piątek, 3 sierpnia 2012

BOGOWIE ATOMOWYCH WOJEN (13)


Rozdział XI - NOC, KIEDY ZACHWIAŁ SIĘ KSIĘŻYC

Kanonik z Canterbury o niewiarygodnym zdarzeniu - „Aland, Aland, Zealand!” - Poszukiwania w kraterze Tapanui - Wyspa Wielkanocna poligonem atomowym bogów? - Posągi, które mogłyby powstać w Hiroszimie.

18 czerwca 1178 roku, kronikarz katedry w Canterbury w Anglii zaobserwował dziwne wydarzenie, które opisał tak oto:       
Tego roku, w niedzielę poprzedzającą święto św. Jana Chrzciciela, pięciu ludzi ujrzało niezwykłe zjawisko. Owego czasu był Księżyc w fazie pomiędzy nowiem a I kwadrą, więc jego rogi były obrócone ku wschodowi. Nagle jego górny róg się rozdzielił, a ze środka przepołowionego miejsca wystrzelił zwijający się płomień, który miotał wokół iskry i płomień, a cała reszta Księżyca zaczęła się zwijać jakoby w przerażeniu wielkim. Wszyscy mówili o tym, że Księżyc zwijał się, jak raniony wąż. Po chwili Księżycowi powrócił jego dawny wygląd i kształt. Wyżej opisany dziw powtórzył się co najmniej sześciokrotnie, a błysk ognia za każdym razem był z innego kierunku. Po tych przemianach, Księżyc od rogu do rogu przybrał ciemny wygląd na całej swej długości.
Wielu historyków odesłało oczywiście ten przekaz pomiędzy bajki, a w najlepszym przypadku w sferę fantazji, pozostaje wszakże prawdą to, że znaleźli się niekonwencjonalnie myślący badacze, którzy poszli tropem tego niezwykłego wydarzenia.
Dowody na prawdziwość opisu podanego nam przez średniowiecznego mnicha udało się nam znaleźć tam, gdzie się ich nikt znaleźć nie spodziewał.
Być może Czytelnicy w swej młodości przeczytali powieści Juliusza Verne’a i pamiętają wykrzyknik roztargnionego geografa prof. Jakuba Paganela: „Aland, Aland! Zealand!” wydanego nad listem znalezionym w butelce wyłowionej z morza:

                       62                     Bri                           gow

sink                           aland                                       stra

    skipp                          Gr

and                                      that monit                 of long

                                                                        ssistance

                 lost

 
 


  

 
 Którym to pamiętnym wykrzyknikiem dopełnił brakujące litery i odgadł - tak mu się przynajmniej wydawało - miejsce pobytu zaginionego kapitana Granta w powieści „Dzieci kapitana Granta”. I to właśnie Nowa Zelandia będzie celem naszego dalszego dociekania, do której puścimy się śladami Polaka - prof. dr inż. Jana Pająka, który po smierci prof. J. Allena Hynka uznany został za badacza niezwykłości numer jeden na świecie. Od kilku lat przebywa w Dunedin na Nowej Zelandii, gdzie wykłada na tamtejszym uniwersytecie, a także na uczelniach Cypru i Malezji.
Gdyby któreś z europejskich państw przed ośmioma stuleciami było zniszczone silnym wybuchem, to historyczne podręczniki tego kraju byłyby wypełnione opisami tej katastrofy, setki badaczy badałoby jej przyczyny i skutki, a każdy mieszkaniec poznałby nawet najmniejsze szczegóły tej tragedii -
napisał w 1995 roku prof. Pająk
Jednakże, kiedy spytacie mieszkańców Nowej Zelandii o detale dotyczące eksplozji na Tapanui, spotkacie się z przekonaniem - ba! - pewnością, że takiej eksplozji nigdy nie było![1]
Profesor Pająk wie co robi i co pisze. Już w 1987 roku odkrył on na Nowej Zelandii krater Tapanui, nazwany tak od niewielkiego miasteczka leżącego na Wyspie Południowej. W promieniu 350 km od niego znajdują się do dziś widzialne ślady katastrofy, od której upłynęło 830 lat.
Te powszechne negowanie eksplozji dziwi nas tym bardziej, że na Nowej Zelandii na każdym kroku widać ślady straszliwej katastrofy. Ślady są tak wyraźne, że należy wyłożyć więcej energii na ich badanie i akceptowanie. Ignoramus et ignorabimus - nie wiemy i nigdy nie poznamy!
 Prof. Pająk weryfikując ślady eksplozji Nieznanego Obiektu Latającego nad Nową Zelandią w 1178 roku wskazał na cały szereg przesłanek:
v  Ogromny krater Tapanui, znajdujący się na Wyspie Południowej w zachodniej części prowincji Otago, na zachodnim stoku góry Puherus. Okolice krateru wskazują jednoznacznie na to, że powstał on w momencie wybuchu o mocy rzędu 60 Mt TNT, czyli 1.000 razy większej od mocy bomby atomowej typu Hiroshima.[2]
v  Identyczność krateru Tapanui z kraterami powstającymi po naziemnej eksplozji atomowej. Współczesne eksperymenty z bronią jądrową pozwoliły na lepsze poznanie problematyki tworzenia się kraterów powybuchowych. Przy naziemnej eksplozji dominującą rolę gra nadciśnienie powstające na czele fali uderzeniowej, niszczące wszystko, co jej stanie na drodze. Uderzenie sprężonego powietrza niszczy domu i inne budowle, wywraca i łamie drzewa, rani ciężko wszystkie żywe istoty. Fala uderzeniowa powoduje ich śmierć poprzez tysiące mikroobrażeń... Detonacja nad Tapanui w tym przypadku przypomina dość dokładnie eksplozję nad Podkamienną Tunguską, dzięki podobieństwu ułożenia pni drzew zniszczonych przy eksplozji Tunguskiego Fenomenu, co było niemal identyczne z przypadkiem Tapanui.
v  Zniknięcie lasów w centralnej części Wyspy Południowej. Już pierwsi biali osadnicy, którzy lądowali tam w 1840 roku, znaleźli tam wbrew przyjaznemu klimatowi wyspy jedynie stepową roślinność z resztkami zwęglonych pni drzewnych. Lasy na Wyspie Południowej strawiły w przeszłości gigantyczne burze ogniowe, a przy pomocy datowania radionuklidem 14C udało się ustalić, że wybuchły one w roku 1178 - czyli dokładnie wtedy, kiedy kronikarz z Canterbury sporządził swą notatkę o niebieskiej katastrofie!!!
v  Koncentrycznie ułożone pnie zwęglonych drzew, których korzenie mierzą w kierunku centrum krateru Tapanui. Wyniki badań katastrofy tunguskiej każą przypuszczać, że   j e d y n ą   przyczyną takiego ułożenia pni drzewnych był silny wybuch, którego fala uderzeniowa spustoszyła okolicę.
v  Przyczyny genocydu ptaka Moa w roku 1178. Na Nowej Zelandii mieszkał onegdaj wielki - 3-5 m wysokości - ptak Moa (Eurapteryx gravis ex. Dinornis giganteus) co znaczy dosłownie „straszny, gigantyczny ptak”, na którego polowali jeszcze Maorysi.[3] Jak dowodzi tego prof. Pająk, Moa wyginęły w tym rejonie około roku 1178, a ich zwęglone szczątki znajdują się do dziś dnia w górnych warstwach gleby wokół Tapanui. Szkielety znajdują się nad brzegami jeziorek okalających krater. Wygląda na to, że te ogromne ptaki na krótko przed śmiercią uciekły z miejsca, gdzie dziś znajduje się krater, ale zatrzymały się na brzegach zbiorników wodnych, których nie mogły pokonać, i tam zastała je masowa śmierć.[4]
v  Namagnesowanie gleby i skał w okolicy krateru. Jak uważa prof. Pająk - okolice krateru są namagnesowane turbulentnie, co można łatwo sprawdzić przy pomocy kompasu. Występują tutaj rozmaite anomalie atmosferyczne i radiokomunikacyjne.
v  Deficyt niektórych mikroelementów w glebie. W okolicy krateru Tapanui występuje endemicznie choroba zwana „grypą Tapanui”. Prof. Pająk uważa, że ta magnetyczna symulacja może zmienić ilość niektórych biogennych mikroelementów w glebie, co może być etiologią tego schorzenia. Ich deficyt może synergicznie wpływać na przebieg choroby, która z klasyczna grypą ma jedynie wspólną nazwę i przypomina dość dokładnie... chorobę popromienną!
v  Ceramiczne kamienie i Trynityty. W kraterze znajdują się niezwykłe minerały, tzw. „kamienie ceramiczne” czyli kwarcyty zdeformowane wysokim ciśnieniem i temperaturą.[5] Są tam także Trinityty - minerały złożone z cząstek krzemowego szkliwa o wielkości ziarenek piasku w kształcie kulki lub kropelki. Trynityty znajduje się zawsze na miejscach wybuchów jądrowych, niby odciski palców na miejscu zbrodni...
v  Powierzchniowe złoża złota w prowincji Otago, które są rozmieszczone koncentrycznie wokół krateru Tapanui i wskazują na przebieg fali uderzeniowej po eksplozji. Mechanizm wyrzucenia złota na powierzchnię Ziemi w prowincji Otago jest według prof. Pająka identyczny z działaniem separatorów wibracyjnych ciał sypkich. Mechanizm ten uruchomił się wtedy, gdy wybuch spowodował silną wibracje gruntu i trzęsienie ziemi.
v  Maoryjskie nazwy okolic krateru Tapanui. Maorysi, jak i inne narody maja zwyczaj nadawania nazw miejscom, w których w przeszłości rozegrały się ważne wydarzenia. Dotyczy to nazw z okolicy Tapanui, które wskazują na dawna tragedię. Prof. Pająk przytacza niektóre z nich: HAKATARAMEA - znaczy tyle, co „ogień rozpalony przez odpoczynek latającego statku”; HOKANUI - „wianek strzelających płomieni”; MATAURA - „świecący niebieski statek”; OMARAMA - „odpadły od Księżyca” (!!!); OTARAIA - „odpadły róg, rozbity na części”(!!!); POMAHAKA - „noc wielu strzelających płomieni”; PUKERAU - „góra, która zatrzęsła światem”; WAIPAHI - „horyzont wybuchającego ognia” czy wreszcie TAPANUI - „ogromny wybuch”![6]
v  Maoryjskie legendy wprost mówiące o eksplozji. Legendy tubylców bardzo często mówią o zdarzeniach związanych z katastrofą w Tapanui. Jedna z nich mówi o obiekcie w kształcie rogu świecącym jak Księżyc, który eksplodował nad Tapanui i spowodował straszliwe spustoszenie, śmierć, pożary i wyginięcie ptaków Moa. Powstanie wyspy Stewart według prof. Pająka jest związane także z piękną i romantyczną legendą. W języku Maori ten skrawek ziemi przy Nowej Zelandii nosi nazwę RAIKURA , co znaczy „rozżarzone niebo”. Nazwa ma przypominać dzień, w którym statek synów wodza nieba przybył, by spotkać się z żona miejscowego wojownika. Jej małżonek by nie dopuścić do tego spotkania, wywiózł żonę na Wyspę Południową. Kiedy wódz nieba ujrzał, ze kobieta znikła, jego statek udał się na poszukiwania. Po przybyciu nad Tapanui i nieudanym randez-vous wódz nieba wybuchnął gniewem i rozpalił niebo i ziemię ogromnym ogniem śmierci i zniszczenia. Nazwy miejscowości, które skatalogował etnograf John White w swej książce „Ancient History of the Maori” czyta się jak w powieści fantastyczno-naukowej: „Wojna we Wszechświecie”, „Związki między bogami a ludźmi”, „Drogi z Ziemi ku gwiazdom”, itp.[7] Z innego mitu zaś dowiemy się, jak to bóg Rongamai wypowiedział wojnę plemieniu Nga-Ti-Hau: Jego pojawienie się było, jak gorejąca gwiazda, jak ogień, jak Słońce. Rongamai spuścił się z nieba na sam środek wioski: W ziemi powstała jama, obłoki pyłu przesłoniły światło, huk przypominał grzmot piorunu, a potem szum muszli.[8]
v  Notatka kronikarza z katedry Canterbury. Ten zapis, który zacytowałem na początku rozdziału prof. Pająk komentuje ściśle technicznym językiem: Błysk pierwszego obiektu eksplodującego nad Tapanui odbił się od księżycowego globu, jak od zwierciadła wypukłego, co na świadkach sprawiło wrażenie rozszczepienia się rogów Księżyca. Potem magnetyczne fale eksplozji szerzące się w jonosferze spowodowały falowanie mas zjonizowanego gazu i w rezultacie skakanie obrazu Srebrnego Globu wiszącego nisko nad horyzontem. Po tym pierwszym wybuchu, statki w kształcie cygar dalej eksplodowały, przy czym każdy wybuch wywoływał takie same efekty, jak ten pierwszy, tj. ognisty błysk i falowanie obrazu Księżyca. To wszystko potem wywołało efekt przyciemnienia jego blasku.[9]

Ślady podobnych wydarzeń możemy znaleźć dzisiaj także na całym świecie. Miedzy innymi na Wyspie Wielkanocnej, małym skrawku suchego lądu wśród przestworów wodnych Pacyfiku, gdzie poza znanymi na całym świecie ogromnymi figurami z kamienia, znajdują się tam inne niemniej ciekawe rzeźby.
W największych muzeach świata, w niektórych zbiorach prywatnych i gdzieś w głębi pieczar rodzinnych w łonie Wyspy Wielkanocnej znajdują się wyrzeźbione w drewnie figurki zwane Moai-Kava-Kava. Przedstawiają one mężczyzn z wystającymi żebrami, zapadniętymi piersiami, przedłużonymi uszami, kozimi bródkami i wychudłym ciałem. Na zdjęciach możemy ujrzeć trzy dominujące cechy ich fizjognomii: kacheksję, strupy i otwarte rany na ciele. Nic dziwnego, że w 1965 roku pokazał się pogląd, że figurki te przedstawiają ofiary silnego napromieniowania radioaktywnego, na który była kiedyś ta wyspa wystawiona. Francuski badacz Francois Maziére w swej książce pt. „Tajemnica Wyspy Wielkanocnej” pyta wprost, czy w przeszłości wyspa ta nie dostała potężnej dawki promieniowania jonizującego pochodzącego z innego świata, wskutek zetknięcia się z Przybyszami i Ich techniką, co stało się impulsem do wytwarzania wotywnych rzeźb, jako pamiątki z tych czasów.[10] Oczywistym jest, że wygląd tych ludzi wskazuje na to, że cierpieli oni na chorobę popromienną - konkluduje on.
Skąd się wzięło promieniowanie na Wyspie Wielkanocnej przed kilkoma stuleciami?
Francois Maziére przy pomocy swej małżonki Tily zapisał na Wyspie Wielkanocnej legendę ostatniego człowieka znającego Rongo-Rongo o wielce skomplikowanym imieniu A Ure Auviri Porotu legendę o tym, jak to w dawnych czasach wyspę dotknął „palec boga Uoke”, który całą ją rozkołysał. Podobna legendę o piorunie boga Make-Make zapisał już w 1924 roku, angielski etnograf Macmillan Brown. Inne podanie mówi o „padającym niebie, które patrzyło, czekało i znów odleciało w górę”. Postawmy sobie pytanie: Jak człowiek przed ośmioma wiekami miał opisać start i lądowanie statku kosmicznego? Czy tak?
W tej chwili zaczynamy domyślać się, że Wyspa Wielkanocna, podobnie jak Wyspa Południowa Nowej Zelandii, stała się onegdaj celem uderzenia BMR. Czy była to głowica bojowa, która zeszła z orbity z prędkością „błyskawicy boga Make-Make”? A może ktoś tej wyspy użył tak, jak my użyliśmy atolu Bikini? Jako atomowy poligon? Samolot wylądował, jego załoga zainstalowała „urządzenie termojądrowe” i odleciała, zaś samo urządzenie wybuchło przy okazji rozpylając połowę wyspy w atmosferze... NB, to, co ludzie zrobili z tymi rajskimi atolami Polinezji woła o pomstę do nieba!!!...
Zasadnicza różnica pomiędzy dwoma tymi hipotezami spoczywa w tym, że jeżeli w pierwszym przypadku zabijał ludzi jakiś anonimowy system prehistorycznego programu SDI, to w przypadku drugim szło o przygotowaną co do szczegółu akcję. Komuś zależało na tym, by modele dzisiejszych duchów Moai-Kava-Kava były dokumentacją jego doświadczeń z bronią jądrową!...
      Silny traumatyzm, jaki cechuje Polinezyjczyków nie jest dziełem przypadku czy akcydentalnego wypadku - jest to pozostałość wstrząsu duchowego, i że nie ma on sobie równego na innych wyspach. Czy to się komu podoba, czy nie - Wyspę Wielkanocną napadły takie siły, które jak uważam, są obecne także i dziś i są silne na tym skrawku ziemi, która tak strasznie zmienił ogień -
- jak pisał F. Maziére. Wiemy,   j a k i e    to siły ma na myśli autor. To te siły, które spowodowały powstanie długiego na 800 m i szerokiego na 200 m łożyska wulkanicznego szkliwa na Rano Raraku i nie zapomniały w jego kraterze umieścić typowy krater poimpaktowy. Albo te same siły, które przetopiły minerały w szkliwo wulkaniczne wbrew temu, że wulkany na wyspie są nieczynne od tysięcy lat.
Kluczem do tajemnicy Wyspy Wielkanocnej jest ogień. Znaleziska ziarenek pyłku kwiatowego wskazują na to, że Wyspa Wielkanocna miała bogata florę, i że nie były to gaje palmowe - jak to sugerują twórcy filmu „Rapa-Nui” z Kevinem Costnerem w roli głównej, a które potem znikły pod toporami ludzi. Roślinność - jak to dowiadujemy się z rdzeni odwiertów osadów jeziornych w Rano Raraku i Rano Kao - wyginęła na wyspie wskutek burz ogniowych. Bogaty materiał paleobotaniczny analizował prof. O. H. Selling z Narodowego Muzeum Przyrodniczego w Sztokholmie, a wyniki opublikowali Thor Hayerdahl i  E. N. Fedron jr. w pracy pt. „Archeology of the Easter Island and the Eastern Pacific”, Santa Fé 1961.
Jak pisze norweski badacz Wyspy Wielkanocnej znany podróżnik i uczony Thor Hayerdahl - zniszczenie roślinności na wyspie było tak dokładne, jakby z całej flory wyspiarskiej nie zostało nic. Potem dopiero na wypalonej ziemi pojawiła się trawa i paprocie.[11] Zagadkowa jest na wyspie obecność wielu rodzinnych pieczar, jakby rodzinnych schronów, w których mieszkańcy spędzali swe życie i które służyły jako depozyt cennych i świętych przedmiotów, ale głównie były to schrony ze składami, bardzo podobne do tych ze współczesnych podręczników Przysposobienia Obronnego...
Tajemnicą owiany jest także zanik cywilizacji Wyspy Wielkanocnej, która tak nagle zgasła, kiedy już dojrzała do doskonałości. Z dnia na dzień, jej bogata kultura została zniszczona i to do imentu, i to tak szybko, że rzeźbiarze opuścili niedokończoną moai o wielkości 7-piętrowego domu! I to było tak szybko, że pozostawili na miejscu narzędzia pracy! Prace w kamieniołomach i przy ahu zostały przerwane i nigdy już się do nich nie wróciło. Wielotonowe posągi zrzucono z ahu - domy spalono doszczętnie i to tak, że popękały kamienie z ich fundamentów, a całe rody ukrywały się przez lata w podziemnych schronach wyspy.
Także groby świadczą o wszechobecnym upadku i zarazie na wyspie. Przed upadkiem panował tam niepolinezyjski zwyczaj kremacji zwłok i składania popiołów w pogrzebowych skrzynkach obłożonych kamieniami w bliskości ahu, potem trupy chowano masowo pod stosy nieociosanych głazów, ułożonych w bezkształtne stosy i byle gdzie na równinie Orongo, albo do podziemnych komór, niedbale wybudowanych pod twarzami czy brzuchami obalonych figur Moai.
I tak już całkiem na koniec jeszcze jedno spostrzeżenie - a mianowicie: Figurki Moai-Kava-Kava sa zjawiskowo podobne do ofiar choroby popromiennej i wedle tubylczych legend są to przedstawiciele rasy, których znaleźli Polinezyjczycy po przybyciu na Wyspę Wielkanocną.[12] „Długousi”, bo tak siebie nazywali, przybyli na wyspę w XII wieku - w roku eksplozji w Tapanui i notatki canterburskiego kronikarza o chwiejącym się Księżycu - dokładnie w roku Pańskim 1178...

KONIEC


[1] J. Pająk - „Noc strzelających płomieni” w „Nieznany Świat” nr 7,1995, s. 4.
[2] Przy założeniu, że ta ostania miała moc 60 kt TNT. Bomba ta miała moc tylko 20 kt, a zatem współczynnik  ten wynosi nie 1.000 ale 3.000 razy - uwaga tłumacza.
[3] Zob. B. Huevelmans - „Na tropie nieznanych zwierząt”, Warszawa 1965.
[4] Być może ptaki te przeżyły wybuch termojądrowy i zmarły wskutek następstw choroby popromiennej i poparzeń termicznych II i III stopnia, które chciały złagodzić wodą - przyp. tłum.
[5] Kwarc pod wpływem wysokich ciśnień, temperatur i promieniowania zmienia barwę i strukturę, co pozwala na określenie parametrów wybuchu jądrowego - uwaga tłum.
[6] Zob. J. Pająk - ibidem, s. 5.
[7] Zob. J. White - „Ancient History of the Maori”, t. I i II, Wellington 1887.
[8] Zob. N. Wachtel - „La vision des vaincus”, Paryż 1971.
[9] J. Pająk - „Tapanui Cataclysm - an Explanation for the Mysterious Explosion in Otago, New Zealand, 1178 a. D.”, Dunedin 1989.
[10] Zob. F. Maziére - „Fantastique Ile de Pasquas”, Paryż 1965.
[11] Zob. także Th. Hayerdahl - „Early Man and the Ocean”, Londyn 1978.
[12] Zob. także Th. Hayerdahl - „Aku-Aku”, Warszawa 1963.