sobota, 30 listopada 2013

Trójkąty Bermudzkie... (16)

A zatem zagadka została rozwiązana? To oczywiste, że nie mogła to być żadna polska jednostka, bowiem faktu jej zaginięcia nie dałoby się ukryć, nawet w czasach tzw. „komuny” i prędzej czy później sprawa wyszłaby na jaw – szczególnie w czasach antykomunistycznej histerii w Europie Zachodniej i takiego też czarnego, antyrosyjskiego i antyradzieckiego PR uprawianego przez coraz bardziej proamerykańską „Solidarność”.


Co innego w ZSRR. Tam taka rzecz byłaby możliwa i fakt zatopienia własnej jednostki na obcych wodach terytorialnych zalegendowano by jako morską katastrofę o nieznanych przyczynach. I na tym sprawa by się zakończyła. Pokazał to dokładnie przypadek nieszczęsnego Kurska


Jest jeszcze inna rzecz, a mianowicie taka, że bardzo chciałbym wiedzieć, gdzie znajduje się wrak drugiego okrętu holowanego „na żyletki”? Bo proszę sobie wyobrazić, co by było, gdyby dorwali się do niego jacyś terroryści czy np. szmuglerzy narkotyków, o piratach już nie wspomnę...? Oczywiście taki okręt ma zdemontowane wszystko, co się da zdemontować – a przede wszystkim napęd i uzbrojenie oraz wszystkie przyrządy nawigacyjne, ale… Rzecz w tym, że w ZSRR można było (i nadal jest) kupić dosłownie wszystko za odpowiednią prowizję (czytaj: łapówka) daną odpowiedniemu urzędnikowi. To nie jest żadna złośliwość z mojej strony, ale gorzka prawda, z którą zetknąłem się osobiście służąc na granicy.


Jak to wyglądało? – ktoś zapyta – ano wyglądało tak, jak opisałem to kiedyś w „Polsce Zbrojnej”, za co musiałem się często-gęsto tłumaczyć w Warszawie. Przyjeżdżały na granicę autokary z wycieczkami 50-60 osób na pokładzie. Przedstawiali do kontroli całkowicie lewe Vouchery turystyczne, lewe programy wycieczki, etc. etc. I teraz wszystko zależało od dokumentów, jakie mieli przy sobie – jeżeli jechali tylko na dowody osobiste, to mieli najczęściej nadmiar gorzały albo tandety, którą opychali na targach i jarmarkach czy bazarach w dużych miastach i wyjeżdżali z zarobionymi w ten sposób złotówkami, dolarami czy markami do domu. Jeżeli paszporty, to chodziło o przedostanie się do Polski, a potem przez zieloną granicę do Niemiec. W tym celowali szczególnie obywatele Bułgarii, Rumunii – a przede wszystkim rumuńscy Romowie. Oczywiście nie zezwalaliśmy im na wjazd do Polski i wtedy zaczynały się targi. Podstawa transakcji: 50-100 baksów na osobę. Jeden autokar to mogło być 5000 zielonych do podziału na całą zmianę. A w ciągu doby takich autokarów było kilkadziesiąt i rzadko który wjeżdżał do Polski… Po każdej służbie wracało się do domu w stanie kompletnego rozbicia psychicznego. Tylko później czytałem duby smalone wypisywane w skargach na nas przez rosyjskich, ukraińskich, białoruskich, czeczeńskich, inguszewskich, kazachskich i innych przemytników z krajów WNP…


To daje jasny i czytelny obraz skali korupcji, jaka była w tych krajach! A zatem kupienie wyposażonego we wszystkie mechanizmy, w pełni sprawnego i uzbrojonego okrętu podwodnego w WNP było i nadal jest – tylko i wyłącznie – kwestią ceny. I tylko ceny, bo każdy człowiek ma swoją cenę i trzeba być bardzo odpornym, by się nie dać kupić czy sprzedać... Ale to już temat na osobną balladę.


Czy jest to tylko hipoteza? No nie bardzo – bo wprawdzie na Bałtyku nie stwierdzono aktów takiego piractwa, z użyciem okrętu podwodnego, ale na innych akwenach mogą one służyć np. do przemytu ludzi, narkotyków i towarów luksusowych – np. na Morzu Karaibskim. I faktycznie – takie przypadki są udokumentowane przez odpowiednie wydziały US Coast Guard – Straży Granicznej USA. Ale to też temat z innej ballady…


Wracajmy do dziwnych wydarzeń nad Bałtykiem.


Na temat przelotu Wielkiego Bolidu Polskiego już pisano niejednokrotnie. Przelot tego dziwnego… czegoś miał miejsce w dniu 20 sierpnia 1979 roku. Ten WBP mógł faktycznie być tylko meteoroidem: bolidem czy meteorytem, ale…


…ale żaden meteoroid nie pozostawia po sobie radiochłonnej warstwy powietrza czy skażenia radioaktywnego na terenach, na które spadł. Najprawdopodobniej był to wystrzelony z wód Morza Norweskiego międzykontynentalny pocisk balistyczny – ICBM, który przeleciał manewrując nad Norwegią, Szwecją, Bałtykiem, Polską i spadła obszarach południowej Ukrainy, przy okazji skażając substancjami radioaktywnymi węgierskich specjalistów pracujących przy budowie Rurociągu Orenburskiego. Potwierdził to senator Sam Nunn, który w raporcie do Komisji Senackiej ds. Energii Atomowej stwierdza, że Rosjanie dokonali co najmniej dwóch niekontrolowanych odpałów ICBM w końcu lat 70. i na początku lat 80.! Tak też mogło być w przypadku WBP.


Mogło tak być także w przypadku „bolidu” z dnia 2 grudnia 1983 roku, co atoli nie wchodzi już w zakres tego opracowania.[1]


Do dziś nierozwiązaną tajemnicą jest atak czerwonego BOL[2] na dwa polskie kutry rybackie: HEL-125 i HEL-127 na akwenie Zatoki Gdańskiej, co miało miejsce w dniu 18 września 1979 roku. Wydarzenie to ma bogatą literaturę, więc dodamy tylko tyle, że Robert Leśniakiewicz wraz z Bronisławem Rzepeckim wysunęli pięć hipotez:
1.      Był to fragment „złomu kosmicznego”;
2.    Meteoryt;
3.    Słabo oświetlony helikopter;
4.    UFO, i…
5.     … nowa radziecka broń psychotroniczna.


Pierwsze trzy możliwości wykreśliliśmy od razu. Ani meteoryt ani złom kosmiczny nie jest w stanie lecieć po liniach krzywych czy łamanych, a także nie potrafi zawisać w powietrzu jak helikopter.


Helikopter tez to nie był, bowiem nie ma takich śmigłowców, które miałyby idealnie wyciszone odgłosy pracy silników, turbin i płatów. Co nam pozostaje? UFO i tajna broń.


Gdyby te kutry były same na tym akwenie, to przyjęlibyśmy tego BOL jako UFO i kwita. Ale na tym akwenie w sektorze TU-5 były jeszcze radzieckie trawlery typu Tug i to stawia hipotezę o nowej broni na plan pierwszy, a to właśnie dlatego, że według źródeł zachodnich rosyjskie trawlery były wykorzystywane w misjach specjalnych KGB.


Akwen TU-5 jest położony w odległości około 70 mil od polskich brzegów i w pobliżu przebiega granica z ZSRR (teraz Federacją Rosyjską). Być może KGB miało za zadanie wypróbować na obcych rybakach nowej tajnej broni i dokonano tego. KGB potem śledził polską prasę i prace ufologiczne w ramach białego wywiadu[3] z jednej strony, zaś z drugiej mając dostęp do materiałów operacyjnych polskiej SB i odpowiednich Wydziałów Sztabu generalnego WP, co pozwoliło na kontrolowanie sytuacji.


Nie jest wykluczone, że akcję tą prowadziło GRU, co w niczym nie zmienia postaci rzeczy, bowiem na samym szczycie tej piramidy stało Politbiuro i Leonid Breżniew, Dimitrij Ustinow oraz Jurij Andropow. Zresztą niesłychanie ciekawym jest końcowy apel z moskiewskiej konferencji Bioinformenergo’89 o zaniechanie produkcji broni psychotronicznej nabiera tutaj zasadniczej wymowy. Oznacza to bowiem, że psi-broń jest nie dość że wynaleziona, to już jest produkowana na skalę pozwalającą na jej masowe użycie. Czy tym właśnie jest ten słynny ELIPTON czy ELEPTON, którym swego czasu straszył Ludzkość znany rosyjski nacjonalista Władimir Żirynowskij?





[1] Według nieżyjącego już specjalisty do spraw działań wojennych w kosmosie prof. dr inż. Zbigniewa Schneigerta, mogły to być działania wojenne z użyciem satelitów-killerów na orbicie wokółziemskiej.  
[2] Ball of Light – kula światła.
[3] Biały wywiad to działania wywiadowcze polegające na uzyskiwaniu, gromadzeniu, przetworzeniu i analizie materiałów uzyskanych legalną drogą poprzez media. 

piątek, 29 listopada 2013

Trójkąty Bermudzkie... (15)

A zatem czyj wrak OP znaleźli Szwedzi? Nie sądzę, by była to polska jednostka, bowiem Polacy mieli tylko 4 OP i zatonięcie któregokolwiek z nich odbiłoby się natychmiast szerokim echem w PRL, mimo cenzury i blokady informacyjnej. Takiej rzeczy po prostu nie udałoby się ukryć, i władze na pewno powiadomiłyby media o katastrofie czy jakimś wypadku, któremu uległ ów okręt. Byłoby być może tak, jak w przypadku zatonięcia rosyjskiego K-141 Kursk w sierpniu 2000 roku. A zatem może to być albo jednostka radziecka, albo – co jest równie możliwe – jednostka należąca do NATO. Wprawdzie nie uważam, by był to jakiś wrak niemieckiego U-boota z I czy II Wojny Światowej, ale rzecz taka teoretycznie jest możliwa.


A może spełniła się legenda Czerwonego Października i jest to wrak radzieckiego okrętu podwodnego, którego załoga usiłowała zbiec do Szwecji i tam uzyskać azyl polityczny, tylko miała mniej szczęścia, niż ci z S-363 i oberwali torpedą lub weszli na minę u zbawczego brzegu? To także jest możliwe…


Ale czy na pewno? Chyba jednak nie… 


Chciałbym jeszcze powrócić do wydarzeń w skandynawskich fiordach, które przywodzą na myśl Obserwacje Dalekie i Bliskie Spotkania z USO. Pierwsze z nich datuje się jeszcze z czasów II Wojny Światowej i ma związek z angielskim atakiem na uwięziony w norweskim porcie Alta niemieckim superpancernikiem Tirpitz – okrętu będącego sister ship drugiego niemieckiego superpancernika Bismarck. Jego potężne uzbrojenie stanowiła artyleria główna: 8 dział kalibru 381 mm, 12 dział 150 mm, 16 dział 105 mm oraz silne uzbrojenie plot.: 16 działek 37 mm, 84 działka 20 mm  (pojedyncze i poczwórne) oraz 2-czterorurowe wyrzutnie torpedowe 533 mm. Cała ta konstrukcja o masie 53.000 ton i długości ćwierć kilometra poruszała się z prędkością 30 kts (ok. 57 km/h) i miała zasięg 8870 mil czyli 16.400 km… Straszliwa broń we wprawnych rękach – prawdziwy bicz boży na statki płynące z USA i Kanady do portów w ZSRR. I właśnie ten okręt stojący w fiordzie Kå (Kaa) zaatakowały brytyjskie miniaturowe łodzie podwodne X w dniu 20 września 1943 roku. Podłożone przez HMS X-5, HMS X-6 i HMS X-7 pod okręt ładunki amatolu o łącznej masie 2 ton spowodowały ciężkie uszkodzenia, które naprawiono dopiero w 1944 roku.


W czasie ataku na Tirpitza, jeden z okręcików wynurzył się w odległości ok. 600 m od pancernika i Niemcy otworzyli doń ogień z działek 20 mm. Inna wersja wydarzeń mówi o niszczycielach. Początkowo sądzono, że był to HMS X-5, ale po wojnie okazało się, że we wskazanym miejscu nie ma żadnego wraku… - co podaję na odpowiedzialność Bogusława Wołoszańskiego.[1]


Kolejne wydarzenia miały miejsce w 1984 roku, w okolicach Bergen, gdzie w wodach jednego z fiordów zaobserwowano tajemniczy obiekt podwodny, którego obrzucono bombami głębinowymi i ostrzelano rakietami klasy woda – głębina wodna. Bezskutecznie. Podobny przypadek miał tam miejsce kilka lat wcześniej, kiedy to doszło do wściekłego polowania na Nieznany Obiekt Podmorski z użyciem broni przeciwpodwodnej. Z identycznym – tj. zerowym rezultatem… Opisał to wydarzenie Kazimierz Mostowicz w swej pionierskiej pracy[2] i wspominali inni autorzy piszący na temat USO i Trójkąta Bermudzkiego.

I jeszcze jedna ciekawostka związana bezpośrednio z tematem USO w wodach Skandynawii. W sierpniu 1986 roku, dwa kraje skandynawskie odwiedziła wojskowa delegacja US Navy. Była to grupa uderzeniowa pancernika USS Iowa i krążownika przeciwlotniczego USS Fort Ticonderoga wraz z asystą 10 mniejszych okrętów, niszczycieli i korwet ZOP, które brały udział w ćwiczeniu flot NATO na północnym Atlantyku. Najpierw okręty weszły do portu wojennego w Århus w Danii. Następnie okręty przeszły do Kopenhagi z tym, że USS Iowa wraz z okrętem ZOP popłynął na wschód – w kierunku Bornholmu, który okrążył i następnie popłynął na południowy zachód w kierunku wód terytorialnych Niemieckiej Republiki Demokratycznej, gdzie oddał jedną (według jednych) lub trzy (według innych) salwy ze swej artylerii głównej - dziewięciu czterysta szóstek… Eskadra ta była bardzo pilnie śledzona przez wszystkie służby Układu Warszawskiego, i zaraz wyjaśnię dlaczego.


Nie zapominajmy, że w 1983 roku USS Iowa został przezbrojony i dostosowany do realiów wojny nuklearnej i nowej strategii prezydenta Ronalda Reagana, a co za tym idzie szerokiego współdziałania z jednostkami lotniczymi i kosmicznymi. Miał on stanowić pancerną pięść wspomagającą grupy uderzeniowe lotniskowców i siły lądowe, jak miało to miejsce m.in. w Bejrucie (1984) czy w czasie I Wojny w Zatoce (1991). Po przezbrojeniu pzostawiono mu tylko 9 dział 406 mm z pociskami konwencjonalnymi i nuklearnymi o mocy 1 kt (tzw. „kejti” od skrótu kt – kilotona); ale za to dodano 20 dział 127 mm, 32 pociski BGM-109 Tomahawk GLCM SSM z głowicami konwencjonalnymi i jądrowymi oraz 16 pocisków RGM-84 Harpoon SSM  klasy woda – woda, a do tego baterie pocisków plot. Terrier. Miałem okazję zobaczyć ten okręt całkiem z bliska, z pokładu MF Wawel w rejsie do Ystad. Była to olbrzymia góra stali najeżona lufami dział poruszająca się z prędkością około 10 węzłów. Asystujący mu okręt ZOP poruszał się cyrkulując wokół pancernika, który majestatycznie sunął na wschód – w stronę Bornholmu. I wtedy zadałem sobie pytanie: co Amerykanie robią na tych wodach? Czy ta „wizyta” w portach Danii i Norwegii jest tylko prężeniem muskułów i demonstracją siły, czy jest w tym wszystkim jakieś drugie dno? Tym drugim dnem mogły być obserwowane w skandynawskich wodach radzieckie okręty i pojazdy podwodne i/albo TRUSO… Nie zapominajmy także, że potężne radary krążownika przeciwlotniczego USS Fort Ticonderoga – a ma on na swym pokładzie aż cztery rodzaje radiolokatorów plot. i horyzontalnych oraz ultraczułe sonary ZOP systemu AEGIS – były w stanie objąć swymi mackami znaczną część Bałtyku i Półwyspu Skandynawskiego i Jutlandii. A dlaczegóżby nie? Chociaż z drugiej strony Amerykanie nie lubią Bałtyku. Jest on po prostu za płytki dla ich ogromnych okrętów oceanicznych i nawigacja na ciasnym i płytkim akwenie jest tu bardzo trudna. Wróćmy jednak do tajemniczego wraku.


Rozwiązanie zagadki się znalazło i to szybko. Nieoceniony w takich przypadkach Clas Svahn zwrócił mą uwagę na artykuł red. Anny Lindström pt. „Gåtan om ubåten kan vara löst nu” zamieszczonego w dzienniku „Expressen” na stronie internetowej http://www.expressen.se/1.2358935, z dnia 8 marca 2011 roku, w którym czytamy m.in., że:


Zagadka okrętów podwodnych może być rozwiązana już teraz

W ubiegłym tygodniu znaleziono radziecką łódź podwodną w Morzu Bałtyckim i nawet spekulowano na ten temat, jak ona mogła się tam znaleźć.

Teraz zagadka ta jest już rozwiązana. Stig Lövgren w wywiadzie dla  SVT twierdzi, że w roku 1990 sprzedał na złom okręt podwodny Bertowi Karlssonowi i że dwa okręty podwodne klasy Whiskey zatonęły w czasie przeholowywania w okolicach wyspy Olandii. 

W roku 1990 Rosjanie sprzedali Szwedom „na żyletki” 9 okrętów podwodnych, którzy wzięli je na hol i przepłynęli z nimi Morze Bałtyckie. Stig Lövgren, który pośredniczył w transakcji powiedział SVT, że jeden z okręt podwodny został sprzedany Bertowi Karlssonowi, który miał zakończyć jego żywot tego roku w Skara.

„Lost Boats”

- W 1990 roku zorganizowałem transport tego okrętu podwodnego Bertowi Karlssonowi ze Skara Summerland z portu Nakskov w Danii do Göteborga. No i zostałem poinformowany przez sprzedawcę, że w czasie transferu tych jednostek z St. Petersburga w Rosji do Nakskov doszło do utraty dwóch okrętów podwodnych – powiedział Stig Lövgren w wywiadzie dla SVT.

Zaczęły się kołysać…

Dwa okręty podwodne z dziewięciu wówczas holowanych naraz zaczęły się silnie kołysać i nabierać wodę, więc przecięto hol, na którym je ciągnięto. Na zdjęciach okrętu podwodnego znalezionego zeszłym tygodniu w Bałtyku widać wyraźnie liny holownicze, których używa się w Szwecji – podała SVT.

„Expressen”, 8 marca 2011 r.





[1] B. Wołoszański – „Sensacje XX wieku”, Warszawa 1990.
[2] K. Mostowicz – „My z Kosmosu”, Warszawa 1977. 

czwartek, 28 listopada 2013

Trójkąty Bermudzkie... (14)

Sytuacja polityczna w obu przypadkach – tj. „fali” z lata 1946 roku i obserwacji USO w latach 1981-1987 była niemal identyczna! Do tego należy dołożyć jeszcze „falę” obserwacji UFO we wczesnych latach 30. XX wieku, która poprzedziła wybuch II Wojny Światowej. Napięcie pomiędzy Wschodem i Zachodem, które groziło wybuchem wojny w każdej chwili. W roku 1946, Stalin pragnął żeby Bałtyk stanowił osłonę północno-zachodniej flanki systemu obronnego ZSRR i dlatego prowadził wobec Finlandii, Szwecji, Norwegii i Danii rakietowy szantaż, który znany jest obecnie jako „rakietowe lato 1946 roku”.


Nie inaczej było na początku lat 80. W roku 1980 Leonid I. Breżniew poczuł, że jego imperium może mu się rozlecieć m.in. za sprawą polskiej „Solidarności”, która miała bardzo silne wsparcie, głównie finansowe, ze strony Watykanu i związków zawodowych AFL-CIO będących przykrywką dla CIA realizującej Operation Polonia. Wojska radzieckie w Afganistanie brały solidne cięgi od islamskich mudżahedinów i duszmanów, a sam Związek Radziecki na arenie międzynarodowej tracił punkty w Angoli, Etiopii, Salwadorze… Mimo pozornych sukcesów międzynarodowego komunizmu, włodarze Kremla zorientowali się, że Europa Środkowa zaczyna się im wymykać spoza Żelaznej Kurtyny, a to z kolei oznaczało, że prędzej czy później NATO stanie u rogatek ZSRR. Co wtedy?


Odpowiedź na to zawarli w swych książkach dwaj już tu wspomniani eksperci w dziedzinie wywiadu: Tom Clancy i Wiktor Suworow, a sprowadza się ona do jednego zdania: Związek Radziecki szykował się do rozpętania III Wojny Światowej. I ten sekret został przewieziony na Zachód przez płk Ryszarda Kuklińskiego. Nie chodziło tam tylko o stan wojenny w Polsce, ale przede wszystkim o opanowanie Europy Zachodniej przez ZSRR.

Jak miało do tego dojść? Bardzo prosto – wojska radzieckie i Układu Warszawskiego miały uderzyć nie tylko na RFN i inne kraje Europy Zachodniej, ale na Półwysep Skandynawski i Jutlandzki, przy czym Wojsko Polskie miało zająć Danię i część południowej Norwegii. Ale głównym celem miała być Islandia i część Grenlandii. Właśnie to uderzenie, zakończone w terminie W+2[1] miało dać Sowietom przewagę na Północnym Atlantyku i jego szlakami komunikacyjnymi USA/Kanada – Europa Zachodnia. Jednocześnie na Europę potoczyłby się radziecki walec złożony z kilku tysięcy czołgów (w samym NRD było ich około 3000) i transporterów opancerzonych, a na szczególnie mocno bronione punkty oporu poleciałyby jądrowe i termojądrowe głowice odpalane z samolotów, wyrzutni naziemnych, nawodnych i podwodnych.


W dniu W+3 Bałtyk stałby się radzieckim jeziorem wewnętrznym. Od tego była potężna flota wojenna składająca się z 5 krążowników rakietowych, 40 OP z czego 6 z uzbrojeniem rakietowo-jądrowym (SSBN i SSGN), 20 niszczycieli, 40 dużych fregat i korwet, 50 ODD (desant piechoty morskiej właśnie z tych okrętów widzieliśmy w dniu 13 grudnia 1981 roku w Świnoujściu) i 395 mniejszych jednostek wspieranych przez 180 samolotów, 20 samolotów ZOP, zaś na samym tylko Bałtyku miało być 400 myśliwców, 500 bombowców i 300 samolotów transportowych. Do tego wszystkiego 10 dywizji zmechanizowanych i 2 dywizje powietrznodesantowe.[2]


PRL miała to wesprzeć następującymi siłami: 1 niszczyciel rakietowy, 4 OP, 152 inne jednostki pływające, 680 samolotów, 200 helikopterów plus 300 samolotów radzieckich bazujących w Polsce. Poza tym Polska miała do dyspozycji 178 ładunków jądrowych, które mogła użyć wedle własnego uznania i rozeznania przeciwko armiom NATO. Podobnie rzecz się miała z wojskami CSRS, które wprawdzie nie miały broni jądrowej, ale jej składowiska znajdowały się na jej terytorium, w kompleksie podziemnych umocnień wewnątrz góry Tisovnik k./Strakonic.


Do tego wszystkiego dochodziły siły wschodnioniemieckie w postaci 168 jednostek pływających Volksmarine der DDR (głównie minowce i ścigacze rakietowe i torpedowe) wsparte przez 360 samolotów i 100 helikopterów plus 840 samolotów radzieckich bazujących w NRD. 


I dalej – do tego należy dodać siły uderzeniowe 14 dywizji pancernych ZSRR bazujących w północnej Polsce i NRD. Czy to było wszystko? Ależ nie – bo do tego trzeba dodać jeszcze wyrzutnie ICBM i MRBM stałe i ruchome w PRL i NRD oraz rakietowe pociągi krążące na terytorium ZSRR (a kto wie, czy nie innych krajów Układu Warszawskiego), które mogły dosięgnąć swymi pociskami każdy dowolny punkt Europy (i reszty świata też…). I tak właśnie w dniu W+14, a najpóźniej w dniu W+21 armie radzieckie miały zatrzymać się na Pirenejach i La Manche.


Jedno jest pewne – III Wojna Światowa mogła wybuchnąć już w lipcu 1984 roku, jako odpowiedź na natowskie ćwiczenia Able Archer, które rozegrano w listopadzie 1983 roku. W kwietniu 1984 roku brałem udział w ćwiczeniach dowódczo-sztabowych rozgrywających właśnie taki wariant wydarzeń. Przygotowania do opanowania w pierwszym rzędzie Skandynawii trwały przez całe rządy Breżniewa, Jurija Andropowa i Konstantina U. Czernienki. Przerwały je objęcie władzy przez Michaiła S. Gorbaczowa w 1985 roku, głasnost’ i pierestrojka. W roku 1987 aktywność USO u szwedzkich wybrzeży praktycznie ustała.


Czy to całkowicie wyjaśnia sprawę?


Niestety nie. Nie wszystkie przypadki obserwacji nieznanych obiektów podwodnych u wybrzeży Skandynawii da się wytłumaczyć obecnością radzieckich OP. Część z tych obserwacji sugerowała, że albo aparatura ZOP doznawała kociokwiku i pokazywała nieprawdziwe dane, albo marynarze i żołnierze mieli do czynienia właśnie z USO.  Temat ten potraktował na serio szwedzki pisarz Jan-Ove Sundberg, który w książce pt. „Fantom-ubåtarna” (Uddevalla 1993) stwierdza wprost, że wszystkie zaobserwowane w tym czasie fenomeny są pozaziemskiego pochodzenia i stanowią pojazdy Obcych, innymi słowy TRUSO – prawdziwe USO. Przyznaję jednak, że hipotezy Sundberga nie znalazły uznania w szwedzkim fandomie ufologicznym i jego książka jest traktowana jedynie jako pewien głos w tej sprawie.


To wydaje się być oczywistym – tam, gdzie pojawia się broń masowego rażenia, tam pojawiają się także Obcy. Szczególnie tam, gdzie znajdują się bronie rakietowo-jądrowe lub siłownie nuklearne służące celom militarnym (np. przetwórnie paliwa jądrowego dla okrętów nawodnych i podwodnych z napędem atomowym). To jest oczywisty pewnik i potwierdzają to obserwacje z całego świata, o których pisał m.in. Robert Duvall i Robert Hastings. Stąd właśnie wziął się skok aktywności UFO i USO nad całym basenem Morza Bałtyckiego w latach 1980-1987 i kto wie, czy zamach na premiera Szwecji Olofa Palme nie ma związku właśnie z tą sprawą? Ale to już jest inna ballada.



[1] Dzień W – tak popularnie określało się dzień wybuchu wojny.
[2] Dane wg SIPRI za rok 1985. 

poniedziałek, 25 listopada 2013

Trójkąty Bermudzkie... (13)


Na temat polowań na okręty podwodne wypowiedział się słynny szwedzki ufolog Clas Svahn, którego artykuł pt. „Doświadczenie przeciwpodwodne Szwedów: USO czy coś innego” zamieszczonego w „UFO Aktuellt” nr 1/1998 zamieszczam tu w całości:

Najpierw byli radzieccy szpiedzy, potem foki, teraz mówi się o rybach, albo brzmi to dokładnie jak „prawdopodobnie ryby”…

Naruszanie szwedzkich wód terytorialnych przez obce OP datuje się od dnia 20 października 1981 roku, kiedy to radziecki Foxtrott numer 137 został zmuszony do wynurzenia się w zatoce Gåsefjärden.[1]

Zainwestowano miliardy koron, by wydobyć na powierzchnię morza następny taki OP. bomby głębinowe i zagrody minowe, dyplomatyczne protesty histeria medialna stały się czymś, z czym przyszło nam żyć w stanie permanentnego alarmu przeciwpodwodnego.[2] Zresztą wszystko wskazywało na to, że nasze podejrzenia były słuszne, chodziło tutaj o radzieckie szpiegowskie OP[3], a potem mówiło się także o okrętach NATO. Incydenty były coraz częstsze, a naoczni świadkowie mnożyli się w zastraszającym tempie, jak grzyby po deszczu.

W latach 80. też byłem wielokrotnie na miejscu wielkich łowów na te OP. I oczywiście połaskotaliśmy je po brzuchu. Wielkie helikoptery ZOP sunęły ponad powierzchnią wody, a uzbrojeni po zęby i świetnie zamaskowani żołnierze czatowali na intruzów na plażach. W wodę poszła wytrzymała sieć, która odgrodziła fiord od morza. W nocy rozpętało się piekło. Ktoś zobaczył kiosk okrętu podwodnego na wodzie i wyrzutnia granatów głębinowych zaczęła wyrzucać do morza swe pociski, które eksplodowały z głębokim, ciężkim łomotem.

Osobiście przeprowadziłem wywiady[4] z kilkunastoma osobami, które widziały dziwny przedmiot skradający się pod wodą. Cała grupa ludzi widziała tego kogoś, kto zaobserwował kiosk OP wynurzający się i robiący charakterystyczne fale na powierzchni wody, doskonale widoczny na tle przeciwległego brzegu. Mogli oni widzieć ten obiekt przemieszczający się przez kilka minut, czy tylko jedną minutę.

Głębokość wody w tym miejscu wynosi zaledwie kilka metrów, więc cokolwiek to było, nie mogło być OP.

Po kilku dniach polowanie zakończono i nastąpił odbój alarmu. Ale uporczywe plotki głoszą, ze OP został jednak zatopiony, ale… - w sieci odgradzającej fiord od morza znajduje się dziura, którą wycięto jakimś fantastycznie silnymi narzędziami!

Pewna gazeta napisała o jakimś zakrwawionym nurku widzianym na plaży i OP przechwyconym przez wojsko. Wszystko to groziło ciężkim konfliktem dyplomatycznym. Źródło, na które powołała się gazeta było pewne i sprawdzone.

Tak więc później nie dowiedzieliśmy się już niczego pewnego ponad to, ze wojskowi wykryli ten obiekt w zatoczce i ze obiektowi owemu udało się uciec przez wycięty w sieci otwór. Niestety, nie widziałem tego otworu osobiście.

Ale będzie go można znaleźć.

A tymczasem do kontrataku przystąpił głównodowodzący. Analizy wykazują, że ten tzw. typowy dźwięk nagrany w czasie pojawiania się OP mogą zakwestionować specjaliści cywilni, którzy po przesłuchaniu i popracowaniu nad nagraniami słyszą w nich tylko dźwięki wydawane przez ławice ryb…

Niezależnie od tego orzeczenia, Szwedzka Królewska Marynarka Wojenna urządzała te polowania przez niemal całą dekadę lat 80., co jest wyjątkowo cennym doświadczeniem w finansowym i moralnym aspekcie sprawy. Rzeczywiście wykryto i przechwycono jeden radziecki OP, który tak na dobrą sprawę sam wpadł jej w ręce wskutek banalnej pomyłki nawigacyjnej…[5] - podobnie jak być może inne „midgety”.[6]

A my czujemy tak dobrze znowu to, co doznawaliśmy czytając doniesienia o UFO. Po 50 latach poszukiwań, badań, etc. etc. możemy powiedzieć, co następuje: jakieś 95% wszystkich zaobserwowanych NOL-i było niczym innym, jak błędnymi interpretacjami zjawisk naturalnych zachodzących na naszym niebie. Pozostałe 5% można uznać – i jest uznawanych – za zjawiska niezidentyfikowane. Oczywiście są w nich także TRUFO – czyli „prawdziwe” UFO.

Czy opisywany wcześniej fenomen wpasowuje się w statystykę NOL-i? Wierzę, że tak. Nasze UFO-Sverige pracuje właśnie nad kilkoma interesującymi raportami, nie dlatego, że pochodzą one od kilku obserwatorów, ale od ludzi wiarygodnych. W jednym przypadku mamy półminutowy zapis video, w innym zapis dokonany z ekranu radiolokatora w połączeniu z relacją naocznego świadka.

Ale wojskowe pomyłki w powiązaniu z polowaniami na okręty i łodzie podwodne zmuszają nas do ostrożności i nauczyły nas kilku rzeczy, a mianowicie:

·        Po pierwsze – nasza obrona dysponująca potężnymi zasobami i specjalistycznym sprzętem oraz doskonałym uzbrojeniem, jak również utajnienie wszystkiego nie pozwoliło na ujecie następnego OP;
·        Po drugie – naoczni świadkowie niezależnie od wieku nie stanowią jakiegokolwiek dowodu.

Dla nas, pracujących na co dzień z doniesieniami o UFO, problem ten jest znany od lat. Ale dla ludzi odpowiedzialnych za bezpieczeństwo kraju i państwa nawet wskazania instrumentów czy/i relacje świadków nie są jakimkolwiek dowodem. Dowodem byłby następny OP…

Za instrumentami stoją ludzie, którzy niedbale i błędnie naciskają guziki kalibrujące te urządzenia. Kiedy sygnały są interpretowane, to ukazuje się następny problem. Interpretuje się je tak, by pasowały do naszego punktu widzenia i naszych hipotez oraz/czy teorii.

Tak na mój rozum, to polowania na OP także należą do Spiskowej Teorii Dziejów (STD), podobnie jak cała sprawa UFO. Nie znaleziono żadnej przyczyny, by uwierzyć w to, że szwedzka armia i siły bezpieczeństwa wewnętrznego posunęły się dalej w badaniach Nieznanych Obiektów Latających/Nieznanych Obiektów Podwodnych, niż cała reszta świata.

Jedyna organizacją zajmującą się na serio tym problemem jest UFO-Sverige. Nie mamy żadnej nadziei, że uda się nam dotrzeć do tajnych archiwów FOA[7] czy Kwatery Głównej. Tak więc jedyne, co nam pozostało, to ciężka i intensywna praca.

Tyle Clas Svahn. Zwróć uwagę Czytelniku na dwa ostatnie akapity – a zwłaszcza na trzeźwą ocenę problematyki UFO-fenomenu w ogóle. Nie zapominajmy, że Clas Svahn jest Nestorem szwedzkich ufologów i postacią Numer Jeden w tamtejszym fantomie ufologicznym. Ostatnio udało mu się dotrzeć do tajnych materiałów FOI, o czym pisałem już w naszym blogu. Niestety – incydenty w nich opisane są raczej… rozczarowujące i zaledwie 2-3 z nich zasługują na uwagę. Osobiście uważam, że szczególnie dużo do sprawy mogłyby wnieść archiwa FRA – szwedzkiej służby radiowego wywiadu i kontrwywiadu oraz SSI (dawne IB) czyli wywiadu wojskowego, które szczególnie interesowały się szwedzką falą UFO w roku 1946.



[1] We fiordzie tym znajduje się baza wojskowa i port wojenny Karlskrona. Jest to największa baza Szwedzkiej Królewskiej Marynarki Wojennej na Bałtyku. Sprawę tą opisywałem już w artykule „UFO na PETDW”, zamieszczonym w „UFO” nr 2(6)/1991.
[2] Szczególnie dało się to odczuć w latach 1981 – 1987, kiedy to armia wciągnęła do współpracy z wywiadem wojskowym nawet takie porno-piśmidła jak „Lektyr” – zaś całość tych działań była nader podobna do tego, co działo się w Szwecji w czasie tzw. „Skandynawskiego rakietowego lata 1946”, co opisałem w książce pt. „Powojenne losy niemieckiej Wunderwaffe”, Warszawa 2008.
[3] Dokładniej były to okręty rozpoznania radioelektronicznego i akustycznego. Zob. także: W. Suworow – „Specnaz”, Gdańsk 1993; P. de Villemarest – „GRU – sowiecki superwywiad”, Warszawa 1993 – w których mówi się wprost o szpiegowskich misjach Morskiej Brygady Specnazu GRU, podlegającej 2. Wydziałowi VIII Zarządu GRU. Brygady Specnazu tego rodzaju znajdują się przy każdej z czterech Flot: Bałtyckiej (która była zaangażowana do działań przeciwko krajom skandynawskim), Czarnomorskiej, Pacyficznej i Arktycznej. 
[4] Clas Svahn w tym czasie był dziennikarzem pracującym dla dziennika „Dagens Nyheter” w Sztokholmie.
[5] Niektóre szwedzkie źródła podają, że były tam aż dwa okręty klasy Foxtrott, z których jeden, o numerze taktycznym 137 wpadł na mieliznę i został zatrzymany.
[6] Chodzi tutaj o miniaturowe OP zwane w zachodniej prasie jako midget subs (submarines) czy miniuboats, po szwedzku miniubåterna. Marynarka wojenna ZSRR posiadała w tym czasie kilka typów takich jednostek, w tym typu Zwuk, których używali (i nadal używają) Kubańczycy do szmuglu narkotyków z Kolumbii do USA, co podaję na odpowiedzialność US Coast Guard.
[7] Do roku 2001 Instytut Badań nad Obronnością pracujący na rzecz szwedzkich sił zbrojnych. Dzisiaj jest to FOI (Totalförsvarets Forsikninginstitut) utworzony z FOA i FFI (Flygtekniska Försökanstalten – Szwedzkiego Instytutu Badawczego Aeronautyki) pracujący dla rządu szwedzkiego i opracowujące raporty dotyczące wszelkich zagrożeń dla kraju i państwa. 

sobota, 23 listopada 2013

Trójkąty Bermudzkie... (12)


A oto lista najgłośniejszych incydentów:

v 1962 – W czasie ćwiczeń wojskowych namierzono okręt podwodny (OP) przy pomocy radiolokatora i sonaru na północ od Farö na Gotlandii. Obiekt zniknął po obrzuceniu go bombami głębinowymi. 
v Jesień 1969 roku – W czasie ćwiczeń marynarki wojennej u wybrzeży Norrlandii szwedzki OP HMS Springaren namierzył sonarem obcy OP w wodach terytorialnych, okręt ten uciekł.
v 1974 – Patrol Straży Przybrzeżnej zaobserwował peryskop okrętu podwodnego w okolicach Kappelhamnsviken na Gotlandii. Wysłany na miejsce niszczyciel szybko namierzył sonarem obcy OP, który szybko opuścił szwedzkie wody terytorialne.
v Jesień 1976 roku – W czasie ćwiczeń marynarki wojennej na Archipelagu Sztokholmskim, OP radzieckiego typu Whiskey zamanifestował swoją obecność używając radaru spoza szwedzkich wód terytorialnych. Szwedzki OP śledził radzieckiego podwodniaka i zapisywał dźwięki dochodzące od niego. Kiedy na akwenie pojawiły się helikoptery zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) i niszczyciele, radziecki OP uciekł na wody międzynarodowe.
v 18 września – 6 października 1980 roku – holownik szwedzkiej marynarki wojennej HMS Ajax zaobserwował kiosk OP nieopodal wyspy Utö w Archipelagu Sztokholmskim. Na miejsce wezwano helikoptery ZOP, które weszły w kontakt bojowy z intruzem i oddano strzały ostrzegawcze. OP nie opuścił tego akwenu, ale usiłował uniknąć przechwycenia, co przedłużyło polowanie sił ZOP. W ciągu następnych kilku tygodni obserwowano tam jego obecność.
v 20 października 1981 roku – incydent z radzieckim  OP S-363. A to było tak: wieczorem rybacy zamieszkujący na wschodniej części Archipelagu Karlskrona zatelefonowali do Straży Przybrzeżnej z informacją, że zauważyli oni OP w  na mieliźnie w zatoce Gåsefjärden odległą o 30 km od centrum Karlskrony. Początkowo nikt nie wziął tego na serio, bowiem Gåsefjärden jest bardzo trudnym nawigacyjnie akwenem, który  jest na dodatek zamkniętą zatoką. Tym niemniej rybacy mieli rację i okazało się, że był tam faktycznie OP bandery radzieckiej. Przyciągnął on uwagę mediów, a szwedzka marynarka internowała okręt i załogę. Obawiano się, że Rosjanie zachcą siłą ich odbić, ale po kilkunastu przesłuchaniach załogantów z S-363, ówczesny premier Thorbjörn Fälldin zdecydował się zwrócić Rosjanom okręt i załogę. Jednakże wydarzenia te doprowadziły do totalnego polowania na okręty podwodne (ubåtsjakter) jak określały to zjawisko szwedzkie media.
v 1 – 13 października 1982 roku – Incydent w Harsfjärden. W czasie tego polowania na OP, Szwedzi zastawili szereg pułapek na wielu akwenach, które składały się z min i czujników elektronicznych. Chodziło o to, by namierzyć OP i złapać go lub zatopić przy użyciu sił i środków z pobliskich baz wojskowych. W czasie tych działań użyto 44 bomb głębinowych i 4 min morskich, które zdetonowano w celu zatopienia intruza, ale potem okazało się, że obcy OP uniknął ostrzału i uciekł na pełne morze. Podejrzewano, że był to OP należący do jednego z krajów NATO.
v 4 maja 1983 roku -  podejrzany OP zaobserwowano na akwenie Törefjärden na północ od Luleå. Doszło tam do zdetonowania min morskich.
v Maj 1983 roku – OP zaobserwowano na akwenie w rejonie Sundsvall. Helikoptery ZOP namierzyły intruza, ale nie otwierano ognia ze względu na bezpieczeństwo przebywających na akwenie dziennikarzy…
v Lato 1983 roku – polowanie na OP w rejonie Töreviken.
v Sierpień 1983 roku – ponownie polowanie na OP na akwenie Archipelagu Karlskrona. Zrzucono bomby głębinowe w porcie Karlskrona.
v 9 – 29 lutego 1984 – Kolejne polowanie na OP w porcie Karlskrona. Zrzucono 22 bomby głębinowe.
v Wczesne lato 1986 roku – „tajemniczy obiekt podwodny” zaobserwowano jak „zanurzył się w wodę” w okolicy Klintehamnsviken na Gotlandii. W czasie badania dna morza znaleziono podwójny ślad gąsienic o długości 1100 m, które należały najprawdopodobniej do podwodnego pojazdu gąsienicowego.
v Czerwiec 1987 – następne polowanie na OP w Törefjärden.
v Lato 1987 roku – W czasie kontroli czujników magnetycznych na zaminowanym krewnie w okolicach Kappelshamnsviken na Gotlandii, wojskowi znaleźli ślady gąsienic na morskim dnie pochodzących od podwodnego pojazdu gąsienicowego.
v Wczesne lato 1988 roku – W zatoce Hävringebukten koło  Oxelösund zaobserwowano obcy OP, który przeprowadzał wentylowanie wnętrza i ładowanie akumulatorów.

Jak to stwierdzono powyżej – tylko w jednym przypadku udowodniono bezspornie obecność radzieckiego OP na szwedzkich wodach terytorialnych, a chodzi o OP 137, który wszedł na mieliznę w okolicach Karlskrony – w pozostałych przypadkach są to jedynie poszlaki i domysły. Tyle Wikipedia. Nawiasem mówiąc szwedzka Wikipedia podaje także następujące fakty, a mianowicie taki, że okręty klasy Whiskey pływają w Polskiej Marynarce Wojennej i są to: ORP Orzeł (292), ORP Bielik (295), ORP Sokół (293) i złomowany ORP Kondor (294). Prawdopodobnie są to stare dane, jeszcze z lat 80., bowiem aktualnie polska Wikipedia podaje, że polskie okręty podwodne to: ORP Orzeł (291), który jest typu Kilo, a pozostałe: ORP Sokół (294), ORP Sęp (295), ORP Bielik (296) i ORP Kondor (297) są typu Kobben i są produkcji norweskiej, a zatem taki jest aktualny stan naszej floty podwodnej. Tyle szwedzka i polska Wikipedia, którą pozwoliłem sobie zacytować.

Złapany w Karlskronie radziecki okręt podwodny S-363 był okrętem klasy SSK czyli radarowym okrętem podwodnym z napędem konwencjonalnym, wyspecjalizowanym do ZOP, a takimi są przede wszystkim OP typu Kilo. Bardzo niebezpiecznym na płytkim morzu, jakim jest Bałtyk, gdzie trudno jest zastosować OP z napędem nuklearnym (SSN, SSGN i SSBN), które są okrętami oceanicznymi. Oczywiście rzecz natychmiast podchwyciła zachodnia, a przede wszystkim amerykańska propaganda, która nagłośniła ją na cały świat. Solidarnościowa czarna propaganda natychmiast podała informację o tym, że na pokładzie OP 137 znajdowała się broń atomowa, co było bzdurą w samym założeniu, ale rzecz była chwytliwa i błyskawicznie rozeszła się po ludziach.  


Niektórzy autorzy zachodni, jak John Barron (w KGB) czy Pierre de Villemarest (w „GRU – sowiecki superwywiad”), specjalizujący się w historii Zimnej Wojny i roli w niej radzieckich tajnych służb twierdzą wprost, że wydarzenia te są tylko odzwierciedleniem działań GRU i KGB przygotowujących wybuch III Wojny Światowej, której początkiem miało być zajęcie Półwyspu Skandynawskiego i Islandii w celu przejęcia kontroli nad szlakami na Północnym Atlantyku i co za tym idzie przerwanie dostaw z USA i Kanady na Europejski Teatr Działań Wojennych, gdzie armie lądowe ZSRR miały dokonać zajęcia Europy Zachodniej w ciąg 14 dni i zatrzymać się na Pirenejach i Kanale La Manche. Scenariusz ten pokazał Tom Clancy w swych powieściach „Czerwony Sztorm” i „Polowanie na «Czerwony Październik»”, do czego jeszcze wrócę.

piątek, 22 listopada 2013

Trójkąty Bermudzkie... (11)


Podobnie jak w Czarnobylu, prawda o Nord IV była ukrywana przez STASI do ostatnich chwil istnienia Niemieckiej Republiki Demokratycznej, podobnie jak polskie władze do ostatniej chwili ukrywały prawdę zawartą w książkach Wiktora Suworowa i Toma Clancy’ego[1] Być może i statek Cona – o którym już pisaliśmy w poprzednim rozdziale – był statkiem pomocniczym STASI przeznaczonym do transportu paliwa jądrowego i odpadów promieniotwórczych z enerdowskich elektrowni jądrowych do ZSRR i vice-versa? Wszak głupota i niekompetencja urzędników w tym czasie pod względem nie liczenia się z zagrożeniami wynikającymi z faktu awarii instalacji atomowych, co widzieliśmy na przykładzie wydarzeń mających związek z awarią w Czarnobylskiej EJ czy obecnie Fukushima I EJ – nie miała sobie równej.

Dlatego też sprawę statku Cona wyciszono i to bardzo szybko: ucichła ona po dwóch tygodniach i nikt do niej nie wrócił, mimo przemian w 1989 roku. Jest jednak jeszcze jedna możliwość, a mianowicie taka, że Cona mógł być okrętem rozpoznania radio-elektronicznego szwedzkiej FRA[2], niemieckiej MAD czy w ogóle sił morskich NATO. W latach 80. XX wieku, nad Bałtykiem bardzo często pokazywały się samoloty E3 Hawkeye, E3A Sentry AWACS oraz radzieckie A-50 czy A-100. AWACS-y wspierały niejednokrotnie operacje wywiadowcze prowadzone przeciwko Polsce i innym krajom Układu Warszawskiego, których wojska odbywały ćwiczenia na nadmorskich poligonach w ramach manewrów o kryptonimach TARCZA’85 – TARCZA’88.

Historia zna takie przypadki, jako że w 1984 roku Volksmarine der DDR przeganiała wielokrotnie okręt RRE Kuguar bandery RFN, a nasza marynarka przepędzała w naszych wód terytorialnych niemieckie okręty wywiadowcze Bundesmarine, a WOPK przeganiały zachodnioniemieckie Atlantiki z polskiego nieba…

Czy można dziwić się Szwedom? W jednej ze swych prac Robert Leśniakiewicz udowadniał, że ZSRR przygotowywał się do III Wojny Światowej i częścią tych przygotowań była „inwazja USO” na szwedzkie (i skandynawskie w ogóle) wybrzeża. Rosjanie stosowali miniaturowe okręty podwodne, midgety, Morskiej Brygady SPECNAZ-u GRU ZSRR do prowadzenia działań wywiadowczych, dywersyjnych i sabotażowych na terenie wszystkich krajów skandynawskich, w celu przechwycenia transoceanicznych szlaków komunikacyjnych Północnego Atlantyku i Arktyki. To właśnie opisał Tom Clancy w „Czerwonym sztormie”, i dlatego właśnie ta książka pokutowała na czerwonym indeksie do października 1989 roku. Tom Clancy pisał swoją powieść w roku 1984 – szczytowym okresie przygotowań ZSRR do walnej rozprawy z Zachodem, który z kolei przygotowywał się do odparcia atomowego ataku Sowietów przy pomocy swoich „urządzeń kosmicznych” (tak to się właśnie nazywało) z planów SDI/NMD…

20 października 1981 roku, dwa radzieckie konwencjonalne okręty podwodne klasy Tango weszły do bazy szwedzkiej marynarki wojennej w Karlskronie. Jeden z nich, o numerze taktycznym 137 – w prasie zachodniej U-137 od słowa U-boot, U-boat czy Ubåt – zlokalizowano, przechwycono i zmuszono do wynurzenia się. Załoga SS 137 tłumaczyła się, że weszła do Karlskrony wskutek… pomyłki nawigacyjnej! Tak to wyjaśniła radziecka propaganda uchylając się jednocześnie od odpowiedzi na pytanie zasadnicze: co ten okręt miał tam w ogóle do roboty???

Radzieckie Tanga i Foxtrotty jeszcze nieraz były przeganiane z szwedzkich szkierów i norweskich fiordów, i do końca dekady lat 80. służby specjalne obu tych krajów doliczyły się około 1000 obserwacji typu CESUB[3], które dotyczyły radzieckich okrętów podwodnych: normalnych i miniaturowych. Stan taki trudno było nazwać pokojem, nawet przy pokojowym współistnieniu po sielankowej fazie detente lat 70. Sytuację ze wczesnych lat 80. oddaje doskonale rysunek pt. „Ponure Morze Pokoju” ze szwedzkiej gazety „Expressem” z dnia 31 października 1985 roku.

Już tak nawiasem mówiąc, to w roku 2011 doszło do wyjaśnienia kolejnej tajemnicy morskiej dotyczącej Bałtyku i okrętów podwodnych. Chodzi tutaj o okręty podwodne, które Szwedzi znaleźli na dnie swych wód terytorialnych. A to było tak:

„Czerwony Październik” u wybrzeży Szwecji?

W marcu 2011 roku portal Onet.pl podał następującą informację:

Tajemnicze znalezisko u wybrzeży Szwecji

W Szwecji trwa debata na temat odnalezionego na wodach terytorialnych wraku okrętu podwodnego. Media stawiają pytanie do jakiego państwa należał i dlaczego władze wojskowe nie wyrażają chęci zbadania znaleziska. Możliwe, że to wrak polskiego okrętu podwodnego.

Jest to wrak okrętu konstrukcji radzieckiej, lecz pozbawiony oznaczeń przynależności państwowej. Okręty takie wchodziły w skład flot Związku Radzieckiego i Polski.

Dlatego pojawiają się domysły, że mogła być to jednostka polska, która zatonęła w 1980 roku po uszkodzeniach spowodowanymi przez szwedzką bombę głębinową. W tym okresie Szwedzi ścigali okręty podwodne nieznanego pochodzenia, penetrujące ich wody.

W dzienniku "Dagens Nyheter" szef firmy, która w 2009 roku znalazła wrak Ola Oskarsson pyta: "Czy naprawdę nie chcemy dowiedzieć się, czy to Szwecja zatopiła okręt i że zabiliśmy przy tym kilkudziesięciu młodych ludzi z Rosji lub z Polski?"

Natomiast "Svenska Dagbladet" zwraca uwagę, że ewentualne stwierdzenie, iż okręt zatonął w wyniku akcji szwedzkiej może się okazać potwierdzeniem, że to jednostki radzieckie i polskie penetrowały w latach osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych wody Szwecji.

Rzecz jest mi bardzo familiarna, dlatego pozwolę sobie przypomnieć te wydarzenia sprzed 30 lat, a w których też brałem udział. Po 20 października 1981 roku, Wydział Zwiadu Pomorskiej Brygady Wojsk Ochrony Pogranicza w Szczecinie polecił mi zbieranie i przekazywanie do Wydziału wszelkich informacji na temat działań przeciwpodwodnych Szwedów i w ogóle Skandynawów. Informacje te były przekazywane do Dowództwa WOP w Warszawie i komórki wywiadu wojskowego 12. DZmech. w Stargardzie Szczecińskim oraz do komórek wywiadu Marynarki Wojennej.

Polowania na okręty podwodne albo incydenty z okrętami podwodnymi, według szwedzkiej Wikipedii, była to seria wydarzeń z udziałem obcych okrętów podwodnych, które miały miejsce na szwedzkich wodach terytorialnych w okresie Zimnej Wojny, a szczególnie w latach 80. XX wieku. W okresie tym rzecz była opisywana i roztrząsana w szwedzkich mediach, które posądzały Związek Radziecki o penetrację szwedzkich wód terytorialnych.

 

Do pewnego czasu wydarzenia te były referowane wcześniej, ale domysły znalazły pełne potwierdzenie po sensacyjnym wejściu na mieliznę radzieckiego okrętu podwodnego o napędzie konwencjonalnym klasy Whiskey oznaczony jako (С-363) S-363 o numerze taktycznym 137 na szwedzkich wodach (a dokładniej w Karlskronie) w dniu 27 października 1981 roku.[4] Szwedzka flota odpowiedziała agresywnie na to zagrożenie intensywnie patrolując swe wody, minując i elektronicznie monitorując przejścia na akwenach oraz wielokrotnie czesząc wody terytorialne i atakując podejrzane obiekty podwodne przy pomocy bomb głębinowych, ale nie odnotowano większych sukcesów w tych działaniach.

Doniesienia o akcjach Szwedzkiej Królewskiej Marynarki Wojennej stały się stałym punktem w relacjach tamecznych mediów w połowie lat 80. Stały się one dla wielu Szwedów ikoną Zimnej Wojny i złych stosunków ze Związkiem Radzieckim, w którym upatrywano głównego wroga i zagrożenie szwedzkiej neutralności i suwerenności oraz ukazywały paranoiczną atmosferę polityczną tych czasów. Jednakże ZSRR uporczywie zaprzeczał oskarżeniom ze strony Szwecji (i innych państw skandynawskich – szczególnie Norwegii, Islandii i Danii) tłumacząc incydent z okrętem S-363 jego zejściem z kursu wskutek pomyłki nawigacyjnej. Rosja wciąż popiera to stanowisko. Incydenty te skończyły się w momencie upadku ZSRR, ale debaty i dyskusje na ten temat trwają do dziś dnia, bowiem temat ten jest wciąż na tapecie wielu rządowych instytucji śledczych w Szwecji i wciąż przyciąga uwagę mediów.




[1] Chodzi tutaj o książki W. Suworow – „Lodołamacz” i T. Clancy – „Czerwony sztorm”.
[2] FRA – szwedzki Instytut Badań Radiowych, faktycznie jest to szwedzka służba radio-wywiadu i radio-kontrwywiadu, ściśle współpracująca z brytyjskimi i amerykańskimi służbami wywiadu i kontrwywiadu w czasie Zimnej Wojny. 
[3] Obserwacja typu CErtainly SUBmarine – obiekt nawodny/podwodny stanowiący oczywisty okręt podwodny. 
[4] Faktycznie było to 20.X.1981 roku.