piątek, 15 marca 2013

NAJWIĘKSZA ZAGADKA STULECIA (2)


1. Słowo wstępne Ericha von Dänikena.


Dnia 30 czerwca 1908 roku, około godziny 07:17 czasu lokalnego[1], nad syberyjską tajgą w rejonie Podkamiennej Tunguzki doszło do zagadkowej eksplozji. Wybuch o energii wielu bomb wodorowych zniszczył rozległe lasy, poprzewracał drzewa i wywołał potężny wir powietrzny, który spowodował wiele ofiar wśród ludzi i zwierząt.

Podróżni jadący pociągami Kolei Transsyberyjskiej zauważyli świetliste ciało, które leciało z południa na północ. Pociągami wstrząsnął potężny huk, a potem wstrząsy odnotowane przez większość stacji sejsmicznych na całym świecie, jako ruchy skorupy ziemskiej o znacznym natężeniu.

 W Irkucku oddalonym o 900 km od areny wydarzeń, sejsmometry przez całą godzinę po eksplozji wskazywały jeszcze sejsmiczna aktywność skorupy ziemskiej. W promieniu 1.000 km można było usłyszeć grzmoty i dudnienia. Zginęła większa ilość zwierzyny leśnej, w tym stada reniferów.

Dopiero w roku 1921, prof. geologii Leonid Kulik zaczął gromadzić zeznania naocznych świadków. W tym roku pierwsza ekspedycja naukowa dotarła w okolice rzeki Podkamienna Tunguzka, a jej członkowie mieli nadzieję ujrzeć krater wybity impaktem ogromnego meteorytu. Ich nadzieje jednak okazały się płonne.

A przecież właśnie w tym miejscu musiało znajdować się epicentrum zagadkowego wybuchu, który był widziany i słyszany przez tysiące ludzi!

W latach 1961 i 1963, pod auspicjami Akademii Nauk Związku Radzieckiego (AN ZSRR), w rejon Podkamiennej Tunguzki wyprawiły się dwie ekspedycje. Tej z 1963 roku przewodził geofizyk Zołotow. Jego ekipa posiadała już najnowocześniejsze przyrządy naukowe, dzięki czemu doszedł on do wniosku, że w przypadku eksplozji z 1908 roku chodzić mogło jedynie o wybuch atomowy.

Od tego czasu rozgorzały spory, dyskusje i spekulacje - i po dziś dzień   n i k t   nie jest w stanie podać wyjaśnienia, co właściwie stało się nad rzeką Podkamienna Tunguzka w ten pogodny poranek 30 czerwca 1908 roku?

Czy była to antymateria? A może żelazna   g ł o w a   jakiejś zabłąkanej komety? A może był to pozaziemski obiekt latający???...

Publikacje o tzw. Meteorycie Tunguskim zapełniłyby niejedną bibliotekę. A jeszcze jedna dziwna okoliczność wiąże się z tym wydarzeniem - otóż lokalnie radioaktywność gruntu okolic hipocentrum wybuchu jest   d w u k r o t n i e   w y ż s z a   niż reszta terenu! Dokładne badania przyrostu słoi drzew wskazuje na wyraźne działanie radioaktywności od roku 1908.

Peter Krassa założył, że tą zagadkę wyjaśni. Z niewiarygodną dokładnością zgromadził wszelkie dostępne informacje, pojechał do Moskwy, rozmawiał z uczonymi i członkami ekspedycji. Uzyskane w ten sposób informacje wykłada czytelnikowi wprost i stara się o to, by wnioski wyciągnął on samodzielnie. Wzywa on uczonych do prowadzenia dalszych badań. Mam nadzieję, że Autor w ten detektywistyczny sposób rozkłada na czynniki pierwsze możliwe przyczyny tej tajemniczej eksplozji i dojdzie do konkretnego wyniku.


2. Wstęp.


2.1. Światowy pożar w dniu X.


Można w to wierzyć, czy nie - nie jesteśmy do tego przygotowani. Koniec świata może nas zaskoczyć dosłownie w każdej chwili! Dzień Sądu Ostatecznego już raz ominął nas o włos przed kilkoma laty!...

Miało to miejsce w 1992 roku, kiedy to nasi astronomowie mogli tylko bezsilnie patrzeć, jak trzykilometrowej średnicy asteroid, lecący z prędkością 38,9 km/s, śmignął w odległości 3,5 mln km od Ziemi.[2] A przecież wystarczyłoby tylko zbliżenie się do Ziemi na odległość jedynie 100.000 km, by spowodowało to ogólnoświatową katastrofę. Pole grawitacyjne asteroidy Toutatis, bo tak ją nazwali astronomowie, mogłoby spowodować potężne pływy, które zatopiłyby niżej położone partie lądów...

Z historii wiemy, że Ludzkość przeżywała już podobne katastrofy. Ludzie i w tym przypadku musieli szukać schronienia w najwyższych miejscach lądu. Straszliwa w skutkach powódź dosłownie wymazałaby wszelki ślad naszej cywilizacji i musielibyśmy zaczynać wszystko od Adama i Ewy.[3]

To nie jest żadna katastroficzna utopia, ale dowiedziony naukowo fakt. Jak dotąd, nie możemy w żaden sposób przeciwdziałać takim zagrożeniom, i nasze możliwości obronne pod tym względem są mniej, niż skromne.

Orbita Ziemi przecina się z orbitami co najmniej 4.000 komet[4] o średnicy głowy >1 km.[5] Także w roku 1989, obok Ziemi przeleciał drugi taki kosmiczny kolos. Uczeni twierdzą, że i w tym przypadku byliśmy o włos od katastrofy. Astronomowie obliczyli, że Toutatis powróci ku Ziemi w 2004 roku, co oznacza bliska przyszłość. Wskutek zmiany orbity spowodowanej przez inne planety, asteroida ta minie nas w odległości zaledwie 1,6 mln km.

Jak będzie w rzeczywistości, tego nie wie nikt.


2.2. Sto milionów bomb atomowych.


W roku 1994, Ludzkość miała okazję zobaczyć na własne oczy to, co stałoby się z naszą planetą w przypadku kolizji, o jakiej mówiłem powyżej. Katastrofa ta rozegrała się na szczęście w odległości aż 860 mln km od Ziemi - na Jowiszu - największej planecie Układu Słonecznego.

Było to we środę, dnia 20 lipca 1994 roku, krótko przed godziną dziewiątą wieczorem. Tego wieczoru żaden astronom nie pozwoliłby sobie na opuszczenie tego najbardziej spektakularnego widowiska w dziejach Ludzkości - była to największa kolizja, jaką ludzie z Ziemi kiedykolwiek oglądali w Kosmosie!

Z niewiarygodną prędkością, wynoszącą aż 55,6 km/s, czternasty z kolei odłamek[6] komety Schoemaker-Levy 9 (1993e) uderzył w południową półkulę Jowisza. A tych odłamków było aż 24!... Czternasty odłamek miał wielkość najwyższej góry w Austrii - Grossglockner, która mierzy sobie 3.797 metrów od poziomu morza.

Efekt tego impaktu był gigantyczny: fontanna wybuchu przy zderzeniu miała wysokość 10 średnic Ziemi. Blask był tak jasny, jak Słońce, a jego intensywność utrzymywała się niemal przez godzinę! Energia impaktu wynosiła tyle, że była ona równa energii wybuchu 100 mln bomb atomowych typu Hiroszima.[7]

Średnica wybitego w powierzchni Jowisza krateru mierzy aż 25.000 km. Dla porównania - średnica Ziemi wynosi zaledwie około 13.000 km.[8]

Skutki tego impaktu były okropne i planetarny olbrzym zachwiał się pod tym ciosem. Widać było, jak fale uderzeniowe impaktu powoli przemierzały atmosferę całej planety.

Wniosek, jaki nasunął się po tej katastrofie był zupełnie jasny: podobny impakt zniszczyłby życie na Ziemi. Nie trzeba przypominać, że ten olbrzym ma nieprzyjazną ziemskiemu życiu atmosferę, złożoną głównie z metanu - CH4 i amoniaku - NH3, wychłodzonych do temperatury -130oC, i że jest on 300 razy większy od naszej macierzystej planety. Mało brakowało, a Jowisz ze swą masą stałby się drugim Słońcem! - jedynie ¼ swej masy!

Wspomniana tutaj kosmiczna katastrofa ma swój plus - okazało się bowiem, że ta ogromna gazowa planeta ma na swej powierzchni także jeden z najważniejszych dla życia związków chemicznych, jakim jest H2O - czyli zwykła, ale jakże bezcenna dla nas, woda!


[1] Dokładnie o godzinie 07:17.11 KRAT.
[2] Niedawno, bo 15 stycznia 2002 r. jeszcze bliżej Ziemi przeleciał asteroid oznaczony 2001YB5, który minął nas w odległości tylko dwukrotnie większej od odległości Ziemia -Księżyc, czyli 768.800 km. Inny kosmiczny pocisk o rozmiarach 40 x 80 m oznaczony jako asteroida 2002EM7 w dniu 8 marca 2002 roku przeleciał w odległości 461.000 km od naszej planety, a odkryto go dopiero 20 marca, bowiem nadleciał - jak TM - od strony Słońca!
[3] Autor tu przesadził i to znacznie, bowiem pole grawitacyjne największej znanej planetoidy - 1 Ceres - nie byłoby w stanie spowodować wielkiej fali pływowej na Ziemi. Asteroida 4179 Toutatis może realnie zagrozić nam zderzeniem w dniu 29 września 2004 roku, ale nie zderzyła się. Ostatnie przejście tego ciała niebieskiego w pobliżu Ziemi w dniu 31 października 2000 roku nie spowodował żadnych widocznych zmian na naszej planecie, mimo tego, że przeszła ona w odległości 0,074 AU - czyli 1,11 mln km, zaś w 2004 roku minie nas w odległości tylko 0,01 AU czyli 1,5 mln km.
[4] I co najmniej drugie tyle asteroidów!
[5] Ostatnie szacunki wskazują na to, że każdej doby w atmosferę Ziemi wpada 20-30 małych lodowych komet, które są przyczyna powstawania tzw. pearl clouds - perłowych obłoków - na wysokościach około 25.000 m nad Ziemią i silver clouds - srebrzystych obłoków - na wysokościach ≥80.000 m nad powierzchnią naszej planety.
[6] Był to odłamek oznaczony jako Q1 - patrz rysunek.
[7] W równoważniku trotylowym wynosiłoby to 2 Tt TNT = 2 x 1012 ton 2,4,6-trójnitrotoluenu!
[8] W tym przypadku można mówić jedynie o dziurze w zewnętrznej warstwie obłoków Jowisza, bowiem ta planeta nie posiada stałej skorupy i według najnowszych badań składa się on z atmosfery i niewielkiego metalicznego jądra.