niedziela, 30 czerwca 2013

NAJWIĘKSZA ZAGADKA STULECIA (33)


12.11. Statek kosmiczny, a może głowa komety?...


Powyższym pytaniem zajął się niemiecki fizyk dyplomowany dr Illobrand von Ludwiger. Wraz z drugim uczonym – dr Burkhardem Heimem zajął się rozwiązaniem zagadki tunguskiej. W jednym ze swych listów tak ukazał mi swe poglądy:
Już dawno temu wraz z Heimem przeczytaliśmy całą dostępną nam literaturę na ten temat i dojrzeliśmy do przedstawienia naszego punktu widzenia na ten problem. Wykluczyliśmy antymaterię, bowiem ta nie mogła zbyt głęboko wniknąć w atmosferę. Czarne dziury... – ich promieniowanie wyrządziłoby więcej szkód.[1] Hipotetyczna czarna dziura wylatując po drugiej stronie planety kolejne wybuchy.[2] Poza tym w tej teorii bez odpowiedzi pozostaje pytanie, dlaczego nie wyparowały drzewa w PUNKCIE ZERO. Każda teoria   m u s i   wyjaśnić fakt uwolnienia energii, a tego właśnie nie wiemy, jak do niego doszło. To nie jest zgodne z teorią o meteorycie. Gdyby ten meteoryt o masie miliona ton rozpadł się, to musielibyśmy znaleźć jego szczątki. Tych roztopionych kuleczek do nich nie zaliczam.

Heima i mnie zdumiał swego czasu artykuł w >>Nature<<, w którym napisano, że słoje pewnego drzewa na Alasce (!) z roku 1908 zawierają tyle radionuklidów, ile znajduje się teraz – w czasie testów jądrowych.

Wtedy przyszło mi do głowy, że głowa komety z pary wodnej mogła zostać poprzez zderzenie z atmosferą tak ściśnięta, że przeszła do metalicznego stanu skupienia. Kompresja i temperatura spowodowały to, że doszło do fuzji jąder wodoru w jądra helu i tzw. >>gorącej<< reakcji termojądrowej. Idea ta się nawet broni z punktu widzenia termodynamiki, ale daliśmy sobie spokój, kiedy wyliczyliśmy, że ciepła nie wystarczyłoby na zainicjowanie reakcji termonuklearnej. Ale jak już powiedzieliśmy, nie obliczaliśmy tego dokładnie, więc nie możemy tego stwierdzić autorytatywnie.

Z naukowego punktu widzenia można stwierdzić, że informacje i dowody materialne potrzebne do sformułowania kompletnej teorii są już niedostępne, bądź już nie istnieją – mam na myśli karty zdrowia, z których można by ustalić, czy dana osoba miała chorobę popromienną, czy nie; materiały z obszaru eksplozji – np. stopione kuleczki, itd. itp.; dokładnie wskazaną trajektorię lotu obiektu od chwili wtargnięcia w atmosferę do chwili eksplozji.

Illobrand von Ludviger nie wyklucza, że na Syberii rzeczywiście mógł eksplodować stworzony przez Obcą Inteligencję obiekt latający.

Ze względu na to, że przyszłe kosmoloty będą musiały mieć do swej dyspozycji ogromne ilości energii, możemy wykazać, że mogło tam dojść do eksplozji generatora tej energii. Można by także wyjaśnić, dlaczego uderzenie fali udarowej było tak asymetryczne – bowiem tam, gdzie napotykała jakieś masywniejsze przeszkody, musiała je pierwej odparować – stąd stopione kuleczki. To wszystko są jedynie przesłanki, ale nie dowody na to, że doszło tam do katastrofy kosmolotu. Według mojego punktu widzenia, jest to tylko czysta spekulacja – jak na razie.

W swej przedmowie do serii artykułów pt. „Tajemnicza eksplozja w 1908 roku w syberyjskiej tajdze” jego autor – Maurice de Sany zebrał wraz z prof. dr André Boudinem w belgijskim czasopiśmie „Inforespace” najoczywistsze symptomy tej katastrofy sprzed ponad 90 laty:
Najbardziej zwodniczym jest następujący fakt: rosyjski badacz Zołotow wykazał, że zasięg tej katastrofy był większy, niż dotąd powodowały to meteoryty, które wpadły do atmosfery ziemskiej. To świadczy o tym, że ciało dysponowało własnymi źródłami energii. Antymaterię możemy wykluczyć, bowiem już w rzadszych warstwach atmosfery zamieniłaby się w pył – i nie dosięgła powierzchni Ziemi, albo spowodowała tam wybuch.[3]

W tej okolicy znajdujemy nawet dzisiaj niewyjaśnionego pochodzenia radioaktywność, która w żadnym przypadku nie mogłaby powstać w przypadku spadku aerolitu.[4] Na zakończenie musimy przyznać, że nie znamy żadnego naturalnego zjawiska, które wyjaśniałoby wszystkie tu wymienione aspekty zagadnienia.

A zatem są możliwe dwie hipotezy:
-         Być może chodzi tu o pozaziemski, ale naturalny fenomen;
-         Albo chodzi tutaj o obiekt sztuczny, pozaziemskiego pochodzenia...

Tymczasem upłynęło już ponad 50 lat od czasu, kiedy Aleksander Kazancew pierwszy przypuścił, że Ludzkość tylko o włosek uniknęła Kontaktu z Kosmitami. Ta hipoteza, dzięki wysokonakładowym książkom Ericha von Dänikena i innych autorów wzbudziła uwagę laików i uczonych. I tak fenomen tunguski stał się przedmiotem badań i zaciekłych sporów.



[1] W czasie przelotu przez Ziemię czarna dziura pochłaniałaby jej materię wydzielając silne promieniowanie γ, które zabiłoby wszelkie życie w okolicach wlotu i wylotu kolapsara z naszej planety.
[2] Nie wiedzieć, dlaczego wszyscy zakładają, że ów mityczny kolapsar przeniknąłby Ziemię od rejonu Podkamiennej Tunguskiej aż do północnego Atlantyku. Biorąc pod uwagę kąt padania i kierunek lotu, ten kolapsar powinien przestrzelić Ziemię na wylot i opuścić planetę gdzieś pomiędzy Sankt Petersburgiem a Dublinem!
[3] Albo silny błysk promieniowania γ, o energii wyliczanej z einsteinowskiego wzoru na równoważność materii i energii.
[4] Tego akurat nie można być takim pewnym, bo jeżeli meteoryty pochodzą z Pasa Asteroidów, to być może są tam i takie, które zawierają rudy uranu, radu czy toru, a fakt, że ich nie znaleźliśmy na Ziemi czy Księżycu wcale nie stanowi dowodu na to, że ich w ogóle nie ma...