piątek, 5 lipca 2013

NAJWIĘKSZA ZAGADKA STULECIA (38)

14. Wybuch atomowy! – Quod erat demonstrandum...


14.1. Teza o wybuchu jądrowym


Wyjaśnienie pochodzenia i przyczyn tunguskiej katastrofy jest bardzo złożone. Mogłeś tego doświadczyć drogi Czytelniku na własnej skórze, kiedy błądziłeś w dżungli sprzecznych wskazówek. Były Tobie ukazywane poglądy różnych znakomitych uczonych z różnych krajów – i to nie połączone ze sobą. Zajmowanie się zagadką stulecia to także kwestia prestiżu, ale outsiderzy nie są tam mile widziani, co też widziałeś na własne oczy. Wielu uczonym wcale nie chodzi o wyjaśnienie zagadki, ale o przedstawienie własnego naukowego ego i własnej orientacji naukowej. I każdy z nich pilnie baczy, żeby nikt nie wszedł do ich ogródka, na jego pole zainteresowań i pracy badawczej.

Żaden teoretyczny model nie miał być zignorowany. Pożądane są hipotezy szalone i nieortodoksyjne próby odwagi. Prawdą jest, że cały szereg hipotez nie wytrzymał próby ognia, ale z drugiej strony – były (i nadal są) one źródłem inspiracji i uwag, które trzeba było brać na serio. Jest dokładnie na odwrót – to właśnie fantazja jest motorem postępu i daje nam skrzydła, co potwierdza sama Przyroda. No bo czy wiecie, że bomby wodorowe mogą powstać także w sposób naturalny? Oczywiście w przypadku, kiedy dojdzie do samoczynnego połączenia się idealnych warunków i wszystkich potrzebnych składników. Tak więc w 1908 roku mogło dojść na Syberii do termojądrowego wybuchu!

Przyznacie, że to twierdzenie jest bardzo śmiałe i karkołomne. Czy da się je udowodnić?

Bardzo łatwo.

Jak już powiedziałem, w Przyrodzie istnieje możliwość sklecenia bomby termonuklearnej, tylko musi dojść do połączenia się kilku ingrediencji, do czego może dojść w trakcie procesów fizyko-chemicznych w głowie komety. W tym ciele złożonym, ze śniegu i lodu znajduje się stokrotnie więcej energii, niż sądzimy. Związki chemiczne tam występujące nie są „nuklearne” w potocznym tego słowa znaczeniu, i nie powodują eksplozji termojądrowej. Do czasu! – bowiem kiedy głowa komety wpadnie w ziemską atmosferę, to miażdżący napór powietrza ją zgniecie i rozgrzeje adiabatycznie, dzięki czemu wytworzą się odpowiednie warunki temperatury i ciśnienia. Są to warunki sprzyjające do „zapłonu” „gorącej” reakcji termojądrowej. W końcu dochodzi do potwornej eksplozji, a jej ciśnienie i temperatura roznosi kometę na drobny pył!...

W żadnym przypadku nie można wykluczyć, że tunguskie ciało było głową komety. Jej jądro składało się z zamrożonego wodoru, metanu i amoniaku, zmieszanego z ciekłym helem. Taka mieszanina magazynuje energię. Przy jej uwolnieniu dochodzi do od 10- do 100-krotnego wzmocnienia eksplozji w porównaniu z konwencjonalnymi materiałami wybuchowymi. Przy wysokich temperaturach rzędu 40.000 K, pod normalnym ciśnieniem atmosferycznym 1013 hPa czyli 760 mm Hg – hel przechodzi z fazy ciekłej w gazową.[1] Po podwyższeniu ciśnienia do 125 atm, ciepłota wewnętrzna wzrośnie do 5 mln K, co może spowodować eksplozję ciężkiego wodoru – deuteru (D). Należy się z tym liczyć po podwyższeniu ciśnienia do 250 atm, że nagła przemiana helu-3 spowoduje eksplozję zwykłego wodoru[2].[3] Można by zatem przedstawić, że do takiego procesu w komecie tunguskiej mogłoby dojść. Skutki tej eksplozji tak czy owak odpowiadałyby skutkom eksplozji kilku bomb wodorowych!

Druga wskazówka wraca do fenomenu piorunów kulistych.

Brytyjski uczony A. T. Lawton doszedł do wniosku, że tunguską katastrofę spowodowało ciało kosmiczne o średnicy >1 km. Termin „ciało” może oznaczać tu także piorun kulisty, składający się z pyłu i elektryczności, który po zbliżeniu się do Ziemi po prostu rozładował się w mega-błyskawicy. To wywołałoby silne fale uderzeniowe i wszelkie inne efekty zaobserwowane przy wybuchach jądrowych.[4]

W poprzednich rozdziałach rozważałem możliwość istnienia kulistych piorunów z antymaterii, co także mogłoby być zgodne z lawtonową tezą o piorunie kulistym.


14.2. Co naprawdę znaczy UFO?


Tunguskim fenomenem przed kilku laty zajął się także izraelski matematyk dr Ari Ben-Menahem. Wyniki swych badań opublikował on w Holandii. Uczony ten, który pracuje w Obserwatorium Geofizycznym Instytutu Weizmanna, otrzymał wsparcie od takich renomowanych instytucji, jak m.in. Cambridge Laboratories (AFCRL) i amerykańskich sił powietrznych – USAF. Z podziękowaniami za pomoc zwrócił się on także do prof. Shaloma Abarneela z Uniwersytetu w Tel Awiwie i dr Moshe Vereda, który pomógł mu w wyliczeniu teoretycznej krzywej sejsmograficznej.

Wszystko to miało być dowodem, jednakże – jak powiedział mi dr Zotkin – WBM AN ZSRR nie ceni prac Ben-Menahema, bowiem – jak mi wyjaśniono – izraelski matematyk uważa obiekt tunguski za UFO. Dowiedziałem się przy tym, ze podobne stwierdzenie w ZSRR dyskredytuje każdego uczonego, zaś z drugiej strony jest absurdem wprost podejrzewać Ariego Ben-Menahema o to, że wierzy w to, iż nad syberyjską tajgą mógł eksplodować latający talerz...

UFO to znaczy tyle, co Unidentified Flying Object – Niezidentyfikowany Obiekt Latający – NOL.[5] To nie ma niczego wspólnego z terminem Flying Saucers – czyli latającymi talerzami. Niestety – do zlania się tych dwóch fraz często dochodzi i są one używane wymiennie. Ale problem leży w tym, że dr Ben-Manahem nie używa tego skrótu   a n i   r a z u !!!

I nigdy nie mówił o latających talerzach!

Izraelski uczony użył w swym matematycznym dowodzeniu starych sejsmogramów, na których były odnotowane wstrząsy z 1908 roku. Analizował je porównując z sejsmogramami zarejestrowanymi w czasie radzieckich powietrznych testów jądrowych na ich atomowych poligonach na Nowej Ziemi i Łob-Nur.[6]

Pisze on we wstępie, że:
Nasza wiedza o trzęsieniach ziemi i eksplozjach zgromadzona od początków naszego stulecia jest przydatną do interpretacji tych sejsmogramów. Podobieństwo pomiędzy sejsmicznymi a akustycznymi falami powstałymi w epicentrum wspiera hipotezę, że syberyjski wybuch UFO wedle wszelkich przesłanek spowodował efekty, które można porównać do działania pozaziemskiej rakiety nuklearnej o mocy eksplozji wynoszącej jakieś 12,5 Mt TNT.

Przyjrzyj się temu uważnie Czytelniku: izraelski matematyk w żadnym wypadku nie mówi o tym, że jakaś tam pozaziemska cywilizacja bombardowała Ziemię pociskami nuklearnymi; on jedynie porównuje efekty działania Bolidu Tunguskiego do znanej mu broni jądrowej, czy raczej termojądrowej. Dlatego właśnie pisze on o eksplozji UFO – detonacji NIEZNANEGO OBIEKTU LATAJĄCEGOcum omni sensu. Ma on na myśli to, a nie coś innego, co precyzuje zresztą tak w dalszym ciągu:
Syberyjska eksplozja UFO w dniu 30 czerwca 1908 roku jest do dziś dnia niewyjaśnioną zagadką. Żadna teoria nie objaśniła do końca wszystkich dziwnych wydarzeń związanych z tym fenomenem. Natomiast można zinterpretować wyliczoną koncentrację energii uwolniona w czasie tego wybuchu... Prawdopodobnie nigdy nie będziemy w stanie wyjaśnić tego problemu, póki na powierzchni Ziemi nie wydarzy się podobne wydarzenie.[7]

Ben-Menahem jedynie teoretyzuje, albowiem - gdyby jego uwaga stała się rzeczywistością i tunguska katastrofa się powtórzyła, to byłaby nieopisana groza! Jak to już napisałem w innym miejscu – obszar wielkości Belgii przestałby właściwie istnieć!!!

Arthur C. Clarke – znany w świecie pisarz SF – napisał w jednej ze swych powieści, że w dniu 30 czerwca 1908 roku Moskwa tylko o włos uniknęła katastrofy. Do tego niechybnie doszłoby, gdyby Meteoryt Tunguski – Clarke’owi jeszcze wtedy wydawało się, że był to zwyczajny meteoryt – odchylił swoją trajektorię o kilka tysięcy kilometrów na zachód. Co to jest 4.000 km  w porównaniu z odległościami w Kosmosie?... Dr Jawnel tak uświadamiał mi odległości panujące na Syberii: z mojego rodzinnego Wiednia do Moskwy leci się 2,5 godziny, zaś z Moskwy do Tunguski (gdyby takie połączenie lotnicze istniało) leci się aż 8 godzin! Non stop!

A. W. Wozniesienskij – swego czasu dyrektor Obserwatorium Meteorologicznego w Irkucku – opublikował na wiosnę 1927 roku wyniki badań eksplozji w tajdze. W swym artykule, który opublikował on w czasopiśmie „Mirowiedienie” skonstatował, że huk wybuchu było słychać na przestrzeni 570.000 km2, a zatem czterokrotnie większym od Wielkiej Brytanii![8]

I to był dla izraelskiego matematyka dostateczny dowód na to, że by wypowiedzieć się nie tylko na temat energii, ale i jej nośnika. Choć nie obalał on argumentów Kulika, Krinowa i Whipple’a – którzy rozważali meteoryt kometarnego pochodzenia; to od samego początku skłaniał się ku teoriom Fiesienkowa, Zotkina, Zikulina czy Zołotowa, a to dlatego, że po nowatorsku podeszli oni do:
... problemu kinetycznych i dynamicznych właściwości UFO i wzajemnego wpływu atmosfery na UFO w czasie spadania na powierzchnię Ziemi.

Izraelczyk przeanalizował zeznania naocznych świadków i porównał je z innymi widzianymi zjawiskami świetlnymi. Przeprowadzał przy tym różne modelowe eksperymenty, przy czym najwięcej uwagi poświęcił figurze geometrycznej, którą wykreśliły padające drzewa w tajdze. Nie wykluczył tu kolizji z meteorytem czy głową komety. W swym pisemnym raporcie oświadczył, że obiekt leciał z kierunku SE na NW, a wniknął do atmosfery z vG = 40 km/s, kursem 45-60o na E od południka. Kąt lotu ku Ziemi nie przekroczył wartości 30o i prawdopodobnie zawierał się w przedziale 15-17o.[9]

Straszliwe zniszczenia w epicentrum należałoby przypisać statycznej eksplozji na wysokości około 5-10 km i fali balistycznej zmierzającej pod kątem 15-17o do powierzchni Ziemi. Energia eksplozji wyniosła 12,5 Mt TNT. Ben-Menahem w swym doniesieniu pisze tak:
Meteoryt w locie był otoczony poświatą zjonizowanych gazów, która tworzyła kulistą aurę wokół niego – co widzieli świadkowie. Sama eksplozja miała kształt ognistego słupa i wyrzuciła rozżarzoną materię na wysokość co najmniej 20 km. Fala żaru była odczuwana w odległości 70 km od źródła – w Wanawarze. Krytyczne wydarzenie można było zobaczyć w świetle dziennym aż do 500 km i słyszeć w odległości co najmniej 1.270 km.[10] W pobliżu epicentrum las był powalony w odległości 10-15 km, zaś pojedyncze wykroty znajdowano w odległości nawet 40-50 km. Zniszczone było aż 8.000 km2 lasu...




[1] Hel przechodzi w stan ciekły w temperaturze 1,06 K (-272,2oC) i ciśnieniu 26 atm, zaś wrze w temperaturze 4,33 K (-268,934oC).
[2] Izotop 3He ma to do siebie, że jest pochłaniaczem neutronów, co przebiega zgodnie z reakcją: 3He + n → 4He,  i może spowodować tzw. „zakiśnięcie” bomby wodorowej poprzez spadek wydajności reakcji syntezy termonuklearnej i spadek mocy eksplozji oraz błysku neutronowego nawet o 50%.
[3] Reakcje termonuklearne wymagają zwykłego wodoru – 1H, ciężkiego wodoru – deuteru (D) – 2H i superciężkiego wodoru – trytu (T) – 3H, ostatnio mówi się także o hiperciężkich izotopach wodoru: 4H i 5H. Przebiegają one wedle wzorów:
1.       H + H → He + β+ + ν + 1,44 MeV
2.       D + D → H + T + 3,25 MeV
3.       D + D → 3He + n = 4 MeV
4.       D + T → He + n + 17,6 MeV
5.       4H → He+ 2β- + 26 MeV
6.       6Li + n → He + 3H + 4,7 MeV
Jak widać to ze wzoru 6 – lit jest także dobrym paliwem do reakcji termojądrowych. Wszystkie te reakcje wymagają znacznie wyższych ciśnień i temperatur, niż to podał autor.  
[4] Byłby to zatem elektrowybuch o ogromnej mocy.
[5] W języku polskim używa się określenia Nieznany Obiekt Latający – Unknown Flying Object, co jest naszym zdaniem terminem bardziej odpowiadającym rzeczywistości.
[6] Autorowi najprawdopodobniej chodzi o atomowy poligon w Semipałatyńsku. Poligon Łob Nur (Lop Noor) i drugi na Takla-Makan leży na terenie Ch.R.L.
[7] Wydarzenia tego rodzaju – tylko w mniejszej skali – wydarzyły się jednak w Polsce, w dniu 14 stycznia 1993 roku (Jerzmanowice) i w Rosji w nocy 25/26 września 2002 roku (Witim).
[8] Nieścisłość: tylko dwukrotnie, bowiem powierzchnia Wielkiej Brytanii wynosi aż 244.870 km2.
[9] Czyli dokładnie takim, pod jakim wchodzi w atmosferę większość statków kosmicznych i wahadłowców w locie ku powierzchni naszej planety.
[10] Eksplozja w Jerzmanowicach była słyszalna w promieniu 30 km, zaś jej błysk widziano aż w odległości do 70 km.