czwartek, 3 stycznia 2013

OPERACJA ZIEMIA (10)


ROZDZIAŁ IX – MiB: Ludzie w Czerni


Na bazie poprzednich rozdziałów możemy stwierdzić, że NOL-e są przyjacielskie, nieprzyjazne, obojętne, albo stanowią mieszaninę tych cech. Używając przenośni można powiedzieć, że kocioł ten jest jeszcze wciąż jednym wielkim materiałem wybuchowym, zaś tajemniczy MiB[1] pozwalają sobie na „wyciszanie” ludzi, którzy widzieli coś, co było im zabronione.

Popatrzmy na tą sytuację i wczujmy się w jej dziwność. Dorośli w dzieciństwie bawili się w Indian i kowbojów, policjantów i złodziei. Nastolatki łączyły się w bandy i gangi nawzajem się zwalczające. Istoty myślące – siebie tu mamy na myśli – lubią atmosferę tajemniczości i grozy znajdując przyjemność w identyfikowaniu się z agentami i detektywami. Stąd fenomenalne powodzenia filmów o nieustraszonym agencie Jej Królewskiej Mości o numerze 007 Jamesie Bondzie i jemu podobnych herosach „cichego frontu” Zimnej Wojny, stąd także szalone powodzenie filmów z gatunku horror, weird  i thriller stories... Patrząc na tą sprawę przez taki pryzmat rozumiemy, jak bardzo prawdziwe jest to stwierdzenie. Swoja drogą młodzi ludzie naczytawszy się historii o „uciszaniu” ufologów, wyobrażają sobie niestworzone rzeczy i opowiadają różne brednie o nocnych telefonach i innych tego typu sensacjach. Pragnienie wzięcia udziału w zabawie w lepszych i gorszych może być nieprzezwyciężone. Tak więc aktywność Ludzi w Czerni bierze się z takiej głupiej naiwności ludzi o wybujałej, a czasem wręcz chorej wyobraźni.

A jednak...

A jednak pomimo powyższego stwierdzenia należy przyznać, że bardzo realną kwestią jest faktyczne istnienie Ludzi w Czerni oraz ich prawdziwa działalność na tej planecie. We wszystkich swoich publikacjach zawsze podkreślałem, że Kosmici są nastawieni przyjacielsko do Ludzkości, i wciąż z całą mocą to akcentuję. Tymczasem jednak rozpatrzmy pierwszy przypadek związany z działalnością MiB.

We wrześniu 1953 roku, Albert K. Bender – przewodniczący International Flying Saucer Bureau został odwiedzony w swym domu w Bridgeport, CN, przez trzech ubranych na czarno osobników. Bender właśnie ogłosił, że w następnym wydaniu jego magazynu „Space Review” zostanie wydrukowany artykuł na temat Latających Spodków i ich sekretowi.[2] Ludzie w czerni mieli przy sobie ten artykuł i solidnie nastraszyli Bendera, że ten ostatni już nigdy nie wziął udziału w żadnym stowarzyszeniu badającym NOL-e.[3]

Tymczasem w dalekiej Australii, Ludzie w Czerni posunęli się do terroryzmu. Pewnego dnia przewodniczący Australian Flying Saucer Bureau Edgar Jarrod został obudzony przeraźliwym hałasem. Gdy wyszedł przed dom, nie zauważył niczego niezwykłego, ale za to został obezwładniony falą duszącego smrodu. Następnego dnia zauważył kręcących się w pobliżu jego domu dwóch na czarno odzianych mężczyzn w czarnym samochodzie. W grudniu 1953 roku, Jarrod został nawiedzony przez MiB, który nastraszył go potężnie i zmusił do milczenia.

Inny znowu badacz, kolega Jarroda i Bendera – przewodniczący organizacji Civilian Saucer Investigation of New Zealand Harold Fulton również został nawiedzony przez dziwne zjawiska. NB, wszyscy trzej ufolodzy byli zaangażowani w dyskusję korespondencyjną zainicjowaną przez Bendera na temat powiązań NOL-i z Antarktyką i Antarktydą.[4] Otóż w tym samym czasie, kiedy Jarrod był torturowany hałasem i smrodem, Fulton i jego żona również zaczęli doznawać wątpliwej „przyjemności” tego samego rodzaju, z tym jednakże, że nie byli oni nagabywani przez MiB.

Działalność MiB datuje się od 1947 roku, aczkolwiek mogli oni działać jeszcze wcześniej, ale nikt nie zwrócił na to uwagi. Jeden MiB odegrał kluczową rolę w tzw. Incydencie nad Maury Island. Niezwykłe to wydarzenie miało miejsce w dniu 21 czerwca 1947 roku, dokładnie na 3 dni przed słynna obserwacja NOL-i dokonaną przez Kennetha Arnolda nad Górami Kaskadowymi, WA, co – jak powszechnie wiadomo – zapoczątkowało zainteresowanie Ludzkości NOL-ami.

Funkcjonariusz policji portowej[5] w Tacoma, FL[6], Harold A. Dahl przepływał swoja łodzią patrolową w pobliżu Maury Island. Poza nim w patrolówce znajdowały się dwie osoby, nie licząc syna Dahla i jego psa.[7] Nagle sterujący łodzią Dahl zobaczył coś, co później opisał jako sześć dużych, podobnych do bochna chleba „samolotów”. Użycie słowa „samolot” w tym kontekście jest nader interesujące, bowiem Kenneth Arnold użył od razu słów „latające spodki”. Każdy z tych tworów miał około 30 m średnicy i otwór pośrodku, co upodobniało go do ogromnego pączka.[8] Pięć z nich krążyło dookoła szóstego, który znajdował się w środku formacji. Wyglądało na to, że znajdował się w opałach, bowiem szybko tracił wysokość. Dahl zbliżył się do brzegu i wykonał kilka zdjęć zjawiska. Nagle środkowy obiekt zniżył się na wysokość około 150 m nad lustrem wody i eksplodował rozlatując się na setki metalicznych odłamków. Eksplozji towarzyszyła głucha detonacja. Odłamki raniły syna Dahla w ramie i zabiły psa. Kiedy opadł ten niezwykły deszcz metalu, wszystkie sześć obiektów podniosło się w górę i odleciało w kierunku morza, bowiem centralny obiekt wyglądał na nieuszkodzony. (!!!) Następnego dnia Dahla odwiedził jakiś elegancki dżentelmen ubrany na czarno. Ponieważ godzina była wczesna, udali się samochodem do małego bistro na śniadanie. I wtedy właśnie Dahl przeżył niemały wstrząs, kiedy stwierdził, że MiB zna wczorajsze zajście w najdrobniejszych szczegółach. „Gość” zakończył swą relację stwierdzeniem, że byłoby lepiej dla Dahla i jego rodziny, gdyby zapomniał o całym zajściu i z nikim na ten temat nie rozmawiał. Dahl nie przejął się pogróżką i wtedy wydarzyła się cała seria tajemniczych wypadków, włączając w to śmierć dwóch oficerów A-2[9], którzy mieli zbadać tą sprawę. Mogło to mieć związek, ale oczywiście nie musiało, z odwiedzinami Człowieka w Czerni.[10]

Seria tajemniczych wydarzeń miała także miejsce w Europie. Robert A. Stiff i Jerome Clark w swym artykule „The Silencers at Work”, opublikowanego na łamach „The Allende Letters”, opisali sprawę Antonia d’Arteigi – pracownika włoskiego Biura ds. Badań NOL-i, który otrzymał dwa tajemnicze telefony od anonimowego rozmówcy. [11] Autorzy twierdzą, że d’Arteiga zaprzestał jakiejkolwiek działalności badawczej. Podobnie, jak w przypadku zachodnioniemieckiego badacza NOL-i – Karla Veicha – który miał także paskudne przejścia z udziałem MiB. Veich z zawodu aptekarz, przygotowywał właśnie raport o obserwacji NOL-a, skierowany do włoskiej grupy badawczej. Nagle zadzwonił telefon i nieznany głos w słuchawce ostrzegł go przed wysyłaniem tego raportu. Pomimo tego, Veich wysłał ten raport w czasie dojazdu do pracy. Około południa, jakiś ciemno odziany człowiek wszedł do apteki i zażądał aspiryny. Kiedy aptekarz sięgnął po słoik dziwny przybysz zapytał: Dlaczego pan nas nie posłuchał panie Veich? Poczym dodał, że wie, iż raport został wysłany, ale jego organizacja zdołała go przechwycić i opuścił aptekę. Veich wybiegł na ulicę i zobaczył znikający za rogiem tył samochodu. Czarnego samochodu. A raport? Raport Veicha nigdy nie dotarł do centrali IUFOB we Włoszech...

Słynny pisarz John A. Keel w artykule opublikowanym w magazynie „Saucer News” stwierdza, że w USA zostało uciszonych tysiące ludzi, a następne tysiące mogą być uciszone do końca 1967 roku.[12] Keel podsumował wyniki śledztwa w tej sprawie i dokonał zdumiewającego odkrycia, że w wielu przypadkach stwierdzono psychiczne i parapsychiczne fenomeny typu poltergeist, co jest zgodne z relacjami Bendera, Jarroda i Fultona.[13] Poza tym MiB posługują się starymi modelami buicków, cadillaców i lincolnów, jednakże te stare wozy mają nowiuteńką tapicerkę wnętrz.[14]

„Sunday Telegraph” z dnia 5 lutego 1967 roku podaje historię, która wydarzyła się w USA (lub gdziekolwiek indziej), dotyczącą wyciszenia jednego ze świadków przelotu NOL-a, przez człowieka w mundurze oficera USAF i podającego się za pracownika pewnej rządowej agencji. Posiadał on przy tym wszelkie odpowiednie pełnomocnictwa. Historię tą firmował płk George P. Freeman – rzecznik prasowy Pentagonu dla Projektu BLUE BOOK.[15]
- Przebadaliśmy wiele takich relacji – oświadczył płk Freeman – i w żaden sposób nie łączymy tych ludzi z USAF...

Kim są te dziwne Istoty, które uciszają ludzi na całym świecie? Kim są ci ludzie, którzy mają taki łatwy dostęp do mundurów wojskowych i rządowych pełnomocnictw?[16] Kim są ci Ludzie w Czerni i co tutaj robią???[17]

a


[1] MiB – Men in Black – dosł. Ludzie w Czerni – przyp. tłum.
[2] „Space Review” nr 9/1953.
[3] Jest to tylko niewielka część sprawy Benera – przyp. red.
[4] Najprawdopodobniej chodziło o amerykańską akcję na Antarktydzie znana pod kryptonimem OPERATION HIGH JUMP, z 1947 roku, w trakcie której Amerykanie wykurzyli z Antarktydy niedobitki hitlerowców, którzy ukryli się w swej bazie lub bazach na Neuschwabenladzie (Ziemi Królowej Maud) i Ziemi Peary’ego na Grenlandii przy płoni North-East Water. Zob. także – M. Jesenský i R. K. Leśniakiewicz – „WUNDERLAND: Pozaziemskie technologie Trzeciej Rzeszy”, Ústi nad Labem 1998, wyd. polskie Warszawa 2001 – uwaga tłum.
[5] Był to funkcjonariusz Straży Przybrzeżnej – przyp. tłum.
[6] Naprawdę chodziło o port Tacoma koło Seattle, WA – przyp. tłum.
[7] K. Arnold i R. Palmer – „The Coming of the Saucers”, Wisconsin 1952.
[8] Amerykańskie pączki mają kształt torusa, a nie lekko spłaszczonej kuli jak u nas – przyp. tłum.
[9] Wywiad Amerykańskich Sił Powietrznych (USAF) – przyp. tłum.
[10] Niestety, ta historia jest tylko „przykrywką”, (w którą uwierzono bez zastrzeżeń) do katastrofy samolotu specjalnego amerykańskiej Komisji ds. Energii Atomowej (AEC), który wiózł „gorące” popioły reaktorowe z rafinerii plutonu w Hanford, by zatopić je w Pacyfiku. Postępowanie to groziło nieobliczalną w skutkach katastrofą ekologiczną. Oczywiście AEC nie mogła pozwolić sobie na przeciek – wszak trwała Zimna Wojna - i dlatego zastraszała świadków całego wydarzenia, jednocześnie rozpuszczając bajeczkę o ufokatastrofie. Całość tego „incydentu” wyjaśnił John A. Keel w książce H. Evansa i J. Spencera – „UFOs 1947-1987: 40-years in a Search for an Explanation”, BUFORA 1987 – uwaga tłum.
[11] B. Steiger i J. Whitenour – „New UFO Breakthrough: The Allende Letters“, Londyn 1968.
[12] J. A. Keel – „Saucers News”, vol. 14, nr 3/1967.
[13] Tak nawiasem mówiąc, to dyskusja prowadzona przez nich na temat: UFO a Antarktyka i Arktyka, przypomina mi dość dokładnie jedno z opowiadań mistrza horroru i grozy H. Ph. Lovecrafta pt. „Szepczący w ciemności”, w którym bohaterowie też są szykanowani przez Przybyszy z planety transplutonowej. Czyżby więc Mistrz znał podobne sytuacje, które posłużyły mu za kanwę tego opowiadania? A może to Bender i spółka posłużyli się jego opowiadaniem do stworzenia współczesnego wariantu tej weird story? – uwaga tłum.
[14] J. A. Keel – FSR, vol. 14, nr 4/1968.
[15] „Sunday Telegraph” z dnia 05.05.1967 roku.
[16] W filmie komediowym pt. „Faceci w Czerni” Barry’ego Sonnenfelda, przedstawiono hipotezę głoszącą, że MiB są agentami federalnymi rządu USA, którzy zapewniają azyl i opiekę uchodźcom z innych cywilizacji naukowo technicznych – przyp. tłum.
[17] W Polsce znane mi są trzy wypadki spotkania z MiB, z czego dwa opisał Robert K. Leśniakiewicz w książce „Projekt Tatry”, Kraków 2002 – przyp. red.