czwartek, 9 sierpnia 2012

BOGOWIE ATOMOWYCH WOJEN (16)


II.

Indie nie są jedynym krajem, gdzie istnieją legendy i zapisy dotyczące pradawnej katastrofy atomowej na Ziemi. Występują one także w Chinach. Raymond W. Drake twierdzi, że w „Fengshen-yen-i” znajdują się opisy zdarzeń podobne do tych, jakie są w sanskryckiej „Mahabharacie”. Przeciwstawne sobie elementy walczyły o panowanie nad Chinami. Wspomagane one były przez pozaziemskich Przybyszów, używających broni przypominających najstraszniejsze wśród znanych nam obecnie. Wojna była prowadzona przy pomocy oślepiających promieni, ognistych smoków, płomiennych kul, lśniących żądeł i błyskawic. Jak wynika z opisów, walczące strony wydawały się posiadać urządzenia podobne dzisiejszemu radarowi, który pozwalał im na słyszenie i obserwowanie wizualne obiektów oddalonych na odległość kilkuset kilometrów.[1]

Amerykański etnograf G. Baker odnalazł wśród kanadyjskich Indian legendy mówiące, że kiedyś tam na południu istniały wielkie lasy i łąki, a wśród nich wielkie oświetlone miasta, zamieszkiwane przez ludzi, którzy latali do nieba na spotkanie piorunom. Później jednak pojawiły się demony i wszystkie miasta zostały zniszczone. Pozostały tylko po nich istniejące do dziś dnia ruiny. Legendy te wywodzą się z objętych wieczną zmarzliną regionów kanadyjskiej tundry, położonych na Dalekiej Północy. Odnoszą się one do dawnych epok, kiedy to klimat dzisiejszych obszarów podbiegunowych odbiegał znacznie od dzisiejszego. Tradycja Indian kanadyjskich przypomina istniejące wśród Majów i Azteków legendy mówiące o miastach, w których ani w nocy ani w dzień nie gasły światła. Majowie mówili:

Ta ziemia stanowi obecnie Królestwo Śmierci.[2] Przebywają tam dusze tych, którzy nigdy nie będą poddane reinkarnacji. [...], ale dawno temu było ono zamieszkałe przez starożytne rasy ludzkie.

Istnieje wielkie podobieństwo, pochodzących z różnych części globu ziemskiego, legend mówiących o masakrach i zniszczeniach. Przypomnijmy sobie z mitologii greckiej postać Zeusa władającego gromami i błyskawicami, czy też postać Thora z mitologii nordyckiej władającego młotem i błyskawicami.

Jeżeli w zamierzchłej przeszłości zaistniał konflikt na skalę światową, o zakresie większym nawet niż Druga Wojna Światowa i znacznie bardziej niszczycielski, to właśnie można by oczekiwać takich właśnie ech w pamięci narodów świata.

Podobnie i równie szeroko są rozpowszechnione legendy o Złotym Wieku Ludzkości. Ci wszyscy, którzy szukają cudownej i zdumiewającej Atlantydy w jakimś jednym i określonym miejscu na Ziemi, skazani są – jak się wydaje – na rozczarowanie. Jeśli bowiem cały obszar kuli ziemskiej w dalekiej przeszłości osiągnął wysoki stopień cywilizacji, to legendy o jej istnieniu będą mieć charakter globalny. Sam fakt, że różne przekazy, pochodzące z rozmaitych części ziemskiego globu, umiejscawiały położenie Atlantydy na Morzu Śródziemnym, Atlantyku, Hiszpanii, Grenlandii, Islandii, Ameryce lub Tybecie, a nawet istniało podobne do Atlantydy królestwo Lemuria[3] na Pacyfiku wskazuje jedynie na to, że ówczesna cywilizacja miała charakter światowy, iż cywilizacja ta nie ograniczała się do jednej tajemniczej wyspy lub kontynentu, który następnie zatonął w morzu. Tylko istnienie cywilizacji o zasięgu globalnym może wyjaśnić podobieństwa występujące pomiędzy poszczególnymi cywilizacjami i kulturami zamierzchłej przeszłości, a także ich różnice.[4]

Istnieje bardzo wiele punktów zbieżnych pomiędzy cywilizacjami Egiptu i Sumeru; również pomiędzy cywilizacjami rozwiniętymi w Dolinie Indusu i cywilizacjami Mezoameryki i Ameryki Południowej, szczególnie w ich legendach. Istnieją także duże różnice, choć dotyczą one głównie szczegółów, jak to, ze na obszarze Europy, Azji i Afryki północnej koło było w powszechnym użytku, podczas kiedy na obszarze Ameryki urządzenie to nie było znane.[5]

Ci, którzy całkowicie odrzucają idee, że kiedyś musiał istnieć kontakt pomiędzy wszystkimi cywilizacjami zarówno europejskimi, azjatyckimi, afrykańskimi jak i amerykańskimi wydają się nie brać pod uwagę istotnych czynników. Tym bardziej, że jak dotąd na próżno poszukujemy jednego wyróżnionego obszaru, na którym powstałaby pierwotna kultura-matka – źródło wszystkich innych cywilizacji. Wiele wskazuje na to, że źródłem tym jest cały glob ziemski, iż istniał nie jeden, lecz wiele ośrodków rozwiniętej kultury i cywilizacji.

Warto także zwrócić uwagę na inna osobliwość. Sporo legend mówiących o istnieniu wielkiego i katastrofalnego konfliktu w zamierzchłej przeszłości, wskazuje obszary, gdzie zdarzenia te miały miejsce. Okazuje się, że w większości chodzi o dzisiejsze pustynie!

Szereg takich przekazów pochodzi z terytorium dzisiejszych Chin. Tam też znajduje się część niezbadanej dotychczas Pustyni Gobi, która ukrywa pod swymi piaskami wiele tajemnic. Podobnie w Indiach, w Dolinie Indusu, gdzie niegdyś kwitła wspaniała cywilizacja – dziś jest pustynia.[6] Pustynią jest znaczny obszar południowo-zachodnich Stanów Zjednoczonych, który Majowie nazwali właśnie Królestwem Śmierci.[7] w Egipcie Horus przeklął ziemie Seta na tysiące lat – ogromne obszary Afryki północnej wraz z Saharą są pustynne. To samo dotyczy również terenów na Środkowym Wschodzie – wielkie miasta Babilonii i Sumeru zrujnowane, spoczywają teraz pod ruchomymi piaskami.

Większa część Australii to także pustynia – rdzenni jej mieszkańcy[8] wydają się być potomkami ludzi niegdyś cywilizowanych. Na niektórych obszarach tej pustyni, gdy w górach zdarzy się ulewny deszcz, woda i szlam przewalają się i dochodzą aż do płytkiego jeziora Eyre. Przypomina to okres, kiedy okolice te były zasobniejsze w wilgoć, gdy żyły tam olbrzymie kangury i diprodonty wielkości nosorożca, jak o tym wspominają legendy tubylców – pisze prof. Alfons Gabriel, znany badacz obszarów pustynnych. Jednak nawet tubylcy zdają się obawiać tych terenów, a ich przejście jest połączone z wielkimi trudnościami, jest tam bowiem strefa, która w języku krajowców nazywa się >>Narikalinnani<< - co oznacza - >>miejsce śmierci i zniszczenia<<.

Legendy i mity mówią o antycznych środkach rażenia, które jako żywo przypominają współczesne pociski nuklearne; inne przekazy przypominają obliczenia matematyczne dotyczące zagadnień fizyki jądrowej. Ale nie tylko przekazy ustne, zapisy w świętych księgach czy inskrypcje w świątyniach i miejscach starożytnego kultu są intrygujące i zmuszają do porównań; odkrywa się coraz więcej faktów i ślady materialne.

Podczas prób nuklearnych, przeprowadzonych współcześnie na pustyni Gobi, w pobliżu Lop-Noor[9] oraz na pustynnych obszarach Nowego Meksyku, w wyniku powstawania bardzo wysokich temperatur wywołanych wybuchem jądrowym – piasek pustyni ulegał zeszkleniu. Do wywołaniu procesu witryfikacji piasku potrzebne są tak wysokie temperatury, ze ich uzyskanie niemożliwe jest zarówno w procesach eksplozji konwencjonalnych materiałów wybuchowych czy palnych, ani też w procesach wulkanicznych. Takie temperatury można uzyskać tylko w procesach termonuklearnych. Tymczasem na pustyni Gobi znaleziono obszary zeszklonego piasku, znajdujące się tam od tysięcy lat. Obszary takie istnieją także na pustyni kalifornijskiej, zaś tajemnicze szkliste tektyty, z pustyń Afryki i Środkowego Wschodu uważa się za powstałe w procesach radioaktywnych.[10] Skały w Peru i Boliwii także noszą wyraźne ślady witryfikacji, zaś obszary, na których występują noszą wyraźne cechy pustynne.

Powstaje pytanie: jak te pustynie utworzyły się? Jak mogły wytworzyć się i trwać, otoczone ze wszech stron ogromnymi obszarami bujnej wegetacji? A może one powstały wskutek eksplozji pocisków nuklearnych o wielkiej mocy, które zniszczyły nie tylko ludność ten teren zamieszkującą, lecz także wszelkie przejawy życia roślinnego i zwierzęcego, zaś substancje radioaktywne powstałe w tym procesie, swym promieniowaniem wysterylizowały ten teren tak, że nie nadawał się on do życia przez tysiące lat? Niewiele bowiem przejawów życia obserwuje się na tych pustyniach, a to, co tam rośnie i żyje przeżywa z wielkim trudem mimo wytworzenia się wielu cech adaptacyjnych. Być może istnieje ziarno prawdy w legendzie o Horusie, zaś przekleństwo zesłane na ziemie Seta było przekleństwem radioaktywnego skażenia.

Można by mniemać, że przedstawione tutaj przypuszczenia są bezpodstawne lub zgoła fantastyczne, gdyby na tych jałowych teraz obszarach nie było śladów cywilizowanego życia ludzkiego. Można by twierdzić, że od niepamiętnych czasów ziemie te były wrogie człowiekowi i ludzkiemu osadnictwu. Ale tak nie jest. Na pustyni Gobi odkryto bowiem ruiny bardzo starych miast, prawie już bezkształtne, ale wszystkie one noszą na sobie ślady działania niezwykle wysokich temperatur, pokryte bąblami i pęcherzami tego samego rodzaju, co zaobserwowane w Hiroszimie po wybuchu amerykańskiej bomby atomowej.

Wielu geologów utrzymuje, że szereg obecnie występujących na terenie południowo-zachodniej części Stanów Zjednoczonych obszarów pustynnych[11] nie powstało w wyniku działania naturalnych sił przyrody. Tym bardziej, że jak podaje prasa amerykańska: ...suche stany, a zwłaszcza Arizona, budują na rzece Kolorado jedną zaporę po drugiej, aby zagospodarować te tereny. Urządzenia nawadniające opierają się głównie na dawnych urządzeniach Indian (?!), o czym świadczą starożytne resztki potężnych budowli na rzece Gila.[12]

A oto, co na temat Sahary pisze znawca problemu prof. Alfons Gabriel: Na pustyni można znaleźć studnie istniejące od niepamiętnych czasów. Często ich szyby są zdumiewająco głębokie, w niektórych przypadkach przewyższają 100 metrów – i trudno zrozumieć, jak ludzie swymi prymitywnymi narzędziami zdołali je zbudować. [...] Od czasu, gdy w Górnym Egipcie odkryto wiele miejsc, na których porzucone były resztki narzędzi, wszczęto również poszukiwania na różnych pustyniach Ziemi. Poszukiwania te zostały uwieńczone powodzeniem. Sahara okazała się specjalnie bogata skarbnicą znalezisk; podobnie jak pewne części pustyni Gobi. Jest jednak zdumiewające, że te ślady starej ludzkiej kultury występują w takiej obfitości właśnie na pustyniach, a więc na obszarach, gdzie na przestrzeni setek kilometrów nie ma ani kropli wody, żadnego pastwiska, żadnych warunków do życia. Jak mogło dojść do tego? Jak dostali się ludzie do tego świata będącego zaprzeczeniem życia? Dziś już wiemy, że na tych obszarach pracowali nie przygodni wędrowcy, lecz przedstawiciele osiadłej ludności. Ale w jaki sposób można było żyć na pustyni? W ostatnich dziesięcioleciach poczynione zostały poważne postępy w badaniach nad przeszłością suchych obszarów. Poznaliśmy nieco nieznanych dotąd szczegółów, wiążących się z pojawieniem się człowieka na pustyni. Stosunkowo najlepiej udało się odtworzyć obraz prehistorii Sahary. W okresie przedlodowcowym i lodowcowym[13]ten wypalony słońcem szmat Ziemi był porośnięty lasami i stepem typu sawanny. Powiązany system rzeczny sprawiał, ze mogło tu rozwijać się życie. Tam, gdzie teraz hulają burze piaskowe nad gorącą pustynią żwirową, miotając ziarna kwarcu i sprawiając, ze wielbłądy już na trzeci dzień wędrówki są głodne i spragnione, istniały przez 50.000-100.000 lat jeziora, wokół których szumiały trzciny i harcowały zwierzęta. Żyła tu ludność [...] Rozwijała się też sztuka. Artyści ryli w skałach piękne obrazy, a kamienie pokrywali farbami. Na obszarach Afryki Północnej[14] roi się od obrazów. Wiele ścian wąwozów i zboczy górskich to prawdziwe >>księgi z obrazkami<<. Niektóre malowidła pociemniały tracąc wyrazistość, inne są ciągle jeszcze świeże. Wiele z nich, to dzieła sztuki, są też inne robiące wrażenie dziecięcych igraszek. Nieraz jednak jest trudno uwierzyć, że ludzie którzy znali tylko narzędzia kamienne umieli tworzyć tak żywe postacie.

Ignatius Donelly podaje, że podczas kopania studni w miejscowości Lawn, (hrabstwo Marshall, stan Illinois, USA), na głębokości ponad 40 metrów wykopano monetę wykonaną z brązu. Duży nacisk warstw ziemi i warunki, w jakich przez długi czas ta moneta przebywała, spowodowały, że większość napisów i rysunków na obu jej powierzchniach uległa prawie całkowitemu zatarciu. Stwierdzono jedynie, że zarówno na awersie i rewersie znajdowały się niewyraźne zarysy jakiejś postaci, zaś wzdłuż krawędzi po obu stronach biegły jakieś napisy, ściślej mówiąc, ciągi hieroglifów nie do odcyfrowania. Jak wykazały badania, moneta ta w trakcie procesu produkcji była walcowana, jej krawędzie obcięte maszynowo, zaś napisy wytrawiane kwasem.

W roku 1851, w tej samej okolicy stanu Illinois, na głębokości ponad 35 metrów wykopano dwa pierścienie miedziane. W czerwcu tego samego roku, w miejscowości Dorchester w stanie Massachusetts odkopano naczynie pokryte skamieniałą zaprawą murarską. Był to dzban w kształcie dzwonu, wykonany z nieznanego metalu, którego powierzchnia była inkrustowana srebrnym wzorem o charakterze roślinnym.

Pewien lekarz w Kalifornii znalazł wewnątrz bryły złotonośnego kwarcu niewielki złoty przedmiot kształtem podobny do uchwytu od wiadra. Podobny uchwyt odkryto w jaskini  w Kingoodie w północnej Anglii, w bloku skalnym. Jego wiek oceniono na co najmniej 8.500 lat. Można więc przyjąć, że przedmiot znaleziony w Kalifornii pochodzi mniej więcej z tego samego okresu.

W roku 1969, wewnątrz bryły skalnej znalezionej w pobliżu miejscowości Treasure City w stanie Newada, odkryto ślady śruby o długości 5 cm. Sama śruba już dawno uległa korozji, ale przestrzeń, którą kiedyś zajmowała pozostawiła w skale ślad w kształcie spirali. Wiek tego znaleziska ocenia się na około 10.000 lat.

Tom Kenny, farmer amerykański zamieszkujący w Plateau Valley, odkrył na swoim polu, na głębokości 3 m odcinek miejskiego chodnika, wykonanego z gładkich, symetrycznych płyt kamiennych. Analiza materiału i zaprawy murarskiej wykazała, że kamień nie pochodzi z surowców lokalnych, związanych z okolicą, w której został wykonany chodnik.

Wszystkie te znaleziska wskazują na możliwość, której w zasadzie dotychczas nie brano poważnie pod uwagę, że odnajdywane ślady, czasem ukryte głęboko pod ziemią, świadczą o tym, iż na terenie współczesnej Ameryki Północnej przed wieloma tysiącami lat istniała wysoka cywilizacja. Wydaje się, ze cywilizacja ta uległa gwałtownej zagładzie w wyniku kolosalnej katastrofy, związanej z wystąpieniami tak wysokich temperatur, jakie pojawiają się wyłącznie w procesach nuklearnych i termonuklearnych.



[1] Niekoniecznie musiał to być radar – mógł to być np. satelita obserwacyjny lub ich cały system, jak np. dzisiejszy DSP czy ECHELON – uwaga R.K.L.
[2] Obecnie są to południowo-zachodnie połacie Stanów Zjednoczonych, tzw. „big bad lands” – przyp. aut.
[3] Lub kontynent Mu (Moo) – uwaga R.K.L.
[4] Polski uczony prof. dr hab. Benon Zbigniew Szałek ze Szczecina udowodnił w swych pracach, że kiedyś istniało jedno pismo i jeden język, którym posługiwano się na obszarze całego świata – uwaga R.K.L.
[5] Stwierdzenie dyskusyjne, bowiem Indianie znali koło, tylko je nie stosowali. Zresztą trudno jest stosować koło i posługiwać się pojazdami kołowymi na błotnistych terenach Jukatanu czy w dżunglach Amazonasu albo na andyjskich perciach. Jest to kolejny argument „za”, a nie „przeciw” – uwaga R.K.L.
[6] Pustynia Thar w Radżastanie. Dziś także znajdują się tam poligony atomowe Pakistanu i Indii. – uwaga R.K.L.
[7] Są to pustynie Nowego Meksyku, Newady i Arizony, na których dzisiaj też znajdują się amerykańskie poligony atomowe – uwaga R.K.L.
[8] Aborygeni – uwaga R.K.L.
[9] Jezioro Łob Nur – uwaga R.K.L.
[10] Zob. Andrzej Kotowiecki – „Szkliwo nie z tej Ziemi” i „Tektyty – relikty Gwiezdnych Wojen?” - uwaga R.K.L.
[11] Obejmujących część Kalifornii i Arizony, tzw. Pustynię Sonora, tereny Wielkiej Kotliny między Sierra Nevada a górami Wasath na południu oraz na południu pustynie Mojave, Gila i Yuma  z budzącą grozę Doliną Śmierci – przyp. aut.
[12] Niedawno odkryto podobne resztki potężnych urządzeń wodnych na rzekach Europy Wschodniej, a dokładniej w okolicach Ufy w Federacji Rosyjskiej, a także plastyczne mapy je ukazujące – uwaga R.K.L.
[13] Autorowi chodzi najprawdopodobniej o ostatnie zlodowacenie 50.000-10.000 lat p.n.e. – uwaga R.K.L.
[14] M. in. w słynnym wąwozie Tassili-en-Dżer – uwaga R.K.L.