niedziela, 14 lipca 2013

NAJWIĘKSZA ZAGADKA STULECIA (43)

I jeszcze jedna mała dygresja, pozwól Czytelniku. Jak twierdzą „uczeni”, UFO nie istnieją. Po prostu ich nie ma. Czyżby? A zatem co to za obiekt śledził samolot rosyjskich uczonych, którzy lecieli w tajgę badać miejsce spadku Witimskiego Meteorytu???

A więc jednak Obcy?

Aleksiej Golikow napisał swego czasu artykuł pt. „Katastrofa nad Tunguską dziełem rąk Przybyszów?”, który zamieszczono na łamach „Kalejdoskopu NLO” nr 6(273),2003 z dnia 3 lutego 2003 roku. A oto mój przekład tego materiału:

Dnia 8 sierpnia 1945 roku, na miasto Hiroszima, w którym znajdowało się stanowisko dowodzenia i sztab japońskiej 5. Armii, została zrzucona pierwsza w historii Ludzkości bomba atomowa. Wybuch jej nie tylko spowodował śmierć 140.000 spokojnych mieszkańców miasta – ziemska atmosfera ucierpiała także wskutek znaczących zmian. Sejsmolodzy odnotowali cały szereg zjawisk, z których wiele do dziś dnia pozostaje zagadką.

Jednakże mało kto zastanawia się nad tym, że pierwsza „bomba A”, która eksplodowała na naszej planecie, nie była tworem rąk ludzkich. Ona przyleciała z Kosmosu – tak krótko i obiektywnie można objaśnić zjawisko z dnia 30 czerwca 1908 roku. Rzecz idzie o upadek słynnego Meteorytu Tunguskiego.


Z okna pociągu


W tym pamiętnym dniu, nie przeczuwający czegokolwiek niezwykłego, kupiec Andriej Awdiejew podróżował pociągiem po Magistrali Transsyberyjskiej. Wybrał się on do pewnego niewielkiego miasteczka na brzegu Bajkału, gdzie miejscowy myśliwy zamierzał sprzedać mu cały zapas sobolowych skórek, które pozyskał on zimą. Jedząc wyborne śniadanie, Andriej patrzył w okno na „zielone morze tajgi”, i naraz stało się to niewiarygodne.

Pociąg podskoczył na szynach, zatrząsł się i zaczął ostro hamować. Nieoczekiwany błysk jaskrawego światła oślepił Andrieja, zaś w chwilę później świat pogrążył się w ciemnościach. Kolejny błysk – i cedry za oknem oświetlone zostały ponurym pomarańczowo-czerwonawym światłem. Uderzył niewiarygodny żar, ale okna nie pokryły się parą.

Sąsiedzi z wagonu z przerażeniem patrzyli w okna. Wielu z nich zauważyło dziwny wrzecionokształtny obiekt, przemieszczający się na niebie, w czasie czego rozlegał się grzmot i wstrząsy ziemi. Doszedłwszy do wniosku, że nastał koniec świata, ludzie zaczęli się modlić i krzyczeć. Kiedy jednak pociąg znowu powoli ruszył w swoją drogę, panika opadła i zastąpiła ją tępa apatia.


Pierwsza ekspedycja


Pierwsza ekspedycja po śladach „Tunguskiego nieproszonego gościa” została zorganizowana - paradoksalnie – dopiero w 1927 roku, w 19 lat po wydarzeniu. Kierował nią badacz L. A. Kulik.

Po przybyciu w rejon Podkamiennej Tunguskiej członkowie ekspedycji ujrzeli coś niewiarygodnego. Po obu stronach rzeki, do samego horyzontu, ciągnęły się całe aleje powalonych drzew. Jak powalona burzą trawa, leżały one wskazując koronami i korzeniami jeden kierunek. Gałęzie były oberwane, kora opalona ogniem. W środkowej części tego rejonu, Kulik znalazł dziwne, niemal idealnie okrągłe jamy, wypełnione wodą.

Pierwszym wnioskiem, do jakiego doszli uczestnicy ekspedycji było to, że: żaden meteoryt nie spadł na tajgę. Na miejscu impaktu nie znaleziono żadnego śladu po kosmicznym gigancie. W centrum tego rejonu ludzie znaleźli duży obszar nie przewróconych drzew z odłamanymi gałęziami i odarte z kory.[1]


A zatem UFO?


Rezultaty badań ekspedycji z 1927 roku stanowiły podstawę dla dalszych badań tego fenomenu. W latach 80. ubiegłego stulecia, prof. W. K. Żurawlow wysunął hipotezę, że z Ziemią zderzył się zgęstek plazmy, który powstał w Kosmosie pod wpływem słonecznego promieniowania. W ziemskiej atmosferze plazma stała się silnie zjonizowanym gazem[2] – czymś w rodzaju pioruna kulistego o gigantycznych rozmiarach. Tym sposobem da się objaśnić dwa zagadkowe fakty: „wrzecionowaty” kształt obiektu i brak śladów na powierzchni Ziemi.

Innym badaczom zaświtała tymczasem inna, ciekawa „kosmiczna” teoria: w roku 1908, na Ziemi próbował wylądować statek kosmiczny Przybyszów z Kosmosu, z napędem nuklearnym. Z jakichś bliżej nieokreślonych powodów nie udało się Im wylądować. Wchodząc w gęstsze warstwy atmosfery, silnik pojazdu eksplodował i statek kosmiczny wyparował wraz z załogą w udarze termicznym wybuchu jądrowego. Pisarz-fantasta dr Aleksander Kazancew przypuszczał, że to, co eksplodowało nad tajgą, było tylko modułem ogromnego kosmicznego wahadłowca, który tymczasem poruszał się na orbicie wokółziemskiej. Statek ten nie schodził z orbity przez 47 lat, po śmierci jego załogi, i w roku 1955 uległ on samolikwidacji, zaś jego szczątki nadal krążyły wokół naszej planety. Dziewięć nowych „satelitów” Ziemi pojawiło się naraz na orbicie wokółziemskiej i zaobserwowali je astronomowie.[3]


W tajgę nic nie spadło?


Faktem popierającym tą „kosmiczną” teorię jest także to, że w basenie Tunguski stwierdzono także ślady skażenia radioaktywnego. Tak jak w Hiroszimie w 1945 roku, spadł tam czarny deszcz. Obraz szkód uczynionych następstwami przejścia fali uderzeniowej był identyczny z tymi, jakie miały miejsce w tym japońskim mieście, kiedy rozerwała się nad nim bomba atomowa. Podobnie drzewa i budynki w punkcie zero wyglądały identycznie tak, jak drzewa w centrum impaktu syberyjskiego „meteorytu”. Promieniowanie przenikliwe spowodowało mutacje roślin i zwierząt w obydwu przypadkach. W rejonie tunguskiej eksplozji zaczęły rosnąć drzewa z niezwykłymi liśćmi. Obserwowano także inne anomalie.

Jednakże na największe zainteresowanie zasługuje trzecia teoria. Jej twórcą jest uczony - prof. Siergiej Bożicz, który założył, że katastrofę spowodowało nie lądowanie, ale start pozaziemskiego statku kosmicznego, którego silniki pracowały na paliwie złożonego z silnie zjonizowanego gazu. Tym sposobem można objaśnić pojawienie się tych okrągłych kraterów wypełnionych wodą – one akurat znajdowały się pod dyszami silników rakietowych startującego pojazdu. Start zapoczątkowało potężne wyładowanie elektryczne, którego huk słyszeli świadkowie wokół miejsca wzlotu.

Istnieje także i taka możliwość, że był to wieloczłonowy pojazd kosmiczny i przy starcie z naszej planety stopnie te były odrzucane jeden za drugim, częściowo paląc się w powietrzu. W syberyjskiej tajdze przez wiele dziesięcioleci później znajdowano „metaliczne samorodki”, składające się z skomplikowanego stopu ceru (Ce), lantanu (La) i neodymu (Nd). Szczątki te przypominają fragmenty jakichś urządzeń w kształcie koła o średnicy 1,5-2 m, jednakże przynależność tych znalezisk do katastrofy tunguskiej wciąż stoi pod znakiem zapytania, jednakowoż S. Bożicz rozpatruje ten fakt, jako możliwy.[4]

Takie same odłamki znalezione zostały w pniach powalonych drzew, glebie i kamieniach z rejonu impaktu. Niektóre z nich zostały znalezione nawet w górach Kazachstanu – miejscowi sami zaprowadzili uczonych na miejsce znalezienia „diabelskich kopyt” – jak Kazachowie nazywali te obce inkluzje.

Można zatem założyć, że Kosmici odwiedzili naszą planetę zwabieni jej atmosferą i wodą. Ich statek kosmiczny wylądował na brzegu syberyjskiej rzeki, gdzie powietrze było najczystsze. Zaś czysta woda mogła mieć zastosowanie w silnikach tego kosmolotu, jeszcze większe, niż woda destylowana w naszych akumulatorach.

Jednak Przybysze mogli mieć na oku jeszcze inny cel, niż tylko wzięcie zapasów na dalszą drogę. Wreszcie komu, jak nie załodze tego startującego kosmolotu należałoby przypisać winę za to, co się stało? Moc uderzenia gazami wylotowymi była setki razy większa, niż ta, której użyto w celu zniszczenia dwóch japońskich miast w czasie wojny.

... I tak czy owak Ziemi się upiekło. Następnym razem może być o wiele gorzej... 

 

Hmmm... – no i skąd my to znamy?

Numer „Nieznanego Świata” 12/2003 przyniósł informację na temat asteroidy 2003 QQ47, która zbliża się do Ziemi po kolizyjnej trajektorii. Ta planetka o masie 2,6 mld ton ma trafić w naszą planetę w dniu 21 marca 2014 roku. Czy będzie nam dane ujrzeć podobny spektakl, jak ten, który stał się udziałem Ewenków owego słonecznego ranka 30 czerwca 1908 roku?






[1] Był to tzw. „Las telegraficznych słupów” znany z literatury tego faktu.
[2] Plazma ex definitio jest już silnie zjonizowanym gazem, bez względu na środowisko, w którym się znajduje.
[3] Chodzi tutaj o fenomen nazwany przez astronomów „Czarnym Baronem” lub „Czarnym Księciem”, którego pojawienie się łączono z Tunguskim Ciałem Kosmicznym.
[4] Chodzi tutaj o tzw. znalezisko waszkijskie z lat 70. odkryte nad rzeką Waszka w Republice Komi.