozycji opisanej współrzędnymi selenograficznymi 27o,7 N i 11o,8 E, który w roku 1823 obserwował wraz z Wilhelmem G. Lohrmannem (1796-1840) i Johannem H. von Mädlerem (1794-1874), będący dość głębokim kraterem rzucającym ostre cienie przy niskim Słońcu, teraz wyglądał jak biała plama z niewidzialnym dnem. Krater Linneusza ma taki wygląd do dziś dnia...
Odkrycie Schmidta jest o tyle ciekawe, że mogło chodzić nie o krater Linneusza, ale o inny, jednakże Lohrmann i Mädler znali dokładnie jego położenie - ba! - używali go jako punktu orientacyjnego i początkowego w swych pomiarach selenograficznych! Najciekawszym jest jednakże to, że białawe otoczenie tego krateru wykazuje... periodyczne zmiany, jakie amerykański astronom Edward Ch. Pickering (1846-1919) obserwował także w innych miejscach na powierzchni Księżyca, m.in. w miejscu znajdującym się na wschód od centralnej górki krateru Eratosthenes - na 14o,5 N i 11o,3 W. w tym miejscu można zaobserwować białawą plamę o rozmiarach 24 x 13 km, która tuż po wschodzie Słońca zaczyna się zmniejszać i w południe całkiem znika, a potem pokazuje się znów o świcie. Pickering wyjaśniał ten fenomen tym, że w czasie księżycowego dnia paruje tam woda, która osiada tam w nocy w postaci szronu - co stanowiłoby dowód wprost na obecność wody na Księżycu!
Niestety, ostatnia misja sondy Lunar Prospector wykazała, że nie ma wody na Księżycu[5], ale to nie stanowi oczywiście żadnego dowodu, boż Lunar Prospector mógł trafić nie na wodonośny teren w wiecznym cieniu księżycowym, ale w wał czy inne „suche” miejsce krateru - zob. ryc. Być może na Księżycu istnieje woda, ale związana ze skałami, jak np. w betonie. Taka skała stanowiłaby doskonały materiał budowlany, ale nie zawarta w nich woda nie byłaby wyczuwalna dla aparatury sond księżycowych... Tak czy owak, sprawa obecności wody na Księżycu jest wciąż otwarta pomimo tego, że Księżyc posiada niesłychanie rzadką atmosferę - jej gęstość wynosi jakieś 10-13 tego, co mamy na Ziemi - a zatem jest to próżnia doskonalsza od tej, jaka udaje się nam uzyskać w naszych laboratoriach na Ziemi. W warunkach tej wysokiej próżni i diapazonie temperatur od +110oC...-150oC woda   m u s i   wyparować w przestrzeń kosmiczną - to pewnik! Ale w takim razie dlaczego nie ma śladów wody w atmosferze Księżyca złożonej głównie z argonu (Ar), dwutlenku węgla (CO2) i czadu (CO)?

Sonda Lunar Prospector dysponowała „neutronowym nosem”, który miał za zadanie wychwycić strumień neutronów z Księżyca i mierzyć jego natężenie - tam, gdzie było ono wysokie nie należało się spodziewać wody, zaś tam, gdzie ono było niskie - woda mogła występować w stanie stałym czy ciekłym albo gazowym (pary wodnej). Na załączonej mapce widać okolice Bieguna Północnego, gdzie kolorem niebieskim zakreślono najbardziej wodonośne obszary. Ale wróćmy do innych księżycowych tajemnic.
Następnym przypadkiem ewidentnej i dziwnej zmiany na powierzchni Srebrnego Globu jest para kraterów leżących na płaszczyźnie Morza Żyzności - owalny krater Messier o wymiarach 9 x 11 km, leżący na 1o,9 S i 47o,6 E oraz bliźniaczy krater Messier A o wymiarach 13 x 11 km, od którego odchodzą na zachód dwa jasne promienie. Niemieccy selenografowie: Wilhelm Beer (1797-1850) i Johann Mädler opisali je jako równe sobie średnicami, które teraz mają zupełnie nierówne wymiary.[6]
19 maja 1877 roku, astronom Hermann J. Klein (1844-1914) odkrył w pobliżu krateru Hyginus - 7o,8 N i 6o,3 E, w krainie wielokrotnie opisanej, sfotografowanej, przeszukanej, zmapowanej i skatalogowanej - jak to napisał jeden z komentatorów,  - nowy krater: Hyginus N. 14 października 1891 roku, dyrektor praskiego obserwatorium astronomicznego w Klementinie i autor atlasu Księżyca - Ladislav Weinek (1848-1913), w okolicy kraterów Billy - 13o,8 S i 50o,1 W - oraz Hansten - 11o,5 S i 52o  W odkrył nowy krater, którego w tej okolicy nigdy nie widział. W roku 1910 angielski selenograf Walter Goodacre (1856-1938)  odkrył trzy małe kratery w południowej części Morza Przesileń (Kryzysów) przy pomocy refraktora o średnicy obiektywu 263 mm, zaś przy użyciu 300-mm refraktora znalazł on jeszcze pięć nowych kraterów i szereg jasnych plam na tarczy Księżyca.
Powróćmy jeszcze do początków historii godnych uwagi wydarzeń na Księżycu. 3 maja 1715 roku, francuski astronom Joseph Liouville o godzinie 09:30 na zachodnim brzegu tarczy Księżyca zaobserwował błyski promieni świetlnych. Błyski te były nieregularne i wychodziły zawsze ze strony nieoświetlonej. Johann H. Schröter w dniu 12 października 1875 roku widział jasne światło lecące poprzez Morze Deszczów.[7] Świecąca się plama szybowała w linii prostej ku północy, zaś podobne zjawisko obserwowano także na południu.
Z nazwiskiem Schrötera wiąże się jeszcze jedna zagadka - w drugiej połowie XVIII wieku obserwował on obszar na zachód od Morza Przesileń, gdzie odkrył on nowy krater i nazwał go Alhazen vel Abu Ali al-Hassan (987-1038), którego średnica wynosiła 23 mile, czyli około 37 km, z szaro zabarwionym dnem. Niemiecki selenograf zapewniał, że krater ten jest doskonale widoczny i jego wygląd zmienia się z biegiem czasu. W roku 1825, inny Niemiec - Georg F. K. Kunowsky ((1776-1846) oznajmił, że nie może znaleźć tego krateru w miejscu, w którym widział go Schröter, i że on po prostu... znikł! Alhazena w tym czasie nie mógł znaleźć sam wielki Mädler, który wreszcie przeniósł nazwę Alhazen na swej mapie Księżyca - sławnej „Mappa Selenographica” na inny krater o ostro zarysowanym wale, o średnicy 33 km i współrzędnych: 15o,9 N i 71o,8 E.

Wkrótce potem odezwał się odkrywca planetoidy 3 Juno - Karl L. Harding (1765-1834) podejrzewając, że krater podlega okresowym zmianom i niekiedy jest on w ogóle niewidoczny. Domysł ten potwierdził w 1828 roku inny Niemiec - Kohler, który odkrył, iż w rzeczywistości krater Schrötera jest pagórkiem oznaczonym na mapie Beera i Mädlera grecką literą alfa (α).
Co jest ciekawym - metamorfoza tego utworu w dalszym ciągu się toczyła - wedle Kohlera nie szło tutaj wcale o krater, ale o elipsowatą dolinę zawartą pomiędzy pagórkami i widocznym otworem w kierunku niedalekiego Morza Przesileń. Po upływie trzech dziesiątków lat - w 1862 roku - krater Alhazena spróbował znaleźć angielski astronom William R. Birt (1804-1881), który w pobliżu beerowskiego i maedlerowskiego „obiektu α” znalazł niskie i okrągłe góry - które odpowiadały schroeterowskiemu opisowi Alhazena. To, co działo się w krainie na zachodnim wybrzeżu Morza Przesileń do dziś dnia nie zostało wyjaśnione...
Problem Alhazena nie jest jedynym przykładem dziwnych i tajemniczych procesów na powierzchni Księżyca. Na brzegu Morza Mrozów, nieopodal krateru Fontanelle - 63o,4 N i 18o,9 W - znajduje się dziwny twór, składający się z wielu jakichś rozrzuconych kostek, przypominających ruiny. Pisał o nich nawet Juliusz Verne w powieści „Wokół Księżyca”. Rzecz ciekawa i tajemnicza, bo na mapach tak doświadczonych obserwatorów Księżyca, jakimi byli Beer, Mädler czy Neison,  znajduje się w tym miejscu regularny czworokąt, który wyglądał zupełnie jak sztuczna konstrukcja, a w starszej literaturze wspomina się o nim, jako o Maedler’s Square - Kwadrat Mädlera.  Kiedy w 1950 roku J. J. Martlett oznajmił, że Kwadrat Mädlera już nie istnieje, to pozostaje nam zadać pytanie: jakie siły spowodowały zmianę w tej części Księżyca, które doprowadziły do zniszczenia tej formacji o regularnym kształcie kwadratu?
Poza tutaj wymienionymi zmianami na powierzchni naszego naturalnego satelity istnieje jeszcze cała seria niewytłumaczonych zjawisk krótkookresowych, o których mówi się po prostu „księżycowe wydarzenia” - „lunar events”. Ich istnienie zaczęło się od odkrycia dokonanego przez rosyjskiego astronoma N. A. Kozyriewa, który obserwował dziwny obłok nad centralną górką krateru Alphonse - 13o,4 S i 20,8 W - przez 120 minut, w dniu 3 listopada 1958 roku, od godziny 01:00 GMT. Obłok ten spowodował, ze centralna górka krateru stała się niewidoczna, zaś onże sam miał czerwone zabarwienie. Spektroskop wskazał, że są tam linie dwutlenku węgla... Ponieważ   n i e   m a   ż a d n y c h   d o w o d ó w    na aktywność wulkanów księżycowych, oznaczałoby to, że doszło tam do sztucznie wywołanego ... wybuchu chemicznego! Nie dziwimy się zatem, że Amerykanie skierowali tam swoją sondę Ranger 9, która rozbiła się w NE części krateru w marcu 1965 roku...
Kozyriew miał szczęście - a może wiedział czego szukać - i w trzy lata później, w listopadzie i grudniu 1961 roku - takie samo zjawisko zaobserwował on w okolicy krateru Arystarch - 27o,7 N i 47o,4 W - i czy tylko traf chciał, że w 1966 roku lądowała tam sowiecka sonda Łuna 13???... NB, ta księżycowa kraina jest znana z pojawień się  wielu „lunar events”, i tak: 29 października 1963 roku, astronomowie J. I. Greenacre i E. Barr widzieli we wnętrzu krateru Arystarcha trzy świecące czerwono miejsca, które w pewnej chwili gwałtownie znikły. Ale już 24 listopada tego samego roku, więcej obserwatorów widziało na zboczu tego krateru w czasie ponad godzinę, wyraźną, czerwoną plamę, w której istnienie musieli uwierzyć i przyznać najzagorzalsi sceptycy!... Nie jest to współczesny fenomen, jako że czerwone plamy w tym kraterze obserwował już polski astronom i selenograf Jan Heweliusz (1611-1687) i słynny Friederick William Herschell (1738-1822), który w nocy 19/20 kwietnia zaobserwował w kraterze wybuch. Inne „lunar events” zgłaszano już przedtem przy kraterze-fantomie Pitatus - 29o,8 S i 13o,5 W - we wschodniej części Morza Chmur. W okolicach częściowo zniszczonego krateru Heracleitus - 49o,2 S i 6o,2 E - na wałowej obręczy krateru Platon - 51o,6 N i 9o,3 E - oraz na dnie formacji Dolina Alpejska (Poprzeczna Dolina) - 49o,0 N o 3o,0 E - także widziano dziwne zjawiska świetlne.
Informacje o nich spowodowały selenografów F. J. Flamma i E. F. Lingenfeltera do tego, że w 1965 roku drobiazgowo przeanalizowali  wszystkie obserwacje Księżyca ze szczególnym uwzględnieniem „lunar events”. Wynik tego był zaskakujący - tylko w obszarze samego krateru Arystarch, w latach 1783-1963 widziano 19 przypadków pojawiania się czerwonych plam, przy czym 16 z nich pojawiło się po zacienionej stronie!
Dalsze informacje o tajemniczych światłach na Księżycu były sporządzone przez pracowników obserwatorium w Pulsnitz w Saksonii (Niemcy) w 1969 roku, i mówią one o co najmniej 500 obserwacjach w różnych stuleciach. Co się tyczy krateru Arystarcha, to tylko pomiędzy czerwcem 1963 a październikiem 1966 roku zarejestrowano tam aż 27 przypadków „świetlnych erupcji”. W styczniu 1968 roku zaewidencjonowano ich aż 140!
W żadnej innej części Księżyca nie zaobserwowano tylu erupcji - pisze w informacji niemieckich uczonych, gdzie poza zjawiskami w kraterze Arystarch znajdziemy także opis 42 błysków w kraterze Platona i dalej: Alphonse, Gassendi i Tycho z 13 erupcjami...

Prof. Patrick Moore przeprowadził detaliczną analizę tych zjawisk, w anglojęzycznej nomenklaturze zwanych „moonblinks” i objął je kompleksowym terminem - Transient Lunar Phenomena - Krótkookresowe Fenomeny Księżycowe - dalej TLP. I tak o nich pisał:
Za istnieniem TLP przemawia zbyt wiele faktów, nie mówiąc już o obserwacjach Kozyriewa w kraterze Alphonse, gdzie widział on czerwone obłoki w 1958 roku, jednakże wiemy o nich bardzo mało. Wbrew wielu teoriom, nie wiemy jednak nic na temat ich pochodzenia i występowaniu...
Istnieją jednak takie formacje terenowe, jak Arystarch, Alphonse czy Gassendi, gdzie TLP występują najczęściej i te właśnie tereny należy objąć jak najdokładniejszą obserwacją...
By nie być gołosłownym, prof. Moore zestawił katalog TLP, który zawierał około 700 pozycji![8]
Jeden z ostatnich przypadków obserwacji TLP na Księżycu, wedle naszych informacji, datuje się na dzień 23 maja 1985 roku, kiedy to pewnemu greckiemu obserwatorowi udało się sfotografować błysk światła na powierzchni Srebrnego Globu. Osobiście sądzę, że dziwna gra sygnałów z księżycowego lądu będzie trwała także i w latach za progiem trzeciego tysiąclecia, a my stoimy na progu poznania czegoś, co do niedawna przez większość specjalistów było nie do pomyślenia - chodzi o ślady życia na Księżycu!!!
10.3. Życie na Srebrnym Globie?

Zanim będziemy rozważać możliwość organicznego życia na Księżycu, spróbujmy bliżej spojrzeć na zagadnienie obecności wody na wiernym satelicie Ziemi.
Powszechnie znany dogmat mówi, że Księżyc nie ma atmosfery, ergo na jego powierzchni nie może istnieć żadna ciecz. Wbrew temu, w historii selenologii znaleźli się badacze, którzy byli przeświadczeni o tym, że na jego powierzchni do dziś dnia obserwuje się skutki działania wody. I tak na początku lat 60. XIX wieku, czeski geolog K. Žebera wystapił z poglądem, że dawno temu powierzchnia Księżyca musiała być pokryta wodą, która spłukiwała sypkie frakcje mineralne z obszarów polarnych i sedymentowała je na nizinach - w księżycowych morzach. Žebera podawał konkretny przykład przejawu wodnej erozji - Dolinę Schrötera - 1o,0 N i 6o,0 W - długą na 40 km bruzdę, która według niego była wypłukana przez płynącą wodę.
Podobnie jak K. Žebera, tak też S. J. Peale sądzi, że ta Rima Schroeter i inne sinusoidalne bruzdy były na Księżycu stworzone przez przemieszczające się masy niezbyt lepkiej cieczy po jego powierzchni - czyli najprawdopodobniej wody... Ba! Co więcej - Peale twierdzi, że ta woda istnieje do dziś dnia na Księżycu i jest uwięziona pod warstwą permafrostu, o grubości około 1 km. W tym ujęciu, byłoby to powoli parujące zamarznięte bagno, pokryte stumetrową, a może nawet kilometrową, warstwą drobnego regolitu księżycowego, która stanowi doskonałą izolację termiczną![9] Hipotezę tą potwierdza fakt, że sinusoidalne bruzdy znajdujemy tylko i wyłącznie w okolicach basenów morskich, zaś nigdy na kontynentach! A to oznaczałoby, ze woda i inne ciekłe związki chemiczne mogły (i nadal mogą) występować w okolicach basenów morskich Srebrnego Globu...
Bez wątpienia fascynującym odkryciem byłoby w przyszłości potwierdzenie starej hipotezy J. J. Gilvary’ego z początków lat 60. XX wieku, wedle której morza księżycowe są de facto pozostałościami po onegdajszych morzach, pokrytych sedymentami, i że w tych morzach istniało życie, które po wyschnięciu mórz zabarwiło sedymenty na ciemniejszy kolor.[10]
Przypadki występowania pary wodnej na Księżycu zmapowała autorka Rosemary E. Guiley w swoim artykule dla „Mond Almanach”, w którym przytoczyła opisy dawnych obserwacji, a także pracy innego astronoma pochodzącej z 1932 roku:
Ukazała się biała plama i rozszerzała się przez jedną minutę w kierunku NE, aż dosięgła skraju krateru. Obserwacji tej dokonał mój przyjaciel, który nie wierzył własnym oczom. Plama przesuwała się dalej, aż utworzyła cos na kształt obłoku.
Według Rosemary Guiley, podobny incydent odnotowała w 1958 roku dwójka astronomów-amatorów:
Kiedyś obserwowaliśmy powierzchnię Księżyca w okolicy krateru Alphonse. W pewnym momencie wielki nieprzejrzysty obłok przesłonił wnętrze krateru. Obłok miał około 20 mil[11] i nieregularne kształty. Nasza uwagę przyciągnęły dwie rzeczy: obłok był ogromny w porównaniu z górką centralną, którą całą zakrył i wychodziło z niego rozpylone światło...
Te i inne obserwacje dały w przeszłości niejednokrotnie pożywkę dla spekulacji na temat księżycowej biosfery. Niektórzy badacze, jak np. amerykański uczony Edward Ch. Pickering (1846-1919), na początku ubiegłego stulecia domniemywali, że na Księżycu jednak istnieje jakaś prymitywna roślinność na poziomie naszych porostów.[12] Twierdzenia swe popierali mnogimi obserwacjami czasowego pociemnienia den niektórych kraterów i powierzchni mórz, które były tum ciemniejsze, im wyżej stało Słońce nad tamtejszym horyzontem.[13] Pickering podał charakterystyczny przykład takiego pociemnienia - ciemną plamę w kręgu krateru Eratostenes - 14o,5 N i 11o,3 W - który kończy łąńcuch księżycowego Apeninu na południowym-zachodzie. Plama ta de facto składa się z wielu mniejszych, które zlewają się w jedną, a w czasie lunacji zmienia swoją barwę dokładnie tak, jak można tego oczekiwać od dywanu porostów.[14]
Amerykański specjalista dalej wskazuje na istnienie tzw. radialnych pręg (radial bands), ciemnych pasów wybiegających z centrów niektórych kraterów. Być może chodzi tu o jakieś niewidoczne szczeliny w powierzchni Srebrnego Globu, z których wydobywa się para wodna i tlenki węgla, co może stwarzać lokalną atmosferę, w której mogą istnieć organizmy roślinne...
W latach 50. XX wieku poglądy Pickeringa odżyły dzięki brytyjskiemu profesorowi Patrickowi Moore, który stwierdził, że ze szczelin w okolicach kraterów Aristillus - 33o,9 N i 1o,2 E; Endymion - 53o,6 N i 56o,5 E; Eratostenes i Arystarch występują ze szczelin różne gazy, które umożliwiają występowanie wegetacji, ale jak ona może wyglądać - możemy tylko zgadywać... A zatem - jak sądzi ten badacz - może istnieć jakieś życie na dnie głębokich szczelin i jaskiń pod powierzchnią Księżyca, gdzie są znośniejsze temperatury i jakaś gęstsza atmosfera.
Niestety, wyprawy załogowe nie przywiozły na Ziemię żadnych „zarodników księżycowych porostów” w latach 1969-1972. wbrew temu, uczeni wciąż mają nadzieję na odkrycie księżycowego życia i dzięki temu astronauci i ich sprzęt oraz próbki gruntu zostały poddane ostrej kwarantannie, bowiem obawiano się zawleczenia na Ziemię księżycowych czy kosmicznych mikroorganizmów.[15] Chociaż żadnych nie wykryto[16], próbkę 50 g księżycowych skał rozdrobniono, a następnie poddano inkubacji w atmosferach składających się z różnych proporcji tlenu, azotu i dwutlenku węgla. Było aż 300 próbek, które inkubowano w temperaturach: 10, 20, 35 i 55oC, z zerowym rezultatem - nie wykryto żadnych drobnoustrojów.
W kilku przypadkach zauważono w próbkach okrągłe twory, które do złudzenia przypominały kolonie bakterii, jednakże ich dokładna analiza pokazała, że składają się one ze związków nieorganicznych - głównie z żelaza. Ukazywały się one w ciągu pierwszych czterech dni eksperymentu, potem już nie.
Następne mikrobiologiczne badanie dotyczyło próbki księżycowej gleby z Morza Spokoju i Oceanu Burz poddanej atmosferze złożonej z azotu i dwutlenku węgla w temperaturach 4 i 55oC i w obecności żelu z agatu. Po upływie 3 tygodni G. Taylor nie stwierdził niczego.
Poszukiwano sfosylizowanych mikroorganizmów w próbkach z Morza Spokoju i Oceanu Burz. Rezultat tego badania był nader ciekawy: znaleziono kuliste lub elipsoidalne elementy w cienkiej warstwie regolitu - do 10 µm - podobne do zeszklonej skały, albo skamieniałych mikroorganizmów!... Według badań i szacunków D. Müllera w 1 gramie regolitu znajduje się 5 x 106 takich elementów o rozmiarach od 0,1 do 500 µm, zawierające m.in. żelazo, wapń, glin, tytan oraz co najciekawsze - cyrkon! Nie jest to bez znaczenia, bowiem coś podobnego znaleźli w chondrytach węglistych uczeni radzieccy w 1964 roku.
Sensacja stało się w listopadzie 1969 roku przywiezienie z Księżyca przez załogę Apollo 12 wymontowanych części sondy Surveyor 3, która miękko lądowała na Oceanie Burz w dniu 20 kwietnia 1967 roku, przy południowych wybrzeżach Morza Wyspowego. We wnętrzu kamery TV znaleziono okaz   ż y j ą c e j   bakterii Streptococcus mitis[17], która dostała się tam jeszcze na Ziemi i przeżyła tam dwa i pół roku w ekstremalnych warunkach Srebrnego Globu!
Dr Taylor w swych eksperymentach sprawdzał toksyczność próbek księżycowej gleby, przywiezionych przez wyprawy Apollo 11-17, na ziemskie mikroorganizmy. Testowano m.in. mikroby z gatunku Pseudomonas aeroginosa , Staphylococcus aureus, a także drożdżaki z gatunku Saccharomyces cerevisiae czy Candida albicans i tylko w jednym przypadku stwierdzono toksyczność próbek nr 10 004 i 10 005 pochodzących z Morza Spokoju na kolonie P. aeroginosa. Poza tym badano przydatność próbek księżycowej gleby na wzrost roślin wyższych - badano m.in. bób, fasolę zboża, sosnę i in. okazało się, że regolit księżycowy jest nadzwyczaj żyzny i rośliny rosły na nim o wiele lepiej, niż na glebie z Ziemi i z o wiele większą intensywnością!
Nie będziemy się dalej zajmować tym, czy na Księżycu żyją mikroorganizmy, a zajmiemy się teraz poszukaniem odpowiedzi na pytanie o jego rozumnych mieszkańców, którzy na nim mogli wybudować swe bazy, jak zakłada to wspomniany tutaj George Langelaan.
Pierwsze doniesienie o dziwnej budowli zaobserwowanej na obszarze Morza przesileń pochodzi z dnia 29 lipca 1953 roku, kiedy to redaktor naukowy z „New York Herald” John O’Neill pracujący w swym obserwatorium nie mógł uwierzyć własnym oczom. Przy pomocy teleskopu 90 x dojrzał on na pustym i płaskim dnie Morza Kryzysów cień ogromnego mostu o długosci ponad 18 km! O’Neill przeszedł na powiększenie 250 x i ogromna struktura pojawiła się w okularze teleskopu całkiem wyraźnie. Obiekt   n i e   m ó g ł  być naturalnego pochodzenia, a jedynie konstrukcją sztuczną i to wybudowaną w rekordowo krótkim czasie - tą część Księżyca O’Neill przeglądał przed 5 tygodniami.
O’Neill w pełni zdawał sobie sprawę, na co się wystawia publikując taką sensację, jednak napisał notatkę do „Towarzystwa Obserwatorów Planet i Księżyca”, i choć asekuracyjnie napisał, że ...most ten jest naturalnego pochodzenia...to od razu stał się cierniem w oku całej sfory naukowców - jak napisał o tym Langelaan.
Nieoczekiwanie istnienie „Mostu O’Neilla” potwierdził dr Wilkins i niezależnie od niego prof. Moore, który obserwował go przez parę godzin.
Dr Wilkins w wywiadzie dla radia BBC powiedział tak:
To rzeczywiście jest jakiś most! Mierzy on około 12 mil długości i jest on zawieszony na wysokości 1.500 metrów nad płaszczyzną powierzchni Księżyca, i ma 2 mile szerokości. Wydaje się, że   j e s t   o n   t w o r e m   s z t u c z n y m   co oznacza, że może chodzić o to, co na Ziemi nazywamy tworem sztucznym, ergo stworzonym przez Kogoś!
W innym miejscu dr Wilkins oświadczył:
Nasuwają się nam dwa pytania: jak to się stało, że struktura ta istnieje już tak długi czas? Dlaczego zobaczono ją dopiero dziś i nie uległa ona wpływom zewnętrznym - np. uderzeniom meteorytów? Jak to się stało, że most ten został wybudowany tak szybko? I skoro jest to konstrukcja sztuczna, to otwiera się całe pole spekulacji. Tak czy owak - jest to najciekawszy twór czy to sztuczny, czy to naturalny, który został odkryty przy pomocy teleskopu.
Istnienie formacji zwanej „Lunar Bridge” czy „O’Neill’s Bridge”[18] nie zostało wyjaśnione zadowalająco do dziś dnia. Próbowano wyjaśnić to poprzez... złudzenie optyczne - co zasugerowali m.in. H. Oberdonfer, P. Příhoda, A. Ruckl, J. Sadil. Inni ich koledzy byli konkretniejsi i egzystencję mostu potwierdził także uczony radziecki Gawriłow. Włoski badacz Antonini zaś oświadczył, że: Istnienie tego mostu wydaje się być prawdopodobnym... Dzisiaj już tego mostu nie ma - na jego miejscu znajdują się dwa małe kratery...
Pons O’Neilli istniał i naprawdę można go było znaleźć pomiędzy dwoma skalistymi przylądkami: Promonthium Olivium na północy i Promonthium Lavinium na południu, w odległości około 10 km na północ od kratery Yerkesa na zachodnim brzegu Morza przesileń - na 51o E i 16o N. dziś są tam rzeczywiście dwa kraterki. Byłbyż to zbieg okoliczności i gra przypadku? A może naprawdę byliśmy świadkami jakichś prac budowlanych świadczących o istnieniu i działalności Obcego Rozumu na naszym najbliższym sąsiedzie w Kosmosie, i to na 16 lat przed naszymi astronautami???...
Most na Księżycu   n i e   b y ł   jedynym tego rodzaju fenomenem tamże obserwowanym, jako że w niecały rok po Moście O’Neilla - w dniu 16 maja 1954 roku - prof. Frazer Thompson z Tulana University (USA) zgłosił odkrycie zupełnie nowej szczeliny w kraterze Piccolomini - na 29o,7 S i 32o,2 E - od której wiedzie prosty pas szeroki na 300 m i przypominający autostradę lub pas startowy!...
W marcu 1955 roku, niezmordowany dr Wilkins zgłosił obserwację na Morzu Przesileń powstałego wykopu z pionowymi ścianami!
Nowy, zagadkowy twór odkrył w 1985 roku Felix A. Bach w okolicach krateru Rost - na 56o,4 S i 33o,7 W. obiekt ten miał kształt filara z przymocowanymi doń 7 tworami w kształcie cebuli. Wysokość tego „filara” musiała mieć co najmniej 20 mil, czyli około 36 km!!!
W rok później Felix Bach zaobserwował ten sam filar, ale znajdował się on nad kraterem Schiller - na 51o,8 S i 40o,0 W - także i tej zagadki nie rozwiązano...
To wszystko wyczytałem ze starych podręczników astronomii i w literaturze selenologicznej do końca lat 70. XX stulecia. Rzecz dziwna - obecnie w literaturze nie ma na ten temat   a n i   s ł o w a ! wnioski wyciągnij sobie z tego czytelniku sam. Komuś bardzo na tym zależy, żeby wszystkie te fakty jak najrychlej odeszły w zapomnienie...

Košice, 27 listopada 1999 roku


---oooOooo---


Referat ten przełożyłem już w styczniu 2000 roku, stąd wszystko to można było pisać już w kontekście minionego - XX wieku.
Gdyby dr Jesenský napisał to, co ogłosiła grupa „The Mars Mission” kierowana przez dr Richarda Hoaglanda - to obraz byłby jeszcze pełniejszy. TMM pokazała bowiem, że na Księżycu i Marsie   c a ł y   c z a s   c o ś   s i ę   d z i e j e   i to bynajmniej nie z naszej inicjatywy!...
- A co to ma wszystko wspólnego z TM? - słusznie zapyta Czytelnik - i będzie miał rację. A ma - i to bardzo dużo! Myślę, że badania Księżyca i innych planet będą pomocne w rozwiązywaniu tej zagadki, bo przybyła ona do nas z Kosmosu i tam powinniśmy poszukać jej rozwiązania. I tylko tam. Nie ma co -   m u s i m y   powrócić na Srebrny Glob. Intuicja mi podpowiada, że tam kryje się klucz do tej tajemnicy , a także do tajemnicy UFO i wielu, wielu innych. A to już jest zadanie dla nas - ludzi XXI wieku i Trzeciego Milenium.
Musimy wrócić na Księżyc. Nie wiem, kiedy to zrobimy, ale to konieczność, bo to nasza naturalna baza do lotów układowych i pozaukładowych, a także miejsce ewentualnego Kontaktu z Kosmitami (o ile istnieją i działają w Układzie Słonecznym), bo wydaje mi się, że Oni tam na nas czekają!
A w 2025 roku...

---oooOooo---

Zaś teraz pozwól Czytelniku, że zapoznam Cię z opiniami niektórych polskich nieortodoksyjnych astronomów i ufologów, którzy mają coś do powiedzenia na temat TM. Pierwszym z nich jest astronom z Giżycka - wspomniany tutaj już kilkakrotnie mgr inż. Roman Rzepka, którego teoria jest niesamowicie ciekawym wariantem hipotezy E2-65 z KANONU, i dlatego proponuję przyjąć dla niej oznaczenie E2-65a.


[1] J. Kepler - „Somnium seu astronomia lunaris”, Tybinga 1609.
[2] Także nasz rodak Jerzy Żuławski pisząc „Na Srebrnym Globie” (Kraków, 1909 wyd. II: Kraków 1979) opisał życie na Księżycu!
[3] Domniemani mieszkańcy Księżyca.
[4] Opuściłem tutaj opisy topografii księżycowej i objaśnienie nazewnictwa, które podaję czytelnikowi w języku polskim.
[5] Oczywiście w stanie ciekłym, bo sonda Lunar Prospector dokonała odkrycia lodu wodnego w obu obszarach biegunowych Księżyca! (wg „Encyklopedii Multimedialnej pwn.pl”)
[6] Istniała teoria wyjaśniająca ten fenomen: dawno temu w miejsce kraterów Messiera uderzył meteoryt lecący niemal po stycznej i to on przestrzelił grunt księżycowy tworząc te kratery i odchodzące od nich smugi. Dzisiaj nie jest to takie pewne, bowiem wszystko wskazuje na to, że krater Messier A jest kraterem wlotowym, zaś Messier jest kraterem wylotowym!...
[7] Podobne rzeczy obserwowano także i na Marsie, zob. St. R. Brzostkiewicz - „Czerwona planeta”, Warszawa 1976.
[8] P. Moore - „Chronologiczny katalog wydarzeń na Księżycu”, Nowy Jork 1968.
[9] Przypominam, że przewodnictwo termiczne skał księżycowych jest około 1.000 razy mniejsze, niż skał na Ziemi!.
[10] Hipoteza ta wyjaśnia także obecność maskonów pod morzami księżycowymi. Czynnikiem powodującym zwiększenie pola grawitacyjnego mogłyby być właśnie sedymenty, których gęstość i co za tym idzie również masa byłaby większa od gęstości otaczającego morze terenu, stąd koncentracja masy na dnie mórz, i co za tym idzie - dodatnia anomalia grawitacyjna, co zgadza się z obserwowanymi faktami...
[11] 37 km.
[12] Porosty są organizmami stanowiącymi hybrydę grzybów i roślin zielonych, które są optymalnie przystosowane do wszelkich ekstremalnych warunków środowiska.
[13] Powyższy fakt posłużył H. G. Wellsowi za kanwę jego powieści „Pierwsi ludzie na Księżycu”.
[14] Taka chwilowa atmosfera musiałaby mieć niewielką gęstość i w czasie dnia, kiedy w punkcie przysłonecznym temperatura gruntu sięga +110oC, taka quasi-atmosfera musiałaby się szybko ulotnić. Podobnie zresztą rzecz się ma na Marsie, gdzie obserwowano takie sezonowe pseudo-zmiany tamecznej „szaty roślinnej”.
[15] W jednym ze swych „Esejów księżycowych” dr Jesenskÿ twierdzi wprost, że pandemia AIDS została być może spowodowana przez amerykańską lub radziecką nie wysterylizowaną sondę księżycową, która spadła w okolicach Jeziora Wiktorii (wyspy Sese) i tam doszło do pierwszych zakażeń, które potem rozprzestrzeniły się na cały świat.
[16] Co wcale nie oznacza, że te próbki były jałowe, bowiem mogły się tam znajdować wirusy, które spadły na powierzchnie Księżyca z kometarnych atmosfer, a nie były poszukiwane przez badaczy, którzy sądzili, ze ich tam po prostu nie ma...
[17] Według innych źródeł była to bakteria E. coli na zewnętrznej obudowie kamery TV.
[18] W literaturze astronomicznej pisało się także o „Moście Achillesa” - Pons Achillesi.