czwartek, 13 grudnia 2012

OPERACJA ZIEMIA (5)


ROZDZIAŁ IV – Ponownie zamknięte drzwi.

Zjawisko NOL jest obserwowane na co dzień przez miliony ludzi.[1] Badania naukowe Instytutu Gallupa wykazały, że w USA obserwowały je 5 mln ludzi. Zadziwiające te pojazdy widziano także nad każdym krajem, każdym akwenem Wszechoceanu oraz regionami polarnymi, zwłaszcza od 1947 roku – przeto liczba ludzi, którzy je widzieli musi być astronomiczna!   
                               
Jak to usiłowałem wykazać w moich poprzednich pracach, obserwacje NOL-i zdarzają się nie tylko współcześnie, ale także w ciągu naszej całej pisanej historii. Szkoda, że pierwsze raporty na ten temat zaginęły w dawno zapomnianej Starożytności i są one dla nas nieosiągalne.

Poczynając od końca II Wojny Światowej, nasi Goście zintensyfikowali swoją aktywność na całym świecie. W 1947 roku, USAF stworzyły tzw. projekt o kryptonimie SIGN – „hasło”, w celu zbadania Latających Talerzy. Został on zamknięty w 1949 roku i zastąpiony przez następny projekt o kryptonimie GRUDGE – „niechęć” lub „uraza”. W 1951 roku, Edward J. Ruppelt utworzył kolejny program BLUE BOOK – „niebieska księga”, w którym pracował do września 1953 roku. Ten poważny oficer odniósł znaczny sukces w programie PROJECT COMMANDERS  i to było powodem jego uczestnictwa w BLUE BOOK. Sam program BLUE BOOK został zamknięty w dniu 17 grudnia 1969 roku, krótko po opublikowaniu słynnego „Raportu Condona”.

Okazało się przy tym, że BLUE BOOK nie była aż tak doskonała, jak to się niektórym wydawało, podawane przez nią wypowiedzi były naciągane do naszego poziomu i stanu wiedzy, zaś wszystkie „wyjaśnienia” de facto nie wyjaśniają niczego... Obserwacje zakwalifikowane jako „wyjaśnione” tłumaczono jako zjawiska związane z planetą Wenus, inwersją temperatur, halo, żartami dowcipnisiów i mistyfikacjami wydrwigroszy i szarlatanów. Natomiast te, których nie wyjaśniono, spoczywają nadal odłożone ad acta i nic się nie robi w celu ich wyjaśnienia. Jeden z członków projektu stwierdził wręcz (aczkolwiek jego opinia była nieoficjalna i całkowicie prywatna), że coś w tym jest, ale nie leżało w jego interesie wyjaśnić to coś...

Doświadczeni piloci wojskowi pasowali, kiedy przyszło do raportowania o dostrzeżeniu NOL-i. Przyjmowali zatem oni wyjaśnienia najprostsze: załamania światła, miraż, odbicie światła, itd. itp. Ci ludzie byli doskonale wyszkoleni, z wieloma tysiącami wylatanych godzin. Przecież wiedzieli oni, że np. planetę Wenus można obserwować tylko w określonym miejscu i czasie. Jak wielu było pilotów odmawiających pisania raportów i notatek do prasy, pozostanie tajemnicą, powiązana z polityką informacyjną USAF...

I nagle klimat zmienił się za sprawą bomby rzuconej przez jednego człowieka. Był nim dr J. Allen Hynek – znany i ceniony astrofizyk, dziekan wydziału astronomii i dyrektor Centrum Badań Astronomicznych w Northwestern University. Wybuch był znaczny, bowiem dr Allen Hynek był od 1947 roku był cywilnym konsultantem USAF i współzałożycielem projektu BLUE BOOK. Po długim okresie sceptycyzmu stwierdził, że pojawianie się NOL-i jest czymś, co należy dokładnie zbadać i odważnie postawił tę kwestię na forum Podkomisji ds. Sił Zbrojnych Kongresu USA. W konsekwencji tego ogłoszono, że Uniwersytet Kolorado wyasygnuje na 18 miesięcy kwotę w wysokości 125.000 GBP w celu kontynuowania studiów nad zjawiskiem NOL. Dr Edward U. Condon, słynny fizyk, został mianowany szefem zespołu naukowców rozpracowujących ten problem. W późniejszym okresie dotację tą powiększono do 200.000 GBP, zaś termin złożenia końcowego raportu przełożono na wrzesień 1968 roku.

W listopadzie 1967 roku ogłoszono, że gen. A. Stoliarow z Radzieckiego Lotnictwa Wojskowego będzie przewodniczył podobnej komisji, powołanej w celu zbadania tysięcy doniesień o NOL-ach z terenu ówczesnego Związku Radzieckiego.[2] Cywilnymi członkami komisji zostali tacy naukowcy, jak dyrektor naukowy Moskiewskiego Instytutu Lotnictwa dr Feliks Zigel. „Christian Science Monitor”[3] opublikował wyciąg z artykułu dr Zigela zamieszczonego w „Soviet Life”, w którym autor wręcz stwierdza, że tzw. Meteoryt Tunguski, który w roku 1908 zdewastował całe połacie tajgi, był niczym innym, jak UFO:
Uczeni radzieccy po wielu ustaleniach doszli do wniosku, że wszystkie parametry tej eksplozji są niemal identyczne z parametrami wybuchu jądrowego. Akademia Nauk ZSRR, a w szczególności studia Alieksieja Zołotowa udowadniają, że zjawisko to nie miało nic wspólnego z meteorytem czy kometą.[4]

Dr Zigel posunął się w swych rozważaniach tak daleko, że:
Wynika niezbicie, iż Meteoryt Tunguski wydaje się być sztucznym statkiem kosmicznym z innej planety – i dodaje – Po pierwsze – wybuch pozostawił ślady radioaktywności, i po drugie – ciało tunguskie przed wybuchem zatoczyło wielki łuk o promieniu 695 km, mówiąc krótko - >>to<< wykonywało manewry!

Londyńskie wydanie „Soviet Weekly”[5] wydrukowało artykuł pt. „Radzieccy uczeni badają NLO”[6], w którym pisze się m.in. o tym, że:
18 lipca, 4 września, 18 października i kilku innych dniach 1967 roku zaobserwowano wiele NLO nad południowymi republikami ZSRR, co potwierdziły obserwatoria astronomiczne z rejonu Kisłowodska i Kazania, a także wiele osób prywatnych. Cytuje się także wypowiedź dr Zigela: Cała ilość zaobserwowanych nad ZSRR NLO, ich kształty i formy, została sklasyfikowana tak, jak to zrobiono na Zachodzie, a szczególnie w USA. Nie od rzeczy byłoby tu przypomnieć, że problem NLO ma charakter globalny, tak więc wzywamy do globalnych badań.

I nagle po tak intrygującym przejawie aktywności Latających Spodków nad ZSRR, zapadła tam żelazna kurtyna. Wszechmogąca AN ZSRR w swym raporcie zdementowała istnienie NLO, klasyfikując je jako mit. Co oznacza passus, że: Gdyby latające talerze istniały, to naukowcy bez wątpienia wiedzieliby o nich!”???...[7]

Takie i temu podobne działania zatrzymały wszelki postęp w dochodzeniach. Żaden z szanujących się radzieckich naukowców nie sprzeciwił się orzeczeniu AN ZSRR. Jednakże i na szczęście, ta żelazna kurtyna nie zapadła zbyt wcześnie dla naukowców na zachodzie, stąd wiemy, że Związek Radziecki też miał swoją porcję wizyt Kosmitów. W międzyczasie telewizja BBC nakręciła przy pomocy zespołu specjalistów dr Condona film poświęcony badaniom NOL-i, którego narratorem i komentatorem jest dr Stephen Black.

Jak zapamiętaliśmy, początkowo bronią kompetentnych organów użytą przeciwko NOL-om było zniechęcenie i ignorowanie ufozjawiska. I rzeczywiście, profesor katedry meteorologii Uniwersytetu Arizona i pracownik Instytutu Badań Atmosfery w Phoenix - dr James McDonald inspekcjonujący BLUE BOOK ujawnił zdumiewający fakt, a mianowicie to, że Centralna Agencja Wywiadowcza Stanów Zjednoczonych – osławiona CIA – zainicjowała program utajnienia   w s z y s t k i c h   informacji o NOL-ach i to już we wczesnych latach 50.![8] Można by zapytać, dlaczego klasy rządzące trzymają nas z dala od prawdy?[9]

Na szczęście NOL-e pokazują się wciąż na niebie, a ludzie wciąż je obserwują mimo tego, że władze wciąż temu zaprzeczają lub twierdzą, że piloci mieli przed oczami balony meteorologiczne lub mroczki.[10]  Oczywistą intencją władz jest uznanie takiego osobnika za jednostkę psychicznie niezrównoważoną. Czyżbyśmy zatem wysyłali w powietrze wariatów???

9 maja 1968 roku, BBC wyemitowała film dokumentalny pt. „Flying Saucers and the People, Who Seen Them”. Ten 75-minutowy film okazał się być bardzo logicznym i sensownym (chociaż wielu ludzi tak nie myślało), i zawierał wiele ciekawych informacji. Najbardziej pamiętnym był spokojny głos jednego z najstarszych pilotów BOAS – kpt. pil. Jamesa Howarda, opisującego widzianego przez siebie, załogę i pasażerów stratolinera Centaurus NOL-a nad południowym Atlantykiem. Najbardziej zapamiętali oni poczucie straty, kiedy ów NOL znikł...

Dr Black sugerował, że w wielu wypadkach ludzie ulegali zbiorowej autosugestii lub brali za coś realnego przedmioty powstałe w ich wyobraźni, pod wpływem długotrwałego gapienia się na jasne światło przez dłuższy czas. Jakkolwiek by to nie było, głos i prezencja kpt. Howarda wraz z treścią jego wystąpienia będzie niezapomniane przez większość oglądających ich telewidzów.

14 maja 1968 roku, w wydaniu magazynu „Look” ukazał się sensacyjny artykuł, który zaszokował zarówno entuzjastów, jak i zwykłych czytelników. Zatytułowany on był „Flying Saucers Fiasco”, a jego autorem był John G. Fuller. Artykuł głosił, że komisja dr Condona rozpadła się w szwach. Incydenty rozpoczęły się od zdymisjonowania dwóch naukowców ze sztabu Komisji oraz rezygnacji administratora. Raport finalny ujrzał światło dzienne w styczniu 1969 roku i liczył blisko 1.500 stron. Jego autorzy z tępą emfazą i niebotyczną pewnością siebie głosili wszem i wobec, że nigdy nie było, nie ma i nie będzie Latających Talerzy oraz że wszystkie doniesienia w tej sprawie dotyczą zwyczajnych samolotów, balonów, satelitów, naturalnych zjawisk, jak np. meteory, formacje chmur – np. Cirrocumulus lenticularia[11] i oczywiście – a jakżeby inaczej! – planety Wenus![12]

I znów zamknięto drzwi dla naukowego i paranaukowego dociekania natury NOL-i. Dr Hynek[13] utracił wszelką nadzieję – podobnie jak wielu innych uczonych – na międzynarodową współpracę w toczącym się śledztwie.[14]

Wygląda zatem na to, że to my, XX-wieczne Potwory Herezji musimy podjąć i kontynuować walkę, tak jak to onegdaj w mrokach Średniowiecza. Samotnie jak zawsze – jest jednak małe „ale” – bowiem ci, którzy wiedzą o istnieniu Kosmitów, nigdy nie pozostają samotni...

a


[1] Wedle obliczeń prof. Jacquesa Vallée i francuskiej organizacji ufologicznej GEPAN, codziennie dochodzi do kilkuset obserwacji UFO, których świadkami są co najmniej 2-3 mln ludzi. Zob. L. Znicz-Sawicki – „Goście z Kosmosu – NOL”, t. 1-4, Gdańsk 1980-1985 – uwaga tłum. 
[2] „The Daily Telegraph” z dnia 13.11.1968 r.
[3] „Christian Science Monitor” z dnia 20.02.1968 r.
[4] Nie jest to takie jednoznaczne stanowisko uczonych radzieckich/rosyjskich, bowiem istnieje silna opozycja w postaci uczonych, którzy rozwiązanie zagadki Meteorytu Tunguskiego widzą w spadku komety lub meteorytu – zob. P. Krassa – „Największa zagadka stulecia” i antologia pt. „Bolid Syberyjski” – uwaga tłum.
[5] „Soviet Weekly” z dnia 10.02.1968 r.
[6] NLO (po rosyjsku НЛО - Неопознанный Летучый Обект) = NOL, UFO – przyp. tłum.
[7] „The Evening News” z dnia 03.12.1968 r.
[8] Zob. L. Znicz-Sawicki – „Goście z Kosmosu – NOL”, t.3, Gdańsk 1985 – przyp. tłum.
[9] J. McDonald – wystąpienie z dnia 22.04.1967 r. 
[10] Tak było m.in. po I i II Bitwie nad Waszyngtonem, kiedy to władze musiały przyznać, że doszło do masowej obserwacji NOL-i nad stolicą USA.
[11] Współczesna nazwa w nomenklaturze meteorologicznej brzmi:  Altocumulus lenticularis – przyp. tłum.
[12] J. G. Fuller – „Flying Saucers Fiasco” w „Look” z dnia 14.05.1968 r.
[13] A ostatnio także prof. Carl Sagan – przyp. tłum.
[14] Aktualnie po 1989 roku, sytuacja poprawiła się o tyle, że rządy trzymają pod kontrolą organizacje ufologiczne prowadząc podsłuch telefonów komórkowych i kablowych, przegląd poczty elektronicznej i tradycyjnej oraz stron internetowych, itp. – uwaga tłum.