piątek, 12 kwietnia 2013

NAJWIĘKSZA ZAGADKA STULECIA (11)


5.6. Nowa hipoteza.


Spór o prawdziwe przyczyny katastrofy tunguskiej trwał nadal. Problemem tym zajęli się uczeni na Zachodzie, w tym dyrektor Londyńskiego Obserwatorium Astronomicznego w Kew dr Francis W. Whipple, który stwierdził, że w atmosferę ziemską wtargnął nie meteoryt, ale   k o m e t a  w stanie gazowym!!!... Pogląd ten podzielił także dr I. S. Astapowicz.

Według tej hipotezy Whipple’a-Astapowicza, w tajdze nie można znaleźć żadnych szczątków meteorytu, bo ich po prostu tam nie ma! Kosmiczny pocisk eksplodował w powietrzu, zaś radziecki uczony wyjaśnił w swym studium domniemanie, że wszystkie zaobserwowane na całym świecie świetlne fenomeny spowodował pyłowy ogon biegnący od jądra małej komety. Cząsteczki pyłu rozproszyły się w atmosferze i odbijały promienie słoneczne ku Ziemi. A dlaczego tej komety nikt nie zaobserwował? Po prostu dlatego, że biegła ona w kierunku od Słońca i nikt nie mógł jej dostrzec.[1] Oczywiście sceptycy oświadczyli, że w dziejach Ziemi nie zdarzyło się coś podobnego, a zatem cała rzecz jest niemożliwa.

Nie wyjaśniono poza tym jednoznacznie pochodzenia srebrzystych ziaren metalicznych i kawałka niebieskawego szkła z wtopionymi weń pęcherzykami powietrza, co dla prominentnych członków Wydziału Badań Meteorytów AN ZSRR stanowiło dowód na prawdziwość hipotezy meteorytowej. Okazało się jednak, że metaliczny pył meteorytowy spada równomiernie na całą powierzchnię Ziemi i nie stanowi żadnego dowodu w sprawie.

Spory i dyskusje trwały nadal, i dopiero straszliwy finał II Wojny Światowej – atomowe bombardowania miast japońskich – pchnęło do przodu śledztwo naukowców w sprawie tunguskiej katastrofy.


6. Spory i dyskusje.


6.1. Jak bomba... 

     
 W styczniu 1946 roku, radziecki magazyn „Dookoła świata” opublikował w swym numerze pierwszym opowiadanie s-f pt. „Wybuch” napisane przez dr Aleksandra Kazancewa, a które zawierało naukową hipotezę, która wstrząsnęła naukowym światem ZSRR nie gorzej od tunguskiego wybuchu...

Co to było takiego? Otóż autor wystąpił z hipotezą, że w przypadku tunguskiego ciała kosmicznego w rzeczywistości nie szło o meteoryt, ale o   p o z a z i e m s k i  statek kosmiczny, którego człon napędowy zawierający reaktor jądrowy eksplodował nad Syberią w czasie nieudanej próby lądowania...

Dr Kazancew – najwyraźniej pod wpływem teorii Kulika – początkowo sądził, że doszło tam do eksplozji radioaktywnego meteorytu, jednakże odstąpił od tej hipotezy, a to dlatego, że przeciwko niej wskazywała niejedna przesłanka. W przypadku naturalnego wybuchu jądrowego, detonacja tak rzadko występujących w przyrodzie izotopów 235, 233U czy 239Pu – który w stanie naturalnym w ogóle nie występuje, bo otrzymuje się go w reaktorach jądrowych – musiałaby wystąpić w przypadku występowania ich w stanie czystym i w wystarczającej ilości. Kazancew ujął to dosłownie tak:
Radioaktywny związek chemiczny mógł eksplodować nad tunguską tajgą tylko wtedy, gdyby był sztucznego pochodzenia, aliści wyprodukować taki związek chemiczny, który wchodziłby w reakcję łańcuchową, w roku 1908 nie potrafił nikt na Syberii, ani na całym świecie.[2]

Z tego Kazancew wysnuł wniosek:
To był wybuch jądrowy i ze statku kosmicznego nie zostało literalnie niczego. Katastrofa rozegrała się w powietrzu, zatem nie było uderzenia o ziemię i nie było krateru. Hipoteza ta wyjaśnia także, dlaczego w epicentrum wybuchu las mógł stać. Drzewa znalazły się dokładnie pod źródłem fali uderzeniowej i nie stawiały jej żadnego oporu tracąc jedynie gałęzie, które znajdowały się dokładnie prostopadle do wektora ruchu fali uderzeniowej, natomiast te drzewa, które znajdowały się pod ostrym kątem do kierunku biegu fali uderzeniowej były powalone w promieniu 300 km od epicentrum.

Aleksander Kazancew nie tylko poprzestał na ogłoszeniu drukiem swej hipotetycznej wersji tunguskiej katastrofy, a w dniu 12 kwietnia 1948 roku, wygłosił ją on przed szacownym gremium Radzieckiego Towarzystwa Astronomicznego. Jego wykład w sali Moskiewskiego Planetarium przebiegał w ciężkiej i napiętej atmosferze. Kiedy doszło do pokazania dowodów, to Kazancew wskazał na punkty styczne tunguskiego wybuchu i hiroszimskiej tragedii jądrowej. W obu przypadkach na niebie obserwowano dziwne zjawiska świetlne, a w wielu punktach kuli ziemskiej opisywano pojawienie się srebrzystych nocnych obłoków, od czego noc była jasna jak dzień.[3] Kazancew ponadto wykazał podobieństwo pomiędzy sejsmogramami wybuchów tunguskiego i hiroszimskiego, w 37 lat później. W obydwu miejscach wstrząsy były nader podobne i wskazujące na nagłe wyzwolenie się ogromnych ilości energii jądrowej.

Ten referat Kazancewa zatytułowany „Zagadka Meteorytu Tunguskiego” został opublikowany w wielu tamtejszych czasopismach naukowych. Zapoznali się z nim także czytelnicy na Zachodzie. Hipoteza rozpętała długą, gorącą i namiętną dyskusję – wedle zamysłu autora. Radziecki magazyn „Tiechnika Mołodioży” poświęcił uwagę stronnikom hipotezy o katastrofie kosmolotu i przeciwnikom tejże dając im swe łamy w numerze 9,1948.




[1] To oczywiste, czego dowodzi przypadek asteroidy 2002EM7, która została odkryta przypadkiem po 3 dniach od minięcia perygeum – patrz przypis 1. Jak dotąd, tarcza słoneczna jest „martwym polem” dla obserwacji asteroidów i komet, a zatem rzecz jest całkowicie możliwa!
[2] No, nie bardzo tak, bo jednak istnieją naturalne reaktory jądrowe – np. w Oklo (Gabon) – w których dochodzi do naturalnych reakcji jądrowych. Wyobraźmy sobie, że w atmosferę ziemską wpada asteroid zawierający w sobie rudy uranu, które w miarę odparowywania asteroidy wzbogacają się coraz bardziej i wreszcie ich masa staje się krytyczna. Rezultatem byłby wybuch nuklearny. Niestety, jak na razie nie znamy takich asteroidów, i na zweryfikowanie mojej hipotezy trzeba będzie poczekać do czasu wejścia Ludzkości w Pas Asteroidów, Pas Kuipera i Obłok Oorta, gdzie takie asteroidy mogłyby się znajdować... 
[3] W lecie 1986 i 1987 roku na Pomorzu Zachodnim miałem okazję podziwiać wspaniałe draperie srebrzystych obłoków, co wiązałem potem z przejściem przez perymetr orbity Ziemi komety P/Halley – patrz zdjęcie.