piątek, 17 sierpnia 2012

BOGOWIE ATOMOWYCH WOJEN (23)


W DWADZIEŚCIA TRZY LATA PÓŹNIEJ.

Kiedy pamiętnego lata 1980 roku jeden z moich kolegów pożyczył mi wycinki w „Kameny” z „Atomową wojną bogów”, to przeczytałem ją jednym tchem w ciągu czerwcowego popołudnia wylegując się na świnoujskiej plaży. Początkowo rzecz potraktowałem lekko – ot, jeszcze jedna fantazja na temat rezultatów atomowej wojny. Był rok 1980 – jako tutaj rzekłem – i problematyka wojny nuklearnej pomiędzy ZSRR i NATO oraz USA była jak najbardziej na czasie. Przez świat tryumfalnie szła teoria Alwarezów o impaktowej przyczynie wymarcia wielkich dinozaurów. W Polsce wrzało. Tworzyła się ta pierwsza, najautentyczniejsza „Solidarność” – jeszcze ta uczciwa i nie zawłaszczona przez polityczne męty. Zastanawialiśmy się wszyscy: wejdą – nie wejdą... Na włosku wisiała III Wojna Światowa i jej możliwe następstwa – wielkie wymieranie i atomowa epoka lodowa spowodowana „zimą jądrową”. I naraz w tym pomieszaniu umysłów pojawia się „Atomowa wojna bogów”. Czy Aleksander Mora przekazał nam swoiste memento i zarazem ostrzeżenie, że historia powtarza się tyle razy, ile tylko może???... Tak myślałem wtedy. I zdjął mnie lęk o los naszej cywilizacji... Że teraz to my przeżyjemy to, co oni – nasi praprzodkowie 12-, 50-, 1000 tysięcy lat temu! I znowu upadek cywilizacji i ponowne budowanie wszystkiego od zera...

Potem zeszło wszystko na plan dalszy, a po 1989 zaczęliśmy poważnie myśleć o ufologii nie jako amatorskiej zabawie, ale o poważnej nauce interdyscyplinarnej. Skończyła się zabawa i zaczęły schody. Na początku roku 2003, redaktor naczelny „Świata UFO” Bronisław Rzepecki zaproponował mi przepisanie „na dysk” peceta opracowania Aleksandra Mory. Zgodziłem się z tym większą przyjemnością, że byłem świeżo po opracowaniu przekładu znakomitej książki mego słowackiego przyjaciela dr Miloša Jesenský’ego pt. „Bogowie atomowych wojen” (Ústi nad Labem 1998), którą to pracę wykonałem posługując się pseudonimem Witold Baranowicz.

To już było inne czytanie. To była praca nad tekstem, który mimo 23 lat, które upłynęły od jego publikacji, niczego nie stracił na swej aktualności, zważywszy narastające napięcie w świecie spowodowane postawą niektórych państw, których liderzy grożą wolnemu światu bronią masowej zagłady! Koło historii wykonało pełny obrót. I znów, jak w 1980 roku – świat stoi na krawędzi konfrontacji i grozi mu to, o czym pisał Aleksander Mora... Dodałem trochę przypisów, które uaktualniają tekst i rzucają więcej światła na niektóre aspekty tego zagadnienia. Szczególnie poszła do przodu genetyka i kosmonautyka, której zdobycze tylko potwierdzają tezy Autora, a nie zaprzeczają, jakby to chcieli różnego rodzaju z Bożej łaski krytycy i uczeni, którzy się niczego nie nauczyli, a stanowią zakały uniwersytetów i innych instytutów naukowych.   
              
Jak bardzo blisko prawdy był Autor pisząc swe opracowanie?

Bardzo blisko. Być może myli się w detalach, ale przecież przewodnia myśl jest dobra i tłumaczy wiele – jak nie wszystkie – anomalia zaobserwowane dzisiaj i dziwne artefakty, które znaleziono do dziś dnia... Jestem pewien, że ma on całkowitą rację – atomowe wojny bogów miały miejsce daleko przed tym, jak po raz pierwszy wyzwolono energię atomu na Jordana de Muerte rankiem 17 lipca 1945 roku. Swój pogląd wyłożyłem w książce pt. „Projekt Tatry” (Kraków 2002).

Długo czekałem na tą chwilę. Całe 23 lata, ale było warto znowu przeczytać tą pracę i znowu zdumieć się jej aktualnością i akuratnością.

I jej ponadczasowym przesłaniem.

Autor przytacza dowody na istnienie szczątków Pracywilizacji w różnych częściach świata. Ja starałem się odpowiedzieć na to, czy w Polsce znajdują się ich ślady i ślady tego (tych) konfliktu(ów). Oczywiście! One są i to tak jasne i wyraźne, tylko że my – przyzwyczajeni do nich – nie potrafimy spojrzeć na nie właściwie! Tak samo, jak ślady po istnieniu Supercywilizacji. Tylko trzeba rozejrzeć się dookoła, pokonać uprzedzenia i przesądy naukowe, ideologiczne i religijne, a nade wszystko – zacząć myśleć samodzielnie, nie pod dyktando. Wtedy naraz zaczniesz  dostrzegać to, o czym pisze Aleksander Mora w swej pracy, którą właśnie Czytelniku przeczytałeś...

Robert K. Leśniakiewicz

Jordanów, dn. 2003-02-01