poniedziałek, 7 stycznia 2013

OPERACJA ZIEMIA (12)


ROZDZIAŁ XI – Bliżej niż myślimy.

Mówiło się już wcześniej, że prawdziwi Kosmici, którzy w ciągu naszej historii przybywali i przybywają na Ziemię, są do nas przyjaźnie nastawieni. Jak zatem pogodzić z powyższym fakty spotkania z wrogo nastawionymi NOL-ami i wzrastającą obawą przed Ludźmi w Czerni? Koncepcja, którą tu przedstawię, nie jest oryginalna i była publikowana w wielu wariantach. Uważana była za „drogę wyjścia” dla polityków, a jednocześnie może ona stanowić pewne wyjaśnienie dla światowej aktywności MiB i „wrogości” NOL-i. Kilku pisarzy-naukowców podało klucz do tej tajemnicy, a byli to m.in. dr. Morris K. Jessup i Trevor James. W skrócie wygląda to następująco:

Ogromna większość NOL-i pojawiających się w naszej atmosferze jest niewyczuwalna naszymi zmysłami i ma swe pochodzenie z niewidzialnej „aury” otaczającej nasza planetę. Zgodnie z informacją z książki T. Jamesa pt. „They Live in the Sky” – „aura” ta rozciąga się na 200.000 km od powierzchni Ziemi. Jessup dodaje, że NOL-e operują tylko w systemie planety podwójnej Ziemia – Księżyc i przybywają z „przestrzennych wysp” tego obszaru. Wynika z tego, że NOL-e nie mogą opuścić tej przestrzeni, leżącej poniżej owego granicznego dystansu 200.000 km, tj. poza skorupą astralną naszej planety. Obaj autorzy są zgodni, co do tego, że ta skorupa astralna jest źródłem NOL-i.

Mistycy przez stulecia twierdzili i nadal twierdzą, że każdy przedmiot – obojętnie, żywy czy martwy – ma swego rodzaju otoczkę auryczną, czemu już nie zaprzecza oficjalna nauka.[1] W tej aurze są odzwierciedlone wszelkie cechy przedmiotu lub osoby. Aura nie kłamie! Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy, ale tak naprawdę, to jest nią aura. Wyobraźmy sobie, jak ciemną jest aura naszej planety!!!... I raczej trudno byłoby sobie wyobrazić piękne i eteryczne istoty zanurzone w niej...

Ivan T. Sanderson – znany biolog – w swej książce pt. „Uninvited Visitors” omawiał zdjęcia Jamesa. Twierdzi on, że najwięksi eksperci nie mogli zarzucić mu fałszerstwa. Zgodnie z informacjami Jamesa – mieszkańcy skorupy astralnej są bardziej rozwinięci technologicznie, ale ich poziom etyczno-moralny jest niższy od naszego. Potrafią Oni posługiwać się za to w wyższym stopniu zjawiskami typu psi. Wyglądałoby zatem na to, że Oni nie mogą zaatakować nas otwarcie, przynajmniej jeszcze nie teraz. Powyższe tłumaczy także niewyjaśnione zaginięcia i porwania ludzi, statków i samolotów.[2]

Mamy na to wiele dowodów, m.in. 5 grudnia 1945 roku, piątka samolotów TBM Grumman Avanger z bazy lotniczej US Navy w Forcie Lauderdale, FL, wyleciało na rutynowy lot szkoleniowy na trasie 160 mil na wschód od Wysp Bahama, potem 40 mil na północ i powrót do bazy.[3] O godzinie 15:45, dowódca lotu – por. pil. Charles Taylor[4] podał przez radio, że nie jest pewny swej pozycji, co było o tyle dziwne, bo wszystkie kompasy były sprawne przed startem. W 40 minut później następna wiadomość dotarła do bazy od zagubionych nad oceanem samolotów. Piloci wciąż szukali kursu do bazy. Wysłano więc załadowanego sprzętem ratunkowym PBY Martin-Marinera w celu sprowadzenia do bazy Avangerów lub uratowania ich załóg. Wysłano po pewnym czasie wezwania radiowe do wszystkich, ale nie otrzymano żadnej odpowiedzi, ani od zaginionej piątki Avangerów, ani od Martina-Marinera... Potem 20 okrętów i 200 samolotów czesały ocean do oporu. Bez żadnego śladu, bez żadnego znaku – nic! Żadna radiostacja nie odebrała sygnału MAYFAIR[5] czy MAYDAY albo SOS. W tym ekstremalnie dziwnym wydarzeniu zginęło bez śladu 6 maszyn i kilkanaście osób. A przecież wszyscy mieli kamizelki ratunkowe maewestki, i w krótkim czasie mogli wydostać się z tonących samolotów.[6]
Jak nam wiadomo, NOL-e mogą wpływać na pracę radia, kompasów i silników. Wygląda na to, że samoloty unieruchomiono w powietrzu, a następnie wciągnięto na pokład „statku-matki” przy użyciu pól siłowych czy strumienia promieniowania. Brzmi to wszystko fantastycznie, ale nie ma żadnego innego logicznego wytłumaczenia tego incydentu, a przecież jest jeszcze więcej relacji o porwaniach samolotów lub niewyjaśnionych ich zniknięciach właśnie w podobnych okolicznościach, jak w przypadku „Lotu 19”. Jest sprawą wysoce dyskusyjną, czy samoloty te zostały porwane przez NOL-a, w celu nawiązania z ludźmi przyjaznego kontaktu. Trzeba bowiem pamiętać o tym, że ludzi zmuszano do wejścia na pokład NOL-i i tam poddawano badaniom wbrew ich woli. Poza tym jest więcej przykładów działania „wrogich” NOL-i.

Jednym z nich jest incydent, który wydarzył się w listopadzie 1957 roku w miejscowości Itapu w Brazylii.[7] W tę listopadową noc, szczytową część fortyfikacji patrolowało dwóch żołnierzy. NOL pojawił się nagle i zawisł nad jedną z wież. I naraz z obiektu wystrzelił promień światła, uderzając falą żaru w obu wartowników, którzy poczuli, że pala się na nich mundury. Znany ufolog brazylijski dr Olavo Fontés wysunął na tej podstawie hipotezę, że był to atak strumieniem ultradźwięków. Światło rozjaśniło na moment resztę fortecy wywołując panikę, a później zgasło. Wtedy kilku żołnierzy mogło dostrzec błyski pomarańczowego światła, które ulatywały z ogromną prędkością. Wartownicy mocno poparzeni zostali zabrani do szpitala, a następnego dnia otrzymali oni rozkaz zabraniający im jakichkolwiek rozmów na temat tego wydarzenia!

Incydenty te są spowodowane przez nasze wybuchy nuklearne. Istoty zamieszkujące skorupę astralną obawiają się naruszenia równowagi obydwu continuów materii. W samej rzeczy nasze testy jądrowe i termojądrowe przyciągają Ich uwagę bardziej, niż inne obszary naszej działalności lub badania przestrzeni kosmicznej poza Układem Słonecznym.[8] Dlatego też Oni tak często patrolują naszą atmo- i hydrosferę. W wielu historiach opowiadanych przez kontaktowców pojawia się i namolnie powraca pytanie: Czemu wy wciąż używacie tych bomb?

Bieg wydarzeń sprawia, że w tej chwili, kiedy piszę te słowa, Argentyna znajduje się w przededniu wielkiej inwazji NOL-i, a swój osąd opieram na korespondencji nadchodzącej z tego kraju. Jednakże były wydawca „BUFORA Journal” – dr J. Cleary-Baker ma odmienny pogląd na tę sprawę, i tutaj pozwolę sobie zacytować jego myśli:
Żywię wątpliwości, czy interwencja (albo inwazja) będzie miała postać masowego lądowania wielkiej armady NOL-i, wyposażonych w >>promienie śmierci<< i inne ponure piekielności rodem z >>Wojny światów<< H. G. Wellsa. Raczej należy spodziewać się intensyfikacji wojny psychologicznej, wzrostu nacisku na umysły i świadomość mas ludzkich w celu   u w s t e c z n i e n i a   Ludzkości.[9]

Krótko mówiąc możliwe jest, że Istoty zamieszkujące naszą aurę planetarną – lub jak kto woli skorupę astralną – planują zniszczenie nas, ale nie poprzez siłę fizyczną, lecz mentalnie – poprzez wyzwolenie w nas wszelkich negatywnych cech naszego ID.

Wielu ufologów jest zdania, że Istoty te są już na Ziemi i bazują w jakichś odległych, a niezbadanych i bezludnych rejonach globu, jak np. Mato Grosso w Brazylii, czy w Himalajach. Istnieje także inna szkoła, której zwolennicy wskazują na niezbadane dotąd obszary Arktyki i Antarktyki. Wiele faktów obserwacji NOL-i stwierdzono właśnie na kontynencie Antarktydy. Kilka lat temu, kmdr Augusto Vars-Orrego z chilijskiej marynarki wojennej przebywał ze swą eskadrą na wodach Antarktydy. Naraz pojawiło się kilka NOL-i, które okrążyły jego okręty, a następnie poleciały w kierunku kontynentu. Wykonano wiele zdjęć tych obiektów.[10]

A teraz zreferuję teorię, którą konserwatyści traktują podobnie, jak teorię skorupy astralnej. Zacznę od tego, że kilka lat temu napisałem w FSR, że problem NOL-i jest ogromny, a napisałem to wiążąc ze sobą NOL-e i parapsychologię wraz z szeregiem niewyjaśnionych dotąd zjawisk. Nie jest dobrze, gdy problemy te rozpatrujemy li tylko z wąskiego punktu widzenia tzw. współczesnej nauki. Istoty, które przybywają do nas na pokładach Latających Talerzy, będące już to Kosmitami, już to Istotami niewiele od nas biologicznie zróżnicowanymi, doskonale wiedzą o tym, że jesteśmy ograniczeni naszą wiedzą i jej możliwościami.

Istnieje zatem alternatywna – do teorii skorupy astralnej – możliwość, że Ziemia przypomina ni mniej, ni więcej, tylko pusty w środku orzech z czasowo otwierającymi się przejściami do jej wnętrza w rejonie Biegunów (!!!) oraz to, że wnętrze Ziemi zamieszkuje jakaś podziemna rasa...
Wielu pisarzy-fantastów użyło tej koncepcji jako kanwy dzieł beletrystycznych i naukowych, jak np. Bulver Lytton w książce pt. „The Coming Race”, (Oxford 1871). Pisarz William Reed ukończył swą powieść „The Phantom of the Poles”, (Nowy Jork 1906), w chwili, kiedy Marshall B. Gardner napisał swoją „A Journey to the Earth’s Interior”, wydaną w Chicago, IL, 1920 (II wydanie), nie mówiąc już o Julesie Verne i jego kultowej powieści „La Voyage au la centre de la Terre” czy „Plutonii” I. Obruczewa.[11] Także słynny twórca postaci Tarzana Edgar Rice Borroughs opisał królestwo Pellucidaru leżące we wnętrzu naszej planety... Współczesnymi obrońcami tej Teorii Pustej Ziemi są Raymond Bernard – autor książki pt. „The Hollow Earth”, (Nowy Jork 1969), i amerykański publicysta Raymond A. Palmer, który w magazynie „Flying Saucers”[12] wyciągnął na światło dzienne pewien fakt z transarktycznego lotu adm. Byrda i Duffeka.[13] Otóż w pewnym momencie adm. Byrd oświadczył: Widziałem ten ląd! Ten ląd na Biegunie! Ten kraj jest centrum wielkiego nieznanego!...Zgodnie z relacją Byrda i jego towarzyszy, a podaną przez Palmera, ci – którzy przebywali na pokładzie jego samolotu – przeżyli coś zdumiewającego, a mianowicie widzieli oni: Wolny od lodów ląd, jeziora i góry, które pokrywały drzewa i monstrualne zwierzęta. Obserwację tą przekazali drogą radiową do bazy.[14] Zgodnie z naszą wiedzą drzewa nie porastają północnej Alaski, Syberii i Kanady, tak więc adm. Byrd nie mógł ich widzieć na terenach, nad którymi przelatywał.[15]

13 stycznia 1956 roku, samolot US Navy przeleciał 3.700 km ponad Arktyką, gdzie zaobserwował podobny fenomen. Palmer jest zdania, że Ziemia jest pustym orzechem otoczonym pasami Van Allena – Wiernowa, a loty tych samolotów odkryły wejścia do wnętrza Ziemi na obu jej Biegunach, gdzie te pasy nie występują.[16]

Co można zrobić z tą teorią? We „Flying Saucers Story” idea Pustej Ziemi została w zasadzie odrzucona, jako zbyt nieprawdopodobna i trudna do akceptacji. Jednakże nie można odrzucić jej całkowicie, jest ona bowiem prawdopodobna, jak każda inna.

Jak więc należy rozumieć wypowiedź Alberta Bendera po uciszeniu go przez trzech Ludzi w Czerni, która brzmiała właśnie tak: Zabrnąłem w fantazję i otrzymałem odpowiedź...[17] - a jednak NOL-e z wnętrza Ziemi, to fantastyka.[18] Bender i jego grupa byli przekonani co do tego, że NOL-e są czymś realnym i przybywają one do nas z głębokiego Kosmosu. Ale musimy też pamiętać, że Bender, Jarrold i Fulton opracowali teorię powiązań ufozjawiska z Antarktydą.[19] Być może odpowiedź, jaka otrzymał Bender była odpowiedzią ultymatywną i dotyczyła właśnie wnętrza Ziemi?... Nie znamy jej, i tylko Bender mógł ją podać. Ale jego książka wydana parę lat temu zbija nas z tropu i niczego nie wnosi do sprawy.[20]

Z drugiej zaś strony, hipoteza o Istotach zamieszkujących skorupę astralną jest równie fantastyczna. Na dobrą sprawę nie mamy żadnego przekonywującego dowodu na potwierdzenie lub zanegowanie obu tych hipotez. Taki pogląd głosi większość ufologów, jak np. Gordon Creighton, dr J. Cleary-Baker (BUFORA), John A. Keel, Jerome Clark, Lucius Farish i inni. A teraz popatrzmy na to z nieco innej perspektywy.

Charles Fort – zbieracz kamieni, ryb, żab i innych spadających z nieba przedmiotów i istot żywych, a także zdjęć obiektów, które my określamy mianem NOL-i, wypowiedział onegdaj pewne znaczące zdanie: My tu jesteśmy tylko rekwizytami...[21] Możliwe, że tak właśnie jest w rzeczywistości. Wszak pisałem w poprzednich rozdziałach, że to bogowie stworzyli istoty rozumne do własnych celów. Być może wciąż trwa „wojna w niebie”, a nasze umysły są negatywnymi śladami porażek i zwycięstw Niebian. Wszak wiadomo, że istnieje dualność umysłu ludzkiego, której przejawami jest rozróżnianie: dobro – zło, noc – dzień, czerń – biel, i wreszcie ego i ID. Możliwe, że zdegenerowanymi Istotami z niewidzialnych przestrzeni są właśnie MiB, których działalność ma na celu przejęcie kontroli nad mentalnością Ludzkości. Czy tak należałoby tłumaczyć ich działalność?

Ufolodzy przypuszczają, że Oni są wśród nas, a Ziemia jest scena gigantycznej konfrontacji Dobra i Zła. Musimy więc nabyć wiedzę o tym, jak chronić nasze człowieczeństwo utrzymując równowagę psychiczna i fizyczną. To jest najlepsza forma obrony w tych złych czasach. Jeżeli to zrobimy, wtedy Ludzie w Czerni nigdy nie przejmą nad nami władzy. Tak będzie!...

a


[1] Chodzi tutaj o zdjęcia w polu wysokiej częstotliwości, czyli tzw. „efekt Kirliana” – przyp. red.
[2] Zob. R. K. Leśniakiewicz – „UFO na granicy”, Kraków, 2000; i „Projekt Tatry” Kraków, 2002; gdzie opisuje on takie przypadki, które miały miejsce w Polsce – przyp. red.
[3] H. T. Wilkins – „Flying Saucers on the Moon”, Londyn, 1954
[4] Wg innych źródeł Charles Taylor był kapitanem – przyp. tłum.
[5] Sygnał o treści: „mam kłopoty” – uwaga tłum.
[6] Badania USAF wykazały, że samoloty te tonęły w czasie 45 sekund od momentu wodowania, a więc w czasie wystarczającym do ewakuowania się z nich nawet rannych pilotów. Incydent ten ma bogatą literaturę także w Polsce, w latach 1977-1990. Pisali o nim w swych książkach m.in. Arnold Mostowicz, Lucjan Znicz-Sawicki, Maciej A. Janisławski, Lech Niekrasz i Aleksander Grobicki, a także przewijał się on na łamach miesięczników „Nieznany Świat” czy „Czwarty wymiar” w latach 1990-2003 – uwaga tłum.
[7] C. Lorenzen – „Flying Saucers: The Startling Evidences of the Invasion from the Outer Space”, Nowy Jork, 1967 .
[8] Stwierdzenie to autor napisał nieco na wyrost, bowiem poza dwoma Pioneer’ami żadne inne ziemskie statki kosmiczne nie opuściły przestrzeni Układu Słonecznego – przyp. tłum.
[9] J. C. Barker – „BUFORA Journal”, vol. 2, nr 6/1968.
[10] K. Arnold i R. Palmer – ibidem.
[11] W Polsce pisali na ten temat W. Montyhert, A. F. Ossendowski i Al. Grobicki oraz R. K. Leśniakiewicz – przyp. red.
[12] „Flying Saucers”, Amherst, WI, 1969.
[13] Ów przelot nad Arktyką miał miejsce w 1927 roku – przyp. tłum.
[14] Inne źródła podają, że chodziło o lot transantarktyczny w 1929 roku, którego przebieg posłużył H. Ph. Lovecraftowi za kanwę do noweli pt. „W górach szaleństwa” (Warszawa 1990), a której akcja rozgrywa się na Antarktydzie, zaś bohaterowie zostają skonfrontowani z krwiożerczymi Przybyszami z Kosmosu – uwaga tłum.
[15] Tym bardziej, że Biegun Północny leży na czaszy lodowej, pod którą znajduje się Biegunowa Równina Abysalna o głębokości ponad 4.500 m! – uwaga tłum.
[16] Dzisiaj nad Biegunem Północnym naszej planety przelatują samoloty komunikacyjne z Europy do Kanady i Japonii i żaden z nich nie odkrył jakiegokolwiek otworu wiodącego do wnętrza Ziemi, zaś statki i okręty podwodne spenetrowały tamtejsze akweny z identycznym rezultatem... – przyp. tłum.
[17] G. Barker – „They Knew Too Much About Flying Saucers”, Nowy Jork 1956.
[18] Temat powrócił znowu po opublikowaniu doskonałej powieści Robina Cooka pt. „Uprowadzenie” (Warszawa 2002), w której autor powraca do hipotezy istnienia podziemnego świata Interterry, w którym żyją Ludzie z tzw. Pierwszej Generacji – Istoty istniejące ponad 2,5 mld lat pod powierzchnią naszej planety – przyp. tłum. 
[19] Nawiasem mówiąc, to Amerykanie, Brytyjczycy, Francuzi i Rosjanie łamiąc Traktat Antarktyczny najprawdopodobniej dokonywali na terytorium Szóstego Kontynentu wszelkich prób z nowymi rodzajami broni, już od 1946 roku, o czym świadczą niektóre dziwne wydarzenia na Antarktydzie i w Antarktyce. Oczywiście materiały na ich temat pozostaną tajne na co najmniej 75 lat... To tłumaczy także, dlaczego niektóre kraje zamierzają nie przedłużać Traktat Antarktyczny i rozwiązać SCAR, co dałoby im możliwość otworzenia swych poligonów wojskowych na Antarktydzie i dobrać się do tamecznych kopalin. Pewne wyobrażenie o skali problemu daje powieść sensacyjna pt. „Stacja lodowa” Matthewa Reilly’ego (Warszawa 2001) – przyp. tłum.
[20] A. K. Bender – „Flying Saucers and Three Men”, Londyn 1963.
[21] Ch. Fort – „The Books of Charles”, Nowy Jork 1941.