niedziela, 21 kwietnia 2013

NAJWIĘKSZA ZAGADKA STULECIA (14)


7.3. Ostrzeżenie z Kosmosu?


Mając tą świadomość trzeba osądzać zagadkowe wypadki sprzed prawie wieku. Tunguzi uznali to za ostrzeżenie z niebios – głos bogów, z których jeden – Ogda/Ogdy – podobnie jak Zeus czy Perkun – był bogiem ognia i piorunów, który zstąpił na Ziemię, by ukarać nieposłusznych Ziemian...

Z tego punktu widzenia jest czymś całkowicie zrozumiałym, że ludzie o mentalności tych drwali i myśliwych wzbraniali się doprowadzić badaczy na miejsce, gdzie wedle ich mniemania i religii, na Ziemię zstąpił z nieba ich bóg Ogda. Jest jasne, dlaczego było tak mało naocznych świadków tunguskiej eksplozji, którzy zgodzili się opowiedzieć o niej badaczom, i których zeznania zapisano.

Tunguzi doskonale znali swe środowisko naturalne, niebezpieczeństwa bagien i bystrych rzek górskich. Stanowili oni i nadal stanowią integralny element naturalnego środowiska tajgi. Jednocześnie ci ludzie nigdy nie byli dzikimi czy prymitywnymi tubylcami. Można ich śmiało porównać z Indianami północnoamerykańskimi, dzięki temu, że byli i są doskonałymi obserwatorami Przyrody. Dlatego też   n i e   ma żadnych racjonalnych przesłanek po temu, by poddawać relacje Ewenków wątpliwości i można im dać całkowicie wiarę.

Wszyscy ci świadkowie twierdzili zatem, że rankiem 30 czerwca 1908 roku widzieli, jak na niebie leciała   o g n i s t a   r u r a   - która -   ś w i e c i ł a  jaskrawym biało-niebieskim światłem. To spowodowało francuskiego eksperta z zakresu nauk pogranicza prof. Luciena Barniera do zadania następującego pytania: Czy widzieliście kiedyś cylindryczny meteoryt?[1]

A zatem co spadło przed 90 z górą laty na obszar Podkamiennej Tunguskiej???... Czy jeszcze można to zagadkowe ciało uważać za meteoryt?


8. Meteoryt?


8.1. Przed 15 milionami lat.


Około 15 mln lat temu – milion lat w przód, milion lat w tył nie odgrywa tu żadnej roli – w kierunku Ziemi leciał meteor. Leciał on z prędkością około 15 km/s, i w nieoczekiwaną przeszkodę, jaką była nasza planeta uderzył pod kątem około 30 stopni.

Miejscem spadku kosmicznego gościa  jest okrągła równina, która rozłożyła się w Niemczech pomiędzy Alpami Szwabskimi i Frankońskimi. To niecka Nördlinger Ries, którą onegdaj uważano za kalderę wulkaniczną, co udowadniały badania geologiczne próbek lawy i stopionego kwarcu. W promieniu 60 km od niej znajdowano próbki minerałów, które – jak uważano pochodziły z kaldery wulkanu Nördlinger Ries.

Teraz okazuje się, że ta teoria, którą wbijano do głów studentów geologii, była fałszywa! – a to dlatego, że niecka Nördlinger Ries   n i g d y   nie była wulkanem! Naprawdę powstała ona w wyniku impaktu ogromnego meteorytu czy małej asteroidy i jest de facto ogromnym astroblemem!

Zwolennicy teorii wulkanicznej byli zrazu bardzo zdumieni i od razu przytomnie zaoponowali twierdząc, że nie widać tam żadnego śladu spadku jakiegoś ciała kosmicznego. Nigdy nie znaleziono żadnego śladu żelaza czy materiału meteorytowego. Na nic się jednak nie zdała próba zepchnięcia tej hipotezy ad absurdum: meteoryty zdolne do wytworzenia w skorupie ziemskiej takiego wielkiego astroblemu musiałyby się pierwej w atmosferze ziemskiej rozpaść na drobne kawałki.

A jednak te zarzuty odparto, ba! – udało się zrekonstruować powstanie astroblemu Nördlinger Ries. Teraz jest już całkiem jasne, że chodzi o ogromny krater meteorytowy. Kiedy swego czasu ten kosmiczny pocisk wtargnął do atmosfery z prędkością co najmniej 15 km/s, mogło dojść do trzech wydarzeń:

1. Ogromny kosmiczny przybłęda uderzył w Ziemię;
2.  Meteor wyparował doszczętnie w atmosferze;
3.  Meteor sprężył przed sobą powietrze do tego stopnia, że wreszcie uderzył w nie jak w twardy mur i roztrzaskał się na kawałki.

Okazało się, że meteoryt uderzył w Ziemię i rozpylił w atmosferze ogromną ilość materiału skalnego. Powstał przy tym krater o głębokości 1 km. Odłamki bombardowały pogórze w promieniu 60 km od miejsca impaktu. Gigantyczny skok temperatury roztopił skały i wytworzył tym sposobem lawę – a raczej quasi-lawę, która tak naprawdę „prawdziwą” lawą nigdy nie była.

I tak jak na Księżycu, w centrum impaktu wytworzyła się centralna górka, która dzisiaj mierzy sobie 496 metrów. Wielkie, ciemne i oliwkowe krople roztopionego żelaza były wyrzucone eksplozją nawet na odległość 400 km i można je znaleźć w okolicach czeskiego Brna.[2]

W porównaniu z tym bombardowaniem współczesne bomby wodorowe wydają się być nędznymi petardami. Według wyliczeń impakt, który utworzył nieckę Nördlinger Ries uwolnił energię o równoważniku 100.000 Mt TNT! Dla laika dodajmy, że 1 Mt = 1.000.000 ton trotylu![3]

Dlatego też jest wysoce prawdopodobnym, że z dnia na dzień jesteśmy zagrożeni spadkiem takiego ogromnego meteorytu i mamy powody, by z obawą patrzyć w niebo. Bo chociaż chroni nas pancerz atmosfery ziemskiej, to jest on iluzoryczny w starciu z dużymi przybłędami z przestrzeni kosmicznej...


[1] Na to pytanie można odpowiedzieć twierdząco, bo taki był obserwowany w Polsce, w dniu 20 sierpnia 1979 roku. W początkowej fazie lotu tzw. Wielki Bolid Polski miał kształt walca – jak dowiodły tego badania Br. Rzepeckiego i K. Piechoty. NB, natura WBP pozostaje zagadką do dnia dzisiejszego – podobnie jak natura Meteorytu Tunguskiego!
[2] Są to mołdawity, które składają się w głównej mierze z glinokrzemianów żelaza i magnezu. Zainteresowanych odsyłam do pionierskich prac mgr Andrzeja Kotowieckiego na temat tektytów, do których mołdawity się zaliczają.
[3] By zabić człowieka wystarczy odpalić 20 g TNT na jego głowie. Wedle wyliczeń Stockholm International Peace Research Institute (SIPRI) – moc całego ziemskiego arsenału nuklearnego wynosiła aż 9,5 Gt TNT czyli 9,5 x 109 ton TNT...