poniedziałek, 17 czerwca 2013

NAJWIĘKSZA ZAGADKA STULECIA (25)


11.8. Czy obalono argumenty Zołotowa?


P.: Dlaczego nie zgadza się pan z opinią Zołotowa, który takiej możliwości nie wykluczał ze względu na różne symptomy odkryte wprost w epicentrum – np. przyśpieszony wzrost flory albo zmieniona grubość pierścieni przyrostu rocznego drzew w strefie zniszczenia?...

O.: Mam taką książkę mgr Łabruchinowej, w której opublikowała ona wyniki analiz próbek skał i minerałów, z której wynika, ze w epicentrum w ogóle do eksplozji nie doszło! I nie szło tutaj nawet o wybuch jądrowy. Zołotow chciał za wszelką cenę dowieść, że rośliny rosły szybciej w epicentrum katastrofy, jednak moim zdaniem takie reakcje flory w centrum katastrofy nie są tam wyjątkowe. Cios fali udarowej i promieniowania termicznego spowodowały ogromny pożar lasu. I to była przyczyna szybszego wzrostu roślin w tym miejscu. Podobnie szybki wzrost także po innych pożarach tajgi.

P.: Ale na tym obszarze stwierdzono także zwiększoną radioaktywność?

O.: Ta radioaktywność   n i e   m a   nic wspólnego z wybuchem i występuje tam jako tzw. radioaktywne tło Ziemi, co udowodniła mgr Łabuchina swymi badaniami. A co do zwiększonego przyrostu rocznych słoi drzew, to podobne zjawiska zaobserwowano po innych „zwyczajnych” pożarach lasów...

P.: Mówi się także o tym, że zagadkowy obiekt w ostatniej fazie lotu zmienił kurs. Świadkowie opisują to, że obiekt leciał z SE na NW, ale tuż przed eksplozją zmienił kierunek na W, jak zresztą pokazuje to kierunek powalonych drzew. Jak mamy wyjaśnić ten fenomen?

O.: Dr Zotkin i dr Zigulin przy pomocy laboratoryjnych prób jednoznacznie wykazali, że głowa komety przyleciała od   w s c h o d u . Oświadczeń naocznych świadków – które tu pan przytoczył – nie należy brać dosłownie. Przecież ci świadkowie wypowiadali się po dwudziestu z górą latach od momentu wydarzenia i przez ten czas zapomnieli detale incydentu. O ile mi wiadomo, nie znajdowali się oni na trajektorii ognistej kuli, ani nawet w tej stronie świata, z którego ona nadleciała. W wielu przypadkach relacje świadków były zupełnie sprzeczne.

P.: Do jakiego stopnia?

O.: W czasie późniejszych rozmów ci ludzie opowiadali o swoich obserwacjach zupełnie różne rzeczy – np. jedni twierdzili, że widzieli to ciało w locie ponad dwie godziny! – a to dowodzi, że stracili poczucie czasu. Wszystko to można spisać na karb starszego wieku respondentów.[1]

---oooOooo---

W związku z odnotowanym w epicentrum wzroście radioaktywności wspomniałem o Ewenkach, którzy próbowali po eksplozji przedostać się do jej epicentrum, a czego następstwem była dziwna choroba, która w każdym przypadku kończyła się śmiertelnym zejściem, a której objawy dokładnie odpowiadały tym, które zaobserwowano u ofiar atomowego ataku na Hiroszimę i Nagasaki. Przyczyna było promieniowanie jądrowe. Zapytałem także prof. Pietrowa, w jakim stopniu mógł tu odegrać rolę przypadek. I zaraz do rozmowy włączył się kolejny jej uczestnik – dr Igor Zotkin.
- Jak pan zapewne wie, uczestniczyłem w trzech wyprawach tunguskich i znam informacje o przypadkach choroby popromiennej u Ewenków, ale nie uznaję ich za wiarygodne... Także wielu innym uczonym, m.in. z uniwersytetu w Tomsku nie udało się znaleźć u Ewenków żadnych plemiennych naczelników czy innych członków starszyzny, którzy potwierdziliby te informacje w stopniu wiarygodnym – powiedział on.
 – Świadkowie widzieli lecącą ognistą kulę, ale nikt od tego nie zachorował – odparował prof. Pietrow.

Ta rozmowa z uczonymi pokazała mi, jak bardzo emocjonalnie podchodzą oni do problemu tunguskiej zagadki. Nie udało się im wytrącić mnie z równowagi. Jest oczywistym, że świadek tego „bliskiego spotkania pierwszego rodzaju” z ognistą kulą zagadkowego ciała kosmicznego nie zachorował na chorobę popromienną. Symptomy choroby popromiennej – jeżeli do niej doszło – pojawiły się przecież dopiero   p o   eksplozji, kiedy to niektórzy Ewenkowie usiłowali się dostać do jej epicentrum!

W następnym pytaniu poruszyłem fakt, że Ewenkowie obawiają się tego miejsca, bowiem wedle ich mitów, w tym właśnie miejscu bóg Ogdy spalał nieopatrznych wędrowców niewidzialnym ogniem. Czy nie stało się to, kiedy w dniu 30 czerwca 1908 roku Ogdy zstąpił z niebios? Czy tą bajeczną wzmiankę nie można by rozumieć, jako dalszą wskazówkę ówczesnego napromieniowania kilku członków plemienia Ewenków?

Pietrow i Zotkin odparli OCZYWIŚCIE NIE! – i stwierdzili, że ten fenomen ma bardzo proste wyjaśnienie. Otóż każde ciało kosmiczne, które wtargnie w atmosferę z taką prędkością wywoła takie silne fale uderzeniowe i promieniowanie termiczne, którego ślady możemy oglądać na drzewach jeszcze do dziś dnia. W danym przypadku chodzi tu o typowe działania tzw. miękkiego promieniowania rentgenowskiego, które dosięgło powierzchni Ziemi.

Chciałem się dowiedzieć od prof. Pietrowa czegoś o więcej o geofizyku Aleksieju Zołotowie, bo interesowało mnie to, co mój rozmówca myśli o jego hipotezie Meteorytu Tunguskiego, jako kosmolotu. Prof. Pietrow udzielił mi ochotnie tej informacji:
Poznałem osobiście dr Zołotowa w czasie jednej z konferencji WBM, kiedy podszedł do mnie, jak rozmawiałem z panią Łobuchinową o przypadku tunguskim. Zołotow przyłączył się do rozmowy, a na początek podarował mi książkę, którą prawie był wydał.[2] I to właśnie w niej przedstawił pogląd, że radioaktywność odkryta w miejscu wybuchu jest typowym następstwem eksplozji jądrowej. Nie podzielałem i nie podzielam tego poglądu. Żadne badania nie potwierdziły tezy Zołotowa, a były wykonywane przez najlepsze laboratoria w tym kraju.

Zołotow domniemywał, że tunguski obiekt przybliżał się do Ziemi pod ostrym kątem, co miało udowodnić jego przypuszczenie, że energia jądrowa wyzwoliła się we wnętrzu, tj. w stalowym pancerzu kosmolotu. Teoria ta jest mylna! Relacje naocznych świadków zebrane przez dr Zotkina wskazują jednoznacznie, że obiekt względem horyzontu poruszał się pod kątem 15-40o. W obydwu skrajnych przypadkach nie zgadza się to z teorią Zołotowa. Badania różnych instytutów badawczych nie potwierdziły jego tez ani o radioaktywności, ani o kącie padania obiektu.[3] Czy chce pan usłyszeć mój prywatny pogląd na to wszystko? – otóż pan Zołotow już sam nie wierzy we własne teorie, a do tego przyczyniła się praca pani mgr Łabuchinowej.




[1] To jest akurat najsłabszy z użytych przez prof. Pietrowa argumentów, bo właśnie starzy ludzie doskonale zachowują w pamięci to, co nimi w młodości wstrząsnęło lub zbulwersowało aż do samej śmierci. Opinie prof. Pietrowa są tu skrajnie tendencyjne, co – niestety – nie wystawia mu najlepszego świadectwa jako uczonemu...
[2] Chodzi o „Problemy tunguskiej katastrofy w 1908 roku” – przyp. aut.
[3] Zabawne, jak uczeni by udowodnić swe teorie posługują się relacjami naocznych świadków: raz je zaciekle negują, ale kiedy to im pasuje – powołują się na nie, jak na Ewangelie... Przytoczona rozmowa dokładnie pokazuje takie traktowanie materiału badawczego, dlatego też – jak widać – nie można tych wypowiedzi brać na poważnie... – niestety!