niedziela, 5 sierpnia 2012

BOGOWIE ATOMOWYCH WOJEN (15)


DODATEK A – ATOMOWA WOJNA BOGÓW

Aleksander Mora

I.

Zanim nasza cywilizacja wkroczyła w wiek atomowy – wiele odkryć, przekazów mitologicznych, opisów w świętych księgach, wykopalisk i zagadkowych zjawisk obserwowanych na ziemi pozostawało niezrozumiałymi.

Sędziwe teksty sanskryckie „Mahabharata” opisują szczegółowo wybuchy wielkich kul ognistych oraz wywołane przez nie burze i sztormy. Następstwa tych wybuchów przybierały u ludzi forme klasycznych objawów choroby popromiennej, wywołując utratę włosów, wymioty i w końcu śmierć. Co ciekawe, teksty te podają, że osoby znajdujące się w zasięgu działania tych wybuchów mogą się ocalić usuwając wszystkie metale z powierzchni swych ciał i zanurzając się w wodzie rzecznej. Cel tego mógł być tylko jeden – dekontaminacja przez zmycie z powierzchni ciała i odzieży cząstek radioaktywnych, czyli proces, który w takich przypadkach zalecany jest i dzisiaj.

Erich von Däniken wspomina zawarte w rozmaitych starożytnych tekstach opisy broni jądrowej, sugerując, że była ona użyta przez Przybyszów z Kosmosu, wyposażonych w wytwory swej wysoko zaawansowanej wiedzy i technologii przeciwko prymitywnym mieszkańcom naszej planety. Wydaje się jednak mało prawdopodobne, aby Przybysze stosowali tak drastyczne środki przeciwko pierwotnym, nie-ucywilizowanym, wyposażonym jedynie w łuki i strzały mieszkańcom Ziemi.

Richard B. Mooney podaje, że bramińska księga „Siddnanta-Ciromani” posługuje się jednostkami czasu , z których ostatnia, najmniejsza trutti stanowi tylko 0,33750 sekundy. Uczeni studiujący teksty sanskryckie są zakłopotami, nie mogąc wyjaśnić, do czego służyć mogła w Starożytności tak mała jednostka czasu i jak ją można było mierzyć bez odpowiednich instrumentów. Współczesne prymitywne szczepy posiadają dość niejasne pojęcie czasu i nawet godziny maja dla nich stosunkowo niewielkie znaczenie. Trudno więc sobie wyobrazić, żeby starożytne ludy zachowywały się w tym względzie inaczej.

Thomas Andrews w swej książce „Nie jesteśmy pierwsi” pisze: Według jogi Pundid Kaniach z Ambatturu w Madras, którego spotkałem w roku 1966 początkowo pomiar czasu według braminów był sześćdziesiątkowy, na dowód czego joga cytował wyjątki z „Brihath Sakatha” i innych tekstów sanskryckich. W dawnych czasach doba dzieliła się na 60 >>kala<<, z których każda wynosiła 24 minuty. >>Kala<< dzieliła się na 60 >>vikala<<, z których każda wynosiła 24 sekundy. Następnymi 60 razy mniejszymi jednostkami były: >>para<<, >>tatpara<<, >>vitatpara<<, >>ima<< i w końcu >>kashta<< - 1/300.000.000 część sekundy. Do czego starożytnym Hindusom służyć mogły ułamki mikrosekund? Pundid Kaniach wyjaśnił, że uczeni bramini od zarania dziejów zobowiązani byli do zachowania tej tradycji w pamięci, choć sami jej nie rozumieli.

0,000.000.003 część sekundy – kashta – nie może naturalnie mieć żadnego sensu praktycznego, jeśli nie dysponuje się urządzeniami, które mogłyby mierzyć czas z taką dokładnością. Z drugiej strony wiadomo, że czas życia niektórych cząstek elementarnych: hiperonów i mezonów jest bliski jednej trzystumiliardowej części sekundy![1]

Tablica „Varahamira” z roku 550 n.e. zawiera wielkości matematyczne porównywalne z rozmiarami atomu wodoru. Czyżby te liczby też przekazano nam z odległej przeszłości? Joga Vashishta twierdzi: Istnieją rozległe światy w pustych przestrzeniach każdego atomu, tak różnorodne, jak pyłki w promieniach słońca. Wydaje się to wskazywać na starożytną wiedzę o tym, że nie tylko materia jest zbudowana z niezliczonej liczby atomów, lecz że w samych atomach – jak dziś wiemy – większość przestrzeni jest nie wypełniona materią.

Teksty te, pochodzące z dalekiej przeszłości, wskazują na to, że już wtedy istniała głęboka znajomość fizyki jądrowej. Fakt, że bramini zobowiązani byli zapamiętać szereg symboli matematycznych, nie rozumiejąc ich nawet, świadczy o celowo podjętym wysiłku zmierzającym do przekazania wiedzy z zaginionej ery technologicznej. Można sobie wyobrazić pradawnych uczonych, którzy obserwując upadek swej cywilizacji, zapisywali swoją wiedzę i powierzyli pewnej grupie ludzi odpowiedzialność za przekazywanie jej poprzez wieku, aż do czasu, kiedy znowu się stanie zrozumiała.[2]

Wydaje się także, że coś z tej starożytnej nauki przenikało przez wieki w dość ogólnikowej formie. Dwa i pół tysiąca lat temu Demokryt mówił: W rzeczywistości nie istnieje nic, tylko atomy i pusta przestrzeń. Grecy uważali, ze atom jest najmniejszą i niepodzielną cząstką materii, podczas gdy Fenicjanin Moschus zapewniał, że atom można podzielić i zapewniał o tym Greków. Żyjący w I w. p.n.e. uczony rzymski Lukrecjusz  pisał, że atomy pędzą nieustannie w przestrzeni i podlegają niezliczonej liczbie zmian pod zakłócającym wpływem zderzeń. Są one zbyt małe, aby je widzieć.

Dopiero w XIX i XX stuleciu podjęto poważne prace w zakresie fizyki jądrowej, więc uczeni starożytni, których fragmentaryczna wiedza pochodzić musiała z zamierzchłej epoki zapomnianej technologii, nie mogli potwierdzić swych wiadomości w praktyce, nie istniała bowiem technologia, która to by umożliwiała.

Zamierzchła epoka, kiedy wiedza ta była stosowana w praktyce, stosowała energię atomową do wielu celów. Idea transmutacji metali, która pochłaniała uwagę alchemików przez całe wieki, każąc im szukać sposobu zamiany ołowiu w złoto, wynikła najprawdopodobniej z jeszcze starszej wiedzy o tym, że manipulacja strukturami subatomowymi pierwiastków pozwala na przekształcenie jednego z nich w drugi.[3]

Jednakże nas interesuje nie samo zastosowanie energii jądrowej, ale jej niewłaściwe zastosowanie. Wydaje się, że rozmaite starożytne teksty stwierdzają ponad wszelką wątpliwość fakt wystąpienia na Ziemi straszliwej masakry Ludzkości. W sferze domysłów znajduje się jedynie to, czy konflikt ów był wyłącznie ziemskiego pochodzenia, czy też wzięli w nim udział pochodzący z Kosmosu przybysze, wyposażeni w zaawansowaną wiedzę i technologię.

Charles Berlitz pisze, że zaskakujące wzmianki i aluzje do stosunkowo niedawnych zdobyczy naszej cywilizacji, jak bomba atomowa, rakiety, gazy bojowe i inne, występują szczególnie obficie w starożytnych tekstach indyjskich. Wyjątkowo dużo tego można spotkać w staroindyjskim eposie „Mahabharata”, stanowiących kompendium wiedzy dotyczącej religii, świata, modłów, obyczajów, historii oraz legend o bogach i bohaterach starożytnych Indii. Często nazywa się ten epos „hinduską Iliadą”, chociaż jest 7 razy obszerniejszy od „Iliady” i „Odysei” razem wziętych – zawiera on 200.000 wierszy. Przypuszcza się, że został on napisany 1.500 lat p.n.e., ale dotyczy on zdarzeń znacznie wcześniejszych. Po raz pierwszy wydrukowano go w sanskrycie w 1834 roku, a następnie przełożono: najpierw na język włoski, a następnie w 1884 roku na angielski.

„Mahabharata” w dużej części zajmuje się działaniami wojennymi, w których biorą udział bogowie, półbogowie i ludzie. Przypuszcza się, że opisy te stanowią quasi-historyczny przekaz dotyczący inwazji Ariów z północy, którzy wyparli pierwotnych mieszkańców tych ziem – Drawidów, na południe półwyspu indyjskiego. Jednakże wśród normalnych w takich razach obrazów starożytnych działań bojowych rozrzucone są zagadkowe i bardzo szczegółowe wzmianki dotyczące łatwych do zidentyfikowania obecnie broni takich, jak: działa artyleryjskie – agneyastra, rakiety i samoloty bojowe – vimana, radar, zasłony dymne, gazy trujące – tashtra, gazy obezwładniające – mohanastra, pojazdy rakietowe i głowice atomowe. W drugiej połowie XIX wieku fragmenty te brzmiały tajemniczo lub zabawnie; dzisiaj wymowa ich jest dla wszystkich mieszkańców kuli ziemskiej oczywista, pomimo tego, że od czasu, którego te opisy dotyczą upłynęły tysiące lat.

Przedstawiając bitwę pomiędzy starożytnymi armiami „Drona Parva” – jedna z ksiąg „Mahabharaty” – opowiada o walce, w czasie której: wybuchy pocisków dziesiątkują całe armie powodując, że tłumy żołnierzy wraz z bronią, słoniami i rumakami zostały uniesione i porwane przez wielki wicher jak suche liście z drzew... Starożytny kronikarz dodatkowo zaopatrzył ten opis w komentarz: Wyglądali tak wspaniale, jak szybujące ptactwo – jak ptaki odlatujące z drzew. Tekst zawiera nawet przedstawienie charakterystycznego, grzybiastego obłoku wybuchu nuklearnego, który porównywany jest do otwarcia gigantycznego parasola, zaś opis skażenia środków żywnościowych, wypadania włosów u ludzi oraz konieczność dokładnego zmycia ciała ludzi i zwierząt dla zapobieżenia choroby lub śmierci stanowią dziwnie nowoczesny akcent tej starożytnej legendy.

A oto pochodzące z „Mahabharaty”, „Ramayany” i „Mahavira Charita” fragmenty opisujące walkę: Pojedynczy pocisk wybuchł z całą mocą świata. Rozżarzony słup dymu i ognia tak oślepiający, jak 10.000 słońc uniósł się w całej swej wspaniałości [...] Była to nieznana broń, żelazny piorun, gigantyczny posłaniec śmierci, który zamienił w popioły całą rasę Vrishni i Andhaka. Ciała ich były tak spalone, że nie można było ich rozpoznać. Ich włosy i paznokcie powypadały, wyroby garncarskie popękały bez żadnego widocznego powodu, a wszystkie ptaki zbielały. Po kilku godzinach wszystkie produkty spożywcze były zatrute [...] Aby uciec od tego ognia, żołnierze rzucali się do strumieni, aby obmyć siebie i swój ekwipunek.

Następstwa działania tej superbroni opisane są następująco: Zaczął wiać wicher [...] wydawało się, że słońce się obróciło, świat spieczony ogniem wydawał się być w gorączce. Słonie i inne zwierzęta lądowe, palone energią tej broni, mknęły w ucieczce [...] nawet wody były tak gorące, że przebywające w nich stworzenia zaczęły palić się [...] Nieprzyjacielscy żołnierze padali jak drzewa powalone w szalejącym ogniu – wielkie słonie palone tą bronią padały na ziemię wydając dzikie ryki bólu. Inne palone ogniem biegały we wszystkie strony, jak wśród płonącego lasu, także rumaki i pojazdy spalone energią tej broni wyglądały, jak szczyty drzew, które spłonęły w pożarze lasu...
Księga „Karna Parva” podaje nawet wymiary tej broni: Strzała śmiertelna jak laska śmierci. Mierzy ona 3 łokcie i sześć stóp[4]. Obdarzona mocą pioruna tysiącokiego Indry była ona niszczycielska dla wszystkich żyjących stworzeń.

Starożytni Hindusi wykazali w swoich przekazach piśmienniczych zaskakującą wiedzę naukową o świecie i materii. W powstałym przed około 5.000 laty dziele zatytułowanym „Jyotish” znajdujemy rozważania na takie tematy, jak heliocentryczny ruch planet, prawa grawitacji, gwiazdy stałe na Mlecznej Drodze, dobowy obrót osiowy Ziemi, kinetyczna teoria energii i teoria budowy atomu. Wiadomo także, że niektóre szkoły filozoficzne podejmowały jako przedmiot swych rozważań skomplikowane obliczenia z zakresu fizyki atomowej. Wyznaczenie czasu potrzebnego do przejścia atomu przez jednostkę objętości równą tej, jaką on sam zajmuje jest przykładem jednego z prostszych „tematów badawczych”.

Istnieją także liczne przykłady ścisłych i realnych opisów budowy rakiet i samolotów. Sama tylko „Mahabharata” zawiera ponad 230 strof poświęconych opisowi zasad konstrukcji latających maszyn – vimana – oraz innych urządzeń i aparatów.[5] W „Samarangana Suthadhara” omawiane są zalety i wady poszczególnych typów samolotów zarówno z punktu widzenia ich względnych zdolności i szybkości wznoszenia, jak również sposobów lądowania. Dyskutuje się tam także rodzaje materiałów napędowych – m.in. także rtęć?[6] – oraz materiałów konstrukcyjnych, a mianowicie – różnych odmian drewna, metali lekkich i ich stopów.

Zwróćmy uwagę na fragment opisu lotu vimana: W wyniku działania sił utajonych w rtęci, które uruchamiają napędowy wir powietrza, człowiek znajdujący się wewnątrz może podróżować w podniebna dal [...] Viamana za pomocą rtęci może rozwijać moc pioruna [...] Jeśli ten żelazny silnik o odpowiednio połączonych częściach zostanie napełniony rtęcią, a do jego górnej części zostanie doprowadzony żar, to zaczyna on z rykiem lwa rozwijać moc [...] i natychmiast staje się niczym perła na niebie...

Inny starohinduski epos „Ramayana” opisuje widok, jaki roztaczał się z góry podczas lotu boga Ramy i jego małżonki Sity ze Śri Lanki do Indii. Widok ten jest opisany tak szczegółowo, ze wydaje się niemożliwe, aby sam autor nie mógł tego obserwować samemu z góry. Ponadto starożytny samolot pokazano w zadziwiająco nowoczesny sposób: ...niepowstrzymany w swym ruchu [...] o godnej podziwu szybkości, [...] w pełni kontrolowany [...] o pomieszczeniach wyposażonych w okna i znakomite miejsca siedzące...

Jednocześnie znajdujemy w tych dziełach stałą troskę i zaabsorbowanie niebezpieczeństwami wynikającymi z użycia broni nuklearnej. „Mahabharata” zawiera wersety, które – jeśli pominiemy ich archaiczny styl – mogliby wypisać na swych sztandarach dzisiejsi bojownicy o pokój: Wy okrutni i niegodziwi, upojeni i zaślepieni pychą, przez wasz Żelazny Piorun staniecie się niszczycielami własnego narodu.
„Ramayana” przestrzega, iż Strzała Śmierci jest: tak potężna, że może w jednej chwili zniszczyć całą Ziemię, a jej straszliwy wznoszący się dźwięk wśród płomieni, dymu i pary [...] jest posłańcem śmierci.

Wreszcie „Badha Parva” opisuje efekty ekologiczne użycia takich bomb: ... nagle pojawiła się substancja podobna do ognia[7] i nawet teraz pokrywające się bąblami wzgórza, rzeki i drzewa oraz wszelkiego rodzaju zioła, trawy i rośliny, w ruchomym i nieruchomym świecie, obracają się w popiół.[8]

W końcu w „Musala Parva” znajdujemy notatkę wskazującą na to, że zdano sobie wreszcie sprawę z tego, iż broń ta jest zbyt niebezpieczna dla świata. Notatka ta zdaje się napomykać o zniszczeniu i pozbywaniu się głowic atomowych: w wielkim strapieniu umysłu król nakazał zniszczyć Żelazny Piorun na drobny proch. Wezwano ludzi [...], aby wrzucili ten proch do morza...[9]


[1] Tak niewielka jednostka czasu mogłaby posłużyć do opracowania mikrograwimetrycznych map Ziemi służących np. geologom w wykrywaniu bogactw naturalnych naszej planety, albo wojskowym zwiadowcom do wykrywania wrogich bunkrów i innych konstrukcji podziemnych – przyp. R.K.L.
[2] To właśnie tym zajmuje się i taką wiedzę być może przekazuje sobie masoneria i inne tajne stowarzyszenia mistyczne i quasi-religijne – przyp. R.K.L.
[3] Właściwie na pewno. Alchemia narodziła się w jednym z najstarszych państw na Ziemi – w Egipcie – i stanowi ona cień dawnej wiedzy poprzedniej cywilizacji czy nawet kilku poprzednich cywilizacji, które tam żyły – przyp. R.K.L.
[4] To jest około 3.20 m – przyp. aut.
[5] Zob. M. Jesenský – „Bogowie atomowych wojen”, (Ústi nad Labem, 1998) – przekład W. Baranowicz – uwaga R.K.L.
[6] Rtęć nie może być paliwem jądrowym, ale rozpuszczony w niej uran czy inne pierwiastki wysokoenergetyczne – np. tor czy pluton – mogą być. Ewentualnie tzw. „czerwona rtęć” RM-20/20, którą najprawdopodobniej dzisiaj stosuje się w mini-bombach termojądrowych o mocy 1-20 kt TNT może być takim nośnikiem, ale nie jest to pewne, bowiem "czerwona rtęć" podobno okazała się być mitem – uwaga R.K.L.
[7] Stan plazmy? – przyp. aut.
[8] W tym kontekście zrozumiałe jest zagrożenie wynikające z tego, że taka broń mogłaby się dostać w ręce nieodpowiedzialnego tyrana, który od razu zwróciłby ją przeciwko swojemu i innym narodom. Nie zapominajmy, że Irak, Indie i Pakistan leżą właśnie na terenach antycznych bitew atomowych i można tam znaleźć niejeden artefakt, który mógłby im pomóc w konstrukcji jakiejś superbroni!  – uwaga R.K.L.
[9] Istnieje możliwość, że ślady tego procederu znajdują się dzisiaj na Antarktydzie, pod pancerzem lądolodów, gdzie znajdują się słodkowodne jeziora wody, a których pochodzenie jest nieznane. Mogły je wytopić reakcje jądrowe zachodzące w antycznych głowicach broni A i H – przyp. R.K.L.