poniedziałek, 18 listopada 2013

Trójkąty Bermudzkie... (10)

ROZDZIAŁ 4 – USO a sprawa polska        


Co ma wspólnego TB z naszym siwym, kochanym Bałtykiem? Co upodabnia do siebie te dwa, jakże różne akweny?


Odpowiedź na te dwa pytania jest prosta: w TB i na Bałtyku zdarzają się tajemnicze zniknięcia statków i jachtów, mają miejsce wydarzenia zaobserwowane przez załogi statków i jachtów oraz obserwowane tam są UFO i USO. Po drugie: obydwa akweny mają znaczenie strategiczne, przy obu akwenach leżały poligony rakietowe w czasie II Wojny Światowej i zaraz po niej oraz kosmodromy (w TB) i wreszcie tutaj ścierały się przeciwstawne interesy obu Supermocarstw. Można bez kozery zaryzykować twierdzenie, że Bałtyk dla ZSRR jest tym, czym TB dla USA…


Na temat prób rakietowych pisaliśmy w opracowaniach WUNDERLAND: Pozaziemskie technologie Trzeciej Rzeszy (Ústi nad Labem 1998, Warszawa 2001, 2006) oraz Powojenne losy niemieckiej Wunderwaffe (Warszawa 2007, Ústi nad Labem 2008). Przypomnimy tu tylko do przypomnienia zasadniczych tez z nich wynikających, a mianowicie:
1.      Wypadki obserwowane w TB i na Bałtyku mogą mieć jeden wspólny mianownik: działalność morskich flot wojennych obydwu Supermocarstw i NATO;
2.    Po roku 1989, kiedy załamał się w Europie światowy system komunistyczny, na przetarte przez Flotę Radziecką szlaki morskie Bałtyku i TB wtargnęła szeroko pojmowana mafia;
3.    Obydwa Supermocarstwa dokonywały w okresie pomiędzy 1945 a 1989 rokiem prób z broniami najnowszej generacji, w tym broniami psi i broniami kosmicznymi, czym można wytłumaczyć niektóre z zaobserwowanych fenomenów;


Jeżeli idzie o Polskę, to udało się nam dotrzeć do kilku wydarzeń, które nie da się wyjaśnić w sposób racjonalny i w oparciu tylko o ufologię. Pierwszym z nich jest tajemnicze zaginięcie SY Janosik w okolicach Skagen, co miało miejsce w dniu 16 września 1975 roku. Właściwie niewiele wiadomo o tym wypadku, bo Norwedzy domniemali, że to był tylko wypadek. W okolicach Oslo wyłowiono jedynie koło ratunkowe i to było wszystko. Nie odnaleziono ani szczątków czy wraka, ani członków załogi…


Norweski badacz USO – Ole Jonny Braenne z Drammen dotarł do zapisków norweskiego Ratownictwa Morskiego w Oslo i… - niczego tam nie znalazł. Czyżby ktoś usunął zapisy na temat Janosika? Czyżby był to jakiś nieznany element gry wywiadów z czasów Zimnej Wojny?


Pewnym wyjaśnieniem może być także wypadek jednego z duńskich kutrów rybackich, który zdarzył się właśnie w okolicy Skagen. Kuter ten został wprost „rozjechany” przez idący na pełnej prędkości tuż pod lustrem wody amerykański okręt podwodny. Podobny przypadek miał miejsce także na Skagerraku we wczesnych latach 80., kiedy kolejny duński kuter został oddolnie staranowany przez zachodnioniemiecki okręt podwodny. W obu przypadkach rozgłos im nadała „The International Heral Tribune”, która obarczyła winą za to, co się stało dowódców okrętów podwodnych NATO, które poruszały się na zastrzeżonych dla połowów akwenach Cieśnin Duńskich i Bałtyku.


Kolejnym niewyjaśnionym przypadkiem zatonięcia jachtu na akwenach południowego Bałtyku jest przypadek enerdowskiego jachtu Likedeller. Jednostka ta wyszła ze Świnoujścia w dniu 7 lipca 1980 roku i odprawiał ja w ostatni rejs mój kolega mł. chor. WOP Stefan D. z GPK WOP Świnoujście – Punkt Kontroli Ruchu Rybackiego. W dniu 11 lipca, na akwenie Zatoki Gdańskiej znaleziono jedynie fragmenty nadbudówki jachtu, przy czym nie ma pewności, że akurat Likedellera. Poszukiwania wraka i ciał załogantów spełzły na niczym – wyglądało na to, że SMY Likedeller literalnie rozpuścił się w wodach Bałtyku…


Istnieje pewne wyjaśnienie tego fenomenu, a mianowicie takie, o jakim mówi następująca historia, której uczestnikiem był Robert Leśniakiewicz. Rzecz miała miejsce w dniu 24 grudnia 1980 roku, i tego dnia pełnił on służbę na PKRR w Świnoujściu wraz z czterema żołnierzami. Tego dnia, około godziny 15:00 do odprawy wyjazdowej z kraju podszedł jacht bandery ZSRR. Był on zupełnie nowy, jeszcze pachnący farbą, nie mający nawet nazwy a tylko numer żagla, który jest odpowiednikiem numeru rejestracyjnego samochodu w ruchu lądowym. Co najciekawsze, że początkowo Jacht ten nazwano Solidarność w Stoczni Jachtowej Parnica, na cześć powstałego właśnie NSZZ „Solidarność”. Jego załoga składała się z 6 Litwinów płynących nim do Kłajpedy.


Jacht ten nie był w pełni osprzętowany, a powód tego tak wyjaśnił jego kapitan:
- Mieliśmy iść do Kłajpedy po Nowym Roku, ale kiedy nazwaliśmy ten jacht Solidarność, to po dwóch godzinach mieliśmy na karku radzieckiego konsula generalnego w Szczecinie, który kazał nam zamalować nazwę i w ciągu 48 godzin zameldować się w Kłajpedzie! No i my idziemy…
- A czy nie możecie uciec na Zachód? Ot, choćby na Bornholm – zapytał Leśniakiewicz – to przecież jedynie 80 mil stąd, a i do szwedzkiego Ystad też stąd niedaleko…
- Nie damy rady – odrzekł kapitan – stan morza 3-4°B, a to kilkanaście godzin żeglugi w trudnych, zimowych warunkach, a poza tym oni nas – tu nastąpił wymowny gest przeciągania nożem po gardle – jak nie na morzu, to tam także…


Robert Leśniakiewicz już nie pytał o to, kto ich miał zabić. Pogranicznyje Wojska KGB ZSRR mają szybkie jednostki pościgowe, kutry rakietowe i helikoptery, którym wystarczyły 2 godziny by wytropić zbiegów i rozwalić ich w razie czego… W przypadku Litwinów, Łotyszy, Estończyków i innych nie-Rosjan w grę wchodziła tylko rozwałka il décourager les autres…
- A co będzie, kiedy przypłyniecie do Kłajpedy? – zapytał.
- No cóż, pożegnamy się z morzem na jakieś dwadzieścia lat…
Wiadomo – trafiało się wprost do Gułag-u. Teraz nie wiemy, gdzie znajdują się członkowie załogi jachtu Solidarnost’ – może jeszcze w Workucie?...


Coś podobnego mogło się przydarzyć nieszczęsnemu Likedellerowi. Albo wszedł na terytorialne wody ZSRR i tam został zatopiony przez okręt PW KGB ZSRR albo usiłował uciec do Szwecji czy Danii i w czasie ucieczki dopadli go Niemcy z NRD czy ich towarzysze z ZSRR. Wschodnioniemiecka tajna policja STASI miała długie ręce – także w PRL w latach 70. i 80. ubiegłego wieku. Możliwe jest więc, że załoga Likedellera leży na dnie, lub jeszcze siedzi w jakimś międzynarodowym GUŁAG-u wraz z załogą SY Solidarnost’ i innymi załogami, które miały pecha przybliżyć się za bardzo do brzegów ZSRR.


Być może także STASI miała swój udział w ciekawym incydencie, które miał miejsce w dniu 6 stycznia 1986 roku na Zalewie Szczecińskim. Pięciu świadków – 4 żołnierzy z GPK WOP Świnoujście Baza Promów Morskich PŻB i oficer wachtowy MF Jan Heweliusz widziało trzy bardzo silne rozbłyski światła w zachodnich sektorach Zalewu Szczecińskiego . Jednego, czego byli oni pewni to tego, że nie były to wybuchy konwencjonalnych ładunków wybuchowych – te mają żółtopomarańczową barwę płomienia, zaś zaobserwowane przez nich błyski miały kolor biało-niebieski. Później kierownik zmiany GPK obdzwonił wszystkich oficerów operacyjnych Batalionu Granicznego WOP w Świnoujściu, jednostki Marynarki Wojennej oraz Dywizjonu Ochrony Pogranicza, dyżurnego Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Świnoujściu oraz dyżurnego Służby Bezpieczeństwa RUSW Świnoujście – z jednakowym, zerowym wynikiem.


Być może błyski te miały związek nie tyle z obecnością na Zalewie UFO czy USO, ale z kolejną awarią wschodnioniemieckiej elektrowni jądrowej Nord IV w Lubminie k./Greifswaldu. Miała ona zainstalowane reaktory jądrowe typu WWER-1000 i w ciągu jedynie dwóch lat było w niej 1191 awarii, z czego tylko 7 określanych jako BARDZO POWAŻNE, czyli o oczko niżej od tego, co wydarzyło się w Czarnobylu na Ukrainie pamiętnej nocy 26 kwietnia 1986 roku, czy w Fukushimie I 11 marca 2011 roku…