sobota, 22 czerwca 2013

NAJWIĘKSZA ZAGADKA STULECIA (28)

11.11. Dr Jawnel: „To nie był wybuch jądrowy!”


To wszystko są bezsporne dowody na to, że 30 czerwca 1908 roku w żadnym wypadku nie chodziło o wybuch jądrowy!

Oczywiście wiedziałem, przeciwko komu było to stwierdzenie powiedziane – rzecz jasna przeciwko twórcom i zwolennikom teorii o pozaziemskim kosmolocie : Kazancewowi, Zołotowowi i kilku innym uczonym, którzy na serio rozważali taką możliwość. Wybuchy atomowe z 1945 roku w Hiroszimie i Nagasaki dr Jawnel określa jako „punktowe”. Chodzi tutaj o taki rodzaj eksplozji, w którym bomby te zostały zdetonowane dokładnie nad celem, gdy niemal nie poruszały się względem Ziemi. Tego się nie udało wykazać przy tunguskiej eksplozji – jak twierdzą stronnicy teorii kometarnej, której zwolennikiem jest również dr Jawnel. Wedle jego punktu widzenia, ciało niebieskie znad Syberii utraciło swą energię (kinetyczną) już w trakcie spadku, tzn. jeszcze przedtem, nim się na kilka kilometrów nad Podkamienną Tunguską zupełnie rozpadło i to bez śladu. Pogląd ten jest wciąż spornym, jak to zobaczymy w następnym rozdziale.
Dr Jawnel kontynuował:
Badania doprowadziły w końcu do dwóch konkretnych wniosków. Nie tylko znaleziono energetyczne ślady eksplozji, ale doszliśmy do tego, na jakiej wysokości do niej doszło. Dalsze badania poświęcono przede wszystkim falom uderzeniowym i sejsmicznym, w czym szczególnie odznaczył się pracownik naukowy Instytutu Geofizyki AN ZSRR -  prof. Paseczik. Niezależnie od informacji o motylokształtnym wywale lasu w tajdze, prof. Paseczik obliczył energię eksplozji i wysokość, na jakiej ona zaszła. Doszło tutaj do nadzwyczajnej zgodności obliczeń Paseczika i Korobiejnikowa. Obaj uczeni uściślili kształt eksplodującego obiektu i przedyskutowali detalicznie prawdopodobną przyczynę wybuchu.

Dr Jawnel przyznał, że pomiędzy stronnikami hipotezy kometarnej panują pewne rozdźwięki:
Niektórzy nasi uczeni przypuszczają, że ciało to po wlocie w atmosferę ziemską rozpadło się na kilka części. Taki jest pogląd mojego przyjaciela dr Zotkina i podobnego wyznania był i Fiesienkow, który zmarł w 1972 roku. Dalsza hipoteza pochodzi od prof. Staniukowicza, który domniemywa, że kometa przy Vmin = 30 km/s wyparowała w atmosferze. Fachowo zjawisko to nazywa się wybuchem termicznym. I na koniec mamy tutaj konkurencyjną teorię prof. Pietrowa, według której kosmiczny obiekt wykazywał się bardzo małą gęstością i przypominał zeschły liść. Przy wlocie w atmosferę rozpadł się dosłownie na proch i pył.[1]

Na pożegnanie dr Jawnel uścisnął mi rękę i jeszcze nie omieszkał zaprzeczyć oficjalnej wersji członków WBM:
Aczkolwiek jeszcze nie były poznane odpowiedzi na zadane pytania dotyczące tunguskiego przypadku, to nasi uczeni ku temu wyjaśnieniu się znacznie przybliżyli. Na podstawie znalezionych śladów i wskazówek należy w każdym przypadku domniemywać, że istnieje związek pomiedzy Meteorytem Tunguskim a kometą, zaś teorię o pozaziemskim kosmolocie należy zdecydowanie odrzucić!!!
Ba! – ale najpierw to należy udowodnić...


12. Statek kosmiczny.


I wreszcie dochodzimy do sedna sprawy.


12.1. Wiedza czy fantazja?


W kwietniu 1968 roku, w radzieckim czasopismie „Sputnik” nr 1/1968, opublikowano artykuł pod tytułem „Wiedza czy fantazja?”, którego autorem był językoznawca z AN Białoruskiej SRR w Mińsku dr Wiaczesław Zajcew. Jeszcze bardziej dziwnym, niż tekst artykułu, była ilustracja. Byli na niej ukazani dwaj astronauci i latające urządzenie, które przypominało latający talerz. Najwidoczniej szło o pozaziemski kosmolot. Rysunek ten był kopią malowidła naskalnego, odkrytego w okolicach Fergany w Uzbekistanie – jak twierdził podpis. Dla każdego niezorientowanego Czytelnika musiało to być jasne i logiczne: jeżeli malowidło naskalne było autentyczne, to zawierało ono bezpośredni dowód na często odrzucane twierdzenie o niegdysiejszej wizycie Pozaziemian na naszej planecie.

W artykule nie było żadnej wskazówki na to, skąd Zajcew wziął tą ilustrację. Obraz ten mogliśmy widzieć w filmie dokumentalnym Ericha von Dänikena  pt. „Wspomnienia z Przyszłości”, a jego komentarz wskazywał dr Zajcewa jako źródło informacji.

Dla mnie to było wszystko czarną magią. Bez chwili wahania zasiadłem do maszyny do pisania i wystukałem list do dr Zajcewa. Nie miałem do niego adresu, więc zaadresowałem list po prostu na AN BSRR w Mińsku, a zakończyłem go następująco:
[...] Na zakończenie chciałbym Pana zapytać o fotografię tego rysunku naskalnego z uzbeckiej Fergany, którą reprodukowano w >>Sputniku<< nr 1/1968. Takie zdjęcie przyczyniłoby się do zniknięcia wszelkich wątpliwości, co do prawdziwości jego źródła.

Za dwa miesiące, ku mojemu zdumieniu i radości, otrzymałem list od dr Zajcewa. Jego odpowiedź od razu sprowadziła rzecz do właściwego wymiaru:
[...] Rysunek ten, który opublikowało czasopismo >>Sputnik<< z 1968 roku nie jest w żadnym wypadku kopią fergańskiego fresku. Jest to współczesny obraz, namalowany przez pewnego współczesnego artystę malarza, a zatem odradzam Panu uważanie tego obrazu za autentyk.[2]

Dlaczego zamieściłem opis tego przypadku na początku rozdziału? Ano dlatego, że wielu autorów przytoczyło bezkrytycznie fergański rysunek w swych pracach, bez jakiejkolwiek weryfikacji jego źródła. Przyznaję, że ja też go chciałem przytoczyć Czytelnikowi jako oczywisty dowód – ale niestety...

Dr Wiaczesław Zajcew - uczony, który napisał tak fantastyczny artykuł nie musiał dementować niczego, a to dlatego, że – jak się potem dowiedziałem – na początku lat 70. poszedł w odstawkę i leczono go w klinice psychiatrycznej. Podobna metoda wobec opornych była stosowana często w ZSRR – czego potwierdzenie zyskaliśmy dopiero za rządów Sekretarza Generalnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Michaiła Siergiejewicza Gorbaczowa. W dodatku do gazety „Komsomolskaja Prawda” autor z rozbrajającą szczerością przyznaje, że w jego kraju każdy zdrowy człowiek może zostać uznany za schizofrenika i umieszczony w zakładzie psychiatrycznym. Szczególnie dotyczy to obywateli, którzy wykazują negatywne nastawienie do marksizmu-leninizmu, wykazują niezdrowe zainteresowanie religią i naukami z tzw. „pogranicza”.

Dr Zajcew – który tymczasem zmarł – był przede wszystkim uczonym. Z benedyktyńską cierpliwością zajmował się problemami istnienia życia pozaziemskiego i przyjmował to za wysoce prawdopodobne, że jakaś kosmiczna Inteligencja już swego czasu odwiedziła Ziemię. Tym sposobem wszedł on w konflikt z oficjalna marksistowsko-leninowską doktryną, która była odporna i „nieprzemakalna” na takie nowatorskie idee, zaś Zajcew nie miał najmniejszej ochoty zdradzić swe poglądy i koncepcje. Kosztowało go to stanowisko w AN BSRR i zaprowadziło do szpitala psychiatrycznego.[3]



[1] Hipotezy prof. Pietrowa nie uwzględniały zastrzeżeń, które przedstawiłem w przypisie nr 106. Gdyby taka „rzadka kometa” przeleciała w pobliżu Słońca, to w punkcie przysłonecznym poza orbitą Merkurego zostałaby ona podgrzana co najmniej do 500 K i wyparowałaby już wtedy. Kolejne zastrzeżenie budzi fakt nie zaobserwowania dziwnych fenomenów świetlnych w czasie zbliżenia komety Halley’a w 1910 roku, a zatem przyczyna „białych nocy” w roku 1908 musiała być inna!
[2] W Polsce kilku autorów jednak powołało się – niestety - w swych pracach na dr Zajcewa i rzekomy fresk z Fergany. Zresztą patrząc na ten obraz rzuca się w oczy kilka niezgodności nawet z ówczesną wiedzą ufologiczną – np. latający spodek ma napęd odrzutowy czy rakietowy...
[3] Na dzisiejszej Białorusi nic a nic się pod tym względem nie zmieniło. W dalszym ciągu trwają prześladowania „nieprawomyślnych” uczonych – np. atomistów i ekologów badających efekty wtórne katastrofy w Czarnobylu.