wtorek, 9 lipca 2013

NAJWIĘKSZA ZAGADKA STULECIA (40)

14.6. Intensywny wzrost flory


Po atomowym bombardowaniu miast japońskich odnotowano tam dostrzegalny i bardzo intensywny wzrost flory – jak widać obszar bombardowania nie był całkowicie wysterylizowany przez błysk promieniowania γ. Dokładnie coś podobnego miało miejsce na Syberii wiele lat wcześniej – w 1908 roku. Ten pomysł można poprzeć także innymi przesłankami. Chciałbym tutaj przypomnieć Czytelnikowi relację rolnika S. P. Siemionowa o tym, że było mu tak gorąco, że koszula przylepiła mu się do ciała i miał uczucie, jakby paliły mu się plecy. Inny mieszkaniec Wanawary – P. P. Kosołapow opisywał straszliwy żar, który mu sparzył uszy. Dr Zigel doszedł na podstawie tego do następujących wniosków:
Energia promieniowania wywołała w Wanawarze – odległej o 70 km od epicentrum eksplozji – uczucie poparzenia, co oznacza ilość energii wynoszącą nie mniej, niż 0,6 cal/cm2. Błysk eksplozji był tak silny, że przedmioty rzucały cień w pełnym blasku Słońca, i to w miejscowości Kieszma odległej o 200 km od hipocentrum katastrofy. Niezależnie od siebie przeprowadzone obliczenia wykazują, że energia błysku tej eksplozji stanowiła kilka dziesiątych części sumarycznej energii tego wybuchu.[1]

Przytoczony tutaj wzajemny stosunek energii promieniowania do całkowitej energii wybuchu odpowiada jedynie eksplozji nuklearnej, której temperaturę wyliczono na kilka milionów stopni Celsjusza.

I jeszcze jedna parantela zasługuje na uwagę. W 1957 roku, dr A. A. Jawnel odkrył w próbkach gleby, które przywiózł Leonid Kulik do Moskwy, mikroskopijnie małe twory, które przypominały małe kuleczki ze szkła. Były one stopione w formacje, które przypominały kiście winogron. Znaleziono je w glebie i pniach drzew. Składały się one z dwutlenku krzemu i magnetytu – i ponad wszelką wątpliwość udowodniono ich pozaziemskie pochodzenie.

Interesującym jest to, że po amerykańskich próbach atomowych w Nowym Meksyku znaleziono identyczne twory. Wedle oficjalnej teorii – kuleczki tunguskie są pozostałościami meteorytu po jego eksplozji w atmosferze, ale jedno jest absolutnie pewne – czy to w Nowym Meksyku, czy to na Syberii – kuleczki te powstały wskutek działania straszliwego żaru. Kuleczki z Alamogordo mają wygląd jak zielone szkło i uczeni nadali mu nazwę trinityt[2], których powstanie było proste: ognista kula atomowej eksplozji zassała ziemię i piasek, roztopiła je, i rozpyliła, a następnie zrzuciła te kuleczki na miejsce eksplozji. Zielone trinitytowe kuleczki znaleziono w promieniu 350 m od PUNKTU ZERO wybuchu...

A jak było w rejonie Podkamiennej Tunguskiej? Czy były to resztki meteorytu – a może zeszklone szczątki obiektu, który wybuchł nad tajgą?[3]

Na te pytania nie ma jeszcze odpowiedzi...


14.7. Dziwne choroby


Nie chciałbym podać Czytelnikowi definitywnego osądu tego wydarzenia, bowiem wysnucie ostatecznego wniosku jest w tej chwili niemożliwe. Dlatego właśnie przedstawiłem wszystkie „pro” i „kontra” hipotezie, że w dniu 30 czerwca 1908 roku nad tunguską tajgą doszło do eksplozji atomowej. Wszelkie przesłanki wskazują na to, że ta hipoteza tłumaczy wszystkie osobliwości tego wydarzenia: niezwykłe zjawiska świetlne na niebie, dziwny pożar lasu, anomalny wzrost flory oraz zagadkowe choroby ludzi i zwierząt, na które cierpiały one po wybuchu tajemniczego „gościa” z Kosmosu.

Czy ta dziwna choroba była spowodowana przez promieniowanie jonizujące, które do dziś dnia można zmierzyć na tym obszarze?

W tym kontekście jest interesującą pewna rzecz, która miała miejsce w Alamogordo, w 1945 roku, po ukończeniu atomowych prób: radioaktywny fall-out podobny do białej chmury po opadnięciu na ziemię pozostawił po sobie w odległości powyżej 100 km od PUNKTU ZERO – szare plamy na skórze pasącego się tam bydła. Była to dokładnie   t a k a   s a m a   w swych symptomach choroba, która przed niemal 100 laty dotknęła renifery i inne zwierzęta na rażonym eksplozją terenie Syberii. Miejscowi pasterze opowiadali etnografowi Susłowowi o „świerzbie”, który trapił ich stada. Susłow i inni badacze dowiedzieli się, że tubylcy, którzy udali się na miejsce eksplozji, po powrocie zapadli na jakąś zagadkową chorobę.

Ewenkowie, którzy zamieszkują tę część tajgi, wciąż przypisują to wydarzenie interwencji bogu ognia i gromów – Ogdy’emu – który zstąpił wtedy z niebios i poraził nieszczęśników, którzy mieli pecha się znaleźć w strefie zakazanej przy pomocy niewidzialnego ognia!!! Czy za tym niewidzialnym ogniem nie ukrywa się zwyczajne promieniowanie jonizujące???

Z różnych informacji pochodzących od znanych radzieckich i rosyjskich badaczy, francuski uczony prof. Barnier wysnuł następującą diagnozę:
Mieszkańcom tego syberyjskiego rejonu zdarzyło się podłapać jakieś trwałe zachorowanie; zagadkową chorobę, która trwała długo po katastrofie; nie gojące się rany, rodziły się spotworniałe dzieci i zwierzęta też wydawały na świat spotworniałe młode...

Nie udało się mi stwierdzić, czy ta diagnoza jest prawdziwa. Moi konsultanci z WBM AN ZSRR odmówili jej potwierdzenia. Aleksander Kazancew natomiast stwierdził, że o czymś takim słyszał. Kiedy go odwiedziłem w jego moskiewskim mieszkaniu, pokazał mi prace matematyka i fizyka w jednej osobie dr Władimira Mechedowa, w której było potwierdzone znalezienie radioaktywności w tajdze. Wniosek Mechedowa mój rozmówca tak skomentował:
I ponownie wracamy do tego – co jest bardziej fantastyczne – do hipotezy, że tunguska katastrofa była skutkiem awarii kosmolotu, który jako materiału pędnego używał antymaterii...

To, czy była to antymateria, czy „tylko” zwyczajne paliwo jądrowe – to, co 30 czerwca 1908 roku spowodowało niesamowity wybuch w tunguskiej tajdze niezwykłego ciała kosmicznego stanowi   o s t a t n i ą   zagadkę, która czeka na swe definitywne rozwiązanie. To jest zadanie dla ludzi z pokolenia, które wejdzie w III Tysiąclecie...





[1] Maksymalne szacunki stwierdzają, że 10% całkowitej energii eksplozji tunguskiej zostało zamienione w błysk promieniowania termicznego, świetlnego, jonizującego i przenikliwego – γ.
[2] Nazwa pochodzi od kryptonimu pierwszej doświadczalnej eksplozji jądrowej „Trinity” – Trójca Święta. Po katastrofie w Czarnobylu uczeni odkryli kolejny sztuczny minerał i nazwali go czarnobylit. Powstał on w wyniku stopienia się piasku z aluminium, berylem, borem i paliwem jądrowym oraz produktami jego rozpadu, dlatego jest on silnie radioaktywny. 
[3] Kulki te są podobne w swym składzie chemicznym do tektytów. Polski meteorytolog mgr Andrzej Kotowiecki z Cieszyna uważa je za pozostałości po dawnych konstrukcjach kosmicznych przeszłych cywilizacji, jakie zamieszkiwały onegdaj Ziemię, a zatem hipoteza kosmolotu i eksplozji nuklearnej w kontekście katastrofy tunguskiej zyskałaby kolejny punkt „pro”.