niedziela, 7 lipca 2013

NAJWIĘKSZA ZAGADKA STULECIA (39)

14.3. Porównanie z testami jądrowymi.


Ari Ben-Menahem dowiódł swego twierdzenia poprzez porównanie atmosferycznych fal uderzeniowych powstałych przy wybuchu bomby jądrowej z Łob-Nur w dniu 14 października 1970 roku, których prędkości grupowe[1] wahały się pomiędzy 0,86 a 0,92 Ma, jednakże należy tutaj wziąć pod uwagę porę roku. Radziecki test atomowy przebiegał na początku zimy, zaś katastrofa tunguska miała miejsce w lecie. Różnice sprawiły przede wszystkim kierunki i siła wiatrów, których wpływów nie można negować.

Ben-Menahem znalazł punkt wspólny pomiędzy Tunguską a Łob-Nurem – tym wspólnym mianownikiem był ATOM.

Izraelski uczony jest jednak daleki od tego, by syberyjski wybuch kojarzyć z atomowymi czy wodorowymi głowicami, jednakże zasadnicze przesłanki zjawisk tam zachodzących są wręcz zdumiewająco podobne do siebie i działania ICBM[2] wyposażonych w wodorowe głowice bojowe. Dlatego Ben-Menahem mówi o „efektach” pozaziemskiego ICBM, które zostały wywołane przez Meteoryt Tunguski. Idzie tutaj o efekty eksplozji o mocy 12,5 Mt TNT.

I tak, jakkolwiek byśmy na ten problem nie patrzyli, i z którejkolwiek strony doń nie podchodzili, końcowy rezultat jest zawsze taki sam – dochodzimy do wybuchu jądrowego – do którego doszło w dniu 30 czerwca 1908 roku, a który spustoszył tajgę na obszarze nie mniejszym, niż 1000 km2.

Udowodnimy poprawność tego stwierdzenia także według innych szczegółów i dalszych detali.


14.4. Świetlne fenomeny wczoraj i dziś.


Najpierw powróćmy do naszych rozmów w pracowni WBM AN ZSRR. Wszyscy trzej uczeni: Pietrow, Zotkin i Jawnel – z którymi przeprowadzałem wtedy wywiady – energicznie odrzucili hipotezę o tunguskim wybuchu jądrowym. Porozmawialiśmy wtedy także o nocnych fenomenach świetlnych – wieczornym świcie.

Najpierw coś takiego zaobserwowano po wybuchu wulkanu Karkatau, w dniu 27 sierpnia 1883 roku. Fenomen ten został spowodowany przez pył, który został wystrzelony w atmosferę – a dokładniej – w jej górne warstwy. Pył ten spowodował niezwykle barwne, krwawe zachody Słońca, co trwało przez cały rok. W roku 1908 doszło do takiego samego zjawiska, tym razem też po nieprawdopodobnie silnej eksplozji. Niebo wydzielało z siebie przedziwne zielono-żółto-pomarańczowe pałanie, które było bardzo intensywne przez trzy dni, ale obserwowano je jeszcze słabnące przez kilka tygodni. Tajemnicza gra świateł była obserwowana i rejestrowana – jak w przypadku Krakatau – na całym świecie.

Prof. Pietrow i niektórzy członkowie AN ZSRR wyjaśniali opisane zjawisko przejściem Ziemi przez gazowy ogon komety, której lodowa głowa spowodowała katastrofę tunguską. Dr Zotkin uważa za przyczynę nienormalnego zmierzchu kometę P/Encke. Podstawą tego zjawiska byłby zatem pył, który towarzyszył temu ciału niebieskiemu w locie po orbicie wokółsłonecznej. I takie wyjaśnienie moglibyśmy przyjąć i się nim uspokoić, ale na drodze ku temu stanęły nam niepokojące fakty zaobserwowane w czasie atomowych testów – ot, chociażby w Alamogordo, NM, gdzie po kilku wybuchach jądrowych widziano dziwne efekty świetlne na niebie... były one zjawiskowo podobne do fenomenów widzianych po wybuchu wulkanu Krakatau i po eksplozji tunguskiej. Zagadkowe zjawiska świetlne znikły po kilku dniach.

Z naukowego punktu widzenia, już od dawna było wiadomo, czym się różnią atmosferyczne zaburzenia po erupcjach wulkanicznych od tych, po eksplozjach jądrowych. Po wybuchu wulkanicznym, cząstki materii były wyrzucane do górnych warstw atmosfery o wiele wyżej, niż to powodował grzyb po eksplozji atomowej, który pod wpływem prądów atmosferycznych[3] rozwiewał się w atmosferze. Pył po erupcji wulkanicznej wzbijał się w górne warstwy atmosfery i tam wisiał, tworząc pas szeroki na 5 km wokół całej Ziemi. Zachodzące Słońce oświetlało spod horyzontu jego dolne warstwy i stwarzało to widowiskowe wschody i zachody Słońca – tak było zawsze po erupcji Krakatau i innych wulkanów. Zjawisko to trwało póki, póty pył nie opadł na powierzchnię Ziemi.

Po eksplozjach jądrowych i termojądrowych proces te trwa o wiele krócej i efekty świetlne kończą się po kilku dniach. Dokładnie tak, jak po tunguskiej katastrofie! Czyż jest to tylko zwykły przypadek???...   
                                                   
Pogląd uczonych z WBM AN ZSRR – wedle których te fenomeny są li tylko efektem spotkania Ziemi z warkoczem komety – nie wygląda mi na przekonywujący. W czasie swej historii Ziemia niejednokrotnie przechodziła przez warkocze komet i przy tej okazji nikt nie zaobserwował takich fenomenów świetlnych, nie mówiąc już o burzy magnetycznej!... Podobnie rzecz się ma z pozostałościami meteorytu – trudno przypuścić, by jego cząstki poleciały w atmosferę na setki kilometrów – nie mówiąc już o tym, że nie byłyby one w stanie odbijać światło z taką intensywnością! Co więcej – jak to możliwe, że cząstki były w stanie przebyć w ciągu tych kilku godzin dystans pomiędzy Tunguską a Wielką Brytanią? – i to na dodatek poruszając się w kierunku zachodnim? Zaś magnetyczne fenomeny są w teorii meteorytu jedynie balastem!

Nieoczekiwaną odpowiedź otrzymaliśmy w sierpniu 1958 roku, po amerykańskim teście jądrowym na Oceanie Spokojnym: wybuchy termojądrowe spowodowały zaburzenia w ziemskim polu magnetycznym! A zarazem mamy kolejna analogię do wybuchu tunguskiego. Po pacyficznych testach termojądrowych na Bikini, Eniwetok i innych rajskich wyspach, doszło także do niezwykłego „nocnego świtu”, który tym razem nie był tak intensywny, jak te z 1908 roku...

A zatem istnieją realne i konkretne przesłanki, by uważać, że tunguska eksplozja ma swój rodowód w reakcjach jądrowych lub termojądrowych!

Co jeszcze o tym świadczy?

Na przykład ogromny pożar lasu, który rozprzestrzenił się w okręgu 15...18 km od epicentrum eksplozji. Wszystko wskazuje na to, że nie chodzi tu bynajmniej o „zwyczajny” pożar! Wydaje się, że przyczyna była fala nagłego żaru, co udowadniają wypowiedzi naocznych świadków.

Jeszcze dramatyczniej ujmują to mieszkańcy Wanawary i Teterii – w większości miejscowi Ewenkowie – które w 1926 roku zapisał etnograf Susłow. Pierwszy pochodzi od Akuliny Potapowicz – wdowie po bracie Ilii Potapowicza – tego samego, który prowadził w tajgę Leonida Kulika. Pani Akulina wspominała to tak:
Wczesnym rankiem, kiedy jeszcze wszyscy spali w swych pokojach, została wraz ze wszystkimi wyrzucona w powietrze przez moment straciliśmy przytomność, a kiedy się jako tako pozbieraliśmy, to zobaczyliśmy spustoszony okoliczny lat i ogłuszył nas straszliwy huk, który jakby nas otaczał.

Ziemia chwiała się i słychać było niewiarygodnie długi grzmot. Wszystko wokół było pokryte pyłem i zasnute dymem płonących drzew.

I.M. Susłow w czasie swej pierwszej wizyty w faktorii Wanawara przepytał jeszcze 16 Ewenków. Ich relacje były zbieżne. Padająca kula ognista zapaliła drzewa, uśmierciła psy, zraniła ludzi i renifery oraz zniszczyła las w tajdze.


14.5. Ślady ognia na drzewach.


Prof. Pietrow nie widzi w tym nic nadzwyczajnego. Według niego był tam gigantyczny leśny pożar, który spowodowała głowa komety i fale udarowe. Istnieje jednak kilka poważnych kontrargumentów:
Normalny pożar leśny zniszczyłby wszystko, co znajdowałoby się w jego zasięgu, ale w danym przypadku chodzi tylko o zniszczenie pewnych miejsc na drzewach. Tych opaleń nie mogły spowodować tylko rozżarzone gazy. Gdyby to była tak silna fala uderzeniowa, to spustoszyłaby ona las w promieniu co najmniej 100 km, a nie 20-22 km. Ta i inne okoliczności prowadzą do wniosku, że eksplozja ciała tunguskiego doprowadziła do opaleń drzew w promieniu 15-18 km – dokładnie tak, jak to ma miejsce w czasie testów jądrowych i jest to podstawowy syndrom wybuchu nuklearnego.

I Zołotowa i Fłorieńskiego zmusiły do tego wniosku orzeczenia specjalistów: strażaków i leśników, którzy orzekli, że pożar wybuchł nie w jednym, ale w kilku miejscach! Pisze Zołotow:
Na tym obszarze spotyka się spalone i nie spalone miejsca. Niektóre gałęzie są spalone ogniem, inne zaś nietknięte i to na wierzchołkach.

Zwolennicy hipotezy o wybuchu atomowym nad tajgą nie mieli łatwego życia, bowiem ich poglądy nie są łatwe do udowodnienia po tylu latach, które upłynęły od chwili wybuchu. Matematyk i astronom dr Felix Zigel opisał „syndrom rozsianego pożaru lasu” następującymi słowy:
Oznaczałoby to, że drzewa były spalone przez błysk eksplozji. Do zapalenia się ich doszło tam, gdzie gałęzie i listowie nie wytworzyły ochronnego cienia, ergo – musiało tu chodzić o wpływ promieniowania.

Z drugiej strony prof. Pietrow próbował zbić ten wniosek przy pomocy twierdzenia, że w przypadku znalezienia tunguskiej radioaktywności, chodziło jedynie i tylko o wpływ miękkiego promieniowania X obiektu kosmicznego, co nie spotkało się z aprobatą i zainteresowaniem. Jednak w 1959 roku udało się wykazać, że tam znajduje się radioaktywność. Początkowo sądzono, że została ona spowodowana przez promienisty fall-out po radzieckich próbach termojądrowych, aliści szybko okazało się, że panowała ona jedynie w epicentrum eksplozji i było tego 1,5-raza więcej, niż w odległości 30-40 km od niego!

Także i tą okoliczność prof. Pietrow usiłował zbagatelizować:
Pożar lasy spowodował szybszy wzrost flory – jeżeli idzie o gęstsze słoje drzew, to podobne zjawisko obserwowano w czasie innych pożarów lasów...

Ba! – ale jak tu wyjaśnić rezultaty badań Plechanowa, który tę radioaktywność wykrył w próbkach gleby i słojach drzew? W słoju drzewnym wytworzonym w 1908 roku badacze odkryli obecność radionuklidu 137Cs w ilości dwukrotnie większej, niż poziom tła. Wiadomo, że drzewa, które wyrosły po eksplozji wyrosły dwukrotnie wyżej, od drzew rosnących przed katastrofą, zaś u drzew, które przeżyły katastrofę zwiększyła się tzw. produkcja masy drzewnej – drzewa są 4-krotnie grubsze, niż odpowiadałoby to ich wiekowi. A zatem trzymanie się hipotezy o eksplozji nuklearnej jest ze wszech miar uzasadnione!




[1] Faktycznie nie była to jedna fala, ale cały ciąg kilkunastu fal, które poruszały się z różnymi prędkościami, stąd ich średnia prędkość nazywana jest prędkością grupową.
[2] InterContinental Ballistic Missile – międzykontynentalny pocisk balistyczny.
[3] Chodzi tutaj o tzw. jet-stream – silny wiatr stratosferyczny, który przenosi radioaktywny fall-out na ogromne odległości – jak dowiodły tego wypadki po katastrofie w Czarnobylskiej EJ.