środa, 1 sierpnia 2012

BOGOWIE ATOMOWYCH WOJEN (12)


Rozdział X - PRZYBYSZE Z KOSMOSU - ŻYWI CZY MARTWI?

Druga wizyta w Polsce - Darwin ewolucji maszynowej - Ludzie, roboty i... coś pomiędzy nimi - Rozmaitość kształtów: konieczność czy specjalizacja? - Panopticum, dla którego trudno znaleźć jakieś wyjaśnienie.

Kiedy to przez kilka miesięcy na moim biurku bez przerwy pojawiała się literatura folklorystyczna, w której poszukiwałem dokumentów na Bliskie Spotkania Trzeciego i Czwartego Rodzaju w epoce Średniowiecza, po drugiej stronie Tatr inż. Leśniakiewicz też nie próżnował. Rezultatem jego wysiłków było studium, które ujrzało światło dzienne w jednym z numerów „Wizji Peryferyjnych” nr 5,1996 na stronach 6-7 i 15.
Pewnego dnia dostałem od moich polskich kolegów gruba kopertę z czasopismami i wertując ją znalazłem artykuł, który mnie dosłownie zelektryzował:

Robert K. Leśniakiewicz -

OBCY Z KOSMOSU - ŻYWI CZY MARTWI?

Jak się okazało, hipoteza o atomowych wojnach bogów wzbogaciła się w międzyczasie o nowe, interesujące aspekty.
No, a potem wszystko poszło prosto: podróż pociągiem Intercity z Koszyc do Kral’ovan, z Kral’ovan do Trstenej przedpotopowym pociągiem spalinowym alias „Orawska Strzała”, a potem pieszo cztery kilometry do przejścia granicznego w Chyżnym. Potem tylko półgodzinna jazda z głową między kolanami na tylnym siedzeniu Robertowego Rollmoppsa, jak jego właściciel nazywa swego fiata 126p BIS, NB inaczej go nazywał, kiedy strzeliła mu dętka, ale to już nie nadaje się do druku - sic!
I wreszcie po długiej podróży rozwaliłem się w fotelu z filiżanką parującej kawy w dłoni i zadałem pierwsze pytanie:
- Skąd ten pomysł o martwej ewolucji?
- Kiedy się dobrze zaznajomimy z twórczością Stanisława Lema - Robert na to - to z całą pewnością dojdziemy do wniosku, że fascynuje go cybernetyka i możliwość tzw. nekroewolucji - tj. samorzutnego rozwoju martwych, ale myślących maszyn.
- Czy w Układzie Słonecznym mogło dojść do nekroewolucji?
- Już w tej chwili mamy dostateczna ilość dowodów na to, że coś takiego jest w zasadzie możliwe, bowiem istnieją ślady ekspansji Kogoś na planetach Układu... Na Marsie i Księżycu na ten przykład pozostały monumentalne budowle i ślady wysoko rozwiniętej cywilizacji. Wyjasnia się to na różne sposoby - najczęściej tym, że wybudowali je Przybysze z Kosmosu. Mnie jednak najbardziej odpowiada hipoteza Aleksandra Mory o atomowych wojnach bogów-astronautów, które obróciły Ziemie w gruzy i inne planety Układu Słonecznego w perzynę, zaś jedna z planet - Faetona - w rój asteroidów.
- Jak to się ma do współczesnej ufologii? - zapytałem.
- Współczesna polska i zachodnia ufologia, jej niektóre szkoły, podchodzą do zagadnienia zgodnie z formułą, która przypomina mi anegdotę o red. Ryszardzie Sikorze z Jedynki Polskiego Radia, który w 1990 roku pytał górali, czy będzie śnieg. Od starych górali usłyszał, że >>Śnieg ponie bee albo i nie bee<<, zaś ci młodzi dodali, że >>Ponie śnieg bee, no chyba żeby loło<<. Dowcip polega na tym, że do dziś dnia nikt nie złapał ani UFO, ani załogi UFO. Amerykańskie opowiastki o ufokatastrofach w Roswell, Sztrec czy Laredo albo na Szpicbergenie wkładam tam, gdzie ich miejsce - to jest pomiędzy bajki... oraz pobożne życzenia niektórych „ufologów” od siedmiu boleści z Bożej łaski.[1] Ich źródła informacji są co najmniej niewiarygodne, uwierzą w nie, kiedy na własne oczy zobaczę i pokroję zwłoki Kosmity czy rozkręcę na czynniki pierwsze latający spodek. Z tego punktu widzenia jestem niewiernym Tomaszem, mimo tego, że spotkałem się ze zjawiskami, których nie potrafiłem i nadal nie potrafię nijak wyjaśnić do dnia dzisiejszego przy pomocy współczesnej wiedzy..
Skorzystałem z przerwy w opowiadaniu Roberta, zamieszałem kawę i pociągnąłem potężny łyk.
- Po obserwacji NOL-i z dnia 24 czerwca 1947 roku nad Górami Kaskadowymi, w rejonie Mt. Rainier, nasza ufologia przyjęła niewzruszony paradygmat - kontynuował mój rozmówca - a mianowicie ten, że NOL-e są pilotowane przez żywe załogi. Na ten temat nikt nie dyskutował, bowiem wszyscy ulegli czarowi najpierw samolotów, a potem rakiet i wreszcie statków kosmicznych, i uważali za coś normalnego, że NOL-e są pilotowane przez żywe istoty! Idzie o taniutki antropocentryzm, któremu dał odpór prof. Ronald N. Bracewell ze Stanford University, a który w 1960 roku przedstawił swoja teorię o automatycznych sondach międzygwiezdnych. Te mają najpierw przebywać przestrzenie międzygwiezdne i po odkryciu zasiedlonych planet nawiązać z nimi Kontakt. W świetle tego, co tu powiedziano, sonda taka mogłaby się przejawiać jako obiekt, który emituje ku nam „spóźnione radioecha” Störmera i van der Poola.[2] Tak, że to - o czym mówiliśmy - elegancko wpasowuje się w szereg tajemnic, które otaczają obecność pozaziemskiej cywilizacji w Układzie Słonecznym.
- Istnieje jeszcze jedna możliwość - Robert podjął swój ulubiony temat - bowiem moja hipoteza zakłada, że po straszliwej wojnie, która przed 15-12 tysiącami lat spustoszyła Ziemię i skończyła się zatopieniem lądów Atlantydy, Mu czy Lanki - resztki ludzkości zostały cofnięte w rozwoju do barbarzyństwa, jak to już mówiłem przedtem. Teraz tylko dodam to, że ci ludzie zostali wybici do nogi, albo spadli w rozwoju tak nisko, że technika, która stworzyli - całkowicie przerosła ich możliwości. Czy każdy z nas, ludzi XX i XXI wieku zna konstrukcję i obsługę wszystkich stworzonych przez naszą cywilizację maszyn? - oczywiście, że nie! No i tak martwy Rozum pozostawiony sam sobie rozpoczął ewolucję. Brzmi to nieprawdopodobnie, ale nie jest to takie niemożliwe, jak się to wydane!
Westchnąłem i pociągnąłem kolejny łyk kawy...
- Maszyny, które były tak skomplikowane jak statki kosmiczne na ten przykład, musiały mieć rozwinięte centra kierowania obdarzone znaczną - jeżeli nie całkowitą - autonomią, a po zlikwidowaniu ludzi jako czynnika kontroli i nadzoru po Wielkiej Wojnie zostały one po prostu puszczone w samopas... I tak się zaczęła nekroewolucja. Nie było żadnych Dinozauroidów czy Przybyszów z Kosmosu - byli tylko biedni, prymitywni ludzie i bezduszne choć inteligentne maszyny. Ludzie mogli jedynie jako-tako pozbierać się i tworzyć jakieś pierwociny cywilizacji, natomiast maszyny - już od nich niezależne - zaczęły pracować nad tym, co uważały za potrzebę numer jeden ze swego punktu widzenia: zabezpieczenie dostaw energii i części zamiennych. I tak jak w powieściach Lema rozpoczęły się z ich strony nowe aspekty „życia” na Ziemi i we Wszechświecie...
Przyznaję, że zafascynował mnie obraz starożytnych Terminatorów.
- Po kilku tysiącleciach przebiegu nekroewolucji z maszyn powstały doskonałe pojazdy latające - UFO. To właśnie dlatego NOL-e tak często interesują się naszą energetyką i „wsysają” energię elektryczną wprost z przewodów naszej sieci przesyłowej i dlatego tez latają wokół naszych pokładów rud uranu i toru.[3] Także obecność UFO stwierdza się w rejonach baz wojskowych z bronią rakietowo-jądrową, bowiem Ufici niejako à priori doskonale wiedzą, do czego może dojść po masowym użyciu wszystkich rodzajów BMR...[4]
- A co z obserwacjami humanoidalnych istot, które znamy jako EBE czy też ALF?[5] - zapytałem, by przypomnieć Robertowi o swej obecności.
- To proste - padła natychmiastowa odpowiedź - EBE czy ALF naprawdę są cyborgami stworzonymi przez te myślące maszyny. A po co? Odpowiedzi może być kilka:
o   Nawiązanie kontaktu z żywymi istotami - nie tylko z ludźmi - w celu utrzymania nad nimi kontroli.
o   EBE są prototypami istot rozumnych ostatniej generacji, w których mechaniczne części zastąpiono biologicznymi ekwiwalentami.
o   EBE stworzono w celu zapoczątkowania przechodzenia inteligentnych maszyn z kablowego, laserowego czy radiowego kontaktu międzyjednostkowego na kontakt biologiczny - telepatyczny.
o    Jest całkiem możliwe, że wszystkie tutaj wymienione możliwości są dokładnie tak samo prawdziwe, a zatem pozwala to na wyciagnięcie paskudnego wniosku, a mianowicie, że EBE stworzono jako idealny instrument nadzoru i kontroli całego psychozoiku - całej noosfery Ziemi!

- Co pozwala nam na takie stwierdzenie?!
Przede wszystkim Ich działanie na nasze zmysły i Ich o wiele lepiej rozwinięta Świadomość i Nadświadomość. EBE maja od 0,9 do 1,5 m wzrostu i delikatna budowę ciała, ale za to ich głowy są ogromne. Właśnie te ich ogromne głowy - a właściwie mózgi - są ich najbardziej skuteczna bronią - skuteczniejszą, niż wszystkie nasze strzelające i wybuchające zabawki razem wzięte... Jako byłego żołnierza interesuje mnie - i zarazem przeraża - owa psychotroniczna broń i całkowita niemoc człowieka wobec niej.[6] Ba! - co więcej - ta broń jest o wiele bardziej humanitarna od wszystkiego, czym Ludzkość dysponuje w dniu dzisiejszym, aczkolwiek my też pracujemy nad NLW, bronią obezwładniającą istoty żywe na jakiś czas, ale nie odbierającej im życia.
Przez czas jakiś Robert opowiadał o nowych rodzajach broni, a ja obróciłem kasetę w magnetofonie. Robert tymczasem dolał mi kawy i kontynuował swą opowieść:
- Innym argumentem za tą hipotezą jest rozmaitość kształtów ciał Przybyszów. Znany rosyjski badacz paranormalnych fenomenów dr nauk geologicznych Władimir Iwanowicz Tjurin-Awińskij z Samary[7] naliczył podobnież aż 60 typów kształtów Obcych. Czyżby znaczyło to, że Ziemia jest miejscem randez-vous aż 60 ras gwiezdnych? Trudno w to uwierzyć, chociaż życie   m u s i   istnieć we Wszechświecie, ale - na wszystkie Żółte Koty Kosmosu! - dlaczego akurat Ziemia miałaby służyć im za salę konferencyjną jakiegoś OPZ - czyli Organizacji Planet Zjednoczonych? Muszą to być - sapristi! - doprawdy dziwne Zjednoczone Planety, które organizują sobie spotkania na szczycie na naszej umierającej, zatrutej i podminowanej 10 gigatonami trotylu staruszce Ziemi?... No, chyba że te istoty podobnie jak my kochają się w ryzyku i absurdzie!
- To jak wyjaśnimy tą rozmaitość kształtów?
- Hipoteza o biorobotach wyjaśnia to panopticum całkiem jasno i prosto - roboty są przystosowane do wykonywania różnych misji. Do wytwarzania np. sieci komunikacyjnej używa się robotów w kształcie latających walców, do pobierania próbek - prostopadłościenne pałubiaste konstrukcje, do latania - dyski, do kontaktów z ludźmi - wielkogłowe humanoidalne cyborgi, do kontaktów z delfinami i waleniami - rybokształtne pływające roboty emitujące ultrapiski, a wszystkie one porozumiewają się ze sobą telepatycznie... Innymi słowy mówiąc - nie wierzę w prawdziwość filmu ukazującego sekcje zwłok Kosmity - czy raczej Kosmitki - z Roswell, bo to nie był robot, a może raczej robotka, robocica czy robotowa???, a była to de facto samica rhezusa czy innej zmutowanej przez promieniowanie małpy, albo kobieta z syndromem Turnera.
- Czy robot musi mówić prawdę? Nie, nie musi. I dlatego właśnie nam - czyli istotom stojącym ewolucyjnie   n i ż e j   on, jako istota ewolucyjnie   w y ż s z a   nie musi mówić prawdy. Mogą im mówić to, co chcą - wychodząc z apriorycznego założenia, że ludzkie prymitywy i tak ich nie zrozumieją. Stąd biorą się te wszystkie androny, które ludzie zapamiętują w czasie CE. Po drugie - roboty mogą częściowo mówić prawdę twierdząc, że pochodzą z Księżyca, Marsa, Wenus, itp. - bowiem TAM ZOSTAŁY WYPRODUKOWANE przez ludzi przed Wielką Wojną, albo EYCHODOWANE SZTUCZNIE w warunkach laboratoryjnych - jak mówi o tym choćby relacja Betty Andreasson.[8] Hodowla biorobotów jest hitem mechanicznej ewolucji - ciągnie mój rozmówca - hoduje się je sztucznie, ale do tego potrzebne jest dokładne i detaliczne rozpracowanie sposobów rozmnażania się istot   ż y w y c h !  I to właśnie dlatego Ich tak interesuje rozmnażanie się - i to nie tylko nasze - a to dlatego, że Oni szukają najoptymalniejszej metody. Stąd właśnie bierze się ten cały cyrk z porywaniem ludzi i zwierząt, opowieści o badaniach, wiwisekcjach i tym podobnych nieprzyjemnościach. Stąd wreszcie masowe badania ludzi przebywających w kręgach i piktogramach zbożowych! Oni już tutaj idą na masówkę, nie na detal. Załatwiają to hurtowo!
Następnym argumentem „za” jest sposób manewrowania w powietrzu NOL-i. Nie wiem, czy NOL-e wymodliły sobie u Pana Boga wyjątek spod prawa o bezwładności ciał i grawitacji, a one obowiązują wszędzie - od miejsca, gdzie diabeł powiedział dobranoc do najodleglejszego kwazara. Ta zagadka musi spoczywać gdzie indziej. To „gdzieś indziej”, to właśnie robotyzacja załóg UFO...
- Jak to?
- A tak, bo NOL-e są w stanie lecieć z prędkościami tysięcy kilometrów na godzinę i startować czy hamować z przyspieszeniami rzędu tysięcy g. człowiek, a raczej jego biologiczna konstrukcja, jest w stanie wytrzymać do 20 g, ale krótko. W przypadku działania przyspieszenia wyższego niż 20 g po pewnym czasie pozostaje z człowieka krwawy placek w dosłownym tego słowa znaczeniu. Gwałtowna akceleracja czy deceleracja może zabić żywe organizmy, ale robotom to nie szkodzi, z tego prostego powodu, że ich endo- i egzoszkielety są zrobione nie z węglanu i fosforanu wapnia, ale ze znacznie odporniejszych materiałów, co umożliwia im znoszenie gwałtownych przyśpieszeń i opóźnień. Natomiast NOL-e z częściowo zbiologizowanymi załogami latają znacznie ostrożniej, bez gwałtownych zmian prędkości i kierunku - co zgadza się z relacjami uczestników CE. Wiem, że to, co teraz mówię to naukowa herezja, ale wynikałoby z tego, że Oni nie opanowali jednak grawitacji i antygrawitacji jak Niszczyciele i Zływrogi z powieści „Dalekie szlaki”(Warszawa 1973) Siergieja Sniegowa. Być może Oni posługują się antymaterią, ale nie jestem tego stuprocentowo pewnym.[9] Szkoda mi tej hipotezy, ale fakty pokazują na to, że tak właśnie jest. Nie mówią o tym świadectwa ludzi porwanych do UFO. to, o czym mówią post factum, wbrew hipnozie nie może być miarodajne, a to dlatego, ze Obcy im po prostu wkodowuja w mózgi to, co chcą im wbić do głowy, a nie to, co my byśmy chcieli wiedzieć. To oczywiste! To dotyczy także Ich czynności na pokładzie NOL-a.
i to dowodzi jeszcze jednej rzeczy, a mianowicie - Oni maja jakąś słabość, jakąś piętę Achillesa, której ujawnienie przed nami może mieć dla Nich zasadnicze konsekwencje. Czy może chodzi o tajemnicę napędu UFO?
- Może?...
- Hmmm... - A może chodzi o to, że po zbiologizowaniu maszyny staną się śmiertelne, jak ludzie? Musi to być dla Nich kwestią życia i śmierci, bo po co robiliby z nami ten cały psychotroniczny cyrk z maskowaniem wspomnień? Wybuch jądrowy nie zniszczy łatwo cybernetycznego mechanizmu, bo trudno jest zabić to, co ex definitio jest martwe, ale zbiologizowany automat, a to już jest inna rzecz. Promieniowanie zniszczy organiczne struktury jego pseudo-organizmu, co w konsekwencji doprowadzi do porażenia funkcji życiowych i poważnego uszkodzenia takiej EBE! I to właśnie dlatego stale kontaktowcy są tak upierdliwie pouczani, by nie dopuścić na Ziemi do kolejnego nuklearnego Armageddonu...
Nasze spotkanie powoli zbliżało się do końca. Dopiłem kawkę, a filiżankę postawiłem na stoliku tak niezdarnie, że ta wypadła i poplamiła obrus. Postawiłem na plamie spodeczek, by mnie nie rozpraszała w dalszym ciągu debaty.
- Na koniec musze powiedzieć jeszcze kilka słów o zachowaniu Obcych, które sprawia wrażenie standardowego modelu. Wszyscy świadkowie CE przypisują Im takie właściwości, jak: bezduszność, bezlitosność, wyższość i co najważniejsze - brak jakichkolwiek emocji. Zazwyczaj przypisuje się to temu, że Ich psychika jest diametralnie różna od naszej, z definicji obcej i nie-ludzkiej. Ale czy tak właśnie jest? Sądzę, że tak, bowiem roboty mają nieporównywalnie uboższe formy wyrazu w porównaniu ze spontanicznymi reakcjami istot żywych. Wspominając przypadki Andreassonów, Suttonów, Villas-Boasa czy Browne’a i inne stwierdzamy, że osoby te były zdumione automatyzmem zachowania się Obcych. Nawet w tak drastycznym przypadku, jak w incydencie w Kelly-Hopkinsville, Suttonowie zaobserwowali, że atak Obcych na ich dom przebiega wedle jakiegoś odgórnego schematu, a istoty trafiane pociskami z ich broni wydawały dźwięki, jakby „strzelało się do wiadra” - co jest znane wszystkim tym, którzy byli na wojnie czy strzelali ostrą amunicją. Takie dźwięki wydaje lekki pancerz uderzony pociskiem z broni palnej. Także kobiety, które doprowadziły Villas-Boasa i Browne’a do stosunku płciowego mogły być takimi boicybernetycznymi istotami, których jedynym zadaniem było urodzić humanoida - hybrydę człowieka i - nie, nie Kosmity - w tym przypadku robota... Albo - po prostu istotę, która szła na części zamienne dla innych biocyborgów! Nie sądzę, by nosiciele informacji genetycznej DNA i RNA byli tak rozsiani po Wszechświecie, że znalezieni dla nich partnera seksualnego było fraszką i człowiek mógł mieć potomstwo z byle Pozaziemianką. Coś mi tu nie gra...
- Jak to można podsumować?
- Jak to zbierzemy wszystko do kupy, to można powiedzieć, że hipoteza o sztucznym pochodzeniu Obcych, którzy nas nawiedzają, broni się całkiem nieźle, choć ma swe słabe strony, bo nie tłumaczy do końca przypadku Semjase z Plejad i innych bardzo ludzkich Pozaziemian odwiedzających Ludzkość i niektórych jej przedstawicieli, że wspomnę Adamskiego czy Maiera... - podsumował Robert siadając za kierownicą Rollmoppsa - Myślę, że podczas zbierania faktów, ta hipoteza będzie potwierdzona lub zanegowana, co w niczym nie zmienia jej atrakcyjności. Eksploracja Wszechświata przy pomocy robotów jest o wiele bardziej efektywna, niż wysyłanie ludzi czy innych istot żywych z krwi i kości. Postulat prof. Bracewella jest dalej w mocy i badania w tym kierunku muszą trwać dalej.
Na tym wizyta u inż. Leśniakiewicza się zakończyła.



[1] Robert Leśniakiewicz ostatnio nieco zmienił zdanie twierdząc, że niektóre ufokatastrofy de facto mogły być katastrofami latających dysków V-7 wypróbowywanych przez Amerykanów na poligonach południowych stanów USA. Być może katastrofa szpicbergeńska także była rozbiciem się latającego spodka należącego do USAF lub... Armii Radzieckiej! - uwaga tłum.
[2] Zob. R. K. Leśniakiewicz - „Referat na IV Środkowoeuropejski Kongres Ufologiczny” w Koszycach, z dnia 24 listopada 1995 roku; P. Morrison - - artykuł dla Bull. Phil. Society Waszyngton DC 16,58,1962 oraz studium D. Lunana w „Spaceflight” 1973, ss. 122-131.
[3] Powyższe potwierdzają badania i obserwacje prof. Jacquesa Vallée’a oraz ufologów polskich i słowackich, którzy odkryli związek pomiędzy obserwacjami NOL-i a pokładami rud uranowych - uwaga tłum.
[4] Zob. także: M. Jesenský i R. K. Leśniakiewicz - „WUNDERLAND: Pozaziemskie technologie w Trzeciej  Rzeszy”, Warszawa 2001; R. K. Leśniakiewicz - NOL-e nad elektrownią jądrową” w „Wizje Peryferyjne” nr 2,1996, s. 21 oraz R. K. Leśniakiewicz - „Projekt Tatry”, Kraków 2002 - przyp. tłum.
[5] ALF = Alien Life Form - Forma Obcego Życia; EBE = Extra-Terestial Biological Entity - Pozaziemska Jednostka Biologiczna - przyp. tłum.
[6] Niektórzy polscy ufolodzy, jak np. Michał Zawadzki z Warszawy twierdzą, że można zneutralizować skutecznie działanie NLW Obcych prostymi środkami - przyp. tłum.
[7] Dawny Kujbyszew - przyp. tłum.
[8] Zob. R. E. Fowler - „Sprawa Andreassonów” i „Sprawa Andreassonów - faza II”, Białystok 1993.
[9] W książce „Projekt Tatry” R. K. Leśniakiewicz jednak optuje za wykorzystaniem przez Nich antymaterii w celach kosmicznej żeglugi - uwaga tłum.