czwartek, 16 maja 2013

NAJWIĘKSZA ZAGADKA STULECIA (22)


11.2. Immanuela Velikovsky’ego teoria kometarna.


Hipoteza Immanuela Velikovsky’ego głosząca, że Ziemia przed 3.500 laty została spustoszona przez ogromną kometę, i że ten „zanik światła” znalazł swe odzwierciedlenie we wszystkich tekstach świętych ksiąg na całej kuli ziemskiej[1], wywołała zaciekłe dyskusje i spory na całym świecie. Autora poniżano i upokarzano, zaś jego książka znalazła się na indeksie ksiąg zakazanych... Mimo tego ostracyzmu doszło jednak do rozniecenia „światowego pożaru” odnotowanego w źródłach historycznych. Według autora, wędrówka Żydów po pustyni pod przewodnictwem Mojżesza bezpośrednio wiąże się z tą kosmiczną katastrofą, która w tym czasie dosięgła naszą planetę. Wykład Velikovsky’ego został zilustrowany cytatami z „Biblii” – Wj 13,21 i 13,22. I chodziło tutaj bynajmniej nie o Boga, ale o kosmicznego przybłędę, który zamienił światowy ład w chaos...

Także cud rozstępującego się Morza Czerwonego, o którym wspominają egzekci jest według niego następnym dowodem na globalną katastrofę. Wszystko to jest wyjaśnialne wpływem grawitacyjnym głowy komety, która była wielkości Ziemi!

To, co się rozegrało na Ziemi i obok niej 3.500 lat temu musiało przypominać mieszkańcom Ziemi sądny dzień. Przeglądając literaturę Starożytności znajdujemy cały szereg relacji o takich „końcach świata”. Cokolwiek by nie powiedzieć o Velikovskym, to jest on pierwszym, który wskazał na możliwość kolizji Ziemi z kometą w czasach biblijnych. To właśnie kometa miałaby być odpowiedzialna za Potop i rozstępowanie się wód Wszechoceanu.[2] Jest oczywistym, ze jeżeli poglądy Velikovsky’ego są słuszne, to legendy wszystkich narodów świata mówią o niesamowitej katastrofie, którą przeżyła nasza planeta. To jest bezdyskusyjne.


11.3. Zbieżność z kometą P/Pons-Winnecke?


A zatem czy była to kometa, która w 1908 roku spustoszyła tajgę na Syberii? Wielu rosyjskich uczonych jest o tym przeświadczonych, zaś Leonid Kulik – który przez 10 lat uważał, że to meteoryt i szukał jego szczątków - w rozmowie z pewnym brytyjskim pisarzem stwierdził, że katastrofa tunguska może mieć punkty styczne z kometą P/Ponsa-Winnecke. Ten kosmiczny wędrowiec już raz niebezpiecznie zbliżył się do naszej planety, mijając Ziemię z odległości 5 mln km, co jak na standardy astronomiczne jest niezwykle blisko...
- Wtedy, za życia Leonida Kulika rozpropagowano pogląd, że szczątki komety P/Pons-Winnecke spadły na Ziemię jako kamienne meteoryty – wyjaśnił mi problem dr Jawnel z pracowni WBM w Moskwie. - Pracował w nim także i Kulik, a w dniu dzisiejszym WBM mieści się w czynszowej kamienicy przy ulicy Marii Ulianowej.[3] Zdecydowana większość uczonych objaśniała ten fenomen spadkiem nie tyle meteorytu, ale komety – jak twierdzi dr Jawnel.

Należał do nich także brytyjski meteorolog i geofizyk Francis Whipple i radziecki astronom I. Astapowicz. Anglik w 1930 roku był przeświadczonym, że w syberyjską tajgę uderzyła bez wątpienia   g a z o w a   k o m e t a   - co wyjaśniało brak jakichkolwiek śladów po niej. Astapowicz przyznał mu w 1933 roku rację dodając, że wyjaśnia to fenomen białych nocy i innych zjawisk świetlnych na niebie po wybuchu w tajdze, a co trwało 3 dni po tym wydarzeniu. Astapowicz zwrócił uwagę także na to, że tameczna detonacja była o wiele silniejsza, niż najsilniejsze orkany[4] i potężne wybuchy wulkanów.[5]
W roku 1950 głos zabrał także i amerykański astronom Fred Whipple[6], który uzasadnił tezę o komecie: chodzi o to, że w atmosferę przeniknęła głowa komety złożona z zamarzniętych gazów i pyłu kosmicznego. Jego hipoteza była jedną z nielicznych, która uzyskała posłuch i uznanie wśród astronomów radzieckich. Teoria meteorytu była spychana coraz bardziej na margines i tam znajduje się do dziś dnia. Swe poglądy zmienił także i sam przewodniczący WBM prof. Wasilij Fiesienkow. W swym studium zawartym w czasopiśmie „Priroda” przyznał on, że ogólny obraz powstały po tunguskiej eksplozji odpowiada teorii o kometarnym pochodzeniu tego fenomenu.


11.4. Co odkrył dr Jawnel?


Studium Fiesienkowa wydrukowano w sierpniu 1960 roku, w trzy lata potem dr Jawnel dokonał znaczącego odkrycia:
Próbki gleby, które zebrał Leonid Kulik z obszaru Tunguski poddałem laboratoryjnym testom i obejrzałem je pod silnym powiększeniem. Odkryłem w nich mikroskopijne cząstki materii pozaziemskiej. Były to drobne kuleczki krzemionki – SiO2 i magnetytu – Fe2O3, które wyglądały jak kropelki czy banieczki. Każda z nich mierzyła tylko kilka setnych milimetra średnicy, a niektóre z nich były połączone ze sobą w agregaty przypominające winne grona.

Podobne magnetytowe i krzemowe twory powstają podczas przelotu meteorytów przez ziemską atmosferę w trakcie chemicznych procesów z tym związanych. Problem w tym, że dr Jawnel zaliczył to na korzyść hipotezy meteorytowej. Do tego zainspirował go inny astronom – prof. dr K. P. Staniukowicz – jednakże jego wnioski były przedwczesne, bowiem... podobne kuleczki magnetytu i krzemionki znaleziono także na atomowych poligonach Alamogordo oraz w okolicach Hiroszimy i Nagasaki...

W roku 1958 wyruszyła w tajgę ekspedycja, która udała się nad podziw. Znaleziono ogromną ilość magnetytowych i krzemianowych cząstek, i to najwięcej na NW od epicentrum eksplozji w 1908 roku. Rezultatem było potwierdzenie poglądu Krinowa, że meteoryt eksplodował w powietrzu, a nie na powierzchni Ziemi, w tajdze, jak to Krinow poprzednio twierdził.


[1] Zob. L. Zajdler – „Atlantyda”.
[2] Nieprawda: pierwszym, który zwrócił uwagę na taką możliwość, był... polski pisarz tworzący w Rosji, dzisiaj już całkiem zapomniany – Jan Józef Sękowski, który w opowiadaniu s-f pt. „Podróż uczona na Wyspę Niedźwiedzią” opisuje ni mniej ni więcej, ale katastrofę całego świata sprzed 12.000 lat spowodowana przez kolizję Ziemi z kometą! Jego opowiadanie ukazało się drukiem w Sankt Petersburgu w XIX wieku!
[3] Aktualny adres: Российская Академня Наук, Комитет по Метеоритам, 117975 Москва, ГСП-1, ул. Косыгина 19, tel.: +7-095 1374270.
[4] Wiatry o prędkości >120 km/h.
[5] W tym przypadku może chodzić o gwałtowne erupcje wulkanów Krakatau w 1883, Katmai w 1912 i Mt. St. Helens w 1980 roku.
[6] Brytyjski astronom nie był jego krewnym, zbieżność nazwisk jest przypadkowa – przyp. aut.