niedziela, 12 sierpnia 2012

BOGOWIE ATOMOWYCH WOJEN (18)


IV.

Wspomniane w poprzednich rozdziałach wykopaliska i zapisy w starożytnych księgach dowodzą, że globalna wojna nuklearna w zamierzchłej przeszłości, to coś więcej, niż prawdopodobieństwo. I że wśród jej realiów znajdujemy nie tylko bomby jądrowe, ale także pociski rakietowe i urządzenia przypominające radar, nie mówiąc już o samolotach. Żadne jednak z tych urządzeń nie mogłoby zostać wyprodukowane bez istnienia zasobów i środków wysoko rozwiniętej techniki, a więc istnienia wysoko rozwiniętego uprzemysłowionego społeczeństwa. A jeśli tak, to utracony Wiek Złoty zamierzchłej przeszłości mógł być „złoty” tylko w retrospekcji – dla tych, którym dane było przeżyć  kataklizm wojny i którzy zachowali w pamięci jedynie najpiękniejsze jego cechy.
W gruncie rzeczy owa era rozwiniętej technologii mogła cierpieć na wszystkie schorzenia, które i nas trapią, a jeśli rzeczywiście cywilizacja ta była znacznie bardziej zaawansowana niż nasza, to i jej problemy mogły być znacznie trudniejsze. Bajeczne Miasto Świateł z pewnością miało swoje ubogie dzielnice, kłopoty z ruchem drogowym, zatłoczeniem, hałasem i stresami; mogły istnieć także problemy siły roboczej, rozwoju przemysłu, produkcji środków żywnościowych, transportu, zanieczyszczenia środowiska i przeludnienia. Nawet jeśli ludzie ci byli niczym mitologiczni bogowie o wspaniałych intelektach i imponująco długim okresie życia, to jednocześnie mogli być obciążeni jakąś wadą psychiczną, która stwarzała podobnie niebezpieczne sytuacje, na jakie społeczeństwo ludzkie natrafia i dziś. Jeśli zaś byli oni przedstawicielami wysoko rozwiniętej cywilizacji naukowo-technicznej w innym układzie słonecznym, to już samo promieniowanie naszego Słońca mogło stwarzać dla nich zagrożenie i pociągać za sobą ofiary. Być może na przestrzeni dziejów ulegali oni stopniowej degeneracji, pomimo tego, że ich cywilizacja znacznie przewyższała naszą. Wyjaśniałoby to przekaz zawarty w biblijnej „Księdze Rodzaju”, że wielka jest niegodziwość ludzi, a ich usposobienie jest wciąż złe.
Z drugiej strony mogli oni zbudować społeczeństwo bardziej rozwinięte i bardziej ludzkie, niż nasze. Być może trudność leżała w ich stosunkach z innymi cywilizacjami kosmicznymi, a katastrofalny konflikt, który zniszczył ich świat i niemal zgładził rasę ludzką, wywołany był działaniem wrogiej cywilizacji przybyłej z obcej planety lub innego systemu słonecznego.
Mogła to być kombinacja tych wszystkich wyżej wymienionych czynników. Niewykluczone, że nigdy się nie dowiemy, co było przyczyną upadku ludzkości i będziemy musieli pozostać przy tych danych, jakich dostarczają nam mity i dostępne jeszcze świadectwa materialne.
Można przeprowadzić szereg interesujących rozważań na temat kierunków, w jakich ów wielki konflikt się rozwijał i znaleźć sporo przekonywujących argumentów na ich poparcie. Jeżeli bowiem miniona era wysokiej technologii dysponowała broniami nuklearnymi i wektorami do jej przenoszenia, itp., i jeśli jej społeczeństwa podlegały rozwojowi równoległemu do tego, jaki charakteryzuje społeczeństwa dzisiejsze, to z pewnością dysponowała ona także podobnymi metodami prowadzenia wojen. Istnieją pewne wskazówki w mitach jak i źródłach materialnych, każące przypuszczać, że ten wniosek jest słuszny.
Antyczny tekst hinduski „Samara Sutradhara” wyraźnie mówi o stosowaniu w odległej przeszłości broni biologicznych – B. Specyfik o nazwie Samhara był używany jako środek wywołujący choroby wśród żołnierzy przeciwnika, zaś inny – Moha – powodował odrętwienia i paraliż. W „Fengshen-yen-i” wspomina się działania wojenne z użyciem broni B prowadzone w Chinach; i znowu w tekstach tych znajdujemy opisy zadziwiająco podobne do hinduskich.
Przy tej niejako okazji powstaje pytanie: czy nie jest możliwe, że niektóre współczesne, trapiące Ludzkość schorzenia zostały kiedyś w przeszłości wywołane w sposób sztuczny? Istnieje wiele chorób, którym ulegają wyłącznie ludzie, nie trapią one natomiast zwierząt.[1] Czy nie mogły one powstać jako rezultat pradawnej, niszczycielskiej wojny bakteriologicznej, której zasięg wymknął się walczącym stronom spod kontroli?
Znany biolog A. Firsow zwraca uwagę na fakt, że wirusy, traktowane obecnie jako reprezentujące etap pośredni pomiędzy światem żyjącym a nieżyjącym, światem organicznym a nieorganicznym, zachowujące się w stanie nieaktywnym jak substancje krystaliczne, zaś w stanie aktywnym reprodukujące się i wykazujące działania celowe, wcale nie musiały powstać u zarania życia na Ziemi. Tym bardziej, że wykazują one wysoki stopień specyficzności w stosunku do żywiciela, co mogłoby wskazywać na ich stosunkowo niedawne pochodzenie.[2]
Inny rodzaj broni, powszechnie obecnie znanej, to broń balistyczna[3], a więc pistolety, karabiny, działa, itp. – a także materiały wybuchowe. W jednej z jaskiń w północnej Rodezji[4] znaleziono ludzką czaszkę. Czaszka ta, znajdująca się obecnie w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie posiada okrągły utwór w lewej stronie, podczas gdy strona prawa jest roztrzaskana. Otwór ten jest doskonale okrągły, zaś kość wokół niego nie ma śladów promienistych pęknięć. Taki efekt – okrągły otwór z roztrzaskaną przeciwległą ścianą – jest typowym efektem działania na tkankę kostną pocisku karabinowego o dużej prędkości początkowej, znanym powszechnie zarówno z doświadczeń ubiegłych wojen, jak i praktyki kryminalistycznej. Dzida, strzała czy kamień takiego synergicznego efektu wywołać nie może. Może go spowodować tylko gorący pocisk wystrzelony z ogromną prędkością.[5] Tymczasem wiek tej czaszki wynosi około 40.000 lat, a więc przypada to na okres pojawienia się człowieka z Cro-Magnon, który jeszcze nie zdążył wynaleźć łuku i strzał!
Ta czaszka nie jest jedynym znaleziskiem noszącym na sobie ślady takiego uszkodzenia. Muzeum Paleontologiczne w Leningradzie[6] znajduje się czaszka żubra, pochodząca sprzed 30.000 lat. Posiada ona okrągły otwór w środkowej części czoła. Badania wykazały, ze zwierzę, chociaż ranne nie padło, a rana uległa zabliźnieniu. Podobnie jak w przypadku czaszki ludzkiej znalezionej w Rodezji, i tutaj otwór jest doskonale okrągły, zaś wokół niego nie występują promieniste pęknięcia. A więc znowu efekt działania kuli karabinowej. Ale skąd karabiny w zamierzchłej przeszłości?
Sięgnijmy znów do mitów i świętych tekstów. Mity Drawidów wspominają o laskach plujących ogniem i mających własność zabijania. Mojżesz miał także laskę, za pomocą której spowodował, że ze skały trysła woda. Naturalnie mogła to być także różdżka, ponieważ wynajdywanie wody pod ziemią za pomocą różdżki i w ogóle różdżkarstwo[7] w ogóle należą do sztuk starych. Niemniej jednak mogła to być broń balistyczna. Wiemy przecież, że Mojżesz był wychowany od dzieciństwa jako członek egipskiej rodziny panującej i mógł mieć dostęp do wiedzy niedostępnej dla ogółu.
Podobnego rodzaju tajemnicą stanowi staroegipska sztuka drążenia tuneli w skałach, której rezultaty można obserwować np. w Dolinie Królów, czy też stosowano ją w czasie budowy Domów Wieczności w Abu Simbel, które faraon Ramzes II kazał wbudować w skalne urwisko. Przypuszcza się, że we wczesnym okresie historii Egiptu znana była i praktykowana sztuka sporządzania materiałów wybuchowych, która w późniejszych tysiącleciach uległa zapomnieniu.[8] Nie jest to dziwne, ani bezpodstawne przypuszczenie, jeśli weźmie się pod uwagę, że Chińczycy znali metodę przyrządzania prochu kilka tysięcy lat temu.[9] Dlatego istnienie broni palnych w odległej przeszłości nie jest niczym nadzwyczajnym, szczególnie dla cywilizacji, która dysponowała energią jądrową.
Niezwykle ciekawa sugestia wypłynęła ostatnio z kręgu radzieckich uczonych. Okazało się bowiem, że niektóre odkrycia szkieletów dinozaurów na Syberii, położenie kości oraz rodzaj ich uszkodzeń wydają się wskazywać na to, że zwierzęta te [w chwili śmierci] zostały pogruchotane za pomocą silnych środków wybuchowych. To naturalnie przesunęłoby fakt stosowania materiałów wybuchowych o kilka milionów lat wstecz.[10] Nie ulega jednak wątpliwości, że znajomość jak i zastosowanie substancji wybuchowych oraz broni działających w oparciu o te środki jest znacznie bardziej starożytna, niż to się na ogół przypuszcza.
Inną tajemniczą sprawą, ściśle związaną z tragedią atomową w czasach prehistorycznych, są malowidła na ścianach jaskiń i na skałach, rozrzucone na całej kuli ziemskiej. Malowidła te, przedstawiające postacie tzw. Kosmitów zyskały sobie w ostatnich latach rozgłos światowy, a ich szczególna popularność datuje się od momentu publikacji książki Ericha von Dänikena zatytułowanej „Rydwany bogów”.
Jednym z najbardziej znanych jest kontur olbrzymiej postaci wyryty w skale. Został on odkryty przez Henri Labote’a na płaskowyżu Tassili na Saharze i nazwanej przez niego Wielkim Bogiem Marsjańskim (patrz rycina). Szkic ten zadziwiająco przypomina postać odziana w skafander kosmonauty.
Na obszarze płaskowyżu znajduje się więcej podobnych rysunków: jeden z nich przedstawia idącą grupę czterech postaci ubranych w stroje przypominające kombinezony kosmonautów, których głowy są pokryte baniastymi hełmami. Rysunki tego rodzaju odkryto na różnych kontynentach. Istnieje np. rysunek naskalny na południe od miejscowości Fergana w Uzbekistanie, przedstawiający postać, której głowa jest otoczona pierścieniem z wychodzącymi z niego promieniami. Pierścień ten najprawdopodobniej reprezentuje hełm, jaki noszą nurkowie zaopatrzony w anteny. Niemal identyczne postacie przedstawiają rysunki odkryte w Val Camonica we Włoszech. Sylwetki Kosmitów znaleziono także wyrysowane na płaskich ścianach skał w Australii.
Znaczne podobieństwo do postaci na rysunkach wykazują japońskie statuetki Dogu pochodzące z okresu Jomon (Dżomon). Wzbudziły one duże zainteresowanie, ponieważ przedstawiają one ludzi w pewnego rodzaju ubiorach ochronnych i hełmach zaopatrzonych w dziwne okulary. Japoński ekspert Isao Washio tak opisuje strój Dogu:
... rękawice przymocowane są do przedramienia za pomocą wiązania, zaś okulary mogą być zamykane i otwierane. Po bokach postaci umocowane są dźwignie prawdopodobnie przeznaczone do regulacji ich ustawienia, podczas kiedy >>korona<< umieszczona na hełmie spełnia rolę anteny [...]. urządzenia na zewnątrz ubrania nie stanowią elementów zdobniczych, ale są przyrządami pozwalającymi kontrolować ciśnienie w skafandrach w sposób automatyczny...
Wszystkie te rysunki i postacie kojarzy się obecnie z Przybyszami z Kosmosu  oraz poglądem, że planetę naszą w dalekiej przeszłości odwiedzali goście – astronauci z innych układów gwiezdnych. W gruncie rzeczy przedstawiać one mogą niebiańskich bogów – tym bardziej, że rysunkom Kosmitów towarzyszą często latające dyski, kuliste pojazdy i inne urządzenia latające. Wydaje się, że istnieje inne, nie mniej prawdopodobne wyjaśnienie, oparte na odmiennej interpretacji znajdywanych rysunków. Być może przedstawiają one po prostu ludzi w ubiorach chroniących ich przed skażeniem radioaktywnym. Przecież w większości rysunki Kosmitów odkryte zostały na terenach dzisiejszych pustyń. Wcześniej już jednak sugerowano, że pierwszą przyczyną powstania tych pustyń mogło być zastosowanie na tych obszarach broni nuklearnych, dlatego nawet tysiące lat później regiony te wskazywały wysoki stopień skażenia radioaktywnego.
Rysunki mogły być więc wykonane później przez potomków mieszkańców tych okolic, którym udało się przeżyć kataklizm. Widzieli oni przybywających (albo ze schronów podziemnych, albo z obszarów nieskażonych radioaktywnym fall-out’em) ludzi w latających maszynach, którzy zabezpieczeni strojami ochronnymi pojawili się, aby skontrolować tereny, zbadać stopień ich skażenia i ocenić rozmiary zniszczeń.
Niewątpliwie niektóre z tych rysunków mogą przedstawiać Przybyszów z Kosmosu. Nie wydaje się jednak słuszne pomijanie możliwości, że ubrania ochronne noszone były przez mieszkańców Ziemi, jako osłona przed skażeniem radioaktywnym. Gdyby bowiem Kosmici musieli być tak dokładnie chronieni przed naszym ziemskim środowiskiem przy pomocy tak dokładnie izolujących skafandrów kosmicznych, oznaczałoby to, że nie mogli Oni oddychać ziemską atmosferą czy też znosić panującej na powierzchni Ziemi temperatury.[11] A taki obraz kosmicznych bogów – jak pisze Richard E. Mooney – stałby w całkowitej sprzeczności z tym, jaki wyrobiliśmy sobie na podstawie mitów i legend.
O mitycznych bogach Egiptu, Grecji, Indii a także Majów, Inków i Azteków   n i g d y   nie pisano, jako o noszących stroje ochronne. Dlatego albo byli oni Ziemianami, albo Przybyszami z Kosmosu, których fizjologia podobna była do ziemskiej w takim stopniu, że nie potrzebowali skafandrów ochronnych. Oczywiście ci, którzy przybywaliby tylko na krótki pobyt na Ziemi, mogliby nosić ubiory chroniące ich przed odmiennym promieniowaniem słonecznym, czy też nieznanymi, a być może groźnymi dla nich ziemskimi mikroorganizmami. Jednakże biorąc pod uwagę argumenty „za” i „przeciw” oraz uwzględniając rozmieszczenie głównych malowideł oraz materialnych dowodów katastrofy nuklearnej, wydaje się, że najbardziej racjonalnym wyjaśnieniem funkcji owych „kosmicznych” skafandrów jest ochrona przed skażeniem promienistym.

V.

Kiedy Program Apollo został pomyślnie zrealizowany i ogłoszono większość wyników badań, okazało się, że istnieją fakty, które mogą wskazywać, iż nie tylko Ziemia, lecz i część naszego Układu Słonecznego była przed wielu tysiącami lat zniszczona w wyniku wojny atomowej.
Jednakże, jeżeli chodzi o interpretację odkrytych faktów, opinie uczonych są podzielone. Staranny przegląd literatury dotyczącej badań przestrzeni kosmicznej wydaje się świadczyć, że uczeni są zakłopotani wynikami uzyskanymi zarówno w radzieckich/rosyjskich, jak i amerykańskich programach badawczych.
Z drugiej strony obserwuje się istnienie także tendencji do ignorowania lub wręcz pomijania tych danych naukowych, które wskazać by mogły, że olbrzymie kratery na Księżycu, Marsie, Merkurym i Wenus nie powstały w wyniku działania naturalnych zjawisk, takich jak upadki meteorytów, asteroidów i komet lub działalności wulkanicznej, lecz w wyniku eksplozji nuklearnych, miliony razy potężniejszych niż te, jakich można oczekiwać po najpotężniejszych bombach wodorowych dnia dzisiejszego. Pomimo lądowania ludzi na Księżycu, nie wiemy dotychczas, co było przyczyną zniszczenia jego powierzchni oraz powstania na niej tak olbrzymiej ilości kraterów. Uczeni amerykańscy przyznali[12], że jakiś nieznany kataklizm musiał spowodować zniszczenie powierzchni Księżyca i planet.[13]
Brytyjski astronom o światowej sławie Gilbert Fielder z zespołem współpracowników poddał analizie statystycznej położenia i częstotliwości kraterów na powierzchni Księżyca. Uzyskane wyniki wskazują wyraźnie, że kratery nie pokrywają Księżyca w sposób bezładny i przypadkowy, czego można by oczekiwać przy założeniu, że powstały one w sposób naturalny. Okazuje się, że kratery te tworzą określone i logiczne wzory. Występują mianowicie w parach, lub tworzą łańcuchy, szeregi lub równoległoboki.
Pary kraterów lub kratery bliźniacze składają się z dwóch niecek o tej samej wielkości. Uczeni zauważyli, że w miarę, jak średni promień tych kraterów zwiększa się, rośnie także odległość pomiędzy nimi. Zjawisko to jest trudno wytłumaczyć w oparciu o teorie o naturalnym ich pochodzeniu.[14] Z drugiej strony, jeśli na Księżycu miała miejsce wojna nuklearna, wówczas padające bomby mogłyby tworzyć na jego powierzchni określone wzory lejów. W takim przypadku oczywiście, im większe byłyby zrzucane bomby, tym większa odległość miedzy nimi byłaby potrzebna dla uzyskania maksymalnego efektu destrukcyjnego.
Liczne kratery tej samej wielkości tworzą także ciągi i łańcuchy, ułożone wzdłuż jednej linii i skierowane w określonym kierunku. Istnieje wyraźne podobieństwo między tymi łańcuchami kraterów na Księżycu, a łańcuchami lejów po bombach zrzuconych w Wietnamie przez amerykańskie bombowce B-52.[15]
Kratery księżycowe występują również w grupach po cztery jednakowej wielkości – tworząc równoległoboki. Wyraźnie widać, że im większe są ich średnice, tym większy tworzą one równoległobok. Niektóre równoległoboki pokrywają obszar tysięcy kilometrów [kwadratowych] księżycowej powierzchni. W przypadku wojny jądrowej, celem tworzenia takich figur geometrycznych byłoby całkowite zniszczenie życia w ich obrębie. Współczesne ICBM[16], zarówno radzieckie/rosyjskie, jak i amerykańskie[17] wyposażone są przynajmniej w 4 głowice nuklearna każda[18] i zaprogramowane prawdopodobnie w taki sposób, aby ich eksplozje tworzyły właśnie równoległobok.[19]
Powszechnie niemal wiadomo, że około 90% wszystkich kraterów na widocznej stronie Księżyca oraz na niektórych obszarach Marsa[20] koncentruje się na wyżynach lub [lądach] kontynentach, niewiele natomiast znajdujemy ich na morzach. Fakt ten trudny do wyjaśnienia w inny sposób, z punktu widzenia teorii o starożytnej wojnie jądrowej staje się zupełnie zrozumiały. Jeśli bowiem w księżycowych i marsjańskich morzach znajdowała się kiedyś woda, to życie inteligentne musiało skupiać się na lądach. Stąd obecność lejów i kraterów na tych obszarach jest w pełni uzasadniona, jako rezultat tej morderczej wojny, w której niszczono przede wszystkim duże skupiska mieszkańców w głębi lądu oraz miasta portowe i nadbrzeżne.
Twierdzenie niektórych geologów, że kratery , które niegdyś pokrywały powierzchnie księżycowych i marsjańskich mórz, uległy zniszczeniu przed milionami lat w wyniku stopienia w skrajnie wysokich temperaturach, wydaje się mało prawdopodobne, tym bardziej, że przyczyna powstania tego piekła o temperaturze milionów stopni ciągle stanowi tajemnicę.[21] Nie można ponadto pominąć faktu, że około 10% księżycowych kraterów jest zlokalizowana właśnie na terenie mórz i nie uległy one stopieniu.[22] Być może powstały one wówczas, gdy zniszczono podwodne miasta. W każdym razie teoria stapiania w dalszym ciągu nie wyjaśnia występowania kraterów w parach, szeregach, równoległobokach, itd.
Jednym z najdziwniejszych rodzajów kraterów obserwowanych na Księżycu są te, które posiadają „promienie” o długości setek kilometrów. Niektórzy uczeni utrzymują, że takie utwory jak: Tycho, Kopernik i Arystarch powstały w wyniku eksplozji, które miały miejsce nad powierzchnia Księżyca. Ponieważ ich „promienie” przebiegają po powierzchni innych kraterów, jest możliwe, że stanowi to rezultat wybuchu specjalnego rodzaju bomb, które zrzucono pod koniec wojny nuklearnej w celu ostatecznego zniszczenia ocalałych do tego czasu resztek życia. Po tysiącach lat, te jasne „promieniste” niecki wciąż jeszcze emitują znaczne ilości promieniowania. Badania powierzchni Księżyca w czasie zaćmienia za pomocą przyrządów optycznych czułych na podczerwień, przeprowadzone przez naukowców z NASA wykazały, ze te właśnie obszary wydzielają więcej ciepła i promieniowania, niż tereny sąsiednie.[23]
Astronomowie tacy, jak Fielder, Shoemaker i Barosh od lat twierdzili, że nieregularne linie obserwowane wokół księżycowych kraterów przypominają bardzo linie rozchodzące się promieniście od kraterów pozostałych po próbnych wybuchach jądrowych w Yucca Flats. Oczywiście naukowcy ci utrzymują, że podobieństwo to jest przypadkowe, zaś same linie postały na Księżycu w wyniku działania naturalnych sił nieznanego pochodzenia.[24]
Już jednak w latach 40. XX wieku astronomowie brytyjscy zaatakowali pogląd, iż przyczyną powstania księżycowych kraterów, niecek i wgłębień było działanie wulkanów.  Wykazali oni, że   n i e   i s t n i e j e   ani jeden przykład prawdziwego stożka wulkanicznego na widocznej stronie Księżyca. Dwadzieścia lat później, amerykańscy astronauci także nie mogli znaleźć żadnego dowodu aktywności wulkanicznej na Księżycu.
Na początku lat 60. grupa radzieckich astronomów pracująca pod kierownictwem E. L. Krinowa po zbadaniu istniejących w naszym systemie słonecznym asteroidów i meteorytów oraz uwzględnieniu komet, a następnie obliczeniu średniej liczby takich ciał, które trafiają w kulę ziemską doszła do wniosku, że podczas minionych miliardów lat maksymalna liczba tych ciał niebieskich, jaka spadła na Księżyc nie mogła przekroczyć 16.000, nawet biorąc pod uwagę brak na nim atmosfery. Istnieją tam jednak na nim miliony kraterów, zaś liczba tylko samych dużych przekracza owe 16.000, podczas gdy na powierzchni najbliższego kosmicznego sąsiada Księżyca – Ziemi znaleźć można zaledwie niewielką ich liczbę. Natomiast na planetach Merkury, Wenus i Mars istnieją setki tysięcy kraterów – niemożliwe więc jest, by powstały one wskutek uderzeń meteorytów.[25]
Nie można zatem znaleźć żadnego konwencjonalnego wyjaśnienia dla kształtu i rozkładu kraterów, tych niewinnie wyglądających, jakby pozostałych po ospie znaków, tworzących krajobraz księżycowy. Z jakichś powodów kratery te są płytkie i zgrupowane na określonych obszarach powierzchni Księżyca.
Jedna z przedstawionych w ostatnich latach teorii wydaje się wyjaśniać wiele spośród dotychczas niezgłębionych tajemnic Księżyca. Teoria ta została opracowana przez dwóch wybitnych uczonych radzieckich: Michaiła Wasina i Aleksandra Szczerbakowa, którą przedstawili w książce pt. „Księżyc – nasz tajemniczy pojazd kosmiczny”. Przyjmuje ona, że Księżyc w ogóle nie jest naturalnym satelitą Ziemi, ale stanowi wydrążoną w środku konstrukcję, zbudowaną przez jakąś wysokorozwiniętą cywilizację, która wprowadziła go na orbitę okołoziemską jako sztucznego satelitę, w nieokreślonym czasie dalekiej przeszłości.[26]
Ta zaskakująca idea szokuje w pierwszej chwili, ale zanim wydamy na nią wyrok skazujący, zbadajmy niektóre z kłopotliwych problemów, jakie owa śmiała i niekonwencjonalna teoria rozwiązuje.[27]
Naturalnie jeśli Księżyc został wprowadzony na orbitę wokółziemską, to wyjaśnienie jego prawie kołowej orbity[28] staje się zupełnie oczywiste, podobnie jak fakt, że orbita ta nie przebiega w płaszczyźnie równikowej Ziemi[29], odmiennie od wszystkich innych księżyców istniejących w Układzie Słonecznym.
Rzucającą się w oczy cechą powierzchni Księżyca jest istnienie na niej mórz. Stanowią one wyraźne, ciemniejsze płaskie powierzchnie prawie pozbawione kraterów, niemal wszystkie morza znajdują się w zachodniej części Księżyca skierowanej ku Ziemi. To właśnie przelatując nad niektórymi spośród tych mórz, wyprawa Apollo 8 odkryła obecność maskonów[30], stacjonarnych pól grawitacyjnych tak silnych, że zakłócały one tory lotów sond wokółksiężycowych. Ten fakt oraz wyliczony ciężar właściwy Księżyca i analiza jego ruchu, przeprowadzona przez Gordona McDonalda z NASA wydają się wskazywać na to, że Księżyc nie jest ciałem homogenicznym, co oznacza, że zachowuje się on bardziej jak wydrążona w środku kula, niż jak jednolite ciało niebieskie. Inne ostatnio odkryte fakty zdają się potwierdzać tą hipotezę. Przede wszystkim istnieje na jego drugiej stronie ogromne wybrzuszenie na jego powierzchni, tak wielkie, że mogłoby ono wywołać powstanie niezrównoważonych sił w obrębie księżycowej masy. Jednakże wpływ tej wypukłości jest skompensowany jakimiś zmianami w rozkładzie gęstości wnętrza Księżyca.[31] Sam fakt, że wybrzuszenie to znajduje się po przeciwległej stronie, niż oddziaływanie Ziemi, jest jeszcze bardziej intrygujący. Czyżby owo wybrzuszenie zostało spowodowane jakimiś ogromnymi przyśpieszeniami, które działały na Księżyc?
Ciekawe wyniki otrzymano także w rezultacie sejsmograficznych eksperymentów przeprowadzonych w czasie pamiętnego lotu Apollo-13. Okazało się, że zderzenia lub wstrząsy na powierzchni Księżyca dawały nigdzie przedtem nie spodziewane sygnały, które zaczynały się od małych fal, a następnie powoli narastały, aby po długim okresie osiągnąć maksimum. W gruncie rzeczy, gdy III człon rakiety Apollo-13 spadł na Księżyc, cała powierzchnia Srebrnego Globu aż do głębokości 40 km drgała prawie trzy i pół godziny. Jeden z pracowników naukowych NASA skomentował ten fakt w następujący sposób: Księżyc zareagował jak wielki, pusty w środku gong!
Tytan (Ti), cyrkon (Zr), itr (Y), beryl (Be) – te słowa zwracają uwagę, kiedy czyta się wyniki przeprowadzonej przez S. Ross-Taylora analizy chemicznej próbek skał księżycowych. Raport wskazuje, że te rzadkie pierwiastki występują na powierzchni Księżyca w dużych ilościach – znacznie większych, niż w ziemskiej litosferze i bardzo przekraczających ich zawartość procentową we Wszechświecie. Wszystkie one, znane czasami pod wspólną nazwą pierwiastków ogniotrwałych są niezastąpionymi materiałami do budowy antykorozyjnych, odpornych na działanie wysokich temperatur kadłubów rakiet kosmicznych.[32]
Zaskakujące było również to, że wiek skał księżycowych, oceniony na podstawie rozpadu promieniotwórczego, wyniósł od 5 do 7 mld lat. Zaś w niektórych próbkach osiągał 20 mld lat, podczas gdy wiek całego Układu Słonecznego, a więc i Ziemi, ocenia się na 4,6 mld lat. Tylko! Ponadto w próbkach skał księżycowych odkryto kilka nowych pierwiastków[33] i minerałów, które w ogóle nie występują w skorupie ziemskiej, nie mówiąc już o obecności stosunkowo wysokich stężeń niektórych radioaktywnych izotopów szeregu [promieniotwórczego] uranu i toru. Te ostatnie w gruncie rzeczy mogły powstać tylko w wyniku eksplozji jądrowych.[34]
Wszystkie wyprawy Apollo znajdowały także na powierzchni Księżyca duże ilości substancji szklistych – i tak na przykład Apollo-17 przywiózł szkło pomarańczowego koloru pochodzące z krateru Shorty. William C. Pinney – kierownik zespołu badawczego w Centrum Lotów Załogowych NASA w Houston, podczas konferencji prasowej, jaka miała miejsce w styczniu 1973 roku, powiedział: Nie potrafię sobie wyobrazić, w jaki sposób te kawałki pomarańczowego szkła stanowić mogą rezultat działalności wulkanicznej. A przecież na ziemskich terenach doświadczalnych, na których przeprowadzano próbne wybuchy jądrowe takie odłamki kolorowego szkła do rzadkości nie należą.
Wyniki badań księżycowych skał wprawiły w zakłopotanie tych uczonych, którzy uwierzyli, że Ziemia i Księżyc utworzone zostały z tego samego pierwotnego obłoku kosmicznego pyłu, lub że kiedyś w zamierzchłej przeszłości księżyc stanowił część Ziemi, a później wyrzucony został na orbitę w wyniku jakiegoś kataklizmu.[35]


[1] Co więcej – istnieją choroby, którymi zwierzęta zarażają się od ludzi – jak np. wszystkie infekcje grypo-podobne górnych dróg oddechowych – uwaga  R.K.L.
[2] Wirus jest pasożytem i jego strategia przetrwania zakłada jak najdłuższe życie w ciele nosiciela, ale tak to do końca nie jest, gdyż istnieją wirusy, które zabijają swego żywiciela od razu, jak np.: wirus grypy hiszpanki, wirus Yellow Fever, wirus O’Ngyong, wirus Lassa Fever, wszystkie szczepy wirusa gorączki krwotocznej Ebola, wirusy HIV, itd. itp., których letalność stanowi dowód na to, że mogły one zostać stworzone po to, by zabijać tylko i wyłącznie człowieka. Wszystkie one pochodzą z afrykańskich i amerykańskich dżungli, w których mogą się znajdować antyczne laboratoria i składowiska różnych antycznych BMR – uwaga R.K.L.
[3] Właściwie pirobalistyczna, wykorzystująca – w odróżnieniu od broni neurobalistycznej i barobalistycznej – adiabatyczne rozprężanie się gazów powstałych z progresywnego lub degresywnego spalania się miotającego materiału wybuchowego – uwaga R.K.L.
[4] Dzisiaj Zimbabwe – uwaga R.K.L.
[5] Najbardziej podobny do tego efekt wywołują pociski zrobione z miękkiego ołowiu lub specjalnie ukształtowane – pociski grzybkujące, amunicja dum-dum – o niewielkiej prędkości początkowej – uwaga R.K.L.
[6] Dzisiaj Sankt Petersburg w Rosji – uwaga R.K.L.
[7] Stanowiące część radiestezji – uwaga R.K.L.
[8] Zob. Bolesław Prus – „Faraon”, t. 3. Nie zapominajmy, że Bolesław Prus pisał swą powieść w oparciu o antyczne przekazy i dokumenty, a zatem mógł on natknąć się na jakiś papirus mówiący i o materiałach wybuchowych i technologii ich produkcji  – uwaga R.K.L.
[9] I potrafili go stosować m.in. do wyrobu rakiet. Technikę tą przejęli Mongołowie, którzy sporządzili pierwsze pociski rakietowe, używane potem na polach walk także w Europie w XIII wieku – uwaga R.K.L.
[10] Zob. I. Jefriemow – „Gwiezdne okręty” (Warszawa, 1948). Ta powieść fantastyczno-naukowa została zainspirowana odkryciami dziwnie uszkodzonych szkieletów dinozaurów na terenie Azji Środkowej i Południowo-Wschodniej przez paleontologów radzieckich i chińskich w latach 40. XX wieku – uwaga R.K.L.
[11] Sensownym także wydaje się pomysł, że odwiedzają nas mieszkańcy legendarnej Shamballi-Agharty, którzy mieszkają wewnątrz naszego globu. Dla nich promieniowanie Słońca i atmosfera mogłyby być szkodliwe i dlatego musieliby poruszać się po powierzchni Ziemi w ciśnieniowych i klimatyzowanych skafandrach chroniących ich przed rozrzedzoną i chłodną atmosferą, z oczami przysłoniętymi okularami, które filtrowałyby promieniowanie naszej gwiazdy dziennej... – uwaga R.K.L.
[12] Na łamach „Scientific American”, lipiec 1974 – przyp. aut.
[13] Nie tak dawno udowodniono jednak, że kratery księżycowe są kraterami impaktowymi, bowiem w 1178 roku zaobserwowano utworzenie się na powierzchni Księżyca nowego krateru Giordano Bruno, co zostało odnotowane w angielskich kronikach Canterbury Abbey – uwaga R.K.L.
[14] Zjawisko podobne to opisanego zaobserwowano w przypadku impaktu w atmosferę Jowisza resztek komety P/Shoemaker-Lewy 9 w lipcu 1994 roku, a zatem jego natura jednak ma naturalne wyjaśnienie, co jednak nie znaczy, że jest ono obowiązujące co do reszty księżycowych i innych kraterów uderzeniowych – uwaga R.K.L.
[15] Powstanie łańcuchów kraterów można łatwo wytłumaczyć tym, że uderzające w obracający się Księżyc strumienie meteorów (które przecież utworzyły się z komet) musiały tworzyć łańcuch impaktów, jak to widzieliśmy na Jowiszu w 1994 roku. A to wskazuje również na to, że Księżyc się kiedyś obracał wokół własnej osi – a co za tym idzie – nie musiał znajdować się na orbicie wokółziemskiej... – uwaga R.K.L.
[16] Międzykontynentalne pociski rakietowe oraz MRBM – pociski rakietowe średniego zasięgu – uwaga R.K.L.
[17] Do tego należy dodać jeszcze brytyjskie, francuskie, chińskie, północnokoreańskie, hinduskie, pakistańskie, irackie i izraelskie – uwaga R.K.L.
[18] Są to wielogłowicowe pociski rakietowe – MIRV – uwaga R.K.L.
[19] Pokazano to dość dokładnie w amerykańskim filmie „The Day After” z 1984 roku – uwaga R.K.L. 
[20] Chodzi o rejony otaczające „morze”, a w rzeczywistości pustynię Hellas – przyp. aut.
[21] Obecnie wyjaśnia się to spadkiem na powierzchnię tych ciał niebieskich planetoid, których impakty powodowały rozległe wylewy płynnych law, co z kolei spowodowały powstanie „mórz” na ich powierzchni – uwaga R.K.L.
[22] Jak dowodzą tego badania, są to kratery stosunkowo młode – np. Kopernik, Kepler, Arystarch, Tycho, itd., które powstały już po impaktach, które z kolei utworzyły księżycowe morza – uwaga R.K.L.
[23] Jasne smugi – promienie - wokół tych kraterów są niczym innym, jak utworami powstałymi z opadnięcia przemielonego energią impaktu gruntu księżycowego. Wokół innych kraterów – starszych od tutaj wymienionych – też zauważono smugi, z tym że już pociemniałe wskutek działania erozji bezwodnej – uwaga R.K.L.
[24] Jest to kolejny punkt mówiący za impaktową teorią powstania kraterów księżycowych, bowiem impakt meteorytu w skalną skorupę Księżyca czy każdego innego ciała niebieskiego wyzwala energie wielokrotnie przewyższające energię eksplozji jądrowych czy termojądrowych na Ziemi, ale wszystkie zjawiska im towarzyszące tu i tam są porównywalne – uwaga R.K.L. 
[25] Autor nie bierze pod uwagę erozyjnego działania ciekłej wody na kształtowanie się reliefu powierzchni Ziemi. Wody w stanie ciekłym nie ma na Wenus – jest ona związana z tlenkami siarki w kwas siarkowy, którego chmury blokują dostępu światłu słonecznemu do powierzchni planety i jednocześnie tworzą zwielokrotniony efekt szklarniowy. Wody w stanie ciekłym nie ma też na Marsie, bo jest on pokryty wodnym lodem pod warstwą pyłu. Woda najprawdopodobniej związana chemicznie i przykryta regolitem księżycowym występuje tylko w okolicach obu księżycowych Biegunów i też jej rola w erozji jego powierzchni jest zerowa – uwaga R.K.L.
[26] W Polsce przedstawiono ją w almanachu SF pt. „Kroki w nieznane” t. 4, Warszawa 1974, pod redakcją Lecha Jęczmyka. Hipotezę tą rozwija słowacki pisarz i ufolog dr Miloš Jesenský w swej książce „Nejsme první na Mĕsicí” (Ústi nad Labem, 2002). Ja opisałem pokrótce tą teorię w opracowaniu pt. „Bolid Syberyjski”  – uwaga R.K.L.
[27] Autor pisał te słowa w końcu lat 70. XX wieku, kiedy to jeszcze nie dokonano najciekawszych odkryć na powierzchni Księżyca opisanych przez Grupę TMM i Richarda Hoaglanda pod koniec lat 90. Zainteresowanych odsyłam do książki Davida Hatchera Childressa – „Archeologia pozaziemska” (Warszawa 2000) – uwaga R.K.L.
[28] Mimośród orbity Księżyca wynosi  e =  0,0549, co stanowi jedną z największych wartości w Układzie Słonecznym i oznacza, że orbita księżyca nie jest idealnie kołowa, a eliptyczna. Reszta księżyców Układu Słonecznego ma e = 0,001-0,007. Wyjątek stanowią tu planetoidy, które stały się księżycami wskutek wychwytu grawitacyjnego planet-olbrzymów – uwaga R.K.L.
[29] Nachylenie orbity księżycowej do równika Ziemi jest zmienne i waha się pomiędzy 18o,2 a 38o,6. W Układzie Słonecznym jedynie tylko Deimos ma równie zwichrowaną orbitę wokół Marsa – uwaga R.K.L.
[30] Od słów MASs CONcentration – z ang. koncentracja masy. Jak dotąd znamy 12 maskonów dodatnich i jeden maskon ujemny pod Mare Serenitatis – uwaga R.K.L.
[31] Odkryto tam również istnienie ogromnego basenu zwanego Basenem Aitken, który stanowi wklęsłość księżycowej bryły – uwaga R.K.L. 
[32] Co więcej – przewodnictwo cieplne gruntu księżycowego jest około 1.000 razy mniejsze, niż ziemskiego, zaś średnie natężenie jego promieniowania jonizującego (α, β i γ) wynosi 20-30 μR/h czyli 1,5 – 2 razy więcej, niż ziemskiego granitu! – uwaga R.K.L.
[33] Autorowi chodziło chyba o nowe izotopy i izomery pierwiastków, a nie o nowe pierwiastki – uwaga R.K.L.
[34] Nie koniecznie, bowiem pierwiastki te i izotopy powstają także w trakcje kontrolowanych reakcji jądrowych i samorzutnego rozpadu występujących w przyrodzie jąder uranu i toru – uwaga R.K.L.
[35] Ostatnio furorę robi całkiem niedorzeczna teoria mówiąca o tym, że Księżyc jakoby powstał w wyniku impaktu w Proto-ziemię planetoidy wielkości Marsa, która spowodowała „wychlapnięcie” na orbitę wokółziemską materii, z której najpierw utworzył się pierścień podobny do saturnowego, który następnie przekształcił się w Srebrny Glob. Problem leży w tym, że nie wyjaśnia to w ogóle osobliwości księżycowej orbity – uwaga R.K.L.