piątek, 29 listopada 2013

Trójkąty Bermudzkie... (15)

A zatem czyj wrak OP znaleźli Szwedzi? Nie sądzę, by była to polska jednostka, bowiem Polacy mieli tylko 4 OP i zatonięcie któregokolwiek z nich odbiłoby się natychmiast szerokim echem w PRL, mimo cenzury i blokady informacyjnej. Takiej rzeczy po prostu nie udałoby się ukryć, i władze na pewno powiadomiłyby media o katastrofie czy jakimś wypadku, któremu uległ ów okręt. Byłoby być może tak, jak w przypadku zatonięcia rosyjskiego K-141 Kursk w sierpniu 2000 roku. A zatem może to być albo jednostka radziecka, albo – co jest równie możliwe – jednostka należąca do NATO. Wprawdzie nie uważam, by był to jakiś wrak niemieckiego U-boota z I czy II Wojny Światowej, ale rzecz taka teoretycznie jest możliwa.


A może spełniła się legenda Czerwonego Października i jest to wrak radzieckiego okrętu podwodnego, którego załoga usiłowała zbiec do Szwecji i tam uzyskać azyl polityczny, tylko miała mniej szczęścia, niż ci z S-363 i oberwali torpedą lub weszli na minę u zbawczego brzegu? To także jest możliwe…


Ale czy na pewno? Chyba jednak nie… 


Chciałbym jeszcze powrócić do wydarzeń w skandynawskich fiordach, które przywodzą na myśl Obserwacje Dalekie i Bliskie Spotkania z USO. Pierwsze z nich datuje się jeszcze z czasów II Wojny Światowej i ma związek z angielskim atakiem na uwięziony w norweskim porcie Alta niemieckim superpancernikiem Tirpitz – okrętu będącego sister ship drugiego niemieckiego superpancernika Bismarck. Jego potężne uzbrojenie stanowiła artyleria główna: 8 dział kalibru 381 mm, 12 dział 150 mm, 16 dział 105 mm oraz silne uzbrojenie plot.: 16 działek 37 mm, 84 działka 20 mm  (pojedyncze i poczwórne) oraz 2-czterorurowe wyrzutnie torpedowe 533 mm. Cała ta konstrukcja o masie 53.000 ton i długości ćwierć kilometra poruszała się z prędkością 30 kts (ok. 57 km/h) i miała zasięg 8870 mil czyli 16.400 km… Straszliwa broń we wprawnych rękach – prawdziwy bicz boży na statki płynące z USA i Kanady do portów w ZSRR. I właśnie ten okręt stojący w fiordzie Kå (Kaa) zaatakowały brytyjskie miniaturowe łodzie podwodne X w dniu 20 września 1943 roku. Podłożone przez HMS X-5, HMS X-6 i HMS X-7 pod okręt ładunki amatolu o łącznej masie 2 ton spowodowały ciężkie uszkodzenia, które naprawiono dopiero w 1944 roku.


W czasie ataku na Tirpitza, jeden z okręcików wynurzył się w odległości ok. 600 m od pancernika i Niemcy otworzyli doń ogień z działek 20 mm. Inna wersja wydarzeń mówi o niszczycielach. Początkowo sądzono, że był to HMS X-5, ale po wojnie okazało się, że we wskazanym miejscu nie ma żadnego wraku… - co podaję na odpowiedzialność Bogusława Wołoszańskiego.[1]


Kolejne wydarzenia miały miejsce w 1984 roku, w okolicach Bergen, gdzie w wodach jednego z fiordów zaobserwowano tajemniczy obiekt podwodny, którego obrzucono bombami głębinowymi i ostrzelano rakietami klasy woda – głębina wodna. Bezskutecznie. Podobny przypadek miał tam miejsce kilka lat wcześniej, kiedy to doszło do wściekłego polowania na Nieznany Obiekt Podmorski z użyciem broni przeciwpodwodnej. Z identycznym – tj. zerowym rezultatem… Opisał to wydarzenie Kazimierz Mostowicz w swej pionierskiej pracy[2] i wspominali inni autorzy piszący na temat USO i Trójkąta Bermudzkiego.

I jeszcze jedna ciekawostka związana bezpośrednio z tematem USO w wodach Skandynawii. W sierpniu 1986 roku, dwa kraje skandynawskie odwiedziła wojskowa delegacja US Navy. Była to grupa uderzeniowa pancernika USS Iowa i krążownika przeciwlotniczego USS Fort Ticonderoga wraz z asystą 10 mniejszych okrętów, niszczycieli i korwet ZOP, które brały udział w ćwiczeniu flot NATO na północnym Atlantyku. Najpierw okręty weszły do portu wojennego w Århus w Danii. Następnie okręty przeszły do Kopenhagi z tym, że USS Iowa wraz z okrętem ZOP popłynął na wschód – w kierunku Bornholmu, który okrążył i następnie popłynął na południowy zachód w kierunku wód terytorialnych Niemieckiej Republiki Demokratycznej, gdzie oddał jedną (według jednych) lub trzy (według innych) salwy ze swej artylerii głównej - dziewięciu czterysta szóstek… Eskadra ta była bardzo pilnie śledzona przez wszystkie służby Układu Warszawskiego, i zaraz wyjaśnię dlaczego.


Nie zapominajmy, że w 1983 roku USS Iowa został przezbrojony i dostosowany do realiów wojny nuklearnej i nowej strategii prezydenta Ronalda Reagana, a co za tym idzie szerokiego współdziałania z jednostkami lotniczymi i kosmicznymi. Miał on stanowić pancerną pięść wspomagającą grupy uderzeniowe lotniskowców i siły lądowe, jak miało to miejsce m.in. w Bejrucie (1984) czy w czasie I Wojny w Zatoce (1991). Po przezbrojeniu pzostawiono mu tylko 9 dział 406 mm z pociskami konwencjonalnymi i nuklearnymi o mocy 1 kt (tzw. „kejti” od skrótu kt – kilotona); ale za to dodano 20 dział 127 mm, 32 pociski BGM-109 Tomahawk GLCM SSM z głowicami konwencjonalnymi i jądrowymi oraz 16 pocisków RGM-84 Harpoon SSM  klasy woda – woda, a do tego baterie pocisków plot. Terrier. Miałem okazję zobaczyć ten okręt całkiem z bliska, z pokładu MF Wawel w rejsie do Ystad. Była to olbrzymia góra stali najeżona lufami dział poruszająca się z prędkością około 10 węzłów. Asystujący mu okręt ZOP poruszał się cyrkulując wokół pancernika, który majestatycznie sunął na wschód – w stronę Bornholmu. I wtedy zadałem sobie pytanie: co Amerykanie robią na tych wodach? Czy ta „wizyta” w portach Danii i Norwegii jest tylko prężeniem muskułów i demonstracją siły, czy jest w tym wszystkim jakieś drugie dno? Tym drugim dnem mogły być obserwowane w skandynawskich wodach radzieckie okręty i pojazdy podwodne i/albo TRUSO… Nie zapominajmy także, że potężne radary krążownika przeciwlotniczego USS Fort Ticonderoga – a ma on na swym pokładzie aż cztery rodzaje radiolokatorów plot. i horyzontalnych oraz ultraczułe sonary ZOP systemu AEGIS – były w stanie objąć swymi mackami znaczną część Bałtyku i Półwyspu Skandynawskiego i Jutlandii. A dlaczegóżby nie? Chociaż z drugiej strony Amerykanie nie lubią Bałtyku. Jest on po prostu za płytki dla ich ogromnych okrętów oceanicznych i nawigacja na ciasnym i płytkim akwenie jest tu bardzo trudna. Wróćmy jednak do tajemniczego wraku.


Rozwiązanie zagadki się znalazło i to szybko. Nieoceniony w takich przypadkach Clas Svahn zwrócił mą uwagę na artykuł red. Anny Lindström pt. „Gåtan om ubåten kan vara löst nu” zamieszczonego w dzienniku „Expressen” na stronie internetowej http://www.expressen.se/1.2358935, z dnia 8 marca 2011 roku, w którym czytamy m.in., że:


Zagadka okrętów podwodnych może być rozwiązana już teraz

W ubiegłym tygodniu znaleziono radziecką łódź podwodną w Morzu Bałtyckim i nawet spekulowano na ten temat, jak ona mogła się tam znaleźć.

Teraz zagadka ta jest już rozwiązana. Stig Lövgren w wywiadzie dla  SVT twierdzi, że w roku 1990 sprzedał na złom okręt podwodny Bertowi Karlssonowi i że dwa okręty podwodne klasy Whiskey zatonęły w czasie przeholowywania w okolicach wyspy Olandii. 

W roku 1990 Rosjanie sprzedali Szwedom „na żyletki” 9 okrętów podwodnych, którzy wzięli je na hol i przepłynęli z nimi Morze Bałtyckie. Stig Lövgren, który pośredniczył w transakcji powiedział SVT, że jeden z okręt podwodny został sprzedany Bertowi Karlssonowi, który miał zakończyć jego żywot tego roku w Skara.

„Lost Boats”

- W 1990 roku zorganizowałem transport tego okrętu podwodnego Bertowi Karlssonowi ze Skara Summerland z portu Nakskov w Danii do Göteborga. No i zostałem poinformowany przez sprzedawcę, że w czasie transferu tych jednostek z St. Petersburga w Rosji do Nakskov doszło do utraty dwóch okrętów podwodnych – powiedział Stig Lövgren w wywiadzie dla SVT.

Zaczęły się kołysać…

Dwa okręty podwodne z dziewięciu wówczas holowanych naraz zaczęły się silnie kołysać i nabierać wodę, więc przecięto hol, na którym je ciągnięto. Na zdjęciach okrętu podwodnego znalezionego zeszłym tygodniu w Bałtyku widać wyraźnie liny holownicze, których używa się w Szwecji – podała SVT.

„Expressen”, 8 marca 2011 r.





[1] B. Wołoszański – „Sensacje XX wieku”, Warszawa 1990.
[2] K. Mostowicz – „My z Kosmosu”, Warszawa 1977.