niedziela, 23 grudnia 2012

OPERACJA ZIEMIA (8)


ROZDZIAŁ VII – Przypadki materializacji.

Jak już tu nadmieniłem w poprzednim rozdziale, w ciągu ostatnich paru lat miało miejsce wiele dziwnych wypadków, pomimo tego, jak już zaznaczyłem, że dla wielu ludzi idea istnienia innych wszechświatów jest wciąż trudna do przyjęcia. Jednakże sprawy znajdują się w rękach badaczy, którzy chcą dowieść, że Istoty z tamtych wszechświatów są tak realne, jak my w naszym continuum. Wygląda bowiem na to, że Tamci wymyślili sposób manifestowania swej obecności w naszym Wszechświecie. Jak Oni to robią? Przypominam fakt, że najbardziej doświadczeni jogowie posiadają możliwość przenikania przez materialne zapory i ściany, jak i możliwość materializacji swej osoby na dużych odległościach. Im dłużej studiujemy zachowanie się NOL-i, tym bardziej nabieramy pewności, że obie te sprawy są ze sobą jakoś powiązane, co nie ulega raczej wątpliwości, choć cała sprawa wygląda wyjątkowo fantastycznie.

Wielu ufologów spotkało się z działalnością poltergeistów. Jest to fenomen z dziedziny zjawisk psi, który manifestuje się rozmaitymi efektami audiowizualnymi i nie tylko, bowiem poltergeist w większości wypadków wywiera negatywny wpływ na ludzi i przedmioty.[1] Powinniśmy jednak reagować na te zjawiska tak, jak na normalne zjawiska fizyczne, przyjmując za pewnik, że produkowane są one przez Istoty, których materia jest inaczej „uporządkowana”, niż nasza własna.

Ponad 10 lat temu, w Birmingham wydarzyła się seria incydentów, które w swej istocie były zbliżone do zdarzeń z udziałem NOL-i, jak i do manifestacji zjawisk typu poltergeist. Bohaterka tej historii jest pani Cynthia Appleton, którą wielokrotnie przesłuchiwali ufolodzy i dziennikarze. Rzecz miała miejsce w 1957 roku. W tym czasie, jako wydawca FSR przeprowadziłem wywiad z panią Appleton, który następnie opublikowałem na łamach FSR pt. „Birmingham Woman Meets Spacemen”. Przypadek ten opisał również wielebny William Cartmel, rektor uczelni w Aldridge, Staffordshire, który przeprowadził z nią dłuższy wywiad. Od siebie dodałem jedynie dwa pytania, dopasowując je do wypowiedzi pani Appleton w końcowym komentarzu.[2]

Poza tym wyraziłem podziękowania wielebnemu Cartmelowi za jego dokładny raport, który także zamieściłem w FSR. W świetle późniejszych wydarzeń historia pani Appleton jest czymś ważnym – a oto treść tego raportu:

Dwukrotnie w czasie 6 tygodni, 27-letnia pani Cynthia Aplleton zamieszkała przy Fentham Road, w dzielnicy Aston, została odwiedzona przez przybyszy z innej planety. Ma ona dwoje dzieci – Susan (3 lata) i Janet (1 rok). Jej mąż jest metalowcem. Poza wielebnym Cartmelem była ona indagowana przez wielebnego G. E. Tiley’a i Gawina Gibbonsa – wydawcę tego magazynu. Wszystkich zadziwiła jej inteligencja i obycie. Pierwszy kontakt miał miejsce w poniedziałek, dnia 18 listopada 1957 roku i miał on następujący przebieg:

Pani Appleton po lunchu położyła Susan do łóżeczka w jej pokoiku na pięterku. Janet znajdowała się we frontowym pokoiku na parterze. Gdzieś około godziny 15:00 – sądząc, że słyszy płacz dziecka – Cynthia zeszła do jej pokoiku, by sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. I nagle wyczuła instynktownie niebezpieczeństwo w powietrzu – to było coś takiego, jak przed uderzeniem pioruna. Wyjrzała za okno, by zobaczyć, czy coś się nie dzieje. I nagle... – w powietrzu zmaterializowała się postać człowieka stojącego na lewo od kominka, tak, >> jak ukazuje się obraz na ekranie włączonego telewizora<<. Oczywiście Cynthia przestraszyła się. Pomimo nierzeczywistości sytuacji opanowała się i zachowała spokój. Zauważyła także, że w czasie pojawienia się >>gościa<< rozległ się gwizd, jak przy regulowania odbiornika radiowego. Mężczyzna, który się pojawił, był wysoki i przystojny, ubrany w wysoko zapinany ubiór przypominający kolorowy skafander z elżbietańskim kołnierzem. Mimo tego, że jego usta się poruszały, Cynthia nie słyszała ani słowa. Być może usiłował się porozumieć mentalnie, telepatycznie[3]. Na podłodze leżało kilka gazet, które były zmięte przez zjawę. Gazety te później zabrał reporter >>Birmingham Evening Gazette<<. Natomiast zjawa na jej   n i e w y p o w i e d z i a n e   pytanie: >>Skąd przybywasz?<< odpowiedziała >>Z innego świata<<, ale nie wyjaśniła tego dokładnie.

>>Podobnie jak u was, panuje u nas Słońce. Musimy odwiedzać wasz świat, w celu osiągnięcia czegoś, co jest nam niezbędne. To jest na dnie morza.<< Pani Appleton powiedziała później, że tym czymś, czego szukali było >>titinium<<. Kiedy zapytała męża, cóż to być mogło owo >>titinium<< , w odpowiedzi usłyszała >>titanium<< - tytan, które to słowo znał będąc metalowcem. Na odchodnym przybysz-zjawa rzekł coś, co dokładnie zapamiętała: >>Zdejmujecie złą korę ze złego drzewa i robicie złą łódź. Koncentrujecie złe siły próbując iść w górę, a my to robimy tak...<< - i tutaj wykonał kolisty ruch oboma rękami, i nagle pomiędzy palcami ukazało się coś, co można było porównać do ekranu TV. Na nim można było zobaczyć statek kosmiczny. Był on kolisty ze szczytem podobnym do kopułki. Wewnątrz statku zobaczyła sylwetki ludzkie patrzące na nią. Zjawa oświadczyła, że Ziemianie nazywają to >>statkiem-matką<<, zaś Oni zwą to >>statkiem Pana<<. Z dolnej części statku-matki wylatywały mniejsze statki. Powiedział też, że Oni nie walczą ze sobą i żyją w harmonii i pokoju, poczym nadmienił, że wrócą tu w styczniu, ale dokładnej daty nie podał. Gdy zapytała go w jaki sposób opuści jej mieszkanie odparł, że >>nagle zniknie<<.

Wstrząśnięta wróciła do pokoju mając wrażenie większego doinformowania, niż inni ludzie, którzy nie przeżyli takiego doświadczenia. Z kolei Janet, której pierwsze urodziny były dzień wcześniej, miała jeden ząbek. Pod koniec tygodnia miała ich już sześć! Czy spowodowała to wizyta >>gościa<<?[4]

Drugie spotkanie miało miejsce w dniu 7 stycznia 1958 roku. Poprzedniego dnia Cynthia siedziała na niskiej pufie przed kominkiem i nagle odczuła zupełny >>black-out<< - straciła przytomność, jak po ciosie >>na punkt w czasie technicznego K.O.<< - mówiąc żargonem bokserów. Upadła do przodu, na szczęście nie w ogień. Po odzyskaniu przytomności czuła się słabo i była zdziwiona, gdyż nigdy w życiu nie doświadczała takich sensacji. Prawdopodobnie było to preludium do tego, co stało się następnego dnia.

Krytycznego wtorku, około godziny 14:15, Cynthia przebywała w tylnym pokoju, gdzie siedziała na pufie, plecami do ściany. I znowu usłyszała gwizd przypominający jej poprzednie spotkanie, po czym zmaterializowały się przed nią nie jedna, ale dwie postacie. Stały one przed nią, zasłaniając obrazek na ścianie. Postacie te zwrócone były do niej przodem i ukazały się tak, jak poprzedni gość: najpierw nieostry obraz, a potem jego kontury wyostrzyły się. Rozpoznała po prawej stronie gościa, który pojawił się u niej w listopadzie. Trudno jej było powiedzieć, po czym go rozpoznała, tak jak trudno Europejczykom jest rozpoznać ludzi innych ras. Obaj Przybysze byli wysocy – mieli po 180 cm wzrostu. Ubrani w stroje przypominające skafandry z kryzowymi kołnierzami. W wywiadzie Cynthia powiedziała: >>Nie można było spojrzeć poprzez nich, mimo tego, że mieli oni światło płynące z okien za sobą. Nie były to więc fantomy. Włosy pierwszego były ostrzyżone na pazia, natomiast włosy drugiego były krótsze i podwinięte nad uszami<<.[5]

Ku niebotycznemu zdumieniu Cynthii odezwali się do niej po angielsku z dziwnym akcentem, jak cudzoziemcy i ze śmieszną artykulacją. Jej pierwszy >>gość<< przedstawił drugiego, kto był z pewnością kimś bardziej szacownym i to on właśnie poprowadził dalszą rozmowę. Poinformowano ja o tym, że jej omdlenie było częścią operacji przygotowawczej, przeprowadzonej w celu >>nastawiania<, jej do kontaktu z nimi. Nie wyjaśnili, jak to zrobili. Interesowali się Oni wynikami pierwszego kontaktu i wypytywali o osoby, którym o nim opowiedziała. Potem powiedzieli, że przybyli z Ghanus Valn, wypowiadając to z niemiecka, i że jest to kraina na Wenus. Dlaczego pokazali się tylko jej, a nie innym ludziom? Ponieważ jest ona jedną z niewielu, którzy są w stanie odebrać Ich komunikaty mentalne. Mózgi innych ludzi nie są w stanie odbierać informacji drogą telepatyczną, jak jej mózg. Ludzie są tępi i prymitywni, nie mówiąc już o tym, że nie wierzą w istnienie innego świata. Mózg człowieka jest podobny do radiostacji i może nadawać oraz odbierać różne sygnały i tak naprawdę, to ludzie nie muszą używać środków technicznych do nawiązania ze sobą łączności.

Cynthia zapytała, czy może Ich dotknąć? Odpowiedzieli, że nie, bowiem może się to odbić na jej zdrowiu. >>To, co widzisz jest tylko naszą projekcją<< - oświadczyli. Zapytała Ich, czemu Oni nie szukają szerszego kontaktu z Ludzkością? Odpowiedzieli jej, że ujawnienie prawdy spowodowałoby wielką panikę. Kto może przewidzieć efekty takiego wydarzenia w tak podzielonym świecie, jak nasz? Potem zapytała, czy mogliby się spotkać z jej mężem? Odpowiedzieli, że nie, gdyż jego mózg nie jest w stanie nawiązać z Nimi kontaktu. Potem podziękowali za kontakt i wyrazili wdzięczność za spotkanie. Przybysz przekazał jej jeszcze jedną ciekawą informację: >>Ci, którzy mają sierp i młot (oczywiście ZSRR) udoskonalają broń promienistą (laserową???), która może dezintegrować materię bezbłyskowo i bezodłamkowo – nie tak, jak zwykła artyleria<<.[6] Powiedział także, że w bliskiej  przyszłości zostanie tam przelane wiele krwi.[7] Ale uspokoił ją słowami: >>Nie martw się dziecko.<< Powiedział także, że nie odwiedzą jej więcej, a to ze względu na stan jej zdrowia. Następnie znikli, jak obraz telewizyjny po wyłączeniu odbiornika...

Pani Appleton w odpowiedzi na zadawane jej pytania stwierdziła, że nie bała się tak, jak w czasie pierwszej wizyty. Być może było tak dlatego, że spodziewała się jej, bo zapowiedziano jej to w czasie pierwszego spotkania. Jakie były późniejsze efekty tej wizyty? Cynthia czuła się ociężale i miała bóle głowy, ale nie był to wynik szoku czy stresu. Zapytana, czy czuła w czasie spotkania jakieś zapachy stwierdziła, że czuła istotnie zapach siarki. Podobny zapach, jaki czuje się przy wyładowaniach elektrycznych.                                                                

Pani Appleton podupadła na zdrowiu po swym pierwszym kontakcie, ale poinformowano ją, że jej stan się poprawi i faktycznie poprawił się.[8]

Do jakich wniosków można dojść po tych obu przypadkach? Można zacząć od tego, że Appletonowie są ludźmi bardzo poważnymi. To uderzało każdego, kto przeprowadzał z nimi wywiady. Pan Appleton całkowicie uwierzył w relację swej żony, mimo braku świadków. Specjaliści zajmujący się tym przypadkiem zgodzili się, co do tego, że nie był to kontakt fizyczny, a „goście” w ogóle nie znajdowali się w mieszkaniu. Cóż to oznacza? Czy była to tylko ich projekcja?

Na naszej planecie używamy TV do przesyłania obrazu i dźwięku na odległość, natomiast ta bardziej technicznie zaawansowana rasa kosmiczna widocznie bardziej rozwinęła technikę przesyłania swych materialnych wizerunków w każdy dowolny punkt Kosmosu. Pani Appleton oświadczyła, ze nigdy w życiu nie interesowała się NOL-ami, nie posiada żadnych książek, czasopism, itd. dotyczących tego tematu. Jeżeli jest tak, jak to, oświadczyła, to nie ma co wątpić w prawdziwość jej relacji, jak również w oświadczenia innych osób.

Reasumując: 1. Znalezione ślady nadpaleń; 2. Ekran TV pomiędzy palcami „gościa”, co z kolei przypomina przypadek Orfea Angelucciego opisany w jego książce pt. „The Secrets of the Saucers”[9]; 3. Telepatia w czasie pierwszego spotkania i normalna rozmowa w czasie drugiego – wszystko to przypomina doświadczenia George’a Adamskiego.[10]

Powyższe wnioski opublikowano 17 lat temu w FSR. A teraz zajmiemy się drugim przypadkiem, który również możemy określić, jako fakt materializacji. Raport o tym otrzymałem od Geralda Lovella z Bristolu – St. George, a oto jego treść:

Świadkiem tego jest gospodyni domowa, która życzyła sobie pozostać anonimową, dlatego w dalszej części raportu będę ją nazywał panią B. Wydarzyło się to w 1965 roku, jednak dokładne daty nie są znane, wiadomo jedynie, że poza jednym wyjątkiem, wydarzenia te miały miejsce w poniedziałki. Tym wyjątkiem był pewien czwartek. Pani B. zazwyczaj zajmuje się kuchnią, której drzwi są zawsze otwarte. Pewnego dnia odczuła coś w rodzaju silnego wewnętrznego przymusu patrzenia na kanapę, znajdującą się vis-à-vis otwartych drzwi, i ku swemu zdumieniu ujrzała w nich wysoką postać mężczyzny. Po sekundzie postać ta znikła. Innego razu pani B. wchodząc do pokoju ujrzała wysoką postać mężczyzny, przy czym nie zarejestrowała momentu jego pojawienia się i zniknięcia. Miało to miejsce zawsze wtedy, kiedy jej spojrzenie było odwrócone.[11] Jej nieproszony gość po prostu patrzył na nią, nie próbując się odezwać czy poruszyć. Nie była ona w stanie określić wyrazu jego twarzy. Chociaż się nie uśmiechał, nie obawiała się swego >>gościa<<. Pani B. jest kimś przyziemnym. O przygodzie opowiedziała swemu mężowi, przy czym zasugerowała, że był to duch dawno zmarłej osoby – może jakiegoś lotnika. Nie stwierdziłem, by interesowała się kiedykolwiek NOL-ami. Rysopis >>gościa<< podany przez panią B. wygląda następująco: wzrost około 186 cm - nie licząc wielkiego bąblowatego hełmu, który nosił zawsze na głowie, gładkoskóry, przystojny, niebieskooki, policzki rumiane, nos ostry i wąski. Postać wysoka, barczysta. Ubrany był w szary metaliczny dwuczęściowy strój, dopasowany do ciała, z kryzowym kołnierzem. Przybysz był opasany 11-cm szerokości pasem o kolorze takim samym, jak reszta ubioru, z klamrą. Spodnie wpuszczone w wielkie, ciemne buty.[12] Przy każdym swym objawieniu >>gość<< stał zawsze w tym samym miejscu, zwrócony twarzą do drzwi kuchennych. Pojawił się on ogółem sześciokrotnie. Jego pojawienia kończyły się równie niespodziewanie, jak się zaczynały.

Ponadto Lovell powiedział mi, że od wielu lat zna świadka i ręczy za jego prawdomówność. Jest on pewien, że Przybysze badają w ten sposób reakcję świadka na fakt Ich pojawienia się w jego domu. Dodatkowo podał on własny punkt widzenia, według którego Obcy są czymś bardziej solidnym od zwykłego obrazu TV, ponieważ Ich postacie wyglądają bardzo realnie, trójwymiarowo i masywnie dla swych obserwatorów. Pozwala to sądzić, że takich wypadków zdarzyło się o wiele więcej, jednak ich świadkowie nie życzą sobie podawania czegokolwiek mediom.[13] To jest zupełnie niezrozumiałe, jeżeli bowiem rozważymy tą wzrastającą ilość „domowych” kontaktów i skorelujemy ją z wieloma raportami o innych formach działalności Obcych, zrelacjonowanych w ostatnim rozdziale, to zobaczymy, iż jest to po prostu jedna z faz jakiejś większej operacji. OPERACJI ZIEMIA.

Wydaje się, że przyjdzie dzień, w którym już nie zobaczymy Przybyszów manifestujących swą obecność na niebie, ale skupiających swą działalność na naziemnych kontaktach i badaniach.[14]

a


[1] Widzieliśmy to np. w filmie pt. „Duch” S. Spielberga – przyp. tłum.
[2] FSR, vol. 4, nr 2/1958, ss. 5-6.
[3] Wydaje się, że Kosmita usiłował ją ostrzec przed promieniowaniem γ lub innym promieniowaniem jonizującym – jak pamiętamy, Cynthia poczuła się tak, jak przed uderzeniem pioruna, czyli poczuła zapach ozonu w powietrzu. Badanie gazet i zębów dziecka wykazało, że zostały one napromieniowane – przyp. tłum.
[4] Zapewne wizyta ta miała wpływ stymulujący na jej rozwój. Istnieje możliwość, że Przybysz „pchnął” ją w czasie o kilka dni do przodu, co sugerowałoby to, że Oni są przybyszami z innego wymiaru lub innego czasu... Takie przeskoki czasowe w rozwoju roślin i grzybów zaobserwowano także w Polsce po przypadkach CE2 w Spytkowicach (pow. Nowy Targ) i Olsztynie k./Częstochowy, co badały ekipy GB NOL Kraków i CBUFOiZA w latach 90. – uwaga tłum.
[5] Porównaj wygląd Przybyszów z relacjami Betty Andreasson – uwaga tłum.
[6] W ZSRR w latach 70. i 80. były prowadzone prace nad tzw. broniami strumieniowymi, w których rolę pocisków miały odegrać potoki cząstek elementarnych rozpędzanych do prędkości relatywistycznych. Broń ta miała stanowić odpowiedź na reaganowski program SDI/NMD znany jako „Gwiezdne Wojny” – uwaga tłum.
[7] I to się sprawdziło, że wspomnę tylko wojnę w Afganistanie, „Jesień Ludów” w 1989 roku, dwie wojny w Czeczenii, rozpad ZSRR w 1990 roku, przewrót sierpniowy 1991 roku i wydarzenia październikowe 1993 roku – przyp. tłum.
[8] Równie dobrze mógł to być zapach ozonu czy tlenków azotu, które są równie charakterystyczne, jak zapachy tlenków siarki. Dowodziłoby to obecności silnego źródła promieniowania jonizującego w pomieszczeniu. Być może pani Appleton doznała lekkiej choroby popromiennej po tym spotkaniu – przyp. tłum.
[9] O. M. Angelucci – „The Secrets of the Saucers”, Amherst, WI, 1955.
[10] G. Adamski – „Inside the Spaceships”, Londyn 1966.
[11] Jest znanym faktem, że komórki wzrokowe obrzeża pola widzenia reagują na ruch obserwowanego obiektu, dzięki czemu unika się możliwości np. skrytego podejścia i zaatakowania człowieka z boku. Jest to celowa adaptacja ewolucyjna, która pomogła nam w walce o przetrwanie na tej planecie... – uwaga tłum.
[12] Proszę porównać z opisem ubioru Obcych podanych przez Betty Andreasson i Cynthię Appleton – przyp. tłum.
[13] Także i w Polsce, o czym piszą m.in. Bronisław Rzepecki i Krzysztof Piechota w swych pracach – przyp. tłum.
[14] Słowa te zostały napisane w 1975 roku i były proroczymi, jako że w trakcie swych badań ufolodzy stwierdzili, że Obcy zmienili taktykę kontaktów z nami wprowadzając do użycia Niewidzialne NOL-e (NNOL), ultraszybkie Tachy-NOL-e (TNOL) oraz Bliskie Spotkania typu Bedroom Visitors – odwiedzin ludzi w ich mieszkaniach w czasie ich snu lub w trakcie CE5 – psychicznych spotkaniach z ludźmi, które stały się częste w latach 80., 90. XX wieku i w pierwszych latach XXI wieku. Ponadto – o ile wierzyć wynikom badań kręgów i piktogramów zbożowych na całym świecie – to właśnie w rejonie tych agroformacji dochodzi do masowego Kontaktu z Nimi na skalę niespotykaną w historii planety, co też należy wziąć pod uwagę w naszych rozważaniach – uwaga tłum.