czwartek, 31 stycznia 2013

OPERACJA ZIEMIA (17)


ROZDZIAŁ XVI – Prawdziwi Kosmici.

No, a co z Kosmitami? Co możemy o Nich powiedzieć mając już w pamięci to, co napisano o Nich w tej książce? Czy to, że Oni zawsze są wśród nas? Stwierdziliśmy, że głównym źródłem informacji o Nich są mitologie, legendy, baśnie i podania z całego świata. I tak np. „Biblia” jest pełna opisów odwiedzin Kosmitów na Ziemi.[1] Słowo anioł pochodzi z greckiego angelos co znaczy posłaniec. Aniołowie lub Posłańcy Boży są opisani w „Biblii” jako ci, którzy przybywają na Ziemię. I tak, kiedy trzech z nich przybyło do Abrahama, okazali się Oni porządnymi, solidnymi istotami z krwi i kości, bowiem pożywiali się i pili w jego domu.

Enoch[2] miał jeszcze bardziej znaczący kontakt. Nie dość, że przechadzał się z Bogiem, to jeszcze na dodatek odbył podróż z Aniołami[3] po Wszechświecie, gdzie pokazano mu wiele zdumiewających rzeczy, opisanych potem w Księdze Henocha.[4] A po długim – aż 365-letnim życiu[5] został przeniesiony, tzn. nie umarł, ale został zabrany do Boga. Nie była to śmierć w naszym ludzkim tego słowa znaczeniu:
Gdy Henoch miał 65 lat, to urodził mu się syn Matuzelach. Henoch po urodzeniu się Matuzelacha żył w przyjaźni z Bogiem przez trzysta lat i miał synów i córki. Ogólna liczba lat życia Henocha: 365. Żył więc Henoch w przyjaźni z Bogiem, a następnie znikł i nie było go, bo zabrał go Bóg.
Rdz 5,21-24

Mity greckie są pełne opisów ludzi z nieba, bo kimże byli bogowie i boginie mający swą bazę na górze Olimp, jak nie Kosmitami? Podobnie, jak w wielu krajach, folklor zachował ślady mieszania się bogów z tubylczą ludnością. To nie jest fantazja, ale raczej wbudowany w naszą pamięć ciąg wspomnień o złotych dniach Atlantydy, o dniach otwartego Kontaktu z Kosmitami.

Odkąd Kosmici opuścili nas po zagładzie Atlantydy, ludzie stopniowo zapominali o niej. Ale Oni wciąż obserwują Ziemię i stopniowy rozwój naszej cywilizacji. Od czasu do czasu pokazują się na niebie Ich statki, i od czasu do czasu Oni nawiązują indywidualne kontakty z ludźmi. Wiadomo, że od końca II Wojny Światowej liczba takich obserwacji ogromnie wzrosła, podobnie jak i liczba kontaktów. Większość z nich, to kontakty z Istotami z pobliża Ziemi, mniejszość z Kosmitami, którzy nie zaniechali ich także.
A teraz zajmijmy się raportami na ten temat. Zaczniemy od doniesienia prof. Richardo A. Frondizi, brata byłego prezydenta Argentyny.[6] Villa Carlos Paz jest całorocznym uzdrowiskiem ze względu na dobre, zdrowe i świeże powietrze. Właścicielem jednego z najlepszych moteli w tym mieście – La Cuestra – jest niejaki Pedro Pretzel. 13 czerwca 1968 roku, po obiedzie, który zjadł ze swą córką Marią-Eladią wyjechał w interesach do miasta.

Parę minut po północy – zeznał potem Pretzel – wracając do domu zauważyłem dwa czerwone światła, które początkowo wziąłem za tylne światła samochodu jadącego przede mną. Gdy zbliżyłem się do nich, światła poruszyły się i znikły. Pretzel wszedł do domu i zawołał córkę. Nie było odpowiedzi. Poszedł na górę do jej sypialni i tam znalazł ja leżącą bez przytomności na łóżku. A gry odzyskała świadomość, to uraczyła ojca dziwną opowieścią. – Widziałam człowieka z innego świata! – oświadczyła.

Po pewnym czasie historia ta trafiła do gazet i wielu dziennikarzy przeprowadziło wywiady z Marią-Eladią Pretzel, która jest miłą 19-latką mająca staranne wykształcenie.

Wedle jej słów, krytycznego wieczora zobaczyła ona silne niebieskawo-białe światło zalewające holl jej domu, wyszła zatem z pokoju, by zbadać sprawę. Wychodząc z hollu stanęła twarzą w twarz z wysokim mężczyzną o jasnych włosach, ubranego w jednoczęściowy ubiór koloru jasnoniebieskiego, pokrytego świecącymi skalami. W lewej ręce trzymał błękitną kulę. – Pozdrowił mnie uniesieniem ręki w górę i wtedy zauważyłam błonę spinającą jego cztery palce u dłoni. Mówił coś, czego nie zrozumiałam w nieznanym języku, który brzmiał jak chiński czy japoński. Maria-Eladia poczuła, że ten człowiek daje jej do zrozumienia, żeby się nie bała i że ma dobre intencje. W końcu gość wyszedł drzwiami wyjściowymi, a silne światła na zewnętrz znikły. Drzwi zamknęły się za nim same, choć byłam pewna, że nie dotykał ich – zapewniała Maria-Eladia. – Potem wróciłam do sypialni i straciłam przytomność. Gdy wrócił ojciec, to było już po wszystkim.

Na żądanie ojca Maria-Eladia została zbadana przez lekarza dr Hugo Vaggioni’ego, który określił jej stan zdrowia jako doskonały. Poza tym nie żywił żadnych wątpliwości, co do jej prawdomówności. Jest to przykład nieszkodliwego kontaktu z Kosmitami.

Poza tym wielu ludzi sygnalizowało kontakty z Kosmitami w ciągu ostatniego 20-lecia, m.in.: Adamski, Bethurum, Menger, Fry, Angelucci, George van Tassel[7] i w Zjednoczonym Królestwie – Arthur Shuttlewood.[8] Kontakty tego ostatniego miały miejsce w Warminster, Wiltshire, gdzie zaobserwowano znaczne nasilenie aktywności NOL-i w przeciągu ostatnich 3 lat.[9]

Moim zdaniem, nie wszystkie te kontakty były żartami czy kłamstwami. Mamy około 2.000 doniesień o lądowaniach NOL-i, a w samym 1967 roku, w specjalnym wydaniu FSR zatytułowanym „The Humanoids” opublikowano relacje z 300 miejsc lądowań UFO, wraz z pełną dokumentacją tych faktów.

Podzielam pogląd, że NOL-e przybywają z wielu przestrzeni, wszechświatów i wymiarów. Możemy je obserwować i śledzić, ale ponad wszystko musimy mieć otwartą głowę. Nie wolno nam przeoczyć czegokolwiek, jednak absurdem byłoby brać wszystko za dobrą monetę, bo   n i e   m o ż n a   akceptować wszystkiego bezkrytycznie. Mam jednak nadzieję, że coś wreszcie ruszy do przodu i kamyki mozaiki wskoczą na swe właściwe miejsca.

a



[1] „Biblia” jako taka nie może być miarodajnym źródłem, bowiem w ciągu 2000 lat istnienia chrześcijaństwa była wielokrotnie przeredagowywana i wyrzucano z niej informacje, które nie pasowały do założonej ideologii Kościoła (apokryfy), a zatem również tzw. „kod biblijny” jest czystą fikcją opartą na przypadkowej zbieżności, którą wymyślono jedynie w celach komercyjnych – uwaga tłum.
[2] Albo Henoch. Legendę Henocha opisał dr M. Jesenský w swym artykule zamieszczonym na łamach „Czasu UFO” – przyp. tłum.
[3] W domyśle: z Kosmitami.
[4] „Księga Henocha” – w przekładzie R. H. Charlesa, Oxford 1912, Londyn 1952.
[5] Pasuje to do założeń Teorii Względności opisujących dylatację czasu w obiektach poruszających się z v ≈ c – stąd mógł się brać długi – dla Ziemian pozostających na swej planecie – czas życia pierwszych patriarchów, którzy odwiedzali Boga (czytaj: Kosmitów) w Kosmosie. Biologicznie mieli oni tyle lat, na ile wyglądali i nie więcej – uwaga tłum.
[6] R. Frondizi – raport autora w sprawie Pretzela oraz Ch. Bowen – FSR, vol. 14, nr 5/1968.
[7] G. van Tassel – „Into This World and Out Again“, Los Angeles 1956.
[8] A. Shuttlewood – „The Warminster Mystery”, Londyn 1967, 1973.
[9] Nawiasem mówiąc, ta okolica słynie ze znacznej obfitości występowania agroformacji i to już od kilkudziesięciu lat – przyp. tłum. 

poniedziałek, 28 stycznia 2013

OPERACJA ZIEMIA (16)


ROZDZIAŁ XV – Przepisy BHP przy CE.

Prawdziwi Niebianie nie zagrażają Ludzkości, aczkolwiek wzrastająca ilość doniesień i raportów o spotkaniach z wrogimi NOL-ami w latach ubiegłych powoduje to, że zaczynamy pomawiać Ich o nie-kosmiczne pochodzenie i lokalizujemy Ich źródła w naszym najbliższym sąsiedztwie.

Ponieważ nasze władze nie potwierdziły oficjalnie realności tych Spotkań, nie mówiąc już o samym ufozjawisku, to nie mogły podać także swoistych „przepisów BHP”, które powinny obowiązywać w przypadku Bliskich Spotkań – CE z NOL-ami. Zamierzam zatem uzupełnić naszą wiedzę w tym zakresie, jest ona bowiem nam niezbędna. Trudno jest na pierwszy rzut oka odróżnić wrogiego NOL-a od przyjaznego, a ta niewiedza może nas drogo kosztować. Wiedzą o tym ci, którzy zostali poszkodowani w czasie podchodzenia do Latających Talerzy.[1]

Żaden człowiek nie stanie w pobliżu pracujących śmigieł lub silników odrzutowych albo rakietowych ziemskich pojazdów powietrznych lub kosmicznych. Jest to równie niebezpieczne, jak przebywanie bezpośrednio pod wiszącym w powietrzu UFO, lub zbliżenie się do niego w czasie lądowania. W ten sposób narażamy się na niebezpieczeństwo udaru magnetycznego lub porażenia promienistego, co może doprowadzić do poparzeń i choroby popromiennej. Musimy pamiętać o tym, że pojazdy te otacza otoczka bardzo silnego pola elektromagnetycznego. Oczywiście takie przypadki wynikają z naszej lekkomyślności i wcale   n i e   d o w o d z ą   wrogości pasażerów NOL-i. Mam obowiązek ostrzec Czytelnika przed takim sposobem myślenia!

Udokumentowano wiele przypadków lądowań NOL-i, których pasażerowie opuszczali pojazd w celu już to rozejrzenia się w terenie, czy już to by poczynić badania naukowe i w trakcie tego zostali zaskoczeni przez Ziemian. Piloci NOL-i w takich przypadkach używali pewnego rodzaju broni promienistej do czasowego obezwładniania intruzów. Umożliwiało to Im szybki powrót na pokład NOL-a i start. Obezwładnieni ludzie nie ponosili żadnych szkód poza czasowym paraliżem kończyn, który znikał po kilku czy kilkunastu minutach.

Typowym przykładem jest przygoda pewnego farmera, pana Masse’a, który zaskoczył swym pojawieniem się pasażerów owalnego NOL-a, który wylądował w dniu 29 czerwca 1965 roku, o godzinie 05:45 na polu w pobliżu Basses-Alpes na południu Francji. Monsieur Masse został wtedy sparaliżowany przez jednego z członków załogi tego pojazdu.[2]

Innym znowu przypadkiem zamieszczonym w FSR jest akcja funkcjonariuszy policji, którzy we dwójkę podjechali jeepem do płaskiego, owalnego obiektu wiszącego parę metrów nad ziemią. Incydent ten wydarzył się niedaleko miasta Olavarria w Argentynie. NOL wylądował nagle pomiędzy krzakami za pasem startowym, używanym przez lotnictwo wojskowe jako pas zapasowy, używany na wypadek awaryjnego startu czy lądowania.[3] Zacytuję tutaj fragment artykułu zamieszczonego w FSR, a opartego na nadesłanym przez pannę E. Greinert wydaniu „La Razon” z dnia 26 lipca 1968 roku:
... obok unoszącego się dysku stały także trzy dziwne postacie, mające ponad 2 m wzrostu i ubrane w srebrzyste uniformy. Krocząc powoli, osoby te skierowały się w kierunku garnizonu wojskowego. Zdziwiony i zaskoczony policjant usiłował zatrzymać je strzelając w powietrze, na szczęście nie trafiając nikogo. Naraz wszyscy trzej Ufici podnieśli ręce, w których mieli małe, świecące kule, co obezwładniło świadków tak, że nie mogli użyć broni. Tymczasem Przybysze powrócili do swego pojazdu, który zygzakując odleciał z wielką prędkością. Po Ich odlocie, świadkowie wrócili do zmysłów i pojechali do Olavarrii w celu zdania sprawy o tym wydarzeniu swym przełożonym.

Wielu z nas potępi takie zachowanie Przybyszów, zwłaszcza w stosunku do pana Masse’a, który był bezbronnym i nie miał w stosunku do Nich złych zamiarów. Jednakże nasz świat ma wielu niebezpiecznych mieszkańców, którzy często nawet bez powodu sięgają po broń, a incydent pod Olavarrią tylko potwierdza ten stan rzeczy. Musimy także wziąć pod uwagę i to, że Przybysze przylatują do nas z wielu światów, obszarów i wymiarów. Najbardziej rozwinięci z Nich nie mają potrzeby uciekania się do takiej taktyki – ostatecznie nasi Goście też mają swoje przepisy bezpieczeństwa w kontaktach z nami.[4]

Jednakowoż, jak wynika z tej książki, nie wszyscy Przybysze są aż tak przyjaźni, jak Ich malujemy. I cóż wtedy biedny policjant może zrobić w takim przypadku?
Większość lądowań NOL-i odbywa się na terenach odludnych – lasach, bagnach, tundrze, a nie np. na terenach podmiejskich czy parkach.[5] Jeżeli zobaczysz NOL-a wiszącego na małej wysokości ponad ziemią, czy podchodzącego do lądowania na niej, to najważniejszymi przykazaniami są:
1.     Trzymaj się z dala od pojazdu!
2.     Gdy w terenie zauważysz NOL-a, to w takim przypadku ukryj się za cokolwiek. Twoje zachowanie zostanie zauważone przez pilotów NOL-a i da im do zrozumienia, że jesteś istotą myślącą.
3.     Kiedy znajdziesz się już za jakąś zasłoną, wtedy obserwuj NOL-a, jego otoczenie i jego oddziaływanie na otoczenie.
4.     Jeżeli poczujesz fale gorąca na odsłoniętych częściach ciała, wtedy ukryj się całkowicie, wystawiając swe ciało jak najmniej na działanie gorąca.

Z drugiej strony, jeżeli NOL ląduje i załoga wychodzi na zewnątrz z przyjacielskim nastawieniem, to musisz sam podjąć decyzję czy wyjść zza ukrycia, czy nie. Co można jeszcze zrobić, by ponieść jak najmniejsze ryzyko w takich przypadkach? Po prostu przestrzegaj tej instrukcji.

Po odlocie NOL-a zawiadom jak najszybciej najbliższą jednostkę policji i jak najszybciej jak to jest możliwe napisz sprawozdanie o incydencie do FSR oraz do Contact International (Wielka Brytania), a jeżeli to miało miejsce za granicą, to prosimy powiadomić FSR i lokalną placówkę CI[6], a z braku takowej – miejscową grupę zajmującą się ufologią.
5.     Jeżeli przebywałeś w pobliżu UFO powyżej godziny, to zgłoś się do lekarza w celu stwierdzenia, czy nie uległeś napromieniowaniu promieniami jonizującymi, lub czy nie odniosłeś innych szkód.
6.     W żadnym przypadku nie okazuj paniki czy strachu, spokojnie obserwuj NOL-a zza ukrycia. Wszystko, co widzisz może być bezcenną informacją.
7.     Nie dotykaj żadnej części pojazdu, bez uprzedniego upewnienia się u jego pilotów, że jest to nieszkodliwe dla zdrowia i życia

Powyższe instrukcje zaczerpnąłem ze słynnej książki Michaela J. Champione’a pt. „UFOs: 20th Century Greatest Mystery”[7], w której zawarto przepisy BHP dla kierowców, pilotów i pieszych na wypadek spotkania z NOL-ami. Ponadto Champione kładzie nacisk na pewne kwestionowane praktyki, i tu zgadzam się z nim. Chodziło o wykorzystanie hipnozy do uzyskiwania informacji ufologicznych. Jeszcze nie udowodniono tego, że takie informacje uzyskaną tą drogą – drogą regresji hipnotycznej – są albo zmyśleniami, albo pochodzą od ludzi, którzy takie telepatyczne kontakty z Obcymi nawiązali. Oczywiście nie można zaprzeczyć, że ten sposób łączności jest możliwy i od dawna stosowany, ale jest on niestety jeszcze mało poznany, by można było mówić o obiektywizmie jako takim.[8]

Pogląd ten komunikuje się z poglądami Wellesley’a Tudora Pole’a, największego mistyka XX wieku, który już odszedł był od nas w inne światy. W. T. Pole – jak twierdzili Wtajemniczeni – był niewątpliwie najbardziej duchowo rozwiniętym człowiekiem naszych czasów i podobnie jak drugi mistyk, też już nieżyjący Joel S. Goldsmith zawsze wskazywał tym – co weszli na ścieżkę niebezpieczeństwa zejścia na psychiczne manowce. Musimy o tym pamiętać stykając się z kontaktowcami i innymi mediami.

W. T. Pole był wielkim rzecznikiem i obrońcą dobrodziejstwa medytacji oraz pogodzenia się ze swym wnętrzem. Jego wspaniała idea minuty ciszy Big Bena o godzinie 09:00 przez Radio BBC w czasie ostatniej wojny była inspirującym przykładem siły milczącej modlitwy i nieprzeliczoną wartością dla milionów ludzi, gdziekolwiek by oni byli.[9]

a


[1] Są to tzw. Bliskie Spotkania Szóstego RodzajuCE6 – w czasie których świadek doznaje obrażeń ciała lub psychiki lub nawet traci życie, co zaobserwowano w wielu przypadkach, zob. R. K. Leśniakiewicz – „Projekt Tatry” (Kraków 2002) – przyp. tłum.
[2] A. Michel i Ch. Bowen – FSR, vol. 14, nr 1/1968.
[3] G. Creighton – FSR, nr 5/1968.
[4] Problem ten poruszyli swego czasu K. Boruń i A. Trepka w książce „Kosmiczni bracia” (Warszawa 1956,  1987), w której ciekawie ukazali kontakt pomiędzy Ziemianami, a mieszkańcami planet układu Tolimana A ze strony jednego z przedstawicieli tej cywilizacji – przyp. tłum.
[5] Tym niemniej zdarzają się wypadki Lądowań na terenach miejskich czy wsi, co kilkakrotnie odnotowano także w Polsce – vide K. Piechota i B. Rzepecki – „UFO nad Polską” (Białystok 1997) – przyp. red.
[6] Oczywiście obowiązuje to na terytorium Zjednoczonego Królestwa i krajów Commonwealth’u – przyp. tłum.
[7] M. J. Champione – „UFOs: 20th Century Greatest Mystery”, Nowy Jork 1968.
[8] Hipnoza w takich przypadkach jest bronią obosieczną, bowiem Obcy są w stanie narzucić świadkowi własne sugestie, które skutecznie wyprą z jego ego i ID wszelkie wspomnienia o kontakcie z Nimi, zob. W. Strieber – „Wspólnota” (Warszawa 1998). Z tego samego powodu trudno mówić o obiektywizmie tego, co przekazują nam tzw. kontaktowcy, którzy mogą nam przekazywać wszelkiego rodzaju informacje spreparowane odpowiednio przez Obcych w celu zamaskowania Ich prawdziwych intencji, wyglądu i natury oraz celu Ich pobytu na Ziemi – przyp. tłum.
[9] W. T. Pole – „The Silent Road”, Londyn 1960.

wtorek, 22 stycznia 2013

OPERACJA ZIEMIA (15)


ROZDZIAŁ XIV – Co wydarzyło się wcześniej?


Na całym świecie odnotowano wiele zapisów wskazujących na to, że starożytne cywilizacje, o których już zapomniano, posiadały bronie, które były jeszcze bardziej śmiercionośne, niż nasze obecne BMR – bronie A, B, C i N.

„Mahabharata” i „Ramayana” to eposy sanskryckie mające około 4.000 lat. Napisano je – a właściwie skompilowano z dzieł napisanych jeszcze wcześniej – w języku o wiele starszym, niż sanskryt.[1] Zawierają one opisy pojazdów, które kojarzą się nam współcześnie z NOL-ami, a które tam określano mianem Vimana czy rydwan niebieski.[2]

Współautor książki „Flying Saucers Have Landed” Desmond Leslie stwierdził w wywiadzie dla irlandzkiego magazynu „Scene”, że doszukał się w „Mahabharacie” opisów użycia statków kosmicznych, bomb wodorowych, promieni laserowych, itd. itp.[3]

Włosy stanęły mi dęba – wspomina – kiedy przeczytałem o >>Oku Kapilli<< - promieniach skupionych w wielkie wiązki, które mogły zetrzeć na pył wierzchołki odległych gór i o broni Brahmy, tak straszliwej, że: >>zawierała ona całą energię Wszechświata i nie wolno jej było użyć<<. Ale jej użyto i – cytuję dalej: >>Olbrzymi obłok z rykiem wzbił się w atmosferę, potężny błysk, silniejszy niż 1.000 słońc. Wojska zostały nim tak spalone, że tylko zarysy postaci pozostały na ziemi... Ci, co przeżyli, porzucili swoja broń i sprzęt, po czym wykąpali się w najbliższej rzece. Ale i tak po kilku dniach ich skóra poczerwieniała, włosy i paznokcie powypadały i zmarli na tajemniczą chorobę<<.[4]

W 1968 roku, BUFORA opublikowała artykuł D. Rodway’a pt. „Was the H-bomb Dropped 10,000 Years Ago?”[5]temat ten sam, ale z pewnymi dodatkami. Jeden z nich brzmi dosłownie tak: ... starożytni autorzy są tak prawdziwi w swych opisach zdarzeń, że trudno jest wątpić w to, iż istniała zaawansowana cywilizacja tysiące lat temu. Bomba wodorowa nie jest czymś nowym. Dlaczego więc nie mówi się o tym w naszych szkołach? – czy tylko dlatego, że te zapisy są historią pogańskich Hindusów?...[6]

W samej rzeczy, te wydarzenia z historii subkontynentu indyjskiego nie są do przyjęcia w świetle historii chrześcijaństwa! „Mahabharata” opowiada o tym, jak to cywilizacja zniszczyła sama siebie wiele wieków temu, poprzez użycie straszliwych BMR i sił, które dzięki nim rozpętano. Równie dobrze mogłaby to być Atlantyka, Atlantyda, Mu czy Lemuria albo Lanka... Czy mamy powtórzyć historię jeszcze raz? Nie dopuśćmy do tej powtórki![7]

a



[1] B. Zb. Szałek – „Korzenie...” – ibid. – przyp. tłum.
[2] Al. Mora – „Atomowa...” – ibid. – przyp. tłum.
[3] M. Jesenský – „Bohové atomových válek”, Ústi nad Labem, 1998 – przyp. tłum.
[4] D. Leslie – wywiad dla „Scene”, Dublin, z dn. 04.03.1968 roku.
[5] D. Rodway – „The BUFORA Journal”, vol. 2, nr 6/1968.
[6] Niestety tak. W Polsce zdominowanej przez religię rzymsko-katolicką jest to nie do pomyślenia, a wszelkie próby wprowadzenia elementów innych religii do szkół są traktowane jako przejaw sekciarstwa i tępione administracyjnie, mimo konstytucyjnej wolności wyznania – uwaga tłum.
[7] W roku 1990 udało się położyć kres Zimnej Wojnie, ale wtedy zaczęły się problemy z Bliskim Wschodem, gdzie rozpętano dwie wojny w Zatoce Perskiej i Afganistanie. Zagrożeniem dla światowego pokoju stała się komunistyczna Korea Północna (KRL-D) oraz Pakistan, Indie, Iran i Izrael – które nie wyrzekły się broni jądrowej, a nawet Indie i Pakistan użyły jej – wprawdzie nie przeciwko ludziom - w konflikcie o Kaszmir na pustyni Thar w Radżastanie, gdzie zdetonowano łącznie 10 głowic jądrowych o małej mocy. NB, dysponując 2,5 GT TNT mocy wszystkich głowic jądrowych jesteśmy w stanie zniszczyć nie tylko życie na Ziemi, ale także samą Ziemię, jako ciało niebieskie! – uwaga tłum. 

sobota, 19 stycznia 2013

OPERACJA ZIEMIA (14)


ROZDZIAŁ XIII – Nadchodzące zmiany.

W mojej książce „The Sky People”, która została wydana 14 lat temu, ukazałem wiele symptomów psychicznych zmian, które właśnie nadchodzą i odnoszą się do mieszkańców naszej planety. Zmiany te odnoszą się także do samej planety Ziemi, jako ciała astronomicznego. Obecnie szybko wchodzimy w okres przejściowy jednej formacji w drugą. Nie mam wątpliwości co do tego, że przewidywania i proroctwa zaczną się sprawdzać – napisał swego czasu Hanck Hinfelaar – dyrektor Nowozelandzkiego Instytutu Badań Kosmicznych i wydawca czasopisma „Space View”.[1]

Krótko mówiąc, w czasie trwania naszej historii zdarzały się trzęsienia ziemi, ale nie o takiej sile i natężeniu, jakie obserwuje się w ostatnich latach. Od roku 1950 stwierdzono 400% wzrost ich ilości.[2] Jedna z najważniejszych przyczyn tego wzrostu jest przebiegunowanie pola magnetycznego Słońca w latach 1957-58, które zostało przewidziane i ogłoszone przez dr Harolda D. Babcocka z obserwatoriów na Mt. Palomar i Mt. Wilson.[3] Nieprzypadkowo właśnie w tym okresie podjęto prace nad programem badawczym Międzynarodowego Roku Geofizycznego. Samo zjawisko przebiegunowania pola magnetycznego nie pozostaje bez wpływu na układ sił panujący w Układzie Słonecznym. A jaki był jego wpływ na Ziemię?

Przed zmianą Biegunów Magnetycznych Słońca, ziemskie Bieguny były umieszczone w stosunku do słonecznych w wariancie N-S : S-N czyli występowało ich przyciąganie. Obecnie przy wariancie N-S : N-S przyciąganie Biegunów zastąpiono odpychaniem. Oczywiście dotknęło to wszystkie planety Układu, co może wyjaśnić ukazywanie się NOL-i w tej części Galaktyki oraz obecność tych obiektów w rejonach wzmożonych trzęsień ziemi.

W czasie kontaktu pomiędzy Garrym Wilcox’em a dwoma Przybyszami spoza Ziemi, w dniu 24 kwietnia 1964 roku, powiedziano mu, że w najbliższym czasie nastąpi wiele zmian we Wszechświecie, i że te zmiany dotkną także Układ Słoneczny[4] - m.in. Mars przesunie się na naszą ziemską orbitę. NB, Pozaziemianie odwiedzili Wilcoxa na jego własnej farmie w Newark Valley, NY, pojazdem o wymiarach 6,5 x 5,0 x 1,2 m i o zaokrąglonych końcach.[5]

Ci, którzy przeczytali „They Knew Too Much About Flying Saucers” autorstwa Gray’a Barkera przypominają sobie zapewne sprawę Berndera „nawiedzonego” przez trójką Ludzi w Czerni. Barker opowiada, jak to koledzy przeprowadzili wywiad z Benderem na temat tej wizyty.[6] Pomiedzy pytaniami, które wtedy padły, były także i te:
P.: Czy rząd wie o UFO?
O.: Rząd wie o tym, że Oni są tu od dwóch lat.
P.: Czy powiedzą o tym społeczeństwu?
O.: Rzecz w tym, że oni muszą to zrobić.
P.: Kiedy to nastąpi?
O.: Jeżeli nie w przeciągu najbliższych 5 miesięcy, to w czasie następnych 4 lat.

Wywiad ten miał miejsce w dniu 4 października 1953 roku, na krótko po uciszeniu Bendera przez MiB. Rząd także pozostał milczący. Jednakże co jest najważniejszym momentem w tym wywiadzie? – policzmy: październik 1953 plus 4 lata, daje nam października 1957 roku. Był to rok przebiegunowania Słońca, a zarazem szczyt „fali” NOL-i i środek Międzynarodowego Roku Geofizycznego!!!

Bender stwierdził, że MiB zdradzili mu sekret Latających Talerzy, ale czy powiedzieli coś o wpływie przebiegunowania Słońca na ziemską oś oraz o związku tego wydarzenia z ilością obserwacji NOL-i? interesujące. Być może odpowiedź ujrzy kiedyś światło dzienne.[7]

Zmarły w roku 1945 jasnowidz z Virginia Beach, FL, Edgar Cayce zostawił po sobie tysiące readings, które to proroctwa wygłaszał w transie hipnotycznym.[8] Był on również uzdrawiaczem – diagnostą i wyleczył tysiące ludzi, którzy zwątpili w umiejętności swoich lekarzy i tradycyjną medycynę. Cayce w swych proroczych wizjach tak mówi o przyszłości Ziemi:
Ziemia zatrzęsie się w zachodnich stanach Ameryki. Większa część Japonii pójdzie pod wodę. Górzyste partie Europy zmienią się w mgnieniu oka. Przy wschodnim brzegu Ameryki ukaże się nowy ląd. W Arktyce i Antarktyce wybuchną wulkany i nastąpi zmiana Biegunów Ziemi... Okres ten rozpocznie się w 1958 roku i będzie trwał do 1998 roku, a poznacie początek tego okresu po tym, że Jego Światła będą widoczne w obłokach...[9]

Coś takiego nie może się zdarzyć, gdyż proroctwa Końca Świata nie leżą w harmonijnym sposobie myślenia, aliści należy wziąć pod uwagę fakt, że ponad 15.000 readings, które sprawdzano i badano pod kątem wiarygodności uderza trafnością przepowiedni...[10]

Cayce jest największym jasnowidzem i uzdrawiaczem XX wieku, nie mający za sobą studiów medycznych. Paranormalnymi sposobami przewidział zmiany zachodzące na powierzchni naszego globu. Odszedł od nas na zawsze w 1945 roku, ale przewidział początek zmian na 1958 rok. Nie musi to oznaczać końca świata i ostatecznej zagłady Układu Słonecznego. Nasza planeta jest przygotowana na wypadek wielkich zmian.[11]

Najlepszym, co można zrobić, to obserwować zachodzące zjawiska, rozumieć je i być na nie przygotowanym. Nie poniesiemy żadnej szkody, gdy znajdziemy się we właściwym czasie i na właściwym miejscu, nie obawiając się ryku fal i rozstępującej się pod stopami ziemi.

a


[1] H. Hinfelaar – „Spaceview” z „Journal of the NZSSR”, nr 56 z czerwca 1968.
[2] Wydarzenia ostatnich lat XX wieku i początku XXI wieku także zdają się potwierdzać tą obserwację. Takie terremotos, jakie obróciły w gruzy Leninakan, Kobe, Izmit czy Bam mogą stanowić doskonały przykład na ilustrację teorii poruszonej w tej pracy – uwaga tłum.
[3] H. D. Babcock – „The Sun’s Polar Magnetic Field” z „The Astrophysical Journal” vol. 130, nr 2 z września 1959 a także „The Magnetism of the Sun” – ibidem nr 2 z lutego 1960.
[4] Istnieje możliwość, że Przybysze mówili o zderzającej się z Galaktyką karłowatej galaktyce w Wielkim Psie odległej od nas o jedyne 25.000 ly, zaś od centrum Galaktyki o 45.000 ly. Wyrzucany przez nią strumień gwiazd może znaleźć się blisko Układu Słonecznego zmieniając równowagę sił w nim panujących z niemożliwymi do przewidzenia skutkami dla planet i zamieszkujących je istot. Zob. także M. Sołtan – „Najbliższe sąsiadki” w „Focus” nr 1/2004 – uwaga tłum.
[5] B. le Poer-Trench – „The Flying Saucers Story”, Londyn 1973 oraz C. Lorenzen – FSR, wydanie specjalne 1966.
[6] G. Barker – „They Knew...”, ibidem.
[7] Jak dotąd nie ujrzała, chociaż rządy kilku państw – np. Belgii, Chile, Szwecji i Węgier zapowiedziały otwarcie swych archiwów dla ufologów i jak najdalej idącą współpracę w tej dziedzinie. Inną rzeczą jest to, że chodzi tu o udowodnienie, iż UFO   n i e   i s t n i e j ą   i są zwykłym fenomenem Przyrody  – przyp. tłum.
[8] W Polsce rozpracowywaniem readings zajmuje się zakopiański mistyk i ufolog Jerzy Łatak, który jest autorem kilku prac z tego zakresu paranauk – uwaga tłum.
[9] J. Millard – „Edgar Cayce: The Sleeping Prophet”, Nowy Jork, 1967 oraz L. Szuman – „Astrologia i polityka”, Gorzów 1982 – przyp. tłum.
[10] J. Stearn – „The Door to the Future”, Nowy Jork, 1964 i  J. Millard - „Edgar Cayce…” - ibidem.
[11] Wniosek ten jest zbyt optymistyczny – jak dotąd Ludzkość wciąż ulega wielkim katastrofom spowodowanymi przez czynniki naturalne, jak np. wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi, powodzie, pożary, epi- i pandemie, itd.. itp. – przyp. tłum.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

OPERACJA ZIEMIA (13)


ROZDZIAŁ XII – Obcy w naszym otoczeniu.

Jak nam wiadomo, istnieje ogromne dossier wydarzeń popierających pogląd o istnieniu NOL-i, ale sam problem źródła pochodzenia tego fenomenu jest w dalszym ciągu nierozwiązany. Możliwe, że NOL-e przybywają do nas z różnych źródeł. Dajmy na to, że z innych planet i gwiazd naszej Galaktyki, z niewiadomych światów, innych wymiarów lub Pustej Ziemi. Obserwujemy je już od 1945 roku w przestrzeni atmosferycznej naszej planety. Nie udowodniono tego, że UFO przybywają z Wenus, Marsa, Saturna czy planety Clarion.

Jesteśmy zatem zdani na kontaktowców takich, jak George Adamski, Howard Menger, Cedric Allingham[1], Dan Fry, Truman Bethulum, i in., którzy nawiązali mentalną łączność z tymi planetami. Światowej sławy ekspert ds. rakiet prof. Hermann Oberth twierdzi, że NOL-e przybywają do nas spoza Układu Słonecznego.[2] Wiele kontaktów zdaje się to potwierdzać, ale nie jesteśmy w stanie tego udowodnić.

Żaden z rosnącej liczby ufologów nie popiera już poglądu Pustej Ziemi czy skorupy astralnej. Ogólnie przyjmuje się, że te hipotezy są jedynie marginesem dla głównego nurtu poglądów zakładających pozaziemskie, jak nie galaktyczne, pochodzenie NOL-i.

Sygnałem, który wywołał eksplozję różnego rodzaju doniesień o pojawianiu się NOL-i i innych tego rodzaju fenomenów z nimi związanych, było użycie po raz pierwszy broni jądrowej w 1945 roku.[3] Myśl tą wyraził  jeden z najznamienitszych hiszpańskich ufologów dr Antonio Ribera, który w liście do „Orbit” zawarł taką sugestię, a także nadmienił, że ludzka aktywność w zakresie badań jądrowych może doprowadzić do naruszenia równowagi Galaktyki. Z drugiej strony Ribera słusznie wskazuje na to, że Galaktyka zna jeszcze gorsze kataklizmy od naszych wybuchów nuklearnych, i tak np. wybuch Supernowej, który w 1054 roku utworzył mgławicę M-1 Krab odległą o 5.000 ly oraz 15 innych znanych nam wybuchów gwiazd Nowych i Supernowych[4] obserwowanych gołym okiem, jakoś nie naruszyły równowagi galaktyki. Owszem to prawda, ale   t a m t e   wybuchy miały charakter naturalny...

Dlaczego zauważono tyle NOL-i po 1945 roku? Kim byli ci   l u d z i e   (poza nami oczywiście), których zainteresowały nasze testy jądrowe? Kości rzucone! Odpowiedź brzmi: są to ci, których korzenie tkwią głęboko w naszej Ziemi! Wygląda bowiem na to, że jesteśmy tylko w s p ó ł m i e s z k a ń c a m i   naszej planety!!! Spójrzmy, jak wiele kontaktów kończy się apelem o zaniechanie dalszych prób z bronią jądrową! Te Istoty, a raczej   L u d z i e   - bo jakże Ich nazwać inaczej??? – żyją wśród nas i są skrajnie zaniepokojeni stanem naszych arsenałów jądrowych oraz kierunkami rozwoju badań naukowych np. typu NMD/SDI, i próbują nas przekonać do swych słusznych poniekąd racji.

Wygląda zatem na to, że Oni przenieśli się w niewidzialne obszary Niewiadomego, nieznanych dla nas, żyjących na powierzchni Ziemi. Odwiedzając nas sieja celowo dezinformację o tym, że pochodzą z Wenus, Marsa, itp. Ma to sens pod warunkiem, że rasa ta zamieszkuje wnętrze Ziemi czy inne – na razie dla nas niedostępne – rejony planety[5]. A tak jeszcze à propos niedostępności, to istnieją na Ziemi rasy ludzkie, o których wiemy mało, lub zgoła nic. Nic nie wiemy np. o pochodzeniu Cyganów[6], bowiem jedyne, co o nich wiemy to to, że jest to rasa nomadów, którzy zachowują swe sekrety dla siebie.[7]

Cyganie wiążą się z jeszcze jedną zagadką. Ivan T. Sanderson w swej książce pt. „Uninvited Visitors” rozważa bardzo dziwne „Listy Allende”, które zamieścił jako dodatek do tej książki. Szczególnie dziwnie przedstawia się sprawa tajemniczych dopisków w książce dr Jessupa „The Case for the UFO”, które przesłano adm. N. Furthonowi – szefowi ONR[8] w Waszyngtonie. ONR opublikowało ograniczoną ilość kopii tych zapisków wraz ze wstępem i dwoma listami przysłanymi Jessupowi przez niejakiego Carlosa Miguela Allende, lub osobę za takowego się podającą. Co najciekawsze, wygląda na to, że jest on jednym z trzech autorów dopisków w tej książce. W listach używa skróconej wersji swego nazwiska – Allen. Listy i notatki na marginesach książki mówią o dokonanym eksperymencie z okrętem, który został teleportowany z Filadelfii do doku w Norfolk i z powrotem, dzięki pomyślnemu zastosowaniu einsteinowskiej unitarnej teorii pola. Allende twierdzi, że okręt i jego załoga byli niewidzialni w czasie trwania eksperymentu. Wielu członków załogi zamieniło się w żywe pochodnie, inni dostali pomieszania zmysłów i umieszczono ich w zakładach dla obłąkanych, gdzie spędzili resztę życia. Zgodnie z relacją Allena-Allende, ten fantastyczny eksperyment miał miejsce w październiku 1943 roku.[9]

Powodem napisania tych listów przez Allende do Jessupa był apel tego ostatniego skierowany do swych czytelników o wywarcie presji na rząd w celu dalszych badań nad unitarną teorią pola, która mogłaby nam otworzyć oczy na naturę grawitacji, NB, co było sprzeczne z punktem widzenia Allende, który twierdził, ze byłoby to szkodliwe dla Ludzkości i odciągał od tego Jessupa. Trzej tajemniczy autorzy zapisków okazali się być Cyganami, zaś same zapiski były wykonane w narzeczu Cyganów.[10]

Pokuśmy się o pytanie: co łączy Cyganów (czy chociażby kilku z nich) z nieznanymi rejonami naszej planety? Autor w swej książce wyraźnie unaocznił nam, że Cyganie są zdegenerowaną rasą Niebian i co jest całkiem możliwe, wielu z nich zachowało swą etyczną postawę.[11] Interesującym jest fakt, że w ograniczonym wydaniu książki Jessupa, ONR twierdzi, że ci trzej tajemniczy autorzy robią co chwilę dygresje do dwóch ludzi lub dwóch ras ludzkich: LM i SM.[12] LM są nastawieni pokojowo, SM – nie. swoją drogą klasyfikacja LM i SM jest zagadkowa. Kim są Wysocy – LM, a kim są Niscy – SM? Cóż to może oznaczać, wszak chyba nie o wzrost tu idzie?

We wstępie do niej ujrzał światło dzienne fakt zamieszkania tychże istot na ziemi niczyjej, co może oznaczać wszystko – nawet dno oceanu. Wszak widziano już NOL-e wpadające w fale oceanu i wylatujące z nich oraz poruszające się pod wodą i znane jako Nieznane Obiekty Podmorskie... Można by zapytać ONR, dlaczego mieli oni takie kłopoty z wydaniem, ograniczonego przecież nakładu, książki Jessupa?

A teraz cofnijmy się w czasie o ponad stulecie – do roku 1897. W tym roku wydarzyło się coś, co dzisiaj określiłoby się, jako „falę” doniesień o NOL-ach. Tysiące ludzi w różnych stanach USA widziało statki powietrzne – sterowce – przy czym należy dodać, że pierwszy sterowiec hr. Ferdynanda von Zeppelina wypróbowano i oblatano dopiero w 1900 roku. Prototyp ten osiągnął prędkość lotu ok. 30 km/h i przebył dystans ok. 5,5 km zanim wylądował po awarii sterów uniemożliwiającej dalszy lot. Natomiast wielki czarny statek powietrzny zaobserwowano na trzy lata przed opisywanymi powyżej wydarzeniami – lotem pierwszego Zeppelina – a było to w Kansas City, MO.[13] Widziało go ponad 10.000 osób! Poruszał się on szybko, potem zawisł nad miastem na jakieś 10 minut, a następnie błysnął białymi i zielonymi światłami i wystrzelił w Kosmos. Sterowiec ten był o całe niebo lepszy, niż późniejszy prototyp hr. Zeppelina.[14] A i tak w czasie I Wojny Światowej niemieckie sterowce miały szalone kłopoty z powrotem z nocnych rajdów bombowych z Anglii do Niemiec.[15]

Istnieją dwa aspekty tej historii z roku 1897: po pierwsze – ten sterowiec poruszał się na ogromnej wysokości i był widziany na ogromnym obszarze w tym samym czasie. Potwierdza to ogromne dossier wycinków prasowych z tego okresu; po drugie – przelot sterowca nad kilkoma miastami takimi, jak Kansas City był techniczną demonstracją siły i umiejętności konstruktorów tego statku powietrznego. Dano nam wyraźnie do zrozumienia, że mamy do czynienia z ludźmi o wyższym rozwoju technicznym, niż nasz własny. Mówi nam o tym wyraźnie pułap i prędkość lotu tego aparatu. Są na to dwa przykłady: pierwszy z nich dotyczy sterowca wymagającego naprawy, a drugi przyjęcia wody i jedzenia przez nieznanych lotników. A oto streszczenie artykułu pt. „The 1897 Story” zamieszczonego na łamach FSR przez Jerome’a Clarka i Luciusa Farisha[16]:
Prawie w tym samym czasie, wieczorem 11-tego, ludzie z rejonu Niles widzieli wielki, jaśniejący obiekt oraz sterowiec, który ukazał się w Pine Lake w parę dni później, zgodnie z niewiarygodnym oświadczeniem Williama Megiverona.

Oświadczył on Lansingowi ze >>State Republican<<, że w nocy 15-tego został on obudzony stukaniem do okna, a kiedy je otworzył, to oślepił go potężny strumień światła. Wychodząc na zewnątrz usłyszał dochodzący z góry głos, który mu wyjaśnił, iż pochodzi ono ze statku powietrznego, który wisi powyżej ławicy chmur. Ławica ta utrzymywała się już od południa. Do statku strzelano z dubeltówek i uszkodzono w ten sposób jedno skrzydło. (?) Lotnicy naprawili je do tego czasu, a potem głos poprosił go o... cztery tuziny[17] kanapek z jajkiem i kociołek kawy dla załogi. Potem Megiveron otrzymał wielki pojemnik zawierający kanadyjskie ćwierćdolarówki, stanowiący zapłatę za usługę. Po załadowaniu go kanapkami i kawą pojemnik powędrował w górę.

Świadek sądzi, że obiekt ten wisiał na wysokości około 100 m, a jego długość wynosiła 900 m! Jedno, co może powiedzieć na pewno, to tylko to, że obrys statku wyznaczały silne światła, które powodowały to, że wszystko na dole było jasno oświetlone a giorno, natomiast wszystko w górze było ciemne, jak nocne niebo w czasie cyklonu.

Incydent ten przywodzi na myśl inny, już współczesny, którego bohaterem jest Joe Simonton, 60-letni hodowca kur z Eagle River, WI.[18] Przypadek ten w świetle przeżyć Megiverona wart jest przytoczenia, bowiem występuje w nim także aspekt „żywnościowy”, prawdę powiedziawszy – mocno podejrzany:
18 kwietnia 1961 roku, około godziny 11:00, Joe usłyszał głos przypominający ryk silnika rakietowego i ku swemu zdumieniu ujrzał on latający spodek, który spadał na jego pole na prawo od jego chałupy. Trochę go to zdumiało, bowiem jego goście zazwyczaj awizowali swe wizyty, a on sam nie miał w zwyczaju wpuszczać byle kogo na swoją farmę. Wyszedł więc z domu i podszedł do NOL-a. Wewnątrz ujrzał on trzech ludzi ubranych na ciemno. Jeden z nich podał mu czajnik gestem prosząc, by nalał doń wody. Joe spełnił jego życzenie. Później, wciąż stojąc przy NOL, obserwował jednego z „ludzi” zajmującego się gotowaniem na czymś, co przypominało piecyk mikrofalowy. Wręczył on Joemu cztery „placki”, zaś w chwilę później talerz wystartował i znikł mu z oczu w czasie sekundy.

Joe zjadł jeden „placek” i powiedział później, że smakował mu on, >>jak tektura<<. Kolejny placek wręczył dr Hynekowi, trzeci posłał do NICAP, a ostatni zostawił sobie na pamiątkę i ma go do dziś dnia. Analizy wykazały, że placki zrobiono z kukurydzy i mąki pszennej oraz z innych zwykłych składników, ale typ mąki pszennej użyty do niego jest nieznany...[19]

A teraz powróćmy do roku 1897. Co miała na celu prośba o jedzenie i kawę w przypadku Megiverona? Krótka odpowiedź: Oni byli głodni i spragnieni – to oczywiste. A co było za drugim razem? Czy widzicie podobieństwo? Ależ tak! Oni są po prostu podobni do nas pod względem wyglądu i sposobu życia! Powiedzieliśmy tutaj, że Oni pochodzą z tej samej planety, co my – względnie Ich korzenie są w tej samej naszej Ziemi i wszystko wskazuje na to, że tak właśnie jest.[20] Zachodzi więc całkowita sprzeczność z relacjami o poczynaniach prawdziwych Kosmitów.[21] I w tym właśnie miejscu pozwolę sobie ujawnić inny, dziwny aspekt ufozjawiska zauważony w czasie ostatnich 20 lat.

W wielu przypadkach kontaktów z Istotami z innych światów stwierdzono, że Istoty te mówiły po niemiecku lub podobnie, tzn. mówiły językiem fonetycznie przypominającym język niemiecki, ale nie po niemiecku. Jednym z tych, którym przyszło to do głowy, jest Reinhold Schmidt, który jest obywatelem amerykańskim, ale miał niemieckich przodków, jak to wynika choćby z jego imienia i nazwiska.[22] Schmidt był kupcem zbożowym i mieszkał w Bakersfield, CA. 5 listopada 1955 roku, w pobliżu Kearney, NE, jadąc samochodem został nagle zatrzymany jego silnik – widoma odznaka bliskości UFO – i wtedy w odległości ok. 18 m od swego samochodu odkrył obecność NOL-a o wymiarach 30 x 4,3 x 4,5 m. Obiekt ten stał na czterech „nogach”, a kiedy podszedł do niego, to oddzieliły się odeń dwie osoby poruszające się dziwnie – jakby ślizgając się po ziemi. Pozwoliły one Schmidtowi na wejście do NOL-a, w którym znajdowały się jeszcze dwie kobiety. Tam mu powiedziano, że nie uczynią mu żadnej krzywdy, i dowie się wszystkiego w krótkim czasie. Wszystko to wyglądało na jakąś naprawę – tu aparaty, tam przewody, mnóstwo pracy i krzątaniny. Widocznie było to awaryjne lądowanie. Kiedy ukończono naprawę, Schmidt został poproszony o opuszczenie NOL-a, który po chwili wystartował w niebo. Zgłosił on ten fakt władzom, no i zabrali się zań specjaliści z USAF. Oczywiście konkluzją speców był... obłęd. Schmidt był wariatem i umieszczono go w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.[23] I wszystko byłoby OK., gdyby nie mały drobiazg – otóż na miejscu tego CE4 znaleziono plamy jakiegoś smaru czy też ropy naftowej. Schmidta zwolniono i mógł on o swych przeżyciach mówić publicznie. To, co on opowiedział, nie zasługuje na przejście ponad tym do porządku dziennego. A opowiadał o tym, czego dowiedział się na pokładzie NOL-a. jedno jest jasne: trzej osobnicy, którzy straszyli Bendera też zawisali i ślizgali się – i nikt nie posądzał go o maniactwo.

Jakie więc wnioski możemy wysunąć ze spostrzeżeń nad językiem Przybyszów? Pewien korespondent zamieszkujący w Niemczech przekazał mi informacje o tym, że istnieje pewna stara księga, którą opublikowano w Hamburgu, a w której mówi się o tym, że język Atlantydów był oparty na językach germańskich – no, raczej może było na odwrót – to języki germańskie oparte są na języku używanym w Imperium Atlantydzkim. Być może jest to pobożnym życzeniem autora będącego Niemcem, tym niemniej jest to fakt godzien odnotowania.[24]

Powyższe opiera się na przekonaniu, że w czasie katastrofy Atlantydy, kilkunastu jej mieszkańców zeszło do jaskiń w planetarnym podziemiu, innymi słowy mówiąc – do wcześniej przygotowanych na taką ewentualność schronów.[25]

W swej wcześniejszej książce pt. „Men Among Mankind”[26] wskazałem na to, że Posei-don ( po grecku: Potei-don) albo Poseidia była ostatnim fragmentem lądu Atlantydy, który zatonął najpóźniej.[27] Wyspa ta została nazwana id imienia boga mórz Dona lub Dana – będącego jego imieniem – oraz prefiksu Posei lub Potei – będącego jego tytułem. W tej książce prześledziłem drogi rozbitków z Atlantydy po Europie, m.in. w tej jej części, gdzie obecnie znajdują się kraje germańskie. Takie europejskie rzeki, jak Don czy Dunaj[28] noszą imiona władcy mórz.[29] Tak więc wyjaśniałoby to, dlaczego Przybysze posługują się właśnie takim językiem – zakładając, że są Oni po prostu potomkami Atlantydów, którzy po zagładzie swego Imperium znaleźli się w Europie.[30] Jest to także pewna poszlaka w sprawie zamieszkałego wnętrza Ziemi.[31]

Wielu ufologów przeczytało słynny bestseller Richarda S. Shavera traktujący o nieznanej rasie żyjącej w środku Ziemi.[32] Kilka lat temu magazyn „Life” poświęcił 8 stron Tajemnicy Shavera. Kiedy opublikowano ja po raz pierwszy, tysiące ludzi przysłało listy do wydawców tego magazynu, w których zapewniały o tym, że oni byli także niepokojeni przez istoty z wnętrza Ziemi. Shaver twierdził, że w podziemiu planetarnym istnieje cywilizacja, która zeszła do niego z Atlantydy ponad 12.000 lat temu. Pisał on także o dwóch rodzajach istot: Deros i Teros. Derosowie są zdegenerowani, a Terosowie bardziej rozwinięci w porównaniu z ludźmi. Czy to nam coś przypomina? Czy nie przypomina to zapisków w książce Jessupa mówiących o dwóch rasach: LM i SM? Wszak LM byli określani jako istoty pokojowe i można ich porównać z shaverowskimi Terosami, podczas gdy SM będący bardziej nieprzyjaznej natury kojarzą się z Derosami. Tak zatem jest bardziej, niż możliwe, że istnieją tutaj 2 rodzaje obcych ras, zamieszkujących otoczenie naszej planety – ras – z których jedna jest nam nieprzyjazna, a druga nie.[33] Możliwe, że osoby kontaktujące się z panią Appleton i mówiące do niej z twardym akcentem były Terosami czyli LM. Podając miejsce, z którego przybywają – Wenus – pragnęli zachować w tajemnicy miejsce swego bytowania. Także Cyganie, którzy poczynili notatki w książce Jessupa byli również Terosami czy LM, lub Ich agentami działającymi na powierzchni Ziemi.

Jednakże żadne z tych Istot nie są prawdziwymi Kosmitami, Ludźmi Nieba, odwiedzającymi nas na przestrzeni wieków, i którzy są wśród nas. Oni wciąż są wśród nas, nawet w chwili obecnej, jednak z przyczyn, które omówię później, trzymają się na uboczu, śledząc jednak z wielką uwagą to, co się u nas dzieje na ziemskiej scenie.

Jednocześnie wciąż obserwujemy NOL-e i w miarę upływu czasu zobaczymy i usłyszymy o Nich jeszcze więcej...

a


[1] C. Allingham – „Flying Saucers from Mars”, Londyn 1954.
[2] H. Oberth – FSR, vol. 1, nr 2/1955.
[3] Jak wykazują badania ufologów, w tym także polskich (m. in. K. Piechota, B. Rzepecki), ufozjawisko jest tak stare, jak stara jest Ludzkość, a po 1947 roku zaczęto je dopiero dostrzegać i traktować serio – uwaga tłum.
[4] Aktualnie liczba znanych nam wybuchów gwiazd Nowych i Supernowych jest o wiele większa dzięki temu, że nauczyliśmy się wyróżniać mgławice powybuchowe i mamy kosmiczne teleskopy o dużej rozdzielczości oraz zupełnie nowe techniki detekcji i badania tych obiektów – uwaga tłum.
[5] Analizą tego rodzaju możliwości zajął się amerykański pisarz-fantasta Kim Stanley Robinson w swej powieści pt. „Antarktyka” (Warszawa 2000), w której ukazuje taką  społeczność ludzką, która odizolowała się od Ludzkości i zamieszkała na Antarktydzie – uwaga tłum. 
[6] Ludności Siti-Rom – przyp. tłum.
[7] Teozofowie wysuwają hipotezę, że Romowie są uciekinierami z mitycznej, podziemnej krainy Shamballi-Agharty, skąd wynieśli umiejętności przewidywania przyszłości z kart i wróżenia z rąk i twarzy. U nas pisał o tym F. A. Ossendowski w swej bestsellerowej książce pt. „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów”, (Poznań 1923, Białystok 1991) – uwaga tłum.
[8] Office of the Naval Researches – Biuro Badań Marynarki Wojennej USA – amerykański techniczny wywiad morski – przyp. tłum.
[9] Był to tzw. „Eksperyment Filadelfia” lub „Eksperyment Filadelfijski”, który rzekomo miał miejsce w dniu 16 października 1943 roku, a którego przedmiotem był eskortowiec (nie niszczyciel, jak podają różne źródła) USS Eldridge, numer taktyczny DE-173 (niszczyciele miały numery taktyczne poprzedzone prefiksem DD). Okręt ten miał się stać niewidzialny dla wrogich obserwatorów i urządzeń radiolokacyjnych. Najprawdopodobniej był to – według Lucjana Znicza-Sawickiego – „celowany rykoszet”, operacja mająca na celu dezinformowanie i zastraszenie władz III Rzeszy i ZSRR, a która potem została wymierzona w dr Morrisa K. Jessupa i ufologów, w celu ich ośmieszenia i skompromitowania. Sam dr Jessup popełnił w końcu dziwne samobójstwo zatruwając się spalinami silnika samochodowego we własnym garażu. Wydarzenia te zostały sfilmowane w Hollywood, gdzie powstał szmirowaty film sensacyjno-fantastyczny pt. „Eksperyment FILADELFIA”. Dowody na prawdziwość powyższej hipotezy przedstawiłem w 3 rozdziale mojej pracy pt. „WUNDERLAND 3: Mały Apokryf” (Jordanów 2003 – na prawach rękopisu) – uwaga tłum.
[10] To stwierdzenie zakrawa na bzdurę, bowiem wątpliwe jest to, że w narzeczu Romów znajduje się odpowiednie słownictwo do opisania OTW i STW, nie mówiąc już o szczegółowych opisach technicznych – uwaga tłum.
[11] Trudno w to uwierzyć, chociaż z drugiej strony niektóre baśnie cygańskie wskazują na to, że ukryta w nich może być dawna i wielka wiedza z poprzednich cywilizacji – przyp. tłum.
[12] W oryginale Long Men i Short Men.
[13] „Chicago Record” z dnia 02.04.1897 r.
[14] M. Jesenský – „UFO nad Dzikim Zachodem” w „Nieznanym Świecie” i książce „Zahady XIX stoleti” (Ústi nad Labem, 1999), NB, motywem „szalonego naukowca” w kontekście tych wydarzeń posłużono się w filmie komediowym pt. „Bardzo Dziki Zachód” wspomnianego już tutaj B. Sonnenfelda, gdzie sterowiec zastąpiono ogromnym mechanicznym pająkiem – przyp. tłum.
[15] Autor przesadza, bo tak naprawdę sterowce były bardzo groźną bronią, o czym Ententa przekonała się dobitnie w opisywanym czasie. Sterowce mające pułap lotu do 10.000 m były właściwie niedosiężne dla ówczesnych tłokowych samolotów myśliwskich i małokalibrowej artylerii plot., a do tego ich wysoki payload pozwalał na dokonywanie terrorystycznych bombardowań otwartych miast właściwie bez strat własnych – zob. także: antologia „Ludzie przestworzy”, Warszawa 1926, gdzie zamieszczono ciekawe relacje lotników niemieckich i brytyjskich na ten temat – uwaga tłum.
[16] J. Clark i L. Farish – FSR, vol. 14, nr 5/1968.
[17] Czyli 48 sztuk – przyp. tłum.
[18] C. Lorenzen – FSR, wydanie specjalne, październik-listopad 1966.
[19] Widziałem ten placek – wyglądem swoim przypomina on dość dokładnie zwykły, polski placek ziemniaczany – uwaga tłum.
[20] Autor nie bierze pod uwagę trzeciej możliwości, a mianowicie tej, że Oni są po prostu ludźmi z innych czasów: z dalekiej Przeszłości lub dalekiej Przyszłości, zaś UFO są pojazdami czasowo-przestrzennymi. Powyższe przykłady stanowią bardzo mocny dowód na poparcie tej hipotezy... – uwaga tłum.
[21] W świetle teorii podanej w poprzednim przypisie, sprzeczność ta nie istnieje, bowiem opanowując technologie chronomocyjne przestaje istnieć problem ogromnych dystansów przestrzennych, a zatem Oni są w stanie opanować Galaktykę stając się niejako Hominis sapientis galacticus – uwaga tłum.
[22] C. Lorenzen – ibidem.
[23] Ta nader skuteczna metoda zamykania ludziom ust stosowana była przede wszystkim przez radziecki KGB wobec dysydentów i innych osób nieprawomyślnych, aż do końca istnienia tej instytucji, tj. do 1991 roku – przyp. tłum.
[24] Ciekawe spostrzeżenia na naturę protojęzyka, którym mówiono na Ziemi  kilka tysięcy lat temu, rzuca polski uczony prof. dr hab. Benon Zbigniew Szałek ze Szczecina, który w swych pracach, m.in. „Korzenie Wyspy Wielkanocnej” (Warszawa 1996) i wielu artykułach w „Nieznanym Świecie”, „Czwartym wymiarze” i in. czasopismach, twierdzi, że język ten i pismo zostały stworzone w Dolinie Indusu – gdzie wedle niektórych podań znajdowało się jedno z centrów Protocywilizacji Drawidyjskiej, zmiecionej z powierzchni Ziemi wybuchami jądrowymi kilka tysięcy lat przed Chrystusem – uwaga tłum.
[25] Zob. Al. Mora – „Atomowa wojna bogów”, Lublin 1979-80, Kraków 2003 – przyp. tłum.
[26] B. le Poer-Trench – „Men Among Mankind”, Londyn 1962, w wydaniu amerykańskim „Temple of the Stars”, Nowy Jork, 1962.
[27] Zob. R. K. Leśniakiewicz, W. Leśniakiewicz – „ZAGŁADA ATLANTYDY: Winna cykliczna >>plama gorąca<<?” na stronie internetowej CBUFOiZA. W artykule tym postawili oni hipotezę, że Atlantyda znikła pod wodami Atlantyku wskutek cyklicznej minimalizacji aktywności tamtejszej plamy gorąca, który wypychał ja z dna morskiego na powierzchnię. Autorzy sugerują, że po osiągnięciu maksimum cyklu, Atlantyda ponownie pojawi się po atlantyckiej stronie Cieśniny Gibraltarskiej – przyp. tłum.  
[28] W innych językach: Dunaj (słow.), Duna (węg.), Dunǎrea (rum.), Danube (ang.), Donau (niem.), Dunav (horw.) czy Danubius (łac.) – przyp. tłum.
[29] Także i nasz Dunajec ma rdzeń wspólny z Donem i Dunajem, co nie powinno nas dziwić, bowiem te rejony naszego kraju zamieszkiwała kiedyś ludność pochodzenia celtyckiego, którą – wedle Autora – stanowili uciekinierzy bądź koloniści z Atlantydy  – przyp. tłum.
[30] Na terenie południowej Polski znaleziono ślady kultur liczących sobie co najmniej 6.000 lat, co oznaczałoby, że były to już plemiona powstałe późno po zagładzie Imperium, kiedy ledwie tliła się w ludziach pamięć o jego rozkwicie i upadku... – przyp. tłum.
[31] Zob. A. Maclellan – „Zaginiony świat Agarti” Warszawa 1997 i „Tajemnica Pustej Ziemi”, Warszawa 1999 – przyp. tłum.
[32] „The Shaver Mysteries” w „I remember Lemuria”, marzec 1945.
[33] We współczesnej ufologii kojarzą się one ze Skandynawami i Szarakami – przyp. tłum.