środa, 26 czerwca 2013

NAJWIĘKSZA ZAGADKA STULECIA (30)

12.4. Cechy wspólne


Jest czymś nader interesującym, że wyniki badań Zołotowa pokrywają się z wynikami badań prominentnych radzieckich ekspertów lotniczych. Inż. A. J. Monozkow – uznany lotniczy konstruktor i renomowany aerodynamik, który doszedł do świetnych rezultatów w rozwoju bezsilnikowych samolotów, nie może być nazwany „fantastą” czy „marzycielem”, jak swego czasu (przed niemal czterema dziesięcioleciami) nazywali uczeni z AN ZSRR swych oponentów.

Człowiek, jakim był Monozkow, należący do grupy konstruktorów lotniczych zespołu inż. Antonowa i który był w ekipie inż. Tupolewa – pracując nad nowymi typami samolotów o napędzie odrzutowym – był stuprocentowym specjalistą i nie dawał się ponieść jakimś fantasmagoriom. Problemem tunguskim zajął się na własną rękę, zainteresowany falą publikacji i polemik.

Monozkowowi udało się przede wszystkim znaleźć naocznych świadków, którzy w 1908 roku widzieli lot olśniewającego obiektu i widzieli jego wybuch. Ich zeznania i dokładna analiza ich relacji pozwoliła temu specjaliście na sporządzenie dokładnej mapy, na której ukazano trajektorię meteorytu i punkty oznaczające stanowisko świadka w czasie obserwacji.

Wypowiedzi Ewenków umożliwiły mu na obliczenie prędkości ruchu zagadkowego obiektu latającego tuz przed wybuchem. Opublikowane przezeń dane spowodowały gorące dyskusje w całym ZSRR, bo i było nad czym dyskutować! Z obliczeń Monozkowa wynikało bowiem, ze ów zagadkowy obiekt wyraźnie   w y t r a c a ł   swą prędkości i to tym intensywniej, im bardziej obniżał swój lot zbliżając się do tunguskiej tajgi! A teraz najważniejsze: tuż przed wybuchem jego v = 0,7 km/s!!![1]

Dla kręgów naukowych wyznających teorię meteorytową powyższe było nie do przyjęcia. Dla nich taka prędkość lotu była zupełnie niemożliwa! Z taką prędkością wynoszącą 700 m/s latały ówczesne radzieckie samoloty odrzutowe. Meteoryt, którego uderzenie w Ziemię dałoby takie niszczące efekty musiałby mieć średnicę co najmniej 1 km i masę 1.000.000.000. ton!!! W takim przypadku w dorzeczu Jeniseju musiałby powstać ogromny astroblem. Ten wszakże nie istniał, a zatem   t o   n i e   m ó g ł   b y ć    meteoryt. W publikacji Monozkowa pisze się wyraźnie już o tym, że wszystkie objawy wskazują na to, że w dniu 30 czerwca 1908 roku, eksplodowała tam atomowa jednostka napędowa sztucznego obiektu latającego, czyli mówiąc po ludzku – KOSMOLOTU – przy czym obiekt ten został w czasie hamowania nad Syberią doszczętnie zniszczony. Monozkow wskazuje dalej na to, że szkody poczynione w Wanawarze i jej okolicy nie mogły być spowodowane tylko energią termiczną, która uwolniłaby się w czasie kolizji nieznanego obiektu z Ziemią; wydaje się, że zniszczenia spowodowała niszczycielska siła energii jądrowej.
Członkowie AN ZSRR zareagowali negatywnie. Większość z nich oczywiście zanegowała osiągnięcia Monozkowa i stwierdziła, że dowód o nadmiernym promieniowaniu trawy i drzew w centrum eksplozji w tym przypadku musiałby przynieść test przeprowadzony in situ.


12.5. Podwyższona radioaktywność


Dowód ten udało się uzyskać w 1959 roku Giennadijowi Plechanowowi i jego wyprawie: w krytycznym obszarze była podwyższona radioaktywność!!! – co stwierdzono bezsprzecznie! Grupa Aleksieja Zołotowa odkryła dalsze ślady, które wstrząsnęły teoretyczną konstrukcją członków AN ZSRR, jak np. Fłorieńskiego i Fiesienkowa. Uwagę Zołotowa i jego kolegów nie przyciągnęły leżące i uschłe drzewa, ale także te, które ten kataklizm przeżyły. Następnie przebadano te drzewa, które rosły w najbliższym sąsiedztwie epicentrum. Jedno z nich było powalone.

Był to modrzew.

Po przecięciu w poprzek jego pnia można było ustalić wiek przy pomocy słoi rocznego przyrostu masy drzewnej. Uczeni stwierdzili ponad wszelką wątpliwość, że modrzew mógł pochwalić się godnym podziwu wiekiem – 300 lat życia. Ale nie to było piorunującym odkryciem – bowiem Zołotow i jego towarzysze stwierdzili mianowicie to, że słoje stały się gęstsze – u modrzewi słoje rocznego przyrostu rzedną z wiekiem – co oznaczało, że po 1908 rzeczony modrzew po prostu   o d m ł o d n i a ł !!!  Jego słoje przyrostu były wielokrotnie silniejsze, niż w warstwach przed katastrofą!

Kazancew tak to fachowo skomentował:
Przyśpieszony rozwój drzew na obszarze katastrofy zainteresował już badaczy ekspedycji meteorytycznej z 1958 roku, aliści wszyscy uspokajali się faktem, że ocalałe drzewa miały więcej światła i dostawało się im do gleby więcej soli mineralnych z powalonych drzew. Zołotow wykazał, że wniosek ten jest całkowicie błędny. Jego ekspedycja z 1960 roku zbadała drzewa i w obszarze, i poza obszarem zniszczeń z 1908 roku, gdzie warunki środowiska się nie zmieniły. Przy tym odkryto, że młode modrzewie były tak wielkie, jak 150-letnie drzewa!

Co w takim razie było przyczyną tak burzliwego wzrostu drzew w tajdze?

Zołotow na podstawie badań słoi przyrostu rocznego wykazał, że po eksplozji doszło do znacznego wzrostu produkcji drewna. Przed rokiem 1908 słoje były szerokie na 0,4...2,0 mm, zaś po wybuchu ich szerokość zwiększyła się do 5...10 mm! – czyli o 500%! Drzewa, które wyrosły już po eksplozji, powinny mieć w 1959 roku wysokość 7...8 m, de facto miały 16...22 m!!! U drzew, które przeżyły wybuch zwiększył się 4-krotnie obwód w stosunku do drzew spoza zasięgu wybuchu. Kazancew sądzi, że: Możliwe, iż w glebie tego obszaru istnieją jakieś nowe związki chemiczne, które mają związek z wybuchem jądrowym.

Radioaktywne związki chemiczne, które przyspieszyły wzrost. Stymulatory wzrostu.

Aleksiej Zołotow poszedł jeszcze dalej w swych badaniach i wpadł na pomysł zbadania każdego słoja przyrostu na radioaktywność. Jeżeli w roku 1908 doszło do jądrowej eksplozji, to musiało również dojść do radioaktywnego opadu[2], który spadł wraz z popiołem na rośliny. Badania takie mogłoby to przypuszczenie potwierdzić.
W laboratoriach W-UFIBG trwała praca po zakończeniu ekspedycji Zołotowa. Na przecięciu powalonego modrzewia zaznaczył on trzy historyczne lata: 1700, 1812 i 1908. Liczniki GM wykazały w dwóch pierwszych słojach zero radioaktywności – nie udało się znaleźć śladów wybuchów jądrowych za czasów Iwana IV Groźnego czy inwazji Napoleona I na Rosję. Inaczej to wyszło w roku 1908. Dokładny pomiar wykazał, że w 1908 roku zwiększyła się radioaktywność słoja przyrostu i to znacznie. Wszystkie symptomy świadczyły za obecnością radioizotopu strontu-90 – 90Sr. Półokres jego zaniku wynosi 28 lat, co pozwala sądzić, że po upływie połowy stulecia musiało tam znajdować się jeszcze ponad 10% nierozpadłego strontu-90.[3]Wymieniony tutaj radioizotop mógł powstać w czasie wybuchu atomowego.[4]

Zołotowowi i jego kolegom udało się w roku 1960 wykazać aż 5-krotnie wyższą radioaktywność drzew w stosunku do promieniowania tła. Geofizykowi z Kalinina bardzo przy tym pomogły rejestraty barografów z 1908 roku, przechowywane w Królewskim Obserwatorium Astronomicznym w Greenwich, które przejrzał. Wykresy zmian ciśnienia atmosferycznego były przy tym nader podobne do analogicznych wykresów, powstających w czasie testów jądrowych na wysokości 5 km nad ziemią.

Już Leonidowi Kulikowi rzuciło się w oczy zwęglenie drzew na obszarze wybuchu, dlatego też jego współpracownik i przyjaciel Krinow zwrócił uwagę na to, że silne i słabe gałęzie były jednakowo zwęglone i połamane na końcach, co oznaczało, że do podpalenia drzew musiało dojść błyskawicznie, i w żadnym przypadku nie można mówić o zwykłym pożarze lasu. Wedle Krinowa wszystko wskazuje na to, że przyczyną tego stanu rzeczy mógł być tylko wybuch. Podejrzenia Zołotowa dopełnił swym domysłem, że na danym obszarze występują spalone i nie spalone połacie lasu, a na jednym i tym samym drzewie mogą występować jednocześnie spalone i nie ruszone przez wysoką temperaturę gałązki!...

Baxter i Atkins doszli w swej książce pt. „Jak drugie Słońce” do następującego wniosku:
Najbardziej przekonywującymi przesłankami wskazującymi na słuszność teorii o wybuchu atomowym są szkody, które poniosła miejscowa flora i fauna. Spostrzeżenia poczynione przez członków ekspedycji w latach 20. i 30. świadczą o tym, że rośliny i zwierzęta zostały wystawione na ekspozycję silnego promieniowania γ o mocy porównywalnej z tym w Hiroszimie.

Zołotow nie bał się po ekspedycjach w latach 1959 i 1960 wystąpić z niezwykłym wyjaśnieniem tunguskiej katastrofy. Ten   o w a l n y   kształt krytycznego obszaru wywału drzewostanu wynikał z tego, że eksplodujące ciało miało kształt cylindra, co spowodowało eliptyczny rozsył fali uderzeniowej i promieniowania oraz rozlot ewentualnych odłamków. Również E. L. Krinow, który na początku nie podzielał poglądów Zołotowa, w czasie tunguskiej wyprawy w 1959 roku, zwrócił uwagę na nieprawidłowy kształt badanego miejsca. Wykorzeniony las zajmuje – jak później powiedział – wyraźnie owalną powierzchnię, której wielka półoś przebiegała z SE na NW.




[1] Tyle mniej więcej wynosi prędkość lotu pocisku wystrzelonego z karabinka AK-74.
[2] W literaturze naukowej używa się również anglojęzycznego terminu fall-out.
[3] Czas półrozpadu – T1/2 dla 90Sr = 29 lat, a zatem to dzisiaj, w roku 2003 ilość nierozpadłych atomów strontu-90 wynosi odpowiednio 1 : 23,28 = 0,1029... ≈ 0,10 czyli 10% ilości początkowej. W roku 1959 musiało tam być 29,5% początkowej ilości tego radionuklidu, a więc odczyty pomiaru skażenia nim musiały być o wiele wyższe i wyraźniejsze, niż dzisiaj.
[4] Radioizotopy strontu: 89Sr i 90Sr mają najdłuższe T1/2, które równają się odpowiednio 50,52 doby i 29 lat. Powstają one tylko w reaktorach jądrowych lub w czasie eksplozji atomowych i podlegają rozpadowi typu β- i γ.