środa, 19 czerwca 2013

NAJWIĘKSZA ZAGADKA STULECIA (27)

11.10. ... i Zigiel jest na indeksie!


Zigiel pracował jako wykładowca matematyki i astronomii w jednej z wyższych uczelni w Moskwie. Jako docent aerodynamiki wykładał także w Instytucie techniki Lotniczej, gdzie jego słuchaczami byli kosmonauci radzieccy i rosyjscy. Za granicą był lepiej znany, jako obiektywny ufolog. Ten utalentowany badacz niestety już zmarł, zaś Jawnel, by go ośmieszyć, dodał w formie anegdoty uwagę, że Zigiel wierzył w istnienie na Marsie inteligentnego i rozumnego życia! Oczywiście coś takiego dyskwalifikowało Zigiela jako uczonego w oczach takiego indywiduum, jak Jawnel! Niestety, nie dane mi było spotkać się z nim w czasie mego pobytu w Moskwie, ale uwaga Jawnela nie była od rzeczy. Odkrycie zagadkowej „Twarzy Marsjanina” i jedenastu innych artefaktów oraz innych piramidokształtnych obiektów na Czerwonej Planecie[1], które wypatrzono na zdjęciach wykonanych przez marsjańskie sondy, które zmusiły pracowników NASA do myślenia.[2]

Jak to próbował pokazać Johannes von Buttlar w swej książce „Życie na Marsie” – amerykańskim specjalistom informatykom udało się uzyskać w miarę czytelny obraz „Twarzy Marsjanina” i innych obiektów, a co świadczyłoby za tym, że na Cydonii znajdują się ślady inteligentnego życia i świadectwa dawniejszego – a może i współczesnego z nami??? – istnienia rozumnej rasy Pozaziemian.[3]
Feliks Zigel zajmuje się tylko sensacyjnymi doniesieniami o >>latających talerzach<< - a to przecież nie ma nic wspólnego z prawdziwą nauką -  powiedział dr Jawnel.

          Z tym akurat się nie zgadzam i nie byłbym tego aż taki pewny. Obserwacje fenomenu UFO nie muszą mieć nic wspólnego ze sprawami nauki czy wiary. Zjawisko to po prostu istnieje i nie ma co przywiązywać do niego jakichś religijnych czy nie-religijnych kryteriów.

Z drugiej jednak strony nie chciałbym sądzić niesprawiedliwie. Dr Jawnel próbował abstrahować i oddzielić tunguskie wydarzenie od tematyki ufologicznej, a w jakim stanie ta wiedza się dziś znajduje? Mówi dr Jawnel:
Na terenie eksplozji wciąż szuka się śladów po owym ciele kosmicznym, które tam spadło przed ponad 90 laty. Poświęcono temu mnóstwo czasu i ogromną pracę wykonał tam prof. Nikołaj Wasiliew z Uniwersytetu Tomskiego oraz członkowie ukraińskiej ekspedycji w tajgę.

Obecnie da się już odtworzyć pełny obraz tego wydarzenia: 30 czerwca 1908 roku, około godziny siódmej czasu lokalnego, do ziemskiej atmosfery wpadł obiekt kosmiczny nad obszarem rozpościerającym się na zachód od górnego biegu rzeki Dolna Tunguska. Lecąc po azymucie 275-295o wszedł on w gęstsze warstwy atmosfery i roztrzaskał się nad Ziemią w miejscu oddalonym o 65 km na NW od faktorii Wanawara, nad Podkamienną Tunguską.

Eksplozja nie trwała dłużej, niż 0,2 sekundy – w tym czasie ciało przeleciało 18-20 km – najwięcej energii uwalniając na wysokości około 5 km nad Ziemią. Wybuch wywołał potężną fale uderzeniową – a raczej ich serię – która spustoszyła około 2.200 km2 tajgi. Na całej Ziemi odnotowano barometryczne anomalie. Katastrofa spowodowała trzęsienie Ziemi, które odnotowano w Irkucku, Taszkiencie, Tyflisie[4] i Poczdamie. Eksplozji towarzyszył potężny błysk światła widoczny na setki kilometrów, którego wynikiem była burza ogniowa.

Katastrofa ta była jedynie najbardziej spektakularnym zjawiskiem w łańcuchu niezwykłych fenomenów, które miały miejsce w 1908 roku. Różne świetlne zjawiska zaobserwowano na kilka dni przed impaktem, i to od dnia 25 czerwca, a skończyły się one w dniu impaktu. Chodzi tutaj o znaczne zwiększenie się ilości srebrzystych obłoków, niezwykłe zorze po zajściu i przed wschodem Słońca i zmiany polaryzacji atmosferycznej. Apogeum tych zjawisk miało miejsce w dniu 1 lipca, i trwały one aż do I połowy sierpnia. Obserwowano je nad całą Eurazją – od Pacyfiku po Atlantyk.

Leonidowi Kulikowi nie udało się odkryć żadnych szczątków meteorytu, a my próbowaliśmy tego dokonać w 16 lat po jego śmierci. We wniosku końcowym uczestnicy wyprawy stwierdzili, że drzewa powalone na miejscu katastrofy nie umożliwiają uzyskania dowodu na to, że chodziło o zwyczajny spadek meteorytu i wytworzenie przezeń >>zwyczajnego<< astroblemu...

W roku 1959 wysłano tam następną ekspedycję, tym razem zorganizowaną przez Uniwersytet Tomski. Przebadano magnetometrycznie rzekomy krater i moczary Bagna Południowego – i uwadze uczonych nie uszły nawet wierzchołki wzgórz w rejonie epicentrum eksplozji. Od tego czasu w lecie każdego roku, uczeni z Tomska udają się w tą część tajgi i dlatego sądzimy, że uda im się rozwiązać tą zagadkę.

Jak zapewne pan wie, istnieje 80 teorii, które usiłują wyjaśnić tunguską tajemnicę – w większości są to zupełnie fantastyczne hipotezy. Ja chciałbym panu opowiedzieć o poważnych badaniach tego problemu.

Różni uczeni w ZSRR zaczęli się interesować badaniem procesów, które wynikły w związku z wpadnięciem do ziemskiej atmosfery zagadkowego obiektu. Znamy wreszcie dokładny kształt, jaki przybrał wywał lasu po eksplozji. Ludzie dowiedzieli się, w jakich kierunkach padały drzewa skoszone falą uderzeniową , a wiedzę tą zawdzięczają badaniom ekspedycji Kiriła Fłorieńskiego w latach 1958, 1960 i 1961. Dokładne pomiary z ziemi i powietrza wykazały, że zniszczony obszar nie miał kształtu elipsy, ale jego powierzchnia – co stwierdzono bezsprzecznie – ma kształt motyla.

Przy badaniu tego fenomenu odkryto więcej śladów. Przystąpiono do matematycznego modelowania sytuacji, któremu poświęciło się kilka radzieckich instytutów badawczych. Jeden z tych projektów – realizowany w Moskiewskim Instytucie Matematyki – prowadził sam prof. Korobiejnikow. Wszystko wskazywało na to, że nieznane ciało kosmiczne poruszało się pod kątem około 30o względem horyzontu, przy czym traciło energie w czasie lotu. 5-10 km nad tunguską tajgą, ciało znikło – wyparowało...

I tutaj dr Jawnel zrobił efektowną pauzę, a potem przeszedł do sedna swych wywodów:




[1] Obiekty te znajdują się w krainie zwanej Cydonia (Kidonia), w 5 Strefie Kartograficznej – Ismenius Lacus – ISM, nieopodal krateru Focas.
[2] Niestety – ci pracownicy NASA myślą z całej mocy nad tym, jak zanegować istnienie jakichkolwiek śladów marsjańskiego życia...
[3] Wiele wskazuje na to, że mamy do czynienia z pozostałościami Supercywilizacji, która poprzedziła istnienie naszej własnej.
[4] Dzisiaj Tbilisi.