czwartek, 4 lipca 2013

NAJWIĘKSZA ZAGADKA STULECIA (37)

13.9. Odkrycie Witalija Woronowa.


Badacze, którzy zajmują się fenomenem tunguskim nie mogą pogodzić się z faktem, że to wydarzenie liczące sobie niemal 100 lat wciąż broni się przed próbą zamknięcia go w ramki naukowych standartów, zdumieli się na wieść o odkryciu dokonanym przez pewnego myśliwego, który polował na zwierzęta futerkowe.

Tym człowiekiem był Witalij Woronow, który – jak oznajmiła to zdumionemu światu APN – natrafił w odległości około 150 km na NW od epicentrum katastrofy z 1908 roku na   d r u g ą   wielką powierzchnię wywalonych drzew!!!

Specjaliści od tej zagadki byli zrazu nastawieni sceptycznie. Opowiadanie myśliwego zrazu wydało się im nieprawdopodobne, a potem musieli mu przyznać rację i zmienić swe nastawienie – fotografie satelitarne jednoznacznie pokazały, że rzeczony wywał lasu znajduje się dokładnie na przedłużeniu trajektorii lotu nieznanego ciała, które tam spadło...

A to zmieniało całkowicie obraz sytuacji!

Długo przedtem wydawało się badaczom, że naoczni świadkowie mówili o   d w ó c h   eksplozjach. Gdyby tak było naprawdę, to dlaczego drzewa były wywrócone tylko w   j e d n y m  miejscu? Nie pozostało zatem nic innego, jak pogodzić się z myślą, że kosmiczny pocisk rozpadł się w atmosferze na co najmniej dwie części. Byłby to również dowód a to, że obiekt ten odznaczał się wielką masą – obliczenia wahają się pomiędzy 70 a 250 mln ton, jego średnica wynosiłaby zatem ok. 1 km, a siłę eksplozji można by porównać z mocą eksplozji małej bomby wodorowej.[1]

Odkrycie syberyjskiego myśliwego rzuca nowe światło na dziwne rejestraty sejsmografów, które zapisano w różnych stacjach sejsmicznych w dniu 30 czerwca 1908 roku. Same fale uderzeniowe nie zdołałyby wywołać takiego trzęsienia ziemi, a zatem – patrząc na te zapisy – należałoby stwierdzić, że doszło jednak do silnego uderzenia o ziemię. No właśnie, ale co się stało z samym obiektem? Gdzie astroblem, czy nawet kilka kraterów impaktowych???...

Czy znalazł je syberyjski myśliwy Woronow?

Wedle informacji opublikowanej przez APN, można by sądzić, że tak. W czasie polowania natknął się on na okrągły krater, o rozmiarach 200 m średnicy i 15-20 m głębokości. Uczeni z zaskoczeniem dowiedzieli się, że krater ten znajduje się jeszcze poza drugim wywałem drzew![2] Podobne małe kratery o średnicy do 10 m znalazł swego czasu Leonid A. Kulik w miejscu epicentrum eksplozji. Odkrył je w 1927 roku, kiedy spełnił się jego sen o wyprawie z tajgę. Witalij Woronow, który odkrył wywalone drzewa i krater w pierwszej połowie 1991 roku zainspirował wielu uczonych do tego, by udali się w jego ślady. Dziennikarze z APN przedwcześnie prorokowali, że zagadka stulecia rychło znajdzie swoje rozwiązanie!

I co? I to, że od chwili odkrycia tego astroblemu minęło już 12 lat i ja dotąd oficjalna nauka milczy na ten temat, jak zaklęta! A zatem odkrycie Woronowa byłoby kolejną ślepą uliczką? Czy nie zawiodło ono nadziei uczonych, które w nim pokładano?...

Czy w 1908 roku nie zaktywizowały się jakieś paranormalne siły?

To jest następna hipoteza, która wychynęła skądinąd i wcisnęła się między ludzi, a której nikt nie brał pod uwagę. Wyglada bowiem na to, ze ten obiekt, który zstąpił z nieba w dniu 30 czerwca 1908 roku, uderzył dwukrotnie w Ziemię – najpierw uderzył w środek Kulikowskiego Wywału, potem w środek Sziszkowskiego Wywału, aż wreszcie zarył się w ziemię w Woronowskiej Woronce – w miejscu, które odkrył Woronow w 1991 roku.

A zatem wyglądałoby na to, że nastąpił tam   r y k o s z e t   nieznanego ciała na powierzchni Ziemi. Obiekt uderzył w Ziemię, zrykoszetował i przeleciał 150 km i uderzył w ziemię po raz wtóry, gdzie definitywnie zakończył swój lot.[3]

Niekiedy wydaje mi się, że odkrycia uczonych są bardziej fantastyczne od niejednej powieści science-fiction...


13.10. Teoria pozytywna i...


Trwa wciąż walka na argumenty „pro” i „kontra”. Według informacji podanej przez stację TV – Niezawisimoje Tielewidienie (NTW) – pewnemu inżynierowi z Krasnojarska udało się znaleźć w tajdze 5-tonowy blok skalny z Kosmosu. Niestety nie podano miejsca lokalizacji tego znaleziska. Dziennikarz NTW podał w swej informacji, że może tutaj chodzić o odłam tunguskiego super-meteorytu. [...] Niestety, po bliższym zbadaniu sprawa okazała się być zwykłym humbugiem, ale za to jakże znakomicie się sprzedającym!... NB, nie pierwszym i nie ostatnim w Rosji.[4]


13.11. Ponura perspektywa.


 Co każde 21 lat należy liczyć się z perspektywą zderzenia, w czasie którego zostanie uwolniona energia 680 kt TNT. Asteroidy z energią uderzenia 20 kt powinno się oczekiwać każdorocznie! Ta energia odpowiada energii wybuchu bomb atomowych, które zniszczyły Hiroszimę i Nagasaki!

To są słowa jednego z czołowych ekspertów od meteorytów, który swe poglądy opiera o znajomość ruchów asteroidów w przestrzeni ziemskiej orbity wokółsłonecznej. Autor tego stwierdzenia doszedł do takiego wniosku po długich obliczeniach – jak widać istnieje całkiem spore prawdopodobieństwo zderzenia się Ziemi z takim asteroidem... Można tylko Bogu dziękować za to, że do powierzchni Ziemi dolatuje tylko ich znikomy ułamek procenta!

Okazało się, że tak naprawdę niebezpieczne dla Ziemi (a zatem i dla nas) są żelazno-niklowe asteroidy, których jest wprawdzie tylko 6% ogółu, ale jedna z nich może co 1400 lat spaść na Ziemię, co spowodowałoby wybicie astroblemu o średnicy co najmniej 500 m!
Niestety, to niczego nie zmienia w sprawie tunguskiej tajemnicy, która liczy sobie prawie 100 lat. Możemy tylko mówić o szczęściu, że jak dotąd nie mieliśmy jej powtórzenia![5]





[1] A raczej bardzo wielu bomb wodorowych, co łatwo obliczyć ze wzoru na energię kinetyczną (Ek) takiego kosmicznego pocisku.
[2] Według uczonych rosyjskich istnieją tam trzy obiekty poimpaktowe: Kulikowskij Wywał, Sziszkowskij Wywał i Woronowa Woronka – rosyjskie słowo воронка oznacza niewielki krater, lej po bombie.
[3] Ostatnio wypowiedział się w tej sprawie prof. Jordaniszwili, który udowodnił, że nieznany obiekt tunguski odbił się od Ziemi nie raz, ale dwa razy tworząc dwa wywały drzew i astroblem Woronowa, w rozstawie 150 km jeden od drugiego.
[4] Można tutaj wspomnieć humbug z katastrofą UFO na Kaukazie czy opowieści o tajnych bazach Kosmitów pod Krymem sprokurowane przez żądnych sławy i pieniędzy pseudo-ufologów, w tym także niektórych autorów, którzy dla zysku pisali niewiarygodne brednie będące plagiatami utworów z Zachodu, co swego czasu zdemaskował w Polsce znany krakowski ufolog – Bronisław Rzepecki.
[5] To stwierdzenie jest co najmniej problematyczne, o czym będzie w podrozdziale 14.8.